czwartek, 30 stycznia 2014

Neokatechumenat

Neokatechumenat – ks. prof. Michał Poradowski

Aktualizacja: 2013-06-23 9:59 am 
Już w czasach apostolskich pojawiały się najrozmaitsze sekty wśród wspólnot chrześcijańskich, zagrażając czystości Wiary i nauki Kościoła.
Szczególnie skarżył się na to św. Paweł w swych “Listach”. Słynny jest z tego powodu jego “List do Galatów”, w którym pisze z goryczą: “Nadziwić się nie mogę, że od Tego, który was łaską Chrystusa powołał, tak szybko chcecie przejść do innej Ewangelii. Innej jednak Ewangelii nie ma, są, tylko tacy ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową. Ale gdybym nawet my lub anioł z Nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy – niech będzie przeklęły” (Gal 1, 6-9).
Najwięcej jednak najrozmaitszych sekt powstało za czasów Lutra i protestantyzmu, a które obecnie tylko w Stanach Zjednoczonych przekraczają kilka tysięcy, rozprzestrzeniając się na cały świat. Było ich już wiele w Polsce w okresie międzywojennym, nie miały jednak większego wpływu na naszą ludność katolicką, głęboko maryjną, ale po drugiej wojnie światowej, a zwłaszcza po Drugim Soborze Watykańskim, stały się one prawdziwą plagą i wielkim niebezpieczeństwem dla Wiary. Co więcej, dawniej, a więc przed Drugim Soborem Watykańskim, wszystkie te sekty protestanckie działały poza Kościołem katolickim, a jako heretyckie były zwalczane przez autorytety kościelne, a więc przez biskupów, którzy jako gorliwi pasterze, bronili czystości Wiary, zabraniając księżom proboszczom tolerowania owych sekt w swych parafiach. Natomiast po Drugim Soborze Watykańskim przyszła “moda” nie tylko na kontakty z owymi sektami, ale nawet na wspólne nabożeństwa w imię tzw. “ekumenizmu”, a nawet niektórzy biskupi zaczęli polecać księżom proboszczom, aby oddawali do użytku owych sekt heretyckich swoje parafialne sale, a nawet kościoły i kaplice. Stąd też obecnie w Polsce setki sekt protestanckich, a więc heretyckich, korzysta z sal, kaplic i kościołów katolickich, czy to dla swoich zebrań czy nabożeństw, czy też dla wspólnych z katolikami zgromadzeń i nabożeństw. Dlatego też czystość świętej Wiary Katolickiej została poważnie zagrożona. Doszło nawet do tego, że niektóre ruchy lub wspólnoty protestanckie, a więc heretyckie, zostały z polecenia niektórych biskupów włączone do życia religijnego parafii katolickich, a ich książki, broszury i modlitewniki zostały przez niektórych biskupów nie tylko polecone katolikom, ale nawet uzyskały przedmowy i wstępy, w których się te heretyckie poglądy gorliwie zaleca. Jednym z takich ruchów jest właśnie tzw. Ruch Neokatechumenalny, całkowicie sprzeczny z tradycyjną nauką Kościoła katolickiego, co w niniejszej broszurze staramy się wyjaśnić, porównując naukę Ruchu Neokatechumenalnego z tradycyjną nauką Kościoła, którą św. Paweł nazwał “Depositum Fidei”.
Co to jest ruch neokatechumenalny?
W połowie lat sześćdziesiątych ukazał się w Hiszpanii ruch charytatywny, działający początkowo wyłącznie na przedmieściach Madrytu, opiekując się tamtejszą biedotą, na czele którego stały dwie osoby: Kiko Arguello i Carmen Hermandez; ruch ten spotkał się natychmiast z uznaniem tamtejszego arcybiskupa. Z biegiem jednak czasu z ruchu charytatywnego zaczął przekształcać się w ruch religijny typu sekciarskiego, co jednak nie zostało spostrzeżone przez autorytety kościelne, które nadal go popierały jako ruch charytatywny. To dzięki swej działalności dobroczynnej wśród najbardziej ubogich uzyskał sobie jak najlepszą opinię wśród autorytetów kościelnych tak w Hiszpanii, jak i winnych krajach na które stopniowo zaczął się rozszerzać. Stąd też i sympatia do niego ówczesnego Papieża Pawła VI, który zaczął go wychwalać i zalecać. W międzyczasie zaczęły się duże zmiany wewnątrz owego ruchu, a to w miarę jak przybywali zwolennicy i opiekunowie, tak iż z ruchu charytatywnego stał się rodzajem sekty religijnej wewnątrz Kościoła, o czym różni jego opiekunowie, głównie biskupi, niewiele wiedzieli, jako iż przez kierowników tego ruchu wypracowane instrukcje religijne nie zostały aż do dzisiaj opublikowane i są znane tylko wtajemniczonym, gdyż dostępne wyłącznie kierownikom owego ruchu, będąc wydane jako maszynopis do użytku prywatnego, liczący 373 stronice. Jest to tzw. “katecheza”, której analiza wykazuje, że nie ma ów ruch neokatechumenalny nic wspólnego z nauką oficjalną Kościoła. Co więcej, nauka owej “katechezy”, z punktu widzenia nauki tradycyjnej Kościoła, jest zbiorem najrozmaitszych herezji, głównie protestanckich. (…)
Wspomniana wyżej “Katecheza” owego Ruchu Neokatechumenalnego została szczegółowo przestudiowana przez księdza włoskiego Enricco Zoffoli, który na ten temat napisał i wydał kilka książek, a główną z nich jest “ERESIE DEL MOVIMENTO NEOCATECUMENALE” – SAGCIO CRITICO – 1991. Książka ta ma już pięć wydań. Korzystam tutaj z wydania piątego. Tenże autor wydal także studium porównawcze pod tytułem “MAGISTERO DEL PAPA E KATECHESI DI KIKO”, wykazując sprzeczność między nauką Papieża i katechezą Kiko.
We wspomnianej “Katechezie”, zarezerwowanej tylko dla “wtajemniczonych”, znajduje się wiele stwierdzeń heretyckich, z których, w tej pierwszej części naszej krytyki, zostaną na razie wzięte pod uwagę tylko następujące:
- Człowiek nie może nie grzeszyć.
- Nawrócenie polega jedynie na uznaniu swej nędzy moralnej.
- Grzech nie obraża Pana Boga, bo jest czymś normalnym w życiu człowieka.
- Chrystus Pan dokonał odkupienia wszystkich ludzi nie przez Swą mękę i śmierć na Krzyżu, lecz przez Swe Zmartwychwstanie.
- Kościół nie został założony przez Chrystusa Pana, lecz przez pierwotną wspólnotę wiernych, jak wszystkie religie, stąd też są one sobie równe i każdy może się zbawić niezależnie od wiary, którą wyznaje. Kapłaństwo nie ma nic wspólnego ze święceniami, gdyż każdy chrześcijanin jest kapłanem przez Chrzest, a więc także i kobiety są kapłankami.
- Msza święta, zwana przez ową “Katechezę” Eucharystią nie jest ofiarą, stąd też nie jest potrzebny ołtarz, bo wystarcza stół.
- Eucharystia jest tylko ucztą – biesiadą, a nie ofiarą.
- Konsekracja chleba i wina jest tylko symbolem Zmartwychwstania Chrystusa.
- Msza święta nie jest celebrowana przez kapłana, lecz przez Zgromadzenie.
- Nie istnieje obecność rzeczywista Chrystusa Pana w Eucharystii, stąd też nie usprawiedliwiają się akty adoracji, przyklękania itp.
- Sakrament pokuty utożsamia się z sakramentem Chrztu i spowiedź powinna być publiczną wobec Zgromadzenia, a nie wobec kapłana.
- Wszyscy ludzie są grzeszni, więc nie może istnieć “stan łaski”.
- Chrystus Pan nie może być naśladowany.
- Chrystus Pan wymaga, aby każdy chrześcijanin nienawidził swych rodziców, braci i krewnych.
- Aby być chrześcijaninem trzeba najpierw wyzbyć się wszelkich dóbr na korzyść wspólnoty neokatechumenalnej.
- Dobra wspólne mogą być używane i nadużywane; nie usprawiedliwia się żadna asceza, ani też powściągliwość.
- Wszyscy będą zbawieni dzięki miłosierdziu Boga; nie istnieje piekło, ani czyściec, więc modlitwy za zmarłych są niepotrzebne.
- Historia Kościoła kończy się z edyktem cesarza Konstantyna i zaczyna się na nowo dopiero dzięki Drugiemu Soborowi Watykańskiemu.
- Biblia interpretuje się sama (a nie przez Kościół).

