„Reżym komunistyczny w walce o lepszy dostęp do żłobu rozpada się” - głosiła anonimowa ulotka podrzucona w marcu 1968 roku przez SB w gmachu Wydziału Humanistycznego UMCS w Lublinie. Wtedy była to wiadomość przedwczesna i wskutek tego nazbyt optymistyczna. Co innego dzisiaj. Dzisiaj wiadomość o rozpadaniu się reżymu komunistycznego nabiera żywej aktualności, co potwierdza trafność słynnego spostrzeżenia, że co ma wisieć - nie utonie. Wprawdzie reżym komunistyczny, a ściślej biorąc - jego najtwardsze jądro w postaci soldateski nie tylko w roku 1980 przejęło ręczne sterowanie państwem, nie tylko w drugiej połowie lat 80-tych zainspirowało nomenklaturę do rozpoczęcia rozkradania majątku państwowego, co trwa aż do dnia dzisiejszego, nie tylko z pomocą „lewicy laickiej”, skupiającej elementy socjalnie i rasowo bliskie, przeprowadziło selekcję kadrową w strukturach podziemnych, w następstwie której wyłoniona „strona społeczna” z „wiernym synem Kościoła” oraz „drogim Bronisławem” na czele dogadała się w Magdalence z reprezentacją soldateski pod dyrekcją generała Kiszczaka co do podziału władzy nad mniej wartościowym narodem tubylczym, któremu z tej okazji zafundowano nawet telewizyjne widowisko pod tytułem „Obrady okrągłego stołu” - ale także ustaliła, że na podstawie tej umowy soldateska kontynuuje okupację naszego nieszczęśliwego kraju, pozostawiając Umiłowanym Przywódcom, wśród których liczba konfidentów jest nieznana, tak zwane „zewnętrzne znamiona władzy”, nazywane niekiedy „naszą młodą demokracją”.
Aktualnie wyznaczony do piastowania tych zewnętrznych znamion jest pan premier Donald Tusk - oczywiście pod ścisłą kontrolą starannie dobranych jawnych współpracowników - który niedawno buńczucznie ogłosił zakończenie kryzysu. Oczywiście jak zwykle się mylił, bo kryzys nie tylko się nie zakończył, ale najwyraźniej właśnie wchodzi w fazę ostrą - czego dowodem jest właśnie walka o lepszy dostęp do żłobu, jaką ostatnio możemy obserwować w łonie okupującej nasz nieszczęśliwy kraj soldateski. Czy to ogłoszenie oszczędności w resorcie obrony, czy też rywalizacja między ulokowaną w naszej niezwyciężonej armii agenturą państw zaprzyjaźnionych, czy też i jedno i drugie sprawiło, że walka buldogów przeniosła się spod dywanu na dywan, dzięki czemu możemy raz jeszcze potwierdzić trafność ulubionej teorii spiskowej.
Jak pamiętamy, niedawno wiceminister obrony narodowej pan generał Skrzypczak miał być szantażowany przez „kręcącego sze” przy handlu bronią jakiegoś izraelskiego grandziarza, który się odgrażał, że jak go nie posłucha, to on pokaże mu „ruski miesiąc”. Już samo ujawnienie tego faktu było sygnałem, że ze spoistością reżymu komunistycznego nie jest najlepiej, ale dopiero zdymisjonowanie szefa wojskowej kontrrazwiedki pokazuje, jak głęboko sięgają korzenie konfliktu. Wydało się bowiem, że wojskowa kontrrazwiedka nie chciała wydać generałowi Skrzypczakowi certyfikatu dostępu do informacji niejawnych. Co to są te „informacje niejawne”? Na gruncie mojej ulubionej teorii spiskowej wyjaśniam, że chodzi o informacje, kto, na jaką skalę i jakimi sposobami doi czy wręcz okrada Rzeczpospolitą. Takie rzeczy lepiej utrzymywać w tajemnicy przed osobami niepowołanymi, a zwłaszcza - przed opinią publiczną, toteż są one starannie ukrywane, co w żargonie soldateski nazywane jest „ochroną kontrwywiadowczą”. Najwyraźniej tedy generał Skrzypczak nie należał do watahy objętej „ochroną kontrwywiadowczą”, co oczywiście nie znaczy, żeby sam był tej ochrony pozbawiony - chociaż oczywiście z ramienia kogoś innego. Dymisja szefa kontrrazwiedki oznacza w tej sytuacji, że jego wataha została chwilowo zmuszona do defensywy, ale to nie jest ostatnie słowo, bo wiadomo, że fortuna variabilis Deus mirabilis i już słychać, że niezależna prokuratura wszczęła przeciwko generałowi Skrzypczakowi śledztwo o „korzyści majątkowe” - co pokazuje, że grandziarz nie rzucał słów na wiatr, zaś wpływy Mosadu są w soldatesce tak samo silne, jak GRU i BND. Tak czy owak, przeniesienie walki buldogów spod dywanu na jego powierzchnię pokazuje, że żłób coraz bardziej pustoszeje, zaś w walce o lepszy do niego dostęp pęka spoistość komunistycznego reżymu.
