czwartek, 30 maja 2013

Globalne ocieplenie obalone: raport NASA wskazuje, że dwutlenek węgla chłodzi atmosferę.
Ethan A. Huff, naturalnews.com
USA
2013-05-23
Nauka i technologia
Według nowych danych zebranych przez Centrum Badawcze Langley NASA praktycznie wszystko, co przekazały środowiska naukowe głównego nurtu i media na temat rzekomych szkód wyrządzanych przez gazy cieplarniane a zwłaszcza nt dwutlenku węgla jest nieprawdą. Jak się okazuje, wszystkie te, znajdujące się w atmosferze gazy cieplarniane, o których Al Gore i inni oszuści globalnego ocieplenia twierdzili, że przyczyniają się do przegrzania i zniszczenia naszej planety w rzeczywistości ją ochładzają, co wykazały najnowsze wyniki badań.

Globalny szwindel globalnego ocieplenia. Wykład Lorda Christophera Moncktona:


OGLĄDAJ DALEJ>>>

Jak donosi gazeta Principia Scientific International (PSI), Martin Młyńczak i jego koledzy z NASA śledzili emisje promieniowania podczerwonego w górnych warstwach atmosfery Ziemi w trakcie i po niedawnej słonecznej burzy, która miała miejsce między 8 a 10 marca. Odkryli, że zdecydowana większość energii uwolnionej ze słońca po ogromnej erupcji (CME) została odbita z powrotem w kosmos, nie będąc uwięzioną w niższych warstwach atmosfery ziemskiej.

W wyniku tego nastąpił ogólny efekt chłodzenia, który całkowicie zaprzecza oświadczeniom płynącym z oddziału klimatologii NASA, że gazy cieplarniane są przyczyną globalnego ocieplenia.


Jak pokazują dane z pomiarów atmosfery za pomocą Radiometrii Szerokopasmowej Emisji (ang. Broadband Emission Radiometry) (SABER), zarówno dwutlenek węgla (CO2) jak i tlenek azotu (NO), których duże ilości znajdują się w ziemskiej, górnej atmosferze odbijają energię cieplną, a nie chłoną.

"Dwutlenek węgla i tlenek azotu są naturalnymi termostatami," mówi James Russell z Uniwersytetu Hamptona, który był jednym z głównych naukowców przełomowego badania SABER. "Kiedy górne warstwy atmosfery (lub" termosfera") nagrzewa się, cząsteczki działają tak aby, jak tylko mogą, odbić z powrotem ciepło w przestrzeń kosmiczną."

Prawie całe "podgrzewające" promieniowanie generowane przez słońce jest blokowane przez CO2 by nie przeszło w niższe warstwy atmosfery.

Według danych do 95% promieniowania słonecznego jest dosłownie odbijanych z powrotem w przestrzeń kosmiczną przez CO2 i NO znajdujące się w górnej warstwie atmosfery. Bez tych, niezbędnych elementów, innymi słowy, ziemia mogła by wchłonąć potencjalnie katastrofalne ilości energii słonecznej, które doprowadziły by do stopienia polarnych pokryw lodowych i zniszczenia planety.

"To szokujące odkrycie wyraźnie zaprzecza kluczowej propozycji tzw teorii gazów cieplarnianych, która twierdzi, że więcej CO2 oznacza więcej ocieplenia na naszej planecie," napisali H. Schreuder i J. O'Sullivan dla PSI. "Nowe dane NASA obala ten pogląd, a to ogromny kłopot dla szefa klimatologii w NASA, dr Jamesa Hansena i jego zespołu z NASA GISS".

Dr Hansen, oczywiście, jest działaczem promującym globalne ocieplenie, który pomógł rozniecić histerię zmian klimatycznych w USA w 1988 roku. Tuż po premierze nowego badania SABER, Dr Hansen odszedł na emeryturę porzucając swoją karierę jako klimatologa NASA i ponoć teraz planuje przeznaczyć swój czas "na naukę", i "zwrócenie uwagi na [jej] implikacje dla młodych ludzi."


Link do oryginalnego artykułu: LINK


|  Pierwsza Globalna Rewolucja. Czyli kto wymyślił problem CO2.   |  "Naukowcy" żądają pernamentnej recesji by zatrzymać zagrożenie globalnego ocieplenia.   |  Audycja Wiadomości PrisonPlanet.pl: Problematyka globalnego ocieplenia.   |  Audycja Wiadomości PrisonPlanet.pl: Problematyka zrównoważonego rozwoju.   |  WWF wzywa do ubóstwa by uratować planetę.   |  Degrowth - cofanie rozwoju. Nowa polityka ekologicznych fanatyków.  |  Ecocide: kryminalizacja ludzkości w imię ratowania planety.   |  Eko-szaleństwo: jak dżdżownice są obwiniane za "globalne ocieplenie", a ekolodzy proponują eutanazję niedźwiedzi polarnych.  |  Fiasko ustanowienia eko-faszystowskiego rządu podczas szczytu w Durban.   |  Globalne ociep... Zima trzydziestolecia w Berlinie i śnieg w marcu.   |  Profesor bioetyki: podajmy ludności środki farmakologiczne by przyjęła "Zielony Porządek Świata".  |  Film: Ecoscience - plan globalnej eksterminacji ujawniony.  |  Ban Ki Moon deklaruje, że "model konsumpcji jest martwy", opisując świat przymusowej pracy na rzecz środowiska.   |

środa, 15 maja 2013


środa, 15, maj 2013 23:30

Polacy padli ofiarą współczesnego niewolnictwa, już nic nie da się zrobić!