wtorek, 28 stycznia 2014

wywiad z ojcem Peterem Gumpel, SJ, postulatorem procesu beatyfikacyjnego Sługi Bożego papieża Piusa XII

“Dlaczego współcześni Żydzi mogą mówić takie rzeczy?” –wywiad z ojcem Peterem Gumpel, SJ, postulatorem procesu beatyfikacyjnego Sługi Bożego papieża Piusa XII


Poniżej prezentujemy obszerne fragmenty wywiadu z ojcem Peterem Gumpel, SJ, postulatorem procesu beatyfikacyjnego Sługi Bożego papieża Piusa XII. Wywiad zamieszczony został w piśmie The Angelus, wydawanym przez amerykański dystrykt Bractwa św. Piusa X. 
Ojciec Gumpel, urodzony w Niemczech, opisuje swoje własne przeżycia z okresu reżimu nazistowskiego. Dzieli się również swoimi doświadczeniami w badaniach biograficznych kardynała Pacelli, przyszłego papieża Piusa XII oraz nad Jego pontyfikatem, szczególnie w odniesieniu do okresu II wojny światowej.
Przede wszystkim chciałbym bardzo podziękować ojcu za podarowanie swojego czasu i za chęć opisania swoich doświadczeń, co umożliwi nam głębsze wyjaśnienie pontyfikatu papieża Piusa XII. Czy mógłby ojciec przedstawić nam w skrócie swoje własne doświadczenie życiowe w czasie reżimu nazistowskiego. Wydaje nam się to bardzo ważne.
Szczerze mówiąc niezbyt chętnie rozmawiam na temat tego okropnego czasu. Przeżyłem okres nazistowski, dwukrotnie w swoim życiu byłem na wygnaniu, bardzo przeżyłem te czasy, nawet przeżywam je raz jeszcze, myśląc o nich teraz. Zabili mi mojego ojca chrzestnego. Byliśmy ze sobą bardzo zżyci. Miałem pójść w jego ślady, bardzo dbał o mnie, o moją formację, edukację. Niestety, przed rozpoczęciem II wojny światowej, nagle kilka osób zjawiło się u niego w domu i poprosiło go o pójście z nimi. Od tego czasu ślad o nim zaginął. Jedyną rzeczą jaką udało się nam odnaleźć to złote spinki od koszuli, spinki z naszym herbem rodowym. Tak, to jedyna rzecz jaką odnaleźliśmy. Nie wiemy gdzie i jak został zabity i gdzie pochowany. Nie wiemy nic, absolutnie nic. To jedno z takich wspomnień, o których nie lubię mówić, co z pewnością zrozumie Pan. Inne wspomnienie: pamiętam gdy mając 14 czy 15 lat otrzymałem od swojego wujka, brata mojej mamy, pewną informację. Powiedział mi: “Peter, dorastasz już i nie nie jesteś już małym dzieckiem. Mogę ci powiedzieć otwarcie, że coś bardzo poważnego stało się twojej matce.” Gdy zapytałem co takiego się stało, odpowiedział: “Widzisz, twoja mama poszła na bardzo długi spacer i miała bardzo poważny wypadek i jest w niezwykle ciężkim stanie.” Gdy zapytałem czy jest w szpitalu, odpowiedział mi, że “Nie, to jest znacznie gorsze.” Zapytałem wtedy czy nie żyje, na co on odpowiedział: “Tak” i od razu dodał, że musi natychmiast iść, by spróbować otrzymać pozwolenie na przywiezienie jej ciała do domu.
Widzi Pan zatem: miałem 14 czy 15 lat i wiedziałem dlaczego mama wyjechała z Berlina. A było to tak: pewnego dnia otrzymaliśmy wiadomość, że dom naszego dziadka – a była to wytworna posiadłość, którą przepisał on na mnie – została napadnięta przez nazistów i całkowicie zniszczona. Mama planowała, że gdy najgorszy reżim Hitlera już minie, zwróci się do kolejnego rządu o uzyskanie odszkodowania. Zwierzyła się z tych planów pewnemu fotografowi, który jednak doniósł o tym nazistom i została ona aresztowana. O dalszych jej losach dowiedziałem się już od wujka.
