poniedziałek, 30 listopada 2015

Bezrozumne oszołomienie salonu.

Bezrozumne oszołomienie salonu. Felieton, z którego zrezygnował OnetPowstanie nowego rządu wywołało nową kategorię zachowań mediów, "autorytetów" i ich wiernych odbiorców. Można je porównać do stanu emocjonalnego paranoicznego i zaborczego kochanka, który po wielu latach związku, dostał spektakularnego kosza.

Zakochany nie jest w stanie się z tym pogodzić. Jego wściekłość przeradza się w oszołomienie, przez co nie tylko tworzy alternatywną rzeczywistość, ale z desperacją każe w nią wszystkim uwierzyć.

Doskonale rozumiem ten stan otępienia. Trudno mu się dziwić, łatwo zdiagnozować, lecz absolutnie nie można się na niego godzić. Po wielu latach obserwowania dyskursu publicznego, wiemy doskonale, że wszystkie chwyty stały się dozwolone. Nie można oburzać się na to, że uczestnicy życia publicznego osadzeni są w centrum ścierających się środowisk politycznych, kulturowych i medialnych. Zawsze będziemy mieli do czynienia ze skrajnymi opiniami - zarówno po stronie rządowej jak i opozycyjnej. Nie oczekujmy jakiejś zbawczej utopii, która wywoła stan powszechnego obiektywizmu, jednej i właściwej prawdy oraz rzetelności wyzbytej jakichkolwiek emocji.

Jednak to, co dzieje się od czasów wyborów i zaprzysiężenia rządu Beaty Szydło jest zjawiskiem przełomowym. Jest przejawem choroby, która zniekształca, demoralizuje i intelektualnie nas upadla. Abstrahując od poglądów politycznych, wybryki "salonu" obrażają inteligencję przeciętnego Polaka, którego traktuje się jak element bezmyślnego motłochu. Uważa się, że można powiedzieć mu już wszystko i z pozycji ex cathedra oznajmiać zasady funkcjonowania świata: niezależnie od faktów, opinii i rzeczywistego przebiegu zdarzeń. Charakterystyczne odwoływanie się do terminów skrajnych, kwantyfikatorów, świadczy nie tylko o bezmyślności, ale przede wszystkim o jawnej pogardzie dla nas, "maluczkich".

Nie wiem jak Państwo czują się w Rzeczpospolitej totalitarnej, w której demokracja przestała istnieć, a zamach stanu stał się faktem już historycznym. Taka bowiem diagnoza wypływa z ust "autorytetów" moralnych oraz etatowych dziennikarzy, broniących minionego "stanu rzeczy". Hiperbola, pustosłowie i skandale rodem z tabloidu. Godząc się na taką progresję wydarzeń, za dwa tygodnie dowiemy się, że Prawo i Sprawiedliwość dokonało aktu terroru, gwałtu, a może nawet ludobójstwa.

Według powszechnej narracji przegłosowanie przez koalicję Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego obsadzenia pięciu miejsc w Trybunale Konstytucyjnym, wbrew przepisowej kadencji sędziów i wbrew procedurom, nie było aktem bezprawia czy chociażby złamania dobrych obyczajów. Było sytuacją wartą przemilczenia i zagłuszenia jakimś ważniejszym dla Rzeczpospolitej wydarzeniem - chociażby wypadkiem samochodowym pod Szczekocinami czy nowym biustem jakiejś celebrytki. Natomiast unieważnienie tego wyboru oraz przywrócenie stanu pierwotnego przez Prawo i Sprawiedliwość - na podstawie udzielonej legitymacji wyborczej - jest aktem zamachu stanu, zamachu na demokrację i zaczątkiem totalitaryzmu.

Na czele pochodu w obronie w wolności i sprzeciwu wobec tego totalitaryzmu, stanął pewien niewysoki Pan, rzecznik prasowy Rady Ministrów w latach 1981–1989. Jerzy U. w jednym zdaniu ogłosił koniec demokracji, po czym dodał, iż sam "był w systemie, który chciał zwiększać polską autonomię w systemie socjalistycznym". Wtórował mu Tomasz Lis, który rzucał hasła o "końcu wolności", "komuchach z PiS", "powrocie komuny", "zalegalizowaniu dyktatury PiS-u", a samego Jarosława Kaczyńskiego nazwał Ajatollahem Kaczafim i "kieszonkowym dyktatorkiem". Redaktor rozbawił publikę do łez, gdy ogłosił, że w Warszawie wkrótce będzie Majdan (i to nie ten, który był partnerem Dody).

Salon milczał błogo i nie zająknął się, gdy radni Platformy Obywatelskiej zażądali odwołania spektaklu "Śmierć i Dziewczyna" oraz oficjalnym stanowiskiem zagrozili obcięciem samorządowej dotacji dla Teatru Polskiego. Jednak gdy Minister Kultury Piotr Gliński, na podstawie noty zapowiadającej spektakl, iż ma on treść pornograficzną i zawiera pełen akt seksualny, który wykonają za Państwa i moje pieniądze aktorzy porno z zagranicy, zażądał wyjaśnień od Marszałka Dolnośląskiego, mieliśmy do czynienia z sytuacją zgoła odmienną. Wówczas był to przejaw jawnej cenzury prewencyjnej i ogólnopolskiego skandalu. "Autorytet" Zbigniew Hołdys od razu mianował Jarosława Kaczyńskiego "wychowankiem komunizmu", a samo działanie Ministra Glińskiego zrównał ze zdjęciem spektaklu "Dziady" w reżyserii Kazimierza Dejmka, granego w warszawskim Teatrze Narodowym w 1968 roku. Chciałbym, żeby był to tylko przejaw jego historycznej ignorancji.

Pasmu dysproporcji jednak ciągle nie było końca. Niegdyś oburzający bojkot posłów PiS i wyjście z głosowania, zakończone demonstracją przed Kancelarią Premiera, spotkało się z medialnym naparzaniem. Jednak w obliczu identycznego zachowania posłów PO i Nowoczesnej, którzy na znak protestu wyszli z sali w trakcie głosowania przeciw zmianom w ustawie o Trybunale Konstytucyjnym, poznaliśmy ich jako demokratycznych herosów, którzy w spektakularnym akcie obywatelskim pokazali jak to jest niezłomnym być.

20-latek, który został doradcą Antoniego Macierewicza w Ministerstwie Obrony Narodowej to również była rzecz oburzająca, godna obelg i salw śmiechu - w przeciwieństwie do zatrudnienia 21-latka przez Ministra PO Mateusza Szczurka czy 23-letnią Dobrawę Morzyńska, która została szefem gabinetu ministra. Nie wspominając o etacie 20-letniego Adama Malczaka, który został doradcą Ministra Spraw Wewnętrznych w rządzie Platformy Obywatelskiej.

Te jawne dysproporcje nie stoją jednak na przeszkodzie, by "autorytety" dzieliły się z nami swoim otępiałym wróżbiarstwem o nadchodzącym państwie etnicznie jednorodnym czy egzaminach na "dobrych" dziennikarzy. Wyssane z palca tezy i alternatywna rzeczywistość są tak wszechobecne, że domagam się, by dla pełnej groteski i dobrej zabawy, jeszcze bardziej zwiększyć ich natężenie.

W Polsce podobno czyta się Konstytucję w kawiarniach. Odbywają się protesty w imię obrony demokracji. Obrażane są "uczucia europejskie". Monika Olejnik pyta czy Kaczyński odwoła święta Bożego Narodzenia i czy Sejm podejmie uchwałę o unieważnieniu wyboru opozycji. Jarosław Kuźniar twierdzi, że Beata Szydło wyprowadziła sztandar Europy. Opozycja przypina te sztandary do ław Sejmu i błaga Polaków o wpinanie gwieździstej flagi w klapy. Roman Giertych domaga się unieważnienia wyborów przez Sąd Najwyższy. Osoby kultury dzielą się fałszywymi linkami o tym, że Prezydent RP Andrzej Duda powiedział, iż kobieta powinna być "cicha, pokorna i posłuszna, wtedy będzie jej lepiej", po czym na podstawie tak spreparowanych linków, nie wysilając się na najmniejsze zweryfikowanie tej informacji, nazywają Prezydenta "idiotą" i odmawiają mu szacunku.

Świadectwo polskim dziennikarzom wystawia fakt, iż w kontekście ostatniej wizyty Prezydenta Andrzeja Dudy w Chinach, komunistyczne media były od nich bardziej rzetelne. Nie jestem w stanie zrozumieć tego, dlaczego wizyta Prezydenta europejskiego państwa w światowym mocarstwie była dla Chińczyków większym wydarzeniem niż dla nas. Nie byliśmy w stanie obejrzeć obrazków, które w pełni oddawały wagę tego wydarzenia. Złośliwie jednak "prognozuję" wstecz, iż gdyby takie przyjęcie zorganizowane zostało na cześć poprzednich dysydentów, media nie przestałyby piać z zachwytu, zrównując to wydarzenie z największymi sukcesami Adama Małysza, czy wyborem Karola Wojtyły na tron Piotrowy.

W całej tej konstatacji nie chodzi o opowiadanie się po jednej stronie określonej opcji politycznej. Chodzi o to, byśmy stanęli po stronie rozumu, rzetelności i nie ulegali wszechogarniającemu stanowi bezrozumnego oszołomienia. Sprzeciwianie się otępiałemu "Danse macabre" salonu nie jest już kwestią poglądów czy sympatii politycznych. To wypowiedzenie sprzeciwu wobec traktowania Polaków jak idiotów - bezmyślnie kroczących jednostek, którym można sprzedać już każde hasło i każdą nawet najgłupszą, tabloidową diagnozę.

