piątek, 26 lutego 2016

Stanisław Michalkiewicz - Zaklęte rewiry


Felieton    tygodnik „Najwyższy Czas!”    26 lutego 2016
Brudną i mokrą swą robotą przecież parają się nie po to, by takie odnieść stąd korzyści, że obłąkańczy sen się ziści” - zauważał poeta, pisząc o ubekach w słynnym poemacie „Towarzysz Szmaciak” - i dodawał, że „Szmaciak chce władzy nie dla śmichu lecz dla bogactwa, dla przepychu, chce mieć tytuły forsę, włości...”. Toteż nic dziwnego, że mimo sławnej transformacji ustrojowej, nasz nieszczęśliwy kraj pozostał pod okupacją RAZWIEDUPR-a, który na swój obraz i podobieństwo przekształcił kolejną postać polskiej państwowości, czyli III Rzeczpospolitą, w organizację przestępczą o charakterze zbrojnym. Najtwardszym jądrem tej organizacji jest oczywiście RAZWIEDUPR, który – w zależności od etapu – przepoczwarza się w różne formy, ale w każdej zachowuje tożsamość, na podobieństwo owada. On też – czy to w postaci larwy, czy poczwarki, czy uskrzydlonej postaci dorosłej, jest tym samym insektem. Zatem i RAZWIEDUPR, raz przybiera postać Informacji Wojskowej, innym razem – Wojskowej Służby Wewnętrznej, Wojskowych Służb Informacyjnych, czy przez pączkowanie rozmnaża się w jakieś wielokrotności – ale niezależnie od aktualnej postaci („jakże piękna kolonela postać, que je voudrais żoną jego zostać”) pozostaje okupantem naszego nieszczęśliwego kraju – i nie zawaha się przez niczym, łącznie ze zdradą stanu, by ten status okupanta zachować. Akurat teraz możemy to obserwować bystrym wzrokiem naturalisty, „który przegląda wykopane w błocie i gatunkuje i nazywa glisty”, jak RAZWIEDUPR, próbując wysadzić w powietrze aktualny rząd, podejrzewany przezeń o bezbożny zamiar pozbawienia go korzyści z okupacji naszego nieszczęśliwego kraju, wzorem Archimedesa, co to odgrażał się, że mając punkt oparcia może nawet ruszyć z posad Ziemię - poszukuje punktu oparcia, już to u Niemców, już to u Żydów – a teraz nawet, za pośrednictwem agentury w postaci Komitetu Obrony Demokracji, usiłuje w charakterze detonatora miny użyć rządu Stanów Zjednoczonych.
Ale oprócz tego najtwardszego jądra w postaci RAZWIEDUPR-a, mamy również jądra nieco mniej twarde, w postaci innych agend organizacji przestępczej o charakterze zbrojnym, które tworzą tak zwany „aparat”, a więc – niezależnej prokuratury, niezawisłych sądów, no i oczywiście – policji ojczystej. Powiadają, że wystarczy podnieść kamień, by zobaczyć kłębiące się pod nim robactwo. Znakomitą ilustracją trafności tego spostrzeżenia, jak i potwierdzeniem powagi sytuacji, jest afera z Komendantem Głównym Policji, panem inspektorem Zbigniewem Majem. Pełnił on tę funkcję zaledwie dwa miesiące – aż do rezygnacji, która prawdopodobnie uprzedziła dymisję. Na „dzieńdobry” zaprezentował dziennikarzom gabinet swego poprzednika, wyposażony w różne zbytki kosztem 3 milionów złotych – ale to jeszcze nic w porównaniu z tym, że „potwierdził” iż za rządów PO policja inwigilowała dziennikarzy. Czy taki był warunek objęcia przezeń tego stanowiska, czy też próbował w ten sposób odwdzięczyć się za nominację – to nieważne, bo ważniejsze, że riposta pojawiła się niemal natychmiast. „Choćby cię smażono w smole, nie mów, co się dzieje w szkole” - głosiło zbawienne pouczenie, popularne za moich czasów. W szkole – a cóż dopiero – w policji, gdzie zdarzają się rzeczy, o których nie tylko w szkołach, ale nawet u wajchowych nie słyszano. („U nas, wajchowych, różne rzeczy się zdarzają” - pisał Sławomir Mrożek).
