sobota, 14 stycznia 2017

SMOG - Monitoring powietrza - zwykła głupota!


Ostatnio w polskojęzycznych mediach, niemieckich właścicieli, pod amerykańskim zarządem do 2099 roku, wylęgła się wielka troska o zdrowie mniej wartościowych mieszkańców tego terenu pomiędzy Odrą i obecnie Bugiem. Przypomnę, że Niemcy to konsorcjum przemysłowe, zarejestrowane w Izbie Handlowej w 1949 roku. Pani Merkel  jest tylko czymś, co odpowiada pojęciu dyrektora wykonawczego. Wszelkie istotne posunięcia załatwia Rada Nadzorcza. Skład Rady Nadzorczej nie jest znany.

Należałoby się zastanowić w pierwszym rzędzie, skąd ta nagłą troska gazet polskojęzycznych, niemieckich właścicieli? Jak z Niemiec po 1989 roku służby specjalne ściągały liczne trujące odpady do Polski, to nikogo nie interesował stan zdrowia ludności. Pamiętam jak to taki transport odpadów niszczono w doraźnie zbudowanych piecach na poligonie w pobliżu Włocławka. Musisz przyznać Szanowny Czytelniku, że Nizina Kujawska doskonale „nadaje” się do budowy spalarni. Brak naturalnych przeszkód pozwoli rozwiać dymy z tak niszczonych niebezpiecznych odpadów na duże odległości. To, że odpady były bardzo niebezpieczne, nie ulega wątpliwości. Nawet Niemcy, posiadający liczne spalarnie, bali się je niszczyć u siebie. To chyba już mówi samo za siebie. W podobny sposób niebezpieczne odpady wożono z Ukrainy przy pomocy służb i spalało się w Gdańsku. Ale wg Ochrony Środowiska, Wojewody i wszystkich świętych urzędników, wszystko jest w najlepszym porządku. Jest to dowodem wprost, że urzędy te są atrapami, czy buforem pomiędzy producentami, a społeczeństwem. Mają tak działać, aby nie przeszkadzać producentom.

Kiedy koncentracje pyłu zawieszonego przekraczały kilkaset razy dopuszczalne normy, nikt z urzędników nawet nie próbował protestować i nagłaśniać tematu o smogu. Przypominam sobie Międzynarodową Konferencję Parlamentu Bałtyckiego, jedynej w owym czasie organizacji NGO bez dofinansowań, gdzie to właśnie nie kto inny, ale ekolodzy z Krakowa żalili się na smog. I w owym czasie władze miasta zachowywały kamienny spokój, nie ruszając tematu. A było to ćwierć wieku temu.

Na wszelki przypadek uzupełnię, że materiały zjazdowe jako dowody w sprawie, zostały wydane drukiem i znajdować się powinny w dobrych bibliotekach. Zostały przesyłane do wszystkich miast wojewódzkich i do bibliotek uniwersyteckich.

A obecnie, w sytuacji sprzedaży lub zamknięcia całego polskiego przemysłu, nagle te polskojęzyczne, niemieckich właścicieli pisma straszą smogiem i tysiącami ludzi umierających na ulicach. W takiej sytuacji należy się zastanowić o co tak naprawdę chodzi.

Wiadomo, że jak nie wiadomo, to wiadomo, że chodzi o pieniądze!

Wiadomo, że elektrociepłownie w Krakowie, w Warszawie, jak i wielu innych miastach jeszcze polskich, wykupiły spółki albo niemieckie albo francuskie. I mamy dwa problemy. Jaki mądry inaczej zezwolił, aby w naszym klimacie sprzedawać elektrociepłownie? A do kogo obecnie należy przemysł w tym biednym kraju? To, że cała akcja jest zorganizowana odgórnie, nie ulega najmniejszej wątpliwości. Wszystkie gazety piszą o tym samym, czyli dostały polecenie. To, że wybrano właśnie duże miasta, to także nie przypadek. Opodatkowanie ludzi w dużych miastach jest zdecydowanie łatwiejsze.

Idźmy dalej. Jest ogromny nacisk na likwidację pieców w domach mieszkalnych, jako rzekomego powodu owego wyimaginowanego smogu. Zastanówmy się trochę, dlaczego. W samym Krakowie podobno jeszcze 100 000 mieszkań posiada piece. W dodatku znajdują się one w centrum, czyli są to mieszkania bardzo wartościowe.

A kto ma pieniądze na wykup? Biorąc pod uwagę, że przeciętny koszt ogrzewania miesięcznego to 300 do 500 złotych w przypadku tzw. centralnego systemu, to do rąk zagranicznych właścicieli tych elektrociepłowni wpadnie miesięcznie od 300 000 000 do 500 000 000 złotych. Te kwoty należy pomnożyć przez co najmniej 4-6 miesięcy, rok po roku. I najciekawsze, że władze miasta Krakowa dają na zamianę pieca ileś tam złotych.

Większej głupoty nie słyszałem.

A jakie to władze posiadają pieniądze? Najpierw muszą podnieść podatki i oskubać mieszkańców. Potem zapłacić temu, kto to stawia, i resztę mają dla siebie. Przeciętne wynagrodzenie urzędnicze jest wyższe od średniej krajowej o 50%. Z jakiegoś źródła musi ono powstawać. Dlaczego wybrano Kraków? Ponieważ tam można za jednym zamachem oskubać ludność na milionowe sumy. Z tej samej przyczyny nagle smog pojawił się w Warszawie.

