czwartek, 15 stycznia 2015

Idzie wojna

Wróg - przeciwnik. „Największym zagrożeniem jakie może ludzi dotknąć jest wojna”

Fot. Ministerstwo Obrony Narodowej/mon.gov.pl/Wikimedia Commons
Fot. Ministerstwo Obrony Narodowej/mon.gov.pl/Wikimedia Commons
Różnimy się w wielu sprawach i w efekcie toczymy spory, często ostre, wywołujące urazy i nieporozumienia.
Polsce obserwujemy wiele takich sporów zwłaszcza w sferze polityki. Ale są sytuacje, gdy ludzie nawet najbardziej skłóceni znajdując się w obliczu zagrożenia muszą podjąć współdziałania chcąc się uratować. Zagrożenie sprawia, że „kłótnicy” muszą podjąć współpracę aby je zneutralizować.
Największym zagrożeniem jakie może ludzi dotknąć jest wojna. Zmiany ostatnio zachodzące w Europie wskazują, że taka wojna może wybuchnąć. Polska jest więc zagrożona. Przygotowanie sposobów obrony naszej Ojczyzny, wytworzenie odpowiednich sił i środków do wykonania obrony są zadaniem, które bez względu na spory i różnice w poglądach powinniśmy zrealizować.
Czas ucieka!

wtorek, 13 stycznia 2015

wreszcie mogę poprzeć Korwina bez żadnych ale...!

Korwin-Mike: nie można być jednocześnie Europejczykiem i popierać „Charlie”

Fot. BBC
Fot. BBC
Europoseł Janusz Korwin-Mikke tłumaczył, dlaczego wystąpił w czasie ostatniego posiedzenia Parlamentu Europejskiego z napisem: „I am not Charlie. I am for death penalty” („Nie jestem Charlie. Jestem za karą śmierci”). W tym samym czasie inni parlamentarzyści trzymali napis: „Je suis Charlie” („Jestem Charlie”). W ten sposób uczczono ofiary zamachu na redakcję paryskiego tygodnika satyrycznego „Charlie Hebdo”.
Gdyby ci ludzie weszli do tej redakcji i przyłożyli każdemu dwanaście uderzeń trzciną na goły tyłek, a redaktorowi dwa razy tyle, biłbym im brawo
— mówił europoseł Janusz Korwin-Mike, odnosząc się do zamachów.
Ale oczywiście kara śmierci za to wymierzona nie jest metodą dopuszczalną w myśl naszych pojęć europejskich. Jednak powtarzam: bycie w tej redakcji jest wstydem. Pisanie plakietki „I am Charlie”, to jest jak lewica, ta zgniła lewica, która chce na tej fali wyrabiać popularność. Pismo „Charlie Hebdo”, które miało sprzedaż 35 tysięcy, teraz sprzedaje się w nakładzie jednego miliona. Zarabiają na tym pieniądze
— tłumaczył Korwin-Mike.
Dodał, że „absolutnie nie jest Charlie, jest anty-Charlie”.
Natomiast jestem przeciwko mordowaniu ludzi za to
— tłumaczył.
Korwin-Mikke dodał, że „z punktu widzenia muzułmanów Jezus Chrystus jest wielkim prorokiem Boga, tego samego Boga, w którego my wierzymy”.
I pokazywanie aktu homoseksualnego Pana Boga, Jezusa i Ducha Świętego, to jest rzecz, która powinna również katolika wzburzyć, chrześcijanina powinna wzburzyć, a nie tylko muzułmanina
— tłumaczy.
Zapytany przez dziennikarza o to, czy brak kartki „I am Charlie” ma zostać doczytany jako brak solidaryzmu z Francuzami, europoseł Janusz Korwin-Mikke powiedział:
Jeszcze raz mówię: atak na redakcję „”Charlie Hebdo” nie był atakiem przeciwko wolnemu słowu. Był to atak przeciwko niedopuszczalnym moim zdaniem publikacjom, które to pismo robiło. Ci ludzie nie byli bojownikami o wolność słowa, tylko bojownikami, żeby zniszczyć wartości europejskie. Słusznie zauważył red. Magierowski w „Rzeczpospolitej”, że „Charlie Hebdo” walczy przeciwko wszystkim wartościom europejskim, przeciwko wszystkim świętościom, które w Europie były cenione, wyśmiewało się z nich wulgarnie. Walczyło przeciwko wartościom europejskim. Dlatego nie można być jednocześnie Europejczykiem i popierać „Charlie”.
Europoseł Janusz Korwin-Mikke mówił również, że zabiegał także, by Parlament Europejski minutą ciszy uczcił również pomordowane w Nigerii ofiary islamistycznego Boko Haram.
wrp