Napisał Redaktor
Twoja ocena newsa!
(4 głosów)
W filmie „Matrix” maszyny zniewoliły człowieka. A obecnie jesteśmy świadkami tego, jak system administracyjno-bankowy przejmuje kontrolę nad wszystkimi aspektami życia człowieka. Jest to proces niezauważalny, a drobne i zdawałoby się niewinne zmiany umykają nam w natłoku innych pustych informacji. Oto kilka z nich.
Płatny dostęp do własnych pieniędzy

Teoretycznie jest to nieistotny i mało medialny temat. Opłata za pobranie gotówki z bankomatu banku, w którym posiadamy konto, wydaje się rzeczą niewinną, która znajdzie ochoczych zwolenników wśród bankowców. W końcu to dodatkowa usługa, oferowana w większości przypadków przez prywatny podmiot, jakim jest bank. Jednak na problem należy spojrzeć szerzej, a wtedy wprowadzenie drobnych opłat za „wygodę” okaże się preludium do czegoś większego.

Od dawna banki i pracodawcy lobbują za wprowadzeniem zasady wypłaty wynagrodzeń tylko na konto pracownika. Osoba fizyczna może jeszcze konta nie posiadać, ale większość firm nie może bez niego funkcjonować. Powoli obrót środkami płatniczymi poza systemem bankowym staje się niemożliwy, wręcz niezgodny z prawem.

Czy można uczynić krok dalej? Można nałożyć opłaty za wypłatę pieniędzy nawet w oddziale banku. Na razie jest to nielegalne, bo stosowne praktyki wpisano do rejestru klauzul abuzywnych, ale zawsze znajdzie się sposób na to, aby wprowadzić je z innego powodu. Duże sumy, zwykle powyżej 20 tys. zł, należy zgłaszać wcześniej, bo bank i tak każe to zrobić, a za nieodebranie własnej gotówki w terminie trzeba zapłacić karę.

Rząd rozważa także wprowadzenie obowiązku wypłaty emerytur z ZUS-u tylko na konto w banku. Argumenty o ciężkich torbach listonoszy stają się miałkie w sytuacji, gdy uświadomimy sobie istotę nakazu: otóż państwo zmusza pokaźną część ludzi do korzystania z prywatnych przedsiębiorstw, czyli banków. Łatwo można sobie wyobrazić, jakie produkty finansowe wymyślą banki dla nowej grupy klientów. Od ubezpieczeń, przez „produkty inwestycyjne dla wnuków”, aż po konkursy SMS-owe. Opłaty za korzystanie z usług banków nie są rzeczą złą do momentu, kiedy nie zacznie nas do nich zmuszać państwo. Wówczas staną się elementem systemu podatkowego, który nie będzie finansował dóbr publicznych, tylko dobra luksusowe swoich właścicieli.

Żyj po to, by kupić mieszkanie

To jest wybitny przykład tego, jak system zrobił wodę z mózgu całkiem sporej części społeczeństwa. Mieszkanie stało się największą wartością, praktycznie celem życia. Dziesiątki tysięcy młodych ludzi dniami i nocami analizują swoją zdolność kredytową, oferty deweloperów, finansowe korzyści różnego typu rządowych programów, prawne aspekty i koszty zakupu nieruchomości. Wszystko dlatego, że jest to produkt drogi. Jest wręcz za drogi jak na możliwości przeciętnego Polaka i to powinno być dla każdego oczywiste! Wystarczy spojrzeć na średnie zarobki w Niemczech i ceny mieszkań w tym kraju. Z tego powodu większość młodych ma tylko jedną możliwość zakupu własnego mieszkania – muszą iść do banku po kredyt.

Później czeka ich ponad 20 lat spłaty i życie w ciągłym zagrożeniu utraty pracy, z małą szansą na zmianę lokum na inne. Kredyt na mieszkanie jest jak smycz, która ogranicza mobilność młodych ludzi. Związuje go z miejscem pracy i życia dokładnie tak samo, jak kiedyś pańszczyzna przywiązywała chłopa do ziemi. Ucieczka jest bardzo trudna i obarczona ryzykiem, że jeżeli nie wywiążesz się z umowy, to konsekwencje i koszty poniesie najbliższa rodzina. Dodatkowo odpowiedzialnością za niegospodarność, ryzykiem, obarczony jest tylko klient – banku to nie dotyczy. W razie problemów finansowych zlicytuje kredytobiorcę za ułamek wartości majątku i zostawi na bruku z wciąż olbrzymim kredytem. Bank kontroluje „ognisko domowe”, bo uważa, że wszystko do niego należy. Kredyty udzielane są na cokolwiek, nie trzeba oszczędzać – wystarczy chcieć. Społeczeństwo w prosty sposób dało się zwieść na pokuszenie.

System podatkowy i przymus pracy

Podatki pożerają 70% dochodów przeciętnego Polaka. Część stanowią koszty pracy, reszta to VAT, akcyza, podatki od nieruchomości i inne opłaty. Fiskus kontroluje przepływy finansowe – praktycznie wszystkie są opodatkowane. Darowizny i akty pomocy międzyludzkiej również. Nie mogę po prostu dać pieniędzy koledze w potrzebie. Nie mogę komuś bliskiemu, ale niespokrewnionemu podarować mieszkania na własność bez podatku. Praca na czarno, czyli poza systemem podatkowym jest nielegalna, nawet jeżeli człowiek zrobi wszystko, aby nie korzystać z wszelkich możliwych dóbr publicznych.

Na razie w Polsce nie ma przymusu pracy, ale niewiele brakuje, by taki wprowadzić. Już teraz trwa debata w Brukseli, czy zagwarantować pracę młodym najpóźniej 4 miesiące po ukończeniu przez nich nauki. W systemach totalitarnych obywatele też mają dożywotnią gwarancję zatrudnienia.

Przeciętnego Polaka, czyli tego, który zarabia poniżej 2 tys. zł na rękę, stać na bardzo mało. Gdy już zapłaci ratę za mieszkanie i opłaci rachunki i żywność, to zostają mu drobne oszczędności. A te bardzo szybko topnieją, na przykład gdy popsuje mu się auto (kupione na kredyt). Innymi słowy, nie ma możliwości samodzielnego oszczędzania na emeryturę. Teoretycznie państwo robi to za niego, pobierając składkę do ZUS-u, ale emerytura będzie mu wypłacana dopiero wtedy, gdy ukończy odpowiedni wiek. Teraz jest to 67. rok życia, ale za 5 lat może trzeba będzie pracować do 70. Zatem praktycznie nikogo nie stać na luksus zrezygnowania z pracy i prowadzenia wędrownego trybu życia za uczciwie zaoszczędzone pieniądze. Zresztą taki człowiek jest określany mianem darmozjada, rentiera lub kapitalisty, który na pewno prędzej czy później trafi do więzienia. Jeśli nie za włóczęgostwo, to za oszustwa podatkowe. Sposób stary jak Al Capone.