Z psychologicznej strony było to dla mnie trudne do pojęcia. Wierzyłem w to co powiedział mi wujek, a był on człowiekiem do którego miałem zaufanie; był bardzo trzeźwo myślącym inżynierem. Usiadłem wtedy i nie wiedziałem co mam z tym wszystkim począć. I właśnie wtedy, dzięki Bogu, przypomniałem sobie, że pewnego razu pewien generał, przyjaciel naszej rodziny, powiedział mojej mamie, w mojej obecności, aby skontaktowała się z nim gdyby wydarzyło się coś poważnego. Wiedziałem, że pozostawił gdzieś swój numer telefonu, w postaci zakodowanej, ale wiedziałem jak go odszyfrować poprzez odczytanie od tyłu, itp.
Poszedłem więc do budki telefonicznej na ulicy, gdyż nie mogłem używać telefonu domowego ponieważ był na podsłuchu. Zadzwoniłem z publicznego telefonu i, dzięki Bogu, generał był w swoim biurze. Zapytałem się czy mógłbym się z nim zobaczyć, on odpowiedził, że dobrze i wyznaczył miejsce spotkania. Gdy na spotkaniu przedstawiłem mu sytuację, powiedział: “Czas ucieka i wydaje mi się, że twoja matka nie została zabita, ale wiem o tym, że jest bezpośredni rozkaz Himmlera i Hitlera aby była rozstrzelana jutro o piątej rano.” Gdy zapytałem czy możemy coś zrobić, odpowiedział, że spróbuje porozmawiać z jednym z najważniejszych dowódców, jego przełożonym, innym generałem. Poprosił mnie o zadzwonienie na ten sam numer za godzinę.
Znajomy generał zorganizował więc spotkanie moje ze swoim przełożonym, innym generałem, które miało miejsce w ciemnej ulicy berlińskiej w środku nocy. Sądził, że spotkanie to pomoże, choć powiedział mi aby nie pokładać zbyt dużej nadziei.
Poszedłem więc na spotkanie z tym oficerem, który przybył w cywilnym ubraniu, w kapeluszu, w ciemnych okularach. Przygotowałem się zawczasu co chciałbym mu powiedzieć, ale gdy już tam się zjawiłem, zapomniałem każdego słowa, po prostu tylko patrzyłem się na niego. Potem powiedziałem: “Generale, wiesz doskonale co się wydarzy, zatem pytam się ciebie: Co ty i twoi koledzy robicie?” Generał zdjął okulary, spojrzał na mnie – wydaje mi się, że nigdy żaden chłopak nie zwracał się tak do niego – i odpowiedział: “Przez twoje oczy przemawia sumienie naszego narodu. Zrobię coś bardzo ryzykownego. Hitler zwykle chodzi spać bardzo późno, zatem pójdę do niego i stanowczo porozmawiam z nim.” I zrobił to.
Nie spostrzegłem się gdy już była trzecia nad ranem jak wróciłem do domu. Przed domem stał oficer SS i moją pierwszą reakcją była myśl, że Hitler wpadł w furię gdy dowiedział się o tym co zrobiłem i że postanowił zabić i mnie. Ale tak nie było. Oficer powiedział mi, że przysyła go Hitler aby jeszcze tego samego dnia przywieźć moją matkę z powrotem samolotem. Powiedział mi: “Mówię ci o tym ze zwykłego ludzkiego odruchu, ale jeśli ktokolwiek się o tym dowie, wrócę tu jeszcze i zapłacisz za to.”
Później zabili mi mojego kuzyna z tego samego powodu, że po prostu był dobrym katolikiem, bowiem gdy zażądali od niego aby zrobił coś co było zdradą, prosto odmówił im tego. I zastrzelili go strzałem od tyłu.
Byłem na wygananiu dwa razy. W 1934 roku panowała niebezpieczna atmosfera wokół mojej rodziny, gdy grupa ludzi zbierała się przed naszą willą w Hanoverze, krzycząc, itp. Zdecydowano wtedy na wysłanie mnie na dwa lata do Francji, gdyż obawiano się o mnie, a byłem spadkobiercą całej naszej rodzinnej własności. Wyjechałem zatem do Francji, nie znając ani słowa po francusku; chodziłem tam do szkoły francuskiej, itp. To było moje pierwsze wygnanie. Później, gdy już wróciłem do Berlina, otrzymałem zapewnienie, że nie będzie żadnych akcji przeciwko nam, ale czy można wierzyć zapewnieniom Hitlera?
W 1938 roku, kiedy sytuacja się ponownie zaogniła, po podobnych incydentach wysłano mnie do Holandii i to było moje drugie wygnanie.

