wtorek, 30 grudnia 2014

Stanisław Michalkiewicz

Kiełbasy wyborcze dla Żydów?

Komentarz    serwis „Prawy.pl” (prawy.pl)    30 grudnia 2014
Na początku 2011 roku rząd izraelski wraz z Agencją Żydowską utworzył zespół HEART, który miał za zadanie doprowadzenie do „restytucji mienia żydowskiego w Europie Środkowej”. Chodzi tu, jak wiadomo, o tzw. „mienie bezspadkowe”, które - zgodnie z zasadami prawa rzymskiego, przejętymi następnie przez systemy prawne państw cywilizowanych – przypada państwu, którego obywatelem był właściciel mienia. Dlatego naciski, jakie zarówno strona żydowska, jak i władze Stanów Zjednoczonych wywierały i nadal wywierają na Polskę, idą w tym kierunku, by władze polskie stworzyły pozór podstawy prawnej, na mocy której Żydzi mogliby dokonać rabunku państwa polskiego. W lutym 2011 roku rząd premiera Tuska in corpore przebywał w Izraelu, gdzie bez wątpienia musiał z rządem izraelskim, jako bezpośrednio zaangażowanym w sprawę owych „roszczeń”, jakieś rozmowy prowadzić, a kto wie, czy nie poczynić jakichś ustaleń.
Jednak polska opinia publiczna nie została o tym poinformowana, a jedynie Władysław Bartoszewski, którego tam nie mogło przecież zabraknąć, w wypowiedzi dla jednej z izraelskich gazet powiedział, że wszystkie ugrupowania parlamentarne w Polsce są niezmiennie przyjaźnie usposobione do Izraela. Przekładając tę deklarację na język ludzki nie można wykluczyć, że pan Bartoszewski chciał przez to powiedzieć, iż bez względu na to, jaka partia wygra w Polsce wybory – bo rok 2011 był u nas rokiem wyborów parlamentarnych - izraelski program rewindykacyjny nie będzie zagrożony. Warto podkreślić, że mimo wojny, jaką opozycja prowadzi w rządem, żadna partia opozycyjna nie wyciągnęła tej sprawy. Najwyraźniej w tej kwestii obowiązuje zmowa ponad podziałami.
W marcu 2013 roku bawiła w Polsce delegacja zespołu HEART z dyrektorem Robertem Brownem na czele. Nic byśmy o tym nie wiedzieli, gdyby nie wypowiedź pana Browna dla „Times of Israel”, w której poinformował on, że podczas pobytu w Warszawie delegacja zespołu HEART spotkała się z sześcioma ministrami rządu premiera Tuska (wymienił nazwiska Radosława Sikorskiego, Jacka „Vincenta” Rostowskiego i Jarosława Gowina) oraz przedstawicielami opozycji parlamentarnej. Żaden z Umiłowanych Przywódców nie puścił farby, chociaż pan Brown powiedział, że w następstwie tych wszystkich spotkań, w sprawie „restytucji” nastąpił „przełom”. Dopiero kiedy zaczęliśmy się dopytywać, co ma ten „przełom” oznaczać, w imieniu Ministerstwa Spraw Zagranicznych odezwał się Pinokio, czyli pan minister Sikorski, że żadnego „przełomu” nie było. Myślę jednak, że w odróżnieniu od pana ministra, a obecnie marszałka Sikorskiego, pan Brown wie, co mówi.
I rzeczywiście! Przed tegoroczną wizytą w Warszawie, gdzie miał otwierać Muzeum Historii Żydów Polskich, izraelski prezydent udzielił wypowiedzi dla Polskiej Agencji Prasowej, w której stwierdził m.in., że wprawdzie sprawa „roszczeń” nie będzie podczas tej wizyty dominowała, ale że on pamięta o „udzielonych obietnicach i podpisanych umowach”. Ani o „obietnicach”, ani tym bardziej – o „umowach” polska opinia publiczna nigdy nie została poinformowana ani przez rząd, ani przez Umiłowanych Przywódców z opozycji.
I dopiero za sprawą Wikileaks ujawnione zostało, że prezydent Komorowski obiecał był amerykańskiemu ambasadorowi w Warszawie, iż roszczenia żydowskie zostaną zaspokojone ze sprzedaży lasów państwowych. Potwierdzeniem tej pogłoski była przygotowywana zmiana konstytucji, według której Lasy Państwowe nie podlegałyby „przekształceniom własnościowym”, chyba, żeby było to uzasadnione celem publicznym. Zmiana ta została odrzucona, bo do przeforsowania jej zabrakło zaledwie pięciu głosów. Obawiam się jednak, że zarówno Żydzi, jak i Amerykanie, będą nadal naciskali na spełnienie „obietnic” i zrealizowanie „umów” - aż dopną swego – bo w przeciwnym razie ani okupujące nasz nieszczęśliwy kraj bezpieczniackie watahy, ani wystrugani przez nie z bananów Umiłowani Przywódcy – ci wszyscy „prezydenci”, ci wszyscy „premierzy”, ci wszyscy „prezesi” - nie dostaną inwestytury. Dlatego w roku wyborczym nie powinno być dla nich żadnej taryfy ulgowej: wszystkich kandydatów na prezydentów i parlamantarzystów, a zwłaszcza – prezydenta Bronisława Komorowskiego należy bez żadnej staroświeckiej rewerencji przeegzaminować, komu i jakie obietnice w sprawie żydowskich roszczeń składali i jakie zobowiązania podpisali. Tu nie ma miejsca na żadne rewerencje. Tu idzie o życie, o obrabowanie polskich podatników na sumę co najmniej 60, a może nawet 65 miliardów dolarów, a więc – o kradzież wyjątkowo zuchwałą – a od kiedy to złodziei należy traktować z rewerencją?
Stanisław Michalkiewicz

niedziela, 21 grudnia 2014

jak rozprawić sie z lemingami - J.Targalski

Między kunktatorami a dogmatykami

Dodano: 21.12.2014 [20:34]
Między kunktatorami a dogmatykami - niezalezna.pl
foto: arch. GP
W polityce nie sztuką jest mieć rację, ale pociągnąć za sobą ludzi, którzy tej racji nie widzą lub nie chcą widzieć. Dlatego trzeba używać instrumentów, które pozornie wydają się nieskuteczne. W przeciwnym wypadku zostajemy wyizolowani ze społeczeństwa, a to oznacza śmierć dla każdego walczącego z dyktaturą. Jej obalenie muszą poprzedzać całkowita delegitymizacja systemu w oczach społeczeństwa i powszechne przekonanie o możliwości jego pokonania. Musimy więc używać narzędzi, które takie przekonanie wywołają.

Po stronie niepodległościowej zyskuje na popularności przekonanie, że skoro wybory były, są i będą sfałszowane, nie ma sensu brać w nich udziału, tylko trzeba postawić na kryterium uliczne, do którego obecnie nie ma jednak chętnych. Podobnie: po co składać protesty wyborcze, skoro rolą sądów jest tuszowanie fałszerstw wyborczych i generalnie obrona dyktatury, represjonowanie opozycji i kneblowanie wolnego słowa.

Jest to myślenie dogmatyczne, gdyż wybiera narzędzie słuszne ideologicznie, ale nieskuteczne, przez co nie osiągniemy sprawiedliwych celów.

Bojkot nie będzie zauważony, gdyż nic łatwiejszego, niż sfałszować wskaźnik frekwencji, skoro można wydrukować całe wybory. Sądy zaś nie będą miały okazji, by się dyskredytować swoimi decyzjami.
Przeciwnicy bojkotu i obywatelskiego nieposłuszeństwa sądzą, że siedzenie cicho i demonstrowanie grzeczności i rozsądku przy braku sytuacji rewolucyjnej pozwoli zyskać szersze poparcie. Ludzie będą masowo głosowali, wiedząc, że partia rozsądku pozwoli te głosy sfałszować, i będą demonstrowali swoje posłuszeństwo, stając w jednym szeregu z reżimem przeciwko nielicznym nieposłusznym, dzięki czemu wyborcy się nie przestraszą i nie uciekną.

Zdelegitymizować dyktaturę

Udział w głosowaniu jest konieczny nie po to, by wygrać kartą wyborczą, gdyż fałszerze czuwają, ale jako sposób na delegitymizację dyktatury. Głosuje się, by zmusić władze do fałszowania na masową skalę niekorzystnych dla nich wyników, a następnie użyć tego faktu jako katalizatora protestów i powód do obywatelskiego nieposłuszeństwa oraz dyskredytacji dyktatury na forum międzynarodowym, a zwłaszcza u jej zachodnich sponsorów. Ta walka przeciw fałszerstwom ma być środkiem do mobilizacji społeczeństwa.

Oczywiście konieczne jest samodzielne policzenie oddanych głosów, publikowanie składów komisji, w których doszło do fałszerstw, szeroka kampania dyskredytacji fałszerzy itp.

Dlatego należało demonstrować zaraz po pierwszej turze pod hasłem „Żądamy powtórzenia sfałszowanych wyborów” i wezwać do głosowania w drugiej turze pod hasłem „Nie pozwolimy sfałszować drugiej tury”. Protest o trzy tygodnie późniejszy, gdy napięcie opadło, służył jedynie neutralizacji radykałów.

Podobnie masowe zalewanie sądów protestami ma służyć nie uzyskaniu sprawiedliwych wyroków, bo to niemożliwe, ale dyskredytacji sądów w kraju i za granicą. Sądy będą musiały tuszować fałszerstwa i o to właśnie nam chodzi. Im większa będzie skala tego bezprawia, tym większe możliwości delegitymizacji dyktatury. Dlatego teraz należy założyć ruch przeciw fałszerstwom wyborczym na jak najszerszej, niepartyjnej bazie, choć bez wariatów, którzy po stronie patriotycznej występują w wyjątkowym skupieniu.

Argument, że musimy być grzeczni, rezygnując z obywatelskiego nieposłuszeństwa, bo zdelegalizują partię, oznacza uleganie szantażowi, a więc przegraną. A niech zdelegalizują. Trzeba obnażyć dyktatorski charakter władzy, uniemożliwić jej krycie się za manipulacją i wykorzystać to na arenie międzynarodowej.

