sobota, 19 września 2015

O co chodzi Franciszkowi?

Synod „liberałów”? Katolickie organizacje biją na alarm


Synod „liberałów”? Katolickie organizacje biją na alarm
fot. REUTERS/ Forum

Watykan opublikował listę uczestników Synodu o Rodzinie, który odbędzie się w dniach od 4 do 25 października br. „Voice of The Family” alarmuje, że na liście, zwłaszcza wśród duchownych dobranych przez papieża Franciszka, widnieje znaczna liczba nazwisk hierarchów publicznie zajmujących stanowisko sprzeczne z nauczaniem i dyscypliną Kościoła.

Dzięki papieskiej nominacji udział w najbliższej sesji synodu weźmie kardynał Walter Kasper, były przewodniczący Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan, który w ubiegłym roku zaproponował, by umożliwić przyjmowanie Komunii świętej rozwiedzionym katolikom żyjącym w nowych związkach (a więc trwającym w grzechu ciężkim). Podobnie kardynał Godfried Danneels, były arcybiskup diecezji Mechelen-Bruksela, który w 1990 roku próbował przekonać króla Belgii Baldwina, by podpisał ustawę aborcyjną. W 2013 kard. Danneels pozytywnie wypowiadał się o tzw. homomałżeństwach, chwaląc ustawodawstwo zezwalające osobom żyjącym w związkach jednopłciowych na „zawieranie małżeństwa cywilnego”. Hierarcha ten został zaproszony przez papieża na synod już po raz drugi.

Wśród hierarchów zaproszonych do udziału w pracach synodu znajduje się kard. Blase Cupich, arcybiskup Chicago, który bronił udzielania Komunii Świętej proaborcyjnym politykom. W 2011 r. zabronił kapłanom ze swojej diecezji uczestnictwa w akcji modlitewnego czuwania w obronie życia poczętego – 40 Days for Life. Hierarcha popiera ustawodawstwo cywilne w sprawie redefinicji małżeństwa.

Arcybiskup Bruno Forte, odpowiedzialny za sporządzenie i dołączenie do raportu końcowego ubiegłorocznego synodu o rodzinie skandalicznych punktów o homoseksualistach, po raz kolejny będzie pełnił stanowisko sekretarza. Tezy zawarte w skandalicznym „Relatio post disceptationem” są jego osobistymi wnioskami. Dzięki papieskiej nominacji w synodzie udział weźmie kardynał Christoph Schönborn, arcybiskup Wiednia i przewodniczący Konferencji Episkopatu Austrii. Hierarcha ten apeluje, aby zmienić duszpasterskie podejście do homoseksualistów i by starać się dojrzeć „elementy pozytywne” w tworzonych przez nich związkach. Z kolei arcybiskup Nowego Jorku, kardynał Timothy Michael Dolan, choć bywa zaliczany do przeciwników programu Kaspera, to poprowadził w tym roku „inkluzyjną” paradę Świętego Patryka. Pochwalił też jej organizatorów za współpracę z organizacjami homoseksualnymi.

Kardynał Donald Wuerl (arcybiskup Waszyngtonu) jest czołowym zwolennikiem udzielania Komunii Świętej katolikom publicznie promującym poważne zło moralne, jakim jest aborcja. W 2012 Wuerl zganił podległego mu kapłana za… nieudzielnie Komunii świętej lesbijce uczestniczącej z partnerką w pogrzebie matki. Archidiecezja wydała publiczne przeprosiny, a duchowny został zganiony. W obradach uczestniczyć będzie także kard. Dionigi Tettamanzi, były arcybiskup Mediolanu, który poparł „duszpasterskie” propozycje Kaspera.
Dzięki zaproszeniu papieża w pracach uczestniczyć będzie kard. Óscar Andrés Rodríguez Maradiaga, arcybiskup Tegucigalpa, przewodniczący Konferencji Episkopatu Hondurasu i „bliski doradca papieża Franciszka”, który w tym miesiącu publicznie bronił propozycji kard. Kaspera. W zgromadzeniu, któremu przewodzić będzie papież, weźmie udział kard. Lluis Martinez Sistach, arcybiskup Barcelony, który odmówił wyciagnięcia konsekwencji wobec podległego mu kapłana, odpowiedzialnego za sfinansowanie aborcji dwóm młodym dziewczętom. Podobnie kard. Raymundo Damasceno Assis, arcybiskup Aparecida (Brazylia) i przewodniczący episkopatu brazylijskiego, który przed zeszłorocznym Synodem chwalił „bardziej miękką i tolerancyjną retorykę Franciszka, w szczególności w odniesieniu do homoseksualizmu”.

Na liście uczestników synodu znalazł się kard. Luis Antonio Tagle, arcybiskup Manili na Filipinach, który na początku tego roku potępił hierarchów kościelnych, używających „trudnego" i „ciężkiego" języka do opisania grzechu cudzołóstwa i zachowań homoseksualnych. Hierarcha jest zwolennikiem „nowego nauczania o miłosierdziu”. Z kolei kard. John Dew, arcybiskup Wellington i przewodniczący episkopatu Nowej Zelandii, podczas ubiegłorocznego Synodu wezwał Kościół do rezygnacji z określenia grzechu jako „nieuporządkowania”. Hierarcha jest zwolennikiem udzielania Komunii rozwodnikom, żyjącym w konkubinatach.

Victor Fernandez, tytularny arcybiskup Tiburnia (Argentyna), jest jednym z najbliższych doradców teologicznych papieża. Wielokrotnie bezpardonowo atakował kard. Gerharda Muellera, prefekta Kongregacji Nauki Wiary za sprzeciwianie się „kierunkowi Franciszka” w Kościele. Fernández był jednym z autorów raportu końcowego Synodu w październiku ubiegłego roku. Pracował także nad najnowszą encykliką papieską dot. ochrony środowiska. W maju br. hierarcha mówił dziennikarzom, że papież „dąży do reformy, która jest nieodwracalna”.