Tomasz Samołyk

24 tezy tomistyczne

24 tezy tomistyczne

Poglądy teologiczne i filozoficzne św. Tomasza z Akwinu najlepiej streszczają tzw. 24 tezy tomistyczne, sformułowane w 1916 r. na zalecenie papieża Benedykta XV przez Kongregację ds. Uniwersytetów Katolickich i zalecone jako wytyczne dla profesorów uniwersytetów katolickich. Tezy te mają fundamentalne znaczenie nie tylko dla zrozumienia tomizmu, ale podstaw filozofii w ogóle:
I. Możność i akt dzielą byt w ten sposób, że cokolwiek bytuje, jest albo czystym aktem, albo składa się koniecznie z możności i aktu.
II. Akt, ponieważ jest doskonałością, nie może doznać ograniczenia jak tylko ze strony możności, będącej zdolnością do przyjęcia doskonałości. Dlatego akt w porządku, w którym jest czysty, jest zarazem nieograniczony i jedyny, gdzie zaś jest skończony i zwielokrotniony, tam wchodzi w skład z możnością.
III. Dlatego sam tylko Bóg urzeczywistnia w sobie bezwzględne pojęcie bytu i On sam jest jedyny i całkiem niezłożony; wszystkie inne jestestwa, mające tylko udział w bycie, posiadają naturę ścieśniającą byt; dlatego są złożone z istoty i istnienia, jako z pierwiastków realnie się różniących.
IV. Byt, nazwany od bytowania, orzeka się o Bogu i o stworzeniach nie jednoznacznie ani też nie całkiem wieloznacznie, ale analogicznie, na mocy analogii atrybucji i proporcjonalności.
V. Ponadto w każdym stworzeniu zachodzi złożoność podmiotu samoistnego z formami drugorzędnymi i dodatkowymi, czyli przypadłościami, ta zaś złożoność nie dałaby się pojąć, gdyby istnienie nie łączyło się z rzeczowo różną od siebie istotą.
VI. Oprócz przypadłości bezwzględnych istnieje jeszcze względna, czyli stosunek do czegoś. Chociaż stosunek do czegoś nie wyraża w swoim pojęciu jako takim tego, że tkwi w czymś, często jednak ma przyczynę w rzeczach i dlatego posiada istotę rzeczywistą, różną od podmiotu.
VII. Stworzenie duchowe jest w swej istocie całkiem pojedyncze. Pozostaje w nim jednak podwójna złożoność, mianowicie: istoty z istnieniem i substancji z przypadłościami.
VIII. Stworzenie cielesne złożone jest w samej swej istocie z możności i aktu, ta zaś możność i akt w porządku istoty zwie się materią i formą.
IX. Żadna z tych części nie bytuje samoistnie, żadna wprost nie powstaje ani wprost nie ginie, żadnej nie umieszcza się wprost w kategorii, lecz tylko pośrednio, jako pierwiastek substancjalny.
X. Chociaż z naturą cielesną łączy się rozciągłość na części całkujące, jednak dla ciała nie jest tym samym: „być substancją” i „być wielkim”. Substancja bowiem jest niepodzielna, rozumie się ją nie na sposób punktu, lecz na sposób tego, co się znajduje poza obrębem wymiaru przestrzennego. Ilość zaś, dzięki której otrzymuje substancja rozciągłość, różni się rzeczowo od substancji i jest prawdziwą przypadłością.
XI. Materia oznaczona ilością stanowi zasadę jednostkowienia, to jest różnicy czysto ilościowej, niemożliwej do zaistnienia w świecie czystych duchów, między jednym osobnikiem a drugim w obrębie tego samego gatunku.
XII. Ta ilość sprawia, że ciało znajduje się w miejscu opisowo i tylko w jednym miejscu może się znajdować.
XIII. Ciała dzielą się podwójnie, mianowicie na ożywione i nieożywione. W ożywionych forma substancjalna, zwana duszą, wymaga ustroju organicznego, tj. części różnorodnych, dlatego, aby w tym samym podmiocie istniała część poruszająca i część poruszana.
XIV. Dusza roślinna i zwierzęca nie bytują samoistnie, nie są też wprost wytwarzane, lecz są jedynie pierwiastkami bytu i życia istoty żywotnej, a ponieważ zależą całkowicie od materii, giną pośrednio, gdy ginie byt złożony.
XV. Przeciwnie, dusza ludzka bytuje samoistnie, a stwarza ją Bóg w chwili, gdy podmiot jest dostatecznie przysposobiony na jej wlanie, jest też z istoty swojej niezniszczalna i nieśmiertelna.
XVI. Ta dusza rozumna tak się łączy z ciałem, że staje się jego jedyną formą substancjalną, a przez nią człowiek ma i człowieczeństwo, i zwierzęcość, i życie, i cielesność, i substancjalność, i byt. Dusza daje więc człowiekowi wszelki stopień istotnej doskonałości, a nadto udziela ciału aktu istnienia, którym sama bytuje.
XVII. Władze organiczne i nieorganiczne, należące do dwóch odrębnych porządków, wypływają z duszy ludzkiej przez naturalną konsekwencję; podmiotem pierwszych, do których należy zmysł, jest ciało ożywione, drugich sama tylko dusza. Dlatego umysł jest władzą niezależną wewnętrznie od narządu zmysłowego.
XVIII. Z niematerialności wynika koniecznie umysłowość, i to tak dalece, że stopniowi oddalenia od materii odpowiada dokładnie stopień umysłowości. Całkowitym stopniem poznania umysłowego jest byt jako taki, właściwym zaś przedmiotem poznania umysłu ludzkiego, złączonego tu z ciałem, są istoty rzeczy, oderwane od warunków materialnych.
XIX. Poznanie czerpiemy zatem z rzeczy zmysłowych. Ponieważ zaś rzecz zmysłowa nie jest bezpośrednio dostępna poznaniu umysłowemu, dlatego — oprócz umysłu formalnie poznającego — trzeba przyjąć czynną władzę w duszy, której zadaniem jest wydobywać z wyobrażeń formy umysłowe.
XX. Przez te formy umysłowe poznajemy bezpośrednio byty ogólne; byty jednostkowe poznajemy zmysłami, a także umysłem przez zwrot ku wyobrażeniom; do poznania zaś bytów duchowych wznosimy się drogą analogii.
XXI. Umysłu nie wyprzedza wola, lecz postępuje za nim, pożąda ona koniecznie tego, co jej przedstawia umysł jako dobro ze wszech miar zaspokajające pożądanie; jednak wybiera z wolnością między wieloma dobrami, które jej przedkłada umysł w zmiennym sądzie o ich wartości dla pożądania. Dlatego wybór następuje po ostatnim sądzie praktycznym; wola jednak sprawia, że ten sąd jest ostatni.
XXII. Istnienia Boga nie poznajemy ani przez bezpośredni ogląd, ani na mocy dowodu a priori, lecz jedynie a posteriori, tj. z rzeczy, które są stworzone, posługując się dowodem, wznoszącym się ze skutków do przyczyny, mianowicie: z rzeczy, znajdujących się w ruchu i nie mogących mieć w sobie całkowitej przyczyny ruchu, do pierwszego nieruchomego poruszyciela; z pochodzenia rzeczy, wchodzących w skład świata, od przyczyn sobie podporządkowanych, do przyczyny pierwszej, nie mającej już dalszej przyczyny; z bytów zmiennych, obojętnych na byt lub niebyt, do Bytu bezwzględnie koniecznie istniejącego; z rzeczy, które uczestniczą w mniejszym stopniu w doskonałościach bytu, życia, umysłu, więcej lub mniej bytują, żyją, umysłem pojmują, do tego, który jest najwyższym Umysłem, najwyższym Życiem, najwyższym Bytem; wreszcie od porządku panującego we wszechświecie do Umysłu, różnego od świata, który wszystko uporządkował, ułożył i wszystkim celowo kieruje.
XXIII. Za cechę metafizyczną, stanowiącą istotę Boga, uważa się słusznie tożsamość Bożej istoty z aktem samego istnienia, czyli samoistne bytowanie Boga; stąd też wynika nieskończoność w Jego doskonałości.
XXIV. Bóg więc wyodrębnia się od wszystkich rzeczy skończonych właśnie czystością swojego bytowania. Stąd wnosi się najpierw, że świat mógł wyjść z Boga tylko przez akt stwórczy; po drugie, że siła stwórcza, ponieważ dotyczy w pierwszym rzędzie i wprost bytu jako bytu, nie może stać się udziałem żadnej istoty stworzonej, nawet w sposób cudowny; wreszcie, że żaden czynnik stworzony nie wpływa na bytowanie jakiegokolwiek skutku, jak tylko dzięki poruszeniu, otrzymanemu od pierwszej Przyczyny.

niedziela, 29 listopada 2015

Trzeba ujawniać przewrotność masonerii! abp Marcel Lefebvre FSSPX

Trzeba ujawniać przewrotność masonerii!

Bez analizy dokumentów papieskich nie można zrozumieć bardzo poważnej sytuacji, w jakiej obecnie znajduje się Kościół i wszystkie nasze tak zwane cywilizowane społeczeństwa, korzystające przedtem, przez całe wieki, z chrześcijańskiej cywilizacji z jej zasadami oraz z chrześcijańskiej moralności. Wolnomularstwo nigdy nie było tak silne, a jego wpływ równie szeroki, jak w chwili obecnej. Liczba wolnomularzy i ich bezczelność rosną w sposób nieprawdopodobny.
Papieżowi Leonowi XIII zawdzięczamy encyklikę Humanum genus, najważniejszą, najbardziej kompletną w opisie wolnomularstwa oraz przewrotności jego planów. Jak bardzo trafnie mówi papież Leon XIII, celem wolnomularzy jest zniszczenie wszystkich chrześcijańskich instytucji, położenie kresu temu, co zostało stworzone i ustanowione przez Kościół w przeciągu dziesięciu czy dwunastu wieków, doszczętne tego unicestwienie. Moralność, zasady, dogmaty Kościoła – wszystko to należy zniszczyć! W sposób uzasadniony można wyjaśnić ów rozkład jedynie oddziaływaniem jakiejś niezwykle skutecznej organizacji, ponieważ w ciągu stuleci udało się jej dokonać tego, co przewidziała i co zapowiedziała: „Jeśli trzeba będzie, zużyjemy wieki, lecz osiągniemy to”.
W jaki sposób, o ile u jego podłoża nie ma jakiegoś stałego pierwiastka, można tłumaczyć tego typu zamiar? Otóż owym stałym pierwiastkiem jest szatan – papież mówi to otwarcie. Nie można wytłumaczyć tej złości, tej wrogości, jaką żywi wolnomularstwo w stosunku do Kościoła, w końcu wobec naszego Pana Jezusa Chrystusa niczym innym, jak nienawiścią szatana. Inne wytłumaczenie jest niemożliwe. Zresztą, skoro pozna się podczas tajnych ceremonii prawdziwe powiązania miedzy wolnomularstwem a szatanem we wszystkim, co dokonuje się pod osłoną tajemnicy, pojmuje się tę wytrwałość, a ponadto ową inteligencję, tę niezwykłą finezję, z jaką kierowany jest cały plan. Może to być jedynie dzieło wyjątkowej i przewrotnej inteligencji.
Wolnomularstwo nigdy nie było tak silne, a jego wpływ równie szeroki, jak w chwili obecnej. Liczba wolnomularzy i ich bezczelność rosną w sposób nieprawdopodobny. Spotykają się oni teraz w biały dzień, ponieważ nie muszą już niczego obawiać się ze strony rządów, które ich popierają i są nimi naszpikowane. Nie potrzebują już się ukrywać. Niewątpliwie ciągle jeszcze zbierają się dyskretnie, aby rozprawiać o swojej strategii, sporządzać plany, podejmować ważne decyzje, lecz nie ukrywają już swojego istnienia. Obecnie, co łatwo można zrozumieć, już nawet nie atakują Kościoła, gdyż Kościół sam realizuje to, do czego oni chcieli doprowadzić. Można by wręcz powiedzieć, iż Kościół oddał się dziś do dyspozycji wolnomularstwa, które niegdyś potępiał!
Papież Leon XIII jasno, kategorycznie i stanowczo oświadczył: „Porozumienie między chrystianizmem i masonerią jest niemożliwe”. Lecz obecnie sądzi się, iż postępuje się dobrze, praktykując fałszywy ekumenizm również z wolnomularstwem. Masoneria jest zatem bardzo zadowolona; mówi ona sobie: „Załatwione, Kościół przyjmuje teraz nasze idee, nasze pragnienia, nie ma już z nim problemów”.