Jak w latach 90-tych  nie można się było doprosić o dane pomiarowe z sanepidów, to obecnie się prześcigają w publikacjach. Poza tym, ten naprawdę szkodliwy smog, to cząstki poniżej 10 nm. Ale takie cząstki nie powstają przy spalaniu w piecach. Takie cząstki powstają tylko i wyłącznie przy elektrofiltrach.
O kurde, jeszcze nie widziałem chaty z piecem i kominem z elektrofiltrem. No, ale przecież ten zachodni przemysł w Polsce nie jest żadną przyczyną smogu, ani innych zanieczyszczeń. Co to, to nie. Oni przynoszą nam właśnie czyste powietrze. Oni są tacy kulturalni!

Chociaż z drugiej strony, to w jakim celu oni się do nas pchali i u nas ten zanieczyszczający przemysł rozwijają? Jak twierdzi gawiedź uliczna, ze względów ekonomicznych to robią. Ale względy ekonomiczne to oszczędzanie. A na czym mogą oszczędzać? No i jesteśmy w domu. Oczywiście, mogą oszczędzać na środowisku. Przecież zaraz po sprzedaży przemysłu Minister Środowiska zlikwidował listę największych 80 trucicieli. Po cichutku to zrobił. A parę lat wcześniej tak się nią chwalił.

No!, ale kto tam wierzy w bajania gawiedzi. A z drugiej strony zapanowała jakaś wielka cisza wśród profesorków wyższych uczelni w tej materii. W Krakowie, jak i w Warszawie, mamy ileś tam wyższych uczelni i to w dodatku medycznych. To co powyżej podałem, to elementarna wiedza z zakresu 2-go roku fizjologii. No, to mamy problem.

Albo poziom tych uczelni spadł po zmianie nazwy na Uniwersytety na tak niski stopień, że nie widzą tej szarlatanerii, albo otrzymali polecenie - CICHO!

Mamy w Warszawie Izbę Lekarską, nawet Naczelną, to powinna ostrzec PT KOLEGÓW LEKARZY i przypomnieć podstawową wiedzę z zakresu fizjologii i biofizyki przepływów na temat smogu i możliwości zachorowań z tego powodu. Izby posiadają własne wydawnictwa. Ale w żadnym nie znajdziesz, Szanowny Czytelniku, nawet wzmianki, nie tylko o smogu, ale i MCS. Za to pełno bełkotu informacyjnego o szczepieniach. Dlatego całkowicie poprawny jest pogląd o gwałtownym spadku poziomu nauczania w ostatnim 25-leciu w Polsce.

Już 3 stycznia 2017 r. circe.pl drukuje zastraszające dane o zanieczyszczeniu powietrza w Krakowie. Okazuje się, że nawet wybrano doradcę prezydenta Krakowa d/s „jakości powietrza”, niejakiego p. Witolda Śmiałka. Pan Śmiałek, z góry zastrzegam, nie wiem jaki zawód posiada, od razu się pochwalił, ile to pieniędzy podatnika wydano na monitoring jakości powietrza. I dodał, że robione to jest we współpracy z wojewodą. Popatrzmy na to praktycznie.

Każdy jako tako zorientowany w temacie wie, że to można spokojnie obliczyć. Jak podałem, pył zawieszony to elektrofiltry w pierwszym rzędzie. Po drugie, ewentualnie transport. Łatwa do obliczenia jest wielkość zanieczyszczeń z tego powodu. Łatwe jest także zapobieganie.

Transport. Monachium swego czasu, wydało zakaz wjazdu do miasta samochodów większych, aniżeli chyba 3.5 tonowe. Wszystkie tiry musiały na obrzeżach miasta dokonać przeładunku. Oczywiście można to udoskonalić, małe dostawcze samochody będą posiadały napęd elektryczny. W razie potrzeby służę adresami takich zakładów, które tanio dokonują przeróbki.

No, ale chodziło o oskubanie mieszkańców. Każda stacja to 600 000 złotych wykradzionych z kieszeni mieszkańców. Przecież te dane ze stacji i tak nie mają żadnego przełożenia na działania Rady Miasta. Założę się, że 99% radnych nigdy się z nimi nie zapoznało nawet. Wiem to z doświadczenia z innych miast. Zresztą nawet jak przeczyta taki radny, to zinterpretować nie umie. Tego w szkole nie uczą!

Przeprowadzaliśmy swego czasu test na nauczycielach i pracownikach wydziałów Ochrony Środowiska, na temat dziury ozonowej. Żaden z testowanych urzędników nawet nie znał jednostek, w których się mirzy tą dziurę, ale jak mantrę powtarzał bełkot gazetowy. Żadna nauczycielka ochrony środowiska nie widziała nawet miernika promieniowania UV. Ale wszystkie „uczyły”, a właściwie tresowały młodzież i wpajały im wiarę w dziurę ozonową. I tutaj się zgadzam z p. ministrem Radziwiłłem.

Smog w obecnej chwili to żaden problem w Polsce.

Może, jak za 50 lat powstanie jakiś przemysł, to się pojawi problem smogu. Problemem w Polsce obecnie są trwałe smugi, czyli CHEMTRIALS. PROBLEMEM W POLSCE JEST MCS.

Smog to typowa fałszywa flaga, pod pretekstem której można okraść społeczeństwo.


Kontakt do autora: jjaskow@wp.pl