Władzę należy postawić wobec alternatywy: albo zezwalacie na uczciwe wybory i tracicie rządy, albo masowo fałszujecie wybory, uciekacie się do represji oraz nagiej siły i w kraju macie problemy z buntem, a w Unii z powodu nieskuteczności w stosowaniu fasadowej demokracji.

PKW

Zajęcie siedziby Państwowej Komisji Wyborczej otworzyło dyskusję nad sensem akcji obywatelskiego nieposłuszeństwa. Nasuwają się trzy uwagi.

Kluczową sprawą jest zawsze to, kto będzie symbolem protestu. Powinien on uderzać w symbole przeciwnika, a nie ośmieszać naszą stronę. Nikt nie będzie analizował, jak bardzo pluralistyczne było jego kierownictwo ani która część haseł była słuszna. Twarzą protestu był Grzegorz Braun, twierdzący od dwóch lat, że trzeba się powstrzymać od wszelkiego działania, gdyż wszystko jest prowokacją niemiecką, na Polskę czyhają Żydzi i Amerykanie, a my powinniśmy modlić się o króla. Mieliśmy już króla Mikołaja I, ale według Brauna zdetronizowaliśmy go w wyniku prowokacji masonów.

Jest oczywiste, że akcja ta została odebrana przez wielu jako prowokacja. Choć gdy okazało się, że Ruch Narodowy uniemożliwił młodzieży wejście do budynku, a Janusz Korwin-Mikke zaczął nawoływać do protestu, ale za rok, stało się jasne, że nie mamy do czynienia z próbą wylansowania alternatywnej opozycji. Dlatego należało spokojnie poczekać i w ogóle nie zabierać głosu. Odcięcie się odebrano jako deklarację posłuszeństwa wobec dyktatury fałszerzy i słabości.

Gdyby zaś doszło do zajęcia budynku przez kilkaset osób, wtedy należałoby się włączyć. Sztuką nie jest odcinanie się od nie swoich akcji, ale przejmowanie ich i prowadzenie we właściwym kierunku.

Aparat – wróg czy sojusznik

Działalności politycznej na skalę kraju nie można prowadzić bez aparatu. Ten zaś ma własne interesy, w tym najważniejszy – niedopuszczenie do konkurencji. Może go realizować, gdy kierownictwo nie rozlicza lokalnych przywódców z braku skuteczności. Jeśli aparat jest bierny i wyprany z elementów twórczych, konsekwencją jest marazm. Stąd dogmatycy wyciągają wniosek, że skoro aparat PiS‑u jest przeszkodą w walce, należy zastąpić PiS nową formacją.

Prawo i Sprawiedliwość powstało w połowie 2001 r. i rozwinęło się, gdy w 2002 r. w pełni rozgorzała walka wewnątrz oligarchii, czego objawami były afera Rywina i powstanie kolejnych komisji sejmowych w latach 2003–2004. W powstałej próżni i przy czasowym osłabieniu kontroli mogło powstać PiS. Taka sytuacja już się nie powtórzy, więc nowej ogólnopolskiej partii nie da się utworzyć wobec kontroli wszystkich zasobów przez władzę i działalności służb, których celem jest rozbijanie opozycji i tworzenie lub lansowanie ugrupowań kontrolowanych w celu kanalizacji niezadowolenia, zwłaszcza młodych.
Naszym zadaniem powinno być wstrząśnięcie aparatem PiS‑u, by zmusić go do otwarcia się i działania. Trzeba u niego wywołać strach o utratę pozycji, tworząc niezależny ruch młodzieżowy, który jednocześnie uratuje kolejne pokolenie przed wyprowadzeniem na manowce przez Ruch Narodowy i korwinistów. Drugie zagrożenie powinien stwarzać całkowicie samodzielny ruch przeciw fałszerstwom wyborczym.

Rozkład partii może spowodować, że po niej już nic nie powstanie.

Policja medialna

Opozycja występuje w charakterze grzecznej zwierzyny łownej w mediach reżimowych nie tylko ze względu na cechy osobnicze jej polityków. Twierdzi ona bowiem, że nie będąc spolegliwa, nie dotarłaby do społeczeństwa. Uległość ma powodować, że wypada dobrze. W konsekwencji przypomina zarzynanego kurczaka, który dziękuje, że będzie daniem jakiejś kłamczuchy czy złodzieja.

Aby dotrzeć do społeczeństwa, trzeba najpierw wygrać walkę z policją medialną, dlatego atak na reżimowych funkcjonariuszy musi być pierwszym zadaniem. Powinien on się zaczynać od pierwszych słów rozmowy. Policjanci medialni czują się bowiem bezkarni, ale są tchórzami, których tylko strach przed spotkaniem z opozycją może powstrzymać przed nikczemnością.

Takie występy nie mogą być dziełem jednostki, ale zespołu. Trzeba przygotować profile psychologiczne policjantów, dossier ich wypowiedzi, zachowania i decyzji, które podejmowali w momentach decydujących politycznie. Oni muszą się bać spotkania z nami. Tylko wtedy, ze strachu przed publicznym ośmieszeniem, zaczną gorzej wykonywać rozkazy, a więc staną się dysfunkcjonalni dla systemu. Dopiero wówczas będziemy mieli okazję przekazać cokolwiek społeczeństwu.

Podobnie należy postępować wobec sędziów i prokuratorów. Jeśli uda się osłabić ich gorliwość w służbie dyktatury, wybijemy jej zęby.

Do tej roboty potrzebni są oficerowie liniowi, a nie ugrzecznione ciamajdy.

Umiędzynarodowienie

Zachód, a zwłaszcza Niemcy, popierają fałszowanie wyborów i stosowanie represji wobec opozycji, byle tylko obóz niepodległościowy pozostał na marginesie, pod warunkiem wszakże, iż nie jest to widoczne. Zakłamanie i zachowanie pozorów jest bowiem w Unii najważniejsze. Dlatego prowadząc kampanię ukazującą nie tylko fałszerstwa wyborcze, ale także działania prokuratury i sądów jako organów sankcjonujących fałszerstwa i represjonujących dziennikarzy, a jednocześnie chroniących aferzystów i korupcję, utrudnimy zachodnim gwarantom poparcie niedemokratycznych rządów. Tu nie chodzi tylko o fałszerstwa, ale o funkcjonowanie aparatu bezprawia stojącego na straży dyktatury w Polsce. Sędziowie przechodzą już z fazy demoralizacji w fazę degeneracji.

Niezależnie od formy, przekaz wysłany na Zachód musi być jasny: popieracie cwaniaków, którzy nie tylko was skompromitują, ale też doprowadzą do destabilizacji kraju w środku Europy, co oznacza dla was kłopoty. Lepiej więc będzie, jeżeli dojdziemy do porozumienia, gdyż w przeciwnym wypadku wasze koszty będą większe.

Nie możemy walczyć na dwóch zewnętrznych frontach, dlatego porozumienie z zachodnimi sponsorami cwaniaków żerujących na Polsce jest konieczne, ale nie za cenę ich wymiany na takich samych, tylko z innej grupy. Ważne są więc jego warunki. Będą one tym lepsze dla nas, im głośniejszą kampanię uda się nam zorganizować na Zachodzie. Trzeba z jego zakłamania uczynić narzędzie walki o nasze interesy.

Odbudowa ducha

Podstawą trwałości dyktatury jest przekonanie, że jakakolwiek zmiana jest niemożliwa, opór zaś pociągnie za sobą jeszcze większe koszty, dlatego jest nie tylko bezcelowy, ale także szkodliwy. Zło zawsze zwycięży, pozostaje więc podporządkowanie się lub wyjazd.

Odpowiedzieć na to należy modą, a nawet kultem bohaterstwa. Musimy popularyzować tradycje walki z tyranią, bo analogie są zaraźliwe. Tak wyśmiewany kult bohaterszczyzny jest nam potrzebny jak powietrze.

Wielką rolę do odegrania ma tu popularyzowanie naszych powstań narodowych i walki Polaków o wolność innych narodów. Ludzie przekonani o bezsensowności walki nie stawią oporu dyktaturze, lecz będą się nieustannie zastanawiali, czy dane posunięcie się opłaca. Dlatego trzeba powrócić do obchodów rocznic wszystkich powstań i tworzyć na ten temat dzieła popkultury. Wytworzyć poczucie elitarności osób zaangażowanych w przywracanie pamięci narodowej.

Poczucie dumy i godności

Podobnie jak w czasach PRL‑u rządy żerujące na Polsce czerpią swoją faktyczną legitymizację z przekonania, że swoim służalstwem wobec Rosji gwarantują nam bezpieczeństwo, natomiast jakikolwiek opór i obrona własnych interesów nieuchronnie doprowadzi do moskiewskiej inwazji. Chcesz żyć bezpiecznie – bądź naszym niewolnikiem – mówią gangsterzy, jak niegdyś sekretarze. Nieustanne straszenie Rosją, która rzekomo wszystko może, przetrzyma każdy kryzys, zawsze wygra, a my zawsze zostaniemy jej rzuceni na pożarcie, a przecież byliśmy, jesteśmy i będziemy słabsi, dlatego tylko uległość może nas uratować – jest podstawowym instrumentem zarządzania społeczeństwem.

Należy przeciwstawić temu powrót do wielkiej historii. Wskazywać, że jako jedyni byliśmy już w Moskwie dwa razy, pokonaliśmy ją nie raz, pokonamy ponownie. Należy nieustannie eksponować wszystkie nasze zwycięstwa nad Rosją. Organizować uroczystości rocznicowe, np. zdobycia Smoleńska. Ukazywać na słabość gospodarczą Rosji i możliwość jej pokonania oraz nieuchronność upadku, którego konsekwencje będą musieli ponieść moskiewscy służalcy u nas.

Na niemiecką kampanię obciążania Polaków odpowiedzialnością za Holokaust należy odpowiedzieć przypomnieniem niemieckich win.

Środkiem powinny być nie tylko dzieła literackie czy filmowe, ale przede wszystkim gry internetowe, zabawy, piosenki, utwory popkultury. Bez odwołania się do emocji niczego nie osiągniemy.

Wola siły

Przekonanie, że leminga można przekonać, dowodzi całkowitego niezrozumienia sytuacji. Tu nie chodzi o żadne argumenty. Leming kieruje się trzema zasadami: 1) być zawsze z władzą, bo ona może wszystko, ona daje i odbiera; 2) silniejsi zwyciężają i bycie po ich stronie zapewnia wyższy status, 3) własną miernotę można pokryć poczuciem wyższości, a to rodzi się z pogardy dla Polski i polskości. Trzeba zniszczyć te trzy przekonania.