Państwo szatana i państwo Boże

Encyklika Leona XIII Humanum genus, dotycząca sekty wolnomularzy (z 20 kwietnia 1884 roku), ma podtytuł De secta massonum – O sekcie masonów. Pokazuje to, że papież nie zamierzał wolnomularstwa traktować „w rękawiczkach”. Pierwszym motywem, pojawiającym się w prologu papieskiego tekstu, jest użyty przez niego opis sprzeczności pomiędzy dwoma królestwami. Ludzkość jest podzielona na dwa wrogie obozy:
Rodzaj ludzki, gdy od Boga, Stwórcy i dawcy łask nadprzyrodzonych, z nienawiści diabelskiej mizernie odpadł, podzielił się na dwa różne i przeciwne obozy, z których jeden walczy nieustannie w obronie prawdy i cnoty, drugi broni tego, co się cnocie i prawdzie sprzeciwia. Pierwszym z tych obozów jest królestwo Boże na ziemi, to jest prawdziwy Kościół Jezusa Chrystusa. Drugi obóz to królestwo szatana. Te dwa królestwa, podobne do dwóch miast, które mając przeciwne prawa, dążą do przeciwnych celów, wyraźnie widział i opisał św. Augustyn, trafnie określając ich przyczynę i źródło.
Papież cytuje świętego Augustyna:
Dwa królestwa utworzyła dwojaka miłość: królestwo ziemskie utworzyła miłość własna, posunięta aż do pogardy Boga; królestwo niebieskie zaś utworzyła miłość Boga, posunięta aż do pogardy siebie.
Jest to zatem dokładne przeciwieństwo. Dla miłości Boga gardzimy sobą, chrześcijanin pogardza sobą. Szatan na odwrót, posuwa miłość własną, egoizm, aż do pogardy Boga, do sprzeciwiania się Mu.
Przez wszystkie wieki jedno królestwo walczyło przeciwko drugiemu, rozmaitą bronią i w różnorodny sposób. Za dni naszych jednakże zdaje się, że zwolennicy złego zmawiają się między sobą, i wszyscy do jak najgwałtowniejszej napaści się sposobią pod przewodem i przy pomocy owego daleko rozgałęzionego i silnie zorganizowanego stowarzyszenia masonów czyli wolnomularzy.
– pisze Leon XIII, charakteryzując związek wolnomularzy jako państwo szatana – królestwo demonów. I dokładnie określa plany masonów:
Nie kryjąc się już bowiem wcale ze swoimi zamiarami, zuchwale miotają się przeciwko Majestatowi Bożemu. Jawnie i otwarcie dążą do zburzenia Kościoła, i to w tym celu, aby ludy chrześcijańskie do szczętu ogołocić z dobrodziejstw wysłużonych przez Zbawiciela Jezusa Chrystusa.
Wobec oczywistego stanu rzeczy, w obliczu tej sytuacji, papież dochodzi do wniosku, iż jego obowiązkiem, jako najwyższego kapłana, jest ujawnienie zagrożenia:
Naszym obowiązkiem jest zwracać uwagę na niebezpieczeństwo, wskazywać nieprzyjaciół, i wedle możności stawić czoło ich zamiarom i fortelom, żeby królestwo Jezusa Chrystusa, nad którym przejęliśmy opiekę, nie tylko nie poniosło żadnego uszczerbku, lecz nawet nowymi nabytkami wciąż wzrastało i rozszerzało się po całej kuli ziemskiej.

„Latami podają truciznę w małych dawkach...”

Następnie, w zdaniu iście proroczym, które należy pamiętać, Leon XIII wyraźnie precyzuje cel, jaki wyznaczyli sobie wolnomularze:
Ich ostatnim celem jest zupełne wywrócenie porządku kościelnego i państwowego, jaki się wytworzył dzięki religii chrześcijańskiej, a postawienie natomiast nowego porządku wedle swojego ducha, na podstawie i wedle praw wziętych z naturalizmu.
Wolnomularze chcieli całkowicie zmienić podstawy naszego społeczeństwa i niestety zrealizowali to z iście diabelskim sprytem. Wpajali stopniowo tę zmianę stanu umysłowego, mentalności, postrzegania spraw za pośrednictwem szkół na wszystkich szczeblach nauczania, przez podstępne działanie, które sprawia, iż ludzie, nie zdając sobie z tego sprawy, całymi latami piją truciznę w małych dawkach. Doprowadziło to w końcu do zmiany ich mentalności.
Tak samo zatrute są zmiany oraz reformy, dokonane podczas i po Soborze Watykańskim II, inspirowane przez modernizm i fałszywy ekumenizm, które wywodzą się z doktryny wolnomularskiej. Powtarzam to bezustannie: te reformy są zatrute, ponieważ nie tworzą już katolickiego ducha. Dają one innego ducha. Ci, którzy przywykli do życia zgodnie z tymi reformami, do stosowania ich, nie mają już katolickiego ducha; stracili ducha pokuty, ofiarności, samozaparcia. Nie mają już wyczucia czy też poszanowania hierarchii,  autorytetu.
Jedną ze wspaniałych rzeczy, jakich uczy nas liturgia – liturgia zawsze ta sama – jest szacunek. Dlatego że respekt dla sacrum jest poszanowaniem Boga obecnego w liturgii, w osobach oraz w rzeczach. To właśnie nazywane jest sacrum. Desakralizacja, owa przyziemność spotykana we współczesnych rytuałach, sprawia, iż nie ma już szacunku, nie ma uszanowania Eucharystii, nie ma respektu wobec osób, hierarchii. Szacunek jest powabem chrześcijańskiej uprzejmości. Każdy chrześcijanin czci Boga obecnego w osobach, w rzeczach, Boga obecnego w rzeczywistości sakramentów. Wszystkie wspaniałe ceremonie, szczegółowo ustalone przez liturgię, przepojone są oznakami szacunku dla Boga – przez przyklękanie, pochylanie się a także przez okazywanie poszanowania przedmiotom używanym podczas naszych nabożeństw (np. świętym naczyniom czy też ucałowanie przez kapłana stuły przed jej nałożeniem).
Powinniśmy również szanować naszego bliźniego, szanować się wzajemnie. Nie ma nic bardziej niemiłego niż wszechobecne prostactwo przez wzajemne traktowanie się bez najmniejszego szacunku. Nasze dusze są świątynią Ducha Świętego, zatem istnieje coś w najwyższym stopniu świętego w nas samych, w naszych osobach, w naszych duszach, co inni mają szanować, podobnie jak my musimy respektować to u nich. Musimy wykluczyć wulgarność z naszych stosunków z innymi, ponieważ nie powinniśmy zachowywać się wobec otaczających nas osób w taki sposób, jak gdyby nie było w nich nic świętego.

Masoński naturalizm a grzech pierworodny

Po przedstawieniu jasnego celu wolnomularstwa, to jest zniszczenia za wszelką cenę Kościoła i religii katolickiej, Leon XIII sporządza listę podstawowych zasad, jakimi kierują się masoni. Nie wystarczy, mówi on, zbadać ich czyny. Należy szukać kierujących ich działaniem zasad. Jest to bardzo ważne, ponieważ Leon XIII stara się usilniej niż jego poprzednicy zbadać zasady wolnomularstwa. Papieże początków XIX wieku kładli szczególnie nacisk na otaczającą masonów tajemnicę i na popełniane przez nich zbrodnie, a mniej zgłębiali zasady.
„Główną zasadą naturalistów jest ta, że natura ludzka i rozum ludzki we wszystkich sprawach mają być naszym wodzem i nauczycielem” – jest to naturalizm, podstawowa zasada, z powodu której papież potępia wolnomularstwo. Można by sądzić, na pierwszy rzut oka, iż ostatecznie naturalizm wierzy w prawdę o naturze ludzkiej i kieruje się według niej. Byłoby to jednak błędem, ponieważ nie należy zapominać, że natura ludzka przez grzech pierworodny doznała wstrząsu, została zraniona. Wiara uczy nas, że grzech pierworodny, wkraczając wraz z winą Adama i Ewy w historię ludzkości, nie tylko duszę pozbawił łaski,  lecz ponadto zranił naturę i wprowadził w nią nieporządek. Trzeba zawsze o tym pamiętać.
Jest to absolutnie konieczne, by móc właściwie zrozumieć te zagadnienia, które św. Tomasz przedstawił bardzo jasno: przez grzech pierworodny natura została zraniona w czworaki sposób. Zaś owe rany, pisze św. Tomasz, trwają nawet po otrzymaniu przez nas łaski; pozostają one w człowieku. Nawet gdy przez łaskę chrztu grzech pierworodny jest nam odjęty, to jednak w ludzkiej naturze pozostawia on pewne ślady i następstwa. Są więc w nas owe cztery rany. Pierwsza to rana ignorancji. Cnota roztropności została zraniona przez niewiedzę i przestała zatem być tym, czym być powinna. Ktoś kto jest nieświadomy, kto ma pewną skłonność do błędu, jest nieostrożny. Będąc źle pouczony, nieuchronnie myli się. Zostały więc zranione cztery cnoty kardynalne. Cnota roztropności jest znieważona przez błąd.
Cnota sprawiedliwości, stanowiąca podstawowy i główny przymiot naszego ludzkiego życia, oddaje Bogu to, co Mu jest należne, zaś bliźniemu to, co jemu i nam samym się należy. Owa cnota jest dotknięta przez drugą ranę – złośliwość. Trwa w nas upodobanie do czynienia zła, do nieoddawania Bogu tego, co Mu się należy, do nieoddawania bliźniemu tego, co jest mu należne oraz do nieoddawania również nam samym, naszej własnej osobie tego, co się nam należy. Jest w nas zatem pewna tendencja do zła. Jest to tak oczywiste, że nie trzeba nawet znać tych zasad, by móc je wykazać. Spostrzegamy to także u innych, kiedy widzimy, że i oni mają pewną skłonność do złośliwości.
Cnota męstwa jest skażona przez trzecią ranę, przez słabość. Człowiek nie potrafi oprzeć się pokusie; osłabł, jego siły zmniejszyły się. Jego cnota męstwa uległa osłabieniu w obliczu życiowych trudności. Wreszcie czwarta rana godzi w cnotę wstrzemięźliwości – jest to pożądliwość. Człowiek jest kuszony przez przyjemność, którą dają dobra doczesne (np. pieniądze i rozkosz). Potrzebuje zatem cnoty wstrzemięźliwości, aby powściągnąć odczuwany pociąg do przyjemności, zwłaszcza wtedy, kiedy tkwi w szponach żądzy zaspokojenia tych przyjemności. Człowiek pożąda pieniędzy, jest również pociągany przez dumę, przez pragnienie zaszczytów.
Natura ludzka ma więc owe cztery rany. Gdy jednak mowa o naturalizmie, to wolnomularze, moderniści oraz liberałowie zawsze mają skłonność do mówienia: „Nie, natura jest dobra! To wszystko, co Kościół nazywa rozwiązłością, nie stanowi dla nas problemu, tak musi być! Należy dać człowiekowi wszystkie przyjemności, których poszukuje. Trzeba mu je dać, ponieważ domaga się tego jego istota. Istnieją prawa natury, którym człowiek musi się podporządkować!”. Jednak człowiek jest zraniony w swej istocie, nosi w sobie wewnętrzne nieuporządkowanie – kiedy więc zachęca się go do życia zgodnego z jego zranioną istotą, wówczas prowadzi to do opłakanych skutków.
Otóż gdy ujawniamy jakąś niedoskonałość człowieka, wówczas słyszymy odpowiedź: „Ależ nie! Człowiek nie jest niedoskonały! Odczuwane przez niego pragnienia nie są oznaką słabości. Człowiek potrzebuje tych przyjemności i ma do nich prawo!”. A potem przypomina się prawo człowieka do rozwoju własnej natury. Jedynym ograniczeniem jest wymóg niezakłócania porządku publicznego. Stanowi to jedyne ograniczenie, jakie ci, którzy sprzeciwiają się nam i nas zwalczają, stawiają wolności ludzi i swobodzie wszystkich złych instynktów tkwiących w człowieku: nie zakłócać porządku publicznego, nie mieć problemów z policją – tylko tyle...
Oto dokąd prowadzi nas społeczeństwo oparte na fałszywych zasadach wolnomularstwa. To właśnie jest wyznawany przez nich naturalizm. Rozumiemy doskonale, że kiedy papieże potępiają naturalizm, to nie mają na myśli natury samej w sobie, ani natury ludzkiej, lecz błąd tkwiący w twierdzeniu, iż natura ludzka nie została zraniona przez grzech pierworodny i dlatego wszystko to, co jest w nas nieuporządkowane, jest zgodne z naszą istotą, nie należy więc sprzeciwiać się istniejącym w człowieku instynktom. Właśnie to wolnomularze nazywają prawem człowieka – prawem do wolności.