Zatem zaraz się okazało, że pan inspektor Maj nie tylko zgromadził majątek wart ponad trzy miliony złotych, ale w dodatku okazało się, że do niezależnej prokuratury przez cały czas napływały informacje, „rzucające cień” na nowego komendanta. Doniósł na niego nawet jego własny, rodzony konfident – a wszystkie te donosy zostały zebrane „w jedno śledztwo”, które niezależnej prokuraturze w Łodzi – tej samej, do której jeden przez drugiego zgłaszali się złodzieje samochodów, niezależnie od siebie przyznający się do zabójstwa generała Papały, aż – jak powiadają na mieście – sam niezależny prokurator, zaskoczony taką gorliwością, musiał ich mitygować: panowie, nie wszyscy naraz; przyznawać mi się po kolei, porządek musi być! Pan inspektor Maj składając rezygnację, bez specjalnego zaskoczenia powiedział , że skoro „dotknął układów”, to „został zaatakowany”. I tak pewnie jest, bo któż może takie rzeczy wiedzieć lepiej od pana inspektora? Skoro on tak mówi, to nie wypada zaprzeczać, nawet jeśli majątek przezeń zgromadzony nie da się porównać z tym, co mógł uciułać sobie pan generał Gromosław Czempiński.
Warto przypomnieć, że po aresztowaniu wiosną 2008 roku potomka porządnej, ubeckiej rodziny, szwajcarskiego finansisty Petera Vogla, który tak naprawdę nazywał się Piotr Filipczyński i pod koniec lat 70-tych, za morderstwo ze szczególnym okrucieństwem skazany został na 25 lat więzienia, w niezależnych mediach głównego nurtu ukazała się seria publikacji, jak to niebezpiecznie jest w polskich więzieniach, jak to lokatorzy cel monitorowanych 24 godziny na dobę, wieszają się na własnych skarpetkach i nawet sami nie wiedzą kiedy, słowem – Vogel dostał poważne ostrzeżenie, żeby trzymać język za zębami. Zwraca uwagę, że w przekazaniu tego ostrzeżenia uczestniczyły niezależne media głównego nurtu – a przecież to nie jedyny, ani najważniejszy przykład czynności usługowych, wykonywanych przez nie na rzecz macierzystego RAZWIEDUPR-a.
Pan Vogel rzeczywiście długo milczał, ale gdy nikt nie przychodził mu w sukurs, zaczął jednak chlapać i podobnież wychlapał, że ze szwajcarskiego konta generałowi Czempińskiemu jakiś Turek ukradł milion dolarów, a pan generał nawet tego nie zauważył. W te tajne zeznania jakaś Schwein wetknęła nos dziennikarzowi śledczemu z dziennika „Dziennik”, a na widok takiego bezceremonialnego ujawniania państwowych tajemnic, zdrowe siły („na szczęście były w partii siły, co kres tej orgii położyły”) podjęły decyzję o odpaleniu „afery hazardowej”, której – jak się potem okazało - wcale „nie było” - ale premieru Tusku postawiono szlaban na prezydenturę, w następstwie czego Nasza Złota Pani musiała obmyślić dla niego jakąś inną karierę. Więc te trzy miliony złotych uciułanych przez pana inspektora Maja, nie wytrzymują porównania w majątkiem uciułanym przez pana generała Czempińskiego – no ale policja, to tylko policja, podczas gdy RAZWIEDUPR wśród bezpieczniaków może się uważać za prawdziwą arystokrację.
Premier, nie kefir, żeby był dwudniowy” naigrawano się przedwojennych kabaretach - toteż najkrócej urzędujący premier wytrzymał jednak aż cztery dni – czego nie można powiedzieć o panu Mariuszu Kamińskim, który na stanowisku szefa Polskiego Holdingu Obronnego nie wytrwał nawet dwóch dni. Ciekawe, jakich to układów on musiał dotknąć i dlaczego to dotkniecie tak boleśnie go poraziło. Skoro mowa o „obronności” to wiadomo, że to zaklęte rewiry RAZWIEDUPR-a, który tego żerowiska najwyraźniej broni bardziej, niż niepodległości – bo po co dzisiaj komu niepodległość?
Stanisław Michalkiewicz