Powinniśmy przedstawiać władzę jako nieuchronnie zbliżającą się do upadku, słabą, która porzuci swoich służalców, a oni zapłacą za jej zbrodnie.

Należy pokazywać naszą siłę i nieuchronność zwycięstwa. Gdy leming zobaczy marsz, w którym bierze udział 300 tys. osób, przemówi to do niego bardziej niż tona artykułów, zwłaszcza że na ogół jest on analfabetą.

Trzeba stworzyć modę na pogardę dla lemingów utożsamianych ze służalcami obozu władzy, umocnić przekonanie o ich gorszości i ukazać ich niższość intelektualną i kulturalną.

To jest wojna o wolność i Polskę z bezwzględnym i zdemoralizowanym przeciwnikiem. Nie ma w niej miejsca dla słabeuszy. Wszelka lękliwość niechaj tu zamiera.

sobota, 20 grudnia 2014

Jak psu piąta noga

Felieton    „Nasz Dziennik”    20 grudnia 2014
Waju nikt nie będzie pytał, wiele czasu to było robione, tylko - KTO TO ROBIŁ” - perswadował kadetom Szkoły Morskiej żaglomistrz na „Darze Pomorza” Jan Leszczyński, nazywany przez kadetów „Waju”. Chodziło mu o to, żeby wszystkie roboty na statku wykonywać sumiennie i starannie, bo morze nigdy nie stosuje taryfy ulgowej, ani nie wybacza błędów. Bosman Leszczyński miał syna, oficera kawalerii, który zaprosił go kiedyś na jakąś pułkową uroczystość, uświetnioną pokazem kawaleryjskiej szarży, więc kiedy Karol Olgierd Borchardt wypożyczył mu „Potop” Henryka Sienkiewicza, podczas któregoś porannego sprawdzania takielunku, powiedział mu w zaufaniu: żeby my tak obadwaj, a mój syn, a Kmiecio (chodziło mu o Kmicica) – toż byśmy dali łupnia tym Szwedom!
Właśnie dowiedzieliśmy się, że projektowane jeszcze niedawno Muzeum Żołnierzy Wyklętych, które miało być urządzone w dawnym areszcie Urzędu Bezpieczeństwa przy ulicy Strzeleckiej na warszawskiej Pradze, jednak nie powstanie. Złożyło się na to pewnie wiele zagadkowych przyczyn, wśród których chciałbym zwrócić uwagę na jedną; Muzeum to miało być jednocześnie placówką edukacyjną, przede wszystkim dla młodzieży. Wiadomo jednak – że – po pierwsze – zgodnie z najnowszymi rozkazami – młodzież w pierwszej kolejności ma być edukowana seksualnie, to znaczy – z kim, kiedy, za ile i z jakich pozycji. Każdy kraj członkowski Unii Europejskiej musi się bowiem w czymś specjalizować, a nam, to znaczy – naszemu nieszczęśliwemu krajowi, wypadł właśnie taki los, więc zdolnej do wszystkiego pani Joannie Kluzik-Rostkowskiej, ongiś prawej ręce pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego, surowo przykazano tego dopilnować. W tej sytuacji – po drugie – edukacja historyczna nie jest młodzieży do niczego potrzebna tym bardziej, że – po trzecie – politycznie poprawną wersję historii naszego mniej wartościowego narodu tubylczego właśnie przygotowuje Muzeum Historii Żydów Polskich, w tym między innymi celu utworzone. W tę wersję każdy będzie musiał wierzyć pod rygorem odpowiedzialności sądowej, więc z tego punktu widzenia wszelkie alternatywne wersje historii są wybitnie niepożądane.
Tym bardziej niepożądane, że alternatywna wersja historii przedstawiona przez Muzeum Żołnierzy Wyklętych z pewnością zawierałaby odpowiedź na pytanie, KTO TO ROBIŁ, to znaczy – kto dopuścił się tak zwanych „zbrodni komunistycznych”, zwanych inaczej „stalinowskimi”. Jak sama nazwa wskazuje, musiał to zrobić komunista Józef Stalin – ale z drugiej strony wiadomo przecież, że Józef Stalin nigdy w areszcie Urzędu Bezpieczeństwa przy ulicy Strzeleckiej w Warszawie nie był, więc osobiście nikogo tam nie torturował, ani nie zamordował. Musiały to robić jakieś inne osoby, występujące w charakterze pomocników Józefa Stalina w tresowaniu naszego mniej wartościowego narodu tubylczego do komunizmu. Ujawnienie tych pomocników mogłoby nie tylko wywołać potężny dysonans poznawczy u osób faszerowanych właśnie politycznie poprawną wersją historii, a nawet – wywołać poważne wątpliwości, czy ta zatwierdzona wersja jest aby na pewno prawdziwa, ale również wprowadzić zamęt w środowisku autorytetów moralnych i postaci legendarnych, burząc zatwierdzoną hierarchię.
Na przykład, po co komu wiedzieć o subtelnym związku byłego prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju Aleksandra Kwaśniewskiego z majorem Edmundem Kwaskiem. Major Kwasek zasłynął jako bezwzględny torturant, podobno znacznie gorszy od tych, którzy oprawiali swoje ofiary pod nosem przekupionych starych kiejkutów. Aleksander Kwaśniewski jest do Edmunda Kwaska zupełnie niepodobny; mówi językami, nosi garnitury, niczym jakiś Europejczyk – ale korzonki, poprzez które Aleksander Kwaśniewski czerpie życiodajne soki, sięgają głęboko, aż do tej gnilnej krwawej masy, w którą Edmund Kwasek przerabiał wrogów władzy ludowej. Więc jeśli nawet Aleksander Kwaśniewski trochę się Edmunda Kwaska wstydzi, toż przecież bez niego byłby dzisiaj nikim. Ciekawe, że sam to rozumie – czemu zresztą dał wyraz podczas pogrzebu generała Wojciecha Jaruzelskiego. A cóż dopiero, gdyby tak przywrócono pamięć o Jakubie Bermanie, co to wprawdzie piastował skromną funkcję wiceministra, ale w faktycznej hierarchii ówczesnej władzy znajdował się na czwartym miejscu – po generale NKWD Iwanie Sierowie, po szefie NKWD w sowieckiej ambasadzie i po ambasadorze Lebiediewie – a przed przewodniczącym KRN, późniejszym prezydentem Bolesławem Bierutem, czy premierem Osóbką-Morawskim? Naturalnie Muzeum Historii Żydów Polskich nie ma żadnego interesu w przypominaniu ani Jakuba Bermana, ani Romana Zambrowskiego, ani Hilarego Minca, ani tysięcy innych pomocników Józefa Stalina, więc w tej sytuacji Muzeum Żołnierzy Wyklętych jest potrzebne, jak psu piąta noga. Jak go nie będzie, to wszyscy łatwiej uwierzą, że NIKT NIGDY NIC ZŁEGO NIE ROBIŁ, a wszystkiemu winien był „system”.
Stanisław Michalkiewicz

wtorek, 16 grudnia 2014

Rosjanie ćwiczą przerzut Iskanderów do Kaliningradu

OPUBLIKOWANO: DZISIAJ, 16 GRUDNIA, 12:48
Iskander-m
Rosyjskie siły zbrojne odbyły w Kaliningradzie niezapowiedziany test gotowości bojowej i ćwiczenia z szybkiej relokacji w których wzięło udział 9 tys. żołnierzy. W ramach działań przeprowadzono m. in. przerzut do obwodu wyrzutni rakiet Iskander-M.
Manewry miały miejsce w dniach 5-10 grudnia i brało w nich udział łącznie ponad 600 jednostek sprzętu, w tym znaczna ilość samolotów bojowych i transportowych, śmigłowce, 250 czołgów oraz 55 okrętów. W działania zaangażowano jednostki piechoty zmechanizowanej, wojsk specjalnych i formacji powietrznodesantowych, piechoty morskiej, lotnictwa, Floty Bałtyckiej i artylerii, oraz wojsk rakietowych.
Między innymi drogą morską i powietrzną przerzucono do Obwodu Kaliningradzkiego dwie pełne brygady, oraz komponenty taktycznego systemu balistycznego Iskander-Mnależące prawdopodobnie do 112. Brygady Rakietowej, która została w nie przezbrojona w lipcu bieżącego roku. Jest to pierwsza oficjalna informacja o rozmieszczeniu w Kaliningradzie wyrzutni 9K720 Iskander.
Istotny element ćwiczeń stanowiły również intensywne przebazowania i ćwiczenia sił powietrznych, co wyjaśnia wyjątkową aktywność rosyjskiego lotnictwa nad Bałtykiem w okresie 5-10 grudnia, gdy dziennie na granicach NATO pojawiało się nawet 25 rosyjskich samolotów różnego typu.
Ujawnienie manewrów w obecnym terminie, a więc niemal tydzień po ich zakończeniu, jest prawdopodobnie związane z poniedziałkowym wystąpieniem wiceministra spraw zagranicznych Rosji Aleksieja Mieszkowa. Oskarżył on NATO o destabilizowanie sytuacji w Europie Środkowej i oświadczył, że Rosja „podejmuje i będzie podejmować wszelkie kroki, by zapewnić bezpieczeństwo kraju i jego obywateli”, w każdym rejonie swojego terytorium.

