czwartek, 24 września 2015

czas szczawiu - ROK W PIEKLE

czas szczawiu 
Tu niewielki, acz niezwykle wartościowy, tekst wspomnieniowy z czasów wojny w byłej Jugosławii. Pozwolę sobie wkleić go w całości, aby wisiał na niniejszym portalu, ponieważ, jak zauważyłem, kilka stron, na których wisiał przedtem, już nie istnieje, a warto, by był jak najszerzej rozpowszechniany.

Pamiętnik z Bośni 

\"Rok w piekle …
Jestem z Bośni. Wiesz, w latach 1992 i 1995 tu było piekło. Przez rok mieszkałem i przetrwałem w mieście, gdzie 6000 osób żyło bez wody, prądu, benzyny, pomocy medycznej, obrony cywilnej, obsługi i dystrybucji wszelkiego rodzaju tradycyjnych usług, lub reguł prawa. Nasze miasto zablokowało wojsko i przez cały rok życie zamieniło się w koszmar. Nie mieliśmy armii, nie było policji. Mieliśmy tylko grupy zbrojne: uzbrojonych ludzi chroniących swoje domy i rodziny. Kiedy to wszystko się zaczęło niektórzy z nas byli lepiej przygotowani na przetrwanie, ale większość rodzin, sąsiadów miała wystarczającą ilość pożywienia zaledwie na kilka dni. Niektórzy mieli pistolety, mało kto miał AK-47, lub strzelby. Po miesiącu lub dwóch gangi rozpoczęły działalność niszcząc wszystko. Na przykład szpitale przekształcono w rzeźnie. Nie było policji. Około 80 procent pracowników szpitala zniknęło. Miałem szczęście. Moja rodzina była w tym czasie dość duża (15 osób w dużym domu, sześć pistoletów, trzy AKS) i przetrwaliśmy (przynajmniej większość z nas). Amerykanie zrzucali paczki co 10 dni, aby pomóc w blokadzie miasta. To nigdy nie było dosyć. Niektórzy – bardzo niewielu – miało ogrody. To trwało trzy miesiące, już w pierwszym miesiącu rozprzestrzeniały się plotki o ludziach umierających z głodu i zimna.

Usunęliśmy wszystkie drzwi, ramy okienne z opuszczonych domów, zerwaliśmy podłogi i spaliliśmy to wraz z meblami, aby uzyskać trochę ciepła. Wielu zmarło z powodu chorób, zwłaszcza z powodu braku wody (dwoje z mojej rodziny). Piliśmy najczęściej wodę deszczową, jedliśmy gołębie, a nawet szczury. Pieniądz szybko stał się bezwartościowy. Wróciliśmy do wymiany. Za puszkę z tuszonką [mięsem] można było mieć kobietę. (Trudno o tym mówić, ale to prawda.) Większość dziewczyn była sprzedawana przez zdesperowane matki za broń, amunicję, świece, zapalniczki, antybiotyki, benzynę, baterie i żywność. Walczyliśmy o te rzeczy jak zwierzęta. W takich sytuacjach liczyło się wszystko co można było wymienić. Mężczyźni stawali się potworami. To było obrzydliwe. Siła była w liczbach. Mężczyzna mieszkający sam zostawał zabity i okradziony- to było tylko kwestią czasu, nawet jeśli był uzbrojony. Dziś ja i moja rodzina jesteśmy dobrze przygotowani, jestem dobrze uzbrojony. Mam doświadczenie. To nie ma znaczenia, co się stanie: trzęsienie ziemi, wojna, tsunami, kosmici, terroryści, załamanie gospodarcze, powstanie. Ważne jest to, że coś się wydarzy.

Oto moje doświadczenia: nie można przetrwać na własną rękę. Nie zatrzymuj się poza rodziną, przygotujcie się wspólnie, wybierzcie solidnych przyjaciół.

Poniżej moje rady oparte są na rocznym doświadczeniu i przeżyciu!

Jak bezpiecznie poruszać się w mieście.

Miasto zostało podzielone na społeczności wzdłuż ulic. Nasza ulica (15 do 20 domów) miała patrole (pięciu uzbrojonych mężczyzn w każdym tygodniu) do odstraszania swym wyglądem gangów i naszych wrogów. Wszystkie wymiany towarów miały miejsce na ulicy. Około 5 km od centrum miasta była cała ulica do obrony, wszystko dobrze zorganizowane, ale tam w centrum było zbyt niebezpieczne z powodu snajperów. Można było także być okradzionym przez bandytów. Na ten plac ogólnej wymiany w mieście poszedłem tylko dwa razy, gdy potrzebowałem czegoś naprawdę rzadkiego (lista leków, głównie antybiotyków). Nikt nie używał samochodów w mieście: ulice były zablokowane przez wraki i porzucone samochody. Benzyna była bardzo droga. Jeśli już trzeba było gdzieś iść, robiło się to w nocy. Nigdy nie należało podróżować samotnie. Zawsze poruszaliśmy się w grupach, które były duże, co najmniej kilku mężczyzn. Wszyscy uzbrojeni, chodziło się w cieniu, poprzez ruiny, a nie wzdłuż otwartych ulic. Było wiele gangów- band od 10 do 15 silnych mężczyzn. Niektóre liczyły nawet 50 mężczyzn. Ale było też wielu normalnych ludzi, jak my, ojców i dziadków, którzy zabijali i rabowali. Nie było żadnych „dobrych” i ”złych” ludzi. Większość z nich była gotowa na najgorsze, aby przetrwać i obronić rodziny.

Co z drewnem?

Twoje miasto, dom jest otoczony przez park, sad, lasy, dlaczego ludzie palą drzwi i meble? Wokoło miasta rosły drzewa. To było bardzo piękne miasto przed wojną – restauracje, kina, szkoły, a nawet lotnisko. Każde drzewo w mieście, w parku miejskim wycięto na opał w pierwszych dwóch miesiącach. Bez energii elektrycznej do gotowania i ciepła, trzeba było coś palić. Meble, drzwi, podłogi: drewno pali się szybko. Nie mieliśmy żadnych możliwości zaopatrzenia się z podmiejskich gospodarstw. Wróg był na przedmieściach. Byliśmy otoczeni. Nawet w samym mieście nigdy nie wiadomo, kto jest wrogiem w danym punkcie.

Jaka wiedza była przydatna w tym okresie?

Aby wyobrazić sobie nieco lepiej sytuację powinieneś wiedzieć, że to praktycznie powrót do epoki kamienia. Na przykład miałem pojemnik do gotowania gazu. Ale nie używałem go do wytwarzania ciepła. To byłoby zbyt drogie! Dołączone do niego dysze używałem do wypełnienia zapalniczek. Zapalniczki były cenne. Jeśli mężczyzna przyniósł pustą zapalniczkę mogłem ją wypełnić, a on dał mi za to puszkę z jedzeniem lub świeczkę. Byłem sanitariuszem. W tych warunkach, moja wiedza jest moim bogactwem. Bądź nowoczesny i wykwalifikowany. W takich warunkach ważna jest zdolność do ustalenia co jest cenniejsze niż złoto oraz artykuły, których z pewnością zabraknie, ale twoje umiejętności będą zawsze w cenie. Chcę powiedzieć tak: dowiedz się jak naprawiać rozmaite urządzenia, rzeczy, buty lub jak leczyć ludzi. Mój sąsiad na przykład wiedział jak robić lampy naftowe. On nigdy nie był głodny.

Jeśli miałbyś trzy miesiące na przygotowanie się, co byś zrobił?

Trzy miesiące? Uciekaj z kraju? (Żarty) Dziś wiem, że wszystko może nastąpić bardzo szybko. Mam zapas żywności, artykułów higienicznych, baterie. Tyle, by przetrwać przez sześć miesięcy. Mieszkam w bardzo bezpiecznej płaskiej okolicy i we własnym domu ze schronem, w wiosce 5 km od centrum. To mała wioska, większość ludzi jest tam dobrze przygotowanych- wojna nauczyła ich. Mam cztery karabiny i 2000 nabojów do każdego. Mam ogród i nauczyłem się ogrodnictwa. Ponadto mam dobry instynkt. Wiesz, kiedy wszyscy wokół ciebie informują cię, że wszystko będzie dobrze, ale ja wiem, że to wszystko może się zawalić, to mam siły do tego, co trzeba zrobić, aby chronić swoją rodzinę. Bo gdy wszystko upada musisz być gotowy do zrobienia „złych” rzeczy, aby utrzymać dzieci przy życiu i chronić swoją rodzinę. Przetrwać na własną rękę jest praktycznie niemożliwe. (Ja tak obecnie myślę po moich przeżyciach.) Nawet jak jesteś uzbrojony i gotowy na wszystko, jeśli jesteś sam- umrzesz. Widziałem to wiele razy. Dobrze przygotowane rodziny i grupy z wiedzą i umiejętnościami w różnych dziedzinach: to jest o wiele lepsze.