80 lat temu polscy matematycy - Rejewski, Różycki i Zygalski - złamali szyfr „Enigmy”

Rzeźba upamiętniająca Mariana Rejewskiego w jego rodzinnym mieście Bydgoszczy, odsłonięta w stulecie jego urodzin (2005), Fot, Wikipedia.pl
Rzeźba upamiętniająca Mariana Rejewskiego w jego rodzinnym mieście Bydgoszczy, odsłonięta w stulecie jego urodzin (2005), Fot, Wikipedia.pl
Pod koniec grudnia 1932 roku Marian Rejewski odczytał pierwsze informacje przesyłane za pośrednictwem niemieckiej maszyny szyfrującej „Enigma”. Współautorami złamania kodu „Enigmy” byli Jerzy Różycki i Henryk Zygalski.

Matematycy Rejewski, Różycki i Zygalski, studenci Uniwersytetu Poznańskiego, uczestniczyli w kursie dla kryptologów zorganizowanym na tej uczelni przy współudziale wojska. Po ukończeniu kursu zostali zatrudnieni w 1930 roku w Biurze Szyfrów Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Rozpracowywali tajemnicę działania niemieckiej elektromechanicznej maszyny szyfrującej „Enigma”. Skonstruowana w latach 20. XXwieku miała służyć utajnianiu korespondencji handlowej. Szybko jednak wykorzystano ją w niemieckich siłach zbrojnych.

Według Marka Grajka, autora książki „Enigma. Bliżej prawdy”, złamanie szyfru „Enigmy” uważano za niemożliwe. Polacy osiągnęli sukces dzięki zastosowaniu metody matematycznej zamiast lingwistycznej. Na ten pomysł wpadł ppłk Maksymilian Ciężki z Biura Szyfrów.

Trzej matematycy zaprojektowali kopię maszyny szyfrującej. Egzemplarze tego urządzenia powstawały w warszawskiej Wytwórni Radiotechnicznej AVA. Kilka połączonych ze sobą maszyn tworzyło tzw. bombę kryptologiczną, przeznaczoną do automatycznego łamania niemieckiego szyfru.

Latem 1939 roku polskie władze wojskowe przekazały do Francji i Wielkiej Brytanii egzemplarze kopii maszyny „Enigma” wraz z informacjami dotyczącymi złamanego szyfru.

We wrześniu 1939 roku Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski ewakuowali się przez Rumunię do Francji. Jerzy Różycki zginął w styczniu 1942 r. na statku, który zatonął w tajemniczych okolicznościach na Morzu Śródziemnym. Dwaj pozostali matematycy nadal zajmowali się niemieckimi szyframi, pracując w jednostce Wojska Polskiego w Wielkiej Brytanii.

Prace nad łamaniem kolejnych wersji i udoskonaleń szyfru „Enigmy” kontynuowano w brytyjskim ośrodku kryptologicznym w Bletchley Park. Zdaniem historyków dzięki temu, że alianci znali informacje przesyłane przez „Enigmę”, II wojna światowa trwała krócej o 2-3 lata.

W 2000 roku Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski zostali pośmiertnie odznaczeni Krzyżami Wielkimi Orderu Odrodzenia Polski.
PAP/Sil

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Szeremietiew

Szeremietiew: Można wręcz spekulować, czy Rosja ma związek z zamachami we Francji. NASZWYWIAD