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Festiwal pitolenia

W polskich mediach głównego nurtu trwa kolejny festiwal pitolenia, który poseł ile wydał, na co, czy mógł być tam gdzie deklarował że był, trwa analiza połączeń lotniczych i godzin z minutami i sekundami. Czy wypił herbatę na koszt podatnika i czy była z cukrem? Już naród zapomniał jak dwóch ministrów piło wino po tysiaka za butelkę na koszt podatnika, i co, jeden awansował na numer trzy, a drugi miał zostać figurą w Brabancji, ale coś poszło niezgodnie z planem i teraz (wy)(za)miata tam Niezgodna.
A tymczasem po cichu podnoszą coraz bardziej podatki, parapodatki i opłaty. I co? I cisza! Zupełny brak dyskusji w mediach. Przypomnijmy, wszystkie podatki dochodowe idą w górę z powodu zamrożenia progów, CIT dodatkowo w górę z powodu ograniczeń w możliwości odliczenia kosztów, VAT poszedł w górę, miał spaść, ale nie spadł, opłata za wieczyste użytkowanie wywaliła w kosmos, mandaty rujnują kierowców, fotoradary na każdym skrzyżowaniu, a niektóre gminy (n.p. Biały bór) zrobiły sobie z tego biznes, patrztutaj.Ostatnio w życie weszła ustawa ozusowująca umowy zlecenia i dochody z rad nadzorczych, czyli podnosząca podatki o nad 600 mln złotych rocznie. Składka na ZUS i NFZ rośnie co rok, mimo że oczekiwana wypłata przyszłej emerytury maleje co rok, a kolejki do lekarzy się wydłużają. Ale o tym cisza!
Tutaj jest moja wypowiedź w radio WNET na temat podwyżek podatków.
Czy ktoś widział oburzoną gwiazdę dziennikarstwa tzw. głównego nurtu, chociaż trudno mówić o nurcie w szambie, która mówiłaby o podwyżkach podatków i taką nienawiścią w głosie, jak ostatnio mówią o wycieczkach posłów za publiczne pieniądze.
Od wielu lat dziennikarze tłumaczą mi, że podają to co klient sobie zażyczy. Mamy prymitywny i ciemny naród – mówią – to na takim poziomie są media, dostosowały się. A ja uważam, że media, szczególnie telewizja, w pogoni za srebrnikiem, świadomie ogłupia ludzi, wiedząc o tym jakie będą konsekwencje za kilka lat.
Czy coś z tym można zrobić? Nic nie można. Dopóki jest micha i  są seriale (współczesna wersja chleba i igrzysk) proces będzie postępował. A Brabancja właśnie dorzuciła kolejne ochłapy do michy, więc jeszcze przez parę lat będzie spokój. A potem odwiedzi nas stara ciota, Demografia, i nagle trzeba będzie wystawić głowy z Matriksa.

sobota, 6 grudnia 2014

Gnicie kulturowe Zachodu

Byłem niedawno w Azji i obserwowałem tradycyjne społeczeństwo, oparte na wartościach duchowych, religijnych, w którym funkcjonuje tradycyjny model rodziny, w którym kobieta wychowuje dzieci, a czasami robi karierę zawodową, awansując do szczebla dyrektora. Zaś wszystkie kluczowe funkcje pełnią mężczyźni. W tamtą stronę leciałem przez Mińsk, specjalnie, żeby zobaczyć jak wygląda głęboka komuna. Nie zawiodłem się, przez kilka godzin czekania na dalszy lot poczułem się jak w Polsce 30 lat temu. Paskudne lotnisko, pasażerowie tranzytowi nie mogą sami nigdzie chodzić tylko mają opiekuna, a w zasadzie opiekunkę, bo pogranicznicy to były same kobiety. Włoski pilot, który czekał ze mną na transfer nawet na ich widok zaczął cmokać.Wszystkie panie były bardzo uprzejme, ale na lotnisku czułem się jak po wybuchu bomby neutronowej, nikogo, ani żywej duszy. W salonie klasy biznes bardzo miła obsługa, jest herbata z cytryną i czipsy serowe o nieokreślonym smaku, o wymiarach 5 na 20 cm. Pilot z Włoch pytał się czy nie boję się lecieć Bielavią, a ja na to że Googlałem i nigdy nie mieli wypadku. A on na to, że jak są problemy to ukrywają. Ale lot do Azji był spokojny, jedzenie niezłe, a obsługa bardzo miła.
Za to lot powrotny Lufthansą przypomniał mi, na jakich wartościach budowana jest Unia Europejska. Chciałem obejrzeć film, żeby jakoś zabić czas do posiłku i wybrałem komedię p.t. Nowoczesna rodzina. I co widzę, dwóch miłośników wielofunkcyjnego odbytu, w tym jeden bardzo gruby, którzy już adoptowali dziewczynkę, a teraz będą adoptowali chłopca. I główny dylemat jaki mają, to czy impreza na której to ogłoszą ma być skromna, czy huczna. Wesoło, uśmiechy, fajnie, cool, osom. A potem wybrałem film, gdzie jest normalna rodzina i co widzę, zaharowaną kobietę, która poświęca się i zaniedbuje, żeby wychować dzieci, i ciągle kłoci się z mężem. Przekaz był jednoznaczny, miłośnicy wielofunkcyjnego odbytu to lepsi rodzice niż normalna rodzina, gdzie jest mama i tata.
Media w Europie realizują sześciopunktowy plan ekspansji kulturowej miłośników wielofunkcyjnego odbytu, opisany w kultowej dla tychże miłośników książce z lat 1980-tych. Wiem, bo słyszałem na ten temat wywiad w radio Warszawa, podczas golenia. Ostatnim puntem planu jest wściekły atak na przeciwników promocji wielofunkcyjnych odbytów, trzeba ich pokazywać jako oszołomów, odbytofobów itp.
Statystycznie miłośników wielofunkcyjnego odbytu jest 2 procent. W Amsterdamie 4 procent. Ale jakimś zrządzeniem losu tacy miłośnicy pojawiają się w prawie każdym filmie kręconym w Hollywood, co ma pokazać maluczkim, że takie związki, są dobre, a normalna rodzina, gdzie jest tata i mama to staroświecka patologia.
Ale wracamy do demografii i siły gospodarek. Kraje które są źródłem propagandy wielofunkcyjnego odbytu są w odwrocie. Europa jest w potężnym demograficznym kryzysie, a z penetracji odbytu nie będzie więcej dzieci. W Kalifornii już głównym językiem jest hiszpański, co oznacza silny wzrost wpływów kościoła katolickiego w tym stanie, bo Meksykanie to praktykujący i tradycyjni katolicy. Mamy dynamiczny wzrost populacji tam, gdzie model rodziny jest tradycyjny, w Azji i w Afryce. A mój kolega z Atlanty ostatnio wyjaśnił mi, że tradycyjni Republikanie zmasakrowali Demokratów w wyborach lokalnych w skali bez precedensu w historii Ameryki. Sami Amerykanie odrzucają obyczajowe lewactwo promowane przez Demokratów, oraz cytuję kolegę z Atlanty – socjalizm promowany przez Buraka Bambo – czyli tamtejszą antyreformę ochrony zdrowia.
Podobno innowacyjność idzie w parze z ilością miłośników wielofunkcyjnego odbytu. Ostatnio oficjalnie przyznał się do tego szef sekty Apple. nazywam ich sektą, ponieważ Net Promoter Score mają na poziomie 70 procent dla niektórych produktów, a takie wskaźniki występują wyłącznie w sektach. W jednym z rankingów miastem najbardziej przyjaznym miłośnikom wielofunkcyjnego odbytu został Tel Aviv, największe miasto jednego z najbardziej innowacyjnych krajów na świecie.Z reguły w tych rankingach znajduje się także San Francisco i Nowy Jork, a w Europie Berlin, wszędzie tam kwitnie innowacyjność. Tym, którzy kumają statystykę i ekonometrię (z czego robiłem doktorat w 1996 roku) przypominam, że nie należy mylić korelacji z przyczynowością. Czyli fakt, że w miastach przyjaznych miłośnikom wielofunkcyjnego odbytu jest wysoka innowacyjność nie wynika, że pierwsze powoduje drugie, bo może być odwrotnie, czyli innowacyjność może sugerować wysoka tolerancję i atmosferę akceptowania lub poszukiwania odchyleń od normy, co może przyciągać miłośników wielofunkcyjnego odbytu. Nie widziałem poważnych badan przyczynowości w sensie Grangera tego problemu.
Jeden z wielkich inwestorów zwykła mawiać, XIX wiek należał do Europy, XX do USA, a XXI będzie należał do Azji. Dlatego wzorce kulturowe które są siłą mediów krzewione w Europie czy w USA należą do przeszłości. Przyszłość to wzorce kulturowe, które dotrą do nas z Azji. Teraz tego jeszcze nie widać, ale za 10-20 lat takie stwierdzenie będzie dla wszystkich oczywiste. Dlatego w polskich szkołach zamiast nauki niemieckiego lub francuskiego powinien być mandaryński, a dzieci i studenci powinny częściej jeździć na wymiany do Azji niż do Europy. Mój 17-letni pierworodny właśnie wrócił z dwutygodniowego pobytu w Indiach w ramach wymiany szkolnej, gdzie mieszkał u tamtejszej rodziny. Wywarło to na nim olbrzymie wrażenie, zobaczył że modlą się codziennie, że mają tradycyjny model rodziny, że są bardzo uduchowieni. Że lokalna społeczność jest bardzo ważna.
Pewno niektórzy czytelnicy bloga zastanawiają się po co to napisałem, narażając się na zarzuty bycia odbytofobem, zgodnie z punktem szóstym podręcznika wspomnianym powyżej. Ale zwyczajnie jestem zbulwersowany tym, co widzę na co dzień w mediach. Człowiek o tradycyjnych poglądach, którego wkurza, że na pytanie o płeć w Google i na FB są trzy odpowiedzi, którego wkurza, że w każdym filmie jest miłośnik promowanego wielofuncyjnego, czasami musi odreagować. I na swoim blogu może, bo na FB od czujna policja poprawności odbytowej od razu wkroczy i zbanuje stronę.
Dobranoc państwu.

„Czwarta Tajemnica Fatimska” – John Vennari

„Czwarta Tajemnica Fatimska” – John Vennari

Pod koniec ubiegłego roku [2006] we włoskich księgarniach ukazała się książka pt “Czwarta Tajemnica Fatimska” (Il Quarto Segreto di Fatima), pióra Antonio Socci. Autor, po intensywnym zbieraniu materiałów dochodzi do wniosku, ze Watykan nie ujawnił formalnie całej treści Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej.