Ksiądz Antonio Spadaro, dyrektor włoskiego dziennika „La Civilta Cattolica”, jest osobistym przyjacielem papieża i wielokrotnie promował w swoim piśmie „tezy Kaspera” i liberalizację nauczania moralnego Kościoła w kwestii małżeństwa i rodziny. W gronie kontrowersyjnych uczestników synodu odnaleźć możemy także księdza Pio Vito Pinto, szefa komisji odpowiedzialnej za wprowadzenie radykalnej reformy dot. skrócenia i uproszczenia procesu stwierdzania nieważności małżeństwa. Na łamach watykańskiej gazety „L'Osservatore Romano” ks. Pinto otwarcie przyznał, że z reform wprowadzonych w ub. tygodniu na polecenie Ojca Świętego skorzystają „osoby rozwiedzione żyjące w nowych związkach”. Dodał, że z pewnością „wzrośnie liczba małżeństw nieważnych”.

„The Voice Of Family” alarmuje, że Kościół stoi w obliczu poważnego kryzysu. „Nadszedł czas dla wszystkich katolików, na każdym szczeblu Kościoła, by zdali sobie sprawę z kryzysu, który nas ogarnia. Każdy z nas – zarówno duchowny, jak i świecki – ma prawo i obowiązek bronić katolickiej doktryny i praktyki przed atakami ze strony przedstawicieli hierarchii”. W gronie uczestników synodu znaleźli się także duchowni znani z obrony tradycyjnego nauczania Kościoła. Są to m.in. kard. Wilfrid Fox Napier, (arcybiskup Durbanu, RPA), kard. Elio Sgreccia (były przewodniczący Papieskiej Akademii Życia) i kard. Carlo Caffarra (arcybiskup Bolonii, współautor pracy „Jedenastu kardynałów o małżeństwie i rodzinie”).

W wywiadzie dla Radia Renascença papież Franciszek potwierdził, że podstawą dyskusji synodalnej będzie „Instrumentum laboris”. - Co do Synodu, to dziennikarze są już zaznajomieni z Instrumentum laboris. Będziemy mówić o tym, co jest w nim zawarte. Trzy tygodnie, jeden temat, jeden rozdział na każdy tydzień – mówił papież.

Liderzy „The Voice of Family” przypominają, że „Instrumentum laboris” stanowi bezpośredni atak na fundamenty katolickiej nauki o życiu, małżeństwie i rodzinie. W szczególności dokument ten podważa encyklikę „Humanae Vitae”, proponując fałszywe rozumienie relacji między sumieniem a prawem moralnym (pkt 137). Ponadto koncentruje się na kwestiach antykoncepcji, nie potępiając stosowania tego typu środków i nie odnosząc się do dotychczasowego nauczania w tej kwestii (pkt 34). Wreszcie proponuje udzielanie Komunii Świętej „osobom rozwiedzionym żyjącym w nowych związkach (pkt 120-125). Dokument sugeruje, że konkubinat posiada „pozytywne aspekty” i można uznawać go w pewnym stopniu za legalną formę związku (pkt 57, 61, 63, 99, 102). „Instrumentum laboris” przygotowuje Kościół do akceptacji związków osób tej samej płci, uznając potrzebę określenia „specyficznego charakteru tych związków w społeczeństwie” (pkt 8). Odmawia też rodzicom pełnego prawa w zakresie edukacji seksualnej swoich dzieci (pkt 86).

Organizacja wskazuje, że zgodnie z kanonem 212, paragraf 3, wierni stosownie do posiadanej wiedzy, kompetencji i zdolności mają prawo, a niekiedy nawet obowiązek wyjawienia swojego zdania świętym pasterzom w sprawach dotyczących dobra Kościoła i podawać je do wiadomości innym wiernym. Emerytowany arcybiskup Karagandy, ks. Jan Paweł Lenga stwierdził (Kryzys. Dokąd zaprowadzi nas synod?), że Papież podczas Synodu pokaże po czyjej jest stronie. Dodał, że „albo jesteśmy po stronie Chrystusa, albo po stronie diabła. Nie ma trzeciej opcji. Zwykli ludzie są czasami bliżej Chrystusa, niż kapłani”.

Pełna lista uczestników Synodu dostępna jest na stronie Watykanu.


Źródło: lifesitennews.com, voiceofthefamily.com, AS.


Read more: http://www.pch24.pl/synod-liberalow--katolickie-organizacje-bija-na-alarm,38246,i.html#ixzz3mA7ZNxiz

piątek, 18 września 2015

Migranci !

" Były doradca Nicolasa Sarkozy’ego, Maxime Tandonnet, na łamach francuskiego dziennika „Le Figaro”: Osiągnąłem już taki poziom obrzydzenia i odrazy, że najchętniej bym milczał. Ale sumienie mi na to nie pozwala. Ogromna fala imigrantów, głównie młodych mężczyzn, ucieka z Iraku i Syrii do Europy, pozostawiając za sobą garstkę kobiet, jazydek, które w ich miejscu walczą z Państwem Islamskim. Kobiety walczą, a mężczyźni uciekają. Fajnie, co? A Europa rozlewa łzy nad tymi mężczyznami i szeroko otwiera im swoje drzwi. Jazydki i chrześcijanki są więzione przez Państwo Islamskie, publicznie gwałcone i torturowane. Sprzedaje się je w niewolę. I gdzie są feministki? A gdzie obrońcy praw człowieka? Europa sączy obłudę, tchórzostwo, ślepotę, do tego stopnia, że robi się od tego niedobrze. To, że Europa na coś takiego pozwala, na takie barbarzyństwo, to hańba absolutna! Polityka, chęć do działania, do podejmowania decyzji, zdechła w Brukseli już dawno jak stara opona. Zastąpił ją tani moralizm propagowany przez najgorszych klaunów. Dziękujemy droga Komisjo, jesteś aż za dobra dla nas. Dziękujemy. Bruksela domaga się, by nasze (francuskie-red.) gminy przyjęły 36 tys. imigrantów, jakby nie miały ich już wystarczająco. Każdy poucza każdego. Papież Franciszek (i mówię to z największą przykrością) robi dokładnie to samo. Poucza nas, katolików, ilu muzułmanów powinniśmy przyjąć. Jednocześnie nie zająknął się słowem o mordowanych na Bliskim Wschodzie chrześcijanach. Jak to możliwe, że Watykan nie zamienił się jeszcze w obóz dla chrześcijańskich uchodźców? Co tu się dzieje, bo nie rozumiem? — pyta były doradca byłego prezydenta Francji. Jego zdaniem Europa, która „pozwala na mord chrześcijan o dwa kroki od siebie, z tchórzostwa i zaślepienia, jednocześnie chełpiąc się swoją własną dobrocią, rezygnując po drodze ze swoich granic, to Europa, która jest w trakcie poddania się najgorszemu rodzajowi totalitaryzmu i niewolnictwa, którym jest islam. To Europa u końca swojej drogi — dodaje Tandonnet. Najgorszymi hipokrytami, uważa politolog i historyk, są Niemcy "

