poniedziałek, 21 października 2013

II Konferencja Smoleńska. Wykłady, analizy, prezentacje. "Będziemy nasze badania prowadzić, aż do wyjaśnienia wszystkich okoliczności tej katastrofy." TRWA NASZA RELACJA

opublikowano: dzisiaj, 9:17 | ostatnia zmiana: dzisiaj, 18:45

fot. wPolityce.pl
Od godziny 9:00 trwa II Konferencja Smoleńska - międzynarodowe spotkanie naukowców i ekspertów z całego świata, którzy pochylają się nad problemem przyczyn katastrofy smoleńskiej. Portal wPolityce.pl prowadzi specjalną relację z tego wydarzenia, na bieżąco aktualizowaną. Najświeższe wykłady omówione są na początku relacji.
Na miejscu, w budynku Focus w Warszawie, są nasi reporterzy.
Anna Gruszczyńska-Ziółkowska zakończyła wykłady pierwszego dnia Konferencji Smoleńskiej wystąpieniem pt: jak brzmi uderzenie samolotu w brzozę?

Zaczęła od tego, że w materiałach komisji Millera znalazł się opis jednej fali dźwiękowej, świadczącej właśnie o uderzeniu w brzozę. Ekspert wskazała, że opiera swoje rozważania na materiałach MAK i komisji Millera.
Zdarzenia, które omówię, są opisane w materiałach i transkrypcji Instytutu Ekspertyz Sądowych
- mówiła prelegent.

Wskazała, że teoria dot. brzozy opiera się na odczycie z kokpitu tupolewa.
Pojawia się więc pytanie, który dźwięk jest interpretowany, jako odgłos uderzenia samolotu w brzozę
- wskazała Gruszczyńska-Ziółkowska.

Dodała, że w oficjalnych materiałach sprawa uderzenia w brzozę jest odczytywana na podstawie zapisów z kokpitu. Prelegent wskazuje na nieścisłości w materiałach komisji Millera oraz zapisach rejestratorów.

Wskazuje, że w raporcie komisji Millera używa się sformułowań, które mają sugerować dynamiczność wydarzeń i gwałtowność. Jednak - jak wskazuje Gruszczyńska-Ziółkowska - te sugestie nie są prawdziwe. Dźwięki nie są gwałtowne, ale ewolucyjnie narastają.

Jednak w załączniku do raportu znajduje się materiał, który pokazuje, że zmieniono narrację - już nie ma mowy o dźwięku w brzozę, ale o dźwięku, które brzmi jak stuknięcie.
Nie ma jednak czegoś takiego, jak odgłos przypominający stuknięcie. Stuk to dźwięk. Albo dźwięk jest, albo go nie ma. Stuknięcie jest dźwiękiem
- tłumaczy.

Zaznacza, że w dźwięku nagrania z kokpitu słychać kilka uderzeń i podobnych stuków.
Które z trzech uderzeń jest wskazywany przez komisję?
- pytała prelegent, zaznaczając, że ustalenia komisji nie są jasne.

Prezentuje również zestawienia dźwięków, które pojawiają się na nagraniu. Dodaje, że jest wiele zaburzeń i powtarzających się odgłosów.
Na nagraniach nie ma uderzenia w brzozę, nie ma odgłosu przypominającego stuknięcie, o czym mówi raport Millera i załącznik 2. Mamy z kolei głosy, które nie zostały opisane
- tłumaczyła ekspert.

Wskazuje, że słychać wiele zakłóceń i zaburzeń. Pod koniec nagrania słychać "hurgot".

Na koniec wskazała na konieczność pogłębienia badań akustycznych.

Puściła również fragment nagrania, który wskazuje, że materiały były manipulowane. Słychać bowiem, że ktoś mówiący kończy zdanie na dwa zupełnie inne sposoby. Dźwięki są na siebie nałożone.

Sprawa zdaje się nie budzić wątpliwości.
To zjawisko pokazuje, że zapis nie jest integralny
- zakończyła swoje wystąpienie.

***
Jan Błaszczyk emerytowany ekspert z WAT zaprezentował wykład dot. próby odtworzenia geometrii elementów siłowych skrzydła Tu-154M.

Zaczął od analizy danych technicznych samolotu i omówił źródło wiedzy o tupolewie. Zaznaczył, że potrzebna jest dobra klasyfikacja samolotu oraz poznanie wiadomości technicznych.
Trzeba również znać prędkości. Gdy mamy te dane, powinniśmy sobie poradzić
- tłumaczył Błaszczyk.

Zaznaczył, że w tupolewie mamy skrzydło doczepne, wzmacniane dźwigarami.

Wskazuje, że należy ustalić odpowiednie obciążenia występujące w konstrukcji samolotu. Wskazał, że zebrany materiał będzie materiałem poglądowym.

Omawiając klasyfikację tupolewa Błaszczyk wskazał, że jest to bombowiec o charakterystyce samolotu pasażerskiego. Ma bowiem odpowiednią obwiednię. Prelegent wskazuje, jakie siły występujące w skrzydle są ważne dla rozumowania ws. Smoleńska.

Następnie Błaszczyk zwraca uwagę na prace konstrukcji i możliwość pochłaniania przez nią naprężeń. Wskazuje, jakie elementy konstrukcji skrzydła są najważniejsze dla pochłaniania napięć. Jan Błaszczyk wskazał, w jaki sposób przenoszone są siły i naprężenia, jakie występuje w skrzydle.
Pokrycie górne wraz z podłużnicami przenosi 55 proc., a dźwigary pozostałą część momentu zginającego
- wskazywał ekspert.

Zaprezentował również rysunek skrzydła tupolewa, które składa się z trzech kesonów. Na rysunku zaznaczono grubość pokrywy. Na kolejnym rysunku zaprezentował z kolei stan naprężeń, jakie występowały w skrzydle tupolewa przed rzekomym uderzeniem w brzozę.

W ramach podsumowanie Jan Błaszczyk wskazał, że są dostępne dane dotyczące tupolewa i geometrii jego struktury. Wystarczą wiadomości dostępne w internecie.
Na koniec powiem, że do tego, co zaprezentowałem, potrzebne jest ołówek, PCet i głowa specjalisty
- tłumaczy Jan Błaszczyk.


***
Prof. Wiesław Binienda z Uniwersytetu w Akron przedstawił wyniki badań w NASA, FAA (Federalna Administracja Lotnictwa), kilku uniwersytetach, dla dur-aluminium AL2024-T351.
Na wstępie zaznaczył, że amerykański przemysł lotniczy wraz z rządem USA i ośrodkami akademickimi (George Washington University i Ohio State University) zaangażował potężne środki, by rozwinąć metodologię elementów skończonych dla wszystkich materiałów używanych w przemyśle lotniczym. Dodał, że od wielu lat pracuje w ramach tego programu nad rozwinięciem metodologii dla dur-aluminium, z którego budowane są samoloty.
Eksperymenty z tym dur-aluminium wskazały czułość na szybkość odkształcenia materiału – im szybciej odkształcony, tym staje się mocniejszy. Materiał zachowuje swoje własności plastyczne nawet dla ogromnych prędkości obciążeń
- mówił profesor i dodawał, że materiał ten nie zmniejsza swojej plastyczności i wytrzymałości nawet w bardzo niskich temperaturach.
Przedstawił obliczenia i zdjęcia dotyczące zderzania cylindra (z tego rodzaju dur-aluminium) o średnicy 152,4 mm i ściance o grubości 2 mm, czyli podobnej do grubości skrzydła samolotu.
Pokazując, co zostało z cylindra rozpędzonego przez gazowe działo próżniowe do prędkości czterokrotnie większej od prędkości TU-154M, z jaką miał uderzyć w brzozę TU-154M, skomentował:
Skręca się jak rolada. Nie kruszy się nawet z bardzo dużą prędkością.
Przy prędkości 175m/s – dwukrotnie więcej niż tupolew miał uderzyć w Smoleńsku w drzewo – naukowiec uzyskał podobne wyniki. Dodał, że nawet przy prędkościach 5 000 m/s poszycie nie powinno się kruszyć jak szkło.
W jaki więc sposób oderwały się od samolotu tysiące odłamków, gdy był on jeszcze w powietrzu?
- zapytał, dodając, że obliczenia prowadzono dla różnych gęstości siatek, z uwzględnieniem konstrukcji skrzydła – z dźwigarami i żebrami. Dla porównania zbadano też hipotetyczne odkształcenia brzozy, którą dla tego eksperymentu „wzmocniono”.
Ostateczny rezultat symulacji potwierdza wszystkie przypadki – drzewo jest przecięte, krawędź skrzydła zniszczona na szerokości 60-80 cm, a drzewo przewraca się wzdłuż osi lotu samolotu.
Ilość wielu małych odłamków na obszarze przed miejscem uderzenia samolotu w ziemię nie może być tłumaczona kruchością poszycia samolotu
- podsumował prof. Binienda, przypominając wnioski ze swoich poprzednich badań. M.in.:
- Nie doszło do uderzenia skrzydłem w brzozę.
- Eksplozja może być przyczyną urwania końcówki skrzydła.
- Otwarcie ścian kadłuba świadczy o wybuchu.
Dopytywany przez profesora z Wojskowej Akademii Technicznej o prowadzenie badań na modelu hipotetycznym, a nie rzeczywistej budowie skrzydła, odpowiedział:
To oczywiście badanie parametryczne, przy wielu założeniach. Chodziło to , by założenia budowy skrzydła „osłabiły” jego budowę – nie ma ceowników, teowników nitowanych do struktury zewnętrznej. To jest zadanie zupełnie akademickie, ponieważ wiemy już, że to drzewo było złamane co najmniej 5 dni wcześniej. Zaczyna więc to być dyskusja typowo akademicka.
Zapytany, czy dysponował rysunkami technicznymi, poinformował:
Prokurator powiedział, że rząd polski posiada taką dokumentację, czyli rysunki techniczne. Jak do tej pory oczywiście konkretnych rysunków nie mamy. To jest słabość nasza, prawdopodobnie celowa.
Prof. Jemielita zwrócił natomiast uwagę na doskonałą symulację, jaką przeprowadził prof. Binienda z kawałkiem duraluminium. Komputerowe analizy były perfekcyjnie zgodne z później przeprowadzonym doświadczeniem.
Zapytany, dlaczego samolot zaczął się rozsypywać przed brzozą, odpowiedział, że energię na to pozwalająca można uzyskać tylko w przypadku wybuchu. Powtórzył, że nie wystarczy nawet rozpędzenie materiału do prędkości dźwięku.
Prof. Marek Czachor z Politechniki Gdańskiej zapytał o aluminium – czy jest podobne – z eksperymentu DC-7 z 1964 roku.
Profesor odparł, że wszystkie samolotu są zbudowane z podobnego dur-aluminium:
Wybraliśmy AL2024-T351 jak najsłabsze używane do budowania samolotu.
Dodał, że struktura każdego samolotu, jego wewnętrzna budowa, jest inna.


***
Jacek Gieras zaprezentował analizę wypadków lotniczych z udziałem Tu-154M w latach 1973-2011.

Zaznaczył, że w tym okresie miało miejsce 71 katastrof ze zniszczeniem kadłuba. W nich z kolei zginęło 3009 ofiar. Pierwszy wypadek miał miejsce w Pradze - w 1973 roku, ostatni w Sugrucie - wtedy miał miejsce pożar na skutek błędnej synchronizacji generatorów. W tych latach miało również miejsce 43 katastrof bez zniszczenia kadłuba.

Gieras przedstawił zestawienie różnych wypadków Tu.
Przeżywalność dla Tu-154M jest bardzo duża, co oznacza, że szansa na śmierć w wyniku katastrofy jest relatywnie niska
- mówił.

Zaprezentował również statystyki dotyczące Tu, zaznaczając, że wyprodukowano ich ponad 900. Następnie zestawił liczbę wypadków lotniczych Tu-154 z Boeinga 727, Boeinga 767 i Airbusa 300. Co ciekawe, to właśnie Tupolew ma najlepsze wyniki przeżywalności.
Stąd wynika, że tupolew jest bardzo wytrzymałym samolotem, ale jest bardzo awaryjny
- wskazuje Gieras.

Dodaje, że w latach 1973-2011 były trzy katastrofy, do których doszło w wyniku wybuchu. Pierwszą omawianą katastrofą było wysadzenie w 1973 roku samolotu. Porwany tupolew został wtedy wysadzony na ziemi przez porywaczy. Samolot uległ doszczętnemu zniszczeniu. Kolejną tragedią w wyniku wybuchu była eksplozja bomby w 2004 roku.
Niewielki wybuch bomby w toalecie spowodował dekompresję maszyny i całkowity jej rozpad
- mówił Gieras.

Wskazał, że trzecią katastrofą w wyniki wybuchu była tragedia smoleńska. Wskazał, że świadczą o tym doskonale zdjęcia, które zostały zrobione tuż po tragedii.

Jacek Gieras zaznacza, że należałoby przebadać wrakowisko, ubrania ofiar, szczątki samolotu, by sprawdzić, czy w Smoleńsku doszło do wybuchu.

Dodaje, że kadłub samolotu to obiekt cylindryczny, który podlega odkształceniom. Dodaje, że w czasie eksplozji następuje rozerwanie wzdłuż kadłuba i wychylenie boków.

Gieras zaznacza, że eksplozja zawsze pozostawia na częściach metalowych charakterystyczne znaki.
Wymiar próbki, która poddawana jest analizie, nie ma znaczenia. Znaczenie ma obecność śladów typowych dla eksplozji
- tłumaczy prelegent. Wśród charakterystycznych wyznaczników wybuchu wymienił m.in. duże rozczłonkowanie części samolotu, charakterystyczne kwiatowe zniszczenia, wygięte boki kadłuba.