“Czwarta Tajemnica Fatimska”

Włoski dziennikarz twierdzi, że Trzecia Tajemnica Fatimska nie została do końca ujawniona
Sekretarz papieża Jana XXIII potwierdza istnienie dwóch tekstów Trzeciej Tajemnicy
John Vennari, redaktor naczelny pisma The Catholic Family News
Pod koniec ubiegłego roku we włoskich księgarniach ukazała się książka pt “Czwarta Tajemnica Fatimska” (Il Quarto Segreto di Fatima), pióra Antonio Socci. Autor, po intensywnym zbieraniu materiałów dochodzi do wniosku, że Watykan nie ujawnił formalnie całej treści Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej.
Znaczenie tej książki jest tym większe, że Antonio Socci jako słynny włoski dziennikarz, autor i prezenter wiadomości telewizyjnych, nie jest związany z jakąkolwiek grupą „tradycyjnych” katolików. Wręcz przeciwnie, Socci zaczął zbierać materiały do książki wierząc głęboko w to, że 26 czerwca 2000 roku Watykan ujawnił całą Trzecią Tajemnicę. Jednak w miarę zdobywania informacji, przekonywał się on coraz bardziej do tego, że Trzecia Tajemnica nie została jednak w pełni ujawniona.
Rzucone wyzwanie
  Socci we wprowadzeniu do swojej książki pisze, że tym co najbardziej go zaintrygowało był artykuł napisany przez włoskiego dziennikarza Vittorio Messori. Artykuł pt Tajemnica Fatimska i cela siostry Łucji zostały zapieczętowane, opublikowany w dniu śmierci siostry Łucji, wspomina o wielu listach „pisanych do Papieża”, które siostra Łucja zostawiła w swojej celi klasztornej. Messori pisze o tym, że watykańskie ujawnienie Tajemnicy z czerwca 2000 roku “zamiast rozwiązać zagadkę, stworzyło inną, dotyczącą interpretacji, zawartości i kompletności ujawnionego tekstu”. Słowa te wywołały lawinę pytań w głowie Antonio Socci. Dlaczego Messori, „wielki dziennikarz, bardzo precyzyjny w formułowniu opinii, najczęściej tłumaczony katolicki dziennikarz na świecie” rzucałyby cień podejrzenia na Watykan? Jak ktoś taki jak Messori, osoba tak blisko związana z watykańskim światem, skłaniałby się do stwierdzania, że oficjalna wersja Trzeciej Tajemnicy nie jest przekonywująca?
Dla Socci było to szczególnie zagadkowe, gdyż przecież pięć lat wcześniej, wtedy gdy Watykan opublikował Tajemnicę, Messori nie wyrażał żadnych zastrzeżeń co do publikacji. Teraz jednak wydawało się, że ma duże wątpliwości i wiele pytań.
Socci zaczął od uprzejmej wymiany zdań z Messorim, w której zajął stanowisko broniące pozycji Watykanu. Jednak wtedy, pisze Socci: “Uderzył mnie artykuł napisany przez młodego katolickiego pisarza, Solideo Paoloni”, wchodzący w dyskusję pomiędzy Socci a Messori.
W artykule tym, opublikowanym w piśmie tradycyjnych katolików, Paolini „podał listę argumentów przemawiających przeciwko oficjalnej wersji opublikowanej przez Watykan (wersji, która była wtedy i moją wersją).” – pisze Socci. Paolini twierdził, że Watykan cały czas nie ujawnia najważniejszej części Trzeciej Tajemnicy z uwagi, jak się wyraził „na jej wybuchową zawartość”. A wygląda na to, że Paolini nie rzuca słów na wiatr i wie co mówi: prowadził bowiem intensywne badania i jest autorem wydanej we Włoszech książki pt Nie pogardzajcie Przepowiedniami. Socci, ku swemu własnemu zdumieniu, uznał argumenty Paoliniego za godne uwagi.
Socci wyraża opinię, że kuria watykańska i media katolickie popełniły błąd ignorując wyzwanie rzucone przez tradycyjnych katolików twierdzących, że Trzecia Tajemnica nie została w pełni ujawniona. „Dla przykładu” – pisze Socci – „w książce przygotowanej przez księdza Paula Kramera  [The Devil’s Final Battle][1], będącej zbiorem prac różnych autorów, zarzuca się, że Watykan nie wysłuchał żądań Matki Boskiej Fatimskiej i stwierdza się, że ‘cena za nie podjęcie tej decyzji przez Watykan może być niezwykle wielka i będzie płacona przez całą ludzkość’”. Mówiąc w skrócie: Socci zdał sobie sprawę, że wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi i wiele spraw dotyczących Trzeciej Tajemnicy pozostaje nadal zagadką.
Bertone nie odpowiada
Obawy Socciego powiększyły się, gdy zapragnął on uzyskać odpowiedź od niektórych hierarchów watykańskich, szczególnie od kardynała Bertone, który był przecież współautorem, wraz z kardynałem Ratzingerem, wydanego 26 czerwca 2000 dokumentu „Przesłanie Fatimskie”, dotyczącego Trzeciej Tajemnicy.
Kardynał Bertone nie odpowiedział na prośbę  Socciego o udzielenie wywiadu
Socci pisze: „Próbowałem dojść do wielu znaczących osobistości w Kurii, takich jak kardynał Bertone, dzisiaj Sekretarz Stanu w Watykanie, centralna postać publikacji o Tajemnicy z 2000 roku. […] Kardynał, który przecież darzył mnie szczególnymi względami, prosząc mnie swego czasu o przeprowadzenie konferencji w swojej poprzedniej diecezji w Genua, teraz nie uważał nawet za istotne by odpowiedzieć na moją prośbę o przeprowadzenie wywiadu. Oczywiście miał do takiego potraktowania mojej prośby pełne prawo, ale taki obrót sprawy tylko powiększył moją obawę o istnienie jakichś kłopotliwych pytań, a ponad wszystko, że jest coś, coś niezwykle wielkiej wagi, co musi być utrzymywane w tajemnicy.”
Socci kończy wprowadzenie do książki słowami, że nie spodziewał się znaleźć żadnej „Enigmy kolosalnych rozmiarów” w odniesieniu do Trzeciej Tajemnicy. I nawet jeśli nie przyjął wszystkich teorii w sprawie Trzeciej Tajemnicy funkcjonujących w literaturze tradycyjnych katolików, to przyznaje, że  „w końcu musiałem się poddać” konkluzji twierdzącej, iż rzeczywiście istnieją dwa teksty Trzeciej Tajemnicy, z których jeden jeszcze nie został światu ujawniony.
“Wydaje mi się, że jest coś więcej”
Czytelnicy z pewnością pamiętają, że 13 maja 2000 roku w Fatimie, podczas beatyfikacji przez Papieża Jana Pawła II fatimskich pastuszków Hiacynty i Franciszka, kardynał Angelo Sodano, wówczas Sekretarz Stanu, oświadczył, że Trzecia Tajemnica będzie wkrótce ujawniona i odsłonił podczas tej uroczystości – jak twierdził – jej część. Kardynał Sodano oświadczył, że Trzecia Tajemnica mówi o „biskupie ubranym na biało”, który krocząc pośród zwłok męczenników „upada na ziemię jak martwy pod kulą karabinu”. [2] Kardynał Sodano kontynuował, że opis ten był przepowiednią próby zamachu na papieża Jana Pawła II w 1981 roku.
Jakkolwiek większość zgromadzonego tłumu oklaskiwała wypowiedź kardynała Sodano, niektórzy natychmiast spojrzeli na nią sceptycznie. Agencja Associated Press 13 maja 2000 roku przytoczyła wypowiedź 33-letniego portugalskiego sprzedawcy samochodów, Julio Estello, który powiedział, że: „To o czym powiedziano, wydarzyło się w przeszłości. To przecież nie jest przepowiednia. Jestem rozczarowany. Myślę, że musi być tam coś więcej.”
I rzeczywiście, wielu katolików mówiło tak samo: “Musi być Tam coś więcej.”
Wkrótce, gdy 26 czerwca 2000 roku „Wizja Przesłania” została opublikowana, dowiedzieliśmy się, iż kardynał Sodano mówiąc do zgromadzonego 13 maja tłumu w Fatimie, nie powiedział prawdy. W Tajemnicy nie ma bowiem mowy o tym, iż Papież upada „jak martwy”, ale że jest zabity.
Nawet dziennik The Washington Post zauważył tę różnicę w swoim doniesieniu z dnia 1 lipca pt „Trzecia Tajemnica pobudza do kolejnych pytań: Interpretacja Fatimskiej Tajemnicy odbiega od Przesłania” (“Third Secret Spurs More Questions: Fatima Interpretation Departs from Vision”), pisząc:
„13 maja kardynał Angelo Sodano, wysoki przedstawiciel Watykanu oświadczył o nadchodzącym ujawnieniu pieczołowicie strzeżonego tekstu. Kardynał powiedział, że Trzecia Tajemnica Fatimska nie przepowiada końca świata, jak niektórzy spekulowali, ale zamach na papieża Jana Pawła II na placu św. Piotra 13 maja 1981 roku.  Sodano wyjaśniał, że manuskrypt […] mówi o ‘biskupie ubranym na biało’, który krocząc pośród zwłok męczenników ‘upada na ziemię jak martwy pod serią kul z karabinu’. [2]
Jednak odtajniony w poniedziałek, 26 czerwca tekst nie pozostawia wątpliwości co do losu biskupa, mówiąc, że jest on ‘zabity przez grupę żołnierzy, którzy strzelali w niego  kulami i strzałami’.[3] Wszyscy przebywający z Papieżem również padają zabici: biskupi, księża, bracia zakonni, zakonnice oraz osoby świeckie. A przecież Jan Paweł II przeżył zamach z rąk pojedynczego zamachowca, Mehmet Ali Agca, i nikt z tłumu nie ucierpiał.”
Świecka gazeta The Washington Post nie powstrzymała się od szyderczego spojrzenia na kardynała Sodano, gdyż nawet dla niej było oczywiste i klarowne, że kardynał  przedstawił zafałszowany obraz Trzeciej Tajemnicy, do którego doprawił fałszywą interpretację.