Masoński racjonalizm

Leon XIII pisze:
Główna zasada naturalistów, jak już sama ich nazwa wskazuje, jest ta, że natura ludzka i rozum ludzki we wszystkich sprawach mają być naszym wodzem i nauczycielem. Zaprzeczają, iżby cokolwiek było nauczane przez Boga. Nie przyjmują w religii żadnego dogmatu, żadnej prawdy, której by rozum ludzki pojąć nie zdołał. Nie przyjmują żadnego nauczyciela, któremu obowiązani byliby wierzyć dla samej powagi jego urzędu.
Tak więc w społeczeństwie, w jakim obecnie żyjemy, nie chce się już ani Boga, ani władzy nad sobą. Tłumaczy to, skąd biorą się modyfikacje istniejące we współczesnej edukacji, wprowadzane we wszystkich krajach. Nauczanie przestało być autorytatywne, tzn. udzielane przez kogoś, kto uczy. Natomiast stało się ono tylko kolokwiami, dialogiem – ludzie nie są w stanie znieść myśli, iż można im nakazać przyjęcie jakiejś prawdy. To właśnie o tym pisał papież: „Nie przyjmują żadnego nauczyciela, któremu obowiązani byliby wierzyć dla samej powagi jego urzędu”.
Nie jest się już zobowiązanym wierzyć żadnemu nauczycielowi, ponieważ on nie może, nie ma prawa narzucać i mówić prawdy – tego co należy myśleć lub w co należy wierzyć. Każdy może myśleć to, co mu się podoba, a prawda powstaje rzekomo ze ścierania się idei; każdy wyraża swoją prywatną opinię i w taki sposób czyni się postępy w nauce – jest to zupełnie niedorzeczne! Przyczynia się to coraz bardziej do unicestwienia prawdziwej wiedzy, ponieważ nie chce się już podporządkować nauczaniu magisterium, to znaczy nauczaniu wywodzącemu się z całej tradycji oraz z nabytej już prawdy.
Nauki fizyczne, chemia, mechanika zmuszają jednak do innego postępowania. Nikt nie może działać według własnego widzimisię. Istnieją pewne reguły, których należy przestrzegać. Nieprzestrzeganie ich spowodowałoby olbrzymi bałagan. Czy zatem w stosunku do prawdziwej religii każdy może bezkarnie posiadać swoje zdanie? Nie, ponieważ skutki byłyby straszne. Oto jak niszczy się inteligencję, która nie ma już podwalin, nie posiada prawdy, nie ma nic trwałego. Tu tkwi przyczyna nieprawdopodobnej ignorancji, jaka panuje w uniwersytetach nawet w odniesieniu do podstawowych zasad.

Odrzucenie porządku nadprzyrodzonego

Powinniśmy posiadać właściwą znajomość ludzkiej natury (czyli taką, jakiej naucza Kościół) a także owego naturalizmu i racjonalizmu, głoszonych publicznie przez tych, którzy są w błędzie i zaprzeczają prawdom wiary. Odrzucając wszelką prawdę, każdy dogmat religijny, wolnomularze pragną tym samym unicestwić Kościół, zniszczyć go. A czym jest Kościół? Jest społecznością założoną przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, który, jak przypomina Leon XIII, powierzył mu misję nauczania:
Szczególnym i jemu jednie właściwym zadaniem Kościoła katolickiego jest naukę od Boga sobie powierzoną, jako też powagę nauczycielstwa wraz z innymi środkami do zbawienia pomocnymi w całej pełni posiadać i nienaruszalnie przechowywać.
Oto te inne środki: łaska, sakramenty, modlitwa, Ofiara Mszy świętej. Właśnie to jest zadaniem Urzędu Nauczycielskiego oraz celem Kościoła. Nikt nie ma prawa zmieniać jego dogmatów. Jeśli, jak mówią wolnomularze, one już nie istnieją, jeżeli nie ma już zdrowej i stałej doktryny, wówczas prawda staje się względna. Nie istnieje już prawda absolutna odnośnie do natury, człowieka, Boga.

Porozumienie nie jest możliwe!

Wolnomularstwo nigdy nie zrezygnowało z żadnego ze swoich celów. Lecz od II Soboru Watykańskiego hierarchowie zachowywali się tak, jakby wszystko było teraz możliwe: porozumienie z masonerią wchodziło w skład tzw. aggiornamento(otwarcia się na świat), ogłoszonego przez sobór dialogu i ekumenizmu.
Biskupi niemieccy opublikowali dokument, którego lektura jest szczególnie wymowna:
W latach 1974–1980, na polecenie konferencji episkopatu i zjednoczonych wielkich lóż Niemiec, miały miejsce w Niemczech oficjalne rozmowy między Kościołem a wolnomularstwem. Konferencja biskupów Niemiec zleciła grupie uczestniczących w kolokwium: po pierwsze, sprawdzić zmiany zaszłe wewnątrz masonerii; po drugie, rozpatrzyć zgodność podwójnej przynależności do Kościoła katolickiego i do wolnomularstwa.
Czytając tego rodzaju doniesienia, ma się wrażenie, że to sen – brzmi to tak nieprawdopodobnie! I dalej:
Po trzecie, w przypadku pozytywnej odpowiedzi na poprzednie pytanie, przygotować opinię publiczną, poprzez inicjatywy publicystyczne, na zmianę sytuacji
– czyli biskupi niemieccy gotowi byli zrobić reklamę zachwalającą związek między Kościołem a wolnomularstwem.
Zatem, jak napisał Ploncard d’Assac, posuwano się bardzo daleko w tym „otwarciu”. Dlaczego? Biskupi niemieccy wyjaśniają: „Ponieważ Kościół otworzył się na dialog ze wszystkimi ludźmi dobrej woli, na rozmowy z każdą skłonną do tego grupą”. Co więcej, Paweł VI podkreślił rozszerzenie podstaw teoretycznych oraz wskazał praktyczne kierunki, to jest różne kluby, z którymi należałoby nawiązać dialog, skoro „poprawnie” rozumiane pojęcie wolności człowieka, tak w życiu prywatnym, jak w religijnym i państwowym (wolnośc tak bardzo podkreślana przez Sobór Watykański II) kładzie podwaliny pod dialog z wolnomularstwem. To co powiedzieli biskupi niemieccy jest bardzo niebezpieczne, ponieważ przyjęcie wolności religijnej rozumianej podobnie, jak ją określa masoneria, zezwoliłoby na swobodę wierzenia, na wolność wszystkich religii, a zatem na wolność błędu.
Biskupi niemieccy sugerują również, iż niemieckie wolnomularstwo utrzymuje instytucje braterskiej pomocy i dobroczynności, co pozwoliłoby znaleźć pewne punkty styczności z Kościołem, którego istotnym powołaniem jest miłość. „Zdarzało się zresztą – kontynuują niemieccy biskupi –
iż w naszych zdezorientowanych czasach niektóre osoby znajdowały w symbolach i w rytuałach wolnomularstwa jakieś spełnienie niezaspokojonych potrzeb; a ponieważ w Kościele katolickim symbole i rytuały miały zawsze swoje miejsce, mogło się przypuszczać, iż również w tym można by znaleźć punkt styczności i jakąś podstawę zrozumienia.
Między diabelskimi, szatańskimi rytuałami masonerii a liturgią Kościoła! Jest nie do pomyślenia, że to znajduje się w oficjalnym piśmie episkopatu!