Gieras zaprezentował również zdjęcie dot. zamachu nad Lockerbie, wskazując na znaki szczególne typowe dla eksplozji.

Dodaje, że również na tkaninach, które były w pobliżu eksplozji można zobaczyć charakterystyczne dla wybuchu ślady. Dochodzi m.in. do mieszania się tkanin.

Na koniec swojej prezentacji Jacek Gieras zaprezentował film ostatniego incydentu z udziałem Tu-154M. W Turcji doszło do zderzenia samolotu z pojazdem bagażowym. Na filmie widać, że skrzydło zostało uszkodzone, a z baku umieszczonego w nim lecą ogromne ilości paliwa.
To jest olbrzymia ilość paliwa. W skrzydłach tupolewa znajdują się baki. Jeśli w Smoleńsku doszłoby do zderzenia z brzozą na ziemi musiałyby być ślady paliwa. Dopiero gdy samolot leci na poziomie ponad 1000 m. paliwo lotnicze nie dolatuje do ziemi. Czy zatem wokół brzozy są jakieś ślady paliwa? Czy ktoś to w ogóle badał?
- pytał Gieras.

Dodał, że do weryfikacji tez dot. katastrofy smoleńskiej, trzeba przebadać wrak tupolewa. Bowiem bez tego prace są obarczone dużym ryzykiem błędów.

ZOBACZ ROZMIESZCZENIE ZBIORNIKÓW PALIWA W SKRZYDLE TU-154M:
Fot. Orbiter.ucoz.ru
***
Duński ekspert Glenn Jorgensen mówił z kolei o swoich badaniach. Zaznaczył, że nie ma żadnych związków z Polską, więc jest obiektywnym ekspertem w tej sprawie. Jorgensen zaczął od złożenia kondolencji rodzinom. Następnie zaznaczył, że jest niezależny, ma własną działalność i od lat zajmuje się mechaniką. Wspomniał, że zaangażował się w sprawę smoleńską, ponieważ chciał pokazać kolegom, że raport MAK i Millera jest zgodny z teorią.
Jednak myliłem się. Raport MAK jest sprzeczny z nauką
- mówił Jorgensen.

Pokazał odczyty wysokości samolotu.
W momencie przelatywania nad brzozą widać utratę nośności skrzydła. 40 metrów później widać znów dużą utratę nośności samolotu. Analizowałem dwie wersje wydarzeń. W pierwszej zakładałem utratę skrzydła w miejscu rośnięcia brzozy. W drugim utratę jeszcze kawałka skrzydła w kolejnym miejscu utraty siły nośnej
- tłumaczył ekspert.

Przedstawił przekrój przez skrzydło, wskazując gdzie jest strona natarcia i, w jaki sposób powstaje siła nośna.
Założyłem, że pilot nie zmieniał nastawień powierzchni nośnych samolotu. Założyłem prostą zależność pomiędzy siłą oporu, a kątem pochylenia skrzydła.Uwzględniłem zależność między zmianą kąta natarcia, a zmianą nachylenia lotu
- tłumaczył duński ekspert.

Wskazał, że największym czynnikiem wpływającym na siłę nośną jest powierzchnia samolotu.
Można uznać, że następuje zmniejszenie siły nośnej wraz ze zmianą kąta klap
- dodał.

Postawił również pytanie: jak wiele siły nośnej utraci samolot, jeśli końcówka skrzydła zostanie urwana?
Standardowo samolot jest tak zbudowany, że między kątem natarcia końcówki skrzydła a resztą występuje różnica 4 stopni. To powoduje, że udział końcówki skrzydła w silne nośnej jest mniejszy niż innych części. Dodatkowo końcówka skrzydła nie posiada klap
- dodał Jorgensten.

Zaznaczył, że to oznacza, iż utrata końcówki skrzydła to utrata jedynie kilku procent siły nośnej.

Następnie zaprezentował krzywe teoretyczne pokazujące sposób lotu samolotu po utracie skrzydła, które nie są tożsame z tym, w jaki sposób tupolew leciał w Smoleńsku. Pokazuje, że modele teoretyczne nie są tożsame z lotem Tu-154M. Później pokazał inny model, pokazujący, co zdarzyłoby się w Smoleńsku, gdyby tupolew stracił fragment skrzydła dwa razy.
Teraz model zaczyna się pokrywać z danymi, które zarejestrowano
- tłumaczy ekspert.

Na kolejnym slajdzie pokazał wykres przechylenia samolotu i prędkość.
W samej końcówce lotu prędkość przechylenia zmniejsza się. Przyczyną tego jest to, że samolot miał prędkość, co przeciwdziałało obrotowi wzdłuż osi
- mówił prelegent.

Dalej prezentował zestawienie parametrów lotu z miejscem wypadku i rozmieszczeniem szczątków oraz wizualizację samolotu obróconego o 150 stopni, tak jak mówią raporty. Zaprezentował wymiary i odległości poszczególnych części samolotu lecącego do góry nogami. Później również wyliczył, jaka byłaby odległość tych części, gdyby skrzydło zostało urwane dwukrotnie.

Wyliczenia dotyczące samolotu i jego wymiarów Jorgensen naniósł na zdjęcia satelitarne ze Smoleńska. Zaznaczył, że jeśli przyjąć, że doszło do utraty dwóch części skrzydła, wtedy obliczenia zaczynają pokrywać się z rzeczywistością i śladami jakie widać na miejscu tragedii.

Ekspert przytoczył również wyniki badania wypadku Boeinga, który utracił 25 procent jednego ze skrzydeł. Jorgensten wskazał na wykresie, że model opracowany na podstawie tego materiału nie jest zbieżny z tym, co miało miejsce w Smoleńsku. Zaznaczył, że wyniki są zbliżone, gdy założy się, że tupolew utracił dwukrotnie część skrzydła.

Podsumowując ekspert wskazał, że jego analizy pokazują, że urwanie końcówki skrzydła nie mogło spowodować katastrofy samolotu. Nawet założenie, że skrzydło odpadło w nowym miejscu nie tłumaczy, w jaki sposób doszło do tragedii.
Moje wyniki oznaczają, że brzoza nie mogła urwać skrzydła. W świetle tego to, co podano w raporcie MAK jest - mówiąc najdelikatniej - niedokładne i pozostawia wiele pytań bez odpowiedzi
- skwitował Glenn Jorgensten.
***
Prezentacja inż. Marka Dąbrowskiego została wyświetlona ze względu na niemożliwość pojawienia się eksperta osobiście.
Sporą cześć wystąpienia poświęcił on rejestratorom parametrów lotu. Zwrócił uwagę na następujące fakty:
- Na rejestratorze MŁP-14 stwierdzono ślady działania wysokiej temperatury, choć został on znaleziony poza strefami ognia.
- Na pokładzie powinien znajdować się rejestrator K363 zapisujący m.in. przyspieszenia. Nie został jednak odnaleziony, a nawet nie ma pewności, czy był w ogóle zamontowany w tupolewie.
- W żadnym z raportów nie pokazano kompletu parametrów zarejestrowanych przez MSRP-64 i ATM QAR.
- Ostatnie 1,5 sekundy lotu w analizie firmy ATM (produceny polskiej „czarnej skrzynki”) dopisano z rosyjskich danych.
- Nie wykonano zapisów rejestratora MŁP-14. Jak tłumaczono w raporcie komisji Millera, zaniechano tego ze względu na posiadanie zapisów trzech innych rejestratorów.
- W miejscu TAWS#38 rejestrator ATM QAR zapisał niepełne kadry danych. W punkcie TAWS#38
(o godzinie 6:40:59) rejestrator zapisał informację o lądowaniu, co powinno zostać odnotowane dopiero przy dotknięciu pasa. Wysokości barometryczna w tym punkcie miała wynosić 36 m, radiowa - 12,5 m.
- Przechylenie samolotu w tym miejscu (wg komisji państwowych) było większe niż dopuszczalne do pokazywania prawidłowych wartości radiowych, a jednak te waśnie wysokości (radiowe) wykorzystano.
- Żaden z rejestratorów parametrów nie zapisał danych, z których by mogła wynikać jedyna możliwa trajektoria pionowa samolotu.
Marek Dąbrowski wskazał też na niespójne dane dotyczące śladów na ziemi oraz ingerencje w materiał dowodowy, m.in. ścięcie drzew przez stronę rosyjską w okolicach punktu TAWS#38 oraz wymienienie wierzchniej warstwy gruntu
Omawiając trajektorie lotu rządowego samolotu, zwrócił uwagę, że ta wykonana przez MAK – jest niedokładna i nieprawdopodobna - trafia w brzozę, ale brakuje obliczeń za brzozą, przechodzi przez punkt TAWS#36, ale poniżej TAWS#37.
Trajektorii wyrysowanej zaś przez komisję Millera zarzucił m.in. to, że wynika z niej, iż samolot leciał niestabilnie, wznosząc się i opadając, co poza turbulencjami, jest niemożliwe.
Wskazywał też na sprzeczne informacje w trajektoriach pionowych.
Dąbrowski dodał, że biegli z firmy ATM wykonujący trajektorię przyznali, iż dopasowali trajektorię do opisów uszkodzonych drzew, wykonanych m.in. przez Siergieja Amielina – smoleńskiego fotoamatora, który na miejscu katastrofy pojawił sie dopiero 13 kwietnia, choć cały czas przebywał w Smoleńsku.
Jak wskazywał doktor, porównanie zapisów parametrów lotu w raporcie Millera, raporcie MAK i ekspertyzie firmy ATM, daj wniosek, że niektóre parametry zostały przez polską rządową komisję pominięte, a zatem sfałszowane.
Zwrócił również uwagę, że według oficjalnych raportów, lot TU-154M trwał wyłącznie do momentu zderzenia z drzewem. Prowadzi to wewnętrznej sprzeczności – mówił – bo np. komisja stwierdziła, że nie było awarii wysokościomierza nr 1, w innym miejscu raportu czytamy, że taka usterka jednak miała miejsce
Rządowemu dokumentowi zarzucił też pominięcie lub ukrywanie zapisów awarii w locie. Chodzi m.in. o wibracje silnika, odłączenie od sieci trzech generatorów, niesprawność silnika, brak kontroli sztucznych horyzontów i wiele innych.
Podsumowując wskazał na nierozwiązane problemy badawcze, a wśród nich m.in. zachowanie 70-centymetrowego fragmentu slotu lewego skrzydła, które rzekomo przednia krawędzią miało zderzyć się z brzozą; fakt, że tor lotu nie zgadza się z przyciętymi drzewami, nawet tymi ze zdjęć Amielina, a także brak potwierdzenia przechylenia się samolotu „na plecy” w którychkolwiek danych z rejestratorów.

***

Dr Stefan Bramski, emerytowany inżynier z Instytutu Lotnictwa wskazał, że skoncentrował się na trzech aspektach, które jego zdaniem są zbyt słabo nagłośnione w debacie dot. Smoleńska. Są to: miejsce katastrofy, ułożenie i sposób upadku na ziemię tylnej części samolotu oraz zjawisko separacji aerodynamicznej. Dodał, że specjalnie nie porusza sprawy brzozy.

Pierwszym aspektem omawianym przez dr. Bramskiego była kwestia rozmieszczenia szczątków, bowiem leżą one pod sporym kątem wobec pasa startowego.
Sama lokalizacja jest również zaskakująca. Jest to bowiem miejsce błotniste, tuż koło dróg wyjazdowych. To jakby szczęśliwy zbieg okoliczności dla służb. Dzięki temu wszelkie materiały - notesy, telefony, laptopy itd. - były dobrze zabezpieczone i nie zniszczone
- mówił dr Bramski i dodawał, że należy zbadać, czy możliwe było, żeby miejsce katastrofy nie było przypadkowe.
Między ulicą Kutuzowa i Gubienki był obszar, w którym niezależnie od sytuacji czy mgła, samolot przy normalnej widzialności przelatywałby. Musiała jednak nastąpić zmiana konfiguracji samolotu, w którym nastąpił ślizg na lewe skrzydło. Najpierw myślałem, że to mogła być blokada lotki
- ciągnął ekspert.

Dodał, że w jego ocenie sprawa smoleńska to był "wypadek przy pracy terrorystów", bowiem mogło być tak, że ładunki wybuchowe miały eksplodować już po wylądowaniu.

Prelegent wskazał również na linię wysokiego napięcia, która została zerwana na kilka minut przed tragedią. W jego ocenie miało to związek z koniecznością wywołania awarii na lotnisku.

Zdaniem dr. Bramskiego eksplozja pierwszego ładunku nastąpiła, gdy maszyna miała szanse odejścia na drugi krąg. Jednak potem nastąpił drugi wybuch.
Gdyby nie drugi wybuch zapewne połowa pasażerów mogła by wyjść cało z tej katastrofy
- mówił Bramski.

Prelegent wskazuje również na tylną część samolotu.

Tył samolotu leciał przodem do tyłu. Wskazuje na to dysza środowego silnika, która została wgnieciona w czasie upadania na drzewo wystające z ziemi. Wskazał potem na kable, które sterczą z części tylnej samolotu. W jego ocenie one również dowodzą wybuchu.
Inna siła nie dałaby takiego efektu. Jedynie wybuch mógł wyrwać kable przytwierdzone do silników
- mówił inżynier.

Zaznaczył, że widoczne na przekroju silnika sworznie, które zostały rozerwane, pozwalają obliczyć siłę, jaka działała na część tylną.