Co należy przygotować, zmagazynować w domu?

To zależy. Jeśli zamierzasz chronić się przed kradzieżą potrzebna jest broń i amunicja. Dużo amunicji. Jeśli nie- więcej żywności, środki higieny, baterie, akumulatory, małe elementy handlowe (noże, zapalniczki, krzesiwa, mydło). Ponadto alkohol takiego typu, który jest trwały. Najtańsza whisky to dobry produkt handlowy.

Wiele osób zmarło z niedostatecznej higieny.

Musisz mieć proste rzeczy w wielkich ilościach. Na przykład dużo worków na śmieci. I papier toaletowy. Jednorazowe naczynia i kubki. Musisz mieć tego dużo. Dlatego, że nie ma tego w ogóle. Jak dla mnie dostawa elementów higieny jest chyba ważniejsza niż jedzenie. Można zastrzelić gołębia. Można znaleźć rośliny do jedzenia. Nie można jednak znaleźć lub zdobyć środków dezynfekujących. Środki dezynfekujące, detergenty, wybielacze, mydła, rękawice, maski. Umiejętność udzielania pierwszej pomocy, przemywania ran i oparzeń to podstawowe umiejętności przetrwania. Być może znajdziesz lekarza i będziesz w stanie mu zapłacić, ale to przypadek. Nie licz na to. Naucz się stosować antybiotyki. Dobrze jest mieć ich zapas. Należy wybrać najprostszą broń. I nosić Glock 0,45. Podoba mi się ten pistolet, ale tutaj jest to rzadki okaz. Więc mam dwa pistolety TT. (Każdy ma takie i pasującą do nich amunicję.) Nie lubię kałasznikowów ale znowu ta sama historia: każdy je ma. Musisz posiadać drobne, niezauważalne przedmioty. Na przykład generator jest dobry, ale o wiele lepsze są zapalniczki (1000 sztuk). Generator będzie przyciągać uwagę, bo jest głośny, ale 1000 zapalniczek nie zajmuje dużo miejsca, są tanie i zawsze mogą być przedmiotem obrotu.

Zwykle zbieram deszczówkę do czterech dużych beczek, a następnie gotuję ją. Była mała rzeka, ale jej woda bardzo szybko stała się bardzo brudna z pływającymi trupami. Ważne jest również, aby były pojemniki na wodę: beczki i wiadra.

Czy złoto i srebro przydatne?

Tak. Osobiście sprzedałem dużo złota z domu dla amunicji. Czasami mieliśmy w naszych rękach pieniądze: dolary i marki niemieckie. Kupiliśmy za nie kilka rzeczy, ale to było rzadko i ceny były astronomiczne. Na przykład puszka mięsna kosztowała 30 do 40 dolarów. Lokalny pieniądz szybko stał się bezwartościowy. Wszystko co potrzebne zamieniliśmy na zasadzie barteru.

Czy sól była droga?

Tak, ale kawa i papierosy były jeszcze droższe. Miałem dużo alkoholu i sprzedawałem bez problemu. Spożycie alkoholu wzrosło ponad 10 razy w stosunku do czasu pokoju. Być może dzisiaj jest bardziej przydatne utrzymanie zapasów papierosów, zapalniczek i baterii. One zajmują mniej miejsca. W tamtych czasach nie znałem zasad przetrwania. Nie mieliśmy czasu na przygotowanie – na kilka dni przed tym, jak się to stało politycy powtarzali w TV, że wszystko idzie zgodnie z planem i nie ma powodu, aby być zaniepokojonym. Gdy niebo spadło na nasze głowy, zrobiliśmy to, co mogliśmy.

Czy trudno było kupić broń palną?

Po wojnie mieliśmy broń w każdym domu. Policja skonfiskowała wiele broni na początku wojny, ale większość z nas ją ukrywała. Teraz mam licencję na jeden pistolet. Zgodnie z prawem to się nazywa tymczasowa kolekcja. Jeśli są zamieszki rząd będzie rekwirował całą zarejestrowaną broń. Nigdy nie zapominaj o tym. Wiesz, jest wielu ludzi, którzy mają jedną prawną broń, ale także nielegalne pistolety, jeśli ta legalna zostanie skonfiskowana. Jeśli masz dobre towary handlowe możesz być w stanie uzyskać broń w trudnej sytuacji. Ale pamiętaj- najtrudniejszy czas to pierwsze dni, a może i nie będziesz miał wystarczająco dużo czasu, aby znaleźć broń, aby chronić swoją rodzinę. A zostać rozbrojonym w czasie chaosu i paniki to jest zły pomysł. W moim przypadku był człowiek, który potrzebował akumulator do swojego radia. Miał strzelby. Wymieniłem akumulator za obie. Zdarza się, że zamieniasz amunicję za żywność, a kilka tygodni później żywność za amunicję. Niewiele osób wie, jak dużo i co trzymam w domu. Najważniejsze jest to, aby zachować tak wiele rzeczy, jak to możliwe pod względem przestrzeni i pieniędzy. W końcu zrozumiesz, co jest cenniejsze. Korekta: Będę zawsze najbardziej bronił wartości broni i amunicji. Drugie? może środki higieny i lekarstwa

Co z bezpieczeństwem?

Nasza obrona była bardzo prymitywna. Powiem ponownie: nie byliśmy gotowi i wykorzystaliśmy to, co mogliśmy. Okna zostały zniszczone, a dachy w okropnym stanie po zamachach. Okna były zabarykadowane – niektóre przez worki z piaskiem, inne przez kamienie, zamurowane betonem. Wszelkie bramy były zabarykadowane albo przez wraki albo gruz i śmieci. Używano drabin, aby dostać się do domu przez małe lufciki w zabarykadowanych oknach. Mieliśmy kolegę na naszej ulicy, który całkowicie zabarykadował się w swoim domu. Wybił dziurę w ścianie tworząc przejście dla siebie w ruinach domu sąsiada -rodzaj tajnego wejścia. Może to wydawać się dziwne, ale najbardziej chronione domy zostały splądrowane i zniszczone w pierwszej kolejności. W mojej dzielnicy miasta były piękne domy o betonowych ścianach z psami, alarmami i zakratowanymi oknami. Ludzie zaatakowali ich w pierwszej kolejności. Niektórzy przeżyli, inni nie. To wszystko zależy, jak wiele rąk i karabinów mieli w środku. Myślę, że obrona jest bardzo ważna, ale to musi być prowadzone dyskretnie. Jeśli jesteś w mieście i bandy przychodzą trzeba mieć proste, niekrzykliwe miejsce z dużą ilością broni i amunicji. Ile amunicji? Tyle ile to możliwe. Zrób swój dom tak nieatrakcyjny, jak możesz. Teraz jestem właścicielem stalowych drzwi, ale to tylko na pierwszą falę chaosu, po której- jak przejdzie- będę mógł opuścić miasto, by dołączyć do większej grupy ludzi – swoich przyjaciół i rodziny. Nie ma potrzeby mówić o szczegółach, ale zawsze mieliśmy doskonałą siłę ognia i ceglany mur po naszej stronie. Również stale patrolowaliśmy ulicę. Jakość organizacji jest najważniejsza w przypadku ataków gangów. Strzały było ciągle słychać w całym mieście w dzień i w nocy. Nasz obwód bronił się prymitywnie. Wszystkie wyjścia zostały zabarykadowane i miały małe szczeliny jak w średniowiecznych zamkach. Wewnątrz mieliśmy co najmniej pięciu członków rodziny gotowych do walki w każdej chwili i jednego mężczyznę na ulicy ukrytego w schronie. Byliśmy w domu w ciągu dnia, aby uniknąć ognia snajperskiego. Kto jest słaby od razu zginie. Następnie reszta walczy. W ciągu dnia ulice były praktycznie puste z powodu ognia snajperskiego. Obrona były nastawiona na walkę z bliskiego zasięgu. Wielu zginęło jeśli wyszli, aby na przykład zebrać informacje. Ważne jest, aby pamiętać, że nie ma informacji, nie ma radia, telewizji – tylko plotki i nic więcej. Nie było zorganizowanego wojska- każdy człowiek walczył. Nie mieliśmy wyboru. Każdy był uzbrojony, gotowy do obrony. Nie należy nosić wartościowych elementów w mieście, ktoś cię zamorduje i je zabierze. Powiem wam coś: jeśli “coś” rozpocznie się jutro, będę miał skromny wygląd. Będę wyglądać jak każdy inny. Zdesperowany, straszny. Może będę nawet krzyczeć i płakać. Bez ładnych ubrań. Należy je całkowicie wykluczyć. Nie, ja zostanę na boku dobrze uzbrojony, dobrze przygotowany, czekając i oceniając moje możliwości, z moim najlepszym przyjacielem i bratem. Jeśli ludzie myślą, że coś jest wartościowe, to przyjdą, aby to zabrać. To tylko kwestia czasu, ilości broni i rąk.