Z badań ojca interesują mnie te wątki osobistych relacji Eugenio Pacelli z Żydami, na przykład z jego przyjaciółmi. Czy mógłby ojciec powiedzieć cokolwiek o jego dzieciństwie i kontaktach z Żydami?
Tak, oczywiście. Jego najlepszym przyjacielem był Guido Mendes, który później został słynnym chirurgiem i który wyjechał do Izraela i był tam słynnym profesorem medycyny. Byli oni bardzo bliskimi przyjaciółmi, właściwie to był on dla młodego Pacellego najlepszym przyjacielem. Odwiedzali się nawzajem w swoich domach. Z pewną dozą humoru można powiedzieć, że Pacelli był prawdopodobnie jedynym przyszłym Papieżem, który brał udział w posiłku koszernym[1], bowiem gdy odwiedzał swojego kolegę w jego domu, jadł to co mu podano. Tak, byli prawdziwie najlepszymi przyjaciółmi, dyskutowali ze sobą, wymieniali sobie książki, itp. Gdy papież Pius XII zmarł w 1958 roku, Guido Mendes rozpoczął zapisywanie swoich wspomnień o byłym koledze z klasy i powiedział o sobie, że był on jedynym prawdziwym osobistym przyjacielem jakiego Pacelli miał. Mendes wspominał, że Pacelli kolegował się też ze wszystkimi innymi żydowskimi kolegami z klasy, był zawsze uprzejmy, zawsze sprawiedliwy, no i że “był najlepszym uczniem z nas wszystkich”.