Stefan Bramski dodał, że wrak nie był dobrze traktowany, a na dowód pokazywał m.in. zdjęcia wyklepanej dyszy, którą poprawiono w czasie transportu szczątków samolotu na lotnisko smoleńskie.

Prelegent wskazał również w ostatniej części na zjawisko selekcji aerodynamicznej. Dodał, że jeśli samolot rozpadł się nad ziemią ciężkie części powinny lecieć dalej, a lżejsze bliżej. Przytoczył informacje jednej z rodzin, która miały dokładną lokalizację ciała ofiary oraz jego ubrania.
Ciało leżało 30 metrów dalej niż ubrania. To oznacza, że ciało i ubrania leciały z góry
- mówił Bramski, dodając, że opracował krzywe balistyczne, które pokazują, w jaki sposób lecą różne przedmioty w zależności od wagi.

Wskazał, że dzięki takiej tabeli i krzywym można oszacować, że ciało i ubranie jednej z ofiar tragedii spadały z ok. 12 metrów.

Przechodząc do wniosków Bramski wskazał, że samolot Tu-154 został zniszczony najprawdopodobniej w wyniku zamachu terrorystycznego.
Jeśli nie zostanie wyjaśniona uczciwie przyczyna tragedii smoleńskiej, to będzie oznaczało utratę wiarygodności rosyjskiego społeczeństwa. To będzie oznaczało, że Moskwa cofnęła się o 70 lat. Rzetelne wyjaśnienie tego leży w interesie inteligentnych polityków również Rosji
- zakończył Stefan Bramski.

***
W drugiej części jako pierwszy wykład wygłosił prof. Kazimierz Nowaczyk. Zaprezentował analizę zapisów rejestratora ATM. Wskazał, że będzie się skupiał na zapisie przyspieszenia poziomego.

Zaznaczył, że jeszcze 50 metrów przed brzozą nastąpił pierwszy skok w zapisie rejestratora, co oznacza, że pierwsze znaczące dla tragedii smoleńskiej wydarzenie miało miejsce przed drzewem.

Wskazuje również na korelację szczątków samolotu z zapisami rejestratora. Dodaje, że jeszcze przed brzozą mamy skupisko szczątków wraku tupolewa. W tym miejscu - jak wskazuje również Glenn Jorgensen oraz firma ATM - prawdopodobnie doszło do zniszczenia skrzydła.

Następny obszar, o którym mówi Nowaczyk, pełen szczątków jest już za ulicą Kutuzowa. To tam zdaniem dr. Grzegorza Szuladzińskiego nastąpił wybuch w kadłubie, który spowodował ostateczne zniszczenie samolotu.
Dane z zapisu FMS II i system TAWS są jedynymi zapisami, które ciągną się do końca. System ATM urywa się wcześniej
- mówił Nowaczyk i wskazał, że skrzydło rozpadało się w locie pomiędzy punktem oddalonym 50 metrów od brzozy, a punktem TAWS 38. Wskazuje, że dopiero później doszło do kolejnej eksplozji, w kadłubie. Właśnie za ulicą Kutuzowa.

Na koniec wskazuje na jeden ze slajdów.
On nabiera szczególnego znaczenia, po referacie prof. Cieszewskiego. Zdjęcia pokazują fragmenty części samolotu na złamanej brzozie. Wniosek jest taki, że te części spadły na złamaną wcześniej brzozę
- zakończył Kazimierz Nowaczyk.

***
Ostatni wykład w pierwszej części wygłosił profesor Jan Obrębski, który na początku wystąpienia zreferował poprzednie badania dotyczące fragmentu pochodzącego z tupolewa. Na ich podstawi naukowiec wskazywał, że część ta nie mogła ulec zniszczeniu w wyniku uderzenia o ziemię. Pokazał zdjęcia, na których widać ślady dowodzące, że część z samolotu została odstrzelona. Zaprezentował również różne sposoby niszczenia próbek, przez ściskanie, rozciąganie.
Niczego nie odwołuje z tego, co mówiłem ostatnio. Zwracałem uwagę na osmalenia, czy dziwne przedkładki
- mówił Obrębski odnosząc się do poprzednich badań fragmentu z samolotu.

Dodał, że nie można wskazać, że eksplozja mogła mieć miejsce wewnątrz elementu, który został przez niego przebadany.
Nie wycofuje się ze stwierdzenia, że przyczyną tragedii smoleńskiej była wielopunktowa eksplozja
- mówił profesor.

Wskazał, że mówienie, że brzoza złamała skrzydło, jest absurdem, o czym świadczy choćby fakt, żebrzoza w Smoleńsku, o którą miał się rozbić samolot, jest niższa niż otaczające ją drzewa, które stoją w całości.

Obrębski dodaje, że również przebieg zamachów na WTC z 11 września pokazuje, że nie jest możliwe oderwanie skrzydeł przez brzozę. Wskazał, że samoloty wlatywały w budynki i przecinały stalowe słupy.

Czy możliwy był wybuch oparów? Pytał prof. Obrębski. Przyznał, że możliwe, że ładunek eksplodował, co spowodowało potem wybuch oparów. To wyjaśniałoby dlaczego nie znaleziono trotyl na wraku.
Opary wymyłyby wręcz inne elementy samolotu
- mówił profesor.

Przytoczył następnie artykuły i prace dotyczące przebiegu tragedii smoleńskiej i wskazał, jak wiele osób mówi i tłumaczy, że w Smoleńsku doszło do eksplozji.

Przytoczył pracę Stefana Bramskiego, który wskazuje, że zdjęcia satelitarne pokazują, że tył samolotu był odwrócony i leżała przodem do tyłu, a następnie została wyklepana i jako nieuszkodzona przewieziona na płytę lotniska. Również Bramski mówi, że przyczyną tragedii smoleńskiej była eksplozja.
To temat zastępczy i kosmiczna mistyfikacja rządowych komisji
- mówił z kolei Obrębski o teorii dotyczącej uderzenia w brzozę. Wskazał, że prof. Bramski w ogóle nie zajmuje się tą hipotezą.

Jan Obrębski przytacza również opinię Grzegorza Szuladzińskiego, który pokazuje, że rozmieszczenie szczątków wskazuje, że musiał nastąpić przynajmniej jeszcze jeden wybuch oprócz tego, który zniszczył skrzydło.

Obrębski przytaczał również opinię prof. Gierasa, który mówił, że jedna z eksplozji miała miejsce w trzecim zbiorniku paliwa.

Profesor wskazał na przełom w śledztwie, jakim była publikacja dot. trotylu w Smoleńsku. Przypomniał, że niezależne badania pokazują, że na pasach bezpieczeństwa były obecne mat. wybuchowe.

Odniósł się również do błędów w śledztwie smoleńskim. Wskazał, że próbki pobrane przez polską stronę po trzech latach, myciu i przechowywaniu w dziwnych warunkach są mało wiarygodne.

Odniósł się także do relacji jednego ze świadków, który mówił, że w czasie przelatywania nad jedną ze smoleńskich ulic tupolew leciał kołami w dół, lekko przechylony, ale potem wyrównał lot. Naukowiec wskazał, że w miejscu rośnięcia brzozy samolot leciał na wysokości 20 metrów, a potem był wyżej.
Gdy uciekał z pułapki, nastąpił wybuch
- mówił prof. Obrębski.

We wnioskach wskazywał, że katastrofę spowodowały osoby trzecie, a lotnisko zostało specjalnie przebudowane na czas lądowania tu-154M.
***
Na Konferencji dowiedzieliśmy się też sporo o słynnych detektorach MO-2M, jakich biegli prokuratury używali do poszukiwania na smoleńskim wrakowisku śladów substancji wybuchowych.
Prof. Andrzej Wawro tłumaczył zasadę działania spektrometru, czyli de facto rury, przez którą przepływa gaz zjonizowany.
Dowiódł, że nie można mówić o pomyłce urządzenia – a śledczy, przypomnijmy, wskazywali, że detektory podobnie reagowały (wskazując np. trotyl) na paście do butów czy kosmetykach.
Jak wskazał, ruchliwość jonów tworzyw sztucznych ma zupełne inne wartości niż substancji wybuchowych, a zwłaszcza trotylu czy nitrogliceryny.
Tomasz Ludwikowski na wstępie powiedział, ze urządzenie MO-2M przeznaczone jest do badań przesiewowych śladów nanoszonych metodą bezpośrednią – przez kontakt. Kontroluje się nim bagaże ręczne, listy, przesyłki, odzież, meble, pojazdy etc. Detekcja par materiału wybuchowego polega na pobieraniu powietrza znad próbki. Aparat zasysa pary nad próbką i analizuje je. W przypadku wykrycia materiału wybuchowego, pojawia się alarm w postaci sygnału wizualnego i dźwiękowego.
Zobaczyliśmy filmy z badania pasty do butów i rzeczy ofiar katastrofy.
Urządzenie nad żadną z kilku rodzajów past nie reagowało. Kosmetykiem, w którym został wykryty materiał wybuchowy był krem, który zawierał śladowe ilości nitrogliceryny. Jednak dopiero dalsza analiza laboratoryjna wykazałaby, czy faktycznie chodzi o materiał wybuchowy.
Badanie płaszcza śp. Aleksandra Fedorowicza wykazało z jednej strony materiału nitroglicerynę. Sprawdzenie tej odzieży od wewnątrz nic nie wskazało.
Przebadano również torbę śp. Zbigniewa Wassermanna – również wykryto na nim nitroglicerynę.
Wniosek – jeśli nie posmarowano tych przedmiotów kremami zawierającymi nitroglicerynę, na przebadanych próbkach musiała znajdować się ta substancja wybuchowa.
Jak zaznaczyła w rozmowie z naszym reporterem jedna z wdów, przebadane rzeczy pochodziły z jednostki Żandarmerii Wojskowej w Mińsku Mazowieckim, gdzie przedmioty te zostały poddane zabiegom najprawdopodobniej niszczącym interesujące ślady.
Jan Bokszczanin z formy produkującej MO-2M, zaznaczył, że urządzenia te doskonale sprawdzają się przy tak niewielkiej ilości materiałów wybuchowych, jaka mogła być na miejscu katastrofy.
Jak stwierdził, w przypadku tak niedużego stężenia po tak długim czasie, przeprowadzone badania przedmiotów ofiar katastrofy wykryły jednoznacznie obecności nitrogliceryny oraz tentrytu.
- Obecność śladów wybuchowych może – ale nie musi – wskazywać na wystąpienie wybuchu
- powiedział Bokszczanin.
Niepodważalnym świadectwem wybuchu, jak dodał, byłoby stwierdzenie materiałów powybuchowych niemożliwych do stwierdzenia metodą screeningową. Ale, jak wiemy, doikjłądnych badań tuż po katastrofie, zaniechano.
- Prowadzone jest śledztwo w taki sposób, że tych pytań jest coraz więcej. Im bardziej się zagłębiamy w to, co robią oficjalne zespoły badawcze, wydaje się, że celowość takiej konferencji, jaka ma tu miejsce, jest jak najbardziej celowa. Gdyby przeprowadzono badania tak, jak wskazywał prof. Wójcik (omówienie jego wystąpienia poniżej - przyp. red.), na większość pytań znalibyśmy odpowiedzi.
Bokszczanin dodał, że nie dziwi się, iż nie zostały wykryte ślady TNT, bo nie nastąpiło pobranie próbek na miejscu katastrofy bezpośrednio po niej, ale dopiero po kilku miesiącach.
Następnie głos zabrała Małgorzata Wassermann, która zrelacjonowała, iż odbierając rzeczy swoich bliskich, rodziny zostały poinformowane, iż przedmioty te zostały „przemrożone”, a tym samym – jak stwierdzili biegli - nie nadają sie już do żadnych badań na obecność materiałów wybuchowych.
Beata Gosiewska dodała, że po ekshumacji śp. Przemysława Gosiewskiego pobrano do badań próbki z ciała. Prokuratorzy stwierdzili, że analizy na obecność materiałów wybuchowych będą wykonane łącznie z próbkami wraku. Sugerowano też – mówiła – że nie ma sensu wykonywania badań, bo śladowe ilości materiałów nie osadziły się np. na umytych ciałach. Zapytała, czy okres i przechowywania próbek mogą mieć wpływ na wynik badania.
Jan Bokszczanin odpowiedział:
- Czas nie jest dobrym towarzyszem, aby próbki zawsze były miarodajne. Materiał wybuchowy ulega rozkładowi w czasie, również bakterie na to wpływają. Natomiast w momencie, gdyby zostały pobrane tuż po katastrofie, na pewno ewentualna obecność materiałów w ciałach czy ubraniach byłaby wykryta. Powinny być wówczas pobrane i natychmiast przekazane do kraju! Gdyby wyniki takich analiz były negatywne, nie byłoby dziś tych wątpliwości.Podejrzewam, ze polskie społeczeństwo jest manipulowane i to bardzo umiejętnie.
Izabela Januszko, matka śp. Natalii Januszko zadała pytanie, kto obsługiwał detektor w czasie kolejnych badań prokuratury. Bokszczanin udzielił zaskakującej odpowiedzi:
- Znam zespół ekspercki, który wykonywał te badania, niestety nie jestem upoważniony do ujawniania ich nazwisk, bo współpracujemy naukowo. Chciałbym natomiast powiedzieć, że to, co przekazała nam prokuratura, a co jej przekazali eksperci, nie jest jednoznaczne. Interpretacja prokuratorów była taka, a nie inna i niekoniecznie musiało to wynikać z ich złej woli – może nie byli douczeni w tej kwestii. Natomiast ta interpretacja była troszeczkę inna w stosunku do tego, co przekazali jej ci specjaliści.
- mówił Jan Bokszczanin.