Dług publiczny

Budżet państwa jest jak tort na weselu, ale nie dla każdego wystarczy kawałków. Politycy, żeby rządzić, muszą obiecać jak najwięcej. Jednak pieniądze nie biorą się znikąd. Aby sprostać roli gospodarza na weselu, państwo musi zaciągać kredyt, nazywany długiem publicznym. Na jego obsługę wydajemy 43 mld zł. Nie spłacamy go, tylko coraz bardziej się zadłużamy. Korzystają na tym banki i inne instytucje finansowe będące wierzycielami państwa, które czerpią dochody z odsetek płaconych przez podatników. Obecnie dług publiczny wynosi ponad 50% PKB, czyli wartości wszystkich wyprodukowanych dóbr i usług w Polsce w ciągu roku.

Żeby to spłacić, każdy Polak musiałby pracować przez ponad pół roku jak niewolnik – bez wynagrodzenia, bez żadnych zakupów, a wszystkie wytworzone dobra i usługi oddawać za darmo swoim wierzycielom. Kolejne pół roku mógłby pracować normalnie, ale też nie zarobiłby ani jednej złotówki, bo całe wynagrodzenie oddałby w formie podatków, by państwo mogło odtworzyć budżet. To nie jest informacja przesadzona – dzień wolności podatkowej, czyli moment, kiedy przestajemy pracować na państwo, a zaczynamy dla siebie, wypada mniej więcej w połowie roku. Dług publiczny w przeliczeniu na jednego Polaka od oseska do starca to ponad 20 tys. zł!


Każdy polityk, który proponuje budżet z deficytem, w rzeczywistości zaciska pętlę na szyjach obywateli. Clou programu polega na tym, że rządzący nie widzą w tym absolutnie nic złego, bo wzorce czerpali z nieomylnego zachodu. A ludzie kiedyś sądzili, że na syfilis najskuteczniejsza jest kuracja rtęcią.

Demokracja sondażowa i statystyka

W Polsce demokracja uzależniona jest od obietnic wyborczych. Najwięcej głosów zdobywa ta partia, która obiecała najwięcej. Ludzie głosują owczym pędem, ale nie za czymś korzystnym, lecz przeciw czemuś jeszcze mniej korzystnemu. Z natury każdy jest socjalistą, bo lubi, jak ktoś coś mu daje za darmo. Tylko nieliczni zastanawiają się nad tym, kto za to płaci.

Ponadto obywatele żyją w ciągłym napięciu, że jeśli nie zagłosują za obecnym porządkiem, to do głosu dojdą jeszcze więksi radykałowie, wariaci, frustraci, wrogowie polskości itd. Z tego powodu wybieramy partie bez programów wyborczych, bez ideologii i celów. Te nie muszą ich nawet tworzyć, bo i tak nikt ich nigdy nie będzie z tego rozliczał. Dla systemu administracyjno-finansowego to idealna sytuacja, bo pozwala zachować status quo – politycy i obywatele skupiają się na nieistotnych szczegółach, które leżą bardzo daleko od sedna sprawy.

To samo dotyczy statystyki. Wierzymy w to, że dane podawane przez GUS i inne instytucje są rzetelne i prawdziwe. Nie bierzemy pod uwagę możliwości manipulowania nimi, bo taki zarzut to wystąpienie antysystemowe. Niestety, wystarczy sprawdzić metodologię podstawowych wskaźników i będziemy wiedzieli, jak jesteśmy oszukiwani. Przeciętne wynagrodzenie liczone jest na podstawie danych pochodzących tylko z przedsiębiorstw zatrudniających co najmniej 9 pracowników. Takie przedsiębiorstwa odpowiadają tylko za 30% miejsc pracy, czyli ok. 5,3 mln ludzi. Pozostałe 11 mln pracujących nikt nie pyta o wysokość wynagrodzenia, a są to nasi dobrzy znajomi pracujący w kioskach, biurach rachunkowych czy osiedlowych sklepach spożywczych.

Z kolei bezrobocie dotyczy tylko ludzi zarejestrowanych w urzędach pracy, czyli teoretycznie połowa z nich może pracować na czarno. Koszyk inflacyjny zawiera wiele rzadko kupowanych produktów, na które nie stać 70% ludzi w tym kraju. W końcu czy ktoś uwierzy, że artykuły spożywcze podrożały w ciągu roku tylko o 3%? Statystyka w służbie systemu jest jednym z narzędzi do budowania nastroju dobrobytu, a ten jest zachętą do zwiększania poziomu zadłużenia.

Nie oszczędzaj, wszystko od razu oddaj państwu

Włożenie oszczędności do słoika i zakopanie ich w ogródku niedługo będzie ciężkim przestępstwem – pieniądz musi krążyć w systemie, jest jak krew dla organizmu. Prawdziwym geniuszem okazał się ten, kto wpadł na sposób, jak kontrolować krwiobieg i regulować nim wszystkie aspekty życia człowieka. Kto się wyłamuje, ten świadomie szkodzi gospodarce, staje się przestępcą i będzie napiętnowany jako dziwak, anarchista lub po staremu – szkodnik. W końcu media nie od dziś przekonują, że człowiek żyje nie dla siebie, ale dla mitycznego wzrostu gospodarczego, wskaźników, konferencji. Strategia systemu bankowego jest bardzo prosta i nastawiona na ekspansję. Wszystko dla systemu, nic poza systemem i bez wiedzy systemu.

Łukasz Piechowiak
Bankier.pl

wtorek, 14 maja 2013


Ks. Adam Boniecki znał Turowskiego już w latach 80.?

