czwartek, 30 stycznia 2014

Neokatechumenat

Neokatechumenat – ks. prof. Michał Poradowski

Aktualizacja: 2013-06-23 9:59 am 
Już w czasach apostolskich pojawiały się najrozmaitsze sekty wśród wspólnot chrześcijańskich, zagrażając czystości Wiary i nauki Kościoła.
Szczególnie skarżył się na to św. Paweł w swych “Listach”. Słynny jest z tego powodu jego “List do Galatów”, w którym pisze z goryczą: “Nadziwić się nie mogę, że od Tego, który was łaską Chrystusa powołał, tak szybko chcecie przejść do innej Ewangelii. Innej jednak Ewangelii nie ma, są, tylko tacy ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową. Ale gdybym nawet my lub anioł z Nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy – niech będzie przeklęły” (Gal 1, 6-9).
Najwięcej jednak najrozmaitszych sekt powstało za czasów Lutra i protestantyzmu, a które obecnie tylko w Stanach Zjednoczonych przekraczają kilka tysięcy, rozprzestrzeniając się na cały świat. Było ich już wiele w Polsce w okresie międzywojennym, nie miały jednak większego wpływu na naszą ludność katolicką, głęboko maryjną, ale po drugiej wojnie światowej, a zwłaszcza po Drugim Soborze Watykańskim, stały się one prawdziwą plagą i wielkim niebezpieczeństwem dla Wiary. Co więcej, dawniej, a więc przed Drugim Soborem Watykańskim, wszystkie te sekty protestanckie działały poza Kościołem katolickim, a jako heretyckie były zwalczane przez autorytety kościelne, a więc przez biskupów, którzy jako gorliwi pasterze, bronili czystości Wiary, zabraniając księżom proboszczom tolerowania owych sekt w swych parafiach. Natomiast po Drugim Soborze Watykańskim przyszła “moda” nie tylko na kontakty z owymi sektami, ale nawet na wspólne nabożeństwa w imię tzw. “ekumenizmu”, a nawet niektórzy biskupi zaczęli polecać księżom proboszczom, aby oddawali do użytku owych sekt heretyckich swoje parafialne sale, a nawet kościoły i kaplice. Stąd też obecnie w Polsce setki sekt protestanckich, a więc heretyckich, korzysta z sal, kaplic i kościołów katolickich, czy to dla swoich zebrań czy nabożeństw, czy też dla wspólnych z katolikami zgromadzeń i nabożeństw. Dlatego też czystość świętej Wiary Katolickiej została poważnie zagrożona. Doszło nawet do tego, że niektóre ruchy lub wspólnoty protestanckie, a więc heretyckie, zostały z polecenia niektórych biskupów włączone do życia religijnego parafii katolickich, a ich książki, broszury i modlitewniki zostały przez niektórych biskupów nie tylko polecone katolikom, ale nawet uzyskały przedmowy i wstępy, w których się te heretyckie poglądy gorliwie zaleca. Jednym z takich ruchów jest właśnie tzw. Ruch Neokatechumenalny, całkowicie sprzeczny z tradycyjną nauką Kościoła katolickiego, co w niniejszej broszurze staramy się wyjaśnić, porównując naukę Ruchu Neokatechumenalnego z tradycyjną nauką Kościoła, którą św. Paweł nazwał “Depositum Fidei”.
Co to jest ruch neokatechumenalny?
W połowie lat sześćdziesiątych ukazał się w Hiszpanii ruch charytatywny, działający początkowo wyłącznie na przedmieściach Madrytu, opiekując się tamtejszą biedotą, na czele którego stały dwie osoby: Kiko Arguello i Carmen Hermandez; ruch ten spotkał się natychmiast z uznaniem tamtejszego arcybiskupa. Z biegiem jednak czasu z ruchu charytatywnego zaczął przekształcać się w ruch religijny typu sekciarskiego, co jednak nie zostało spostrzeżone przez autorytety kościelne, które nadal go popierały jako ruch charytatywny. To dzięki swej działalności dobroczynnej wśród najbardziej ubogich uzyskał sobie jak najlepszą opinię wśród autorytetów kościelnych tak w Hiszpanii, jak i winnych krajach na które stopniowo zaczął się rozszerzać. Stąd też i sympatia do niego ówczesnego Papieża Pawła VI, który zaczął go wychwalać i zalecać. W międzyczasie zaczęły się duże zmiany wewnątrz owego ruchu, a to w miarę jak przybywali zwolennicy i opiekunowie, tak iż z ruchu charytatywnego stał się rodzajem sekty religijnej wewnątrz Kościoła, o czym różni jego opiekunowie, głównie biskupi, niewiele wiedzieli, jako iż przez kierowników tego ruchu wypracowane instrukcje religijne nie zostały aż do dzisiaj opublikowane i są znane tylko wtajemniczonym, gdyż dostępne wyłącznie kierownikom owego ruchu, będąc wydane jako maszynopis do użytku prywatnego, liczący 373 stronice. Jest to tzw. “katecheza”, której analiza wykazuje, że nie ma ów ruch neokatechumenalny nic wspólnego z nauką oficjalną Kościoła. Co więcej, nauka owej “katechezy”, z punktu widzenia nauki tradycyjnej Kościoła, jest zbiorem najrozmaitszych herezji, głównie protestanckich. (…)
Wspomniana wyżej “Katecheza” owego Ruchu Neokatechumenalnego została szczegółowo przestudiowana przez księdza włoskiego Enricco Zoffoli, który na ten temat napisał i wydał kilka książek, a główną z nich jest “ERESIE DEL MOVIMENTO NEOCATECUMENALE” – SAGCIO CRITICO – 1991. Książka ta ma już pięć wydań. Korzystam tutaj z wydania piątego. Tenże autor wydal także studium porównawcze pod tytułem “MAGISTERO DEL PAPA E KATECHESI DI KIKO”, wykazując sprzeczność między nauką Papieża i katechezą Kiko.
We wspomnianej “Katechezie”, zarezerwowanej tylko dla “wtajemniczonych”, znajduje się wiele stwierdzeń heretyckich, z których, w tej pierwszej części naszej krytyki, zostaną na razie wzięte pod uwagę tylko następujące:
- Człowiek nie może nie grzeszyć.
- Nawrócenie polega jedynie na uznaniu swej nędzy moralnej.
- Grzech nie obraża Pana Boga, bo jest czymś normalnym w życiu człowieka.
- Chrystus Pan dokonał odkupienia wszystkich ludzi nie przez Swą mękę i śmierć na Krzyżu, lecz przez Swe Zmartwychwstanie.
- Kościół nie został założony przez Chrystusa Pana, lecz przez pierwotną wspólnotę wiernych, jak wszystkie religie, stąd też są one sobie równe i każdy może się zbawić niezależnie od wiary, którą wyznaje. Kapłaństwo nie ma nic wspólnego ze święceniami, gdyż każdy chrześcijanin jest kapłanem przez Chrzest, a więc także i kobiety są kapłankami.
- Msza święta, zwana przez ową “Katechezę” Eucharystią nie jest ofiarą, stąd też nie jest potrzebny ołtarz, bo wystarcza stół.
- Eucharystia jest tylko ucztą – biesiadą, a nie ofiarą.
- Konsekracja chleba i wina jest tylko symbolem Zmartwychwstania Chrystusa.
- Msza święta nie jest celebrowana przez kapłana, lecz przez Zgromadzenie.
- Nie istnieje obecność rzeczywista Chrystusa Pana w Eucharystii, stąd też nie usprawiedliwiają się akty adoracji, przyklękania itp.
- Sakrament pokuty utożsamia się z sakramentem Chrztu i spowiedź powinna być publiczną wobec Zgromadzenia, a nie wobec kapłana.
- Wszyscy ludzie są grzeszni, więc nie może istnieć “stan łaski”.
- Chrystus Pan nie może być naśladowany.
- Chrystus Pan wymaga, aby każdy chrześcijanin nienawidził swych rodziców, braci i krewnych.
- Aby być chrześcijaninem trzeba najpierw wyzbyć się wszelkich dóbr na korzyść wspólnoty neokatechumenalnej.
- Dobra wspólne mogą być używane i nadużywane; nie usprawiedliwia się żadna asceza, ani też powściągliwość.
- Wszyscy będą zbawieni dzięki miłosierdziu Boga; nie istnieje piekło, ani czyściec, więc modlitwy za zmarłych są niepotrzebne.
- Historia Kościoła kończy się z edyktem cesarza Konstantyna i zaczyna się na nowo dopiero dzięki Drugiemu Soborowi Watykańskiemu.
- Biblia interpretuje się sama (a nie przez Kościół).

wtorek, 28 stycznia 2014

wywiad z ojcem Peterem Gumpel, SJ, postulatorem procesu beatyfikacyjnego Sługi Bożego papieża Piusa XII

“Dlaczego współcześni Żydzi mogą mówić takie rzeczy?” –wywiad z ojcem Peterem Gumpel, SJ, postulatorem procesu beatyfikacyjnego Sługi Bożego papieża Piusa XII