***
Prof. Jacek Wójcik zaprezentował wyniki prac zespołu ekspertów, w którym poza nim zasiadali również Wojciech Fabianowski, Jan Jaworski, Krystyna Kamieńska-Trela oraz Sławomir Szymański.

Prof. Wójcik wskazał, że celem badań było przeprowadzenie badań fizykochemicznych dwóch próbek pobranych w Smoleńsku.

Na początek prelegent wskazał, co spodziewano się znaleźć w czasie badań. Mówił, że na próbce spodziewano się: śmieci, substancje pochodzące od ofiar, pastę do butów, środki gaszące. Dodał, że następnie należało ustalić historię próbek, a potem przeprowadzić badania.

Wójcik wyjaśnił z jakimi problemami spotyka się chemik wykonujący obecnie badania dot. tragedii smoleńskiej. Przyznał, że eksplozja 1 kg trotylu daje gazy i sadzę.
Gdyby jednak na całym obszarze katastrofy rozsypać 10 kg, na próbkach można znaleźć jedynie minimalne ślady materiałów wybuchowych
- zaznaczył profesor.

Dodał, że w wyniku przemian materiałów wybuchowych po eksplozji może powstawać wiele różnych materiałów pochodnych.

Prezentował również sposób i czas rozkładu części składowych trotylu.
Po 11 miesiącach większość azotu zawartego w TNT zanika. Trotyl rozkłada się pod wpływem wilgoci. Czas działa na naszą niekorzyść
- mówił Wójcik, wskazując, że związki wybuchowe podlegają procesom niszczenia. Dodał, że po trzech latach jest to problemem.

Prof. Wójcik wskazał na szereg metod analizy i badania próbek, które można było wykorzystać przy badaniu tragedii smoleńskiej.
Przypomniał, że po wybuchu pozostają ślady wielu innych materiałów i substancji.
Wójcik opisał metodę działania zespołu, który przygotował referat.
Zaznaczył, że po zbadaniu próbek wskazano, że próbka może zawierać jedynie niewielkie ilości materiałów wybuchowych. W jednej z próbek znaleziono ester butylowy pochodzenia zewnętrznego.
Jeśli ustalimy, że w próbce znajduje się ftalan butylu, trzeba się zastanowić, skąd on się mógł wziąć. Ta substancja jest wykorzystywana w materiałach wybuchowych, ale również w wielu innych produktach
- wskazuje Wójcik.

Zaznaczał, że zespół próbował zbadać, skąd się ta substancja wzięła.
W Polsce jest sprzęt nowej generacji, który pozwoliłby prowadzić znacznie skrupulatniejsze badania niż to, co myśmy zrobili
- mówił prof. Wójcik.

Odnosząc się do tego, jak wygląda jedna z próbek wskazał, że została ona stopiona w czasie tragedii, co oznacza, że temperatura wytworzona w tym miejscu musiała być wyższa niż 380 stopni.

Na koniec prof. Wójcik wskazał, co należało zrobić po tragedii smoleńskiej. Wymienił m.in. badania chemiczne na miejscu tragedii, analizę danych związanych z drugim tupolewem, badania na obecność materiałów wybuchowych itd.

Podsumowując prelegent zaznaczył, że w czasie analizy wykryto ponad dwadzieścia różnych substancji. Nie znaleziono wśród nich materiałów wybuchowych, w ilości przekraczającej setnych części mikrograma. Prof. Wójcik zaznaczył jednak, że to nie zamyka sprawy materiałów wybuchowych, ponieważ mogły one występować w mniejszej ilości. Do weryfikacji należałoby więc wykorzystać bardziej dokładne badania oraz przeprowadzić analizę znacznie większej liczby próbek - wskazał ekspert.
***
Prof. Grzegorz Gładyszewski z Politechniki Lubelskiej mówił o „wybranych metodach fizycznych w badaniach zmian struktury materiałów”.
Wskazał, że metody analizy struktury materiału i zmian zachodzących w tej strukturze stanowią istotny element badań, który powinien być uwzględniony w planowanych pracach doświadczalnych, służących wyjaśnieniu przyczyn katastrofy. Według niego, zastosowanie m.in. metod mikroskopii optycznej, skaningowej, metod dyfrakcji promieniowania rentgenowskiego umożliwi opis zmian struktury badanego materiału.
Zastrzegł, że choć zastosowanie omawianych metod będzie prowadziło do uzyskania danych wspierających całokształt badań, nie należy jednak oczekiwać uzyskania wyników definitywnie rozstrzygających o przyczynach katastrofy.


***
Dr inż. Bogdan Gajewski z Międzynarodowego Towarzystwa Badania Wypadków Lotniczych mówił o fotelach lotniczych i pasach bezpieczeństwa w katastrofie smoleńskiej.
Zaczął od dowiedzenia, również na zdjęciach samolotów bez górnej części kadłuba, którym pasy bezpieczeństwa uratowały życie.
Postawił pytanie: ile osób 10 kwietnia 2010 r. miało zapięte pasy?
W przypadku większości podróży lotniczych niemal sto procent pasy zapina, gdy wyświetla się informacja o takiej konieczności.
Sięgnął do raportu MAK, w którym możemy przeczytać, że osoby podróżujące w saloniku 3 nie miały zapiętych pasów, pozostałe - miały. Można z tego wyciągnąć – zdaniem dr. Gajewskiego – następujące wnioski:
- MAK posiada dokumentację wszystkich foteli samolotu, aby stwierdzić, na którym fotelu były zapięte pasy.
- MAK posiada udokumentowany spis wszystkich pasów bezpieczeństwa
- MAK posiada udokumentowany i zweryfikowany spis wszystkich osób znajdujących się na pokładzie, wraz z opisem, w którym fotelu każda z tych osób siedziała i czy miała zapięte pasy przed katastrofą,
Gajewski zwrócił uwagę, że jedyne zdanie w raporcie MAK dotyczące foteli znajduje się na stronie 90., gdzie w wykazie fragmentów statku powietrznego znajdujemy informację:
Osłona przedziału silnika - 23 fragmenty foteli w promieniu 6 m.
W rzeczywistości fotele znajdowały się nie tylko w tym miejscu.
W raporcie Millera również ledwie jedno zdanie dotyczy foteli:
Fotele pasażerskie, wyrwane z mocowań, porozrywane na części.
Nie ma słowa o pasach bezpieczeństwa – wskazał ekspert.
Na stronie 216 tego dokumentu czytamy:
Przygotowanie do lotu – samolot został przebudowany w 36 SPLT niezgodnie z dokumentami wystawionymi przez zakład remontowy po zakończonym remoncie. W trzecim salonie przeznaczonym dla 8 osób zamontowano 18 foteli.
Dalej Gajewski wskazał, że według raportu MAK opinia ekspercka twierdzi, że osoby znajdujące się w przedniej części kabiny pasażerskiej, w saloniku nr 3, nieprzypięte pasami uległy wielokrotnemu rozczłonkowaniu, a chodziło o praktycznie wszystkich wyższych dowódców, dwóch przedstawicieli delegacji i stewardessę.
Z niewyjaśnionych przyczyn, wszyscy pasażerowie tej przebudowanej części samolotu nie mieli zapiętych pasów bezpieczeństwa
- powiedział inżynier. I dodał, że raport MAK podaje w wątpliwość swoją wiarygodność twierdząc, że istniała możliwość identyfikacji wszystkich pasażerów wraz z przynależącymi do nich pasami.
Raport Millera zaś zupełnie pominął kwestię przebudowy saloniku trzeciego w kontekście zapięcia pasów tam siedzących pasażerów.
Wreszcie ekspert stwierdził:
Największa zagadka raportu MAK: W jaki sposób stwierdzono stan zapięcia pasów przed katastrofą u wszystkich pasażerów i dlaczego akurat wszyscy w saloniku trzecim nie mieli zapiętych pasów?
I skierował pytanie do badaczy katastrofy:
Czy rozległe obrażenia tych pasażerów mogły być spowodowane inną przyczyną niż niezapięte pasy?
Po wykładzie Stanisław Zagrodzki, kuzyn śp. Ewy Bąkowskiej, dodał, że MAK nie mógł zbadać wszystkich pasów, bo jednego nie było. Chodzi o pas zabrany przez niego w czasie identyfikacji bliskich w Moskwie i przekazany do badań w USA na obecność materiałów wybuchowych. Dodał, że pas ten był zapięty.

***
Ciekawe obserwacje oparte na zdjęciach satelitarnych zaprezentował kolejny referent, prof. Chris Cieszewski z University Of Georgia. Wskazał na zmiany dotyczące zdjęć satelitarnych wykonanych między 2003 a 2010 rokiem.
Zaczął jednak od tego, że swoje badania prowadzi jako niezależny ekspert i wynikają one jedynie z ciekawości naukowej, a celem jego prac jest dojście do prawdy na temat tego, co stało się w Smoleńsku.

Jego wykład dotyczył analizy czasoprzestrzennej, wysokorozdzielczego obrazowania satelitarnego. Wskazał, że obecnie prezentuje rozwinięcie badań, jakimi podzielił się w czasie I Konferencji Smoleńskiej.

Wskazał, że w czasie badań wykorzystywane były zdjęcia satelitarne z 5 kwietnia, 11 kwietnia, 14 kwietnia i 25 kwietnia. Dodał, że dzięki zdjęciom można np. wskazać, kiedy przeniesiony został statecznik tupolewa.

Prof. Cieszewski mówił, że początkowo na jednym ze zdjęć, z 5 kwietnia dziwiono się, że w pewnym miejscu gromadzi się śnieg, choć nie ma go w innych miejscach. Dziwiło badaczy również to, że 10 kwietnia - już po tragedii - nie było w tym samym miejscu mokrej plamy, choć śnieg powinien taką stworzyć. Właśnie w tym miejscu spadł tupolew, który rozbił się 10 kwietnia.

Potem wskazał, że na zdjęciach z 11 kwietnia nie ma już śniegu, a w grudniu 2010 również nie było śniegu w miejscach, które były wcześniej. Wskazał, że na innych zdjęciach - zarówno historycznych jak i wykonanych już po tragedii - na ogół nie ma śladów śniegu w miejscu, które były  5 kwietnia 2010 roku. W innych terminach go nie było w tym miejscu. I to nawet, gdy okolice były usłane śniegiem.

To zdaniem prof. Cieszewskiego oznacza, że miejsce, w którym był śnieg 5 kwietnia, nie jest typowym miejscem dla jego występowania w Smoleńsku. To z kolei sugeruje, że na zdjęciach nie widać śniegu, ale jakąś instalację wykonaną przez człowieka, np. przykrytą plandekami, które na zdjęciach dają takie same odczyty, jak śnieg.

Zaznaczył, że w Rosji zamontowanie takich instalacji jest możliwe jedynie za zgodą i wiedzą miejscowej policji, co wskazuje, że tematem należy się zająć i przebadać.

Na koniec wskazał, że nie jest twórcą teorii spiskowej, ale prezentuje prostą analizę zdjęć, którą niemal każdy przeprowadzić może na własny koszt. Wystarczy mieć dostęp do zdjęć.

***
W kolejnym wystąpieniu dr hab. Andrzej Ziółkowski z Instytutu Podstawowych Problemów Techniki PAN, przedstawił analizę metalowych elementów wraku tu-154, który rozbił się w Smoleńsku. Wskazał, że tematem smoleńskim zajął się, widząc niemoc czynników oficjalnych, które po ponad dwóch latach nie ustaliły, co miało miejsce 10 kwietnia.
Chciałbym opowiedzieć o moich badaniach szczątków metalowych Tu-154. W ciągu tych ostatnich lat, od kiedy ta katastrofa się wydarzyła, nie wiadomo co, kto kiedy, jak. Co miało miejsce. Postanowiłem więc samodzielnie zainteresować się tym tematem i zacząć badać, co tam się stało
- mówił.

Ziółkowski wskazał, że metodologia badania katastrof lotniczych jest znana od lat, jednak instytucje odpowiedzialne za wyjaśnienie tej sprawy nie wykonały swojej pracy.
Naukowiec wskazał na jedno z głównych zaniedbań.
Przy każdym wypadku, jaki się bada, należy wykonać inspekcję miejsca wypadku. Tego nie wykonano. Musi być szczegółowa inwentaryzacja lotniska. Gdy dotyczy to dużej maszyny, trzeba wykonać rekonstrukcję wraku
- przypomniał wykładowca.

Dodał, że obecnie powstaje pytanie, czy "pomimo zaniechań i błędów można coś rzetelnie wyjaśnić".
Liczę na to, że tak. Jednak trzeba wszystko zacząć od początku. Tym razem rzetelnie
- dodał.

Wskazał, że na początku badań katastrof należy zebrać materiały i nakreślić hipotezy związane z przyczyną wypadku. Następnie na bazie materiałów odrzuca się kolejne hipotezy, by ostatecznie zrekonstruować wypadek.

Ziółkowski wskazał, że swoje prace oparł jedynie na publicznie dostępnych materiałach.
Uznałem, że pierwotną przyczyną tragedii była eksplozja, czy szereg eksplozji. Tę hipotezę uzasadnia szereg elementów: rozrzucenie i rozczłonkowanie elementów, rozczłonkowanie samolotu w sposób prostopadły do lotu, duże elementy kadłuba rozerwane wzdłuż osi
- wymieniał.