Dodano: 13.05.2013 [17:38]
Ks. Adam Boniecki znał Turowskiego już w latach 80.? - niezalezna.pl
foto: Tomasz Hamrat/Gazeta Polska
Ks. Adam Boniecki skłamał, składając oświadczenie, w którym stwierdził, że poznał Tomasz Turowskiego jako ministra pełnomocnego ambasady w Moskwie, w latach 90. - powiedział w Radiu Wnet Piotr Jegliński, w PRL działacz opozycji demokratycznej.

Oświadczenie ks. Bonieckiego zostało wykorzystane w procesie, który Tomasz Turowski wytoczył dziennikarzowi Cezaremu Gmyzowi. Duchowny pisze, że poznał Turowskiego, gdy ten był ministrem pełnomocnym ambasady RP w Moskwie (1996-2001) oraz ambasadorem w Hawanie (2001-2005). Zdaniem ks. Bonieckiego Turowski, były komunistyczny szpieg, "wykazał znaczną inicjatywę w dziele podtrzymania i rozprzestrzeniania wiary we wspomnianych krajach" (Rosja i Kuba).

Piotr Jegliński, inwigilowany przez Turowskiego w latach 80., powiedział w Radiu Wnet, że oświadczenie redaktora naczelnego "Tygodnika Powszechnego" jest całkowicie nieprawdziwe. "Przede wszystkim już nieprawdziwe twierdzenie ks. Bonieckiego dotyczące okoliczności poznania Tomasza Turowskiego, ponieważ ks. Boniecki poznał go w Rzymie wiele, wiele lat wcześniej. Zresztą byłem świadkiem tego. To stało się przy mnie" - twierdzi Piotr Jegliński.

Jak pisała "Gazeta Polska", według osób znających Turowskiego w latach 80. był on na „ty” m.in. z kardynałem Stanisławem Dziwiszem, nazywanym w Stolicy Apostolskiej „don Stanislao”, a także z wieloletnim spowiednikiem papieża Jana Pawła II, ks. Antonim Mrukiem. Rzecznik prasowy archidiecezji krakowskiej w odpowiedzi na pytanie "GP", czy kardynał Dziwisz był na „ty” z Turowskim, odpisał, że kardynał „mimo praktyki zwyczajowej na Zachodzie mówienia na »ty« nie akceptował tej formy w stosunku do siebie”. Dodał, że „wszelkie próby łączenia metropolity z panem Turowskim są bezpodstawne” i że Turowski nie cieszył się w Watykanie zaufaniem ks. Dziwisza. Rozmówca "Gazety Polskiej" mówił jednak, że w jego obecności Tomasz Turowski telefonował do ks. Dziwisza, zwracając się do niego po imieniu. Wspomina też rozmowę ks. Dziwisza i Turowskiego w Sali Klementyńskiej, podczas której w ten właśnie sposób zwracali się do siebie.

Według informatorów "GP", Turowski w latach 80. odwiedzał w Łomży abp. Juliusza Paetza. Agent PRL-owskiego wywiadu znał również bardzo dobrze o. Roberto Tucciego, odpowiedzialnego za bezpieczeństwo Ojca Świętego, oraz komendanta gwardii szwajcarskiej w Watykanie.


 
Autor: 

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Prof. Legutko: "Pierwszym celem wrogów Polski zawsze jest religia. Tak było w czasie zaborów, za komuny i tak jest też teraz"


1047 lat temu władca m.in. Polan - Mieszko I przyjął wraz ze swoim dworem chrzest. O tym czym jest chrześcijaństwo dla dziejów naszego kraju i jakich ma obecnie wrogów rozmawiamy z prof. Ryszardem Legutko, filozofem, komentatorem dzieł Platona, eurodeputowanym PiS.

wPolityce.pl: Polska złączyła swe losy z chrześcijaństwem. Jak można oceniać ten fakt z perspektywy wieków?
Prof. Ryszard Legutko: Tak się historia ułożyła, że Polska złączyła się z cywilizacją chrześcijańską. Z kilku względów było to ważne wydarzenie. Po pierwsze przyjęliśmy chrześcijaństwo z Zachodu, co wcale nie było takie oczywiste, ale w ten sposób zostaliśmy złączeni z potężną tradycją intelektualną i racjonalistyczną. Chrześcijaństwo zawsze było związane z rozumem, nauką, rozwojem szkół, uniwersytetów, filozofią. To był czynnik niezwykle oświecający i inspirujący intelektualnie. Tak więc wszelkie próby osłabienia chrześcijaństwa zawsze wiązały się z zapaścią.
Trzeba pamiętać, że chrześcijaństwo pełniło rolę jednoczącą. Tak się stało, że Polska historia, polskie dzieje są dość dramatyczne. Mieliśmy kłopoty z państwem. W wielu krajach było tak, że instytucje państwowe pełniły zasadniczą rolę jednoczącą, a religia rolę drugorzędną. A jeśli spojrzeć na dzieje Polski to mamy: powstanie zalążka państwa pod koniec X wieku. Potem mamy rozbicie dzielnicowe, gdy nie było jedności kraju. Potem państwo znów jest zjednoczone i trwa mniej więcej do Kazimierza Jagiellończyka. Później następuje wyraźne osłabienie i w XVII i XVIII wieku „poważna choroba”, która kończy się utratą niepodległości. Następnie państwo pojawia się, ale jedynie na 20 lat itd. To niezwykle dramatyczna historia, gdy państwo w pewnych pełniło rolę jednoczącą, a te okresy są przerywane długimi okresami politycznej zapaści. Gdyby nie chrześcijaństwo, to nie wiadomo jak byłoby z nami. Powiem więcej – gdyby nie katolicyzm, bo to też się decydowało podczas reformacji. Są historycy, czy publicyści historyczni, jak choćby Paweł Jasienica, którzy żałują, że nie zwyciężyła u nas reformacja. Ale gdyby tak się stało, to nie byłoby u nas tej jedności. Tak więc zawsze się dzieje, że jeśli są wrogowie Polski, czy to zewnętrzni, czy wewnętrzni, to zawsze ich pierwszym celem jest religia. Tak było w czasie zaborów, za komuny, i tak jest też teraz.