Odrzucenie jedynej, obiektywnej prawdy

Biskupi Niemiec kontynuują:
Podczas konferencji przypomniano zwłaszcza opinie wolnomularza Lessinga: „Gdyby Bóg w swojej prawej ręce trzymał ukrytą całą prawdę, a w lewej jedno ciągłe poszukiwanie prawdy, i gdyby mi powiedział: wybieraj, to – nawet dodając, iż zawsze bez przerwy myliłem się – rzuciłbym się z pokorą do jego lewej ręki”.
A zatem, gdyby Bóg trzymał w jednej ręce prawdę, a w drugiej poszukiwanie tejże prawdy, on, Lessing, zwróciłby się ku lewej ręce, aby trwać w poszukiwaniu prawdy, a nie aby otrzymać prawdę. Jest to nie do uwierzenia!
I dalej: „Powiedziałbym Mu, Bogu (dorzuca mason): «Ojcze, skarz mnie, czysta prawda jest tylko dla Ciebie... Ja zaś chcę zawsze trwać w poszukiwaniu prawdy. Wybieram poszukiwanie prawdy»”. Przerażające jest to odrzucenie prawdy i mówienie: niech Pan Bóg raczej mnie ukarze, niż da mi prawdę! Zauważmy jednakże, iż jeśli uważnie zgłębimy wywodzące się z Soboru Watykańskiego II teksty (Gaudium et spes czy też Dignitatis humanae), to odnajdziemy to samo ujęcie: jesteśmy wszyscy razem, wszystkie religie są na drodze poszukiwania prawdy. Jak Kościół mógł twierdzić tego rodzaju rzeczy? Nie jesteśmy na drodze poszukiwania prawdy! My ją posiadamy!
Wszystko to jest zrobione w tym celu, aby przypodobać się wolnomularzom i protestantom, którzy również podzielają masońskie teorie wyrażone w relatywizmie. „Relatywność każdej prawdy stanowi podstawę wolnomularstwa – kontynuują biskupi niemieccy
– (nie ma więc prawdy obiektywnej), co z zasady pociąga za sobą odrzucenie wszystkich pozycji dogmatycznych. Podobne pojęcie prawdy nie daje się pogodzić z katolicką ideą prawdy ani z punktu widzenia teologii naturalnej, ani z punktu widzenia teologii objawionej. U wolnomularzy ujęcie religii jest relatywistyczne; wszystkie religie są konkurencyjnymi próbami wypowiedzenia w słowach boskiej prawdy.
Oto jak wolnomularze jeszcze dzisiaj definiują religie. Na szczęście biskupi niemieccy pokazali nieco odwagi, publikując również tego typu zdania. Czy można dziwić się, czytając w wydawanym w Rzymie „La Civilta cattolica” artykuł znanego jezuity (będącego w czasie soboru niesłychanie przychylnym dialogowi z wolnomularzami), w którym protestuje on przeciwko pismu biskupów niemieckich? Pisze on: „Och, to dotyczy Niemiec, lecz nie obchodzi innych krajów”. I znajdujemy to w jednym z najważniejszych czasopism katolickich, wydawanym w Rzymie i kierowanym przez jezuitów. Jest to przerażające! Począwszy od soboru istniało zatem pragnienie doprowadzenia do porozumienia z wolnomularzami. Jednak jest to niemożliwe, byłoby to zniszczeniem całej naszej teologii, naszej filozofii. Nie pozostałoby już nic.
Interesujące są powyższe dygresje, robione w chwili, gdy analizujemy, co Leon XIII napisał prawie sto lat temu. Wiek później, w naszej epoce, zasady wolnomularzy pozostają ciągle takie same. Oni nie zmienili się: nadal nie mogą znieść Kościoła. Kościół obowiązkowo i całkowicie przeciwstawia się wolnomularstwu. Oni oświadczają, że prawda jest relatywna, my zaś mówimy, że jest ona obiektywna. Oni twierdzą, że nie ma dogmatów, a my, że istnieje prawda objawiona i dogmaty. Porozumienie jest więc niemożliwe. Dlatego też, jak zapewniał Leon XIII, wolnomularze będą nadal robić wszystko, aby próbować zniszczyć Kościół, ponieważ on nieustannie się im przeciwstawia. Pomiędzy nimi a nami istnieje istotna sprzeczność. Ich naturalistyczna reguła jest formalnie sprzeczna z doktryną Kościoła.

Laicyzm państwa

„Dlatego też [masoni] głoszą całemu światu zasadę i walczą w jej obronie: należy zupełnie odłączyć Kościół od państwa”. Zgodnie ze swoim naturalizmem, wolnomularze wychwalają laickość państwa: należy oddzielić Kościół od państwa, wykluczyć dogmaty oraz obiektywną prawdę. Po tym zaczną oni oddziaływać na udzielane przez państwa (w szkołach państwowych) i uniwersytety nauczanie. Będą mogli zeświecczyć dusze i umysły oraz wreszcie spowodować przeniknięcie swych relatywistycznych idei, prowadzących praktycznie do usunięcia Boga.
I Leon XIII precyzuje:
Chcieliby oni zbawienny wpływ Kościoła na prawodawstwo i administracje państw zupełnie usunąć. I nie dość im na tym, żeby nie uwzględniać Kościoła, tego najlepszego przewodnika; oni jeszcze nieprzyjaźnie godzić nań i obrażać go muszą.

Powszechna niemoralność

Opisawszy szczegółowo zasady masonerii, Leon XIII dochodzi do spowodowanych przez nie następstw. Skutki te są całkowicie opłakane:
Gdzie wychowanie masońskie górę wzięło, gdzie usunięto wychowanie chrześcijańskie, tam rychło upadają dobre i piękne obyczaje, tam szerzą się potworne zdania i opinie, tam występki śmiało i zuchwale głowę podnoszą. Ogólnie dziś skarżą się i narzekają na to wszyscy, a w niemałej liczbie i tacy, którzy niechętnie, ale oczywistością zniewoleni, świadectwo prawdzie dawać muszą.
Czytając ów tekst, można by myśleć, że wspominając zuchwałość opisywanych dzisiaj w gazetach występków, otaczające nas zbrodnie, morderstwa, eksplodujące bomby, które zabijają niewinnych, Leon XIII napisał go w obecnych czasach. Jest to okropne. „Występki śmiało i zuchwale głowę podnoszą”, czego właśnie jesteśmy świadkami. Papież czyni w tym momencie aluzje do nieuznawania grzechu pierworodnego, przyczyny tych wszystkich rozwiązłości.

Negowanie grzechu

Leon XIII pisze:
Ponieważ nadto rozum ludzki trucizną pierworodnego grzechu zepsuty, do złego niż do dobrego jest skłonniejszy, przeto aby umieć żyć uczciwie, koniecznie potrzeba poskramiać burzliwe namiętności i żądze poddawać pod władze rozumu. W tej walce trzeba często wznosić się do pogardy rzeczy ludzkich, i podejmować niemałe trudy i przykrości, aby zwycięstwo rozumowi zawsze zapewnić. Naturaliści zaś i masoni, nie wierząc bynajmniej w te prawdy, które za sprawą Bożą poznaliśmy, twierdzą, że wola ta w niczym osłabiona nie została. Co więcej, przeceniają dzielność i doskonałość natury ludzkiej.
Tak się dzieje, że nieustannie patrzeć musimy na to, jak ludziom podsuwane bywają liczne podniety żądz i namiętności; jak szerzą się czasopisma i rozprawy pozbawione wszelkiego wstydu i umiarkowania; jak na scenach przedstawiane bywają widowiska swawolne; jak tematy dzieł sztuki bezwstydnie dobierane według prawideł tak zwanego weryzmu; jak subtelnie wymyślane są różne wyrafinowane sposoby życia miękkiego i zniewieściałego; jak wreszcie wynajdywanie wszelkiego rodzaju ponęty, aby z ich pomocą uśpiona dzielność i cnota nie stawiała oporu.
Człowiek zatem ulega niewoli namiętności, temu co dzisiaj nazywa się społeczeństwem konsumpcyjnym. Jak można zdefiniować społeczeństwo konsumpcyjne? Również i tak, że zobowiązuje się ono do oddania możliwie jak najwięcej dóbr materialnych do dyspozycji ludzi, a zatem do nakłaniania ich do przyjemności, do zdobywania pieniędzy, do korzystania ze wszystkiego, do kupowania wszystkiego. Gdyby tu chodziło jedynie o oddanie ludziom do rozporządzenia dóbr stosownych, ale to nie wchodzi w grę: w społeczeństwie konsumpcyjnym to co niewłaściwe jest umieszczane na równi z tym co właściwe. Słowem, czyni się wszystko, aby popierać grzech. Nie bądźmy zatem zdziwieni, widząc to społeczeństwo zmierzające do samobójstwa, do samounicestwienia się.
Nie bierze się pod uwagę ani grzechu pierworodnego, ani cnoty, ani duchowości człowieka, ani tego wszystkiego, co jest duchowe i winno przeważać nad sprawami materialnymi. Nie, to człowiek staje się jedynie ciałem i przedmiotem konsumpcji. Należy zmusić go do możliwie jak największego konsumowania, aby zarobić jak najwięcej pieniędzy oraz dać mu jak najwięcej ułatwień wiodących go do grzechu.

Zawładnąć wychowaniem młodzieży

Lecz to nie wystarczy. Tak jak zapewnia Leon XIII, masoneria chce także zawładnąć wychowaniem młodzieży: „Sekta wolnomularzy dąży również z największym wysiłkiem do tego, aby zagarnąć pod swą władzę wychowanie młodzieży”. Po rozwodzie przyszła teraz kolej na opanowanie przez sekty wychowania młodzieży. Jest to oczywistość jasna jak słońce. We wszystkich krajach świata istnieje wyraźny wzrost laicyzacji nauczania. Organizacje, takie jak UNESCO, założone rzekomo w celu propagowania na całym świecie nauczania oraz walki z analfabetyzmem, są faktycznie kierowane przez masonerię, aby pod kłamliwym pretekstem umożliwienia wszystkim ludziom dostępu do kultury, wszędzie szerzyć laickie i ateistyczne wychowanie.
Wyraźnie to stwierdziliśmy w naszych misjach: z organizacjami UNESCO mieliśmy największe problemy, ponieważ dysponowały one mnóstwem pieniędzy i zakładały szkoły świeckie wszędzie tam, gdzie my mieliśmy szkoły katolickie, podczas gdy istniała masa miejscowości, w których nie było katolickich szkół i gdzie mogły założyć swoje własne. Nie, umyślnie budowały je obok nas, aby zniszczyć wpływ Kościoła katolickiego. Z pieniędzmi, jakimi one dysponowały, było to sprawą łatwą. Organizacje te płaciły nauczycielom o wiele więcej, niż my byliśmy w stanie zapłacić.
Papież ujawnia więc wpływ masonerii na wychowanie młodzieży:
Sekta wolnomularzy dąży również z największym wysiłkiem do tego, aby zagarnąć pod swą władzę wychowanie młodzieży, w tym przekonaniu, że miękki i giętki wiek łatwo wedle woli swojej ukształtować i nagiąć zdołają w którą stronę zechcą, i że w ten sposób najprędzej wychowają państwu takich obywateli, jakich sobie życzą. Dlatego też nie dopuszczają sług Kościoła ani do nauczania, ani do nadzoru kształcącej się młodzieży. A w wielu miejscach doszli już do tego, że wychowanie młodzieży znajduje się wyłącznie w ręku świeckich ludzi, i że przy nauce obyczajów starannie pomija się wzmiankę o największych i najświętszych obowiązkach, które człowieka łączą z Bogiem.