Dodał, że zapisy polskiego rejestratora ATM wskazują, że w jednej chwili wiele podzespołów samolotu przestało działać, a szczątki ofiar również wskazują, że doszło do wybuchu. Zaznaczył jednak, że często mimo wybuchu w samolocie maszyna spada jako całość.
Należy wnioskować, że wybuch w Tupolewie musiał być silny. Na to wskazuje fakt, że samolot spadł nie jako jedna część, ale zbiór szczątek
- tłumaczył Ziółkowski.

Wskazał więc, że za swoją hipotezę obrał wersję, że w samolocie 10 kwietnia doszło do wybuchu. Zaznaczył, że każda katastrofa, która wynika z eksplozji daje charakterystyczne objawy i zniszczenia. Wśród nich wymienił: powstawanie płatków, czy pozwijane krawędzie elementów.

Wskazuje, że by zweryfikować tę hipotezę należy przede wszystkim wykonać badania chemiczne. Jednak - jak dodał - zrobiono ją dopiero po ponad dwóch latach od tragedii.
Wybuch rozrywa materiał i wywija go w charakterystyczny sposób, powstają zadziory. Słabszy ładunek wybrzusza jedynie jednak materiał. Im mocniejszy materiał wybuchowy tym silniejsza fragmentacja części metalicznych
- dodał ekspert.

W czasie wykładu Ziółkowski zaprezentował zdjęcia elementów, których wygląd wskazuje, że mogło dojść do wybuchu. Wśród charakterystycznych cech wymienił m.in. powstanie kolców na brzegu powłok. Wskazał, że najważniejsze jest jednak bliźniakowanie.
W czasie wybuchu nawet plastyczne materiały nie są w stanie się odkształcić, więc następuje bliźniakowanie
- dodał.

Zaprezentował rysunki pokazujące zniszczenia samolotu nad Lockerbie. Wtedy wybuch spowodował następną falę, która zniszczyła inne części samolotu.
Niestety jednak nie odtworzono wraku, wiec nie wiadomo co się stało z Tu-154M
- mówił.

Zaprezentował zdjęcie skrzydła, na którym widać płatki. Wskazuje, że ten element zniszczenia wskazuje, że mogło dojść do wybuchu. Dodał, że gdybyśmy mieli dostęp do tej części, można byłoby zweryfikować tę tezę.

Ziółkowski wskazał również na zdjęcie, części samolotu, na której widać kadłub samolotu. Część ta jest zniszczona przez siłę działającą w poprzek.
To jest wskazanie na kolejny wybuch. Już drugi. Pierwszy był na skrzydle. Jednak samolot powinien wylądować, jeśli jedynie skrzydło by się zniszczyło
- mówił Ziółkowski, dodając, że maszynę zniszczyło więcej niż jeden wybuch.

Kończąc wskazał, że obecnie nie ma żadnych danych pozwalających na wykluczenie tezy o wybuchu. Są jednak wskazania, które pokazują, że ta hipoteza jest zasadna.

***
Prof. Piotr Witakowski mówił o „Geotechnicznych aspektach katastrof lotniczych”
Naukowiec przedstawił bazę danych tysięcy katastrof lotniczych ICAO i szwajcarskiej instytucję ACRO.
O Smoleńsku w bazie ACRO czytamy:
Podczas podejścia samolot uderzył w drzewa (…) z nieznanych powodów, pilot zdecydował się wykonać czwarte podejście…
Prof. Witakowski komentował:
Widać, że jak kłamstwo zagnieździ się w bazie, to siedzi bardzo długi czas, jątrzy i truje. To coś takiego jak kłamstwo oświęcimskie. Nie ma żadnej ingerencji, by coś w tych bazach zmienić.
Prof. Witakowski podzielił wszystkie katastrofy na dwa zasadnicze typy:
Gdy samolot rozpada się jako całość w wyniku uderzenia w ziemię.
Gdy rozpada się w powietrzu, a części spadają na ziemię oddzielnie.
Dodatkowo wprowadził w obu grupach rozróżnienie na przypadki z eksplozją na pokładzie bądź nie.
Mówiąc o dowodach przydatnych do klasyfikacji katastrof, badacz wymienił:
Ślady na powierzchni gruntu, drzewach i innych przeszkodach terenowych
Dyslokacja szczątków – na drzewach i powierzchni
Deformacja szczątków – czy nastąpiło rozerwanie czy zgniecenie materiałów
Prof. Witakowski pokazał wiele zdjęć innych katastrof przeczących oficjalnej wersji tragedii smoleńskiej. Mówił m.in. o dwóch wypadkach, gdy maszyna uderzyła w ziemię, a nie rozpadła się na mnóstwo części – m.in. w Izmie w Rosji.
Prezentując fotografie z miejsca katastrofy samolotu „Tadeusz Kościuszko” w Lesie Kabackim zaznaczył, że wówczas samolot skosił wiele drzew, co musi dawać do myślenia w kontekście tzw. pancernej brzozy. Wskazał również na zamachy z 11.11 w USA, gdy samolot pasażerski przebił wieżę WTC, w tym stalowe elementu konstrukcji.
Pojawił się również przykład najsłynniejszej eksplozji w powietrzu – nad Lockerbie w 1988, gdy samolot rozpadł się na miliony części, niemal wszystkie zebrano, zinwentaryzowano, zrekonstruowano maszynę i na maleńkiej (2 cm2 powierzchni) fragmencie znaleziono ślady wskazujące na zestrzelenie samolotu.
Podobnie w przypadku słynnej katastrofy nieopodal Long Island w 1996 r., gdy maszyna spadła do oceanu. Wydobyto i złożono ją w zasadzie w całości, po brakującym niewielkim fragmencie wykluczono zestrzelenie, bo – jak mówił profesor – nie ma tak małych pocisków, które mogłyby zmieścić się w tym nieodnalezionym elemencie.
Szczególne przypadki katastrof, według klasyfikacji prof. Witakowskiego, a szczególnie nas interesującą, są przypadki, w których samolot uderza w ziemię dachując.
W przypadku małych samolotów stanowią one 10% wypadków, a dużych liniowców – 2%.
Z reguły są one bezpieczniejsze
- dodał naukowiec. Za przykład podał katastrofę z New Delhi z 1993 r., gdy nikt nie zginął.
Następnie prof. Witakowski przypomniał podstawy hipotez MAK i komisji Millera. Podzielił ostatnie chwile lotu na 5 etapów (od lotu przed brzozą, przez uderzenie, lot za brzozą, uderzenie w ziemię po rozpad szczątków) – według obu komisji – i wskazał, że każdy z nich można zweryfikować naukowo – m.in. za pomocą analizy rejestratorów lotu czy symulacji komputerowych.
Skonstatował, że uderzenie w brzozę, w ziemię oraz dezintegracja oraz lot poszczególnych fragmentów samolotu w ogóle nie były analizowane.
Uznano, że nie było potrzeby
- podsumował badacz dodając, że te etapy zbadało niezależne śledztwo akademickie.
Według praw fizyki taki przebieg wydarzeń, jaki przedstawiono w raportach MAK i komisji Millera, nie mógł mieć miejsca. Powierzchnia ziemi jest swego rodzaju księgą, na której jest zapisany przebieg katastrofy. Trzeba ją czytać, niestety te komisje nie chciały się nad tym pochylić.
Następnie profesor zwrócił uwagę na krater, charakterystyczny w przypadku uderzenia wielkiego samolotu w ziemię.
W Lockerbie – krater miał głębokość 15 metrów.
W Jannatabad, gdzie spadł TU-154 w 2009 – podobną.
W Shanksville w Pennsylwanii w 2001 – 35 metrów! Cały samolot zapadł się w grunt.
Stutonowy TU-154M w Smoleńsku nie zostawił żadnego krateru.
Niewielka wyrwa w ziemi, która – przekonywano – ma stanowić krater, według prof. Witakowskiego musiała mieć już co najmniej kilka miesięcy, bo była porośniętą wyschłą trawą. Naukowiec zwrócił też uwagę, że kierunek owej wyrwy jest zupełnie inny niż toru lotu rządowej maszyny.
Kolejnym elementem, na którym zatrzymał się prof. Witakowski były ślady na drzewach i innych przeszkodach terenowych.
Kluczowe zdają się być zdjęcia smoleńskiej brzozy.
Profesor porównał zdjęcia z raportu MAK (nie wiadomo, kiedy zostało zrobione) oraz wykonane 13 kwietnia 2013 r. przez dr. Jana Gruszyńskiego. Na pierwszym są szczątki samolotu wbite w drzewo. Jednak na zdjęciu, które ma autora i znaną datę wykonania ich nie ma. Na potwierdzenie zobaczyliśmy też kadry z filmu moskiewskiej telewizji, która pokazała ten sam fragment brzozy, na którym również nie ma wbitych w drzewo żadnych elementów samolotu.
Szczątki zostały umieszczone w późniejszym terminie. Nie chcę tego więcej komentować
- stwierdził prof. Witakowski, który zwrócił również uwagę na ślady w koronach drzew – ścięte gałęzie, obok których są inne – w nienaruszonym stanie - całe gałęzie, co świadczy o tym, że zniszczenia w drzewach spowodował deszcz drobnych szczątków, „które już wcześniej musiały od samolotu odpaść”.
Na koniec profesor zaprezentował fotografie szczątków samolotu ugrzęzłych w drzewach.
Te blaszane ptaki dają jednoznacznie do zrozumienia, że w Smoleńsku mieliśmy do czynienia z katastrofa typu 2B.
Czyli wg klasyfikacji profesora – rozpad samolotu w powietrzu pod wpływem eksplozji.

***
Jako pierwszy referat wygłosił prof. Jerzy Wiśniowski. Mówił o geoprzestrzennej inwentaryzacji i teledetekcyjnej analizie terenu katastrofy smoleńskiej. Wykładowca pokrótce przedstawił swoje doświadczenie w tym zakresie oraz wskazał na prace wykonywane również poza granicami kraju. Zaznaczył, że w latach 90. brał udział w pracach geodezyjnych w Rosji, w czasie przygotowania do budowy cmentarzy katyńskich.

Prof. Wiśniowski mówił, że jego prezentacja ma pokazać możliwości wykonania inwentaryzacji geoprzestrzennej miejsca katastrofy. Wskazał, że ważne są w niej zdjęcia lotnicze i satelitarne. Zaznaczył, że w przestrzeni publicznej nie są znane zdjęć lotnicze pokazujące lotnisko w Smoleńsku. Prelegent zaznaczył, że do tej pory jedynie dwa projekty poruszały kwestie analizy satelitarnej miejsca tragedii.

Jerzy Wiśniowski wskazał, że do przeprowadzenia badań potrzebne są dwa zobrazowania satelitarne dot. Smoleńska. Jeden musi pokazywać miejsce tragedii sprzed katastrofy, drugi po. Przedstawił również dostępne zobrazowania: z 5 kwietnia, 9 kwietnia, 11 kwietnia, 12 kwietnia, 12 kwietnia, 14 kwietnia. One mogłyby posłużyć do prac dot. smoleńskiej tragedii.

Materiały muszą następnie zostać przeanalizowane przez specjalistyczny program komputerowy, który należy kupić.
W ramach projektu należy zakreślić grupę obiektów, które następnie zostaną przebadane. Sugeruję, by były to: szczątki samolotu, infrastruktura lotniska, roślinności, ziemia, czyli ślady po katastrofie
- mówił Wiśniowski.

Ekspert wskazał na dwa etapy prac: pierwszy - obligatoryjny - miałby dotyczyć analizy dwóch zobrazowań, wykonanych przed i po tragedii. Drugim etapem, jest analiza działań już po tragedii smoleńskiej.

Dzięki temu drugiemu etapowi uda się zobaczyć, co działo się w okolicach miejsca tragedii.

Prof. Wiśniowski wskazał również na wizualizację wyników oraz potrzebę przeprowadzenia badań wieloaspektowych, dotyczących różnic pokrycia terenu, wizualizacje analiz wielospektralnych i statystycznych. Do wizualizacji należy wykorzystać zobrazowania, a także materiały z zewnątrz - wskazywał Wiśniowski.

Dodał, że przy prowadzeniu prac, niezwykle ważna jest jakość materiałów źródłowych. Wskazał, że dostępne komercyjnie zobrazowania mają dokładność rzędu 50 cm. Dodał, że satelity szpiegowskie mają jeszcze większą dokładność. Jednak takie materiału są dostępne dopiero po oficjalnych wnioskach.
Wiadomo, że po katastrofie smoleńskiej nie było żadnych badań geodezyjnych, one były wykonywane później, wiele miesięcy po tragedii. Jednak prace zostały utajnione
- wskazał Jerzy Wiśniowski.

Profesor dodał, że "gdy przystąpi się do prac trzeba zagwarantować dobrej jakości materiały źródłowe". Wskazał, skąd można wziąć takie materiały.

Na koniec wskazał, że "zespół badawczy musi mieć dobre zobrazowania, których trzeba poszukać na rynku", a duże znaczenie ma również dobór oprogramowania GIS. Zaznaczył, że takie badania mogłyby zostać zlecone w ramach programu grantowego.