Najnowszy wpis prof. Krystyny Pawłowicz na blogAiD
Dzisiejszy dzień w Sejmie był bardzo smutny, a jednocześnie pokazał prawdziwe oblicze wielu ludzi kreujących się na wrażliwych; pokazał oblicze wielu lekarzy zasiadających w Sejmie, którzy przysięgą Hipokratesa składali przyrzeczenie ochrony życia, a nie dążenia w kierunku jego zabijania i niszczenia. Emocjonującym przedmiotem obrad w Sejmie był dzisiaj obywatelski projekt ustawy podpisany przez ponad 400 tys. osób. Projekt dotyczył ograniczenia aborcji w kierunku wyłączenia istniejącej dzisiaj możliwości zabicia dziecka z powodu podejrzenia u niego ciężkiej choroby. Wniosek przedstawiała pani Kaja Godek, która mimo swojego młodego wieku uzasadniła projekt w sposób dojrzały i godny.
Dzisiejsze obrady wykazały chamstwo posłów lewej strony: Ruchu Palikota, SLD, jak również części posłów Platformy Obywatelskiej i PSL. Pani Godek spotkała się z wyzwiskami, posłowie Ruchu Palikota i SLD przezywali ją i kazali jej „się wynosić z sali”. Niestety, pani marszałek Kopacz nie reagowała odpowiednio, czym doprowadziła do zachowań absolutnie naruszających godność wnioskodawców i powagę miejsca. Pani Godek wyjaśniła w oparciu o orzeczenie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości i art. 2 polskiej, obowiązującej ustawy o Rzeczniku Praw Dziecka definicję dziecka jako istoty od chwili poczęcia, co oczywiście spotykało się z barbarzyńskimi, ciągłymi atakami, chamskimi wyzwiskami z lewej strony sali, w czym celowali Armand Ryfiński i sam Palikot.
Pani Kopacz nie tylko nie reagowała na to niegrzeczne, grubiańskie traktowanie przedstawicielki prawie pół miliona obywateli polskich pragnących skorzystać z możliwości wprowadzenia zmian ustawy, ale sama zwróciła pani Godek uwagę, aby nie używała sformułowania „zabijanie dzieci”. Bardzo asertywnie zachowała się pani Godek, która na głos poinformowała salę, czego pani Kopacz po cichu od niej zażądała. W dalszych ciągu swego wystąpienia używała tego zwrotu, który po prostu oddaje przecież stan faktyczny.
Projekt poparty ponad 400 tys. podpisów, bez zagłębiania się w jego treść przez większość posłów, głosami PO, Ruchu Palikota, SLD i części PSL Sejm odrzucił, nie dopuszczając go do dalszych prac ustawodawczych.
Jak zwykle rzecznik praw dziecka Marek Michalak ani nikt w jego imieniu nie zabierał w tej sprawie głosu.
Obecna możliwość zabicia dzieci tylko ze względu na podejrzenie u nich choroby jest nieludzka. Warto przypomnieć sobie, jakie boje toczono w Sejmie przy projekcie ustawy zakazującej rytualnego uboju i ustawie o ochronie zwierząt. Dzisiaj Sejm pokazał większością lewackich głosów, że wyżej ceni sobie dobro i zdrowie zwierząt niż życie chorych, bezbronnych, ludzkich dzieci. Szczególnie naganna jest w tej sprawie rola ministra zdrowia, który nie udostępnia informacji o licznych aborcjach przeprowadzanych w polskich szpitalach.
Przy wyborach musimy pamiętać nazwiska posłów, którzy dziś opowiedzieli się przeciwko życiu chorych dzieci. Przeciwko ofiarowaniu życia dzieciom chorym np. z zespołem Downa, które – jak wiemy – dochodzą niekiedy do sukcesów naukowych, startują na olimpiadach, są szczęśliwe i kochane przez swoich rodziców i bliskich, głosowało dziś wielu posłów czczonych na pierwszych stronach gazet.