Jaka tam była sytuacja z toaletą?

Używaliśmy łopaty i skrawku ziemi w pobliżu domu. Czy to wydaje się “niehigieniczne”? I takie było. Myliśmy się tylko wodą deszczową, lub w rzece, ale przez większość czasu było to zbyt niebezpieczne. Nie mieliśmy papieru toaletowego, a jeśli mieliśmy w ogóle, to był na handel. To był „brudny” biznes. Pozwól mi dać ci radę: musisz mieć broń i amunicję jako pierwsze, wszystko inne jako drugie. Dosłownie wszystko! Wszystko zależy od miejsca i ile masz pieniędzy. Jeśli coś zapomnisz, zawsze znajdzie się ktoś, kto ma to na sprzedaż. Ale jeśli zapomnisz broni i amunicji, to dla Ciebie nie będzie dostępu do handlu. I nie sądzę, że duże rodziny oznaczają więcej ust do jedzenia. Wielkie rodziny oznaczają przede wszystkim więcej broni i siły .

Jak ludzie traktują chorych i rannych?

Większość obrażeń była od strzałów. Bez specjalisty i bez wyposażenia- jeśli ranny człowiek nie znalazł gdzieś lekarza miał tylko około 30 procent szans na przeżycie. To nie jest film. Ludzie umierali. Wielu zginęło od zakażenia ran powierzchniowych. Miałem oczywiście antybiotyki dla rodziny. Dość często ludzie umierali głupio: prosta biegunka zabije cię w ciągu kilku dni bez leku, z ograniczoną ilością wody. Było wielu chorób skóry i zatrucia żywności. Miejscowych ziół i czystego alkoholu wystarczyło na krótkotrwałe leczenie, ale były bezużyteczne w przypadku przewlekłych dolegliwości. Higiena jest bardzo ważna, jak również posiadanie tyle leków, jak to możliwe – zwłaszcza antybiotyków\".

sobota, 19 września 2015

O co chodzi Franciszkowi?

Synod „liberałów”? Katolickie organizacje biją na alarm


Synod „liberałów”? Katolickie organizacje biją na alarm
fot. REUTERS/ Forum

Watykan opublikował listę uczestników Synodu o Rodzinie, który odbędzie się w dniach od 4 do 25 października br. „Voice of The Family” alarmuje, że na liście, zwłaszcza wśród duchownych dobranych przez papieża Franciszka, widnieje znaczna liczba nazwisk hierarchów publicznie zajmujących stanowisko sprzeczne z nauczaniem i dyscypliną Kościoła.

Dzięki papieskiej nominacji udział w najbliższej sesji synodu weźmie kardynał Walter Kasper, były przewodniczący Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan, który w ubiegłym roku zaproponował, by umożliwić przyjmowanie Komunii świętej rozwiedzionym katolikom żyjącym w nowych związkach (a więc trwającym w grzechu ciężkim). Podobnie kardynał Godfried Danneels, były arcybiskup diecezji Mechelen-Bruksela, który w 1990 roku próbował przekonać króla Belgii Baldwina, by podpisał ustawę aborcyjną. W 2013 kard. Danneels pozytywnie wypowiadał się o tzw. homomałżeństwach, chwaląc ustawodawstwo zezwalające osobom żyjącym w związkach jednopłciowych na „zawieranie małżeństwa cywilnego”. Hierarcha ten został zaproszony przez papieża na synod już po raz drugi.

Wśród hierarchów zaproszonych do udziału w pracach synodu znajduje się kard. Blase Cupich, arcybiskup Chicago, który bronił udzielania Komunii Świętej proaborcyjnym politykom. W 2011 r. zabronił kapłanom ze swojej diecezji uczestnictwa w akcji modlitewnego czuwania w obronie życia poczętego – 40 Days for Life. Hierarcha popiera ustawodawstwo cywilne w sprawie redefinicji małżeństwa.

Arcybiskup Bruno Forte, odpowiedzialny za sporządzenie i dołączenie do raportu końcowego ubiegłorocznego synodu o rodzinie skandalicznych punktów o homoseksualistach, po raz kolejny będzie pełnił stanowisko sekretarza. Tezy zawarte w skandalicznym „Relatio post disceptationem” są jego osobistymi wnioskami. Dzięki papieskiej nominacji w synodzie udział weźmie kardynał Christoph Schönborn, arcybiskup Wiednia i przewodniczący Konferencji Episkopatu Austrii. Hierarcha ten apeluje, aby zmienić duszpasterskie podejście do homoseksualistów i by starać się dojrzeć „elementy pozytywne” w tworzonych przez nich związkach. Z kolei arcybiskup Nowego Jorku, kardynał Timothy Michael Dolan, choć bywa zaliczany do przeciwników programu Kaspera, to poprowadził w tym roku „inkluzyjną” paradę Świętego Patryka. Pochwalił też jej organizatorów za współpracę z organizacjami homoseksualnymi.

Kardynał Donald Wuerl (arcybiskup Waszyngtonu) jest czołowym zwolennikiem udzielania Komunii Świętej katolikom publicznie promującym poważne zło moralne, jakim jest aborcja. W 2012 Wuerl zganił podległego mu kapłana za… nieudzielnie Komunii świętej lesbijce uczestniczącej z partnerką w pogrzebie matki. Archidiecezja wydała publiczne przeprosiny, a duchowny został zganiony. W obradach uczestniczyć będzie także kard. Dionigi Tettamanzi, były arcybiskup Mediolanu, który poparł „duszpasterskie” propozycje Kaspera.
Dzięki zaproszeniu papieża w pracach uczestniczyć będzie kard. Óscar Andrés Rodríguez Maradiaga, arcybiskup Tegucigalpa, przewodniczący Konferencji Episkopatu Hondurasu i „bliski doradca papieża Franciszka”, który w tym miesiącu publicznie bronił propozycji kard. Kaspera. W zgromadzeniu, któremu przewodzić będzie papież, weźmie udział kard. Lluis Martinez Sistach, arcybiskup Barcelony, który odmówił wyciagnięcia konsekwencji wobec podległego mu kapłana, odpowiedzialnego za sfinansowanie aborcji dwóm młodym dziewczętom. Podobnie kard. Raymundo Damasceno Assis, arcybiskup Aparecida (Brazylia) i przewodniczący episkopatu brazylijskiego, który przed zeszłorocznym Synodem chwalił „bardziej miękką i tolerancyjną retorykę Franciszka, w szczególności w odniesieniu do homoseksualizmu”.

Na liście uczestników synodu znalazł się kard. Luis Antonio Tagle, arcybiskup Manili na Filipinach, który na początku tego roku potępił hierarchów kościelnych, używających „trudnego" i „ciężkiego" języka do opisania grzechu cudzołóstwa i zachowań homoseksualnych. Hierarcha jest zwolennikiem „nowego nauczania o miłosierdziu”. Z kolei kard. John Dew, arcybiskup Wellington i przewodniczący episkopatu Nowej Zelandii, podczas ubiegłorocznego Synodu wezwał Kościół do rezygnacji z określenia grzechu jako „nieuporządkowania”. Hierarcha jest zwolennikiem udzielania Komunii rozwodnikom, żyjącym w konkubinatach.