Po wykładzie prof. Wiśniowski został zapytany, jaka jest szansa na realizacje tych prac.
To nie jest pytanie do mnie. Żadna z instytucji nie wystąpi o to. Konferencja Smoleńska może wystąpić z postulatem, by takie projekty rozpocząć
- zakończył Wiśniowski.
***
***
W ramach dwudniowej Konferencji odbywają się sesje: techniczna, medyczna, socjologiczna oraz prawna.
Już na wstępie zaznaczono niezależność konferencji:
Nie mamy łączników z zespołem parlamentarnym. Sami ją zorganizowaliśmy
- mówił prowadzący obrady prof. Grzegorz Jemielita z Politechniki Warszawskiej.
Prof. Piotr Witakowski – przewodniczący komitetu naukowego Konferencji opowiadając, jak doszło do jej zorganizowania, powiedział:
Wpajano nam do głów, że samolot uległ zniszczeniu na skutek zgniecenia, natomiast każdy, kto ma elementarne pojęcie, widzi, że kadłub jest rozerwany.
Wspomniał też o względach etycznych ważnych dla każdego naukowca:
Dochodzenie do prawdy jest przedmiotem każdego ślubowania doktorskiego. Czujemy się zobowiązani, by tej prawdy dociekać i ją przekazać.
Jak zaznaczył, środowisko rozpoczęło działania określane na Zachodzie jako śledztwo akademickie.
Prof. Witakowski poinformował, że organizatorzy konferencji nie są wspierani przez żadne instytucje administracyjne.
Bez żadnej pomocy naukowej ani finansowej, konferencja powstała oddolnie i ma charakter społeczny. Nie mamy żadnych sponsorów, żadnych gości honorowych. (...) Pierwsza konferencja odbyła się rok temu i była powołana przez komitet inspirujący i doradczy, który tworzy zaplecze. Komitet naukowy odpowiedzialny za poziom naukowy składał się wówczas z 27 profesorów
- mówił.
Pierwotnie zakładano, że konferencja będzie wspierana przez instytucje oficjalne polskiej nauki. Przypomniał, że jednak najpierw Komitet Mechaniki PAN, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, a potem 27 dyrektorów i dziekanów wydziałów i uczelni, które mają w swojej nazwie sowo „mechanika", odmówiły jakiejkolwiek pomocy.
Pracownicy naukowi postanowili zorganizować konferencję w trybie społecznym.
Odrzucono wszystkie propozycje wsparcia finansowego, by uniknąć posądzeń o zależność finansową do kogokolwiek.
Będziemy nasze badania prowadzić, aż do wyjaśnienia wszystkich okoliczności tej katastrofy. W dokumencie końcowym podkreślono, że to zagadnienie nie tylko techniczne, ale dotyka zagadnień medycznych, prawnych i socjologicznych. W wyniku tego, co ten dokument wniósł doprowadzono do tego, że te środowiska zaczęły współpracować i dzisiejsza konferencja jest poświęcona też tym zagadnieniom.
Jak dodał prof. Witakowski, konferencja ma stanowić forum do przedstawienia wszystkich wyników badań fizycznych, prawnych, socjologicznych, medycznych.
Istnieje wiele różnych dowodów, które mogą podlegać badaniu, choć główny dowód - wrak jest poza sferą badań naukowych. (...) Przed nauką - mimo braku tego dowodu -stoją ogromne możliwości badawcze. Trzeba je wykorzystać.
Wskazał m.in. na dyscypliny, których nie wykorzystano w pełni. Mówił m.in. o niesporządzeniu inwentaryzacji wrakowiska czy koniecznych do przeprowadzenia geotechnicznych badaniach zderzeniowych symulacyjnych i doświadczalnych
Na koniec poinformował, że w komitecie naukowym konferencji jest już 47 profesorów, a 114 znalazło się w Komitecie Inicjującym.
To nie jest konferencja jednej hipotezy.
Spośród zgłoszonych blisko 50 referatów, dopuszczono 37.
Ich program znajduje się poniżej.
***
Pierwsza Konferencja Smoleńska odbyła się w dniu 22 października 2012 r. w Warszawie. Uczestniczyło w niej 220 osób.
W poniedziałek i we wtorek w godz. 9 - 19 przewidziana jest transmisja WIDEO z konferencji na głównej stronie wydarzenia ZOBACZ TUTAJ. Poniżej przedstawiamy szczegółowy program konferencji wraz z nazwiskami prelegentów i tematami ich wystąpień.
II KONFERENCJA SMOLEŃSKA – PROGRAM
PONIEDZIAŁEK, 21 października 2013
09:00 – 09:05  OTWARCIE KONFERENCJI Jacek Rońda, Akademia Górniczo‐Hutnicza
09:05 – 09:20 Piotr Witakowski, Akademia Górniczo‐Hutnicza ‐ Referat wprowadzający do Konferencji
09:20  - I. ZAGADNIENIA OGÓLNE I ANALIZA WRAKOWISKA Kazimierz Flaga, Politechnika Krakowska
09:20 – 09:40 Jerzy Stefan Wiśniowski, Wojskowe Centrum Geograficzne ‐ Geoprzestrzenna inwentaryzacja i teledetekcyjna analiza terenu katastrofy smoleńskiej
09:40 – 10:00 Piotr Witakowski, Akademia Górniczo‐Hutnicza ‐ Geotechniczne aspekty katastrof lotniczych
10:00 – 10:20 Andrzej Ziółkowski, Instytut Podstawowych Problemów Techniki PAN ‐ Badania eksperckie metalowych elementów wraku samolotu Tu‐154
10:20 – 10:40 Chris Cieszewski, Arun Kumar, Deepak Mishra, Roger Lowe, Pete Bettinger - University of Georgia ‐ Spatio‐temporal analysis of high resolution satellite imagery
10:40 – 11:00 Chris Cieszewski, Arun Kumar, Deepak Mishra, Roger Lowe, Pete Bettinger, Daniel Markewitz - University of Georgia ‐ Supplementary analysis of the Smoleńsk birch
11:00 – 11:30 Przerwa

11:30 - II. BADANIA FIZYKOCHEMICZNE, ASPEKTY WYTRZYMAŁOŚCIOWE Andrzej Wiśniewski, Instytut Fizyki PAN
11:30 – 11:50 Bogdan Gajewski, International Society of Air Safety Investigators ‐ Fotele lotnicze i pasy bezpieczeństwa w katastrofie smoleńskiej
11:50 – 12:10 Grzegorz Gładyszewski, Politechnika Lubelska ‐ Wybrane metody fizyczne w badaniach zmian struktury materiałów
12:10 – 12:30 Wojciech Fabianowski - Politechnika Warszawska, Jan Jaworski - Uniwersytet Warszawski, Krystyna KamieńskaTrela - Instytut Chemii Organicznej PAN,Sławomir Szymański - Instytut Chemii Organicznej PAN, Jacek Wójcik - Instytut Biochemii i Biofizyki PAN ‐ Badania fizykochemiczne fragmentów ubrań ofiar katastrofy smoleńskiej: badania TLC, NMR i MS
12:30 – 12:50 Andrzej WawroTomasz LudwikowskiJan Bokszczanin - Korporacja Wschód Sp. z o.o. ‐ Detektor MO‐2M jako przedstawiciel urządzeń do wykrywania materiałów wybuchowych w oparciu o zjawisko ruchliwości jonów
12:50 – 13:10 Jan Obrębski, Politechnika Warszawska ‐ Wybuch na Tu‐154 nr 101 – następne pytania i wnioski
13:10 – 14:10 Przerwa obiadowa

14:10 - III. ZAGADNIENIA ZWIĄZANE Z TRAJEKTORIĄ LOTU Lucjan Piela, Uniwersytet Warszawski
14:10 – 14:30 Kazimierz Nowaczyk, University of Maryland ‐ Analiza materiałów źródłowych dostępnych w raportach MAK, KBWL LP i ekspertyzach ATM, UA SC
14:30 – 14:50 Stefan Bramski, Instytut Lotnictwa ‐ Refleksja nad kilkoma pytaniami dotyczącymi przebiegu katastrofy smoleńskiej
14:50 - 15:10 Marek Dąbrowski, Podsumowanie i kierunki dalszych badań nad zachowaniem samolotu. Dane, możliwości i problemy badawcze
15:10 – 15:30 Glenn Arthur Jørgensen, Owner of Consultant Company within Mechanical Development, Member of Danish Engineer Association ‐ Selected aspects of the 2010 Polish Air Force One crash
15:30 – 16:00 Przerwa

16:00 - IV. ANALIZA ZDERZEŃ I MODELOWANIE NUMERYCZNE Grzegorz Jemielita, Politechnika Warszawska
16:00 – 16:20 Jacek Gieras, Uniwersytet Technologiczno‐Przyrodniczy w Bydgoszczy ‐ Analysis of accidents of the Tu‐154 aircraft between 1973 and 2011
16:20 – 16:40 Wiesław Binienda, The University of Akron ‐ Podsumowanie rezultatów symulacji komputerowych używanych do analizy poszczególnych aspektów katastrofy samolotu Tu‐154M w Smoleńsku
16:40 – 17:00 Jan Błaszczyk, Wojskowa Akademia Techniczna ‐ Próba odtworzenia geometrii elementów siłowych skrzydła na bazie ogólnodostępnych danych technicznych i osiągów samolotu Tu‐154
17:00 – 17:20 Jan Błaszczyk, Wojskowa Akademia Techniczna ‐ Dynamiczny model samolotu Tu‐154 do badania drgań własnych z uwzględnieniem odkształcalności konstrukcji
17:20 – 17:40 Anna GruszczyńskaZiółkowska, Uniwersytet Warszawski ‐ Jak brzmi uderzenie samolotu w brzozę?
17:40 – 17:50 Przerwa
17:50 – 19:00 DYSKUSJA GENERALNA Jacek Rońda, Akademia Górniczo‐Hutnicza

WTOREK, 22 października 2013
09:00 - Va. WERYFIKACJA DOKUMENTÓW I ASPEKTY MEDYCZNE Zdzisław Gosiewski, Politechnika Białostocka
09:00 – 09:20 Gregory Szuladziński, Analytical Service Pty Ltd. ‐ Reverse engineering of Tu‐154 wing
09:20 – 09:40 Marcin Gugulski, Zespół Parlamentarny ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy Smoleńskiej Tu‐154M z 10 kwietnia 2010 r. ‐ Stan zachowania zapisów z rejestratorów danych zabudowanych na Tu‐154M nr 101
09:40 – 10:00 Jacek Jabczyński, Portal „Pomnik Smoleńsk” ‐ Analiza zniszczeń samolotu Tu‐154M i weryfikacja ustaleń zawartych w raportach MAK i KBWL na podstawie dostępnych materiałów graficznych
10:00 – 10:15 Przerwa

10:15 - Vb. WERYFIKACJA DOKUMENTÓW I ASPEKTY MEDYCZNE Zdzisław Gosiewski, Politechnika Białostocka
10:15 – 10:35 Marcin Fudalej - Warszawski Uniwersytet Medyczny, Paweł Krajewski - Warszawski Uniwersytet Medyczny, Bronisław Młodziejowski - Uniwersytet Warmińsko‐Mazurski, Sylwia Tarka - Warszawski Uniwersytet Medyczny ‐ Specyfikacja obrażeń ciał ofiar katastrof lotniczych w Warszawie
10:35 – 10:55 Małgorzata Wassermann, Uniwersytet Jagielloński ‐ Dokumentacja medyczna sekcji zwłok śp. Z. Wassermanna wykonanej przez stronę rosyjską, a polskie dokumenty sekcyjne
10:55 – 11:15 Stanisław Zagrodzki, Rodziny Smoleńskie ‐ Weryfikacja oficjalnych raportów ustalających przebieg katastrofy samolotu Tu‐154M z 10 kwietnia 2010 roku w oparciu o mapę dyslokacji ciał ofiar oraz analizę dokumentacji sądowo‐medycznej i badań toksykologicznych niektórych ciał ofiar
11:15 – 11:30 Przerwa

11:30 - VIa. ASPEKTY SOCJOLOGICZNE KATASTROFY SMOLEŃSKIEJ Piotr Gliński, Instytut Filozofii i Socjologii PAN, Uniwersytet w Białymstoku
11:30 – 11:50 Tomasz Żukowski, Uniwersytet Warszawski ‐ Polacy o katastrofie smoleńskiej. Zachowania i poglądy – ewolucja – uwarunkowania
11:50 – 12:10 Radosław Sojak, Uniwersytet Mikołaja Kopernika ‐ Spetryfikowane emocje? Próba oszacowania wpływu katastrofy smoleńskiej na preferencje wyborcze Polaków
12:10 – 12:30 Barbara Fedyszak‐Radziejowska, Instytut Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN ‐ Ingerencje „władzy” w autonomię nauki: instrumenty wpływu i reakcje środowiska naukowego
12:30 – 13:30 Przerwa obiadowa

13:30 - VIb. ASPEKTY SOCJOLOGICZNE KATASTROFY SMOLEŃSKIEJ Piotr Gliński, Instytut Filozofii i Socjologii PAN, Uniwersytet w Białymstoku
13:30 – 13:50 Jacek Kurzępa, Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej, Wrocław ‐ Młodzież, ambiwalencja, postawy, katastrofa smoleńska
13:50 – 14:10 Krystyna Lis, Uniwersytet Mikołaja Kopernika ‐ Reakcje tygodników na wybrane wydarzenia związane z katastrofą smoleńską
14:10 ‐ 14:30 Daniel Wicenty, Uniwersytet Gdański ‐ Katastrofa smoleńska a przemiany na rynku prasowym. Przypadek trzech tygodników „obozu konserwatywnego"
14:30 – 14:45 Przerwa