Wśród posłów głosujących przeciwko obywatelskiemu projektowi byli np. z PO: sportowcy Leszek Blanik i Iwona Guzowska – wydawałoby się ludzie, którzy potrafią mieć większą wrażliwość, związkowiec Jerzy Borowczak, poseł Andrzej Halicki, który niedawno walczył z okrutnym ubojem zwierząt, ale – jak widać – nie ma wrażliwości dla chorych i bezbronnych dzieci, którym nie chce dać szansy na urodzenie się. To, co wzburzało szczególnie, to głosowanie przeciwko dalszemu procedowaniu tej ustawy przez lekarzy (!): przez panią marszałek Kopacz, a także panią poseł Halinę Szymiec-Raczyńską, która nawet przyznała się, że jest lekarzem ginekologiem.
Przeciwko tej ustawie, co było dla mnie osobiście ogromnym szokiem, głosowały też dwie osoby niepełnosprawne z PO: pan Sławomir Piechota i poseł Marek Plura, obaj jeżdżący na wózkach inwalidzkich. Oni się urodzili, byli z pewnością kochanymi dziećmi, zrobili kariery w życiu publicznym, zostali posłami, a teraz sami odmawiają możliwości prawa urodzenia się innym niepełnosprawnym. Przeciwko dalszemu procedowaniu głosował też pan premier Tusk. Co było osobiście dla mnie zaskoczeniem, przeciwko głosował również członek Tatrzańskiego Pogotowia Górskiego pan Piotr van der Coghen.
Przywołuję te nazwiska, by pamiętać o nich przy wyborach. Podobnie z PSL, które mieni się jako tradycyjna partia ludowa, a której czołowi przedstawiciele także głosowali przeciwko prawu chorych dzieci do urodzenia się. Na przykład poseł Jan Bury czy poseł Stanisław Żelichowski. Pamiętajcie rolnicy, zapamiętajcie chłopi na wsi te nazwiska. Pamiętajcie też, że mimo iż na sali był prezes PSL pan Janusz Piechociński, to nie zagłosował, nie chciał poprzeć tej ustawy.
Natomiast nie było tutaj zaskoczeniem, że nad dalszymi pracami zagłosowało całe Prawo i Sprawiedliwość oraz Solidarna Polska, a także kilka osób, które odeszły z PO, m.in. pan poseł John Godson.
Dzień, w którym odrzucono projekt obywatelski, jest dniem kolejnej klęski Polaków, którzy mogą się przekonać, że deklaracje konstytucyjne o ich prawach do demokratycznego, bezpośredniego udziału w sprawowaniu władzy jako suwerena w państwie polskim są mitem, są jedynie papierowym zapisem konstytucyjnym. Skorzystanie z tego prawa uniemożliwia Polakom obecny układ władzy PO – PSL, SLD i cale lewactwo z Ruchu Palikota, które okopało się z pychą w polskim Sejmie.
Pani Kai Godek należą się ogromne podziękowania za godne znoszenie w Sejmie wszystkich upokorzeń i Pan Bóg jej za to zapłaci.
Koniec globalnego ocieplenia i upadek prognozowania za pomocą modeli komputerowych.
Mike Adams, naturalnews.com USA 2013-09-16
Przez lata, wszyscy słyszeliśmy, że globalne ocieplenie zagraża naszej planecie. Jednak teraz, naukowcy ostrzegają, że era globalnego ochłodzenia wydaje się być przed nami, po tym jak w ubiegłym roku zarejestrowano niezwykłą ekspansję oceanicznego zlodowacenia.
Nawet ostatni raport Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu ONZ (IPCC) wskazuje na to, że według wielu naukowców era globalnego oziębienia jest obecnie w toku.
Okazuje się, że przewidywanie globalnego ocieplenia było jedynie apokaliptycznym straszeniem opartym na błędnych modelach komputerowych.
Na przykład, w 2007 roku BBC poinformowało, że Arktyka nie będzie miała lodu w lecie 2013. Oto jak dokładnie straszono w tej publikacji: "Naukowcy z USA przedstawili jedną z najbardziej dramatycznych prognoz zniknięcia arktycznego lodu. Ich najnowsze badania modelowe wskazują, iż północne wody polarne mogą być wolne od lodu w okresie letnim w ciągu zaledwie 5-6 lat.Profesor Wiesław Masłowski powiedział American Geophysical Union, że poprzednie badania nie brały pod uwagę obecnych procesów utraty lodu."
Obecne lato 2013 roku jest już za nami, i trudno dyskutować z najnowszymi zdjęciami satelitarnymi lodowca. Obrazy te, przedstawione poniżej, ujawniają powstanie ponad miliona kilometrów kwadratowych nowego lodu na przestrzeni ostatniego roku. Jest to wzrost o 60 procent w stosunku do poprzedniego roku, donosi Daily Mail.