Poniżej prezentujemy obszerne fragmenty wywiadu z ojcem Peterem Gumpel, SJ, postulatorem procesu beatyfikacyjnego Sługi Bożego papieża Piusa XII. Wywiad zamieszczony został w piśmie The Angelus, wydawanym przez amerykański dystrykt Bractwa św. Piusa X. 
Ojciec Gumpel, urodzony w Niemczech, opisuje swoje własne przeżycia z okresu reżimu nazistowskiego. Dzieli się również swoimi doświadczeniami w badaniach biograficznych kardynała Pacelli, przyszłego papieża Piusa XII oraz nad Jego pontyfikatem, szczególnie w odniesieniu do okresu II wojny światowej.
Przede wszystkim chciałbym bardzo podziękować ojcu za podarowanie swojego czasu i za chęć opisania swoich doświadczeń, co umożliwi nam głębsze wyjaśnienie pontyfikatu papieża Piusa XII. Czy mógłby ojciec przedstawić nam w skrócie swoje własne doświadczenie życiowe w czasie reżimu nazistowskiego. Wydaje nam się to bardzo ważne.
Szczerze mówiąc niezbyt chętnie rozmawiam na temat tego okropnego czasu. Przeżyłem okres nazistowski, dwukrotnie w swoim życiu byłem na wygnaniu, bardzo przeżyłem te czasy, nawet przeżywam je raz jeszcze, myśląc o nich teraz. Zabili mi mojego ojca chrzestnego. Byliśmy ze sobą bardzo zżyci. Miałem pójść w jego ślady, bardzo dbał o mnie, o moją formację, edukację. Niestety, przed rozpoczęciem II wojny światowej, nagle kilka osób zjawiło się u niego w domu i poprosiło go o pójście z nimi. Od tego czasu ślad o nim zaginął. Jedyną rzeczą jaką udało się nam odnaleźć to złote spinki od koszuli, spinki z naszym herbem rodowym. Tak, to jedyna rzecz jaką odnaleźliśmy. Nie wiemy gdzie i jak został zabity i gdzie pochowany. Nie wiemy nic, absolutnie nic. To jedno z takich wspomnień, o których nie lubię mówić, co z pewnością zrozumie Pan. Inne wspomnienie: pamiętam gdy mając 14 czy 15 lat otrzymałem od swojego wujka, brata mojej mamy, pewną informację. Powiedział mi: “Peter, dorastasz już i nie nie jesteś już małym dzieckiem. Mogę ci powiedzieć otwarcie, że coś bardzo poważnego stało się twojej matce.” Gdy zapytałem co takiego się stało, odpowiedział: “Widzisz, twoja mama poszła na bardzo długi spacer i miała bardzo poważny wypadek i jest w niezwykle ciężkim stanie.” Gdy zapytałem czy jest w szpitalu, odpowiedział mi, że “Nie, to jest znacznie gorsze.” Zapytałem wtedy czy nie żyje, na co on odpowiedział: “Tak” i od razu dodał, że musi natychmiast iść, by spróbować otrzymać pozwolenie na przywiezienie jej ciała do domu.
Widzi Pan zatem: miałem 14 czy 15 lat i wiedziałem dlaczego mama wyjechała z Berlina. A było to tak: pewnego dnia otrzymaliśmy wiadomość, że dom naszego dziadka – a była to wytworna posiadłość, którą przepisał on na mnie – została napadnięta przez nazistów i całkowicie zniszczona. Mama planowała, że gdy najgorszy reżim Hitlera już minie, zwróci się do kolejnego rządu o uzyskanie odszkodowania. Zwierzyła się z tych planów pewnemu fotografowi, który jednak doniósł o tym nazistom i została ona aresztowana. O dalszych jej losach dowiedziałem się już od wujka.
Z psychologicznej strony było to dla mnie trudne do pojęcia. Wierzyłem w to co powiedział mi wujek, a był on człowiekiem do którego miałem zaufanie; był bardzo trzeźwo myślącym inżynierem. Usiadłem wtedy i nie wiedziałem co mam z tym wszystkim począć. I właśnie wtedy, dzięki Bogu, przypomniałem sobie, że pewnego razu pewien generał, przyjaciel naszej rodziny, powiedział mojej mamie, w mojej obecności, aby skontaktowała się z nim gdyby wydarzyło się coś poważnego. Wiedziałem, że pozostawił gdzieś swój numer telefonu, w postaci zakodowanej, ale wiedziałem jak go odszyfrować poprzez odczytanie od tyłu, itp.
Poszedłem więc do budki telefonicznej na ulicy, gdyż nie mogłem używać telefonu domowego ponieważ był na podsłuchu. Zadzwoniłem z publicznego telefonu i, dzięki Bogu, generał był w swoim biurze. Zapytałem się czy mógłbym się z nim zobaczyć, on odpowiedził, że dobrze i wyznaczył miejsce spotkania. Gdy na spotkaniu przedstawiłem mu sytuację, powiedział: “Czas ucieka i wydaje mi się, że twoja matka nie została zabita, ale wiem o tym, że jest bezpośredni rozkaz Himmlera i Hitlera aby była rozstrzelana jutro o piątej rano.” Gdy zapytałem czy możemy coś zrobić, odpowiedział, że spróbuje porozmawiać z jednym z najważniejszych dowódców, jego przełożonym, innym generałem. Poprosił mnie o zadzwonienie na ten sam numer za godzinę.
Znajomy generał zorganizował więc spotkanie moje ze swoim przełożonym, innym generałem, które miało miejsce w ciemnej ulicy berlińskiej w środku nocy. Sądził, że spotkanie to pomoże, choć powiedział mi aby nie pokładać zbyt dużej nadziei.
Poszedłem więc na spotkanie z tym oficerem, który przybył w cywilnym ubraniu, w kapeluszu, w ciemnych okularach. Przygotowałem się zawczasu co chciałbym mu powiedzieć, ale gdy już tam się zjawiłem, zapomniałem każdego słowa, po prostu tylko patrzyłem się na niego. Potem powiedziałem: “Generale, wiesz doskonale co się wydarzy, zatem pytam się ciebie: Co ty i twoi koledzy robicie?” Generał zdjął okulary, spojrzał na mnie – wydaje mi się, że nigdy żaden chłopak nie zwracał się tak do niego – i odpowiedział: “Przez twoje oczy przemawia sumienie naszego narodu. Zrobię coś bardzo ryzykownego. Hitler zwykle chodzi spać bardzo późno, zatem pójdę do niego i stanowczo porozmawiam z nim.” I zrobił to.
Nie spostrzegłem się gdy już była trzecia nad ranem jak wróciłem do domu. Przed domem stał oficer SS i moją pierwszą reakcją była myśl, że Hitler wpadł w furię gdy dowiedział się o tym co zrobiłem i że postanowił zabić i mnie. Ale tak nie było. Oficer powiedział mi, że przysyła go Hitler aby jeszcze tego samego dnia przywieźć moją matkę z powrotem samolotem. Powiedział mi: “Mówię ci o tym ze zwykłego ludzkiego odruchu, ale jeśli ktokolwiek się o tym dowie, wrócę tu jeszcze i zapłacisz za to.”
Później zabili mi mojego kuzyna z tego samego powodu, że po prostu był dobrym katolikiem, bowiem gdy zażądali od niego aby zrobił coś co było zdradą, prosto odmówił im tego. I zastrzelili go strzałem od tyłu.
Byłem na wygananiu dwa razy. W 1934 roku panowała niebezpieczna atmosfera wokół mojej rodziny, gdy grupa ludzi zbierała się przed naszą willą w Hanoverze, krzycząc, itp. Zdecydowano wtedy na wysłanie mnie na dwa lata do Francji, gdyż obawiano się o mnie, a byłem spadkobiercą całej naszej rodzinnej własności. Wyjechałem zatem do Francji, nie znając ani słowa po francusku; chodziłem tam do szkoły francuskiej, itp. To było moje pierwsze wygnanie. Później, gdy już wróciłem do Berlina, otrzymałem zapewnienie, że nie będzie żadnych akcji przeciwko nam, ale czy można wierzyć zapewnieniom Hitlera?
W 1938 roku, kiedy sytuacja się ponownie zaogniła, po podobnych incydentach wysłano mnie do Holandii i to było moje drugie wygnanie.

Z badań ojca interesują mnie te wątki osobistych relacji Eugenio Pacelli z Żydami, na przykład z jego przyjaciółmi. Czy mógłby ojciec powiedzieć cokolwiek o jego dzieciństwie i kontaktach z Żydami?
Tak, oczywiście. Jego najlepszym przyjacielem był Guido Mendes, który później został słynnym chirurgiem i który wyjechał do Izraela i był tam słynnym profesorem medycyny. Byli oni bardzo bliskimi przyjaciółmi, właściwie to był on dla młodego Pacellego najlepszym przyjacielem. Odwiedzali się nawzajem w swoich domach. Z pewną dozą humoru można powiedzieć, że Pacelli był prawdopodobnie jedynym przyszłym Papieżem, który brał udział w posiłku koszernym[1], bowiem gdy odwiedzał swojego kolegę w jego domu, jadł to co mu podano. Tak, byli prawdziwie najlepszymi przyjaciółmi, dyskutowali ze sobą, wymieniali sobie książki, itp. Gdy papież Pius XII zmarł w 1958 roku, Guido Mendes rozpoczął zapisywanie swoich wspomnień o byłym koledze z klasy i powiedział o sobie, że był on jedynym prawdziwym osobistym przyjacielem jakiego Pacelli miał. Mendes wspominał, że Pacelli kolegował się też ze wszystkimi innymi żydowskimi kolegami z klasy, był zawsze uprzejmy, zawsze sprawiedliwy, no i że “był najlepszym uczniem z nas wszystkich”.