Uważni katolicy natychmiast wskazali też na diametralną różnicę pomiędzy tym co Watykan ujawnił jako całkowita treść Trzeciej Tajemnicy, a tym co kardynał Ratzinger powiedział o niej w 1984 roku. W swoim słynnym wywiadzie z Vittorio Messori, kardynał Ratzinger powiedział, że Trzecia Tajemnica dotyczy „niebezpieczeństw zagrażających wierze i życiu Chrześcijan, i przez to światu. Jak również znaczenia czasów ostatecznych (novissimi)”.  Kardynał następnie wyjaśnił, że „treści zawarte w Trzeciej Tajemnicy korespondują z tym co jest przepowiedziane w Piśmie Świętym i tym co zostało podtrzymane przez wiele innych objawień Maryjnych.”
Z tego co widać, wizja Papieża zabitego przez żołnierzy, niekoniecznie odzwierciedla fakt “niebezpieczeństw zagrażających wierze”, jak równie nie koresponduje z “czasami ostatecznymi”. Ponadto, można wgłębiać się w treści innych Maryjnych objawień i nie znajdziemy żadnych odpowiedników dotyczących przepowiedni o zabitym przez grupę żołnierzy Papieżu. Tym bardziej nie ma żadnej wzmianki takiego zdarzenia w Piśmie Świętym.
Spekulacje na ten temat były wzmacniane faktem, iż wielu znanych badaczy Fatimy, takich jak ojciec Alonso czy brat Frere Michel z Bractwa Trójcy Świętej (The Holy Trinity – CRC), wywnioskowali w wyniku intensywnych badań nad tym co wcześniej zostało o Trzeciej Tajemnicy powiedziane, że jej treść dotyczy przepowiedni wielkiego kryzysu wiary w Kościele katolickim.
Eksperci wypowiadają się
Kardynał Oddi mówił o Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej, iż „Nie ma ona nic wspólnego z Gorbaczowem. [Natomiast] Najświętsza Dziewica ostrzega nas przed apostazją w Kościele.”
Zmarły w 1981 roku ojciec Joaquin Alonso, który przez 16 lat był oficjalnym archiwistą Fatimy, i który przeprowadził wiele wywiadów z siostrą Łucją, powiedział co następuje:
“Jest całkiem prawdodopodobne, że tekst zawiera bardzo konkretne odniesienia dotyczące kryzysu wiary w Kościele i zaniedbań samych pasterzy oraz wewnętrznej walki w samym Kościele i śmiertelnych zaniedbań najwyższej hierarchii […] W okresie poprzedzającym wielki Triumf Niepokalanego Serca Maryi, wydarzą się straszne rzeczy. One to stanowią treść trzeciej części Tajemnicy. Czym one są? Jeśli ‘w Portugalii dogmat wiary będzie zawsze zachowany…’, można z tego łatwo wywnioskować, że w innych częściach Kościoła te dogmaty będą niewyraźne a nawet całkowicie zatracone […]
Czy nieopublikowany tekst mówi o jakichś konkretnych okolicznościach? Jest bardzo prawdopodobne, że mówi nie tylko o realnym kryzysie wiary w Kościele w czasie tego okresu, ale – na przykład tak jak mówi sekret z La Salette – są tam bardzo konkretne odniesienia co do wewnętrznej walki katolików oraz upadku księży i osób konsekrowanych. Być może odnosi się nawet do niewypełnienia swoich obowiązków przez najwyższą hierarchię Kościoła. Żadna z tych spraw nie jest obca siostrze Łucji, która wypowiadała się na ten temat.”
Biskup Amaral, trzeci biskup Fatimy powiedział w Wiedniu, 10 września 1984 roku o Trzeciej Tajemnicy:
„Jej treść dotyczy tylko naszej wiary. Przyrównywanie Trzeciej Tajemnicy z jakimiś katastroficznymi zapowiedziami czy nuklearnym holokaustem jest deformowaniem znaczenia Przesłania. Utrata wiary na Kontynencie jest gorsza niż anihilacja narodu, a jest prawdą, że wiara w Europie stale słabnie.”
W końcu mamy słynną wypowiedź kardynała Luigi Ciappi, osobistego teologa czterech papieży, w tym papieża Jana Pawła II:
„W Trzeciej Tajemnicy zostało przepowiedziane, pomiędzy innymi sprawami, że wielka apostazja w Kościele rozpocznie się od samego szczytu.”
Katolicy mają wielkie powody aby wierzyć, że istnieje część Trzeciej Tajemnicy – drugi tekst, który dopiero czeka na ujawnienie – zawierający „wybuchową treść” dotyczącą masowej apostazji w Kościele.
„Trzymał kopertę pod światło”
Katolicy mają wielkie powody, by podejrzewać istnienie drugiego tekstu Tajemnicy, również opierając się na faktach pochodzących od biskupa Fatimy, João Pereira Venâncio.
W 1957 roku, kiedy urząd Świętego Oficjum kardynała Ottavianiego zażądał od biskupa Fatimy przesłania Trzeciej Tajemnicy do Watykanu, biskup Fatimy da Silva powierzył tę czynność biskupowi pomocniczemu Venancio. Pewnego razu gdy biskup Venancio przebywał sam w pokoju, wziął kopertę z powierzoną mu Tajemnicą Fatimską pod światło i zauważył, że wewnątrz dużej koperty biskupa znajduje się mała koperta siostry Łucji. W środku tej małej koperty umieszczona była zwykła kartka papieru z marginesami po obu stronach wielkości około ¾ centymetra. Brat Frere Michel wskazuje, że biskup Venancio „zadał sobie trud zanotowania wszystkich rozmiarów” i właśnie z tego przekazu znany jest fakt, że końcowa Tajemnica została napisana na małej kartce papieru i zawierała około 25 do 30 linijek.
Jednak opublikowana przez Watykan 26 czerwca 2000 roku Trzecia Tajemnica napisana została przez siostrę Łucję na czterech kartkach papieru i zawierała 62 linijki. Zatem również i w tym przypadku mamy dowód na to, że istnieją dwa różne teksty Trzeciej Tajemnicy. Zeszłego lata zostało to potwierdzone w nadzwyczajny sposób.
“Nawet jeśli wiedziałbym coś więcej na ten temat”
Arcybiskup Capovilla przyznaje, że istnieją dwa teksty Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej
Antonio Socci skontaktował się zatem z młodym dziennikarzem Salideo Paolini, tym samym którego publikacja sprowokowała Socciego do głębszego badania zagadnienia. Paolini przekazał Socciemu wyniki swoich wcześniejszych badań nad Trzecią Tajemnicą, w tym te, które powstały z udziałem byłego sekretarza papieża Jana XXIII, arcybiskupa Loris Francesco Capovilla.
W tym momencie pozwolę sobie aby bardzo dokładnie przekazać wypadki zanotowane chronologicznie w książce Socciego.
Solideo Paolini odwiedził arcybiskupa Capovilla 5 czerwca 2006 roku w rezydencji arcybiskupiej w Sotto il Monta. Po wstępnej rozmowie, Paolini przedstawił abp. Capovilla powód swojej wizyty. “Ponieważ jest Arcybiskup pierwszym źródłem informacji” – powiedział Paolini – “pozwolę sobie zadać kilka pytań”, szczególnie dotyczących Trzeciej Tajemnicy. Arcybiskup początkowo odpowiedział: “Nie, aby uniknąć nieporozumień wynikających z tego, że [Tajemnica] została już ujawniona oficjalnie, zastosowuję się do tego co zostało powiedziane.” Dodał jednak, że: „Nawet gdybym wiedział o tym coś więcej, musimy przyjąć to co zostało powiedziane w oficjalnych dokumentach.”
To niesamowite przyznanie arcybiskupa daje pewien dziwny posmak i ukazuje sposób działania machiny watykańskiej. Oto Watykan przedstawił ostateczne i “oficjalne stanowisko” na temat Trzeciej Tajemnicy, a emerytowany watykański hieracha utrzymuje, że musi zastosować się do oficjalnych dokumentów “nawet gdyby wiedział coś więcej na ten temat”. Tak sformułowana odpowiedź ukazała Paoliniemu pewną metodę działania i uchyliła zasłonę: była znakiem danym przez Arcybiskupa, który chciał powiedzieć: “Tak, wiem nieco więcej”.
Po tym stwierdzeniu, Arcybiskup uśmiechnął się i powiedział: “Proszę napisać do mnie pytania, a ja na nie odpowiem.” Powiedział też, że przeszuka pozostałą część swoich prywatnych dokumentów, gdyż już praktycznie wszystko co miał przekazał do muzeum. Po czym dodał: “Wyślę coś Panu, może jakieś zdanie. Proszę tylko napisać do mnie i czekać.”
“Zdanie?” – pomyślał sobie Paolini. Co miał arcybiskup na myśli mówiąc “Wyślę Panu zdanie”?
Trzy dni później Paolini wysłał arcybiskupowi Capovilla list z pytaniami, a 18 czerwca otrzymał paczuszkę od arcybiskupa, zawierającą odpowiedzi na zadane pytania oraz dokumenty z jego prywatnych zbiorów.
Paolini pisze w książce: “Razem z moimi pytaniami dotyczącymi istnienia nieopublikowanego tekstu Trzeciej Tajemnicy, którego istnienie jest wysoce prawdopodobne z uwagi na masę poszlak, Monsignior Capovilla (który, jak wiadomo czytał Trzecią Tajemnicę) napisał dosłownie: ‘Nic nie wiem.’ [ang. I know nothing]”.
Paolini  był całkowicie zaskoczony uzyskaną odpowiedzią. Przecież arcybiskup Capovilla czytał Trzecią Tajemnicę, znał jej treść i mógł napisać jednoznacznie, że cała Trzecia Tajemnica została ujawniona w 2000 roku i nie ma nic więcej do ujawnienia, a jednak wybrał on inny sposób odpowiedzi, mówiąc: “Nic nie wiem.”
Paolini twierdzi, że ten sposób odpowiedzi “ironicznie dawał do zrozumienia o swego rodzaju mafijnym prawie milczenia, o ‘omertà siciliani’.
Jednak nie kończyło to serii zaskoczeń. Przesyłka nadesłana przez arcybiskupa Capovilla zawierała oficjalne dokumenty oraz małą kartkę z autografem, o następującej treści:
“14 czerwca 2006
Drogi Solideo Paolini,
Przesyłam Panu kilka dokumentów z mojego archiwum. Sugeruję Panu aby nabył Pan broszurę pt “Przesłanie Fatimskie”, wydaną przez Kongregację Nauki Wiary w roku 2000.
Wiele Błogosławieństw,
Loris Capovilla”