Oto zdjęcia satelitarne, pokazujące ekspansję lodu:
Jak widać na obrazku, zasięg lodu w sierpniu 2013 (po prawej) znacznie wzrósł w stosunku do sierpnia 2012 (po lewej stronie).
Teraz muszę stwierdzić rzecz oczywistą, że wyższe temperatury spowodowałyby topnienie lodu, powodując tym samym zmniejszenie się ilości lodu, a nie zwiększenie. Tak więc, obecność szybko rosnących ilości lodu jest dowodem na to, że temperatury w tym regionie spadają a nie wzrastają. Jest to fakt, chyba że wierzysz w magię, w którą wierzy wielu “naukowców”. Jaką magię? A no magię, w której w jakiś sposób wyższe temperatury przyczyniają się do tworzenia lodu.
Debata w parlamencie europejskim, gdzie Baroso, mimo opublikowania zdjęć idzie w zaparte:
Niemniej jednak, istnieje wielu "naukowców", którzy wierzą tak głęboko w ich argumenty globalnego ocieplenia, że zostali zmuszeni do wymyślenia jakiegoś skomplikowanego, nowego wytłumaczenia by wyjaśnić powstawanie lodu w Arktyce. To wytłumaczenie jest teraz nazywane "pauzą". Mówią, iż szybko rozwijające się lodowce są spowodowane "pauzą" w globalnym ociepleniu!
Polski system edukacji jest niszczony systematycznie od ponad 250 lat. Pierwszymi, którzy zaczęli go“unowocześniać” byli obcokrajowcy. I tak pierwszą reformę “oświaty” przeprowadził du Pont. Reforma była przeprowadzona pod szyldem Komisji Edukacji Narodowej - 1772r. i ks. Konarskiego, rzekomego patrioty. Ksiądz Konarski tym się odznaczył, że większą część majątku zrabowanego OO. Jezuitom przepuścił przez siebie. Z kolei p. Pierre Samuel du Pont nie był byle kim, ponieważ wcześniej zreformował oświatę we Francji. Skutkiem tego była rewolucja w 1789-96 r. Jak wiadomo skończyła się rzezią Francuzów. Biorąc pod uwagę dzisiejszą gęstość zaludnienia Francji,“rewolucjoniści” wymordowali od 8 do 10 milionów ludzi. Drobiazg. W Polsce było to trochę mniej, w tzw. Insurekcji Kościuszkowskiej. Pan du Pont po wyjeździe z Polski reformował oświatę dla Stanów Zjednoczonych za co gen. Washington pozwolił mu nie tylko na dalszą reformę oświaty w Stanach, ale dał monopol na handel prochem. W okresie wojen zwanych wyzwoleńczymi i podboju kontynentu stanowiło ten monopol niekończące się źródło zysków. Jak wiadomo jest to obecnie największy ”zakład” chemiczny na świecie.
Obecnie podobną rolę, pełni w przybliżeniu p. Norman Davies usiłujący uczyć tubylczą ludność historii. Ciekawym jest jednak to, że swoje prace opiera tylko na opublikowanych już materiałach polskich. Przecież jako znający doskonale język np. angielski mógłby dotrzeć do archiwów i przedstawić tamtejsze dokumenty lub amerykańskie. Szczególnie dotyczy to np. Powstania Warszawskiego. Dlaczego to np. amerykanie mając lotnisko po drugiej stronie Wisły nie mogli tam lądować przynosząc pomoc Warszawie? A tu nic?!
Najbardziej metodycznie do reformy oświaty podeszła monarchia austro- węgierska. Już w 1846 roku w czasie tzw. Rabacji - inaczej zwanej “Rzezią Tarnowską” lub “Rzezią Galicyjską”- wymordowano ponad 3000 szlachty czyli - wg dzisiejszych kryteriów - wymordowano ponad 3000 ludzi z wyższym wykształceniem, ale przy obecnej gęstości zaludnienia byłoby to tyle samo co ok. 20-25 000, a więc jest to podobna wielkość jak w tzw. Mordach Katyńskich. O Mordach Katyńskich ludzie co nieco wiedzą, ale o mordach austriackich nic.
Dlaczego? To proste. Austriaccy starostowie płacili po 10 talarów za zabitego szlachcica, a tylko po 5 za doprowadzonego żywcem. Potem te “opróżnione” szlachectwa sprzedawali za gotówkę. Powstała grupa ludzi tzw. hrabiów galicyjskich. A potomków tych rzeźników z Rabacji do dnia dzisiejszego nazywa się w okolicach “pilarzami” od rżnięcia piłami ludzi (Co w około 100 lat później powtórzyły bandy UPA. Przypominam, że jeden z przywódców UPA - Mielnik był szkolony przez Abwehrę w Wiedniu, a drugi Bandera przez Gestapo w Gdańsku).