Victor Fernandez, tytularny arcybiskup Tiburnia (Argentyna), jest jednym z najbliższych doradców teologicznych papieża. Wielokrotnie bezpardonowo atakował kard. Gerharda Muellera, prefekta Kongregacji Nauki Wiary za sprzeciwianie się „kierunkowi Franciszka” w Kościele. Fernández był jednym z autorów raportu końcowego Synodu w październiku ubiegłego roku. Pracował także nad najnowszą encykliką papieską dot. ochrony środowiska. W maju br. hierarcha mówił dziennikarzom, że papież „dąży do reformy, która jest nieodwracalna”.

Ksiądz Antonio Spadaro, dyrektor włoskiego dziennika „La Civilta Cattolica”, jest osobistym przyjacielem papieża i wielokrotnie promował w swoim piśmie „tezy Kaspera” i liberalizację nauczania moralnego Kościoła w kwestii małżeństwa i rodziny. W gronie kontrowersyjnych uczestników synodu odnaleźć możemy także księdza Pio Vito Pinto, szefa komisji odpowiedzialnej za wprowadzenie radykalnej reformy dot. skrócenia i uproszczenia procesu stwierdzania nieważności małżeństwa. Na łamach watykańskiej gazety „L'Osservatore Romano” ks. Pinto otwarcie przyznał, że z reform wprowadzonych w ub. tygodniu na polecenie Ojca Świętego skorzystają „osoby rozwiedzione żyjące w nowych związkach”. Dodał, że z pewnością „wzrośnie liczba małżeństw nieważnych”.

„The Voice Of Family” alarmuje, że Kościół stoi w obliczu poważnego kryzysu. „Nadszedł czas dla wszystkich katolików, na każdym szczeblu Kościoła, by zdali sobie sprawę z kryzysu, który nas ogarnia. Każdy z nas – zarówno duchowny, jak i świecki – ma prawo i obowiązek bronić katolickiej doktryny i praktyki przed atakami ze strony przedstawicieli hierarchii”. W gronie uczestników synodu znaleźli się także duchowni znani z obrony tradycyjnego nauczania Kościoła. Są to m.in. kard. Wilfrid Fox Napier, (arcybiskup Durbanu, RPA), kard. Elio Sgreccia (były przewodniczący Papieskiej Akademii Życia) i kard. Carlo Caffarra (arcybiskup Bolonii, współautor pracy „Jedenastu kardynałów o małżeństwie i rodzinie”).

W wywiadzie dla Radia Renascença papież Franciszek potwierdził, że podstawą dyskusji synodalnej będzie „Instrumentum laboris”. - Co do Synodu, to dziennikarze są już zaznajomieni z Instrumentum laboris. Będziemy mówić o tym, co jest w nim zawarte. Trzy tygodnie, jeden temat, jeden rozdział na każdy tydzień – mówił papież.

Liderzy „The Voice of Family” przypominają, że „Instrumentum laboris” stanowi bezpośredni atak na fundamenty katolickiej nauki o życiu, małżeństwie i rodzinie. W szczególności dokument ten podważa encyklikę „Humanae Vitae”, proponując fałszywe rozumienie relacji między sumieniem a prawem moralnym (pkt 137). Ponadto koncentruje się na kwestiach antykoncepcji, nie potępiając stosowania tego typu środków i nie odnosząc się do dotychczasowego nauczania w tej kwestii (pkt 34). Wreszcie proponuje udzielanie Komunii Świętej „osobom rozwiedzionym żyjącym w nowych związkach (pkt 120-125). Dokument sugeruje, że konkubinat posiada „pozytywne aspekty” i można uznawać go w pewnym stopniu za legalną formę związku (pkt 57, 61, 63, 99, 102). „Instrumentum laboris” przygotowuje Kościół do akceptacji związków osób tej samej płci, uznając potrzebę określenia „specyficznego charakteru tych związków w społeczeństwie” (pkt 8). Odmawia też rodzicom pełnego prawa w zakresie edukacji seksualnej swoich dzieci (pkt 86).

Organizacja wskazuje, że zgodnie z kanonem 212, paragraf 3, wierni stosownie do posiadanej wiedzy, kompetencji i zdolności mają prawo, a niekiedy nawet obowiązek wyjawienia swojego zdania świętym pasterzom w sprawach dotyczących dobra Kościoła i podawać je do wiadomości innym wiernym. Emerytowany arcybiskup Karagandy, ks. Jan Paweł Lenga stwierdził (Kryzys. Dokąd zaprowadzi nas synod?), że Papież podczas Synodu pokaże po czyjej jest stronie. Dodał, że „albo jesteśmy po stronie Chrystusa, albo po stronie diabła. Nie ma trzeciej opcji. Zwykli ludzie są czasami bliżej Chrystusa, niż kapłani”.

Pełna lista uczestników Synodu dostępna jest na stronie Watykanu.


Źródło: lifesitennews.com, voiceofthefamily.com, AS.


Read more: http://www.pch24.pl/synod-liberalow--katolickie-organizacje-bija-na-alarm,38246,i.html#ixzz3mA7ZNxiz

piątek, 18 września 2015

Migranci !

" Były doradca Nicolasa Sarkozy’ego, Maxime Tandonnet, na łamach francuskiego dziennika „Le Figaro”: Osiągnąłem już taki poziom obrzydzenia i odrazy, że najchętniej bym milczał. Ale sumienie mi na to nie pozwala. Ogromna fala imigrantów, głównie młodych mężczyzn, ucieka z Iraku i Syrii do Europy, pozostawiając za sobą garstkę kobiet, jazydek, które w ich miejscu walczą z Państwem Islamskim. Kobiety walczą, a mężczyźni uciekają. Fajnie, co? A Europa rozlewa łzy nad tymi mężczyznami i szeroko otwiera im swoje drzwi. Jazydki i chrześcijanki są więzione przez Państwo Islamskie, publicznie gwałcone i torturowane. Sprzedaje się je w niewolę. I gdzie są feministki? A gdzie obrońcy praw człowieka? Europa sączy obłudę, tchórzostwo, ślepotę, do tego stopnia, że robi się od tego niedobrze. To, że Europa na coś takiego pozwala, na takie barbarzyństwo, to hańba absolutna! Polityka, chęć do działania, do podejmowania decyzji, zdechła w Brukseli już dawno jak stara opona. Zastąpił ją tani moralizm propagowany przez najgorszych klaunów. Dziękujemy droga Komisjo, jesteś aż za dobra dla nas. Dziękujemy. Bruksela domaga się, by nasze (francuskie-red.) gminy przyjęły 36 tys. imigrantów, jakby nie miały ich już wystarczająco. Każdy poucza każdego. Papież Franciszek (i mówię to z największą przykrością) robi dokładnie to samo. Poucza nas, katolików, ilu muzułmanów powinniśmy przyjąć. Jednocześnie nie zająknął się słowem o mordowanych na Bliskim Wschodzie chrześcijanach. Jak to możliwe, że Watykan nie zamienił się jeszcze w obóz dla chrześcijańskich uchodźców? Co tu się dzieje, bo nie rozumiem? — pyta były doradca byłego prezydenta Francji. Jego zdaniem Europa, która „pozwala na mord chrześcijan o dwa kroki od siebie, z tchórzostwa i zaślepienia, jednocześnie chełpiąc się swoją własną dobrocią, rezygnując po drodze ze swoich granic, to Europa, która jest w trakcie poddania się najgorszemu rodzajowi totalitaryzmu i niewolnictwa, którym jest islam. To Europa u końca swojej drogi — dodaje Tandonnet. Najgorszymi hipokrytami, uważa politolog i historyk, są Niemcy "

środa, 16 września 2015

Stanisław Michalkiewicz, Dlatego Żydzi nie mogą przeboleć utraty rosyjskich alimentów