Ideologia demokratyczna niszczy autorytet

Zasadą współczesnego systemu demokratycznego jest należąca do ludu suwerenność. Władza istnieje we wszystkich ludziach, w tłumie. To lud udziela władzy, którą dysponuje każdy i deleguje ją innemu człowiekowi. Jednak żaden człowiek nie ma prawa sam z siebie rozkazywać drugiemu – mówi nam to również filozofia tomistyczna. Dzieje się tak dlatego, ponieważ to Bóg wydaje nam rozkazy. Mówimy, że ci, którzy biorą udział w rządzeniu, uczestniczą we władzy Boga – nadano im władzę, która została im udzielona w sposób naturalny lub też poprzez wybory. Każda władza pochodzi od Boga – to właśnie twierdzi Kościół. Jest sprawą drugorzędną, w jaki sposób ludzie ją otrzymali. Dla przykładu: autorytet ojca rodziny jest władzą zgodną z prawami natury, która została nadana mu przez naturę (to nie dzieci udzielają władzy ojcu).
Wiele wydarzeń stanowiło przyczynę tego, że wielkie rody stawały się królewskimi dynastiami. Wielcy przywódcy pojawiali się za cichą zgodą społeczności szczególnie wtedy, gdy trzeba było bronić kraju przed nieprzyjaciółmi. Należało mieć wydającego rozkazy przywódcę, chroniącego dobro społeczeństwa i broniącego przed nieprzyjaciółmi z zewnątrz. Instynktownie ludzie uznawali autorytet „tego, któremu przy pomocy inteligencji oraz posiadanych zdolności udało się ochronić naród przed nieprzyjaciółmi”. Uważano go za króla. Te talenty były zdolnościami wrodzonymi, udzielonymi przez Boga tym ludziom, którzy, zostawszy królami lub uznani jako książęta, stali się protoplastami rodu.
Dlatego, jak mówi papież, jest czymś niepoważnym twierdzić, że wszyscy jesteśmy równi. Nie posiadamy tych samych przymiotów ani tej samej inteligencji, ani jednakowej siły fizycznej. Jedni mają dużą zręczność fizyczną, inni nie umieją nic zrobić swoimi dziesięcioma palcami. Jedni są bardzo inteligentni, drudzy zaś mniej. Jesteśmy wszyscy różni, nie tacy sami – i Pan Bóg tego właśnie chciał. Zamierzył On tę nierówność, owe różnice właśnie po to, abyśmy się uzupełniali i pomagali jeden drugiemu, abyśmy dzielili się naszymi zdolnościami z tymi, którzy otrzymali ich mniej. Na tym polega społeczeństwo.
Jeżeli istnieją ludzie będący zwierzchnikami, posiadający przedsiębiorstwa przemysłowe, którymi kierują, to potrzebują oni również innych ludzi. Co zrobiliby, gdyby nie było nikogo pracującego fizycznie? Istnieje konieczność uzupełniania się. Robotnicy potrzebują właściciela myślącego o całej organizacji fabryki, o komercjalizacji swoich wyrobów, o poszukiwaniu nowych rynków zbytu. Pan Bóg stworzył ludzi w ten sposób. Pragnął On, aby społeczeństwo było zorganizowane, uporządkowane, instytucjonalne, a nie zaś by było ono masą ludzi, jak to utrzymują wolnomularze oraz liberałowie – nie jakąś bezkształtną masą wszystkich identycznych ludzi. To ujęcie jest całkowicie błędne. Jest ono przeciwne naturze.
Leon XIII potępia ową zupełnie fałszywą koncepcję, którą tak określa:
Źródłem przeto wszelkiej władzy jest zdaniem ich lud, a kto władzę dzierży, ma ją z rozkazu lub zezwolenia ludu, tak iż tenże zmieniwszy swe zdanie, może władców nawet wbrew ich woli pozbawić panowania.
Mamy więc teraz sytuację dokładnie taką, w jakiej, wraz ze wzrostem liczby wyborów, znajdują się wszystkie narody. Kandydaci, zaledwie wybrani, już myślą o następnych wyborach i przygotowują przyszłą kampanię wyborczą.
Politycy będą schlebiać ludowi, dadzą mu to czy tamto w celu otrzymania jego głosów podczas następnej kampanii. Jest to przeciwne rozsądkowi i prowadzi do społeczeństwa absolutnie groteskowego. Ten kto będzie rozporządzał większymi środkami, większą sumą pieniędzy; kto będzie umiał omamić najwięcej wyborców; kto będzie miał najwięcej wpływu – ten zostanie wybrany. Nie będzie to ktoś posiadający najwięcej dyspozycji do zostania głową państwa, lecz ten kto jest najsilniejszy, kto ma najwięcej pieniędzy.

Przestępczość młodzieży

Interesującą rzeczą jest zwrócić uwagę na sprzeczności wynikające z postępowania wolnomularzy. Z jednej strony, zakładają oni świeckie instytucje dla młodzieży i dla dzieci, a z drugiej, robią jednocześnie wszystko, aby zapełnić nimi więzienia. Nie zgadzają się na pozostawienie Kościołowi troski o udzielanie katolickiego wychowania (którego etykę odrzucają) i niszczą dobre obyczaje, szerząc rozpustę, pornograficzne filmy i książki. Czynią wszystko, aby popsuć młodzież – a potem budują więzienia dla młodocianych przestępców oraz szpitale psychiatryczne lub zakłady poprawcze. Jest to niewiarygodne, gdyż przedtem to nie było znane.
Nie istniały więzienia dla dzieci. Domy poprawcze były często sierocińcami, gdzie dziećmi zajmowały się zakonnice oraz bracia bonifratrzy. Obecnie w Pontcalec we Francji, dla przykładu, są siostry, do których policja kieruje opuszczone przez rodziców dzieci, aby tam na nowo odnajdywały rodzinną atmosferę i miłość u tych sióstr, które je przygarnęły. Otóż te zgromadzenia były prześladowane, wygnano zakonników i zakonnice. Zrobiono wszystko, aby te dzieła zniknęły, oficjalnie po to, by założyć instytucje świeckie. Skutek był taki, że musiano zbudować więzienia dla dzieci, będące prawdziwymi obozami koncentracyjnymi, gdzie panują wszystkie zboczenia.
Albo też, ponieważ jest zbyt dużo młodocianych przestępców, pozostawia się ich na wolności. Nie można ich wszystkich uwięzić. Mamy więc obecnie wzrost przestępczości we wszystkich krajach: kradzieże, narkotyki... Szwajcaria nie jest wolna od tego ogarniającego młodzież wzburzenia. W Zurychu czy w Lozannie widzi się bandy młodych, kradnących samochody, wybijających witryny sklepów, aby je ograbić, zachowujących się niczym prawdziwi bandyci, a policja biernie się temu przygląda. Nie wie, co ma zrobić. Stwierdza fakty, zatrzymuje kilku spośród nich, przesłuchuje ich. Na kilka dni wsadza się ich do więzienia, a potem wypuszcza, i wszystko zaczyna się od początku.
Władze nie wiedzą już, jak pokierować społeczeństwem, któremu zostały odebrane wszystkie podstawy moralne. Wszystko to, co mogło podsunąć młodzieży zasady właściwego życia, przyzwoitego życia, zostało zniszczone. W imię wolności usunięto wszystkie bariery! To przerażające! Rozpowszechnianie się narkotyków jest tego przykładem. Jest to straszna plaga, upowszechniająca się nawet w szkołach pozostających jeszcze katolickimi. Jeżeli doszło się do tego punktu, to dlatego, że już nie pragnie się narzucić prawa naturalnego, prawa Bożego. Dekalog przestał już być podstawą społeczeństw, podłożem rodziny, podstawą nauczania. Istnieją jedynie „prawa człowieka”! Widać więc ich skutki...

Przystosowanie do liberalnego ducha

Chęć zmiany jest grzechem współczesnych ludzi i szalejącą podczas soboru chorobą. Chciano wszystko zmienić pod pretekstem aggiornamento, pod pozorem przystosowania się. Uważano, iż należy dostosować się do poziomu współczesnego człowieka. A ponieważ współczesny człowiek ciągle się zmienia, trzeba zatem stale się zmieniać, w nieskończoność się dostosowując... Jest rzeczą oczywistą, iż w pewnej mierze adaptuje się metody apostolstwa. Jest to tak jasne, że nawet nie potrzeba poruszać tej sprawy. Nie mówi się kazań do osób dorosłych tak jak do dzieci. Nie głosi się kazań do intelektualistów, do osób wykształconych tak jak do prostych ludzi. Oczywiście dostosowuje się poziom kazań do słuchaczy. Jest to całkiem naturalne i nie było konieczne zwoływać z tego powodu soboru powszechnego.
W rzeczywistości jednak chciano podyskutować o metodach, w celu tzw. dostosowania sposobu wyrażania naszej wiary, by uczynić ją bardziej przystępną dla współczesnego człowieka. O jakiego człowieka chodzi? Są ludzie, ale nie ma „człowieka” odseparowanego od całej rzeczywistości. Gdy mówi się o dostosowaniu się do człowieka współczesnego, w zależności od tego, czy chodzi o Europę, Amerykę Południową, Chiny czy o inny kraj – to o jakiego człowieka chodzi? „Współczesny człowiek” to po prostu człowiek posiadający rozum ukształtowany przez doktryny masońskie, przez idee „bezwzględnie szkodliwe dla Kościoła, absolutnie sprzeczne nawet z zasadami natury, z zasadami ustanowionymi przez Boga”.
Jest zupełnie czymś nierealnym sądzić, że można schrystianizować poglądy i słownictwo tego „współczesnego człowieka”. Na próżno będzie się mówić: „Prawa człowieka mimo wszystko można by dostosować do Ewangelii” – jest to niemożliwe! Przygotowali je wolnomularze, którzy chcieli, aby były one przeciwne dekalogowi. Nie mówi się o obowiązkach człowieka, lecz wyłącznie o jego prawach – po to, żeby zniszczyć prawo Boże, aby przestało ono już być podstawą społeczeństw i aby zastąpić je przez wolność. Prawa człowieka, bogini rozumu, oddawanie czci boskiej ludzkiemu rozumowi – oto właśnie rewolucja, to postawienie człowieka w miejsce Boga.
Tak bardzo chciano dostosować się, że w rzeczywistości doszło do zracjonalizowania naszej liturgii, której obrzędy są tak piękne, tak święte, tak tajemnicze, tak doskonałe. Zrobiono z niej coś racjonalistycznego, ludzkiego. Poniżono święty rytuał Mszy, aby zrobić z niego jakiś posiłek, zgromadzenie współwyznawców, protestancką eucharystię. Należało się zdemokratyzować, pozbyć się hierarchii: hierarchia już nie istnieje, ksiądz jest jedynie wyznaczanym przewodniczącym, który równie dobrze mógłby być wybrany przez wspólnotę.