Polacy dość często zapominają o państwowotwórczej roli Kościoła. A przecież także dzisiaj zdarza się, że w wielu sytuacjach Kościół zastępuje organy państwa.
Kościół jest potężną instytucją. Ma wymiar nie tylko transcendentny, ale jest także potężną instytucją z wypracowanymi mechanizmami i pełni rolę organizacyjną oraz quasi prawodawczą. Jednym z symptomów kryzysu prawa obecnie jest to, że prawo przejmuje funkcje trochę apostolskie, moralne. Prawo zaczyna rozstrzygać kwestie moralne. To wchodzi ze wszystkimi konsekwencjami w kompetencje Kościoła, podczas gdy dla zdrowia państwa, jego stabilności politycznej, jest dobrze, jeśli funkcje są rozdzielone. Tak przez długi czas było w Polsce. Politycy, nawet jak mieli różne swoje „przygody” z Panem Bogiem, to gdy Polska była niepodległa i mniej więcej w dobrym zdrowi, to politycy starali się szanować rolę Kościoła.

Środowiska lewackie bardzo atakują Kościół w Polsce. Chwieje się jego pozycja?
Już w 1989 r. straszono, że nastąpi szybki proces sekularyzacji. Nie doszło do tego, natomiast ciągle kibicują temu procesowi. Nie ma żadnego związku między rozwojem nauki, technologii, rozwojem gospodarczym, a sekularyzacją. Ten związek występuje na poziomie przypadkowym, tzn. zdarza się, ale wiąże się nie z samym rozwojem techniki, czy nauki, lecz wiąże się z ideologizacją życia. Powstają ideologie, które mówią, że one uczynią świat lepszy i walczą z tym swoim najgroźniejszym konkurentem. To właśnie obserwuję w mediach, w życiu publicznym. Obserwuję tę walkę – dziennikarze, naukowcy, publicyści, ruchy, partie polityczne, intelektualiści chcą zastąpić księży, Kościół. To jest duża siła, siła, która na razie przegrywa, ale trzeba pamiętać, że ona ma do dyspozycji mocne instrumenty. Ona może zmieniać prawo.
Musimy mieć nadzieję, że skoro Kościół zwyciężył z komunizmem, to może zwyciężyć i zapewne zwycięży z ideologicznym neopogaństwem, który narobi spustoszeń w kulturze, w umysłach, w życiu duchowym. Chrześcijaństwo uczyniło naszą przestrzeń publiczną piękniejszą niż była. Powstała muzyka, architektura itd.
Ideologia neopogańska to poważny wróg, z którym trzeba się liczyć. Ma instrumenty międzynarodowe, np. Unia Europejska z całym prawodawstwem antychrześcijańskim. No, ale mój Boże, kto powiedział, że będzie łatwo...
Rozmawiał Sławomir Sieradzki
Amerykański sekretarz stanu John Kerry zapewnił, że USA obronią azjatyckich sojuszników przed wszelkimi prowokacyjnymi aktami Korei Północnej, lecz jednocześnie podkreślił, że Waszyngton pragnie pokojowego zakończenia eskalacji napięć w regionie.

Korea Północna od tygodni grozi atakami na Stany Zjednoczone, Koreę Południową i Japonię od czasu rozszerzenia wobec niej przez ONZ sankcji nałożonych w reakcji na przeprowadzoną w lutym trzecią północnokoreańską próbę nuklearną.

"Sądzę, że niefortunne jest to, iż tak wiele uwagi w mediach i nie tylko poświęca się tematowi wojny, gdy tym, o czym rzeczywiście należałoby mówić, jest możliwość pokoju. Myślę, że takie możliwości są" - powiedział Kerry w Tokio po rozmowach z japońskim odpowiednikiem Fumio Kishidą.

Wizyta w Japonii to ostatni etap azjatyckiej podróży Johna Kerry'ego, mającej na celu umocnienie poparcia dla powstrzymania programu nuklearnego Korei Północnej i dodanie otuchy sojusznikom.

Kerry powiedział, że USA uczynią "wszystko co niezbędne", by bronić swych sojuszników: Japonię i Koreę Południową, lecz dodał: "Nasz wybór to negocjowanie, to zajęcie miejsca przy stole rozmów i znalezienie drogi do zapewnienia pokoju w regionie".

Uczestniczący wraz z Kerrym w konferencji prasowej japoński minister spraw zagranicznych Fumio Kishida powiedział wprost, że Korea Północna musi honorować swe zobowiązania wynikające z wcześniejszych umów w kwestii programów nuklearnych i rakietowych.

Phenian, który przygotowuje się do świętowania w poniedziałek urodzin założyciela Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej Kim Ir Sena, powtarza, iż nie ma zamiaru porzucać swych programów nuklearnych.

Kerry, który w sobotę był w Pekinie, zachęcał chińskie władze, by wpłynęły na Phenian, nim ten uczyni coś nieodwracalnego. Chiny, które są uważane za sojusznika Korei Północnej, obiecały, że będą współdziałać z innymi państwami, w tym z USA, w celu złagodzenia napięcia w regionie.

W trakcie podróży Kerry odwiedził także Koreę Południową, gdzie też zapewniał, że USA będą bronić swoich sojuszników w regionie, jeśli zajdzie taka potrzeba.

TK,PAP
[Fot. PAP/EPA]

wtorek, 2 kwietnia 2013


TYLKO U NAS. Fragment książki "Zmanipuluję Cię kochanie" Roberta Tekielego. "Jak człowiek może chcieć robić rzeczy, które go niszczą?". TU MOŻNA KUPIĆ


Fot. wPolityce.pl

€“Wiesz, rzuciła go dziewczyna, jest potwornie zdołowany. Bądź dla niego miła…
Czym jest psychomanipulacja? Jak to się dzieje, że ludzie robią rzeczy, których nie chcą? Które ich niszczą, zniewalają?