Czy mógłby ojciec podać jakieś przykłady z czasów gdy Pacelli był nuncjuszem apostolskim w Niemczech i o jego interwencji celem ratowania Żydów?
Papież Pius XII
Photo source: Wikimedia Commons
Oczywiście jest kilka takich przypadków. Na przykład, gdy po raz pierwszy przybył on do Berlina, zaprzyjaźnił się z żydowskim dyrygentem, Bruno Walterem. Pacelli kochał muzykę. Osobiście grał bardzo dobrze na skrzypcach, chociaż zarzucił później granie z uwagi na brak czasu. Walter w tym czasie był dyrygentem Opery Królewskiej w Berlinie, w której grał w orkiestrze pewien żydowski pan nazwiskiem Gribilowski, a którego aresztowały bojówki antysemickie. Bruno Walter próbował robić wszystko co było w jego mocy, ale nie udawało się, więc zwrócił się do Pacellego, nuncjusza apostolskiego, swojego przyjaciela, który natychmiast rozpoczął działania. Następnego ranka Gribilowski był już na wolności.
To taki typowy przykład. Ale jeszcze lepszy przykład dotyczy osoby Waltera Rathenau. Był on Żydem i Ministrem Spraw Zagranicznych Niemiec, odpowiednikiem amerykańskiegoForeign Secretary[2]. Pewnego razu Pacelli przyjął księdza, który przekazał mu wiadomość, mówiąc: “Wasza Ekscelencja, czuję się zobowiązany poinformować, że przygotowywany jest plan zabicia Rathenau. To jest poważna informacja.” Pacelli natychmiast zażądał spotkania z Kanclerzem Niemiec, dr. Josephem Wirth, któremu przedstawił sprawę, i która została potraktowana przez Kanclerza poważnie. Zażądał też od Wirtha aby przydzielono Rathenau eskortę policyjną, z uwagi na zagrożenie jego życia. Ale Rathenau zaśmiał się z takiej propozycji, a groźbę nazywał niemożliwą. W kilka tygodni później, 22 czerwca[3] zginął w zamachu.
Jest wiele innych tego typu przykładów, zatem biorąc je pod uwagę, jak można mówić, że Pius XII był antysemitą! To są zupełne bzdury. Robił wszystko co było w jego mocy, zarówno w tym czasie, gdy był nuncjuszem apostolskim, jak i później, aby pomóc Żydom i wielu innym ludziom w potrzebie.

Wspominał ojciec, że pewien okres czasu spędził ojciec na wygnaniu w Holandii. Czy mógłby ojciec powiedzieć nam o historii gdy zaczęły się aresztowania holenderskich Żydów. W tym czasie Eugenio Pacelli był już Papieżem i wydaje mi się, że wydał jakieś oświadczenie, poprzez nuncjusza apostolskiego i przez inne kanały dyplomatyczne?

Genderowi sojusznicy?


Otrzymaliśmy ostatnio podobno pomoc w identyfikacji ideologii gender. Od seksuologa, znanego wszystkim jeszcze z PRL, wieloletniego funkcjonariusza genderowej międzynarodówki (IPPF), pierwszej w świecie pod względem zasięgu działania i znaczenia.
Na niedawnej konferencji w Sekretariacie Episkopatu Polski Pan Prezes wygłosił opinię krytyczną o „genderyźmie” jako programie działania zmierzającym do „zrównania” mężczyzn i kobiet. Zacieranie tych różnic ma stanowić śmiertelne niebezpieczeństwo dla pożądania seksualnego: może ono wygasnąć. Wyraźnie zaniepokoili się tą diagnozą medialni myśliwi, na co dzień z wyraźną przyjemnością polujący na antygenderystów. Tym razem nie skorzystano z okazji. Z testosteronem i estrogenami nie ma żartów, nawet telewizji nie będą ludzie chcieli oglądać, jeśli osłabnie libido. Może zatem przyda się Pan Prezes w utrzymaniu dochodów z reklam telewizyjnych, ale czy pomoże naszemu rozumowi w starciu z genderystami?
Z polskich sporów o antykoncepcję znamy już tę argumentację. Niektórzy zniechęcają do stosowania metod antykoncepcyjnych – a zachęcają do stosowania tzw. NPR – bo ta pierwsza droga ma osłabić apetyty seksualne małżonków, przyduszone nadmierną ilością wrażeń. Natomiast praktyka NPR ma zaostrzać ów apetyt niczym przedświąteczny post. Wyprowadza się stąd wniosek (niewystarczający dla istoty rozumnej, niesprowadzającej dobra moralnego do przyjemności), że antykoncepcja jest zła, bo gasi ów apetyt, a NPR jest dobre, bo go wzmacnia. Dzisiaj niektórzy jakoby sojusznicy w walce z ideologią gender zachęcają do utrzymywania różnic płciowych, bo inaczej osłabną czy znikną seksualne apetyty.

Osłabną czy nie osłabną, oto pytanie. Ale nie jedyne i nie najważniejsze. Mogą się owe apetyty przecież przepoczwarzać i wypaczać. Akurat jestem po lekturze genderowego podręcznika już dla czterolatków (tytuł pominę). Opowiada tutaj dzieciom o libido nudysta. Zamieszczono nawet jego zdjęcie, w mieszkaniu. Co może robić w mieszkaniu nudysta? Oczywiście – prasować ubranie, bo także w mieszkaniu spaceruje bez ubrania. Nudystę zasłonięto trochę żelazkiem, aby opowiedział dzieciom o zaletach nienoszenia ubrania.

Doradza on też zapytać się „pana wychowawcy lub pani nauczycielki”, z jakich to niecnych powodów nie chcą chodzić bez ubrania. Logika tego wywodu pozwala na postawienie dzieciom kolejnego zadania: powinny one także zachęcić nauczycieli do dania dobrego przykładu, aby wspólnie z dziećmi pomaszerowali na plażę dla nudystów. Oto świat jednej z możliwych wersji przepoczwarzania się seksualnych apetytów.

Na następnych stronach genderowej książeczki dla 4+ opowiada się z kolei o ogromnych apetytach akurat właśnie na wkładanie ubrania. Twierdzi tu „transseksualista”, że jest w trakcie stawania się Edytą, ale do tego potrzebne mu jest nade wszystko ubranie. Jeszcze nie nabrał żadnych okrągłości i boi się kliniki chirurgicznej, ale już od dawna ubiera się w kobiece „stroje”, tak to opowiem bardzo ogólnikowo. Zdumieni takimi nierozumnymi apetytami czytelnicy „Naszego Dziennika” to przecież nie dzieci, domyślą się, o co chodzi, a w książeczce dzieciom wyjaśnia się szczegóły genderowej przebieranki.

Łódź bez steru miotana jest od jednego brzegu do drugiego. Tak też dzieje się z nowożytną Europą, która zapomniała o tym, że człowiek jest istotą rozumną, otwartą na prawdę. Miotamy się zatem na tej nowożytnej łodzi od jednej skrajności do drugiej. Raz zatem nowożytni i „post”nowożytni myśliciele rzucają się, aby wprowadzać genderową „równość” kobiet i mężczyzn.

Po samorzutnym wygaśnięciu tego zapału sławi się przyjemności z różnorodności i odmienności kobiet i mężczyzn, jak to widzimy u części libertynów oświecenia, na czele z Helwecjuszem i Rousseau. Ich uczniem jest Pan Prezes. Twierdzą bowiem wspólnie, iż zacieranie różnic pomiędzy kobietami i mężczyznami wygasi pożądanie seksualne. Naszych przodków miało zgubić – zauważył już I. Krasicki – zamraczanie rozumu logiką myślową dzieł francuskich oświeceniowych libertynów. Nam to też musi zaszkodzić w zmaganiu się z zabójczą ideologią gender. Nie dlatego odrzucamy tę ideologię, że będzie nam z nią nieprzyjemnie, ale dlatego, że ta ideologia nie liczy się z arcyważnym znaczeniem realnej różnicy pomiędzy mężczyzną i kobietą.

Marek Czachorowski




źródło

poniedziałek, 27 stycznia 2014

znalezione komentarzy w sprawie "S"

Za organizację lotu [do Smoleńska] odpowiadał minister obrony narodowej [wówczas Bogdan Klich] i szef KPRM Tomasz Arabski. „Decyzja nr 184/MON z 2009 roku w sprawie wprowadzenia do użytku w lotnictwie "Instrukcji HEAD" dla samolotu wojskowego, na pokładzie którego znajdują się najważniejsze osoby w państwie. Odpowiedzialność za organizowanie lotów ponosi szef Kancelarii Premiera. "W Polsce istnieje tylko jeden podmiot zwany „Koordynatorem” mający możliwość rozstrzygania komu, jaki i kiedy zostanie przydzielony samolot 36. Specjalnego Pułku Lotniczego. Tym podmiotem jest Szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, a tę funkcję pełnił wówczas Tomasz Arabski. W „Instrukcji HEAD” czytamy: „Zapotrzebowanie na wykorzystanie statków powietrznych do realizacji lotów o statusie HAED składane jest w formie pisemnej do Szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów zwanego Koordynatorem. Na podstawie otrzymanego zapotrzebowania na lot o statusie HEAD Koordynator sporządza zamówienie, które przekazuje: Dowódcy Sił Powietrznych i jednocześnie do wiadomości dowódcy jednostki wojskowej realizującej lot statku powietrznego o statusie HEAD i Szefowi BOR”...."Decyzja nr 184/MON” ma charakter rozkazu, który dowódca 36. Specjalnego Pułku Lotniczego ma obowiązek wykonać. Jedyną osobą w państwie mogąca zakwestionować ten rozkaz w szczególnych okolicznościach jest minister obrony narodowej, który ma możliwość interweniowania w działania wszystkich jednostek Sił Zbrojnych." *** Ministrowie, których obowiązkiem jest dbać o prawidłowy przebieg wizyty Głowy Państwa: Minister Spraw Zagranicznych (wówczas Radosław Sikorski), Spraw Wewnętrznych (Jerzy Miller), Obrony Narodowej (Bogdan Klich), Szef BORu (Człowiek Czapka – Marian Janicki) nie podlegają prezydentowi tylko premierowi. To premier Tusk nadzoruje śledztwo smoleńskie. Ne wiem na czym polega to śledztwo, ani na czym nadzór. Coś jak taksówka z monologu Dodka Dymszy; "Wychodzę przed hotel – nie – i patrzę a tu taksówka. Tylko dziwna jakaś, bo tak karoserii nie ma, brakuje jej kół i kierownicy, nie ma drzwi i przedniej szyby, tylko jakiś facet stoi i po mordzie mnie leje". Parodii śledztwa towarzyszyło zapewnianie, że w zasadzie nic takiego się nie stało i że w każdy weekend ginie na drogach tyle samo jeśli nie więcej ludzi.