Główny Srul zlekceważył redaktora Michnika

Felieton    tygodnik „Nasza Polska”    16 września 2015
Ajajajajajajaj! Na tym świecie pełnym złości wszystko przemija - a skoro wszystko, to jakże ma nie przemijać czas dobrego fartu pana redaktora Adama Michnika? Jeszcze w roku 1990 jakieś nowojorskie Żydy nominowały go do tytułu „Żyda Roku 1990”, z czego nawiasem mówiąc przed niezawisłym sądem w Lublinie już siódmy rok toczy się proces o „antysemityzm”. Przed siedmiu, a może nawet ośmiu laty niejaki Karol Adamaszek, wynajęty przez lubelski oddział żydowskiej gazety dla Polaków w charakterze „redaktora”, spłodził donos do tamtejszej prokuratury na Grzegorza Wysoka, jakoby dopuścił się on zbrodni antysemityzmu. Kilka lat temu zeznawałem w tej sprawie w charakterze świadka i stąd mogłem poznać nie tylko te zarzuty, ale również zatrważające rozmiary ignorancji historycznej i obywatelskiej wśród funkcjonariuszek lubelskiej prokuratury. Podczas przesłuchania tamtejsza prokuratura zadała mi – w swoim oczywiście mniemaniu – podchwytliwe pytanie, czy słowo „cham” jest obraźliwe. Odpowiedziałem, że do niedawna było, ale skoro niezawisły sąd w Lublinie prawomocnie uznał, że można w ten sposób zwracać się do prezydenta państwa, to już chyba nie jest. Okazało się jednak, że to tylko taki wstęp, bo pani prokuratoressie chodziło o to, czy określenia „Chamy” i „Żydy” są obraźliwe, czy nie. Wyjaśniłem tedy, że tak właśnie przezywały się frakcje w PZPR – „grupa Natolińska” i tzw. „Puławianie” w latach 50-tych – co m.in. w broszurze wydanej w paryskiej „Kulturze” opisał Witold Jedlicki. Wprawdzie – dodałem – kolega Antoni Zambrowski utrzymuje, że Witold Jedlicki, jako tajny współpracownik SB, napisał tę broszurę i wysłał Jerzemu Giedroyciowi na polecenie Mieczysława Moczara, który tak naprawdę nazywał się Mikołaj Diomko – ale nawet on nie zaprzecza, że określenia: „Chamy” i „Żydy” funkcjonują w dyskursie publicznym i historiografii. Odniosłem nieprzyjemne wrażenie, jakby lubelska prokuratura dowiedziała się tego wszystkiego ode mnie. Nie tylko zresztą prokuratura – bo zaraz po mnie zeznawał pan senator, który na pytanie niezawisłego sądu odpowiedział, że „nigdy” nie słyszał o żadnych „Chamach”, ani „Żydach”. Szczęśliwy człowiek! Odniosłem tedy wrażenie, że niezawisły sąd został niejako zniewolony do uznania, że samo słowo „Żyd” ma charakter nieprzyzwoity.
Tak już na tym świecie pełnym złości bywało. W Rosji, a właściwie – w Sowdepii, bo Związek Radziecki jeszcze wtedy nie został proklamowany – bardzo zwracano uwagę na pyskówki, wskutek czego słowo „Żyd”, które w języku rosyjskim rzeczywiście ma charakter obraźliwy, mniej więcej taki, jak w języku polskim słowo „parch”- zostało zakazane. Doprowadziło to prawdziwej rewolucji semantycznej, bo na przykład w języku rosyjskim jest słowo „ożidat’”, to znaczy – oczekiwać. Skoro jednak słowo „Żyd” zostało zakazane, to w pismach urzędowych zaczęto używać formy „ojewrieiwat’” - bo oznaczające Żyda słowo „jewriej” było nadal dopuszczalne. Ciekawe, kiedy i jakim orzeczeniem zakończy się lubelski proces, który pokazuje, jakie skutki dla jurysprudencji i podatników pociąga za sobą nadgorliwość delatorów z chederu pana redaktora Michnika.
Mniejsza jednak o to, bo chodzi o przemijanie dobrego fartu samego pana redaktora. To jest nieuchronne następstwo starości. Już w XVIII wieku pozbawiony złudzeń ksiądz biskup Ignacy Krasicki w bajce „Stary pies i stary sługa” pisał: „Póki gonił zające, póki kaczki znosił, Kasztan co chciał u pana swojego wyprosił. Zstarzał się. Aż z owego pańskiego pieścidła, psisko stare, niezdatne oddano do bydła”. Otóż to! W roku 1990 pan redaktor Michnik mógł być sobie pieszczochem nowojorskiej diaspory i „Żydem Roku”, ale od tamtej pory minęło 25 lat, sprawa roszczeń ani nie została załatwiona po myśli grandziarza Izraela Singera, więc w centrum zainteresowania znalazły się całkiem inne Żydy. Wprawdzie pan redaktor Michnik próbuje podtrzymać wrażenie, że nadal jest na topie i w swojej żydowskiej gazecie dla Polaków drukuje swoje palavery z ruskim Żydem Grigorijem Jawlińskim, jakim to szubrawcem jest zimny ryski czekista Putin – ale widać że to tylko takie ultimos podrigos, zarówno w przypadku pana redaktora Michnika, jak i Grigorija Jawlińskiego.
Jawliński narzeka, że żydowscy grandziarze wzięli Putina na ochroniarza w nadziei, że czekista będzie czujnie pilnował tego, co sobie w Rosji ukradli, a tymczasem on natychmiast zmienił zamki i żydowscy grandziarze w rodzaju Borysa Bieriezowskiego i Władimira Gusińskiego zostali z fiutem z garści. Warto przypomnieć, że kiedy Putin z rekomendacji wspomnianych żydowskich grandziarzy został wezyrem, a potem – rosyjskim prezydentem, największym zagranicznym inwestorem w Rosji był Cypr. Stało się to w taki sposób, że do grandziarzy, którzy ulokowali się na Cyprze, bo to i ciepło i blisko i banki – przybyli rewizorowie iz Pietierburga. Kiedy ma się lufę pistoletu w ustach, to trzeba mówić krótko i na temat, więc i grandziarze na pytanie – ile ukradli – odpowiadali precyzyjnie: tyle i tyle. - Aha – na to rewizorowie – to zostaw sobie z tego tyle i tyle i żyj spokojnie – ale reszta ma wrócić do Rosji. Nawet nie myśl o tym, że nam uciekniesz; popatrz; znaleźliśmy ciebie tutaj i znajdziemy ciebie wszędzie, więc nawet nie myśl o tym, żeby coś kombinować. I tak się stało; o ile za Jelcyna nie było z czego wypłacać emerytur, a nawet pensji, to za Putina nagle okazało się to możliwe. Okazuje się, że zmiana konwencji ze sportowej na niesportową doprowadza nawet największych żydowskich cwaniaków do bezradności. Nic dziwnego; nawet największy bankier nie potrafi schwytać w rękę kuli wystrzelonej w jego głowę.
Dlatego też Żydzi nie mogą przeboleć utraty rosyjskich alimentów, więc pan redaktor Michnik uwija się jak w ukropie, ale to już nie te czasy, gdy był pieszczochem całej diaspory. Dzisiaj nikt nawet go nie informuje, jak trzeba nawijać i w rezultacie mamy potworny dysonans między żydowską gazetą dla Polaków, a Żydami w bezcennym Izraelu. Oto w momencie, gdy szabesgoje w rodzaju pana red. Jarosława Kurskiego, z tych Kurskich, co to familijnie obstawiają wszystkie możliwe kierunki polityczne, pana red. Piotra Stasińskiego, czy wreszcie biegającego za proroka mniejszego pana red. Jacka Żakowskiego, pryncypialnie chłoszczą mniej wartościowy naród tubylczy za brak entuzjazmu wobec „uchodźców” - izraelski premier Beniamin Netanjahu nie tylko ogłasza zamknięcie granic bezcennego Izraela przed „uchodźcami”, ale również – budowę muru na granicy między bezcennym Izraelem, a Jordanią, żeby nie tylko jacyś „uchodźcy”, ale nawet myszka się tamtędy nie przedostała do żydowskiego paradisu. Co za potworny dysonans, co za brak koordynacji; akurat kiedy najweselszy w całej żydowskiej gazecie dla Polaków dział religijny przystępował do sztorcowania tubylczego Kościoła za sprzeniewierzanie się chrystusowym standardom – taki nóż w plecy, taki obciach, taki brak koordynacji. Najwyraźniej Sam Główny Srul musiał skreślić pana redaktora Michnika z okólnika, wskutek czego tubylczy oddział żydowskiej gazety dla Polaków nie jest o niczym informowany. Ajajajajajajaj!
Stanisław Michalkiewicz

środa, 9 września 2015

„opór” konserwatywnych hierarchów,

„Washington Post”: w Watykanie szykuje się konserwatywny bunt

Data publikacji: 2015-09-09 07:00
Data aktualizacji: 2015-09-08 15:02:00
„Washington Post”: w Watykanie szykuje się konserwatywny bunt
EIDON/MAXPPP / FORUM
„The Washington Post” donosi o kształtowaniu się w Watykanie „oporu” konserwatywnych hierarchów, którzy zamierzają przeciwstawić się rewolucyjnym zmianom na Synodzie o Rodzinie. Jako głównego oponenta lewicująca gazeta wymienia Amerykanina, kardynała Raymonda Burke’a.