Ci nowobogaccy “hrabiowie” obstawiali uniwersytety krakowski i lwowski pisząc usłużnie odpowiednią historię Polski. Stąd np. takie nagłaśnianie epoki Jagiellońskiej. Przecież Jagiellonowie byli “dziadkami” Habsburgów. No, a niech by ktoś napisał źle o “dziadku” miłościwie panującego nam Cysorza! Byłoby to samo co pisanie w stanie wojennym źle o np. Jaruzelskim alias Wolskim alias Słuckim i kto tam wie jeszcze jak. Nieznajomość historii prowadzi do powtórek. W stanie wojennym także mieliśmy i mamy całą czeredę usłużnych pisarzy.
Po 1920 zostały tylko i wyłącznie opracowania tej szkoły, które wypociły teorię powtarzaną jak mantrę przez obecnych bezmózgowców, jakoby przyczyną upadku Rzeczypospolitej było warcholstwo szlachty. A np. o wymordowaniu 11 najwyższych urzędników Korony (wielkiego Hetmana, Kanclerza itd) po wejściu na tron Sasa nikt nie śmie wspomnieć. Dlatego także UB, podczas czystek w latach 1944 - 56 dokonując aresztowań Polaków, zabierało wszelkie dokumenty, a więc i kroniki rodowe. Stąd brak źródeł do historii Polski.
Obecnie niszczenie pozostałości systemu oświaty posuwa się błyskawicznie. W chwili obecnej wyrzuca się ok. 10 000 etatów nauczycielskich podając za jedyną przyczynę zmniejszenie liczby uczniów. Nie podaje się natomiast prawdziwej przyczyny, to jest ogromnej redukcji godzin przeznaczonych na edukację. Nauka historii została sprowadzona do 1 godziny tygodniowo, podobnie geografia, fizyka etc. Zlikwidowano eksperymenty i doświadczenia w szkołach z chemii, fizyki, biologii. Taki np. minister z Bożej łaski Roman Gertych zlikwidował matematykę na maturze i 15 roczników zostało pozbawionych elementarnej wiedzy - logiki. Jeszcze dalej poszła p.Hall pozostawiając nauczanie na poziomie jaki w 1942 roku ustalono na naradzie u Hitlera, o czym pisze w swoich pamiętnikach gen. Moll. Postanowiono, że Polacy mają posiadać umiejętność czytania i pisania tj. mniej więcej poziom 3 klas. Rosjanie mieli tylko czytać i znać znaki drogowe. Biorąc pod uwagę, że obowiązkowe w Polsce jest tylko 6 klas, a pierwsze 3 klasy są bezstresowe, to tak naprawdę pozostały 3 lata nauki.
Jeszcze dalej w niszczeniu oświaty idą kolejne zmiany poprzez powstawanie tzw. szkół demokratycznych, które reklamuje prof. Bogusław Świderski. Mają to być szkoły, oczywiście bezstresowe, w których dzieci i młodzież będą mogły sobie wybierać przedmioty, określać czas zajęć, bez oceny jakości przyswajanego materiału. Jeżeli to nie jest tylko chęć wyłudzenia od nowouryszy obecnie 800 złotych miesięcznie, to jest ewidentnym przykładem rozkładu systemu edukacji. Niestety tabliczki mnożenia nie da się inaczej nauczyć jak na pamięć. Widać wyraźnie, że tzw. reformatorzy wzorują się na zachodnich szkołach dla nas zapominając, że tam nadal istnieją szkoły z bardzo ostrym egzekwowaniem wiadomości dla wybranych.
Na o wiele wyższym poziomie umysłowym byli chłopi w Wandei w 1793 roku, którzy w drugim punkcie swoich postulatów postawili konieczność istnienia szkół w każdej parafii, tak aby dziecko nie miało do niej więcej aniżeli pół wiorsty, ponieważ dziecko musi także pomagać rodzicom, a nie tracić czas na wędrówki. O tym zupełnie nie wiedział inny profesor będący ministrem Mirosław Handke ze swoimi osinobusami (autor reformy edukacji 1999).
A nasi “radni” likwidują szkoły, szczególnie na wsiach pod pretekstem finansowym. W XIX wieku na Pomorzu chłopi we wsi posiadającej 11 dymów potrafili utrzymać nauczyciela za własne pieniądze, aby dzieci nie były “głupie”. Obecnie rodzice wolą kupić dziecku quada lub komputer… Jak widzimy, ci obecni rodzice nie dorośli do takiego poziomu jaki istniał na przysłowiowej wsi 200 lat temu. To są właśnie skutki upadku oświaty przez ostatnie 70 lat po wojnie.