Czy mógłby ojciec podać jakieś przykłady z czasów gdy Pacelli był nuncjuszem apostolskim w Niemczech i o jego interwencji celem ratowania Żydów?
Papież Pius XII
Photo source: Wikimedia Commons
Oczywiście jest kilka takich przypadków. Na przykład, gdy po raz pierwszy przybył on do Berlina, zaprzyjaźnił się z żydowskim dyrygentem, Bruno Walterem. Pacelli kochał muzykę. Osobiście grał bardzo dobrze na skrzypcach, chociaż zarzucił później granie z uwagi na brak czasu. Walter w tym czasie był dyrygentem Opery Królewskiej w Berlinie, w której grał w orkiestrze pewien żydowski pan nazwiskiem Gribilowski, a którego aresztowały bojówki antysemickie. Bruno Walter próbował robić wszystko co było w jego mocy, ale nie udawało się, więc zwrócił się do Pacellego, nuncjusza apostolskiego, swojego przyjaciela, który natychmiast rozpoczął działania. Następnego ranka Gribilowski był już na wolności.
To taki typowy przykład. Ale jeszcze lepszy przykład dotyczy osoby Waltera Rathenau. Był on Żydem i Ministrem Spraw Zagranicznych Niemiec, odpowiednikiem amerykańskiegoForeign Secretary[2]. Pewnego razu Pacelli przyjął księdza, który przekazał mu wiadomość, mówiąc: “Wasza Ekscelencja, czuję się zobowiązany poinformować, że przygotowywany jest plan zabicia Rathenau. To jest poważna informacja.” Pacelli natychmiast zażądał spotkania z Kanclerzem Niemiec, dr. Josephem Wirth, któremu przedstawił sprawę, i która została potraktowana przez Kanclerza poważnie. Zażądał też od Wirtha aby przydzielono Rathenau eskortę policyjną, z uwagi na zagrożenie jego życia. Ale Rathenau zaśmiał się z takiej propozycji, a groźbę nazywał niemożliwą. W kilka tygodni później, 22 czerwca[3] zginął w zamachu.
Jest wiele innych tego typu przykładów, zatem biorąc je pod uwagę, jak można mówić, że Pius XII był antysemitą! To są zupełne bzdury. Robił wszystko co było w jego mocy, zarówno w tym czasie, gdy był nuncjuszem apostolskim, jak i później, aby pomóc Żydom i wielu innym ludziom w potrzebie.

Wspominał ojciec, że pewien okres czasu spędził ojciec na wygnaniu w Holandii. Czy mógłby ojciec powiedzieć nam o historii gdy zaczęły się aresztowania holenderskich Żydów. W tym czasie Eugenio Pacelli był już Papieżem i wydaje mi się, że wydał jakieś oświadczenie, poprzez nuncjusza apostolskiego i przez inne kanały dyplomatyczne?

Genderowi sojusznicy?


Otrzymaliśmy ostatnio podobno pomoc w identyfikacji ideologii gender. Od seksuologa, znanego wszystkim jeszcze z PRL, wieloletniego funkcjonariusza genderowej międzynarodówki (IPPF), pierwszej w świecie pod względem zasięgu działania i znaczenia.
Na niedawnej konferencji w Sekretariacie Episkopatu Polski Pan Prezes wygłosił opinię krytyczną o „genderyźmie” jako programie działania zmierzającym do „zrównania” mężczyzn i kobiet. Zacieranie tych różnic ma stanowić śmiertelne niebezpieczeństwo dla pożądania seksualnego: może ono wygasnąć. Wyraźnie zaniepokoili się tą diagnozą medialni myśliwi, na co dzień z wyraźną przyjemnością polujący na antygenderystów. Tym razem nie skorzystano z okazji. Z testosteronem i estrogenami nie ma żartów, nawet telewizji nie będą ludzie chcieli oglądać, jeśli osłabnie libido. Może zatem przyda się Pan Prezes w utrzymaniu dochodów z reklam telewizyjnych, ale czy pomoże naszemu rozumowi w starciu z genderystami?
Z polskich sporów o antykoncepcję znamy już tę argumentację. Niektórzy zniechęcają do stosowania metod antykoncepcyjnych – a zachęcają do stosowania tzw. NPR – bo ta pierwsza droga ma osłabić apetyty seksualne małżonków, przyduszone nadmierną ilością wrażeń. Natomiast praktyka NPR ma zaostrzać ów apetyt niczym przedświąteczny post. Wyprowadza się stąd wniosek (niewystarczający dla istoty rozumnej, niesprowadzającej dobra moralnego do przyjemności), że antykoncepcja jest zła, bo gasi ów apetyt, a NPR jest dobre, bo go wzmacnia. Dzisiaj niektórzy jakoby sojusznicy w walce z ideologią gender zachęcają do utrzymywania różnic płciowych, bo inaczej osłabną czy znikną seksualne apetyty.

Osłabną czy nie osłabną, oto pytanie. Ale nie jedyne i nie najważniejsze. Mogą się owe apetyty przecież przepoczwarzać i wypaczać. Akurat jestem po lekturze genderowego podręcznika już dla czterolatków (tytuł pominę). Opowiada tutaj dzieciom o libido nudysta. Zamieszczono nawet jego zdjęcie, w mieszkaniu. Co może robić w mieszkaniu nudysta? Oczywiście – prasować ubranie, bo także w mieszkaniu spaceruje bez ubrania. Nudystę zasłonięto trochę żelazkiem, aby opowiedział dzieciom o zaletach nienoszenia ubrania.

Doradza on też zapytać się „pana wychowawcy lub pani nauczycielki”, z jakich to niecnych powodów nie chcą chodzić bez ubrania. Logika tego wywodu pozwala na postawienie dzieciom kolejnego zadania: powinny one także zachęcić nauczycieli do dania dobrego przykładu, aby wspólnie z dziećmi pomaszerowali na plażę dla nudystów. Oto świat jednej z możliwych wersji przepoczwarzania się seksualnych apetytów.