W każdym opisywanym przeze mnie w tej książce przypadku mamy do czynienia z manipulacją. Google po wpisaniu tego słowa podają 2,5 miliona odniesień. Na czele, oczywiście, Wikipedia. Manipulacja, to,  według niej, celowo inspirowana interakcja społeczna mająca na celu oszukanie osoby, lub grupy ludzi aby skłonić je do działania sprzecznego z ich dobrem, interesem. W sumie prawda. Dalej jest już bełkot, mieszanie manipulacji z wpływem i uznawanie za manipulację oddziaływania autorytetu. Ale czego się spodziewać po demokratycznej encyklopedii?

Co opisuję w tej książce? Współczesny świat. Na podstawie kilkuset historii ludzi, którzy zwrócili się do mnie z prośbą o pomoc, bo nie byli w stanie dalej funkcjonować. Byli bowiem ofiarami współczesnej kultury, tej jej części, w której swoje miejsce znaleźli guru psychomanipulacji.

Jak człowiek może chcieć robić rzeczy, które go niszczą? Jak można skłonić wolną, samostanowiącą o sobie osobę, do krzywdzenia siebie? Pokazuję to poprzez autentyczne historie ludzkie. Bo inaczej trudno uwierzyć.

Spotykam się w liceach i gimnazjach z tysiącami młodych ludzi. Najsilniej przemawia do nich opowieść o chickenhawks. Ale pierwszym odruchem jest niewiara. Słuchacze nie chcą wierzyć, że zdrowy, dorosły człowiek jest skłonny działać na swoją szkodę, że wykorzystywani chcą wykorzystywania.

Chickenhawks to faceci, którzy jeżdżą po dworcach autobusowych w USA w poszukiwaniu młodych dziewczyn. Chickenhawks to manipulanci. Czyli ludzie wychowywani w toksycznych rodzinach, na przykład z przemocą. Chickenhawk jako dziecko stawiany był tysiące razy w sytuacjach, w których nawet dorosły nie dałby sobie rady. I zmuszony był do „radzenia sobie”. Na przykład poprzez czytanie mowy ciała. Przydatne jest to przy rozpoznawaniu czy domowy tyran wchodząc w drzwi jest akurat w fazie agresji czy rzewności. Chicekhawk wykorzystuje tę umiejętność i wyławia na dworcu najładniejszą zrozpaczoną nastolatkę. Czyta jest stan psychofizyczny ze sposobu ułożenia kącików ust, z linii w jakiej trzymane są ramiona, ze sposobu stawiania stóp itp. Rozpoczyna rozmowę, potrafi słuchać. I w końcu proponuje rozwiązanie: chata, prysznic, pełna lodówka. Większość zmęczonych uciekinierek z domu przystaje na propozycję. Tym bardziej, że chickenhawk zakochuje się. Dziewczyna odpowiada miłością na miłość. Po trzech miodowych tygodniach chickenhawk informuje, że musi w interesach jechać do Chicago, ale, że ona może spokojnie zostać, tym bardziej, że przypadkiem na te parę dni wprowadzi się jego najbliższy przyjaciel.
Po następnych trzech tygodniach nastolatka wychodzi na ulicę i sprzedaje się z miłości do „łowcy kurczaków”. A właściwie „jastrzębia na laski”. Bo takie jest chyba najwierniejsze tłumaczenie slangowego „chickenhawk”. Czy jest szczęśliwa? Czuje obrzydzenie do tego co robi. Ale nikt jej nie przystawia pistoletu do głowy. Weszła w przestrzeń uzależnienia. A chickenhawk już penetruje kolejne dworce w poszukiwaniu zagubionych, złaknionych miłości nastolatek. I znów się zakocha. Na trzy tygodnie. Psychomanipulacja to sposób w jaki jedni ludzie doprowadzają drugich do robienia rzeczy, których ci robić nie chcą. Które są dla wykorzystywanych niszczące.

Sekty, grupy psychomanipulacyjne, subkultury, toksyczne style życia. O tym jest ta książka. O tym jak stracić wolność na własne życzenie. Myśląc w dodatku, że przebywamy w sercu współczesnego świata. Modni niewolnicy.

Uwierzyć może każdy



Co można stracić w sekcie? Dom, mieszkanie, parę lat życia, stabilną psychikę, życie. Osoby z wewnętrznego kręgu sekty mogą skrzywdzić fizycznie, wykorzystać emocjonalnie, seksualnie, finansowo. Nie mają skrupułów. Znajdują w krzywdzeniu przyjemność. Uzależniają i wykorzystują. Ofiar często szukają na lotniskach i dworcach. Wiedzą, że podróżujący mają zmniejszoną odporność na perswazję. Obniża ją bowiem wyczerpanie psychiczne i emocjonalne, zmiana miejsca pobytu, poczucie niepewności, utrata domu lub bliskich, szok kulturowy, niezwykłe sytuacje społeczne, zażywanie niektórych narkotyków, wyobcowanie, natarczywe powtarzanie przekazu lub zawieszenie krytycznego osądu na przykład w wyniku hipnozy czy sugestii. Ci ludzie wiedzą co robią. Robią to dobrze.


Między wiarą a sekciarstwem

Jak dotąd żadne państwo nie wypracowało legalnej definicji sekty. Żadne jednoznacznie nie zabroniło ich działalności. Dlaczego? Kto odważy się dziś jasno stwierdzić gdzie kończy się wiara, a zaczyna sekciarstwo? Wolność wyznania jest wartością. Jednak musi mieć ograniczenia. Po rytualnym zabójstwie w Rudzie Śląskiej wystosowałem list otwarty do Sejmu, by propagowanie satanizmu uznano w Polsce za nielegalne. Pod listem podpisało się kilkanaście znanych i szanowanych osób. „Gazeta Wyborcza” następnego dnia zaatakowała list jako próbę tworzenia państwa wyznaniowego.