środa, 16 września 2015

Stanisław Michalkiewicz, Dlatego Żydzi nie mogą przeboleć utraty rosyjskich alimentów

Główny Srul zlekceważył redaktora Michnika

Felieton    tygodnik „Nasza Polska”    16 września 2015
Ajajajajajajaj! Na tym świecie pełnym złości wszystko przemija - a skoro wszystko, to jakże ma nie przemijać czas dobrego fartu pana redaktora Adama Michnika? Jeszcze w roku 1990 jakieś nowojorskie Żydy nominowały go do tytułu „Żyda Roku 1990”, z czego nawiasem mówiąc przed niezawisłym sądem w Lublinie już siódmy rok toczy się proces o „antysemityzm”. Przed siedmiu, a może nawet ośmiu laty niejaki Karol Adamaszek, wynajęty przez lubelski oddział żydowskiej gazety dla Polaków w charakterze „redaktora”, spłodził donos do tamtejszej prokuratury na Grzegorza Wysoka, jakoby dopuścił się on zbrodni antysemityzmu. Kilka lat temu zeznawałem w tej sprawie w charakterze świadka i stąd mogłem poznać nie tylko te zarzuty, ale również zatrważające rozmiary ignorancji historycznej i obywatelskiej wśród funkcjonariuszek lubelskiej prokuratury. Podczas przesłuchania tamtejsza prokuratura zadała mi – w swoim oczywiście mniemaniu – podchwytliwe pytanie, czy słowo „cham” jest obraźliwe. Odpowiedziałem, że do niedawna było, ale skoro niezawisły sąd w Lublinie prawomocnie uznał, że można w ten sposób zwracać się do prezydenta państwa, to już chyba nie jest. Okazało się jednak, że to tylko taki wstęp, bo pani prokuratoressie chodziło o to, czy określenia „Chamy” i „Żydy” są obraźliwe, czy nie. Wyjaśniłem tedy, że tak właśnie przezywały się frakcje w PZPR – „grupa Natolińska” i tzw. „Puławianie” w latach 50-tych – co m.in. w broszurze wydanej w paryskiej „Kulturze” opisał Witold Jedlicki. Wprawdzie – dodałem – kolega Antoni Zambrowski utrzymuje, że Witold Jedlicki, jako tajny współpracownik SB, napisał tę broszurę i wysłał Jerzemu Giedroyciowi na polecenie Mieczysława Moczara, który tak naprawdę nazywał się Mikołaj Diomko – ale nawet on nie zaprzecza, że określenia: „Chamy” i „Żydy” funkcjonują w dyskursie publicznym i historiografii. Odniosłem nieprzyjemne wrażenie, jakby lubelska prokuratura dowiedziała się tego wszystkiego ode mnie. Nie tylko zresztą prokuratura – bo zaraz po mnie zeznawał pan senator, który na pytanie niezawisłego sądu odpowiedział, że „nigdy” nie słyszał o żadnych „Chamach”, ani „Żydach”. Szczęśliwy człowiek! Odniosłem tedy wrażenie, że niezawisły sąd został niejako zniewolony do uznania, że samo słowo „Żyd” ma charakter nieprzyzwoity.
Tak już na tym świecie pełnym złości bywało. W Rosji, a właściwie – w Sowdepii, bo Związek Radziecki jeszcze wtedy nie został proklamowany – bardzo zwracano uwagę na pyskówki, wskutek czego słowo „Żyd”, które w języku rosyjskim rzeczywiście ma charakter obraźliwy, mniej więcej taki, jak w języku polskim słowo „parch”- zostało zakazane. Doprowadziło to prawdziwej rewolucji semantycznej, bo na przykład w języku rosyjskim jest słowo „ożidat’”, to znaczy – oczekiwać. Skoro jednak słowo „Żyd” zostało zakazane, to w pismach urzędowych zaczęto używać formy „ojewrieiwat’” - bo oznaczające Żyda słowo „jewriej” było nadal dopuszczalne. Ciekawe, kiedy i jakim orzeczeniem zakończy się lubelski proces, który pokazuje, jakie skutki dla jurysprudencji i podatników pociąga za sobą nadgorliwość delatorów z chederu pana redaktora Michnika.
Mniejsza jednak o to, bo chodzi o przemijanie dobrego fartu samego pana redaktora. To jest nieuchronne następstwo starości. Już w XVIII wieku pozbawiony złudzeń ksiądz biskup Ignacy Krasicki w bajce „Stary pies i stary sługa” pisał: „Póki gonił zające, póki kaczki znosił, Kasztan co chciał u pana swojego wyprosił. Zstarzał się. Aż z owego pańskiego pieścidła, psisko stare, niezdatne oddano do bydła”. Otóż to! W roku 1990 pan redaktor Michnik mógł być sobie pieszczochem nowojorskiej diaspory i „Żydem Roku”, ale od tamtej pory minęło 25 lat, sprawa roszczeń ani nie została załatwiona po myśli grandziarza Izraela Singera, więc w centrum zainteresowania znalazły się całkiem inne Żydy. Wprawdzie pan redaktor Michnik próbuje podtrzymać wrażenie, że nadal jest na topie i w swojej żydowskiej gazecie dla Polaków drukuje swoje palavery z ruskim Żydem Grigorijem Jawlińskim, jakim to szubrawcem jest zimny ryski czekista Putin – ale widać że to tylko takie ultimos podrigos, zarówno w przypadku pana redaktora Michnika, jak i Grigorija Jawlińskiego.
Jawliński narzeka, że żydowscy grandziarze wzięli Putina na ochroniarza w nadziei, że czekista będzie czujnie pilnował tego, co sobie w Rosji ukradli, a tymczasem on natychmiast zmienił zamki i żydowscy grandziarze w rodzaju Borysa Bieriezowskiego i Władimira Gusińskiego zostali z fiutem z garści. Warto przypomnieć, że kiedy Putin z rekomendacji wspomnianych żydowskich grandziarzy został wezyrem, a potem – rosyjskim prezydentem, największym zagranicznym inwestorem w Rosji był Cypr. Stało się to w taki sposób, że do grandziarzy, którzy ulokowali się na Cyprze, bo to i ciepło i blisko i banki – przybyli rewizorowie iz Pietierburga. Kiedy ma się lufę pistoletu w ustach, to trzeba mówić krótko i na temat, więc i grandziarze na pytanie – ile ukradli – odpowiadali precyzyjnie: tyle i tyle. - Aha – na to rewizorowie – to zostaw sobie z tego tyle i tyle i żyj spokojnie – ale reszta ma wrócić do Rosji. Nawet nie myśl o tym, że nam uciekniesz; popatrz; znaleźliśmy ciebie tutaj i znajdziemy ciebie wszędzie, więc nawet nie myśl o tym, żeby coś kombinować. I tak się stało; o ile za Jelcyna nie było z czego wypłacać emerytur, a nawet pensji, to za Putina nagle okazało się to możliwe. Okazuje się, że zmiana konwencji ze sportowej na niesportową doprowadza nawet największych żydowskich cwaniaków do bezradności. Nic dziwnego; nawet największy bankier nie potrafi schwytać w rękę kuli wystrzelonej w jego głowę.
Dlatego też Żydzi nie mogą przeboleć utraty rosyjskich alimentów, więc pan redaktor Michnik uwija się jak w ukropie, ale to już nie te czasy, gdy był pieszczochem całej diaspory. Dzisiaj nikt nawet go nie informuje, jak trzeba nawijać i w rezultacie mamy potworny dysonans między żydowską gazetą dla Polaków, a Żydami w bezcennym Izraelu. Oto w momencie, gdy szabesgoje w rodzaju pana red. Jarosława Kurskiego, z tych Kurskich, co to familijnie obstawiają wszystkie możliwe kierunki polityczne, pana red. Piotra Stasińskiego, czy wreszcie biegającego za proroka mniejszego pana red. Jacka Żakowskiego, pryncypialnie chłoszczą mniej wartościowy naród tubylczy za brak entuzjazmu wobec „uchodźców” - izraelski premier Beniamin Netanjahu nie tylko ogłasza zamknięcie granic bezcennego Izraela przed „uchodźcami”, ale również – budowę muru na granicy między bezcennym Izraelem, a Jordanią, żeby nie tylko jacyś „uchodźcy”, ale nawet myszka się tamtędy nie przedostała do żydowskiego paradisu. Co za potworny dysonans, co za brak koordynacji; akurat kiedy najweselszy w całej żydowskiej gazecie dla Polaków dział religijny przystępował do sztorcowania tubylczego Kościoła za sprzeniewierzanie się chrystusowym standardom – taki nóż w plecy, taki obciach, taki brak koordynacji. Najwyraźniej Sam Główny Srul musiał skreślić pana redaktora Michnika z okólnika, wskutek czego tubylczy oddział żydowskiej gazety dla Polaków nie jest o niczym informowany. Ajajajajajajaj!
Stanisław Michalkiewicz