Na następnych stronach genderowej książeczki dla 4+ opowiada się z kolei o ogromnych apetytach akurat właśnie na wkładanie ubrania. Twierdzi tu „transseksualista”, że jest w trakcie stawania się Edytą, ale do tego potrzebne mu jest nade wszystko ubranie. Jeszcze nie nabrał żadnych okrągłości i boi się kliniki chirurgicznej, ale już od dawna ubiera się w kobiece „stroje”, tak to opowiem bardzo ogólnikowo. Zdumieni takimi nierozumnymi apetytami czytelnicy „Naszego Dziennika” to przecież nie dzieci, domyślą się, o co chodzi, a w książeczce dzieciom wyjaśnia się szczegóły genderowej przebieranki.

Łódź bez steru miotana jest od jednego brzegu do drugiego. Tak też dzieje się z nowożytną Europą, która zapomniała o tym, że człowiek jest istotą rozumną, otwartą na prawdę. Miotamy się zatem na tej nowożytnej łodzi od jednej skrajności do drugiej. Raz zatem nowożytni i „post”nowożytni myśliciele rzucają się, aby wprowadzać genderową „równość” kobiet i mężczyzn.

Po samorzutnym wygaśnięciu tego zapału sławi się przyjemności z różnorodności i odmienności kobiet i mężczyzn, jak to widzimy u części libertynów oświecenia, na czele z Helwecjuszem i Rousseau. Ich uczniem jest Pan Prezes. Twierdzą bowiem wspólnie, iż zacieranie różnic pomiędzy kobietami i mężczyznami wygasi pożądanie seksualne. Naszych przodków miało zgubić – zauważył już I. Krasicki – zamraczanie rozumu logiką myślową dzieł francuskich oświeceniowych libertynów. Nam to też musi zaszkodzić w zmaganiu się z zabójczą ideologią gender. Nie dlatego odrzucamy tę ideologię, że będzie nam z nią nieprzyjemnie, ale dlatego, że ta ideologia nie liczy się z arcyważnym znaczeniem realnej różnicy pomiędzy mężczyzną i kobietą.

Marek Czachorowski




źródło

poniedziałek, 27 stycznia 2014

znalezione komentarzy w sprawie "S"

Za organizację lotu [do Smoleńska] odpowiadał minister obrony narodowej [wówczas Bogdan Klich] i szef KPRM Tomasz Arabski. „Decyzja nr 184/MON z 2009 roku w sprawie wprowadzenia do użytku w lotnictwie "Instrukcji HEAD" dla samolotu wojskowego, na pokładzie którego znajdują się najważniejsze osoby w państwie. Odpowiedzialność za organizowanie lotów ponosi szef Kancelarii Premiera. "W Polsce istnieje tylko jeden podmiot zwany „Koordynatorem” mający możliwość rozstrzygania komu, jaki i kiedy zostanie przydzielony samolot 36. Specjalnego Pułku Lotniczego. Tym podmiotem jest Szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, a tę funkcję pełnił wówczas Tomasz Arabski. W „Instrukcji HEAD” czytamy: „Zapotrzebowanie na wykorzystanie statków powietrznych do realizacji lotów o statusie HAED składane jest w formie pisemnej do Szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów zwanego Koordynatorem. Na podstawie otrzymanego zapotrzebowania na lot o statusie HEAD Koordynator sporządza zamówienie, które przekazuje: Dowódcy Sił Powietrznych i jednocześnie do wiadomości dowódcy jednostki wojskowej realizującej lot statku powietrznego o statusie HEAD i Szefowi BOR”...."Decyzja nr 184/MON” ma charakter rozkazu, który dowódca 36. Specjalnego Pułku Lotniczego ma obowiązek wykonać. Jedyną osobą w państwie mogąca zakwestionować ten rozkaz w szczególnych okolicznościach jest minister obrony narodowej, który ma możliwość interweniowania w działania wszystkich jednostek Sił Zbrojnych." *** Ministrowie, których obowiązkiem jest dbać o prawidłowy przebieg wizyty Głowy Państwa: Minister Spraw Zagranicznych (wówczas Radosław Sikorski), Spraw Wewnętrznych (Jerzy Miller), Obrony Narodowej (Bogdan Klich), Szef BORu (Człowiek Czapka – Marian Janicki) nie podlegają prezydentowi tylko premierowi. To premier Tusk nadzoruje śledztwo smoleńskie. Ne wiem na czym polega to śledztwo, ani na czym nadzór. Coś jak taksówka z monologu Dodka Dymszy; "Wychodzę przed hotel – nie – i patrzę a tu taksówka. Tylko dziwna jakaś, bo tak karoserii nie ma, brakuje jej kół i kierownicy, nie ma drzwi i przedniej szyby, tylko jakiś facet stoi i po mordzie mnie leje". Parodii śledztwa towarzyszyło zapewnianie, że w zasadzie nic takiego się nie stało i że w każdy weekend ginie na drogach tyle samo jeśli nie więcej ludzi.