Zerwać masonerii maskę!

Leon XIII zwraca się następnie do biskupów:
Ponieważ, stosownie do ważności Naszego urzędu, właściwą jest rzeczą, abyśmy sami wskazali najodpowiedniejszy sposób postępowania, przeto tak postanówcie, że przede wszystkim należy zedrzeć maskę z masonów i ukazać ich we właściwej ich postaci.
Papież mówi biskupom: waszym pierwszym obowiązkiem jest ujawnić masonerię, zerwać maskę, którą się przysłania, czyli napiętnować oszukańcze słownictwo, jakiego ona używa, rozmaite, rzekomo filantropijne instytucje i poświęcenie, do którego zachęca. Za tym kryje się duch diabelski.
Wolnomularze nie lubią być demaskowani. Nie lubią, kiedy o nich się mówi. Wielokrotnie napadano na mnie, ponieważ w kilku przemówieniach wspomniałem o wolnomularstwie, co wywoływało natychmiastowe repliki w gazetach. Gdy tylko poruszy się temat wolnomularstwa, jeśli publicznie je się krytykuje, jego zwolennicy protestują. Nie mogą tego znieść. Kiedy są demaskowani, a tego bardzo się boją, są wtedy wściekli i kontratakują. W kazaniu wygłoszonym w Lille w 1977 roku otwarcie wypowiadałem się przeciwko masonerii. Powiedziałem, że ona właśnie „była przyczyną wszystkich tych rewolucji, tej całej wojny przeciwko Kościołowi, całego tego myślenia wyrządzającego jeszcze dzisiaj szkody”.
Oni nie przełknęli tego do dziś. I właśnie w takich to okolicznościach się demaskują... Po owym oświadczeniu jeden z dziennikarzy, kierujący pewnym dość dobrym czasopismem (co powodowało, iż był chętnie czytywany w naszych środowiskach), okazał się tym, kim był faktycznie. Jego ojciec był wolnomularzem. On sam to mówił. I w napisanym artykule ów dziennikarz okazał się bardzo niezadowolony, ponieważ atakowałem masonerię. „Nie powinienem był nigdy tego zrobić – powiedział. – Było to absolutnie niedopuszczalne”. W tej sprawie zrobił on zatem coś więcej od mimowolnego wyjawienia swoich skrytych zamiarów. Gwałtowna reakcja spowodowała jego wyjście z mroku ukrywającego jego prawdziwą przynależność. Zdziwiło to wielu czytelników jego czasopisma, którzy nie przypuszczali, iż może on tak bronić wolnomularstwa.
Niniejszy artykuł jest fragmentem książki Przeciw herezjom, abpa Marcela Lefebvre’a, która ukazała się w 2002 r. nakładem naszego Wydawnictwa Te Deum.

wtorek, 17 listopada 2015

Św Maksymilian Maria Kolbe - Żydzi, masoneria, socjalizm




Krzyżowiec – to brzmi dumnie!






Czarna historia krucjat pojawiła się stosunkowo niedawno i od początku miała zabarwienie ideologiczne. Muzułmanie krucjat nawet nie odczuli. To liberalne środowiska Zachodu wymyśliły rzekome „barbarzyństwo” chlubnej koncepcji wypraw krzyżowych – mówi w rozmowie z PCh24.pl dr Marian Małecki, pracownik Katedry Historii Powszechnej Historii Państwa i Prawa UJ.

Podczas wielu dyskusji, nie tylko z ludźmi niechętnymi Kościołowi pojawia się praktycznie zawsze argument: Kościół ma na sumieniu Krucjaty. Temat ten stał się dyżurną kwestią w prawie każdej rozmowie o Kościele. Czy rzeczywiście musimy się wstydzić za Krucjaty?

- Tu nie tyle chodzi o wstyd, ile o prawdę. Krucjaty pojawiły się jako odpowiedź świata zachodniego na ówczesną islamizację świata. Islam rozpościerał się wówczas pomiędzy dwoma oceanami: Atlantyckim i Indyjskim. Chrześcijaństwo musiało przeciwstawić się takiej ekspansji. Znane były - zwłaszcza na Półwyspie Iberyjskim – przykłady bestialstwa ze strony muzułmanów, dokonywanego na ludności chrześcijańskiej. Muzułmanie przekroczyli Pireneje i zmierzali w kierunku samego centrum kultury frankońskiej. Powstrzymał ich Karol Młot pod Poitiers w 732 r. Potem widoczny był heroizm świata bizantyńskiego, przypieczętowany klęską pod Manzikertem w 1071 r.

Dla świata muzułmańskiego - o czym w swoim czasie przypominał także żydowski historyk-publicysta Gad Lerner - krucjaty były jak ukłucie szpilki - nic nie znaczącym epizodem. Tymczasem kręgi liberalne świata zachodniego odgrzały "starą pieczeń" i to one - nie zaś muzułmanie - podkreślały "barbarzyństwo" swych przodków. Pojawia się pytanie, czy rzeczywiście było to barbarzyństwo?

Wiek XI, to czas, kiedy powstają ostatnie państwa chrześcijańskiej Europy. Nie ma jeszcze rycerzy - tych stworzy dopiero właśnie duch krucjat. Są natomiast wojownicy: Wikingowie, Frankowie, Słowianie, których przesłaniem jest walka i okrucieństwo. Krucjaty zaczną ten obraz zmieniać. Pojawi się rycerskość jako cnota ogółu wojowników chrześcijańskich, a z nią takie cechy jak: wierność danemu słowu, walka w uczciwej sprawie, niedobijanie leżącego, dworne traktowanie kobiet, honor, cześć, szacunek dla tradycji, miłość ojczyzny, umiłowanie Kościoła. Byłoby naiwnością twierdzenie, że cechy te były przez wszystkich przestrzegane, niemniej stały się kanonem, bez którego nie sposób zrozumieć renesansu, a nawet współczesności. Ta przemiana ludzi była możliwa dzięki Kościołowi, który nawoływał do ograniczania przemocy, a w każdym razie kanalizował najbardziej obłędne ludzkie instynkty w stronę form bardziej cywilizowanych.

Odnalazło to również miejsce w założeniach filozoficznych.

- Nie sposób zrozumieć np. św. Bernarda z Clairvaux bez odniesienia do czasów, w których przyszło mu żyć. św. Bernard zakazywał przemocy w złej sprawie, a dopuszczał jedynie w słusznej i godnej. Dziś każdy cywilizowany kraj przyjmuje ją jako słuszną i właściwą. Czy potrafimy sobie wyobrazić sytuację, że jeden z krzyżowców pasował na rycerza sułtana Saladyna? To jest właśnie sens przesłania św. Bernarda - prawość charakteru i słuszność sprawy o którą się walczy. Z drugiej strony, muzułmanie również podziwiali męstwo krzyżowców i wspomniane cechy.

Co musiało wydarzyć się od XIX w. - kiedy podróżujący po Bliskim Wschodzie cesarz niemiecki Wilhelm II był witany w miastach palestyńskich i stawiano na jego cześć bramy triumfalne, ustawiano się na drodze przejazdu cesarskiego orszaku - do czasów współczesnych? Jak dalece liberałowie wypaczyli obraz krucjat w oczach samych muzułmanów, skoro dziś mówi się o wzajemnym "języku nienawiści" pomiędzy światem islamu a tzw. cywilizacją zachodnią? Obraz krucjat został zideologizowany i dopiero dziś, choć jeszcze nieśmiało, mówi się o plusach tej ludzkiej migracji. Kto dziś wie, że kolonizacja przejawiająca się w zakładaniu nowych wsi i miast na tym terenie była w czasach wypraw krzyżowych największa od czasów króla Salomona? A prawo, medycyna, uniwersytety?

Co dla współczesnych oznaczało zdobycie Jerozolimy przez Krzyżowców w 1099 roku?

- Z całą pewnością było to wydarzenie polityczne, przede wszystkim jednak religijne. Od czasu, kiedy legło w gruzach bolszewickie ujęcie krucjat, wskazujące na czynnik ekonomiczny jako sprawczy, właśnie charakter religijny najbardziej pasuje do zrozumienia istoty wypraw krzyżowych. Zdobycie Jerozolimy było ukoronowaniem dążeń pątników zmierzających do Ziemi Świętej. Pojawia się jednak szereg pytań, także dotyczących rzezi ludności miejscowej. Trudno zaprzeczyć, by nie miała ona miejsca, ale choć brzmi to mało przekonująco, ani nie była rozmiarami tak wielka jak się ją przedstawia, ani nie była czymś wyjątkowym, co próbują podkreślać zideologizowani historycy, zwłaszcza zachodni. Wynika to z faktu, że kolejne zdobycie Jerozolimy przez sułtana Saladyna odbyło się na zupełnie innych zasadach.

Tymczasem Jerozolima w 1099 r. padła podczas szturmu, w 1187 r. po negocjacjach. Rycerski Saladyn dał się jednak poznać tak swoim, jak i chrześcijanom, jako bezwzględny przywódca karząc między sektę assasynów, bunt wojska w koszarach kairskich czy wymordowanie jeńców po bitwie na Rogach Hittinu. Nawet u muzułmanów miał niezbyt dobrą reputację jako wódz i przywódca, ale pasował do pewnego ideologicznego wizerunku kreowanego przez potomnych. Był potrzebny dla laicyzującego się Zachodu jako bohater, a skorzystali na tej zmianie wizerunku sami muzułmanie.

Czy Krucjaty były ogłaszane wyłącznie przez papieży?