Tak wygląda samolot o wymiarach długość 47.9 m. rozpiętość skrzydeł 37.55 m, wysokość 11.4 m po zahaczeniu lewym skrzydłem o brzozę na wysokości 5.1 metra: http://www.pomniksmolensk.pl/news.php?readmore=3183&c_start=10#.UtPCHtJ5PKg http://pomniksmolensk.pl/news.php?readmore=3169 Kilka wypadków lotniczych 1) 19 października 1986 roku na terenie RPA rozbił się mozambicki Tupolew Tu-134A-3 z prezydentem Mozambiku Samora Machelem na pokładzie. Przeżyło 10 osób, a śmierć poniósł prezydent Machel wraz z ministrami i wysokimi przedstawicielami rządu Mozambiku. Lecący z prędkością 420 km/h Tu-134 uderzył w zbocze góry. 2) 3 lutego 1998 r. we włoskim ośrodku narciarskim Cavalese w Dolomitach lecący bardzo nisko ważący 15,45 tony samolot myśliwski Northrop Grumman EA-6B Prowler przeciął skrzydłem linę nośną tamtejszej kolejki górskiej. Wagonik z 20 pasażerami runął na ziemię z wysokości 120 m u все ПOгuбли. Lina po której kursowały wagony miała wytrzymałość około 500 ton. Po wylądowaniu na lotnisku bazy załoga myśliwca stwierdziła nieznaczne uszkodzenie skrzydła. 3)Katastrofa w Lesie Kabackim – samolotu pasażerskiego Ił-62M SP-LBG Tadeusz Kościuszko Polskich Linii Lotniczych LOT, która wydarzyła się 9 maja 1987 w czasie lotu nr LO 5055 na trasie Warszawa–Nowy Jork, w trakcie podchodzenia do lądowania, po awarii silników. W wyniku katastrofy śmierć na miejscu poniosły 183 osoby – wszyscy znajdujący się na pokładzie samolotu, a sam samolot został zniszczony. ZNISZCZONE ZOSTAŁY RÓWNIEŻ DRZEWA w Lesie Kabackim na obszarze prostokąta o wymiarach około 370 × 50 metrów. Wśród POwalonych drzew były również kilkusetletnie dęby. 4) Tu-204-100, który 22 marca 2010 r. lądował awaryjnie w lesie pod Moskwą http://www.youtube.com/watch?v=AkrHnbWoNn0 Samolot, który mamy na filmie wracał z Egiptu na oparach paliwa, na pokładzie było 8 osób. никто не ПOгuбл. Samolot ważył zatem ok 62 ton, nasz Tu-154M 101 78.6 tony i NIE PORADZIŁ SOBIE Z 1 BRZOZĄ u все ПOгuбли. Porównaj wysokość Tu-204 = 13.9 m z wysokością drzew jakie widać na flmie. 5) 1 listopada 2011 na Okęciu lądował Boeing 767 z uszkodzonym podwoziem. Ważący 86 953 kg (pusty) samolot z 230 osobami na POkładzie wylądował bezawaryjnie brzuchem na betonie. 6) 7 lipca 2013 r, 4 razy cięższy od Tu-154M Boeing 777 (MTOW 350 ton) uderzył w betonowy pas lotniska w San Francisco. Z 288 osób na pokładzie śmierć poniosły 3, z czego jedna została przejechana na płycie lotniska przez samochód podczas akcji ratunkowej, a jedna zmarła w szpitalu. Samolot w jednym kawałku. 7) 23 grudnia 2013, Johannesburg Airport, kołujący przed odlotem do Londynu Boeing 747 400 zahaczył skrzydłem budynek terminalu i skrzydło przecięło jego konstrukcję na głębokość 7 metrów. 4 osoby z personelu naziemnego ranne. POdczas gdy Tu-154M 101 (55 300 kg pusty) + 96 ludzi rozwalił się w drzazgi na bardzo miękkim gruncie. Nie zostawił przy tym krateru w ziemi.


Fakty notorycznie pomijane przez śledczych: 1) Rozdzielenie wizyt prezydenta i premiera 2) Tajne konszachty Putina i Tuska 3) Przydzielenie przez T. Arabskiego tylko jednego samolotu + 1 dla dziennikarzy 4) Zaniedbania BORu 5. Na delegację prezydencką nie czekał ani jeden samochód, czekały zaś 132 trumny, w tym jedna dla Jarosława 6) Kłamstwa o 4 podejściach do lądowania 7) Kłamstwa o braku kwalifikacji załogi Tu-154M 101 i nieznajomości języka rosyjskiego. 8) Złe rozmieszczenie radiolatarni 9) podawanie przez kontrolerów lotu kłamliwych info: jesteście na ścieżce, jesteście na kursie 10) Wkręcanie (po katastrofie) żarówek oświetlających pas 11) podanie nieprawdziwej godziny rozbicia samolotu i ogłoszenie alarmu o 8:56 faktycznie dramat wydarzył się kwadrans wcześniej 12) Film Koli 1:24 13)Przyjęcie Konwencji Chicagowskiej, która stosuje się tylko do statków powietrznych cywilnych 14) Kłamstwa jakoby lot PFL-M-I był lotem cywilnym gdzie M = Military 15) Ważący 78.6 tony + 870 kg apteczka techniczna samolot rozbił się na pół miliona części nie zostawiając w ziemi krateru 16) Brzoza o wytrzymałości TS<20MPa miała oderwać kawał skrzydła o wytrzymałości TS>400MPa 17) Samolot przelatując nad brzozą był na wysokości ponad 20 m, brzoza złamana na 6.66 m, 5.1, 6m 7m, 9 m 18) Niszczenie wraku 19)Wybijanie szyb samolotu na których zachowały się ślady eksplozji 20) Blacha o poszarpanych krawędziach i powywijana na zewnątrz 21) Nikt nie przeżył zderzenia z miękką ziemią z niewielkiej wysokości przy minimalnej prędkości 22) Defragmentacja ciał i fakt, że część zwłok pozbawiona była odzieży świadczy o wybuchu 23) Kłamstwa o obecności gen. Błasika w kokpicie i obecności alkoholu w jego krwi 24) Zamazanie prze Rosjan komendy kpt Protasiuka ODCHODZIMY - kluczowe dla całej piramidy kłamstw.


cd 25) Ukrycie TAWS 38, który zarejestrował wybuchy 26) Zaginięcie telefonów satelitarnych 27) Zaginięcie rejestratora lotu K3-63 - jedynego z 5 urządzeń Tu-154M, którego zapisów nie da się sfałszować 28) Działalność seryjnego samobójcy tak w Polsce jak i w Rosji 29) Obecność trotylu, nitrogliceryny, oktogenu i hektogenu na wraku potwierdzona przez Naczelną Prokuraturę Wojskową. 30) Zaniechanie przeprowadzania sekcji zwłok 31) Niedopuszczenie do 9 sekcji przeprowadzanych w Polsce po 18-24 miesiącach Michaela Badena 32) Wykluczenie ze śledztwa prokuratora Marka Pasionka 33) Załącznik 13 do Konwencji Chicagowskiej nakłada na śledczych obowiązek rekonstrukcji wraku, do tej pory jej nie ma 34) Uruchomienie ogromnej siatki agentów wpływu siejących dezinformację na obu półkulach globu. 35) Całkowite oddanie śledztwa i dowodów zamachowcom. 36) SMS do członków po w dniu tragedii: "Katastrofę spowodowali piloci, którzy zeszli we mgle poniżej 100 metrów. Do ustalenia pozostaje, kto ich do tego skłonił." Rozsyłany m.in. przez Grasia. 37) Wypadek limuzyny Ministra Szojgu 38) Ślady eksplozji na skrzydłach: 1. http://www.blogpress.pl/node/15796 2. http://www.youtube.com/watch?v=KyP0AvjwAaA 3. http://www.youtube.com/watch?v=KyP0AvjwAaA

czwartek, 23 stycznia 2014

Felieton „Myśląc Ojczyzna” w Radiu Maryja wygłoszony przez prof. dr hab. Krystynę Pawłowicz,

Nie pozwólmy odebrać nam suwerenności


Felieton „Myśląc Ojczyzna” w Radiu Maryja wygłoszony przez prof. dr hab. Krystynę Pawłowicz, poseł Prawa i Sprawiedliwości, 16 stycznia 2014 r.

Szczęść Boże!
Oficjalnie, powszechnie jesteśmy przekonywani, że Polska przystępując do Unii Europejskiej, przystąpiła do organizacji międzynarodowej, w której w zasadzie zachowujemy suwerenność. Same postanowienia traktatów unijnych w części temu przeczyły, wskazując jako główny cel unijnego współdziałania państw UE na utworzenie maksymalnie ujednoliconego prawnie, organizacyjnie, politycznie, gospodarczo i społecznie obszaru.
Praktyka unijna idzie jeszcze dalej i żąda od państw członkowskich ujednolicenia, także w obszarze obyczajowo-światopoglądowym w kierunku lewackim, chociaż praktyka ta nie ma żadnego oparcia w żadnych unijnych umowach. Najzwyczajniej drogą agresywnych faktów i szantażu Unia wymusza takie zmiany, choć według traktatów sprawy obyczajowo-kulturowe należą do wyłącznej kompetencji tylko państwa członkowskiego. Mimo usypiających zapewnień polskich władz i przedstawicieli samej Unii o szanowaniu suwerenności, odrębności państw członkowskich w różnych sytuacjach unijni urzędnicy dają często wyraz swym rzeczywistym planom i marzeniom.
Niedawno wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej pani Viviane Reding powiedziała – i tutaj cytuję – „Musimy zbudować Stany Zjednoczone Europy z Komisją Unijną jako rządem, dwiema izbami Parlamentu Europejskiego oraz Senatem Państw Członkowskich”.