Tak wygląda samolot o wymiarach długość 47.9 m. rozpiętość skrzydeł 37.55 m, wysokość 11.4 m po zahaczeniu lewym skrzydłem o brzozę na wysokości 5.1 metra: http://www.pomniksmolensk.pl/news.php?readmore=3183&c_start=10#.UtPCHtJ5PKg http://pomniksmolensk.pl/news.php?readmore=3169 Kilka wypadków lotniczych 1) 19 października 1986 roku na terenie RPA rozbił się mozambicki Tupolew Tu-134A-3 z prezydentem Mozambiku Samora Machelem na pokładzie. Przeżyło 10 osób, a śmierć poniósł prezydent Machel wraz z ministrami i wysokimi przedstawicielami rządu Mozambiku. Lecący z prędkością 420 km/h Tu-134 uderzył w zbocze góry. 2) 3 lutego 1998 r. we włoskim ośrodku narciarskim Cavalese w Dolomitach lecący bardzo nisko ważący 15,45 tony samolot myśliwski Northrop Grumman EA-6B Prowler przeciął skrzydłem linę nośną tamtejszej kolejki górskiej. Wagonik z 20 pasażerami runął na ziemię z wysokości 120 m u все ПOгuбли. Lina po której kursowały wagony miała wytrzymałość około 500 ton. Po wylądowaniu na lotnisku bazy załoga myśliwca stwierdziła nieznaczne uszkodzenie skrzydła. 3)Katastrofa w Lesie Kabackim – samolotu pasażerskiego Ił-62M SP-LBG Tadeusz Kościuszko Polskich Linii Lotniczych LOT, która wydarzyła się 9 maja 1987 w czasie lotu nr LO 5055 na trasie Warszawa–Nowy Jork, w trakcie podchodzenia do lądowania, po awarii silników. W wyniku katastrofy śmierć na miejscu poniosły 183 osoby – wszyscy znajdujący się na pokładzie samolotu, a sam samolot został zniszczony. ZNISZCZONE ZOSTAŁY RÓWNIEŻ DRZEWA w Lesie Kabackim na obszarze prostokąta o wymiarach około 370 × 50 metrów. Wśród POwalonych drzew były również kilkusetletnie dęby. 4) Tu-204-100, który 22 marca 2010 r. lądował awaryjnie w lesie pod Moskwą http://www.youtube.com/watch?v=AkrHnbWoNn0 Samolot, który mamy na filmie wracał z Egiptu na oparach paliwa, na pokładzie było 8 osób. никто не ПOгuбл. Samolot ważył zatem ok 62 ton, nasz Tu-154M 101 78.6 tony i NIE PORADZIŁ SOBIE Z 1 BRZOZĄ u все ПOгuбли. Porównaj wysokość Tu-204 = 13.9 m z wysokością drzew jakie widać na flmie. 5) 1 listopada 2011 na Okęciu lądował Boeing 767 z uszkodzonym podwoziem. Ważący 86 953 kg (pusty) samolot z 230 osobami na POkładzie wylądował bezawaryjnie brzuchem na betonie. 6) 7 lipca 2013 r, 4 razy cięższy od Tu-154M Boeing 777 (MTOW 350 ton) uderzył w betonowy pas lotniska w San Francisco. Z 288 osób na pokładzie śmierć poniosły 3, z czego jedna została przejechana na płycie lotniska przez samochód podczas akcji ratunkowej, a jedna zmarła w szpitalu. Samolot w jednym kawałku. 7) 23 grudnia 2013, Johannesburg Airport, kołujący przed odlotem do Londynu Boeing 747 400 zahaczył skrzydłem budynek terminalu i skrzydło przecięło jego konstrukcję na głębokość 7 metrów. 4 osoby z personelu naziemnego ranne. POdczas gdy Tu-154M 101 (55 300 kg pusty) + 96 ludzi rozwalił się w drzazgi na bardzo miękkim gruncie. Nie zostawił przy tym krateru w ziemi.