Paolini nie mógł wyjść ze zdumienia: Cóż to za dziwna sugestia? Przecież arcybiskup Capovilla musiał zdawać sobie sprawę, iż Paolini prowadzący szczegółowe badania nad Trzecią Tajemnicą, posiada już wydany 26 czerwca 2000 roku oficjalny document watykański. Według Paoloniego, nie ulegało wątpliwości, że jest to jeszcze jedna wskazówka dana przez arcybiskupa. Wyglądało na to, że Capovilla chce powiedzieć: “Przeczytaj dokument wydany 26 czerwca raz jeszcze, ale tym razem, w świetle dokumentów, które przesłałem ci!”
I rzeczywiście: Paoloni znalazł coś wybuchowego w przesyłce!
“Porównując broszurę opublikowaną przez Watykan z archiwalnymi dokumentami, które sekretarz papieża Jana XXIII przesłał mi” – pisze Paolini – “bardzo znacząca sprzeczność rzuciła się w natychmiast oczy. Otóż wynika z nich, że papież Paweł VI przeczytał Tajemnicę po południu dnia 27 czerwca 1963 roku, co jest potwierdzone oficjalną pieczęcią, a dokument watykański wydany 26 czerwca 2000 roku mówi, że: “Papież Paweł VI przeczytał treść dnia 27 marca 1965 roku i przesłał kopertę do archiwum Sant’Uffizio, z decyzją aby nie publikować tekstu.
Mamy zatem znaczącą różnicę dat: oficjalny dokument watykański, przesłany przez arcybiskupa Capovilla mówi, że papież Paweł VI czytał Tajemnicę 27 czerwca 1963 roku, a oficjalny document watykański z 26 czerwca 2000 roku twierdzi, że ten sam papież czytał Tajemnicę 27 marca 1965 roku.
Paolini natychmiast zadzwonił do arcybiskupa Capovilla szukając wyjaśnienia takiej rozbieżności dat. Capovilla odpowiadał nieco wymijająco, w rodzaju: “Nie mówimy przecież o Ewangelii”. Paolini natychmiast podchwycił i odpowiedział: “Tak Ekscelencjo, ale ja odnoszę się do oficjalnie napisanego tekstu watykańskiego, który jasno stwierdza, że opiera się na innych archiwalnych dokumentach”, na co Monsignior Capovilla odpowiedział: “No to w takim razie może zestaw Bertoniego [czyli document z dnia 26 czerwca 2000 roku] nie jest tym samym zestawem co Capovilla’ego.”
W tym momencie w głowie Paoliniego zapaliło się światełko i zadał zasadnicze, decydujące pytanie: “Zatem obie daty są prawdziwe, ponieważ istnieją dwa teksty Trzeciej Tajemnicy?”
Po krótkiej przerwie, arcybiskup Capovilla odpowiedział: “dokładnie tak!”.
Ten czarno-na-białym dowód, opublikowany po raz pierwszy w książce Socciego, jest pierwszym przyznaniem się przedstawiciela Watykanu (aczkolwiek emerytowanego), że istnieje, mówiąc słowami Socciego: “Czwarta Tajemnica Fatimska, albo lepiej to ujmując: druga część Trzeciej Tajemnicy, najwyraźniej będąca kontynuacją słów Najświętszej Panny po słynnym ‘etc’, część która nie została jeszcze ujawniona.”
Ci katolicy, którzy w ciągu ostatnich sześciu lat byli ośmieszani i pogardzani, gdyż utrzymywali że Watykan nie ujawnił całej treści Trzeciej Tajemnicy i twierdzili, że istnieją dwa teksty Tajemnicy, w świetle publikacji książki Socciego Czwarta Tajemnica Fatimskadoczekali się rehabilitacji.
Kolejna rozbieżność: “Wyrażone w dialekcie portugalskim”
W tym samym rozdziale książki, Socci odnosi się do innego aspektu zagadki dwóch różnych tekstów Tajemnicy. Jedna z bardziej rzucających się w oczy polega na użyciu w tekście “wyrażenia w dialekcie portugalskim”, które spisana Tajemnica ma zawierać.
Socci wskazuje na to co powiedział kardynał Ottaviani, iż podczas gdy papież Jan XXIII otworzył kopertę zawierającą Tajemnicę i przeczytał ją, zrozumiał ją całkowicie, pomimo tego, że tekst napisany był w języku portugalskim. Z drugiej strony, brat Frere Michel, autor serii książek Cała prawda o Fatimie, wskazuje na to, że Papież poprosił Monsignior Tavares aby pomógł mu w przetłumaczeniu portugalskiego wyrażenia. Arcybiskup Capovilla również potwierdza, że ponieważ tekst zawierał wyrażenia napisane w dialekcie języka portugalskiego, “pewien ksiądz,  imieniem Msgr Tavares został wezwany”.
Socci usilnie twierdzi, że różnica w datach może być zrozumiana tylko jeśli weźmie się pod uwagę możliwość istnienia dwóch tekstów Tajemnicy: jednego tektu, który mógł być odczytany i zrozumiany przez papieża Jana XXIII bez pomocy Msgr Tavares, oraz drugiego, który wymagał takiej pomocy.
Socci potwierdził swą teorię konsultując się z Mariagrazio Russo, ekspertem języka portugalskiego, która prowadziła szczegółowe analizy opublikowanego przez Watykan w 2000 roku dokumentu “Wizja Przesłania”.
Russo nie tylko wskazała na wiele niedokładności w oficjalnym tłumaczeniu 4-stronicowego portugalskiego tekstu siostry Łucji – co jest zadziwiające biorąc pod uwagę ciężar gatunkowy tego watykańskiego dokumentu – ale nie znalazła w tekście żadnych regionalnych czy też „dialektycznych zwrotów”.  To wszystko może oznaczać, że tekst ujawaniony przez Watykan, różni się od tekstu czytanego przez papieża Jana XXIII. Ten dokument bowiem zawierał takowe „dialektyczne zwroty”, dla których zrozumienia należało skorzystać z portugalskiego tłumacza.
Jak mogło się to wydarzyć?
Socci buduje następnie hipotetyczną wersję tego co wydarzyło się w roku 2000. Gdy Jan Paweł II zdecydował się na ujawnienie Trzeciej Tajemnicy, rozpoczęła się w Watykanie walka przeciwdziałająca tej decyzji. Socci zakłada, że Jan Paweł II wraz z kardynałem Ratzingerem chcieli odtajnienia Tajemnicy w całości, ale kardynał Sodano, wówczas Sekretarz Stanu przeciwstawił się zamierzeniu. Zdając sobie sprawę, że siła Sekretariatu Stanu jest ogromna, osiągnięto kompromis, który niestety nie ukazuje żadnego z uczestników tych zdarzeń w najlepszym świetle.
Wizja „biskupa ubranego na biało”, będąca 4-stronicową wizją napisaną przez siostrę Łucję, została początkowo ujawniona przez kardynała Sodano, który jednak dokonał absurdalnej interpretacji przepowiedni jako próby zamachu na papieża Jana Pawła II w 1981 roku.
W tym samym czasie, podczas ceremonii beatyfikacyjnej Hiacynty i Franciszka 13 maja 2000 roku, papież Jan Paweł II miał „ujawnić” drugą część Tajemnicy – tę najbardziej przerażającą – w wygłoszonym kazaniu. Miał on uczynić to jednak w sposóbniebezpośredni. I właśnie podczas kazania, Jan Paweł II przytoczył słowa z Apokalipsy św. Jana „I inny znak się ukazał na niebie: Oto wielki Smok barwy ognia” (Ap 12:3). Słowa te przytoczone w Pierwszym Czytaniu, mówią o wielkiej walce pomiędzy Dobrem a Złem i pokazują nam, że Człowiek nie może osiągnąć szczęścia gdy odstawi Boga na bok, że Człowiek skończy niszcząc samego siebie. Przesłanie Fatimskie jest właśnie wezwaniem do nawrócenia się i ostrzega ludzkość, by odcięła się od Smoka, którego „ogon […] zmiata trzecią część gwiazd nieba: i rzucił je na ziemię.” (Ap 12:4).
Ojcowie Kościoła zawsze interpretowali i zestawiali gwiazdy niebieskie z duchowieństwem, a gwiazdy strącone ogonem Smoka, oznaczają wielką liczbę osób konsekrowanych, które dostaną się pod wpływy Szatana. W ten sposób papież Jan Paweł II próbował wyjaśnić Trzecią Tajemnicę, która przepowiada wielką apostazję w Kościele.
W wyniku tego zabiegu „ujawnienia” Tajemnicy, Watykan, a nawet sam papież nie mógłby być oskarżony o kłamstwo w bezpośrednim pytaniu: „Czy Trzecia Tajemnica została całkowicie odtajniona?”, gdyż odpowiedź brzmiała: „Tak, była całkowicie odtajniona.”
Oczywiście niektórzy postrzegają tę hipotezę wydarzeń jako zbyt daleko idącą i oponują mówiąc, że przecież ludzie normalnie w ten sposób nie postępują. Ja jednak widzę taką możliwość jako bardzo przekonywującą.
Po pierwsze, mamy niedawne oświadczenie biskupa Williamsona z Bractwa św. Piusa X, który przekazał nam to co powiedział mu pewien znajomy ksiądz z Austrii. Otóż podczas spotkania tego znajomego księdza z kardynałem Ratzingerem, kardynał wyznał, że dwie rzeczy stale ciążą mu na sumieniu. Jedna, to niewłaściwe potraktowanie Trzeciej Tajemnicy w dniu 26 czerwca 2000 roku, a druga to niewłaściwe potraktowanie arcybiskupa Lefebvre. Kardynał Ratzinger miał powiedzieć w sprawie arcybiskupa Lefebvre: „Zawiodłem”, a w sprawie Fatimy: „Moje ręce były związane”. Hipoteza wysunięta przez Socciego wspierana jest właśnie przez wypowiedź kardynała Ratzingera o tym, że nie mógł on działać swobodnie, że „miał związane ręce”.
Po drugie, ktokolwiek mający pojęcie o stosunkach panujących w watykańskiej Romanita, nie ma trudności z akceptacją możliwości takiej hipotezy.
Watykan jest rzymską biurokracją od czasu Charlemagne. Bywa pełna taktu i roztropną, ale również jest i pełna pokrętnego działania i przebiegłości. Romanita jest władzą szczególnego rodzaju, władzą która osiągnęła mistrzostwo w niedopowiedzeniach. Jest bardzo biegła w sztuce wycofywania się w sytuacjach kłopotliwych, osiagnęła mistrzostwo w nie potwierdzaniu jak i nie zaprzeczaniu, odpowiada na pytania zadając własne pytania, z rozbrajającą gracją umie uchylać się od odpowiedzi.