środa, 9 września 2015

„opór” konserwatywnych hierarchów,

„Washington Post”: w Watykanie szykuje się konserwatywny bunt

Data publikacji: 2015-09-09 07:00
Data aktualizacji: 2015-09-08 15:02:00
„Washington Post”: w Watykanie szykuje się konserwatywny bunt
EIDON/MAXPPP / FORUM
„The Washington Post” donosi o kształtowaniu się w Watykanie „oporu” konserwatywnych hierarchów, którzy zamierzają przeciwstawić się rewolucyjnym zmianom na Synodzie o Rodzinie. Jako głównego oponenta lewicująca gazeta wymienia Amerykanina, kardynała Raymonda Burke’a.

„Washington Post” twierdzi, że papież Franciszek stara się wprowadzić zmiany, które umożliwią „bardziej inkluzyjne traktowanie rozwiedzionych katolików, jak i gejów i lesbijek”. Gazeta przypomina słowa kard. Burke’a. – Władza papieska – przestrzegł kilka miesięcy temu amerykański hierarcha – nie jest absolutna. Papież nie ma uprawnień do zmiany nauczania.

Gazeta pisze o rosnącej sile konserwatywnych duchownych, prowadzących „wojną kulturową” w Kościele, jednocześnie zwracając uwagę na postać samego papieża: „reformatora” i „wielkiego rewolucjonisty”, jak go mają określać jego „postępowi sojusznicy”. „Washington Post” przypomina także „postępowe decyzje” Franciszka i pisze o oporze duchownych, z jakim Ojciec święty boryka się w Kościele. Pisze o rosnącej grupie kardynałów, jawnie krytykujących jego posunięcia. Gazeta wskazuje na kilkanaście wywiadów, w tym siedem udzielonych przez wysokich rangą urzędników kościelnych, którzy twierdzą, iż pontyfikat Franciszka „bardzo podzielił Kościół”. Według jednej z przytaczanych opinii, w Kościele doszło do największej polaryzacji od czasów soborowych.