Fakty notorycznie pomijane przez śledczych: 1) Rozdzielenie wizyt prezydenta i premiera 2) Tajne konszachty Putina i Tuska 3) Przydzielenie przez T. Arabskiego tylko jednego samolotu + 1 dla dziennikarzy 4) Zaniedbania BORu 5. Na delegację prezydencką nie czekał ani jeden samochód, czekały zaś 132 trumny, w tym jedna dla Jarosława 6) Kłamstwa o 4 podejściach do lądowania 7) Kłamstwa o braku kwalifikacji załogi Tu-154M 101 i nieznajomości języka rosyjskiego. 8) Złe rozmieszczenie radiolatarni 9) podawanie przez kontrolerów lotu kłamliwych info: jesteście na ścieżce, jesteście na kursie 10) Wkręcanie (po katastrofie) żarówek oświetlających pas 11) podanie nieprawdziwej godziny rozbicia samolotu i ogłoszenie alarmu o 8:56 faktycznie dramat wydarzył się kwadrans wcześniej 12) Film Koli 1:24 13)Przyjęcie Konwencji Chicagowskiej, która stosuje się tylko do statków powietrznych cywilnych 14) Kłamstwa jakoby lot PFL-M-I był lotem cywilnym gdzie M = Military 15) Ważący 78.6 tony + 870 kg apteczka techniczna samolot rozbił się na pół miliona części nie zostawiając w ziemi krateru 16) Brzoza o wytrzymałości TS<20MPa miała oderwać kawał skrzydła o wytrzymałości TS>400MPa 17) Samolot przelatując nad brzozą był na wysokości ponad 20 m, brzoza złamana na 6.66 m, 5.1, 6m 7m, 9 m 18) Niszczenie wraku 19)Wybijanie szyb samolotu na których zachowały się ślady eksplozji 20) Blacha o poszarpanych krawędziach i powywijana na zewnątrz 21) Nikt nie przeżył zderzenia z miękką ziemią z niewielkiej wysokości przy minimalnej prędkości 22) Defragmentacja ciał i fakt, że część zwłok pozbawiona była odzieży świadczy o wybuchu 23) Kłamstwa o obecności gen. Błasika w kokpicie i obecności alkoholu w jego krwi 24) Zamazanie prze Rosjan komendy kpt Protasiuka ODCHODZIMY - kluczowe dla całej piramidy kłamstw.


cd 25) Ukrycie TAWS 38, który zarejestrował wybuchy 26) Zaginięcie telefonów satelitarnych 27) Zaginięcie rejestratora lotu K3-63 - jedynego z 5 urządzeń Tu-154M, którego zapisów nie da się sfałszować 28) Działalność seryjnego samobójcy tak w Polsce jak i w Rosji 29) Obecność trotylu, nitrogliceryny, oktogenu i hektogenu na wraku potwierdzona przez Naczelną Prokuraturę Wojskową. 30) Zaniechanie przeprowadzania sekcji zwłok 31) Niedopuszczenie do 9 sekcji przeprowadzanych w Polsce po 18-24 miesiącach Michaela Badena 32) Wykluczenie ze śledztwa prokuratora Marka Pasionka 33) Załącznik 13 do Konwencji Chicagowskiej nakłada na śledczych obowiązek rekonstrukcji wraku, do tej pory jej nie ma 34) Uruchomienie ogromnej siatki agentów wpływu siejących dezinformację na obu półkulach globu. 35) Całkowite oddanie śledztwa i dowodów zamachowcom. 36) SMS do członków po w dniu tragedii: "Katastrofę spowodowali piloci, którzy zeszli we mgle poniżej 100 metrów. Do ustalenia pozostaje, kto ich do tego skłonił." Rozsyłany m.in. przez Grasia. 37) Wypadek limuzyny Ministra Szojgu 38) Ślady eksplozji na skrzydłach: 1. http://www.blogpress.pl/node/15796 2. http://www.youtube.com/watch?v=KyP0AvjwAaA 3. http://www.youtube.com/watch?v=KyP0AvjwAaA

czwartek, 23 stycznia 2014

Felieton „Myśląc Ojczyzna” w Radiu Maryja wygłoszony przez prof. dr hab. Krystynę Pawłowicz,

Nie pozwólmy odebrać nam suwerenności


Felieton „Myśląc Ojczyzna” w Radiu Maryja wygłoszony przez prof. dr hab. Krystynę Pawłowicz, poseł Prawa i Sprawiedliwości, 16 stycznia 2014 r.

Szczęść Boże!
Oficjalnie, powszechnie jesteśmy przekonywani, że Polska przystępując do Unii Europejskiej, przystąpiła do organizacji międzynarodowej, w której w zasadzie zachowujemy suwerenność. Same postanowienia traktatów unijnych w części temu przeczyły, wskazując jako główny cel unijnego współdziałania państw UE na utworzenie maksymalnie ujednoliconego prawnie, organizacyjnie, politycznie, gospodarczo i społecznie obszaru.
Praktyka unijna idzie jeszcze dalej i żąda od państw członkowskich ujednolicenia, także w obszarze obyczajowo-światopoglądowym w kierunku lewackim, chociaż praktyka ta nie ma żadnego oparcia w żadnych unijnych umowach. Najzwyczajniej drogą agresywnych faktów i szantażu Unia wymusza takie zmiany, choć według traktatów sprawy obyczajowo-kulturowe należą do wyłącznej kompetencji tylko państwa członkowskiego. Mimo usypiających zapewnień polskich władz i przedstawicieli samej Unii o szanowaniu suwerenności, odrębności państw członkowskich w różnych sytuacjach unijni urzędnicy dają często wyraz swym rzeczywistym planom i marzeniom.
Niedawno wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej pani Viviane Reding powiedziała – i tutaj cytuję – „Musimy zbudować Stany Zjednoczone Europy z Komisją Unijną jako rządem, dwiema izbami Parlamentu Europejskiego oraz Senatem Państw Członkowskich”.