„Washington Post” twierdzi, że papież Franciszek stara się wprowadzić zmiany, które umożliwią „bardziej inkluzyjne traktowanie rozwiedzionych katolików, jak i gejów i lesbijek”. Gazeta przypomina słowa kard. Burke’a. – Władza papieska – przestrzegł kilka miesięcy temu amerykański hierarcha – nie jest absolutna. Papież nie ma uprawnień do zmiany nauczania.

Gazeta pisze o rosnącej sile konserwatywnych duchownych, prowadzących „wojną kulturową” w Kościele, jednocześnie zwracając uwagę na postać samego papieża: „reformatora” i „wielkiego rewolucjonisty”, jak go mają określać jego „postępowi sojusznicy”. „Washington Post” przypomina także „postępowe decyzje” Franciszka i pisze o oporze duchownych, z jakim Ojciec święty boryka się w Kościele. Pisze o rosnącej grupie kardynałów, jawnie krytykujących jego posunięcia. Gazeta wskazuje na kilkanaście wywiadów, w tym siedem udzielonych przez wysokich rangą urzędników kościelnych, którzy twierdzą, iż pontyfikat Franciszka „bardzo podzielił Kościół”. Według jednej z przytaczanych opinii, w Kościele doszło do największej polaryzacji od czasów soborowych.

„Konserwatywny bunt – jak czytamy – widoczny jest na wielu polach, w przypadku publicznych komentarzy, ale również w rosnącej popularności konserwatywnych katolickich stron internetowych, promujących opozycję wobec Franciszka; rosnącej liczbie książek i materiałów promocyjnych wspieranych przez konserwatywnych duchownych, chcących przeciwdziałać liberalnemu trendowi; w przypadku medialnych przecieków wymierzonych w watykańskich reformatorów”.

Gazeta przypomniała wypowiedzi kard. Burke’a, twierdzącego, że pomimo ogromnej władzy, jaką ma papież, doktryny Kościoła nie można zmienić. Cytuje także słowa brytyjskiego liberała, ks. Timothy’ego Radcliffe’a, który uważa, że Ojciec św. z zadowoleniem przyjął otwartą debatę, jaka toczy się w Kościele. Duchowny niepokoi się jedynie, co z niej wyniknie. Ks. Radcliffe przekonuje, że „zamiast wytyczenia jasnego stanowiska, papież jest bardziej subtelny i często w sposób dorozumiany powstrzymuje liberalnych przywódców kościelnych, którzy naciskają na radykalną zmianę, podczas gdy jednocześnie sugeruje i dozwala na otwartą debatę odnośnie granic proponowanych reform”.

Gazeta wspomina, że „zachętę” papieża wykorzystali skrajni liberałowie w Kościele do testowania zakresu wolności, proponując niekiedy radykalne rozwiązania np. uznanie tzw. małżeństw jednopłciowych. „WP” dodaje, że z drugiej strony konserwatyści, którzy zdecydowanie zaprotestowali przeciwko takim posunięciom, stając w obronie prawdziwej nauki Kościoła są często określani mianem „wrogów papieża”.

Mamy obecnie poważny problem. Bardzo niepokojącą sytuację, w której katoliccy księża i biskupi mówią i robią rzeczy, które sprzeciwiają się temu, co naucza Kościół. Mówią o związkach tej samej płci, o Komunii dla osób żyjących w cudzołóstwie. Dotychczas papież nie robi nic, aby ich uciszyć, więc wniosek jest taki, że to jest to, czego chce papież – tłumaczył „zamieszanie” w Kościele jeden z wypowiadających się anonimowo konserwatywnych hierarchów.

Gazeta wspomina o „reformach” Franciszka, o usunięciu kierownictwa Banku Watykańskiego i o przeciekach medialnych, które mają kompromitować niektórych duchownych. Na przykład Australijczyka kard. George’a Pella. Jednocześnie wyraża „zdumienie” nasilającą się publiczną krytyką Ojca Świętego. Przytacza słowa listu otwartego bp. Thomasa Tobina z Providence, który stwierdził, że „Kościołowi – który zgodnie z sugestią Franciszka, powinien przystosować się do potrzeb życia – grozi niebezpieczeństwo utraty odważnego, kontrkulturowego i proroczego głosu, jakiego świat dzisiaj potrzebuje”. Dalej wskazuje na wypowiedzi kard. Burke’a o Kościele jako o „statku bez steru”.

Nawet kard. Pell podważył – ze względów teologicznych – papieskie wezwanie do podjęcia radykalnych działa w sprawie zmian klimatycznych. Pell powiedział w lipcu „The Financial Times”, że „Kościół nie posiada mandatu od Pana, aby wypowiadać się w sprawach naukowych”. Wreszcie „Washington Post” wspomina o inicjatywie ponad pięciuset duchownych katolickich z Wielkiej Brytanii, którzy zasugerowali, że ubiegłoroczny synod wprowadził „wiele zamieszania w katolickiej nauce moralnej”.

Zdaniem gazety, konserwatyści rozpoczęli kampanię przeciwko ewentualnej zmianie umożliwiającej rozwiedzionym katolikom (żyjącym w kolejnych związkach) przyjmowanie Komunii świętej. W ubiegłym roku pięciu prominentnych duchownych, w tym kard. Burke i kard. Carlo Caffarra z Bolonii przygotowali „manifest” wymierzony przeciwko temu projektowi. Tymczasem liberałowie twierdzą, że nie robią nic złego. Otwarcie dyskutują na trudne pytania, do czego zachęcił ich sam papież.

Źródło: washingtonpost.com, AS.


Read more: http://www.pch24.pl/washington-post--w-watykanie-szykuje-sie-konserwatywny-bunt,38041,i.html#ixzz3lEq2nkzy

piątek, 4 września 2015

pełen tekst pani Iwony L. Koniecznej, usunięty przez wielbiących wolność słowa bojowników o wielokulturowość.


"Mam rodzinę na wyspie Kos, w Atenach i na Peloponezie - jedna moja kuzynka jest żoną greckiego policjanta, a mąż drugiej pracuje w Urzędzie Miejskim (pracownik samorządowy). Mam także rodzinę w Rzymie.

Mnie kitu się nie da wepchać. Mam wiadomości z pierwszej ręki. Kuzynki mi opisują, co mają pod oknami. Znam tez języki obce i umiem czytać ze zrozumieniem.

W takiej sytuacji nie dam się wziąć na zmanipulowane zdjęcia "uchodźców", na których są głównie kobiety. Porażająca większość tych ludzi - w realu - to młodzi faceci, którzy zachowują się roszczeniowo oraz agresywnie.

W ich kulturze takie zachowanie jest przyjęte, a nawet pożądane - bo islam - czy w ogóle tamten rejon świata - tak kształtuje postawę męską. W zderzeniu z naszą kultura - może być tylko bum!

Jeżeli więc pani chce pomagać - to przecież może pani zaprosić na swój koszt z 10 syryjskich rodzin i się nimi zająć we własnym domu. Jest pani wolnym człowiekiem, wie pani co pani robi - proszę bardzo, śmiało, nasze prawo pozwala pani zapraszać gości z Afryki czy Bliskiego Wschodu i ich utrzymywać. Proszę ogłosić zbiórkę darów w internecie, mam dwa wolne koce, to wesprę pani inicjatywę.

Protestuję, ponieważ pani działalność jest niebezpieczna dla moich interesów. Nie życzę sobie nieopanowanych, poza kontrolą, przemian w moim otoczeniu - zwłaszcza że naszym problemem podstawowym jest Ukraina oraz Putin, który zaczął marsz na Zachód. Czego ani pani ani Europa nie życzycie sobie widzieć.