„Konserwatywny bunt – jak czytamy – widoczny jest na wielu polach, w przypadku publicznych komentarzy, ale również w rosnącej popularności konserwatywnych katolickich stron internetowych, promujących opozycję wobec Franciszka; rosnącej liczbie książek i materiałów promocyjnych wspieranych przez konserwatywnych duchownych, chcących przeciwdziałać liberalnemu trendowi; w przypadku medialnych przecieków wymierzonych w watykańskich reformatorów”.

Gazeta przypomniała wypowiedzi kard. Burke’a, twierdzącego, że pomimo ogromnej władzy, jaką ma papież, doktryny Kościoła nie można zmienić. Cytuje także słowa brytyjskiego liberała, ks. Timothy’ego Radcliffe’a, który uważa, że Ojciec św. z zadowoleniem przyjął otwartą debatę, jaka toczy się w Kościele. Duchowny niepokoi się jedynie, co z niej wyniknie. Ks. Radcliffe przekonuje, że „zamiast wytyczenia jasnego stanowiska, papież jest bardziej subtelny i często w sposób dorozumiany powstrzymuje liberalnych przywódców kościelnych, którzy naciskają na radykalną zmianę, podczas gdy jednocześnie sugeruje i dozwala na otwartą debatę odnośnie granic proponowanych reform”.

Gazeta wspomina, że „zachętę” papieża wykorzystali skrajni liberałowie w Kościele do testowania zakresu wolności, proponując niekiedy radykalne rozwiązania np. uznanie tzw. małżeństw jednopłciowych. „WP” dodaje, że z drugiej strony konserwatyści, którzy zdecydowanie zaprotestowali przeciwko takim posunięciom, stając w obronie prawdziwej nauki Kościoła są często określani mianem „wrogów papieża”.

Mamy obecnie poważny problem. Bardzo niepokojącą sytuację, w której katoliccy księża i biskupi mówią i robią rzeczy, które sprzeciwiają się temu, co naucza Kościół. Mówią o związkach tej samej płci, o Komunii dla osób żyjących w cudzołóstwie. Dotychczas papież nie robi nic, aby ich uciszyć, więc wniosek jest taki, że to jest to, czego chce papież – tłumaczył „zamieszanie” w Kościele jeden z wypowiadających się anonimowo konserwatywnych hierarchów.

Gazeta wspomina o „reformach” Franciszka, o usunięciu kierownictwa Banku Watykańskiego i o przeciekach medialnych, które mają kompromitować niektórych duchownych. Na przykład Australijczyka kard. George’a Pella. Jednocześnie wyraża „zdumienie” nasilającą się publiczną krytyką Ojca Świętego. Przytacza słowa listu otwartego bp. Thomasa Tobina z Providence, który stwierdził, że „Kościołowi – który zgodnie z sugestią Franciszka, powinien przystosować się do potrzeb życia – grozi niebezpieczeństwo utraty odważnego, kontrkulturowego i proroczego głosu, jakiego świat dzisiaj potrzebuje”. Dalej wskazuje na wypowiedzi kard. Burke’a o Kościele jako o „statku bez steru”.

Nawet kard. Pell podważył – ze względów teologicznych – papieskie wezwanie do podjęcia radykalnych działa w sprawie zmian klimatycznych. Pell powiedział w lipcu „The Financial Times”, że „Kościół nie posiada mandatu od Pana, aby wypowiadać się w sprawach naukowych”. Wreszcie „Washington Post” wspomina o inicjatywie ponad pięciuset duchownych katolickich z Wielkiej Brytanii, którzy zasugerowali, że ubiegłoroczny synod wprowadził „wiele zamieszania w katolickiej nauce moralnej”.

Zdaniem gazety, konserwatyści rozpoczęli kampanię przeciwko ewentualnej zmianie umożliwiającej rozwiedzionym katolikom (żyjącym w kolejnych związkach) przyjmowanie Komunii świętej. W ubiegłym roku pięciu prominentnych duchownych, w tym kard. Burke i kard. Carlo Caffarra z Bolonii przygotowali „manifest” wymierzony przeciwko temu projektowi. Tymczasem liberałowie twierdzą, że nie robią nic złego. Otwarcie dyskutują na trudne pytania, do czego zachęcił ich sam papież.

Źródło: washingtonpost.com, AS.


Read more: http://www.pch24.pl/washington-post--w-watykanie-szykuje-sie-konserwatywny-bunt,38041,i.html#ixzz3lEq2nkzy

piątek, 4 września 2015

pełen tekst pani Iwony L. Koniecznej, usunięty przez wielbiących wolność słowa bojowników o wielokulturowość.


"Mam rodzinę na wyspie Kos, w Atenach i na Peloponezie - jedna moja kuzynka jest żoną greckiego policjanta, a mąż drugiej pracuje w Urzędzie Miejskim (pracownik samorządowy). Mam także rodzinę w Rzymie.

Mnie kitu się nie da wepchać. Mam wiadomości z pierwszej ręki. Kuzynki mi opisują, co mają pod oknami. Znam tez języki obce i umiem czytać ze zrozumieniem.

W takiej sytuacji nie dam się wziąć na zmanipulowane zdjęcia "uchodźców", na których są głównie kobiety. Porażająca większość tych ludzi - w realu - to młodzi faceci, którzy zachowują się roszczeniowo oraz agresywnie.

W ich kulturze takie zachowanie jest przyjęte, a nawet pożądane - bo islam - czy w ogóle tamten rejon świata - tak kształtuje postawę męską. W zderzeniu z naszą kultura - może być tylko bum!