14:45 -  VIIa. ZAGADNIENIA PRAWNE KATASTROFY SMOLEŃSKIEJ Karol Karski, Uniwersytet Warszawski
14:45 – 15:05 Bogdan Gajewski, International Society of Air Safety Investigators ‐ Wybrane aspekty badania wypadków lotniczych w Ameryce Północnej
15:05 – 15:25 Piotr Daranowski, Uniwersytet Łódzki ‐ Kilka uwag o formie porozumienia określającego podstawę prawną i tryb badania przyczyn katastrofy smoleńskiej
15:25 – 15:45 Małgorzata Wassermann, Uniwersytet Jagielloński ‐ Badanie katastrof komunikacyjnych w postępowaniu karnym, a działania prokuratury w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem 10.04.2010 roku
15:45 – 16:00 Przerwa

16:00 - VIIb. ZAGADNIENIA PRAWNE KATASTROFY SMOLEŃSKIEJ Karol Karski, Uniwersytet Warszawski
16:00 – 16:20 Piotr Pszczółkowski, Okręgowa Rada Adwokacka w Łodzi ‐ Prawne aspekty badania katastrofy smoleńskiej
16:20 – 16:40 Maria SzonertBinienda, Instytut Libra ‐ Katastrofa smoleńska w świetle prawa międzynarodowego
16:40 – 17:00 Tadeusz Jasudowicz, Uniwersytet Mikołaja Kopernika ‐ Śledztwo smoleńskie z perspektywy prawa do życia w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka
17:00 – 17:10 Przerwa
17:10 – 19:00 DYSKUSJA GENERALNA Piotr Gliński, Instytut Filozofii i Socjologii PAN, Uniwersytet w Białymstoku
lw

sobota, 19 października 2013

Propaganda. Jak to działa? #4
PrisonPlanet.pl
Polska
2013-10-19
Nauka i technologia
Kontynuacja artykułu: Propaganda. Jak to działa? #3

Propaganda wzrasta na zgliszczach realnych relacji społecznych tworzonych przez tysiąclecia. Małe miejscowości, wioski, rodziny mają swój model interakcji, podobnie grupy społeczne, zawodowe, mają swoje standardy i język wypracowany przez wiele pokoleń. Istnieją niepisane prawa, istnieją tematy tabu, istnieją nienaruszalne od setek lat definicje. Wszystko to musi być zniszczone, wszystkie te grupy odniesienia, wiedza, kultura a nawet język muszą być zdegradowane i wystandaryzowane aby mogła swobodnie działać propaganda. 

Warunki istnienia propagandy.
88. "Dlaczego i w jaki sposób propaganda istnieje? Zauważyliśmy już, że propaganda nie była taka sama w przeszłości, jak jest dzisiaj, że jej charakter się zmienił. Powiedzieliśmy też, że nie można po prostu robić jakiejkolwiek propagandy gdziekolwiek, w dowolnym czasie, lub w jakikolwiek sposób. Bez pewnego środowiska społecznego propaganda nie może istnieć. Tylko w pewnych warunkach zjawisko propagandy może pojawić się i wzrastać. Najbardziej oczywiste z nich to przypadkowe lub czysto historyczne warunki. Poza tym oczywiste jest, na przykład, że pojawienie się propagandy połączone jest z szeregiem odkryć naukowych."

89. "Nowoczesna propaganda nie może istnieć bez mass mediów, i wynalazków które stworzyły prasę, radio, telewizję i film, lub tych, które stworzyły środki nowoczesnego transportu które pozwoliły tłumom różnych osób zbierać się łatwo i często. Współczesne spotkania propagandowe kompletnie nie przypominają wcześniejszych, posiedzeń Ateńczyków w Agorze lub Rzymian w Forum. Mamy też badania naukowe we wszystkich innych dziedzinach- na przykład socjologii i psychologii. Bez: odkryć dokonanych w ciągu ostatniego półwiecza przez naukowców, którzy "nigdy jej nie chcieli" nie byłoby propagandy. Wnioski z psychologii społecznej, psychologii głębi, behawioryzmu, socjologii grup, socjologii opinii publicznej są fundamentami pracy propagandzisty."

94. "Osoba wyprodukowana przez społeczeństwo masowe jest bardziej dostępna, bardziej łatwowierna, bardziej podatna na sugestię, bardziej pobudliwa. W takich warunkach propaganda może rozwijać się najlepiej. Ponieważ społeczeństwo masowe istniało w Europie Zachodniej pod koniec XIX wieku i pierwszej połowie XX, propaganda stała się możliwa i konieczna."

94. "Tak więc masy we współczesnym społeczeństwie sprawiły, iż propaganda stała się możliwą, w rzeczywistości propaganda może działać tylko wtedy, gdy ludzka psychologia poddana jest wpływowi tłumu lub masy, do której przynależy. Poza tym, jak już wspomniano, środki rozpowszechniania propagandy zależą od istnienia mas. W Stanach Zjednoczonych środki te nazywane są środkami masowego komunikowania nie bez powodu: bez masy która otrzymuje propagandę i rozpowszechnia jej dalej, propaganda nie jest możliwa."

95. "Tak więc, aby propaganda była skuteczna psychologicznie i socjologicznie, wymagane jest połączenie zjawisk demograficznych."

96. "Mimo, że nie będziemy poruszali spraw indywidualnej psychologii, musimy pamiętać, o doskonałych słowach Stoetzela, że warunki życia w społeczeństwach masowych mają tendencję do mnożenia indywidualnych frustracji. Wytwarzają one abstrakcyjne, fragmentaryczne relacje między ludźmi... całkowicie pozbawione intymności... Można zauważyć, jak (rozwija się poczucie niepewności i lęku; prześledzić sprzeczności naszego środowiska; konfliktów między społecznie akceptowaną konkurencją i głoszeniem braterskiej miłości, między stałą stymulacją naszych potrzeb przez reklamę i naszych ograniczonych środków, między naszymi prawami a okowami rzeczywistości. Propaganda odpowiada psychologicznie na tą sytuację. Fakt, że propaganda odnosi się do jednostki, ale działa na masy, wyjaśnia, na przykład, jedność pomiędzy rodzajami propagandy, które są wyraźnie zróżnicowane, takie jak propaganda opierająca się na prestiżu lidera (bohatera, a nawet eksperta) i propaganda opierająca się na prestiżu większości. Oczywiście przy realizowaniu propagandy oba rodzaje mają specyficzne funkcje. Ale ważne jest, aby podkreślić, że te dwa typy nie różnią się bardzo od siebie. Lider lub ekspert, który cieszy się autorytetem i prestiżem wśród masy jest człowiekiem, który najlepiej przemawia w imieniu tej masy. Zwykły człowiek może zobaczyć samego siebie odzwierciedlonego w jego przywódcy. Lider musi być sublimacją "zwykłego człowieka.""

97. "Kiedy osoba podąża za liderem, w rzeczywistości podąża za masą, którą przywódca doskonale reprezentuje."

98. "Propaganda rozwinęła się w społeczeństwach, które nie były ani indywidualistyczne ani masowe: społeczeństwo rosyjskie w 1917 r., dzisiejsze Chiny, Indochiny, świat arabski. Ale chodzi właśnie o to, że te społeczeństwa nie mogły i nie mogą zostać przechwycone, manipulowane i zmobilizowane przez propagandę, z wyjątkiem, gdy ich tradycyjne struktury rozpadają się, a nowe społeczeństwo jest tworzone. Społeczeństwo, które jest zarówno indywidualistyczne jak i masowe. Jeżeli do tego nie dojdzie propaganda pozostanie nieskuteczną. Dlatego też, jeśli nowe społeczeństwo nie ustanowi się spontanicznie, czasem jest tworzone przez autorytarne państwa, które dopiero potem mogą wykorzystać propagandę. [...] W sowieckiej Rosji, propaganda była dokładnie zgodna z niszczeniem starych, organicznych grup i tworzeniem masowego społeczeństwa. Widzimy, iż to samo jest prawdą, w komunistycznych Chinach, które osiągnęły w ciągu trzech lat, przy użyciu przemocy, to co Związkowi Radzieckiemu zajęło dwadzieścia lat a co na zachodzie wypracowano naturalnie przez 150 lat, tj utworzenie określonych socjologicznych warunków w środowisku, w którym propaganda może być w pełni skuteczna."

Opinia
101. "Trzecią cechą opinii publicznej jest to, że opinia ta jest tworzona przez bardzo wielu ludzi, którzy nie mogą przeżywać w ten sam sposób tego samego faktu, którzy oceniają go w odniesieniu do różnych standardów, mówią innym językiem, i nie współdzielą takiej samej kultury ani pozycji społecznej. Normalnie, wszystko ich dzieli. Oni naprawdę nie powinni być zdolni do wytworzenia opinii publicznej, a jednak tworzą. Jest to możliwe tylko wtedy, gdy wszystkie te osoby tak naprawdę nie znają faktów, ale tylko abstrakcyjne symbole, które dają faktom zarys, który może służyć za podstawę opinii publicznej. Opinia publiczna tworzy się wokół postaw i problemów teoretycznych wyraźnie nie związanych ze stanem faktycznym. Symbole najskuteczniejsze w kształtowaniu opinii publicznej są jak najbardziej odległe od rzeczywistości. Dlatego opinia publiczna zawsze opiera się na problemach, które nie opierają się na rzeczywistości."

102. "Propaganda może istnieć tylko w społeczeństwach, w których opinia z drugiej ręki dominuje zdecydowanie nad opinią z pierwszej ręki i ta druga jest ograniczona i zepchnięta do pozycji mniejszości. Następnie, gdy jednostka znajdzie się między dwoma typami sprzecznych poglądów, zazwyczaj zrozumie ogólną, opinię publiczną. Odpowiada to, temu co powiedzieliśmy o społeczeństwie masowym."

Mass media komunikacji
102. "Ostatecznie jeden warunek jest podstawowy dla propagandy. Jak właśnie stwierdziliśmy,  opinia nie może się sama wytworzyć w całym społeczeństwie jeśli nie istnieje masowy przekaz komunikacji. Jedno jest oczywiste: bez mediów nie może istnieć nowoczesna propaganda. Musimy wrócić do podwójnego czynnika niezbędnego by media stały się naprawdę narzędziami propagandy. Takie instrumenty nie istnieją automatycznie lub w jakichkolwiek warunkach; muszą podlegać scentralizowanej kontroli, z jednej strony, i muszą być dobrze zdywersyfikowane w odniesieniu do swoich produktów z drugiej. Jeżeli produkcja filmów, prasy i transmisji radiowej nie jest sterowana centralnie propaganda nie jest możliwa. Tak długo, jak działa wiele niezależnych agencji informacyjnych, producentów kronik i różnorodnych lokalnych gazet, nie jest możliwa świadoma i bezpośrednia propaganda. Nie dlatego, że czytelnik lub widz ma prawdziwą wolność wyboru, którego, jak zobaczymy później nie ma, ale ponieważ żadne z mediów nie ma dość siły, by utrzymać jednostkę stale i we wszystkich kanałach komunikacji. Aby podać tylko jeden przykład lokalne wpływy są wystarczająco silne, aby zneutralizować wielką prasę krajową. Aby organizacja propagandy była możliwa, media muszą być skoncentrowane, liczba agencji informacyjnych zmniejszona, prasę należy sprowadzić pod pojedynczą kontrolę a radiowe i filmowe monopole muszą być ustanowione."

103. "Tylko dzięki koncentracji w kilku rękach wielu mediów można osiągnąć prawdziwą koordynację działań, ciągłość, i wykorzystać naukowe metody wpływania na ludzi. Monopol państwowy lub prywatny jest równie skuteczny. Taka sytuacja jest w trakcie tworzenia, w USA, we Francji, w Niemczech, fakt ten jest dobrze znany. Ilość wydawanych gazet spada natomiast liczba czytelników wzrasta. Koszty produkcji stale się zwiększają i wymagają większej koncentracji kapitału, wszystkie statystyki na to wskazują. Ta koncentracja jedynie przyspiesza, dzięki czemu tworzy się sytuacja coraz bardziej korzystna dla propagandy."

104. "Fakt ten, jest jeszcze bardziej uderzający w odniesieniu do gazet. Czytelnik kupuje gazetę którą lubi, gazetę, w której znajdzie dobrze odzwierciedlone swoje własne pomysły i opinie. To jest jedyna gazeta której chce, można więc powiedzieć, że naprawdę chce być poddany propagandzie. Chce poddać się temu wpływowi i faktycznie korzysta z wyboru kierunku w jakim chciałby otrzymać propagandę. Jeśli przez przypadek znajduje w "swojej" gazecie artykuł który mu się nie podoba lub opinię, która różni się nieco od jego własnej, anuluje swoją subskrypcję. Nie może znieść czegokolwiek co nie mieści się w jego światopoglądzie. Jak dalej zobaczymy jest to dokładnie mentalność osoby poddanej propagandzie."

105. "Kupno telewizora, co jest autonomicznym aktem jednostki, wpycha ją w psychologiczne i behawioralne struktury mas. Kiedy go kupuje, poddaje się zbiorowym motywacjom, a poprzez ten akt otwiera drzwi na propagandę. Tam gdzie ten podwójny proces koncentracji źródeł propagandy i masowego rozpowszechniania do odbiorców nie ma miejsca, nowoczesna propaganda nie może funkcjonować w społeczeństwie."

Obiektywne warunki całkowitej propagandy.