Sekty uzdrowicielskie i ekonomiczne

Nie dość, że trudno ustalić granicę między wolnością wyznania a realizacją przez państwo potrzeby bezpieczeństwa obywateli, sekty wyznaniowe to tylko część problemu grup toksycznych. Mamy bowiem sekty psychologiczne, terapeutyczne, uzdrowicielskie, ekonomiczne. Mogą być one zarejestrowane jako związki wyznaniowe, stowarzyszenia, fundacje, gabinety odnowy psychologicznej, kursy pozytywnego myślenia, doskonalenia umysłu bądź poszerzania świadomości, szkoły językowe, firmy sprzedaży bezpośredniej. Mogą być też zupełnie nieformalne. Ostatnie dwadzieścia parę lat to okres niebywałego rozwoju sekt w Polsce. Wiele grup ewidentnie toksycznych zarejestrowano w latach 90. jako grupy wyznaniowe, co oznacza, że według polskiego prawa są one kościołami.



Prosta droga w komplikującym się świecie

Sekty zaspokajają niezaspokojone potrzeby psychiczne oraz emocjonalne osób werbowanych i urabianych. Dają jasny i prosty obraz świata. Wyzwalają człowieka od konieczności dokonywania wyborów. Rozwój grup destrukcyjnych związany jest z kryzysem ojcostwa i rodziny, z rosnącym wyobcowaniem ludzi wychowywanych we współczesnej laickiej kulturze, pozbawiającej ludzi zmysłu kierunku i poczucia sensu życia.

Jakie są konsekwencje uwikłania się w grupę destrukcyjną? Rozpad rodziny, oddalanie się dzieci od rodziców, degradacja jednostki, kradzieże, prostytucja, malwersacje finansowe, handel bronią. A najbardziej drastyczne to: zbiorowe i indywidualne samobójstwa oraz zabójstwa. Niektóre sekty stanowią dziś zagrożenie nie tylko dla jednostek, ale także dla państw. Republika Niemiecka prowadzi od wielu lat wojnę z organizacją scjentologów. I wcale nie jest w tej wojnie zwycięzcą.

Najtragiczniejsze liczby, czyli lista ofiar najbardziej spektakularnych samobójstw osób uwikłanych w grupy destrukcyjne. Gujana, 1978 rok: 900 ofiar. Filipiny 1985 rok: 80. Meksyk 1991: 29 ofiar, 53 osoby w 1994 w Kanadzie i Szwajcarii. W USA, w 1997 roku 29 osób, w Ugandzie w roku 2000: 500 ofiar.


Przyjaciele z Syriusza

Ludzie pytają się jak człowiek z wyższym wykształceniem, na wysokim stanowisku, stąpający twardo po ziemi może uwierzyć, że guru ma kontakty z istotami z Syriusza, sprzedać dom, samochód i przeznaczyć wszystkie swoje pieniądze na budowę stacji mającej przyjąć kosmitów? Jak można uwierzyć, że istnieją fale elektromagnetyczne szpiczaste i prostokątne? Że relacje seksualne 8 letniej córki z guru poprawią karmę całej rodzinie? Niestety można uwierzyć. Specjaliści od wyciągania ludzi z sekt mówią w dodatku, że uwierzyć może każdy.


Rozpoznać sektę


Jak rozpoznać, że jesteśmy zagrożeni psychomanipulacją, że jesteśmy werbowani do sekty? Jest to bardzo trudne, gdyż najczęściej osoba werbowana nie jest świadoma, że kontakt został zainscenizowany. Zwykle też nie ma pojęcia o charakterze manipulacji jakiej jest przedmiotem.


Serdeczny podstęp

Każda osoba nieuporządkowana wewnętrznie może być łatwym łupem. Techniki i metody stosowane przez sekty są zazwyczaj połączeniem serdeczności i podstępu. Wychodząc od postawy życzliwości, przechodzi się w rodzaj kontroli umysłu poprzez stosowanie zniewalających technik modyfikujących zachowania. Można rozpoznać, że jesteśmy poddani takim zabiegom na przykład dostrzegając nadmierną życzliwość i zainteresowanie naszą osobą. Kiedy czujemy się bombardowani miłością, powinna zapalić się nam w głowie czerwona lampka. Jednak prawie nigdy się nie zapala. Podejrzane są też oferty bezpłatnego posiłku; sekty stosują też techniki flirtu czy prostytucję jako metodę werbowania. Ale skuteczne jest też tak banalne zachowanie jak pochlebstwo.



Wykorzystujący i wykorzystywani

W pewnym momencie okazuje się, że dotychczasowe zainteresowanie naszą osobą nie jest bezinteresowne. W sektach są bowiem dwie grupy osób: wykorzystujący i wykorzystywani.

Wykorzystujący stosują różnorodne techniki uzależniania. By utrzymać ofiary w posłuszeństwie, oprócz uwiedzenia emocjonalnego i intelektualnego, stosują nawet tak skrajne zabiegi jak dieta bezbiałkowa osłabiająca wolę oraz zdolność do oceny własnej sytuacji, po przemoc czy groźbę gwałtu (spełnianą lub nie).

Na końcu tego procesu następuje izolacja ofiary, kontrola procesu racjonalnego myślenia, wyeliminowanie wpływów i informacji z zewnątrz, odcięcie od rodziny, przyjaciół, gazet, telewizji, radia, opieki lekarskiej. Ofiara jest zdana na grupę. Po zerwaniu z najbliższymi, nie ma się do kogo zwrócić.



Władza absolutna

Istotą sekty jest manipulacja i wykorzystanie. Manipuluje się na różne sposoby, wykorzystując presję grupy, narzucając rygorystyczny porządek dnia, narzucając doktrynę, w którą trzeba wierzyć, a której nie da się zweryfikować. Ideologia bowiem jest tu najważniejsza. Sekty stosują metody przebudowy świadomości prowadzące do zaburzeń poznawczych: bombardowanie intelektualne, stosowanie klisz blokujących myślenie, system zamkniętej logiki.