Jestem zdecydowanym przeciwnikiem przyjęcia u nas tych ludzi, których pani nazywa "uchodźcami".
Miałabym jednak znacznie mniej uwag na ten temat, gdyby zwolennicy przyjęcia tych uchodźców nie operowali kłamstwem historycznym np. na temat Iranu w 1943 (a może po prostu nie znacie historii waszego kraju, i opowiadacie te głodne kawałki w dobrej wierze?) - oraz nieprawdą na temat stanu polskiej gospodarki, a także nazywali rzeczy po imieniu: to są imigranci ekonomiczni a nie uchodźcy.

Nie należy szermować kłamstwem, tylko postawić sprawy jasno.
A w tej sprawie łgarstwo goni łgarstwo.
Za bardzo państwo się przyzwyczailiście do manipulacji. Albo działacie w dobrej wierze lecz w niewiedzy jak jest tzn. ktoś wami manipuluje.

Bez względu na powody, państwo nie szanujecie inteligencji oraz wiedzy i doświadczenia życiowego tych, z którymi rozmawiacie.

Dlaczego nie mówicie o akcji łączenia rodzin? - przecież prawodawstwo europejskie to zaleca - to jest obligatoryjne, co oznacza że jak przyjmiemy jednego człowieka - to on ma prawo ściągnąć rodzinę.
To jest dalszych 10 osób, takie rachunki są zrobione we Francji.

Jeżeli więc teraz zgodzimy się wziąć 20 tysięcy ludzi - to jest REALNA zgoda na 200 tysięcy ludzi. A z tego co słyszałam mowa o 81 tysiącach wyjściowo - bo podobno uchodźców ma być co najmniej 2 x więcej niż już jest - czyli po akcji łączenia rodzin mówmy o prawie milionie obcych, w większości muzułmanów w ciągu 3-5 lat (od razu ich przecież nie ściągną, trochę to zajmie, w przeciwieństwie do pani myślę dalekowzrocznie oraz systemowo tzn. umiem operować kilkoma wskaźnikami naraz).

Jak on się utrzymają w kraju, który jest w ekonomicznej zapaści, zadłużony na 3 biliony, nie ma na emerytury dla własnych obywateli, nie ma własnego majątku narodowego oprócz lasów - i po wyjeździe 3 milionów własnych emigrantów ma kilkanaście procent bezrobocia - w tym także strukturalnego (powyżej 20%). My NIE POTRZEBUJEMY PRZECIEŻ LUDZI DO PRACY. Niech jadą tam, gdzie jest praca. No a przecież podstawowy problem z ta ludnością jest taki, ze oni nie pracują.

Jaki jest odsetek dzieci i młodych kobiet w tej grupie, która do nas jedzie, niech mi pani powie?
Bo w tej grupie, którą rzekomo pani Miriam wyrwała bohatersko spod kul (część tych ludzi już WRÓCIŁA DO SYRII) - było 27 procent dzieci (osób poniżej 18 roku życia, małych dzieci było bardzo mało - to są dane oficjalne Straży Granicznej).

Dziwna sprawa jak na wielodzietne rodziny syryjskie - i uchodźców, którzy chronią co mają najważniejszego.

W Iranie - w 1943, jak już jesteśmy przy tym - były takie proporcje: ponad 3 kobiety lub dzieci na 1 faceta w wieku poborowym.

Tak wyglądają prawdziwi uciekinierzy, proszę pani, zawsze i na całym świecie.

Ci nasi to nie byli uchodźcy tak nawiasem, tylko ludność cywilna sojusznika (rząd polski) przejęta przez Brytyjczyków od drugiego sojusznika (ZSRR) w ramach międzynarodowej umowy anglo-polsko-rosyjskiej.

Tak to formalnie wyglądało: nikt nie uciekał przez Morze Kaspijskie łódkami, zarzynając po drugie współ-uciekinierów.
Arabowie ani Persowie (czy Syryjczycy) nie byli stroną w sprawie ani jako jakikolwiek naród ani jako jakiekolwiek państwo.

Nic nie zawdzięczamy tamtemu światu czy rejonowi, innymi słowy. Nie mamy też żadnych rachunków z Afryką.

Brytyjczycy zrobili bardzo dobrą statystykę w Iranie - wręczyli nam zresztą za to rachunek - w 1945 roku. To nie była żadna pomoc humanitarna, tylko usługa.

I Polska za to zapłaciła (koszta naszego rządu w Londynie). Nie tylko krwią swoich żołnierzy oraz pilnowaniem pól roponośnych w Iranie ( - bo o to chodziło Brytyjczykom, którzy rządzili wtedy na 90% Iranu, to był zdaje się nawet protektorat - tylko dlatego nas w ogóle wzięli z ZSRR, że od 2 lat mieli bunt tubylców na pokładzie - i potrzebowali naszych mężczyzn pod broń - brakowało im sił, a Anders umiał się targować i wytargował, że żołnierze wyjdą z rodzinami - i tak uratował tysiące wojennych sierot oraz samotnych kobiet).

Polecam, żeby pani coś przeczytała na temat Iranu, zanim zacznie sadzić innym niedouczonym jakąkolwiek tania propagandę o naszych zobowiązaniach wobec świata.

Proszę poczytać o tysiącach ludzi - kobiet i dzieci, które via Iran trafiły (tam ich Angole osiedliły) na terenach, gdzie szalała mucha tse-tse: nie było wody za to, chleba ani lekarstw - i na terenach byłego obozu koncentracyjnego dla Burów.

Chyba że pani się zgadza, żeby w identyczne warunki u nas trafili teraz ci Syryjczycy. Ale z kolei ja się na to nie zgadzam.

Nie zgadzam się na katastrofę humanitarną w Polsce. Bo pani działania tym się właśnie skończą: katastrofą humanitarna - taki będzie pierwszy efekt. A potem będzie niechęć przyjezdnych do nas - i rozbuchana roszczeniowość. Tak działa ludzka psychologia.

W tej sprawie mieszają ludzie, którzy być może mają wielkie serce, ale mały rozum. Gdzie pani da mieszkanie - tylko tym 20 tysiącom ludzi? Przecież wielu Polaków nie stać na własne mieszkanie - wsadzi pani tych uchodźców do namiotów i da im łopatę do odśnieżania okolicy oraz walonki, czy jak?

A jak w zimę będziemy mieli po minus 25 stopni - to co pani zrobi z tymi ludźmi?

Jak zapewni pani szkołę dzieciom?
Jak pani te dzieci chociaż nauczy polskiego? - skąd pani weźmie nauczycieli? Przecież PO zlikwidowała szkoły. Sześciolatki mają naukę na ZMIANY - jak w latach 50-tych. Szkoły są przepełnione.

Skąd pani weźmie opiekę lekarską? - także specjalistyczną?
Przecież nasz system opieki medycznej jest niewystarczający dla nas samych (po wyjeździe 3 milionów ludzi!) - nikt nie marzy o poziomie europejskim w tym względzie dla własnych obywateli. Ludzie czekają na operacje po 2 lata - teraz mają czekać po 2,5 - bo pani jest młoda, zdrowa i ma dobre serduszko dla małych murzynków Bambo?

Jak pani to zamierza zrobić?

Jak pani będzie zwalczać lokalne choroby, które ci ludzie ze sobą przywiozą? - na całym świecie z tym jest problem, o czym tacy dobrzy ludzie jak pani - nie informują, bo i po co.

Jak pani będzie zwalczać obrzezanie kobiet - zabójstwa honorowe - i przemoc wobec kobiet kobiet w tej kulturze? Da im pani do poczytania "Wysokie obcasy"? Czy powachluje pani tych ludzi konwencja antyprzemocową?

Czy pani opiekowała się kiedyś chociaż psem ze schroniska? - czy pani wie ile zachodu kosztuje wyprowadzenie go na prostą? Ucywilizowanie?

Pani nie rozumie kosztów społecznych realnych, nie mówię nawet o zwykłych materialnych - tej operacji. Przecież to są LUDZIE.
Na Boga, to ludzie. Mają znacznie więcej sfer do wyprostowania niż półdziki pies, którego ktoś bił - pies który spędził życie przywiązany do budy.