środa, 22 stycznia 2014

Protesty o prawo dostępu do lokalnego, prawdziwego jedzenia.


Trwają protesty rolników. Trawa batalia o zmianę przepisów regulujących sprzedaż lokalną tak, aby polski rolnik, podobnie jak to ma miejsce w innych krajach UE, mógł sprzedawać swoje przetwory legalnie, bez groźby wysokich kar. Jest to jeden z postulatów protestujących rolników.Zapraszamy Szczecinian, zapraszamy wszystkich: przyjdźcie, porozmawiajcie z rolnikami i skosztujcie naszej żywności, pomóżcie nam bronić prawa dostępu do lokalnego, prawdziwego jedzenia. Spotkanie odbędzie się w Szczecinie, Wały Chrobrego, przy koksowniku 21 stycznia 2014, godzina 12.00.

Dlatego zachodniopomorscy rolnicy zaprezentują swoją dobrą, bezpieczną, tradycyjną i ekologiczną żywność, która w obecnym stanie prawnym jest nielegalna. Chcą zaalarmować konsumentów, że niebawem na rynku spożywczym pozostanie tylko wysoko przetworzona, przemysłowa żywność produkowana przez korporacje, która odpowiada za pogarszający się stan zdrowia Polaków.


Rolnicy, wspierani przez Międzynarodową Koalicję dla Ochrony Polskiej Wsi - ICPPC, szukają odpowiedzi na pytanie "Komu zależy na tym aby najlepszej jakości żywność nie była dopuszczona do sprzedaży co prowadzi do tego, że rolnicy tracą podstawowe źródło utrzymania a konsumenci nie mają dostępu do dobrej jakości żywności?"

KONTAKT:
Edyta Jaroszewska-Nowak, EKOLAND o/Zachodniopomorski, Międzynarodowa Koalicja dla Ochrony Polskiej Wsi - ICPPC, tel.: 609645386

Islamizacja Niemiec

Islam ante portas!



Islamizacja Niemiec postępuje w zastraszającym tempie. W ubiegłym roku niektóre miasta zawarły specjalne porozumienia z lokalnymi wspólnotami muzułmańskimi, dając im szereg przywilejów. Jednocześnie po raz pierwszy sądy zaczęły stosować prawo szariatu do rozstrzygania w sprawach cywilnych.

Również w minionym roku z minaretów coraz częściej słychać było wezwania muezinów do modlitwy. Krytycy islamu stawiani są przed sądem z powodu bluźnierstwa lub podżegania do nienawiści. Oto niektóre przykłady postępującej islamizacji kraju:

1. Styczeń

Muezin z tureckiego meczetu w Eschweiler, mieście położonym przy granicy niemiecko- belgijsko- holenderskiej (ok. 50 km na zachód od Kolonii) po raz pierwszy zaczął pięć razy dziennie publicznie wzywać muzułmanów do modlitwy. W uroczystości inicjującej tę praktykę uczestniczyło wielu dostojników, w tym turecki konsul i burmistrz miasta Rudi Bertram, który stwierdził, że „tolerancja musi być praktykowana codziennie”.

Władze Bremy podpisały umowę z przedstawicielami liczącej ponad 400 tys. wspólnoty muzułmańskiej. Porozumienie gwarantuje m.in.: akceptację projektów budowy meczetów z minaretami, przydział ziemi na muzułmańskie cmentarze, dostarczanie żywności halal do więzień i szpitali, uznanie trzech muzułmańskich świąt, udział we władzach itp. Brema jest drugim miastem posiadającym specjalną umowę z muzułmanami. W 2012 r. podobne porozumienie podpisały władze Hamburga.

Niemieckie służby bezpieczeństwa przestrzegły przed atakami terrorystycznymi ze strony islamistów. Dziennik „Bild” doniósł, że ponad 100 niemieckich dżihadystów przeszło szkolenia w obozach Al-Kaidy. Połowa z nich wróciła już do Niemiec.

2. Luty

Wybuchły protesty w związku z zamiarem przekształcenia dawnej świątyni luterańskiej w Hamburgu na meczet.

Dżihadysta niemieckiego pochodzenia groził śmiercią niemieckiej kanclerz, Angeli Merkel.

3. Marzec

sobota, 18 stycznia 2014

Prof. Żaryn o Dmowskim

Prof. Żaryn: „Strasznym cieniem na Romanie Dmowskim kładą się kłamstwa na jego temat”. NASZ WYWIAD w rocznicę śmierci patrona ruchu narodowego

opublikowano: 2 stycznia, 20:10 | ostatnia zmiana: 2 stycznia, 23:32

Fot. Biblioteka Kongresu USA
Całe życie Romana Dmowskiego było świadectwem oddania, czasem również szczęścia osobistego, na rzecz Polski. Niestety jest to na ogół pomijane lub lekceważone
– mówi w wywiadzie dla portalu wPolityce.pl prof. Jan Żaryn.

Jaka refleksja towarzyszy panu w 75. rocznicę śmierci Romana Dmowskiego? Czy jest to postać, która w naszej historii zajmuje należne miejsce?
Rola Romana Dmowskiego w polskiej historii pozostaje niedoceniona. Strasznym cieniem kładą się liczne, trwające przez całe dziesięciolecia, kłamstwa na jego temat. To postać tak nietuzinkowa, że często dość trudna do zaakceptowania. Był wyjątkowy, a tacy ludzie nie są na ogół przyjmowani z należytą otwartością serca i umysłu, choćby z powodu zazdrości.

Co przede wszystkim cechowało tego polityka?
Jednym z najciekawszych jego stwierdzeń była próba podsumowania nie tyle jego osoby, co najbliższych, którzy tworzyli wraz z nim Ligę Narodową w 1893 r. Dmowski stwierdził mianowicie, że ludzi tworzących Ligę Narodową, walczących o niepodległą Polskę, charakteryzowały dwie kwestie. Po pierwsze - nie wiedzieli, nie mogli wiedzieć, czy za ich życia powstanie niepodległa Polska. Po drugie – cechowała ich ewidentna bezinteresowność.

Jakie stereotypy i kłamstwa historyczne są najbardziej krzywdzące dla Dmowskiego?

Recenzja książki Patricka J. Buchanana pt. „Śmierć zachodu”





Patrick J. Buchanan urodzony w 1938 roku w Waszyngtonie, w rodzinie katolickiej, ukończył anglistykę, filozofię oraz dziennikarstwo. Jest znanym amerykańskim publicystą, konserwatywnym politykiem-patriotą. Związany z Partią Republikańską, był współpracownikiem prezydentów Nixona, Forda i Reagana. Trzykrotnie kandydował na urząd prezydenta USA. Jako bezkompromisowy obrońca tradycji i orędownik dogmatycznego i liturgicznego tradycjonalizmu katolickiego, jest szczególnie znienawidzony przez lewicowe i demoliberalne „siły postępu”, które pragnąc go zdyskredytować, nazywają go fałszywym świętoszkiem, antysemitą, rasistą, a wręcz reinkarnacją Hitlera.

Książka „Śmierć zachodu” napisana została w 2002 roku. Jej główną tematyką, jak wskazuje tytuł, jest kultura śmierci, która zapanowała w narodach Zachodu. Pozycja to podzielona jest na dziesięć rozdziałów, gdzie każdy z nich opisuje inny czynnik zamierania narodów zachodnich.
Na początku autor opisuje sytuacje demograficzne Japonii oraz państw Europy. Wyodrębnia kraje o najniższym wskaźniku urodzeń. Z pośród 20 narodów o najniższym przyroście naturalnym aż 18 znajduje się w Europie. Zanotowano, że rok 2000 był początkiem okresu, gdy ludność przestała się rozmnażać i europejskie narody po prostu wymierają. Główną rolę w tym procesie odegrał socjalizm, który spowodował zmianę w myśleniu kobiet, wmawiając im, że dzieci nie są już potrzebne, bo i tak każdy ma zapewnioną emeryturę. Powszechna antykoncepcja sprawia, że można dowolnie kierować swoim potomstwem, a przede wszystkim jego brakiem.

piątek, 17 stycznia 2014

Liga Przeciwko Zniesławieniu (ADL) a żydowska kultura inwigilacji Ameryki


Liga Przeciwko Zniesławieniu (ADL) a żydowska kultura inwigilacji Ameryki


Poniżej prezentujemy tłumaczenie opracowania, które ukazało się na najnowszym (styczeń 2014) numerze miesięcznika Culture Wars. Pismo to, prowadzone od początku przez dr. E. Michaela Jones’a, stanowi obecnie najbardziej konstruktywne konserwatywne pismo wydawane w świecie angielskojęzycznym. Porusza, najczęściej przemilczane przez inne wydawnictwa, kluczowe zagadnienia dotyczące wydarzeń w USA i na świecie.