Sprawa oświaty jest w Polsce marginalizowana od początku istnienia państwa Piastów. Ani Piastowie ani tym bardziej kniaziowie z Lituwy nie byli zainteresowani szkolnictwem. Pomimo, że Polska istniała od morza do morza i granica przebiegała ok. 500 km za Kijowem, a handel polski obsługiwały dwa porty na Morzu Czarnym, żadnemu z Jagiellonów nie przyszło do głowy otwarcie dalszych szkół wyższych- uniwersytetów. Takie książątko z Prus, kraju wielkości dwu województw polskich miało dwa uniwersytety, a olbrzymi kraj o powierzchni ponad miliona kilometrów kwadratowych miał tylko jedną wyższą uczelnię. Obecnie jest jeszcze gorzej. Kraj zamieszkiwały przez ok. 35 milionów ludzi posiada ponad 470 “wyższych” uczelni, podobno publikuje ok. 40 000 doktoratów rocznie ale tak naprawdę tylko ok. 100 patentów. To co te doktoraty znaczą??? z wyjątkiem papierków pozostaje tajemnicą tych “wyższych” uczelni. Jak to jest możliwe, że poseł w czasie kadencji, pracując za społeczne pieniądze, kończy maturę albo jeszcze lepiej i maturę i “wyższą”szkołę zwaną licencjatem czyli dawniejsze kursy pomaturalne. I to wszystko w czasie, za który mu płacą podatnicy, przeznaczonym na zajmowanie się sprawami okręgu wyborczego. Czy nie powinni oni zwracać tych pieniędzy podatnika rzekomo przeznaczonych na utrzymanie biur i wynagrodzenie, skoro pan poseł zajmował się własnym “wykształceniem”?
Dla porównania ok.90 milionowe Niemcy posiadają tylko 80 wyższych uczelni ale za to patentują ok 17500 wynalazków rocznie. Do czego doprowadziło takie rozdrobnienie w Polsce widać w sejmie. Posłowie chwalą się tylko i wyłącznie liczbą zatwierdzonych ustaw. Naprawdę jest imponująca. Nie ma możliwości przeczytania tych kartek, dlatego kilka razy w roku dochodzi do tzw. nowelizacji czyli poprawiania ustaw. W sumie nikt nie wie, która jest obowiązująca.
A skutki takiego bałaganu prawnego są istotne dla oświaty. Tworzone podręczniki są bezmyślnie przepisywanymi co roku dawnymi książkami. Zmienia się tylko formę ale większość treści pozostaje ta sama. Jeszcze w latach 90-tych uczono młodzież, że ludzie wyjeżdżali na Sybir do pracy ponieważ tam lepiej płacono!
Od wielu, wielu lat wtłacza się do głów młodzieży w szkołach, a dorosłym w mass mediach nazwiska osób rzekomo zasłużonych dla Polski i przedstawia się je jako wybitnych bohaterów. Niestety postacie te nie tylko, że nie zapisały się w historii pozytywnie dla polskiej racji stanu, ale wielokrotnie działały na jej szkodę. W podręcznikach pomija się natomiast zupełnym milczeniem ludzi naprawdę zasługujących na uznanie. Pomija się postacie, które zupełnie bezinteresownie, z narażeniem własnego życia pracowały na chwałę Rzeczpospolitej. Takim cichym bohaterem jest ks. Augustyn Kordecki. Wspomina się o nim w szkole, ale tylko podczas lektury “Potopu” Henryka Sienkiewicza, a nie na lekcjach historii - jako o człowieku, którego postawa zmieniła bieg wydarzeń i zapobiegła dalszemu rabunkowi Polski przez Szwedów. A przecież Szwedzi rabowali i wywozili wszystko, co się ukraść dało łącznie z drzwiami i futrynami okiennymi. Mało kto w Polsce wie, że np. zamki i pałace Jury Krakowsko-Częstochowskiej obrabowane przez Szwedów nigdy już nie odzyskały swego blasku, a w muzeum w Sztokholmie chwalą się zrabowanymi z Polski precjozami i żaden „polski rząd”nie występuje o zwrot tych dzieł sztuki. W Szwecji są to praktycznie jedyne dzieła sztuki, więc załatwiają sprawę tylnymi drzwiami i wygaszają wszelkie dyskusje na temat zwrotu tych zabytków. Oczywiście starsi i mądrzejsi z MSZ nie są zainteresowani sprawą. Dopiero przykład ks. A. Kordeckiego w trakcie obrony Jasnej Góry w Częstochowie powstrzymał dalszą grabież Polski i zapobiegł rozbiorowi Kraju. Przecież Szwedzi oraz Wołosi i Elektor Brandenburski przy współpracy zdrajców np. Radziwiłłów, czy Radziejowskich, dążyli do rozbioru. Bohaterskiemu księdzu licznych pomników jednak się nie stawia.