Jeżeli więc pani chce pomagać - to przecież może pani zaprosić na swój koszt z 10 syryjskich rodzin i się nimi zająć we własnym domu. Jest pani wolnym człowiekiem, wie pani co pani robi - proszę bardzo, śmiało, nasze prawo pozwala pani zapraszać gości z Afryki czy Bliskiego Wschodu i ich utrzymywać. Proszę ogłosić zbiórkę darów w internecie, mam dwa wolne koce, to wesprę pani inicjatywę.

Protestuję, ponieważ pani działalność jest niebezpieczna dla moich interesów. Nie życzę sobie nieopanowanych, poza kontrolą, przemian w moim otoczeniu - zwłaszcza że naszym problemem podstawowym jest Ukraina oraz Putin, który zaczął marsz na Zachód. Czego ani pani ani Europa nie życzycie sobie widzieć.

Jestem zdecydowanym przeciwnikiem przyjęcia u nas tych ludzi, których pani nazywa "uchodźcami".
Miałabym jednak znacznie mniej uwag na ten temat, gdyby zwolennicy przyjęcia tych uchodźców nie operowali kłamstwem historycznym np. na temat Iranu w 1943 (a może po prostu nie znacie historii waszego kraju, i opowiadacie te głodne kawałki w dobrej wierze?) - oraz nieprawdą na temat stanu polskiej gospodarki, a także nazywali rzeczy po imieniu: to są imigranci ekonomiczni a nie uchodźcy.

Nie należy szermować kłamstwem, tylko postawić sprawy jasno.
A w tej sprawie łgarstwo goni łgarstwo.
Za bardzo państwo się przyzwyczailiście do manipulacji. Albo działacie w dobrej wierze lecz w niewiedzy jak jest tzn. ktoś wami manipuluje.

Bez względu na powody, państwo nie szanujecie inteligencji oraz wiedzy i doświadczenia życiowego tych, z którymi rozmawiacie.

Dlaczego nie mówicie o akcji łączenia rodzin? - przecież prawodawstwo europejskie to zaleca - to jest obligatoryjne, co oznacza że jak przyjmiemy jednego człowieka - to on ma prawo ściągnąć rodzinę.
To jest dalszych 10 osób, takie rachunki są zrobione we Francji.

Jeżeli więc teraz zgodzimy się wziąć 20 tysięcy ludzi - to jest REALNA zgoda na 200 tysięcy ludzi. A z tego co słyszałam mowa o 81 tysiącach wyjściowo - bo podobno uchodźców ma być co najmniej 2 x więcej niż już jest - czyli po akcji łączenia rodzin mówmy o prawie milionie obcych, w większości muzułmanów w ciągu 3-5 lat (od razu ich przecież nie ściągną, trochę to zajmie, w przeciwieństwie do pani myślę dalekowzrocznie oraz systemowo tzn. umiem operować kilkoma wskaźnikami naraz).

Jak on się utrzymają w kraju, który jest w ekonomicznej zapaści, zadłużony na 3 biliony, nie ma na emerytury dla własnych obywateli, nie ma własnego majątku narodowego oprócz lasów - i po wyjeździe 3 milionów własnych emigrantów ma kilkanaście procent bezrobocia - w tym także strukturalnego (powyżej 20%). My NIE POTRZEBUJEMY PRZECIEŻ LUDZI DO PRACY. Niech jadą tam, gdzie jest praca. No a przecież podstawowy problem z ta ludnością jest taki, ze oni nie pracują.

Jaki jest odsetek dzieci i młodych kobiet w tej grupie, która do nas jedzie, niech mi pani powie?
Bo w tej grupie, którą rzekomo pani Miriam wyrwała bohatersko spod kul (część tych ludzi już WRÓCIŁA DO SYRII) - było 27 procent dzieci (osób poniżej 18 roku życia, małych dzieci było bardzo mało - to są dane oficjalne Straży Granicznej).

Dziwna sprawa jak na wielodzietne rodziny syryjskie - i uchodźców, którzy chronią co mają najważniejszego.

W Iranie - w 1943, jak już jesteśmy przy tym - były takie proporcje: ponad 3 kobiety lub dzieci na 1 faceta w wieku poborowym.

Tak wyglądają prawdziwi uciekinierzy, proszę pani, zawsze i na całym świecie.

Ci nasi to nie byli uchodźcy tak nawiasem, tylko ludność cywilna sojusznika (rząd polski) przejęta przez Brytyjczyków od drugiego sojusznika (ZSRR) w ramach międzynarodowej umowy anglo-polsko-rosyjskiej.

Tak to formalnie wyglądało: nikt nie uciekał przez Morze Kaspijskie łódkami, zarzynając po drugie współ-uciekinierów.
Arabowie ani Persowie (czy Syryjczycy) nie byli stroną w sprawie ani jako jakikolwiek naród ani jako jakiekolwiek państwo.

Nic nie zawdzięczamy tamtemu światu czy rejonowi, innymi słowy. Nie mamy też żadnych rachunków z Afryką.

Brytyjczycy zrobili bardzo dobrą statystykę w Iranie - wręczyli nam zresztą za to rachunek - w 1945 roku. To nie była żadna pomoc humanitarna, tylko usługa.

I Polska za to zapłaciła (koszta naszego rządu w Londynie). Nie tylko krwią swoich żołnierzy oraz pilnowaniem pól roponośnych w Iranie ( - bo o to chodziło Brytyjczykom, którzy rządzili wtedy na 90% Iranu, to był zdaje się nawet protektorat - tylko dlatego nas w ogóle wzięli z ZSRR, że od 2 lat mieli bunt tubylców na pokładzie - i potrzebowali naszych mężczyzn pod broń - brakowało im sił, a Anders umiał się targować i wytargował, że żołnierze wyjdą z rodzinami - i tak uratował tysiące wojennych sierot oraz samotnych kobiet).