Jako, że żyjemy w okresie, w którym “poprzez szczeliny, dym Szatana wtargnął do świątyni Boga”, musimy z bólem przyznać, że posoborowy Watykan w wielu przypadkach już dawno zrezygnował z Ewangelicznego przesłania, by „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie” (Mt 5:37). Właśnie między innymi z tego powodu znane tradycjonalistyczne pismo wydawane we Włoszech, przyjęło tytuł: Si Si No No, czyli Tak Tak – Nie Nie, gdyż uzyskanie prostego Tak lub Nie od dzisiejszych przedstawicieli Watykanu, jest niemal niemożliwe do zrealizowania. Mogą to potwierdzić choćby te dwa poniższe przypadki.
W czasie gdy papież Jan Paweł II dokonywał 12 marca 2000 roku oficjalnych “Papieskich przeprosin”, będących częścią całorocznych uroczystości Milenijnych, zwrócił się on do kardynała Ratzingera o przygotowanie obrony teologicznej programu „Przeprosin”, jako oficjalnego stanowiska Kongregacji Nauki Wiary. Pomimo tego, iż wiadomo że kardynał Ratzinger jest progresistą, nie zatwierdził on programu apologii papieskich, jakkolwiek dokonał tego w dość interesujący sposób. Jak twierdzi watykański dziennikarz Sandro Magister, który jest przecież jednym z najbardziej „pro-Ratzinger’owskich” dziennikarzy w Rzymie, kardynał Ratzinger opracował solidne i precyzyjne argumenty przeciw programowi apologii, a następnie dobudował on do tych argumentów jałowe odpowiedzi. W taki to sposób kardynał chciał pokazać, aczkolwiek nie bezpośrednio, że papieski program Przeprosin, nie może być teologicznie obroniony.
Mimo tego, nie ośmielił się on powiedzieć tego otwarcie. Jakkolwiek nikt tak naprawdę nie wie czy rzeczywiście taka była intencja Kardynała, to jednak to co katolicy otrzymali, czyli dokument „Pamięć i Pojednanie”, był jednym z najbardziej nieprecyzyjnych i najsłabszych doktrynalnie dokumentów jakie kiedykolwiek wydał posoborowy Watykan – miał postać jakby majaków chorego. A przecież dokument ten wyszedł spod ręki hierarchy odpowiedzialnego za integralność doktryny Kościoła.
Przykład ten pokazuje sposób działania aparatu watykańskiego. W imię posłuszeństwa ponad wszystko, a przynajmniej w imię kompromisu z posłuszeństwem, kardynał Ratzinger opublikował dokument zawierający elementy doktrynalne, którym zwiódł miliony katolików na świecie. Mamy również i inny smutny przykład braku integralności dzisiejszego Watykanu, przykład którego sam doświadczyłem.
Bądź posłuszny ponad wszystko!
Wiele lat temu, pod koniec lat osiemdziesiątych udzielałem się w grupie katolików pragnących przywrócenia Mszy Trydenckiej. W styczniu 1994 roku pojechaliśmy do Rzymu na rozmowy do biura Ecclesia Dei i jakkolwiek jeśli chodzi o „regulację” Mszy Świętej, była to strata czasu, to otrzymaliśmy nie do przecenienia lekcję co do sposobu działania aparatu watykańskiego.
W pewnym momencie naszego spotkania, ksiądz Arthur B. Caulkins z watykańskiego biuraEcclesia Dei powiedział nam, że naszym obowiązkiem jest być posłusznym!, a jeśli wydawane rozkazy są niesłuszne, wina nie spoczywa na nas, lecz spada na wydających rozkazy. Nie mogłem uwierzyć swoim uszom, ale ks. Caulkins nie żartował i mówił to bardzo poważnie.
Takie ślepe posłuszeństwo, teraz wspierane przez wysokiego przedstawiciela Watykanu, oznacza że katoliccy duchowni, zakonnicy, a nawet przedstawiciele Watykanu, gdy będą wydawali rozkazy szkodliwe dla Wiary i szkodliwe dla duszy wiernych, to wierni będą mogli sobie powiedzieć, że nie ponoszą żadnej osobistej odpowiedzialności, ponieważ przecież „Ja tylko wykonywałem rozkazy” i „To jest wina mojego przełożonego, nie moja”.
Tak, nowa Msza Novus Ordo, ministrantki, Komunia św. udzielana na rękę, muzyka rockowa na Światowych Dniach Młodzieży, pan-religijna działalność z poganami – te wszystkie okropności były właśnie wdrażane w imię „posłuszeństwa”, które jednak nie było wcale posłuszeństwem, lecz tchórzostwem i służalczością.
Jeśli dzisiejszy Watykan działa według tej zasady, która jest perwersyjną odmianą synowskiego oddania katolików wobec swoich duchownych pasterzy, to nie należy się dziwić, że takie anomalie i inne nadużycia są powszechne wśród dzisiejszych katolików. Pomaga również zrozumieć przedstawioną przez Socciego hipotezę, kompromisowego, częściowego ujawnienia Trzeciej Tajemnicy.
Opinie prasy
Książka Socciego zawiera tak dużo elementów, że nie sposób zająć się nimi wszystkimi tutaj. Mówi on np. o tym, że papieże Jan XXIII i Paweł VI odnosili się do siostry Łucji z lekką pogardą. Wspomina o fakcie, iż zatajona część Trzeciej Tajemnicy przewiduje głęboki, śmiertelny kryzys wiary i prawdopodobnie zawiera ostrzeżenia dotyczące negatywnych owoców Soboru Watykańskiego II. Pisze też o absurdalnym wywiadzie przeprowadzonym bez świadków przez ówczesnego arcybiskupa Bertone z siostrą Łucją, który miał mieć miejsce 17 listopada 2001 roku, a podczas którego siostra Łucja miała zgodzić się we wszystkim co watykański dokument z 26 czerwca mówił. Zgodzić się nawet z tym fragmentami dokumentu, które burzą podstawowe wartości Fatimy, co zauważyło nawet laickie pismo The Los Angeles Times w artykule pt „Watykański czołowy teolog delikatnie pomniejsza kult Fatimy”.
Socci pisze również, że nieopublikowana treść Trzeciej Tajemnicy najprawdopodobnie zawiera ostrzeżenia mającej nadejść jakiejś katastrofy naturalnej.
Jeśli chodzi o konsekrację Rosji, Socci twierdzi, że nie została ona dotychczas przeprowadzona. Można to łatwo sprawdzić patrząc na dekadencki stan dzisiejszej Rosji i oczywiście nie można nie zgodzić się ze zdroworozsądkowym podejściem Socciego. Tylko najbardziej umysłowo ociężali publicyści mogą dalej twierdzić, że dzisiejsza Rosja z plagą aborcji, rozwodów, szerzących się kultów, homoseksualizmu, jest wynikiem Zawierzenia i zbiera owoce Triumfu Niepokalanego Serca.
Oczywiście w tej 255-stronicowej książce znajdziemy dużo więcej materiałów. Jako że została ona wydana przez wielki dom wydawniczy we Włoszech, możliwe że doczeka się przez to szerszego odbioru i wywoła szersze komentarze. Do tej pory książkę recenzowały główne pisma włoskie (il Corriere della Sera, La StampaLibero i Il Giornale) i wywołała ona zamieszanie w kręgach watykańskich. Chcielibyśmy, by jak najszybciej doczekała się ona tłumaczenia na język angielski i inne główne języki.
Tłumaczenie: Lech Maziakowski
PRZYPISY Tłumacza:
  1. Father Paul Kramer, B.Ph., S.T.B., M.Div., S.T.L. The Devil’s Final Battle 
    http://www.devilsfinalbattle.com/preface.htm
  2. Zwracam uwagę na budzące wielkie zastrzeżenia tłumaczenie wypowiedzi kardynała Sodano na język polski. Proszę porównać zaznaczone tłustym drukiem części tekstu w różnych językach, z tłumaczeniem na język polski. Użyta w innych językach liczba mnoga (zob. poniżej tłumaczenia w języku angielskim, hiszpańskim, włoskim i francuskim), została zastąpiona w języku polskim liczbą pojedynczą („kule karabinów” vs „kula karabinu”). Czy to tylko niezręczność w tłumaczeniu czy też nierzetelność tłumacza, celowo wprowadzająca Czytelnika w błąd?
    • As he makes his way with great effort towards the Cross amid the corpses of those who were martyred (Bishops, priests, men and women religious and many lay persons), he too falls to the ground, apparently dead, under a burst of gunfire.
    • Também Ele, caminhando penosamente para a Cruz por entre os cadáveres dos martirizados (bispos, sacerdotes, religiosos, religiosas e váris pessoas seculares), cai por terra como morto sob os tiros de uma arma de fogo.
    • Anch’Egli, camminando faticosamente verso la Croce tra i cadaveri dei martirizzati (vescovi, sacerdoti, religiosi, religiose e numerosi laici) cade a terra come morto, sotto i colpi di arma da fuoco.
    • Lui aussi, marchant péniblement vers la Croix parmi les cadavres des personnes martyrisées (évęques, prętres, religieux, religieuses et nombreux laďcs), tombe ŕ terre comme mort, sous les coups d’une arme ŕ feu.
    • “Zgodnie z interpretacją pastuszków, interpretacją potwierdzoną niedawno przez siostrę Łucję, „Biskup ubrany na biało”, który się modli za wszystkich wierzących to Papież. On również, krocząc z trudnością ku Krzyżowi, pośród zwłok umęczonych ludzi (biskupów, kapłanów, zakonników, zakonnic i licznych ludzi świeckich) upada na ziemię jak martwy pod kulą karabinu.”
    • Dokładne brzmienie w opublikowanej przez Watykan wersji: “ugodzili go pociskami z broni palnej i strzałami z łuku”.
    Polski przekład pochodzi ze strony internetowej:http://www.voxdomini.com.pl/inne/sekret.htm
Taken from the January, 2007 Edition of:
Catholic Family News
MPO Box 743 Niagara Falls, NY 14302
905-871-6292  cfnjv@localnet.com
Original Title :“The Fourth Secret of Fatima”. Mainstream Italian Author Argues
Third Secret of Fatima Not Entirely Revealed. Secretary of Pope John XXIII Admits There Are Two Texts.