Innym takim cichym bohaterem jest ksiądz biskup Kajetan Sołtyk, który za sprzeciw względem tzw. traktatu gwarancyjnego uzależniającego formalnie Polskę od Rosji był jednym z pierwszych z długiego łańcucha zesłańców na Sybir w 1767, gdzie przebywał do 1773 roku. Przeżycia na zesłaniu tak zmieniły ks.Biskupa, że nigdy nie odzyskał zdrowia i zamarł kilka lat po powrocie do Kraju.
Podobnie postać generała Kazimierza Pułaskiego bardziej jest znana w USA aniżeli w Polsce. A przecież to on jako jeden z pierwszych przeciwstawił się Moskalowi (w owym czasie Rosja zwana była Moskwą, a mieszkaniec tego państwa Moskalem) w Okopach Świętej Trójcy i Barze, przez ponad 4 lata bronił Polski. Przez ponad 6 miesięcy bronił Częstochowy przed Moskalami. (Konfederacja Barska nie jest tak czystą sprawą, jak się opisuje obecnie. Duży wkład w jej wywołanie mieli agenci i pieniądze z zewnątrz, bardziej przysłużyła się konfiguracjom międzynarodowym aniżeli Polsce).
Za to nagłaśnia się wszędzie postać Tadeusza Kościuszki "jako największego bohatera”przedrozbiorowego. A tak naprawdę ten zdolny rysownik nigdy wojskowym nie powinien być. Będąc członkiem tzw. Korpusu Kadetów Szkoły Rycerskiej (trzynaścioro dzieciaków, jeden sierżant i jedna markietanka) został zauważony przez króla Stanisława Poniatowskiego (do tej postaci jeszcze wrócimy) jako zdolny rysownik i wysłany do Paryża na pobieranie dalszych nauk malarskich w Akademii Malarstwa i Rzeźby. Po powrocie do Polski został mianowany generałem i dowodził bitwą pod Dubienką 18 lipca 1792 roku. Nie popisał się tam ani roztropnością, ani wiedzą, ani odwagą uciekając z pola bitwy z jednym batalionem. Naoczny świadek Julian Niemcewicz w swoich pamiętnikach tak to opisuje: ”Szukając Naczelnika już późną nocą dotarłem do karczmy żydowskiej i zastałem Naczelnika z płaczem piszącego raport do króla: “No chwała Bogu Naczelniku, że was tutaj zastałem, wielka wiktoria, tylko jeden batalion gdzieś przepadł. - Ten batalion jest ze mną - odpowiedział Kościuszko z płaczem”.
A potem ten rzekomy bohater narodowy za 60 000 franków i przy pomocy innych europejczyków wywołuje powstanie mające odciągnąć wojska moskiewskie idące na Paryż w celu zdławienia rewolucji we Francji. Paryż uratowany, ale Polska stracona. Cała ta awantura skończyła się wymazaniem Polski z mapy świata na 120 lat i tysiącami zabitych oraz zesłanych na Sybir. Za ten czyn został ponownie nagrodzony w 1943 roku przez tych samych Moskali, którzy tworzoną u siebie polską-sowiecką dywizję nazwali jego imieniem. Jak gdyby na ironię.
O tym jak ważna jest edukacja i mass media świadczy najlepiej afera jaka wybuchła w 2009 roku po opublikowaniu przez byłego wysokiej rangi funkcjonariusza tajnych służb w Niemczech informacji, że w 1948 roku, przed wyrażeniem zgody na powstanie NRF, Stany Zjednoczone wystawiły dokument, który musi podpisywać przed wyborami każdy premier i prezydent Niemiec. Dokument ten jednoznacznie oddaje całą oświatę i informację pod zarząd USA.
Wnioski: 1. Nie wolno rozpatrywać historii Polski bez badania wpływu innych państw na nasz kraj.
2. Podboje nie zaczynają się od wprowadzenia wojsk, czy też blokad gospodarczych, ale od zmiany mentalności danego społeczeństwa. Zmiana ta dokonuje się najczęściej wiele lat przed faktycznym zniewoleniem.
3. Społeczeństwo nie posiadające własnych elit, czyli ludzi wykształconych, jest łatwym łupem bezwzględniejszych sąsiadów.