LIGA PRZECIWKO ZNIESŁAWIENIU (ADL) A ŻYDOWSKA KULTURA INWIGILACJI AMERYKI

Wieczorem 30 kwietnia [2013 roku] wiceprezydent Joe Biden wygłosił ważne przemówienie na gali z okazji 100-lecia Ligii Przeciwko Zniesławieniu (Anti-Defamation League – ADL) w Waszyngtonie, DC. Chociaż Biden miał inne plany na ten wieczór, zmienił je i pojawił się tutaj ponieważ (w jego własnych słowach):
“Już dawno dowiedziałem się, że nie ma możliwości odmówienia Abe (Foxmanowi). Wiem, że myślicie, iż żartuję. Nie, nie żartuję”. Później Biden kontynuował: “Będzie to zuchwałe z mojej strony kiedy to powiem, ale ja się tu czuję jak w rodzinie. Byłeś ze mną, ja byłem z tobą, od czasu kiedy jako 30-letni dzieciak zostałem zaprzysiężony w Senacie amerykańskim na początku 1973 roku. Tak więc wpadnięcie tu jest dla mnie zaszczytem”. [1]
W dalszej części przemówienia Biden nadal wyrażał głęboki respekt i podziw dla swoich słuchaczy. Zażartował:

SM.

Skrobią „zygotki” dla Lebensraumu

Felieton    tygodnik „Nasza Polska”    15 stycznia 2014
Jak wiadomo, myśl raz rzucona w przestrzeń, prędzej czy później znajdzie swego amatora. Im głupsza myśl - tym szybciej, bo - jak zauważył pewien klasyk - „głupiec zawsze znajdzie głupca, który go uwielbia”. Niektórzy tym właśnie tłumaczą ogromną, chociaż ostatnio jakby nieco przygasającą popularność pana redaktora Adama Michnika. Z jednej strony to by się zgadzało, bo pan redaktor Michnik jest wyrocznią dla licznych gromad mikrocefali, którym za pośrednictwem redagowanego przez siebie „Głosu Cadyka” tłumaczy, co akurat myślą. Gdyby tak z jakichś zagadkowych przyczyn ta żydowska gazeta dla Polaków przestała wychodzić, to mikrocefale miałyby straszliwy problem - nie wiedziałyby mianowicie, co właściwie myślą. Stąd płynie ich uwielbienie dla pana redaktora Michnika, który dostarcza im złudzenia, iż są istotami myślącymi. Oczywiście mikrocefale nie zdają sobie sprawy, że to tylko iluzja, rodzaj namiastki, ponieważ handełesy nigdy nie dostarczają swoim klientom prawdziwego towaru, tylko tandetę. Z drugiej jednak strony, taki jeden z drugim handełes doskonale wie, że dostarcza swoim klientom tandetę, bo dysponuje specyficznym rodzajem mądrości zwanej sprytem - chociaż oczywiście pieniądze i prestiż są już jak najbardziej prawdziwe.

środa, 15 stycznia 2014

Szkoła Frankfurcka i przyszłość kultury.

Szkoła Frankfurcka i przyszłość kultury. #3

Kultura
Kontynuacja artykułu: Szkoła Frankfurcka i przyszłość kultury. #2

Adorno w swojej “Filozofii nowej muzyki” z lat czterdziestych opisał na podstawie dzieł“rewolucyjnego” Schoenberga i “reakcyjnego“ Strawińskiego dokąd będzie zmierzała kultura i muzyka, oczywiście nie jako jakiś naturalny dryf oddolnych tendencji w muzyce, ale rozumiejąc zakres zaangażowania Szkoły Frankfurckiej w tworzenie kultury, jako wyznaczony odgórnie, narzucany masom kierunek. Jak pisał autor nowoczesna muzyka “Wzięła na swe barki, całą mroczność świata i całą jego winę. Swe jedyne szczęście widzi w poznaniu nieszczęścia; całe swe piękno w rezygnacji z fikcyjnego piękna. Nikt jej nie chce znać, ani indywidualiści, ani kolektywiści. Przebrzmiewa nie słyszana, bez oddźwięku. Wokół muzyki słuchanej czas tworzy promienny kryształ; muzyka nie słuchana pada w pusty czas jak śmiercionośna kula. Nowa muzyka jest już z góry nastawiona na to najgorsze przeżycie, jakiego muzyka mechaniczna doznaje co godzinę. To jest prawdziwa wiadomość nowej muzyki, jest ona najprawdziwszym wołaniem o pomoc SOS.”

“Święto wiosny, najsławniejsze i materiałowo najnowocześniejsze dzieło Strawińskiego, zostało według jego autobiografii - obmyślone w toku pracy nad Pietruszką. Nie jest to chyba przypadek. Mimo całego przeciwieństwa stylu oba balety - jeden kulinarnie spreparowany, drugi orgiastyczny - mają wspólne jądro:  antyhumanistyczną ofiarę, złożoną na ołtarzu zbiorowości. Jest to ofiara bez tragizmu, składana nie wizji nadchodzącego człowieka, lecz ślepej afirmacji stanu uznanego przez samą ofiarę - uznanego czy to przez autopersyflaż, czy przez samozagładę.” [...]“Rozkoszowanie się bezosobowym stanem, demonstrowanym przez muzykę, jest rysem sadystyczno-masochistycznym. Jeśli widzowi nie sprawia cichej rozkoszy po prostu uśmiercenie dziewczyny to może się wczuć w zbiorowość i sam będąc potencjalną ofiarą, łudzić się, że właśnie przez to wczucie, na zasadzie magicznej regresji, ma udział w jej zbiorowej sile. Rys sadystyczno-masochistyczny towarzyszy muzyce Strawińskiego we wszystkich jej fazach.”

"Święto wiosny" Strawińskiego:




Adorno na bazie dzieł Strawińskiego wskazuje na pojawienie się w muzyce anarchizmu, infantylizmu (Infantylizm muzyczny jest częścią prądu, który w mimetycznej obronie przed, obłędem wojennym naśladował wszędzie wzory schizofreniczne), upartej regresji, rytualizacji czy obłędu pisząc

Stanisław Michalkiewicz, „Jurek Owsiak” to ptaszek boży,

Zdrada panowie, ale stójcie cicho!


Ta ostatnia niedziela... Starsi Polacy zapewne pamiętają, że podobne mobilizacje partii, a zwłaszcza resortu miały miejsce, kiedy do naszego nieszczęśliwego kraju z gospodarską wizytą przyjaźni przybywała Caryca Leonida, czyli Leonid Eljaszewicz Breżniew. Na tę okoliczność cała partia stawała w pogotowiu, a resort mobilizował nie tylko funkcjonariuszy, ale i konfidentów, nawet tych najbardziej wysłużonych, co to samego jeszcze znali Stalina. Kto by pomyślał, że partia i resort zarządzą taką samą mobilizację dla Jerzego Owsiaka? Na pierwszy rzut oka to dziwne, bo „Jurek Owsiak” to ptaszek boży, co to tylko spełnia dobre uczynki, tak samo, jak nieboszczyk Sławomir Petelicki, który w tym celu wstąpił nawet do SB. „Jurek Owsiak” do żadnej SB nie potrzebował wstępować, bo jako resortowe dziecko i tak pozostaje w rodzinie i pod jej protekcją. Ale dobre uczynki to jedna - a ich polityczny cel, to druga sprawa. Okazuje się, ze politycznym celem „Jurka Owsiaka” jest kłucie przebrzydłej prawicy w chore z nienawiści oczy. Tę spiżową prawdę niezależnie od sobie ujawniła pani red. Agnieszka Kublik z żydowskiej gazety dla Polaków pod redakcją pana redaktora Adama Michnika i posągowa pani Kidawa-Błońska, mianowana rzecznikiem rządu premiera Tuska. Skoro obydwie panie spenetrowały prawdę niezależnie od siebie, to nie można wykluczyć, że obydwie śpiewają z tego samego klucza. Jeśli tak, to mobilizacja partii i resortu jest w tej sytuacji całkowicie zrozumiała i byłoby dziwne, gdyby jej nie było.
Ale polityczne interesy resortu i partii, a nawet interesy partyjnego zaplecza ulokowanego w Narodowym Funduszu Zdrowia, dla którego „Jurek Owsiak” jest prawdziwym darem Niebios, aż takiej breżniewowskiej mobilizacji by nie wyjaśniały do końca. Tymczasem jazgot Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy sprzyja przykryciu kłopotliwej prestiżowo dla naszych Umiłowanych Przywódców sesji, jaką izraelski Kneset wyznaczył sobie w chwilowo nieczynnym obozie zagłady w Oświęcimiu. Pomijam już okoliczność, że władze Izraela najwyraźniej przeszły do porządku nad suwerennością Polski, skoro odbywają sesje parlamentarne na terytorium Rzeczypospolitej, bo istotniejsze jest to, że bezpieczeństwa izraelskich parlamentarzystów na terytorium Rzeczypospolitej będą strzegły izraelskie siły zbrojne, podobnie zresztą, jak uczestników tak zwanego „Marszu Żywych”.

niedziela, 12 stycznia 2014

Nie możemy poddać się dyktatowi współczesnych jakobinów...