Polecam, żeby pani coś przeczytała na temat Iranu, zanim zacznie sadzić innym niedouczonym jakąkolwiek tania propagandę o naszych zobowiązaniach wobec świata.

Proszę poczytać o tysiącach ludzi - kobiet i dzieci, które via Iran trafiły (tam ich Angole osiedliły) na terenach, gdzie szalała mucha tse-tse: nie było wody za to, chleba ani lekarstw - i na terenach byłego obozu koncentracyjnego dla Burów.

Chyba że pani się zgadza, żeby w identyczne warunki u nas trafili teraz ci Syryjczycy. Ale z kolei ja się na to nie zgadzam.

Nie zgadzam się na katastrofę humanitarną w Polsce. Bo pani działania tym się właśnie skończą: katastrofą humanitarna - taki będzie pierwszy efekt. A potem będzie niechęć przyjezdnych do nas - i rozbuchana roszczeniowość. Tak działa ludzka psychologia.

W tej sprawie mieszają ludzie, którzy być może mają wielkie serce, ale mały rozum. Gdzie pani da mieszkanie - tylko tym 20 tysiącom ludzi? Przecież wielu Polaków nie stać na własne mieszkanie - wsadzi pani tych uchodźców do namiotów i da im łopatę do odśnieżania okolicy oraz walonki, czy jak?

A jak w zimę będziemy mieli po minus 25 stopni - to co pani zrobi z tymi ludźmi?

Jak zapewni pani szkołę dzieciom?
Jak pani te dzieci chociaż nauczy polskiego? - skąd pani weźmie nauczycieli? Przecież PO zlikwidowała szkoły. Sześciolatki mają naukę na ZMIANY - jak w latach 50-tych. Szkoły są przepełnione.

Skąd pani weźmie opiekę lekarską? - także specjalistyczną?
Przecież nasz system opieki medycznej jest niewystarczający dla nas samych (po wyjeździe 3 milionów ludzi!) - nikt nie marzy o poziomie europejskim w tym względzie dla własnych obywateli. Ludzie czekają na operacje po 2 lata - teraz mają czekać po 2,5 - bo pani jest młoda, zdrowa i ma dobre serduszko dla małych murzynków Bambo?

Jak pani to zamierza zrobić?

Jak pani będzie zwalczać lokalne choroby, które ci ludzie ze sobą przywiozą? - na całym świecie z tym jest problem, o czym tacy dobrzy ludzie jak pani - nie informują, bo i po co.

Jak pani będzie zwalczać obrzezanie kobiet - zabójstwa honorowe - i przemoc wobec kobiet kobiet w tej kulturze? Da im pani do poczytania "Wysokie obcasy"? Czy powachluje pani tych ludzi konwencja antyprzemocową?

Czy pani opiekowała się kiedyś chociaż psem ze schroniska? - czy pani wie ile zachodu kosztuje wyprowadzenie go na prostą? Ucywilizowanie?

Pani nie rozumie kosztów społecznych realnych, nie mówię nawet o zwykłych materialnych - tej operacji. Przecież to są LUDZIE.
Na Boga, to ludzie. Mają znacznie więcej sfer do wyprostowania niż półdziki pies, którego ktoś bił - pies który spędził życie przywiązany do budy.

To jest problem z wyobraźnią przestrzenną.
Ludzie to nie są kawałki papieru ani bity - te głupoty, które pani wypisuje nic nie kosztują, ale my mówili o LUDZIACH, którym nie jesteśmy w stanie realnie zaoferować NAWET takich warunków pobytu, jakie ma u nas domowe bydło.

Ja szanuję ludzi, w przeciwieństwie do pani.
Wiem cokolwiek o ich potrzebach. Wiem co to jest ODPOWIEDZIALNOŚĆ za drugiego człowieka.
Poza tym, jak mawiają Chińczycy, jeżeli komuś uratowałeś życie - jesteś do końca życia za niego odpowiedzialny. Tak właśnie jest w tym przypadku, przecież oni tu zostaną, bo w Afryce wojna jest CIĄGLE. Od lat 60-tych. I NARASTA.. My nie mówimy o akcji humanitarnej typu zawieźć wodę i pampersy - my mówimy o implantowaniu setek tysięcy przyszłych obywateli.

Dlacze4go pani oszukuje - choćby sama siebie - w tym względzie4? Proponuje spojrzeć na fakty, zamiast snuć chore nieodpowiedzialne rojenia o uratowaniu Aryki, która musi to zrobić sama i na własny koszt. Takie jest życie proszę pani. Nam Polakom nikt nie pomagał.
NIGDY. Za wszystko płaciliśmy słone rachunki.

Pomiędzy tymi ludźmi są dżihadyści.
To nie bajka tylko fakt: to widać i na Peloponezie i na wyspie Kos. Jak ich pani chce wyłapać, jeżeli nie macie wspólnego języka? A wystarczy taki jeden, żeby się rozerwał w warszawskim metrze w imię Allaha, iżby zrobiło się pani bardzo przykro. To że pani zresztą się zrobi - to nie problem, ale moje dziecko i dziecko sąsiadów też jeździ metrem.

Ja nie chcę ponosić odpowiedzialności za cały głodny świat.
My mamy własne problemy geopolityczne: Europa się nie spieszy, żeby je rozwiązywać - wręcz odmawia nam pomocy, więc niech się [problemami basenu Morza Śródziemnego - i swoim postkolonialnym rachunkiem zajmie sama.
Nie było uczciwości wobec Polski nawet w głupiej sprawie odszkodowań za skutki rosyjskich sankcji: dostaliśmy najmniej, a straciliśmy najwięcej. Teraz zwrotnie mogę ogłosić brak zainteresowania dla problemów innej części Europy.

Polacy zawsze byli w porządku wobec uchodźców, których nikt im nie wciskał gwałtem, jak w tym przypadku.