To jest problem z wyobraźnią przestrzenną.
Ludzie to nie są kawałki papieru ani bity - te głupoty, które pani wypisuje nic nie kosztują, ale my mówili o LUDZIACH, którym nie jesteśmy w stanie realnie zaoferować NAWET takich warunków pobytu, jakie ma u nas domowe bydło.

Ja szanuję ludzi, w przeciwieństwie do pani.
Wiem cokolwiek o ich potrzebach. Wiem co to jest ODPOWIEDZIALNOŚĆ za drugiego człowieka.
Poza tym, jak mawiają Chińczycy, jeżeli komuś uratowałeś życie - jesteś do końca życia za niego odpowiedzialny. Tak właśnie jest w tym przypadku, przecież oni tu zostaną, bo w Afryce wojna jest CIĄGLE. Od lat 60-tych. I NARASTA.. My nie mówimy o akcji humanitarnej typu zawieźć wodę i pampersy - my mówimy o implantowaniu setek tysięcy przyszłych obywateli.

Dlacze4go pani oszukuje - choćby sama siebie - w tym względzie4? Proponuje spojrzeć na fakty, zamiast snuć chore nieodpowiedzialne rojenia o uratowaniu Aryki, która musi to zrobić sama i na własny koszt. Takie jest życie proszę pani. Nam Polakom nikt nie pomagał.
NIGDY. Za wszystko płaciliśmy słone rachunki.

Pomiędzy tymi ludźmi są dżihadyści.
To nie bajka tylko fakt: to widać i na Peloponezie i na wyspie Kos. Jak ich pani chce wyłapać, jeżeli nie macie wspólnego języka? A wystarczy taki jeden, żeby się rozerwał w warszawskim metrze w imię Allaha, iżby zrobiło się pani bardzo przykro. To że pani zresztą się zrobi - to nie problem, ale moje dziecko i dziecko sąsiadów też jeździ metrem.

Ja nie chcę ponosić odpowiedzialności za cały głodny świat.
My mamy własne problemy geopolityczne: Europa się nie spieszy, żeby je rozwiązywać - wręcz odmawia nam pomocy, więc niech się [problemami basenu Morza Śródziemnego - i swoim postkolonialnym rachunkiem zajmie sama.
Nie było uczciwości wobec Polski nawet w głupiej sprawie odszkodowań za skutki rosyjskich sankcji: dostaliśmy najmniej, a straciliśmy najwięcej. Teraz zwrotnie mogę ogłosić brak zainteresowania dla problemów innej części Europy.

Polacy zawsze byli w porządku wobec uchodźców, których nikt im nie wciskał gwałtem, jak w tym przypadku.

Brytyjski Iran to był zresztą jedyny przypadek w naszej tysiącletniej historii tego rodzaju. Zawsze było odwrotnie np. przez ileś wieków uciekali do nas Żydzi - z całej Europy. To my mamy tradycje faktycznej tolerancji, także religijnej i obyczajowej - chyba szkoda, że zna pani bartoszewski wariant naszej historii, a nie ten prawdziwy.

W XX wieku przyjmowaliśmy Ormian, Greków, że rzucę spod palca - bo te historie znam najlepiej.
Teraz NIE jesteśmy przygotowani do przyjęcia i obsługi takiej liczby ludzi jak 20 tysięcy - już nie mówię o 81 tysiącach, bo taka jest procentowo polska kwota, a tym bardziej ich rodzinach (czyli docelowo 200-800 tys.).

Nie ma nawet dostatecznej liczby TŁUMACZY, już nie mówię o asystentach kulturowych - żeby się zając tymi analfabetami (to ważne, bo będą niesamodzielni), którzy swoje muzułmańskie porządki zaprowadzają w każdym miejscu do którego trafią (polecam opowieści Ukraińców, którzy zostali zmuszeni w naszych ośrodkach dla uchodźców zamieszkać z Czeczenami - i to nie jest dowcip, że w krajach skandynawskich masywnie wzrosła liczba gwałtów: ci "uchodźcy", jak ich puścić luzem - gwałcą - na wyspie Kos też gwałcą).

Proszę mi nie opowiadać, że przyjadą do nas Syryjczycy - i że to chrześcijanie. Bo nie pani o tym decyduje, kto gdzie pojedzie, tylko Europa. A Europa hojnie obdziela czarnoskórymi muzułmanami. Bo, po pierwsze, ich jest przeważająca liczba - a po drugie: Syryjczyków którzy są najmniej kłopotliwi dostana lepsi od Polski. Tak samo lepsi jak byli lepsi przy podziale kasy za skutki sankcji: kraje skandynawskie, Niemcy oraz Francja.

Na koniec powiem tak, państwo nie macie pojęcia zielonego na temat katolicyzmu - wyśmiewacie religię albo zwalczacie.
Nie okazujecie nam szacunku, nie zadawszy sobie trudu żeby sprawdzić, dlaczego ta paskudna ubeczka Krwawa Luna Brystygierowa, kumpelka z pracy mamy byłej pani prezydentowej Komorowskiej tak nawiasem, nawróciła się na stare lata.

Nie szermujcie katolicyzmem jako argumentem. Bo to śmieszne. Nie wiecie nawet co powiedział Jezus na temat prawa do samoobrony.

Mamy takie prawo. A kilkadziesiąt tysięcy ludzi (każdy ma prawo do akcji ściągania rodzin) - w większości młodych facetów - wymaga samoobrony.

Przy samoobronie nikomu nie wolno przesadzić. Najmniejszy koszt to zamkniecie granic i nie przyjecie tych ludzi.

Jeżeli ich weźmiemy - to z Afryki runie lawina emigrantów. Tym pani pomoże, a tamtym - nie?

Przecież ten problem musi być rozwiązany lokalnie, naprawdę tego nie widać?

PS. Nie protestuję przeciwko wydaniu na to jakiś pieniędzy - pod warunkiem, ze projekt pomocy na miejscu będzie trzeźwy - i da gwarancję że 3/4 nie zostanie rozkradzione.

PS 2. Ci ludzie nie dorośli do demokracji - mają inny system - antydemokratyczny - ich kultura taka jest. Pani chyba naprawdę nic nie czytała - pani nie wie, co to społeczeństwo patriarchialno-feudalne, w dodatku zarządzane przez imamów i oparte na zasadach religijnych, które odrzucaja tolerancję - i promują wojnę z niewiernymi.

Albo ich pani wynarodowi - JAK? - i wtedy mogą być obywatelami demokratycznego państwa, albo oni zabiją pani kulturę - a co gorsza MOJĄ. Ja nie chcę takich problemów, dość mi kłopotów z pani niedojrzałym podejściem do naszej rzeczywistości.

PS 3. 20 tysięcy Polaków mieszka w Kazachstanie. ONI MAJĄ PIERWSZEŃSTWO.
Pani nie obchodzi ich los, bo pani nie zna historii własnego kraju: to są potomkowie tych, których nie udało się Andersowi zabrać ze sobą do Iranu.
Dla mnie to są jedyni uchodźcy warci zainteresowania.

Polska miała problem z przyjęciem 100 (stu) uchodźców - Polaków z Donbasu. Premier Kopacz miała to w nosie.
A teraz nagle astronomiczne wielkości nie wiadomo kogo, nie wiadomo skąd i po co?

PS. 4 Ktoś zapytał, skąd wzięłam liczby, bo on słyszał że bierzemy tylko 2 tysiące uchodźców. Proste jak konstrukcja cepa.

W Europie JUŻ jest 800 tysięcy wniosków o azyl (a to początek). http://prawo.money.pl/…/uchodzcy-w-europie-juz-800-tys-wnio…

Polska kwota wynosi 5,65 procenta.
https://www.google.pl/search

Proszę wziąć kalkulator i obliczyć, czy to są 2 tysiące.
Bo mnie wychodzi, że 5% od 800 tysięcy to 40 tysięcy JUŻ TU I TERAZ.

Rząd pani Kopacz, a wcześniej Tuska - nie potrafił postawić się Europie w żadnej istotnej sprawie. Myśli pani, że teraz się skończy na 2 tysiącach? Wetkali im 2 tysiące - to wetkają cała kwotę.

I niech mi pani nie wciska kitu o solidarności i humanitaryzmie; NIGDZIE ICH NIE CHCĄ. Bo maja coś w głowie, oprócz propagandy - a przede wszystkim wiedza, że koegzystencja kultury zachodniej i muzułmańskiej NIE JEST MOŻLIWA.