Nie możemy poddać się dyktatowi współczesnych jakobinów, którzy sączą nienawiść przeciwko odwiecznym wartościom. Lewica zmieniła jedynie metody, nie porzucając swojego celu


Odświeżam sobie właśnie klasykę polskiego kina. W ostatnich dniach na widelcu mam smakowite i wykwintne filmy Andrzeja Wajdy z czasów jego wielkości. Po fenomenalnie odnowionej wersji na Blu Ray absolutnego w każdym wymiarze arcydzieła „Ziemia obiecana”, wczoraj odpłynąłem w świat mojego ukochanego filmu Wajdy.„Danton” z wielkimi rolami Gerarda Depardieu, Wojciecha Pszoniaka ( Maximilian Robespierre), Bogusława Lindy ( „Anioł śmierci” Saint Just) czy zamarłego w kilka tygodni temu świetnego reżysera „Intymności” Patrica Chéreau (Camille Desmoulins), jest najbardziej przenikliwym filmem analizującym umysły architektów Rewolucji Francuskiej. Jest to o tyle istotny temat, że właśnie ta rewolucja dała początek czerwonemu pochodowi przez Europę, nadając mu najróżniejsze barwy ( od trójkolorowej na polach Wandei, przez brunatną i czerwoną). Dziś jej ducha czuć w rewolucji nowej lewicy, która jedynie zmieniła metody walki z odwiecznym wrogiem, nie porzucając swojego celu.
Andrzej Wajda w „Dantonie” skupia się na walce ( bądź co bądź, przepuszczonego przez propagandowe sito) Georgeasa Dantona z Maximilianem Robespierrem- „nieprzekupnym” ideologiem, który po przekuciu dusz Francuzów, zapragnął nawet zastąpić Boga swoją projekcją „opatrzności” ( skąd my to znamy?). Wojciech Pszoniak w doskonały sposób obnaża szaleństwo człowieka odpowiedzialnego za najgorsze lata terroru i ludobójstwa w imię „wolności, równości i braterstwa”. Szaleństwa, które doprowadziło do tego, że w imię „wyzwolenia” ludu, posyłano ten lud na gilotynę. Co spowodowało, że spokojny prawnik, przeciwnik kary śmierci i intelektualista dziś staje na jednej historycznej półce z Adolfem Hitlerem, Józefem Stalinem i Pol Potem? Napisano na ten temat tomiska analiz, i nie zamierzam wchodzić w króciutkim komentarzu w tą fascynującą kwestię. Zbrodniczość Rewolucji Francuskiej ma wiele aspektów i przyczyn, które wymagają szczególnej uwagi. Jedną z nich był szaleńczy antykatolicyzm, antyklerykalizm i nienawiść do krzyża ( w ciągu kilku lat Rewolucji zginęło o wiele więcej ludzi niż w ciągu kilku setek lat istnienia Inkwizycji) sączony przez lata przez „postępowych” ideologów takich jak Jean-Paul Marat. Rok 1789 był jedynie kropką nad i wieloletniego rozkładania starego porządku, i budowania świata bez Boga i wartości, które zbudowały naszą cywilizację.

Kneset w Krakowie. Żydzi z optymizmem patrzą na Polskę


Jeszcze w styczniu największa w historii delegacja członków izraelskiego parlamentu - Knesetu odbędzie swoją sesję za granicą. Żydowscy posłowie podczas obrad, które przebiegać mają… w Krakowie, przyjmą m.in. uchwałę potępiającą często stosowane przez zagraniczne media określenie „polskie obozy zagłady”. Dlaczego sesja ta przeprowadzona zostanie właśnie w Polsce?
Bezprecedensowa uroczystość przypadnie w Międzynarodowym Dniu Pamięci o Ofiarach Holokaustu i w 69. rocznicę wyzwolenia obozu Auschwitz –Birkenau. Organizatorem projektu jest Jonny Daniels, założyciel i dyrektor organizacji From the Depths, walczącej o zachowanie pamięci o Holokauście, która „pragnie łączyć przeszłość żydowską z jej przyszłością".
Daniels zapytany o to, dlaczego nie zaczekał ze zorganizowaniem historycznej sesji Knesetu w Polsce choćby rok - do okrągłej rocznicy wyzwolenia obozu, stwierdził, iż „nigdy nie jest właściwy czas na aranżację takiego wydarzenia.” Tłumaczył, że co godzinę umiera co najmniej jeden Żyd ocalony z Holokaustu. Tym samym traci się kontakt z bezpośrednimi świadkami zagłady Żydów.
Do Polski przybędzie co najmniej 60. z liczącego 120. członków parlamentu, reprezentujących wszystkie partie na czele z przewodniczącym Yuli Edelsteinem. Izraelscy politycy przylecą specjalnie wyczarterowanym samolotem wraz z grupą żyjących jeszcze świadków Holokaustu, z naczelnymi rabinami oraz reprezentantami sił wojskowych Izraela i organizacji młodzieżowych. Obecność tych ostatnich ma podkreślić związek między przeszłością i przyszłością.

„Misja” i „globalny pokaz siły”

Wiele osób zastanawia się, co tak naprawdę sprowadza tylu czołowych polityków Izraela do Polski?
Oficjalnej odpowiedzi udziela Yuli Edelstein. Szef Knesetu skarży się na „dramatyczny wzrost antysemityzmu w Europie niespotykany od końca Holokaustu”. Jak mówi, „Holokaust nie zaczął się od obozu w Auschwitz-Birkenau, ale od obrażania Żydów i rzucania kamieniami w ich wystawy sklepowe”.
Izraelski polityk dodaje, że głównym celem „misji” jest zwrócenie uwagi opinii publicznej na znaczenie pamięci o Holokauście i „przeprowadzenie rozmów z wybranymi politykami z całego świata na temat tego, co należy zrobić, aby upewnić się, iż Holokaust nigdy więcej się nie powtórzy w dowolnym miejscu na ziemi”. Edelstein ostrzega przy tym, iż „antysemityzm nie jest tylko żydowskim czy izraelskim problemem", i że gdy prześladowanie „zaczyna się od Żydów, na nich się nie kończy".
Organizator sesji Knesetu w Polsce Jonny Daniels zapewnia, że do pokaźnej delegacji żydowskiej dołączy wielu parlamentarzystów i innych osobistości z całego świata, przez co impreza będzie „symbolicznym pokazem siły i globalnej determinacji w zwalczaniu antysemityzmu”. Z kolei dyrektor amerykańskiej organizacji Legal Project, Sam Nunberg zapewnił, że do Polski przyjadą ważni kongresmeni USA oraz laureat Nagrody Nobla Elie Wiesel.
Inicjatorzy imprezy, którzy nie kryją, iż szczególnym powodem jej organizacji jest walka z narastającym antysemityzmem w Europie, powołują się na wyniki sondażu Pew Research Center dot. sytuacji Żydów w Europie oraz na monitoring prowadzony przez Europejską Agencję Praw Podstawowych, która alarmuje z powodu narastającej dyskryminacji i liczby „przestępstw z nienawiści” wobec Żydów w państwach UE.

Narastający antysemityzm w Europie, ale nie w Polsce

Katolicy a WOŚP




W niedzielę kolejny „finał” WOŚP. Choć Jerzy Owsiak zyskał w wielkich polskich mediach status nietykalnego czy wręcz świeckiego świętego, coraz liczniejsze grono Polaków – prócz zachwytu – stać również na refleksję nad jego działalnością. Dotyczy to również katolików.

Trzy ostatnie „finały Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy” nie przebiegły w tak hurraoptymistycznej atmosferze jak poprzednie. To dzięki rozwojowi Internetu, w którym zaroiło się od analiz owsiakowej działalności, znacznie głębszych niż ta serwowana w głównych kanałach telewizyjnych. Włącznie odbiornika telewizyjnego w dniu koncertów spod znaku serduszka wiąże się wszak wyłącznie z nieustannym informowaniem o tym, gdzie w tej chwili jest Owsiak i o której godzinie pobity zostanie zeszłoroczny rekord. W sieci natomiast bez trudu można znaleźć liczne artykuły rzucające zupełnie inne światło na działalność WOŚP.

Wśród mainstreamowych dziennikarzy panuje przekonanie, że jako pierwszy Owsiaka wypunktował Łukasz Warzecha. Publicysta został nawet z tej okazji zaproszony do programu „Tomasz Lis Na Żywo”, gdzie mógł przedstawić swój punkt widzenia. Jednak katoliccy dziennikarze już wiele lat temu przestrzegali przed powszechnym uwielbieniem dla Jerzego Owsiaka. Zarzutów wobec szefa WOŚP jest bardzo wiele, w Internecie są bardzo chętnie czytane. Celnie opisał je na naszych łamach m.in. Roman Motoła (http://www.pch24.pl/wielka-orkiestra-deta,11553,i.html), liczne komentarze wywołał też materiał porównujący zasługi Orkiestry i Caritasu (http://www.pch24.pl/owsiak-vs--caritas,11516,i.html).

Nie ma potrzeby powtarzać tych argumentów, zawartych również w artykułach na naszym portalu. Wydaje się jednak, że czytelnikom PCh24.pl – katolikom – warto przypomnieć stosunek Jerzego Owsiaka do Kościoła.
Szef WOŚP to ten sam człowiek, który wyrzucił z Przystanku Woodstock księży, ewangelizujących nań młodzież pod szyldem Przystanek Jezus. Wpływ na jego decyzję mogła mieć współpraca kapłanów z dziennikarzami TV Trwam, chcącymi pokazać prawdę na temat tej pełnej nihilizmu imprezy. W późniejszej rozmowie z „Tygodnikiem Powszechnym” powiedział, że zakaz służby duchownych katolickich na wynajętym przez niego terenie to „dmuchanie na zimne” i reakcja na „zmasowany atak” wspomnianej telewizji.