- Krucjat było wiele i nie powinny się one kojarzyć ani wyłącznie z papiestwem, ani tylko z tymi siedmioma najbardziej znanymi - do Ziemi Świętej. Są to wyłącznie uproszczenia, które nauka uznała za dopuszczalne, jednak z pewnymi zastrzeżeniami. Wyprawy na Półwyspie Iberyjskim, walki zakonów niemieckich na Wschodzie, krucjaty przeciwko katarom, a nawet pogańskim jeszcze Słowianom, są tego przykładem. Dziś owych Słowian chwali się zaś katarów uważa za bardziej cywilizowanych niż całe królestwo Francji. Prawda nie jest jednak tak oczywista. Krucjata antykatarska spowodowana była reakcją na mutylację rąk i nóg dokonaną przez katarów na misjonarzach a Słowianie, także Prusowie i Jaćwingowie byli do tego stopnia uciążliwi, że w walkach z nimi ginęli książęta, jak chociażby Henryk Sandomierski. Spokojne życie Słowian i toksyczna ekspansja chrześcijan na te tereny to bardziej pobożne życzenia niż realizm tamtych czasów. Pamiętać należy, że Konrad Mazowiecki po to sprowadził Krzyżaków na swoje ziemie, by zabezpieczyć granicę Mazowsza przed poganami.

Podobnie było z powołaniem polskiego zakonu braci dobrzyńskich. Część wypraw „wymykała się” spod kontroli. Tak było w czasie czwartej krucjaty, kiedy zdobyto Bizancjum – papieże demaskowali takie działania i ostro piętnowali ich uczestników. Warto przed krytyką ówczesnego Kościoła zrozumieć cały kontekst średniowiecza, meandrów polityki, ideologii, twórczej roli tej epoki. To tak jakbyśmy dziś godzili się na osądzanie naszych czasów z perspektywy mieszkańca naszej planety za 300 lat bez zrozumienia dla naszej współczesnej mentalności czy problemów. Tymczasem na temat krucjat wypowiadają się osoby przypadkowe, o niewielkiej wiedzy lub ideologicznie zaangażowani. Ludzie ci nie zastanawiają się nad przedstawianymi tezami, bo to wymaga wiedzy jak i intelektualnej refleksji, powielają jednak stereotypy, bo to im pasuje w kreowaniu wizji współczesnego Kościoła jako od wieków nietolerancyjnego i konserwatywnego.

Skąd wzięła się „czarna legenda krucjat” i jej ponadczasowa żywotność, podtrzymywana także i dziś? Dotyka ona także pamięć wielu wspaniałych rycerzy, o których pamięć jest zakłamywana (np. Gotfryda z Bouillon).

- Czarna historia krucjat pojawiła się stosunkowo niedawno i od początku miała zabarwienie ideologiczne, a skoro tak, to trudno przypisać jej szczególny walor poznawczy. Jeśli jakiś współczesny dogmat społeczny próbujemy ugruntować odwołując się do korzeni historycznych, to jeśli taka możliwość się pojawi, chętnie z niej korzystamy. Skoro więc chrześcijanie mordowali innych i to stanowi samą w sobie prawdę, zręcznie jest tę prawdę podtrzymywać, znacznie bardziej niezręcznie zastanawiać się nad przyczynami tego stanu rzeczy, bo może się okazać, że „inni” mordowali więcej lub ci niesforni chrześcijanie po prostu bronili się przed Półksiężycem.

Czy ktoś dziś zdaje sobie sprawę, że Barbakan powstał w Krakowie po to, by bronić miasto przed Turkami, że największe obciążenia finansowe stanów śląskich kierowano na utrzymanie twierdzy na Przełęczy Jabłonkowskiej, gdyż obawiano się (zresztą słusznie) ataku podjazdów muzułmańskich? Czy zdajemy sobie sprawę z tego wszystkiego, co się stało, kiedy krucjaty do Ziemi Świętej definitywnie się skończyły? Czy w naszej europejskiej świadomości pojawia się pytanie o islamizację Półwyspu Bałkańskiego, czy wiemy po co Rzeczpospolita uchwalała podatki na wojsko kwarciane, czy wiemy z jakimi lękami żyli ludzie nie tylko w średniowieczu, ale i epoce wczesnonowożytnej?

O historycznej roli Turcji przeciętny Polak wie niedużo. Czasami kojarzy mu się jedynie wiktoria wiedeńska.

- Kiedy Sobieski gromił Turków pod Wiedniem, zmieniał się ówczesny świat polityczny, a złamanie potęgi Turcji było kluczowym momentem dla pojawienia się nowych potęg europejskich. Dziś Turków oceniamy jako tych, którzy nie uznali rozbiorów Polski, pomagali Polakom w XIX wieku. Zgoda, ale czynili to jako sami potrzebujący pomocy przed zachłannością państwa carów. Kto zdaje sobie dziś sprawę, że prawo prywatne sami muzułmanie uznawali za lepsze od swojego, że krzyżowcy założyli prawdziwe miasta i wsie z samorządem i autonomią mieszkańców?

Środowiska laickie i wrogie Kościołowi, zwłaszcza masoneria, wolały jednak inny wizerunek krucjat, obnażający rzekomą mściwość Kościoła i nie zaniedbały żadnego epizodu znanego z historii krucjat, by o tym przypominać. Wystarczy podać jeden – ostatnie lata zakonu templariuszy. W powszechnym przeświadczeniu zakon został skasowany przez papieża Klemensa V z powodu herezji na początku XIV w. Tymczasem aresztowań samych braci zakonnych dokonała władza świecka, która też templariuszy spaliła na stosie. To król Francji wydał rozkaz o wysłaniu na stos Jakuba de Molay i to w sytuacji, gdy trybunał sądowy otrzymując zapewnienie o niewinności zakonu ze strony jego przywódcy, wysłał posłów do papieża, by ten zajął własne stanowisko. Legenda o rzekomej klątwie wielkiego mistrza przyjmowana jest bezkrytycznie jako dogmat.
Takich przykładów „uproszczeń” w historii krucjat można wymieniać dziesiątki. Niepolitycznie jest też dziś uważać liderów ówczesnej europejskiej polityki za zaangażowanych w dzieło walki z niewiernymi. Lepiej podkreślać rolę Zawiszy Czarnego pod Grunwaldem, wyeliminować z świadomości historycznej poszczególnych krzyżowców, bo oto mogłoby się okazać, że osoby te życie swoje podporządkowały wierze i to ona ostatecznie prowadziła ich na wyżyny ich ludzkiej egzystencji.

Kto dziś pielęgnuje dziedzictwo krzyżowców? Istnieją jakieś zajmujące się tym zgromadzenia zakonne lub świeckie stowarzyszenia i instytucje?
- W szczególności istniejące zakony rycerskie, ponadto różne instytucje kościelne i świeckie. Przybywa ich z każdym rokiem. Cele tych organizacji są różne; zakony rycerskie działają przede wszystkim na niwie charytatywnej, powstają liczne bractwa rycerskie a do idei zakonów rycerskich przyznają się bez mała wszyscy. Idea zakonów rycerskich jest paradoksalnie tak popularna, że wykorzystują ją przeciwni krucjatom protestanci, a nawet krańcowo oddaleni od chrześcijaństwa masoni. Rzecz godna podkreślenia: organizacje te wyciągają z epoki krucjat tylko to, co jest im wygodne, zapominając o całej reszcie.

Wobec postępującej laicyzacji życia, feminizacji świata obecność świata krzyżowców dla wielu chrześcijan jest drogą prowadzącą do Boga. Jakby na to nie spojrzeć – krucjaty zbudowały ideał rycerza Chrystusa, prawego mężczyzny, oddanego Bogu, szanującego kobiety i oddającego im należną cześć, człowieka nieobłudnego i niezakłamanego, a przy tym wymagającego wobec siebie. Cechy te, tak odległe dla współczesnego świata są marzeniem wielu, stąd tak ogromne zainteresowanie krucjatami.

Prof. Roberto de Mattei nazwał prof. Plinio Correa de Oliveirę „Krzyżowcem XX wieku”, traktując to jako najwyższy komplement. Czego dzisiejsi katolicy mogliby się nauczyć od krzyżowców?

- Tak, to powód do dumy. W czasach krucjat krzyżowcy wracający do swych rodzinnych miejscowości witani byli jak bohaterowie, chętnie brano ich za chrzestnych, okazywano im wiele szacunku. Wynikało to z faktu, iż w tamtych czasach znano cenę męstwa i poświęcenia, znano siłę muzułmańskiego miecza. Polski król Jan III Sobieski swoją nieśmiertelność zdobył nie tyle wielkim panowaniem, bo był raczej przeciętnym królem i słabym politykiem, ale dzięki wiktorii wiedeńskiej. Ówczesna Europa żyła siłą wiary i wartości, stąd wielka solidarność w zwalczaniu wspólnego wroga.

Współczesnemu światu potrzebne są wartości, ich nowa definicja jako wartości uniwersalnych, dla których żołnierz holenderski, polski czy amerykański przeleje krew. Póki co tych wartości nie widać, są one traktowane jako prawo naturalne o zmiennej treści. Krzyżowcy niezależnie od dorobionego im oblicza wartości te wyznawali i byli z grubsza biorąc im wierni. Obrona wartości chrześcijańskich jest zatem obroną wartości europejskich o czym Europa współczesnych elit politycznych zaznaczam (nie całych narodów europejskich) zapomina.

Dlaczego w dzisiejszym katolicyzmie tak mało jest odniesień - które kiedyś przecież były liczne – do tematyki rycerskiej? Wszak, choć i dziś natrafimy na sformułowania jak np. „Bóg jest nam tarczą”, czy „rycerze Chrystusa”, to widać ewidentny odwrót od tego typu zacnej i na wskroś katolickiej retoryki.

- Ludzie boją się artykułować swoje poglądy, boją się, że narażą się na ośmieszenie, ostracyzm w mediach, krytykę wielkich tego świata. Niepotrzebnie. Zgodnie z ewangelicznym przekazem „prawda was wyzwoli” chrześcijanie powinni mocno manifestować swoją wiarę. To zasada demokracji. Czasy „letnich” katolików odchodzą w niebyt, a przecież nie chodzi o ilość, lecz o jakość chrześcijaństwa.

Ponadto brakuje poparcia innych grup chrześcijańskich. Podkreśla się często, że chrześcijanie popełniają wiele zła, więc nie powinni się odzywać w debatach nad wolnością i wartościami. Jest to jednak cały czas Kościół pielgrzymujący, święty Kościół grzesznych ludzi. W społeczeństwie źle pojętej feminizacji mężczyźni stają się coraz bardziej zniewieściali, nie walczą, jak dawniej, o wartości, o rodziny, o Kościół. Stąd tak mało mówi się o idei rycerza, bo to świat "nierealny" i "nieistniejący", poza tym zbyt trudny, o czym świadczy przyrzeczenie rycerza: „Bądź bez lęku w obliczu nieprzyjaciela, bądź mężny i prawy, by podobać się Bogu, mów prawdę, szanuj kobiety i nie krzywdź nikogo”.

Rozmawiał Łukasz Karpiel


Read more: http://www.pch24.pl/krzyzowiec---to-brzmi-dumnie-,16678,i.html#ixzz3rlg3nhoa