wtorek, 23 lutego 2016

LISTA ŻYDÓW W POLSCE


Niniejszy wstrząsający dla Polaków materiał jest prawdziwy.
Pochodzenie i przynależnosc tożsamościowa wymienionych tu osób jest udokumentowana danymi z tajnej kartoteki ludności Polski, za której udostępnienie dziękujemy odważnym Polakom. Dziękujemy także wszystkim Polakom potwierdzającym te dane.
Ścisłość danych kartoteki o osobach pochodzenia żydowskiego wynika z faktu, iż od 1945 roku po dzień dzisiejszy żydzi w Polsce, z mocy ustaleń jałtańskich, stali się uprzywilejowaną warstwą rządzącą, mającą prawo do władzy i nadzwyczajnych świadczeń materialnych z tytułu strat poniesionych w czasie okupacji niemieckiej. Dlatego żydzi są zainteresowani ujawnieniem swej narodowości, oczywiście w większości przypadków poufnie, aby udawać Polaków i mieć prawo do rządzenia Polakami. Wielu z was oportunistów i ignorantów potraktuje tę listę z “przymrużeniem oka”, albo nawet oburzy się …widelec wam w oko, …poprzednie pokolenia w ten sam sposób traktowały fakty i prawdę…, i wystarczy uważnie prześledzić prawdziwą historię Polski, by dowiedzieć się jak na tym wyszli, jak skończyli… i kto ich uśmiercił i ubezwłasnowolnił.
18.054.2014.
Infonurt2: Otrzymuje krytykę tej listy, gdyż są Polacy o tych nazwiskach i czuja się pokrzywdzeni zgłaszając brak zaufania do nas.
O to właśnie Żydom także chodzi, aby skłócić Polaków co obecnie a  szczególnie w ostatnich 25 latach widać – “Wojna Polaków z Polakami”- ku radości chazarskiej “żydowskiej” hołoty. Należy wiec sprawdzić kod w PESEL.
Nie jest to ostateczność, ponieważ po odkryciu tego kodu  przez panią dr. Halinę Wróbel*, Żydzi na pewno wstawiają go teraz wielu Polakom! Należy w każdy możliwy sposób pomagać odkrywcy, dr. Halinie Wróbel,  gdyż została zaatakowana przez GW Michnika , a lokalna władza robiła jej trudności z utrzymaniem licencji na gabinet lekarski!
Pamiętajmy ze w podobny sposób zamordowali Żydzi  sp. dr.Dariusza Ratajczaka. ; a zaszczuli go “koledzy naukowcy z Uniwersytetu w Opolu”.
odkrywca kodu Żyda w PESEL-u
Kod Żyda :
czytaj dalej:

Lista żydów i osób pochodzenia żydowskiego, o oryginalnych, rodowych, izmienionych nazwiskach w Polsce:


sobota, 20 lutego 2016

Ogniska gangreny


Felieton    tygodnik „Polska Niepodległa”    20 lutego 2016
2 lutego w państwowej telewizji odbyła się debata na temat służb specjalnych, w pierwszej części opatrzona tytułem: „Co mogą służby?” Na tak postawione pytanie można odpowiedzieć dwojako: krótko i dłużej. Odpowiedź krótka jest podobna do odpowiedzi, jakiej za pierwszej komuny Antoni Słonimski udzielił wybitnemu sowieckiemu literatowi podczas przyjęcia w Pałacu Potockich w Jabłonnej. Literat ów, w dobrym już chmielu, zapytał Słonimskiego, gdzie mógłby ulżyć naturalnej potrzebie. Ten popatrzył na niego uważnie i odparł: Pan? Wszędzie! Toteż i na pytanie, co mogą służby, krótka odpowiedź brzmi: WSZYSTKO! Odpowiedź dłuższa jest w gruncie rzeczy taka sama, tyle, że bardziej rozbudowana.
Pretekstem do debaty była nowelizacja ustawy o policji, która zawiera mnóstwo skomplikowanych przepisów, którym celem jest doprowadzenie do sytuacji, w której i policyjny wilk będzie syty i owieczka praw obywatelskich – cała. Oczywiście musimy to włożyć między bajki, bo te wszystkie skomplikowane kombinacje przypominają oczyszczalnię ścieków opisaną w powieści Kurta Vonneguta „Śniadanie mistrzów”. Budowlana spółka braci gangsterów podjęła się wybudowania oczyszczalni ścieków fabryki chemicznej. W tym celu skonstruowali niezwykle skomplikowaną plątaninę rur i rurek, na której to się zapalały, to gasły różnokolorowe światełka – ale cała ta konstrukcja była jedynie atrapą, mającą zakryć prosty odcinek ukradzionej rury wodociągowej, przez którą nieoczyszczone ścieki spływały z fabryki prosto do rzeki.
Praprzyczyny tego stanu rzeczy należy doszukiwać się już w roku 1944, kiedy to Ojciec Narodów powierzył NKWD zorganizowanie atrapy państwa polskiego. Sowieccy bezpieczniacy posłużyli się w tym calu swoimi konfidentami w rodzaju Bolesława Bieruta oraz agentami drobniejszego płazu, do jakich w tym czasie należał Wojciech Jaruzelski. Polska Rzeczpospolita Ludowa miała oczywiście i prezydenta, najpierw Bolesława Bieruta, a kiedy Józef Stalin nadał atrapie konstytucję – Prezydenta Bieruta zastąpiła kolektywna Rada Państwa, w której – rzecz ciekawa – do końca życia zasiadał słynny mason Henryk Kołodziejski, szara eminencja już za sanacji – co pokazuje, że ciągłość między II Rzecząpospolitą, a PRL-em nie była do końca przerwana. Wreszcie w 1989 roku, na fali sławnej transformacji ustrojowej, Rada Państwa została rozwiązana, a prezydentem, zamiast Bolesława Bieruta został Wojciech Jaruzelski, który służąc Związkowi Radzieckiemu, dochrapał się stanowiska generała armii, a tak zwany „wolny świat” uznał tę nominację za nieomylny znak, iż komunizm w Polsce został obalony. Ale nie takie rzeczy ludzie wcześniej i później widywali, więc nie ma się czemu dziwić tym bardziej, że w roku 1981 polityczna emanacja polskojęzycznej wspólnoty rozbójniczej, czyli RAZWIEDUPR, wprowadziła stan wojenny, Polegał on między innymi na tym, że punkt ciężkości władzy definitywnie przesunął się z partii w stronę tajnych służb i już tam pozostał. Transformacja ustrojowa niewiele tu zmieniła, prawdę mówiąc – nie zmieniła niczego, co w krótkich żołnierskich słowach wyłożył Maciejowi Zalewskiemu jego rozmówca z CIA. Na pytanie, co zrobić z agentami odparł, że nic – bo oni „mieli zostać odwróceni i zostali odwróceni”. Na koniec powiedział: „tak ma być!” - no więc tak jest.