Jerzy Owsiak to również człowiek, który promując swą Wielką Orkiestrę, potrafił namawiać Polaków do niepłacenia abonamentu telewizyjnego. Powód? W 2010 r. TVP 2 nie chciała prowadzić akcji zbierania pieniędzy dla powodzian z WOŚP, gdyż wcześniej podjęła takie starania wespół z kościelną fundacją Caritas. Dla Owsiaka był to dowód, że telewizja „nie realizuje swych podstawowych działań”. Poczuł się urażony, że wybrano nie jego a instytucję kościelną.

sobota, 11 stycznia 2014

„Im Objektiv des Mörders” – „W obiektywie mordercy”

Generalgovernement


Generalgovernement - niezalezna.pl
foto: GP
Kilka lat temu ukazał się u nas album, zawierający duży zestaw zdjęć z okupowanej Warszawy. Tytuł albumu jest dwujęzyczny: „W obiektywie wroga” – „Im Objektiv des Feindes”. Jak widać, autorzy potraktowali Niemców wyrozumiale – tytuł powinien brzmieć: „Im Objektiv des Mörders” – „W obiektywie mordercy”. Do tego ciekawego albumu z przyjemnością zaglądam, bo jest w nim trochę zdjęć, przedstawiających terytorium mojego dzieciństwa – niemieccy żołnierze, mijając kościół św. Aleksandra, maszerują przez plac Trzech Krzyży; na Nowogrodzkiej gra orkiestra uliczna; wierni wychodzą z kościoła na placu Zbawiciela – gdzieś w tym tłumie, na schodach kościoła, dostrzegam małego chłopca w czapeczce i w krótkim płaszczyku – to mogę być ja. Najciekawsze zdjęcie w albumie przedstawia teren wtedy mi nieznany – bramę prowadzącą na dziedziniec pałacu Brühla przy ulicy Wierzbowej. W tle widzimy pałac (w rusztowaniach – a więc Niemcy odbudowywali go wtedy lub restaurowali), a przy bramie stoi niemiecki żołnierz (blacha na jego piersi mówi, że to żandarm) i sprawdza dokumenty kogoś, kto zapewne chce wejść do pałacu. Nad kapeluszem tego kogoś i nad hełmem żołnierza – jest wiosna 1941 r., dzień zapewne ciepły, bo żandarm jest bez płaszcza – widzimy tablicę z czarną niemiecką wroną (nazywaną wtedy w Warszawie gapą) i z takim napisem: Der Chef des Distriktes Warschau. Generalgovernement für die besetzten polnischen Gebiete. Niemcy używali wtedy takiej właśnie formy tego słowa (której nie ma teraz w słownikach) – Generalgovernement. Co oznacza ten napis nazywający twór, który my, po naszemu, nazywaliśmy Generalną Gubernią? 

Pieprz się pan, panie Owsik.


Pieprz się pan, panie Owsiak.


Wojciech Wybranowski

To był 2002 lub 2003 rok. Jeden z „Przystanków Woodstock” jakie jako dziennikarz relacjonowałem, a byłem na szeregu edycjach tej imprezy. Pierwszy raz w 2001 r, ostatni w 2012 r. Żary. Tłumy pod sceną. Roman Polański- kolejarz, uroczyście daje sygnał do otwarcia imprezy. Mija godzina 17-ta. W tym czasie w wielu miastach Polski ludzie stają na baczność, w milczeniu oddając hołd Powstańcom Warszawskim. A w Żarach na scenę wychodzi Owsiak. Podstarzały szołmen w kolorowych spodniach. I dokładnie w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego wrzeszczy do tych młodych, zgromadzonych pod sceną,obraźliwe słowa pod adresem Polski, coś że pieprzy Polskę, że Polska to… i tu padają bardzo wulgarne słowa. Zachowanie w stylu pewnego pajaca, który sporo czasu później wtykał polskie flagi w psie kupy. Ale to przecież nie był Wojewódzki, ani Raczkowski, to był człowiek, którego kreowano, i do dziś niektórzy jak choćby Monika Olejnik próbują kreować na bohatera narodowego.

Zdradziliście i oszukaliście polską wieś, a nas próbujecie pouczać? Mocna odpowiedź Kaczyńskiego na obłudny apel PSL


Wicepremier Piechociński skierował do Jarosława Kaczyńskiego obłudny apel o to, żeby Prawo i Sprawiedliwość wyszło z grupy EKR w Parlamencie Europejskim, w której jest między innymi z Brytyjskimi Konserwatystami. Jarosław Kaczyński mocno odpowiedział na te hipokryzję...

Oto treść odpowiedzi prezesa Prawa i Sprawiedliwości, udzielonej Piechocińskiemu:
Zdziwił mnie pański list, w którym apeluje Pan do Prawa i Sprawiedliwości o zaniechanie współpracy z Brytyjską Partią Konserwatywną w Parlamencie Europejskim.
Panie Prezesie, jako lider partii odwołującej się propagandowo do związków z polską wsią, skierował Pan do nas chybiony apel.

piątek, 10 stycznia 2014

Stanisław Michalkiewicz- Liczą drżącymi palcami..

Liczą drżącymi palcami...

Komentarz    serwis „Prawy.pl” (prawy.pl)    6 stycznia 2014
Jak co roku, po Bożym Narodzeniu, rozpoczyna się w Polsce okres wizyt duszpasterskich, jakie księża pracujący w katolickich parafiach składają swoim parafianom, czyli tzw. „kolędy”. Z jakiegoś zagadkowego powodu „kolęda” od wielu lat wzbudza szalone zainteresowanie, a właściwie - zaniepokojenie żydowskiej gazety dla Polaków pod redakcją pana redaktora Adama Michnika. W ramach realizowania leninowskich norm życia partyjnego dotyczących organizatorskiej funkcji prasy, żydowska gazeta dla Polaków uruchomiła rodzaj gorącej linii z czytelnikami, którzy z niezwykłą pryncypialnością chłoszczą rozmaite kolędowe obyczaje, m.in. opieranie koperty z pieniężną ofiarą o stojący na stole krucyfiks i tak dalej - przy czym zdecydowana większość opinii krąży wokół kwestii pieniężnych. Ja oczywiście podejrzewam, że te wszystkie korespondencje od czytelników w pocie czoła, na zlecenie ścisłego kierownictwa gazety, przygotowują przodujący w pracy operacyjnej oraz wyszkoleniu bojowym i politycznym funkcjonariusze najweselszego w „Gazecie Wyborczej” działu religijnego, podobnie jak w swoim czasie „Telefoniczną Opinię Publiczną”, w której anonimowi rozmówcy przekazywali redakcji „GW” opinie - przypadkowo zawsze w stu procentach zgodne z aktualną linią partii, to znaczy, pardon - oczywiście z aktualna mądrością etapu, co w efekcie na jedno wychodzi. Ponieważ to zaniepokojenie „Gazety Wyborczej” kolędą weszło już do nowej świeckiej tradycji naszego nieszczęśliwego kraju, warto podjąć próbę wyjaśnienia przyczyn tego jaskółczego niepokoju tym bardziej, że przybiera on formy opisane w literaturze, a konkretnie - w wierszu „Bank”: „Skaczą, skaczą nad biurkiem, targuje się Srulek ze Srulkiem. Srulek Srulkowi uległ i biegnie do kasy Srulek. Liczy drżącymi palcami i zmyka przed Srulkami”.

Modernizm jako system nowej religii

Modernizm jako system nowej religii


“Moderniści chcieli pogodzić Kościół z cywilizacją współczesną, ale, niestety, nie w duchu Kościoła, lecz przeciwnie, z obaleniem wszystkich fundamentalnych podstaw katolicyzmu” – skutki modernizmu i charakter nowej religii, projektowanej przez modernistów, tłumaczy ks. Stanisław Miłkowski.
W programie modernistów, wystosowanym do Papieża Piusa X w odpowiedzi na encyklikę ich potępiającą, czytamy: „Ojcze, słuchaj nas, dajemy Ci sposób bardzo skuteczny, odzyskania w świecie siły moralnej, którą Kościół, niestety, utracił!”. W innym znowu miejscu, w „rozważaniach nad aktualnymi kwestiami” jeden z najwybitniejszych modernistów ks. Loisy powiada: „Ja pracowałem nad sprowadzeniem doskonalszego światła na kraj nasz (Francję), a nawet powiem na ludzkość całą”.
Z tych słów i z innych roztrząsań modernistów widać, że oni rzeczywiście na początku szukali sposobów do pogodzenia Kościoła ze społeczeństwem współczesnym. Ale, niestety, zapomnieli o tym, że kto chciałby skutecznie pracować nad pojednaniem Kościoła ze społeczeństwem współczesnym, musiałby przede wszystkim szczerze i niezachwianie uznawać całą, niezmienną naukę Kościoła Katolickiego. Jest to warunek zasadniczy. Ani wiedza, ani zacność życia, ani gorliwość w pracy, nic jednym słowem nie zastąpi wiary niewzruszonej, w duchu Kościoła pojętej, bez której głos najmędrszego doktora będzie dźwiękiem przelotnym, który najmniejszy podmuch wiatru rozwieje.

Coraz mniej miejsca dla katolików. Nagonka na wiceministra, który ośmielił się wydać wywiad z abp. Hoserem. Halicki: "Powinien zostać zwolniony!", Lis: "Biskupi robią z siebie matołów!"


Coraz mniej miejsca dla katolików. Tak swój idealny świat widzą mainstreamowi dziennikarze, którzy z uporem maniaka próbują przeprowadzić swoją małą rewolucję. Tym razem na celowniku znalazł się Michał Królikowski, wiceminister sprawiedliwości.
Dziwi mnie, że tego rodzaju osoba jest wśród nas. Powinien zostać zwolniony. Jego poglądy, postawa, to, co czynił jako doradca Jarosława Gowina, są całkowicie sprzeczne z tym, co jest istotą myślenia w Platformie. Nawet jeśli jest wielonurtowa.
- bez ogródek wypalił Andrzej Halicki w radiu tok fm.
Skąd ten atak? Królikowski ośmielił się bowiem w ostatnich tygodniach wydać książkę, w której rozmawia z abp. Hoserem. Królikowski nie ukrywa też swoich katolickich poglądów, a to wystarczy, by ruszył cały przemysł wymierzony w jego postać. W środę kipiały z oburzenia "Polityka" i "Gazeta Wyborcza", które w bliźniaczych tekstach krytykowały Królikowskiego za jego zaangażowanie związane z Kościołem.
Królikowski nie dyskutuje, afirmuje poglądy arcybiskupa na temat rodziny, miejsca religii w państwie, homoseksualizmu. I 'ideologii gender
- piekliła się Ewa Siedlecka.