Im bardziej ideologia sekty odbiega od zdrowego rozsądku i prawdy, tym silniejszych metod trzeba używać by podtrzymać spójność grupy. Ale osoby, które zaakceptowały jawny absurd, tym silniej same będą bronić się przed prawdą. I tym silniej związane są z guru czy grupą. Takie sekty są co prawda nieliczne, ale władza guru nad jej członkami jest właściwie absolutna. Z drugiej strony mamy takie sekty jak grupa optymalnych doktora Kwaśniewskiego, gdzie trzeba tylko wierzyć w zbawcze skutki jedzenia tłustych potraw. Grupa ta jest bardzo liczna, ale więzi są w niej dosyć słabe.



Najskuteczniejsze są cuda

Poza zabiegami manipulacji umysłem ważne są techniki opanowywania woli ofiary. Najczęstsze jest stawianie wymogów bezwarunkowego poddania się przywódcy.

Utrzymuje się też nowozwerbowanych w ciągłej aktywności, nie pozostawia się ich nigdy samych, doprowadza do stanu duchowej egzaltacji, zmienionej świadomości i automatycznego podporządkowania się poleceniom. Najskuteczniejsze są jednak cuda.

Guru bowiem często potrafi uzdrowić; w sekcie Niebo jej uczestnicy byli świadkami wskrzeszeń. Podobny „dar” uzdrawiania ma pastor-rabin Adalaja, przyjeżdżający czasami do Warszawy i na Ukrainę. W sektach okultystycznych i neopogańskich stosowana jest inicjacyjna praktyka pozwalająca nowoprzybyłym, po krótkim rytuale, chodzić po rozpalonych do czerwoności węglach. Takie nadzwyczajne zdarzenia głęboko integrują ofiarę z grupą. Jednak relacje w sektach są chore, a narzucone przez toksyczną grupę normy myślenia, odczuwania i zachowania kaleczą. Kościół zakłada pełną informację, świadomość i przyzwolenie osoby przystępującej do niego. Sekty niewolą, Kościół daje wolność.

Jak powstaje nowy człowiek

Rodzice Pawła przeżyli tragedię. Trafił on do jednej z najbardziej toksycznych polskich sekt, zwanej Zborem Chrześcijańskiego Leczenia Duchem Bożym, a znanej jako sekta Niebo. Opowiadali mi o czystej nienawiści, która spotkała ich ze strony syna, którego wykradli z domu sekty w Majdanie Kozłowieckim. W swojej rozpaczy sięgnęli po metody skrajne – ograniczenie wolności oraz przemoc – i w takich warunkach próbowali przywrócić z nim kontakt. Zrozpaczeni jeszcze bardziej jego reakcjami na te próby, opowiadali, że Paweł zachowywał się jak zupełnie obca osoba, jak człowiek głęboko uzależniony. Jest wiele takich świadectw. Jak można w kilka miesięcy zmienić osobowość człowieka kształtowaną dwadzieścia lat?



W niebo-wzięci

Uwierzyć w najbardziej nawet absurdalną ideologię sekty może każdy. W sektach i toksycznych grupach parareligijnych oraz ruchach psychomanipulacyjnych związanych z okultyzmem i ruchem New Age, jest bardzo wielu ludzi z wyższym wykształceniem. Wierzą w oczekujący w ogonie komety kosmiczny statek-matkę i niezwykłą moc uzdrawiającą witaminy C czy pokarmów wysokotłuszczowych.

W sekcie można stracić kilka lat swej historii, wolność, a nawet życie: w 1997 roku podczas przejścia przez peryhelium komety Hale'a-Boppa kilkudziesięciu wyznawców kultu Wrota Niebios popełniło zbiorowe samobójstwo. Wierzyli, że dzięki śmierci przeniosą się do statku kosmicznego znajdującego się za kometą. Wierzyli, że zostaną wzięci.



Sztuki walki i kontrola umysłu

Człowieka najłatwiej zwerbować w czasie podróży albo, ogólniej mówiąc: w wielkim stresie. Kto jest bardziej podatny na manipulację? Ludzie nieuporządkowani wewnętrznie. Dlaczego tak słabo broni nas przed sektami i psychomanipulacją polskie państwo? Jest szantażowane przez liberałów „argumentem”, że staje się państwem wyznaniowym. Pokazałem przed chwilą metody werbunku – bombardowanie miłością, nadmierne zainteresowanie czyjąś osobą, pochlebstwo – oraz w jaki sposób rozpoznać sektę czy grupę psychomanipulacyjną.

Nie wszystkie grupy destrukcyjne to sekty. Na przykład ruch wokół metody kontroli umysłu według Silvy czy społeczność grupująca się wokół aikido. Nie są to sekty, jednak uczestnicy obu tych grup są manipulowani: dozuje się im istotne informacje co do celu spełnianych przez nich praktyk. W pewnym momencie wchodzenia w metody kontroli umysłu czy w aikido zaczyna się stosowanie technik medytatywnych i transowych, co oznacza, że manipulacja przechodzi na poziom duchowy.

We wszystkich grupach destrukcyjnych procesowi przekształcenia podlegają i umysł, i wola. Najpierw jest dowartościowanie człowieka, zaspokojenie jego deficytów emocjonalnych i psychicznych, potem uzależnienie od guru czy grupy, następnie – w grupach zamkniętych – izolacja. I w końcu przebudowa świadomości oraz opanowanie woli. Tak powstaje nowy człowiek.


Sekta to bezpieczeństwo

W dzisiejszych czasach wielu ludzi znajduje się w stanie wewnętrznego zamętu, wykorzenienia i niepewności, są oni zatem bardzo podatni na wpływy. Winne są temu: coraz bardziej zimne, zindustrializowane, zurbanizowane otoczenie; odczłowieczone systemy technokratyczne, wielokrotne migracje, szybki rozwój komunikacji, częste, wymuszone zmiany zawodów i miejsc pracy. W efekcie mamy załamanie się tradycyjnych struktur społecznych, wzorców kulturowych i zakwestionowanie przez establishment tradycyjnych hierarchii wartości. W tej sytuacji czymś naturalnym jest poszukiwanie rozwiązań, które często im prostsze, tym wydaje się lepsze. Sekty dają ostateczne i jedynie słuszne odpowiedzi. Dają poczucie bezpieczeństwa. Dlatego tak trudno z nimi walczyć.

Robert Tekieli