Fot. Profil R. Szeremietiew/Facebook
Fot. Profil R. Szeremietiew/Facebook
wPolityce.pl: Po zamachach terrorystycznych w Paryżu rozpoczęła się debata dotycząca bezpieczeństwa Polski. Władze przekonują, że jesteśmy bezpieczni, a terroryzm nam nie zagraża. Jak Pan ocenia takie uspokajające tony?
Prof. Romuald Szeremietiew: Chętnie posłuchałbym archiwalnych już wypowiedzi francuskich władz, gdy pojawiły się akty terroru w innych krajach. Ciekawe co oni wtedy mówili o bezpieczeństwie Francji… Pewnie też zapewniali, że ich kraj jest bezpieczny. Z aktami terroru jest zawsze tak, że jesteśmy bezpieczni, dopóki ktoś nie będzie chciał się dopuścić aktu terroru. Możliwości zapobieżenia zamachowi nie są de facto wielkie. Nie wiem, jak rozbudowane musielibyśmy mieć służby, żeby miały one agenturę we wszystkich potencjalnych środowiskach, które mogą nam zagrozić. Raczej wątpliwe jest, by państwo było w stanie utrzymywać tak gęstą sieć agenturalną.
Jak zatem oceniać uspokajanie władz?
Zapewnienia władz należy brać zawsze, jako formę terapii społecznej. Wiadomo, żemedia nagłaśniają informacje, więc rząd mówiąc o zagrożeniu szerzyłby strach. Nie przesadzałbym jednak z wagą merytoryczną tych zapewnień. Lepiej, żebyśmy nie musieli sprawdzać, czy Polska jest bezpieczna.
Takie słowa i ogólnie wydarzenia na Wschodzie należy traktować bardzo poważnie, szczególnie od czasu, gdy Rosja rozpoczęła politykę agresywną wobec Ukrainy. Nie ulega wątpliwości, że Polska jest rodzajem wroga dla Rosji i przeszkadza w jej planach ekspansji na Zachód. W jej perspektywie Polska powinna zostać usunięta. Należy działać tak, by Moskwie się to nie udało. Jednak należy również pamiętać, że zamachy terrorystyczne i sprawa agresji rosyjskiej mogą mieć ze sobą związek.
Jaki? Skutki zamachów we Francji mogą wpływać na naszą sytuację geopolityczną?
Oczywiście. To, co dzieje się na Zachodzie, może mieć swoje skutki na Wschodzie. Można wręcz spekulować, czy Rosja może mieć związek z tymi zamachami. To jedynie spekulacja, ale jeśli Rosja chce zająć Ukrainę, jeśli chce poczynić kolejne kroki w swej agresji na Europę Środkową, to największym przeciwnikiem Moskwy są Stany Zjednoczone i NATO oraz w mniejszej czy większej mierze kraje Europy Zachodniej. Ci sojusznicy, choć są członkami Sojuszu, nie wyglądają na specjalnie twardych oponentów Rosji. Oni nie prezentują specjalnie twardej postawy, ale pewne minimalne kroki wykonują.
To się może zmienić, jeśli bezpieczeństwo na Zachodzie będzie zagrożone?
Wyobraźmy sobie, że kraje Europy Zachodniej, Wielka Brytania, Francja czy Niemcy, stają się ofiarami serii zamachów. Co się wówczas będzie działo? Zapewne Europa Zachodnia straci natychmiast z oczu cały Wschód i zajmie się sobą, swoim bezpieczeństwem. W tej sytuacji rosyjskie wsparcie w wojnie z terroryzmem byłoby bardzo wskazane. To otworzyłoby wręcz drogę Rosji do realizacji jej planów ofensywnych. Można więc przyjąć, że to wściekli muzułmanie wygenerowali zamachy we Francji, jednak pamiętając, że frakcja Czerwonych Brygad, czy grupa Baader-Meinhof były finansowane również przez sowiecki wywiad, nie można wykluczyć, że w tym kociołku islamskim miesza nie tylko sam islam. Ta sytuacja odbiłaby się na nas. Pytanie, jak będziemy działać i przeciwdziałać wtedy zagrożeniu.
Rozmawiał Stanisław Żaryn

sobota, 10 stycznia 2015

Rosyjski odwrót z Arktyki

Piotr Maciążek
Share on printShare on email
Impet rosyjskich inwestycji w Arktyce wyhamowuje. Wpływa na to osłabienie finansowe i technologiczne objętych sankcjami koncernów powiązanych z Kremlem. Nie mniej istotna jest także nieopłacalność wielu projektów wynikająca z rekordowo niskich cen ropy naftowej.
Sierpień-apogeum rosyjskiej ekspansji w Arktyce 
sierpniu ubiegłego roku zdobywanie Dalekiej Północy przez koncerny powiązane z Kremlem i ich zachodnich partnerów osiągnęło swoje apogeum. Był to miesiąc rozpoczęcia prac na platformie wiertniczej West Alpha na Morzu Karskim i Berkut na Morzu Ochockim. Pierwsza jest położoną najdalej na północ instalacją tego typu na świecie, droga największą jaka kiedykolwiek powstała (200 tys. ton). Powyższe sukcesy zaowocowały buńczuczną retoryką. Prezes Rosnieftu Igor Sieczininformował w ostatnich dniach sierpnia na łamach tygodnika Der Spiegel, że spółka, którą zarządza do 2030 roku zainwestuje w Arktyce 400 mld $. Podkreślił przy tym, że na obszarach Morza Karskiego będą eksploatowane ogromne zasoby ropy, porównywalne z tymi jakimi dysponuje Arabia Saudyjska. Jednak już w momencie wypowiadania tych słów pierścień unijnych i amerykańskich sankcji zaczął się zaciskać nad Rosnieftem. Ich konstrukcja oparta na zablokowaniu Rosjanom dostępu do kapitału, technologii wydobywczych (głównie morskich i łupkowych) a także specjalistycznych urządzeń wiertniczych była wymierzona w putinowski plan podboju Arktyki.