Znacznie ciekawsza była kolejna część debaty, w której wystąpił pan generał Nowek i jeszcze jeden pan generał, którego nazwiska niestety nie udało mi się zapamiętać. Pan generał Nowek zwrócił uwagę, że służby powinny być odpowiednio „zadaniowane” przez władze państwowe, bo wtedy wiedzą, co mają robić. Święte słowa - ale jakże „władze państwowe” mogą odpowiednio „zadaniować” służby, skoro one same, to znaczy – osobistości wchodzące w skład konstytucyjnych organów - same są „zadaniowane” przez swoich oficerów prowadzących, jak nie z jednej, to z innej bezpieczniackiej watahy? Oczywiście pan generał Nowek taktownie o tym nie wspomniał, ale pośrednio zwrócił na to uwagę drugi pan generał. Zauważył on mianowicie, że przygotowanie, to znaczy – wyszkolenie i przede wszystkim – odpowiednie uplasowanie agenta, wymaga niekiedy kilkudziesięciu lat pracy! Toteż kiedy uświadomimy sobie, że tyle czasu miały w naszym nieszczęśliwym kraju tylko Wojskowe Służby Informacyjne, będące kontynuacją RAZWIEDUPR-a, stanowiącego najtwardsze jadro kolejnych atrap polskiej państwowości, poczynając od PRL, aż do III Rzeczypospolitej, to już łatwo sobie odpowiedzieć, czyja agentura została odpowiednio przygotowana, wyszkolona i uplasowana we właściwych miejscach.
W tej sytuacji jasne jest, że jeśli nawet w ustawie o policji, czy innych ustawach zapisano mnóstwo gwarancji nienaruszalności praw obywatelskich, na przykład w postaci kontroli poczynań tajniaków przez niezależną prokuraturę, czy niezawisłe sądy, to nigdy nie mamy pewności, czy prokurator, albo niezawisły sędzia, nie został aby wystrugany z banana przez RAZWIEDUPR, który kontroluje go i stawia na baczność za pośrednictwem oficera prowadzącego, mającego w dodatku do dyspozycji rozmaite „haki” - bo wiadomo, że nikt nie jest bez grzechu wobec Boga, ani bez winy wobec cara. Przypominam sobie szczerą deklarację pewnego dygnitarza, dlaczego to pewien obywatel nie może objąć stanowiska, na którym wielu ludzi by go widziało – że nie ma na niego żadnego „haka” - więc chociaż to znakomita kandydatura, to nic z tego nie będzie. W podobnej sytuacji jest wielu Umiłowanych Przywódców i to nawet nie dlatego, że taka Platforma Obywatelska została – a uważam, że podobnie jak Nowoczesna pana Ryszarda Petru – utworzona przez służby, jako ich polityczna odkrywka i narzędzie okupacji naszego nieszczęśliwego kraju. To oczywiście jest ważne, ale nawet gdybyśmy nic na ten temat nie wiedzieli, to czy nie powinna wystarczyć nam okoliczność, że Umiłowani Przywódcy, mający „nadzorować” tajne służby, muszą najpierw uzyskać certyfikat dostępu do informacji niejawnych, które wydaje... Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego? Jestem pewien, że Umiłowany Przywódca nie będący konfidentem ABW, albo w ostateczności jakiejś innej bezpieczniackiej watahy takiego certyfikatu nie dostanie – nawet jeśli jakimś cudem został Umiłowanym Przywódcą. Dlatego wszelkie zabezpieczenia możemy spokojnie włożyć między bajki.
Nie byłoby może w tym nic złego, bo państwem ktoś musi rządzić i z pewnego punktu widzenia nawet lepiej, gdy robią to fachowi bezpieczniacy, a nie jacyś Zasrancen, ku własnemu zaskoczeniu wyniesieni do godności, które ich przerastają, gdyby nie fakt, że RAZWIEDUPR-owcy w drugiej połowie lat 80-tych, kiedy już było wiadomo, że Sowieci wycofają się ze Środkowej Europy, przewerbowali się, to znaczy - „zostali odwróceni” w stronę obecnych naszych sojuszników. To jednak oznacza, że służą „sojusznikom”, A NIE POLSCE – na dowód czego widzimy, jak delegacja PO z panem Schetyną odbyła pielgrzymkę do pana Martina Schulza, by go namówić na niemiecką interwencję w naszym i tak przecież wystarczająco nieszczęśliwym kraju.
Stanisław Michalkiewicz