4. Społeczeństwo nie posiadające własnej, prawdziwej historii przestaje istnieć w okresie najdalej 3 pokoleń.
5. Jedynym sposobem ratowania takiego młodego społeczeństwa, w obecnej dobie, jest indywidualna nauka. Opanowanie nauki przez państwo zawsze kończy się indoktrynacją. Dotyczy to wszystkich dziedzin łącznie z naukami ścisłymi. Najlepszym dowodem tego stanu rzeczy jest np. w Polsce brak nowych patentów.
6. Jest kompletnym absurdem pozostawianie nauki w rękach “młodzieży” ( tzw. wybór przedmiotów). Jak się czegoś nie zna to się nie lubi. Zestaw przedmiotów na danym kierunku powinien być zawsze szerszy aniżeli węższy. Do 18 roku życia nauka powinna być w systemie ogólnokształcącym, a nie jednokierunkowym. Zdolności i zainteresowania rozwijają się w różnym wieku. Podstawy wiedzy muszą być wynoszone z młodości.
Film: Niewidzialna wojna. Wykład o procesach destabilizacji i przejmowania krajów.
PS. Ciekawe kogo moje prace tak bulwersują, że jak mi podali Czytelnicy powstała już kolejna strona“krytykująca je”. Przecież utrzymanie strony kosztuje, ktoś opłaca “człowieka”, opłaca abonament?
P.S. Od 1880 roku monopol prasowy jest trzymany przez konsorcjum Rothschilda. W ten prosty sposób wszystkie gazetki i gazety mają mniej więcej ten sam zakres informacji. Niepoprawne politycznie informacje są przemilczane, a właściwe nagłaśniane. Stąd także rozbicie prasy w poszczególnych krajach na lokalne dzienniki. Powoduje to powstanie rozbicia ”dzielnicowego”. Afery nagłaśniane lokalnie nie przeszkadzają “politykom” na robienie karier w innych regionach. Dlatego np. w Polsce przewozi się “polityków” przed wyborami, do różnych województw. Ustanowienie prawa, że można być posłem tylko z regionu w którym się mieszka znacznie utrudniłoby manipulacje.
Przykład obecny: nigdzie nie można znaleźć zdjęć ludzi rzekomo zatrutych gazem w Syrii, a to wg różnych źródeł od 1600 do ponad 4000 ludzi. Tak zwykle chętni reporterzy nie opublikowali ŻADNEGO zdjęcia. To jedno przedstawiające dzieci, nie jest zdjęciem osób zatrutych gazem bojowym. Jeżeli to w ogóle są ludzie.
Dr Jerzy Jaśkowski SFMRM Kontakt do autora: jjaskow@wp.pl
"Wszystko, co jest bezpośrednio związane z wydarzeniami, które my – wierzący, uznajemy za cuda, musi być natychmiast bombardowane przez księcia ciemności, który wmawia człowiekowi, że sam może decydować o tym, co jest dobre, a co złe" - mówi w rozmowie z Fronda.pl Jan Budziaszek.
„Żyjemy w czasach, w których światem rządzi książę ciemności. Wszystko, co jest bezpośrednio związane z wydarzeniami, które my – wierzący, uznajemy za cuda, musi być natychmiast bombardowane przez księcia ciemności, który wmawia człowiekowi, że sam może decydować o tym, co jest dobre, a co złe” - uważa Budziaszek. Muzyk dodaje: „Nie ma co się dziwić tym, że media wściekle reagują na doniesienia o cudach czy uzdrowieniach, ani się tym przerażać, bo po prostu żyjemy w takich czasach”. „Co na ten temat mówi Słowo Boże?” - zastanawia się Budziaszek i po chwili odpowiada: „Wszyscy przeznaczeni do życia wiecznego, uwierzyli. Trzeba się z tego cieszyć, a resztę zostawić”.
„Pamiętajmy też o tym, że wiara to jest łaska. Nie wynika z tego, czego człowiek wyuczy się w szkole czy na uniwersytecie, nie zależy od zrobionych doktoratów, ale jest ŁASKĄ. Proszę zobaczyć, że Pan Jezus miał do wyboru uczonych w piśmie, faryzeuszy a kogo posłał ze swoją nauką? Prostych rybaków. Tak jest do dzisiejszego dnia. Wszystkie objawienia, od Guadalupe, przez Fatimę czy Gietrzwałd – dotyczyły dzieci, prostych dzieciaków, pastuszków” - kontynuuje w rozmowie z Fronda.pl.
„Jesteśmy stworzeni jako wolni ludzie. Powołani do wolności. Wszyscy przeznaczeni do życia wiecznego, uwierzyli. Nie przejmujmy się tymi, którzy wyśmiewają uzdrowienia. Prawdę poznamy przy końcu czasów” - konstatuje Jan Budziaszek.