Brytyjski Iran to był zresztą jedyny przypadek w naszej tysiącletniej historii tego rodzaju. Zawsze było odwrotnie np. przez ileś wieków uciekali do nas Żydzi - z całej Europy. To my mamy tradycje faktycznej tolerancji, także religijnej i obyczajowej - chyba szkoda, że zna pani bartoszewski wariant naszej historii, a nie ten prawdziwy.

W XX wieku przyjmowaliśmy Ormian, Greków, że rzucę spod palca - bo te historie znam najlepiej.
Teraz NIE jesteśmy przygotowani do przyjęcia i obsługi takiej liczby ludzi jak 20 tysięcy - już nie mówię o 81 tysiącach, bo taka jest procentowo polska kwota, a tym bardziej ich rodzinach (czyli docelowo 200-800 tys.).

Nie ma nawet dostatecznej liczby TŁUMACZY, już nie mówię o asystentach kulturowych - żeby się zając tymi analfabetami (to ważne, bo będą niesamodzielni), którzy swoje muzułmańskie porządki zaprowadzają w każdym miejscu do którego trafią (polecam opowieści Ukraińców, którzy zostali zmuszeni w naszych ośrodkach dla uchodźców zamieszkać z Czeczenami - i to nie jest dowcip, że w krajach skandynawskich masywnie wzrosła liczba gwałtów: ci "uchodźcy", jak ich puścić luzem - gwałcą - na wyspie Kos też gwałcą).

Proszę mi nie opowiadać, że przyjadą do nas Syryjczycy - i że to chrześcijanie. Bo nie pani o tym decyduje, kto gdzie pojedzie, tylko Europa. A Europa hojnie obdziela czarnoskórymi muzułmanami. Bo, po pierwsze, ich jest przeważająca liczba - a po drugie: Syryjczyków którzy są najmniej kłopotliwi dostana lepsi od Polski. Tak samo lepsi jak byli lepsi przy podziale kasy za skutki sankcji: kraje skandynawskie, Niemcy oraz Francja.

Na koniec powiem tak, państwo nie macie pojęcia zielonego na temat katolicyzmu - wyśmiewacie religię albo zwalczacie.
Nie okazujecie nam szacunku, nie zadawszy sobie trudu żeby sprawdzić, dlaczego ta paskudna ubeczka Krwawa Luna Brystygierowa, kumpelka z pracy mamy byłej pani prezydentowej Komorowskiej tak nawiasem, nawróciła się na stare lata.

Nie szermujcie katolicyzmem jako argumentem. Bo to śmieszne. Nie wiecie nawet co powiedział Jezus na temat prawa do samoobrony.

Mamy takie prawo. A kilkadziesiąt tysięcy ludzi (każdy ma prawo do akcji ściągania rodzin) - w większości młodych facetów - wymaga samoobrony.

Przy samoobronie nikomu nie wolno przesadzić. Najmniejszy koszt to zamkniecie granic i nie przyjecie tych ludzi.

Jeżeli ich weźmiemy - to z Afryki runie lawina emigrantów. Tym pani pomoże, a tamtym - nie?

Przecież ten problem musi być rozwiązany lokalnie, naprawdę tego nie widać?

PS. Nie protestuję przeciwko wydaniu na to jakiś pieniędzy - pod warunkiem, ze projekt pomocy na miejscu będzie trzeźwy - i da gwarancję że 3/4 nie zostanie rozkradzione.

PS 2. Ci ludzie nie dorośli do demokracji - mają inny system - antydemokratyczny - ich kultura taka jest. Pani chyba naprawdę nic nie czytała - pani nie wie, co to społeczeństwo patriarchialno-feudalne, w dodatku zarządzane przez imamów i oparte na zasadach religijnych, które odrzucaja tolerancję - i promują wojnę z niewiernymi.

Albo ich pani wynarodowi - JAK? - i wtedy mogą być obywatelami demokratycznego państwa, albo oni zabiją pani kulturę - a co gorsza MOJĄ. Ja nie chcę takich problemów, dość mi kłopotów z pani niedojrzałym podejściem do naszej rzeczywistości.

PS 3. 20 tysięcy Polaków mieszka w Kazachstanie. ONI MAJĄ PIERWSZEŃSTWO.
Pani nie obchodzi ich los, bo pani nie zna historii własnego kraju: to są potomkowie tych, których nie udało się Andersowi zabrać ze sobą do Iranu.
Dla mnie to są jedyni uchodźcy warci zainteresowania.

Polska miała problem z przyjęciem 100 (stu) uchodźców - Polaków z Donbasu. Premier Kopacz miała to w nosie.
A teraz nagle astronomiczne wielkości nie wiadomo kogo, nie wiadomo skąd i po co?

PS. 4 Ktoś zapytał, skąd wzięłam liczby, bo on słyszał że bierzemy tylko 2 tysiące uchodźców. Proste jak konstrukcja cepa.

W Europie JUŻ jest 800 tysięcy wniosków o azyl (a to początek). http://prawo.money.pl/…/uchodzcy-w-europie-juz-800-tys-wnio…

Polska kwota wynosi 5,65 procenta.
https://www.google.pl/search

Proszę wziąć kalkulator i obliczyć, czy to są 2 tysiące.
Bo mnie wychodzi, że 5% od 800 tysięcy to 40 tysięcy JUŻ TU I TERAZ.

Rząd pani Kopacz, a wcześniej Tuska - nie potrafił postawić się Europie w żadnej istotnej sprawie. Myśli pani, że teraz się skończy na 2 tysiącach? Wetkali im 2 tysiące - to wetkają cała kwotę.

I niech mi pani nie wciska kitu o solidarności i humanitaryzmie; NIGDZIE ICH NIE CHCĄ. Bo maja coś w głowie, oprócz propagandy - a przede wszystkim wiedza, że koegzystencja kultury zachodniej i muzułmańskiej NIE JEST MOŻLIWA.