Potrzeba przeciętnego poziomu życia.
105. "Nowoczesna propaganda integracyjna nie może wpływać na osoby, które mieszkają na obrzeżach naszej cywilizacji, lub które mają zbyt niski standard życia. W krajach kapitalistycznych propaganda nie może dotrzeć do bardzo biednych, którzy nie mają radia lub telewizji i rzadko chodzą do kina. Komunistyczne kraje rozwiązały ten problem odbiornikami społecznymi i darmowymi filmami. Tak więc, nawet najbiedniejszego dosięgnie propaganda. Jednak interweniują inne przeszkody. Naprawdę najbiedniejsi, nie mogą być poddani propagandzie integracji, ponieważ bezpośrednie zagrożenia życia codziennego pochłaniają ich wszystkie możliwości i działania i przez to nie można być pewnym, że biedny może być pchnięty ku rebelii, do wybuchu przemocy, może być poddany propagandzie agitacyjnej i pobudzony i podekscytowany do punku w którym dokona kradzieży i morderstwa. Jednak nie może być przeszkolony przez propagandę, kontrolowany, kierowany i usytuowany. [...] Powszechnie wiadomo, że w krajach zachodnich propaganda jest szczególnie skuteczna w górnym segmencie klasy robotniczej i klasy średniej. Ma znacznie większe problemy z proletariatem i chłopstwem."

106. "Badania pokazują, że większość propagandzistów jest rekrutowanych z klasy średniej. Zasięg oddziaływania propagandy jest większy i obejmuje niższą klasę średnią jak również wyższą klasę pracującą. Przez podniesienie poziomu życia ludzi nie uodparniamy ich na propagandę- wręcz przeciwnie. Oczywiście, jeśli wszyscy znaleźli by się na poziomie górnej klasy średniej, dzisiejsza propaganda miała by mniejsze szanse na sukces." [...] "Dlatego dostosowanie stało się jednym z kluczowych słów wszelkich psychologicznych oddziaływań."

Średnia Kultura.
108. "Nie mówimy tu o inteligencji, niektóre prymitywne plemiona są z pewnością inteligentne, ale mają inteligencję zbyt odległą względem naszych koncepcji i zwyczajów. Potrzebna jest podstawa np w postaci edukacji, człowiek, który nie umie czytać umknie większości propagandy, podobnie jak człowiek, który nie jest zainteresowany czytaniem. Ludzie niegdyś uważali, że nauka czytania jest dowodem ludzkiego postępu; nadal świętują spadek analfabetyzmu jako wielkie zwycięstwo; potępiają kraje z dużym odsetkiem analfabetów; uważają, że czytanie jest droga do wolności. [...] Większość ludzi, być może 90 procent, umie czytać, ale nie wykorzystuje ponad to własnej inteligencji. Przypisują autorytetowi i słowu drukowanemu wybitną wartość lub, przeciwnie, odrzucając je w całości. Ponieważ osoby te nie posiadają wystarczającej wiedzy do refleksji i rozeznania, wierzą lub nie wierzą w całości w to co czytają. I wraz z tym jak tacy ludzie,
wybierają najprostszy, a nie najtrudniejszy tekst pisany, są właśnie na poziomie, na którym drukowane słowo może ich usidlić i przekonać, bez sprzeciwu. Są doskonale przystosowani do propagandy."


109. "Najbardziej oczywistym wynikiem edukacji podstawowej w XIX i XX wieku było stworzenie jednostki podatnej na super-propagandę. Nie ma szans na podniesienie poziomu intelektualnego zachodnich społeczeństw wystarczająco i na tyle szybko, aby zrekompensować postęp propagandy. Techniki propagandowe posunęły się do przodu o wiele szybciej niż zdolność rozumowania przeciętnego człowieka. Aby wypełnić tę lukę i intelektualnie ukształtować człowieka, poza ramami propagandy jest prawie niemożliwe. Faktycznie, to co się dzieje, i to, co widzimy wokół nas jest twierdzeniem, iż propaganda jest sama w sobie naszą kulturą i powinniśmy się jej uczyć. Tylko w, i przez propagandę masy mają dostęp do ekonomii politycznej, polityki, sztuki czy literatury. Szkolnictwo podstawowe pozwala wejść w sferę propagandy, w której następnie ludzie otrzymują ich intelektualne i kulturalne środowisko. Do niewychowanego człowieka propaganda nie może dotrzeć. Doświadczenia i badania wykonane przez Niemców w latach 1933 i 1938 wykazały, że w odległych obszarach, gdzie ludzie nie wiedzieli, jak czytać, propaganda nie miała na nich wpływu. To samo jest prawdą w odniesieniu do ogromnego wysiłku w świecie komunistycznym, aby uczyć ludzi, jak czytać."

110. "W Chinach Mao uprościł plan w jego walce z analfabetyzmem, a w niektórych miejscach w Chinach stworzono nowy alfabet. Nie miało by to większego znaczenia, gdyby nie fakt, że teksty używane do nauczania dorosłych, które były jedynymi tekstami do których mieli dostęp, były wyłącznie tekstami propagandowymi; były politycznymi traktatami, wierszami ku chwale reżimu komunistycznego, lub cytatami z klasycznego marksizmu. [...] Prestiż intelektualistów "naznaczonych palcem Bożym"- pozwolił na objawienie politycznych twierdzeń jako prawdy, a prestiż słowa drukowanego, który jednostka nauczyła się rozszyfrować potwierdził wagę słów nauczycieli. Te fakty nie pozostawiają wątpliwości, że rozwój szkolnictwa podstawowego jest fundamentalnym warunkiem dla organizacji propagandy, choć taki wniosek może być sprzeczny z wieloma przesądami, najlepiej wyrażonymi ostrymi acz całkowicie nieprawdziwymi słowami Paula Riveta "osoba, która nie może odczytać gazety nie jest wolna.""

111. "Im więcej istnieje stereotypów w kulturze, tym łatwiej wytworzyć opinię publiczną. Im bardziej osoba partycypuje w kulturze, tym bardziej staje się podatna na manipulację symbolami. [...] Oczywiście, wykształcony człowiek nie wierzy w propagandę, wzrusza ramionami i jest przekonany, że propaganda nie ma na niego wpływu. Jest to w rzeczywistości jedna z jego wielkich słabości z której dobrze zdają sobie sprawę propagandziści, a mianowicie, że w celu dotarcia do kogoś, trzeba najpierw przekonać go, że propaganda jest nieskuteczna i niezbyt mądra. Ponieważ osoby te są przekonane o własnej wyższości intelektualnej, są znacznie bardziej, niż ktokolwiek inny, narażeni na tego typu manewr. Mimo w zasadzie wysokiej inteligencji, wysokiej kultury, stałego wykorzystywania krytycznych umiejętności, pełna i obiektywna informacja jest wciąż najlepszą bronią przeciwko propagandzie."
112. "Im bardziej nieszczęśliwa i niedoinformowana jest osoba, tym łatwiej będzie zaangażowana do rebelii. Ale by wyjść poza to, aby wykonać na niej bardziej dogłębną pracę propagandową, trzeba ją wyedukować. To koresponduje z potrzebą "edukacji politycznej". I odwrotnie, osoba z klasy średniej, wysokiej kultury ogólnej, będzie mniej podatna na propagandę agitacyjną, ale będzie idealną ofiarą propagandy integracyjnej."
Informacja
112. "W rzeczywistości, dokładne rozróżnienie pomiędzy propagandą a informacją jest niemożliwe. Poza tym, informacja jest istotnym elementem propagandy. Propaganda, aby osiągnąć sukces, musi mieć odniesienie do rzeczywistości politycznej lub ekonomicznej. Doktrynalny lub historyczny argument jest jedynie incydentalnie skuteczny w propagandzie; ma moc tylko w związku z interpretacją wydarzeń. Ma wpływ tylko wtedy, gdy opinia jest już pobudzona, niespokojna lub skierowana w określonym kierunku przez apolityczne lub ekonomiczne wydarzenie. Przyłącza się do już istniejącej rzeczywistości psychologicznej. Takie reakcje psychologiczne są zwykle krótkotrwałe, i muszą być systematycznie podtrzymywane i odnawiane, do tego stopnia, że jeśli zostaną przedłużone i odnawiane, będą tworzyć "rzetelną opinię". Ta rzetelna opinia jest niezbędna dla propagandy. Jeżeli nie mamy rzetelnej opinii w zakresie spraw politycznych i ekonomicznych, propaganda nie może zaistnieć. Z tego powodu, w większości starych krajów, propaganda była zlokalizowana i ograniczała się do tych grup, które miały bezpośredni kontakt z życiem politycznym; nie była przeznaczona dla obojętnych na takie pytania mas- obojętnych, ponieważ były niedoinformowane. Masy nie mogą być zainteresowane sprawami politycznymi i gospodarczymi lub wielkimi debatami ideologicznymi opartymi na nich, do puki mass media nie rozpowszechnią informacji do publicznej wiadomości. Wiemy, że najtrudniej jest dotrzeć do chłopów, ze względu na różne, już wskazane przyczyny, ale kolejnym istotnym powodem jest to, że są oni niedoinformowani. Badania środowisk wiejskich wykazały, że propaganda zaczyna "działać" wśród chłopów w momencie, gdy ogłaszano wśród nich informacje, gdy fakty stają się znane a uwaga na pewne pytania jest rozbudzona."
113. "Propaganda nic nie znaczy bez wstępnych informacji, dlatego propaganda względem grup politycznych ignorantów może być realizowana tylko wtedy, jeśli zostanie poprzedzona szeroką, głęboką i poważną pracą propagowania informacji. Im szersza i bardziej obiektywna informacja, tym bardziej skuteczna będzie następująca po niej propaganda. Propaganda nie opiera się na błędach, ale na dokładnych faktach. Wydaje się nawet, że im bardziej poinformowana jest publiczna lub prywatna opinia  (uwaga mówię "bardziej", a nie "lepiej"), tym jest bardziej podatna na propagandę. Im większa jest osobista wiedza na temat faktów politycznych i ekonomicznych, tym bardziej wrażliwy i podatny jest na nie osąd. Do intelektualistów najłatwiej jest dotrzeć przez propagandę, szczególnie jeśli zawiera niejasności. Czytelnik kilku gazet wyrażający różnorodne postawy, tylko przez fakt, że jest lepiej poinformowany, jest bardziej podatny niż ktokolwiek inny na propagandę, której nie może dostrzec, choć twierdzi, że zachowuje swobodę wyboru w rozważaniu wszystkich informacji. Właściwie to został on uwarunkowany, aby wchłonął całą propagandę, która koordynuje i wyjaśnia fakty, które uważa, iż samodzielnie rozważa. (To dlatego w ZSRR nie ma rozróżnienia pomiędzy zadaniami informacji i propagandy. Agitator jest przede wszystkim propagatorem informacji;. Radio i prasa są przede wszystkim mediami propagandy. Pan Palgounov, dyrektor. agencji Tass, powiedział w 1956 roku: "Informacje powinny mieć charakter dydaktyczny i wychowawczy," Nie mówiąc już o tym, że informacja jest czystym i doskonałym medium propagandy; suche informacje bez komentarzy mogą doprowadzić do akceptacji całej linii propagandowej)."
114. "Tak więc informacje nie tylko stanowią podstawę dla propagandy, ale dają propagandzie środki dla jej działania; informacje faktycznie generują problemy, które eksploatuje propaganda i dla których udaje się podsuwać rozwiązania. W rzeczywistości, propaganda nie "może działać aż do momentu, gdy w oczach tych, którzy tworzą opinię publiczną zbiór faktów stał się problemem. Od tej chwili takie problemy zaczynają być konfrontowane z opinią publiczną, propaganda ze strony rządu, partii, czy jednostki może zacząć się w pełni rozwijać, powiększając ten problem, z jednej strony i obiecując rozwiązanie z drugiej. [...] [...] Tak więc propaganda staje się możliwą tylko wtedy, gdy ludzie rozwiną świadomość ogólnych problemów i szczegółowych na nie odpowiedzi."
W odniesieniu do powyżej zaznaczonej problematyki należy wspomnieć o najbardziej w dzisiejszych czasach rozpowszechnionej metodzie wprowadzania masowych zmian społecznych w propagandzie politycznej i reklamie tj Hegeliańskiej dialektyce. Polega ona na przedstawieniu problemu, pozyskaniu na niego reakcji, i zaoferowaniu rozwiązania (Problem-Reakcja-Rozwiązanie). Propagandzista stawia przed ludźmi problem (Tezę), ludzie kontr reagują (anty-Teza), propagandzista oferuje rozwiązanie problemu (Synteza). W ten sposób m.in “sprzedaje się” działania społeczne, polityczne i reklamuje produkty.

115. "Pracownik, który nie wie nic na temat cen i wynagrodzeń, z wyjątkiem własnego doświadczenia (lub doświadczeń współpracowników) może w przypadku silnego niezadowolenia doświadczyć uczucia buntu, i być może ostatecznie zbuntować się przeciwko bezpośrednim przełożonym. Jest dobrze znanym, iż taki bunt prowadzi donikąd, to było wielkie odkrycie XIX wieku. Jednak informacje te uczą pracownika, który współdzieli swój los z milionami innych, że między nimi może istnieć wspólnota interesów i działania. Informacja pozwala mu również umieścić swoją sytuację w ogólnej sytuacji gospodarczej i zrozumieć ogólną sytuację zarządu. Wreszcie informacja uczy go jak oceniać jego osobistą sytuację. To jest to, co doprowadziło do świadomości klasowej pracowników XIX wieku, proces, który -jak socjaliści słusznie utrzymują- był wypełniony bardziej informacjami, niż propagandą. W tym samym momencie (gdy informacja jest absorbowana) duch buntu zamienia się w ducha rewolucji. W wyniku informacji, ludzie mogą poczuć, że ich osobiste problemy zawierają się w godności ogólnego problemu społecznego. [...] Tak więc informacje przygotowują grunt dla propagandy. Do tego stopnia, że duża liczba osób, które otrzymały tę samą informację będą miały podobne reakcje. W rezultacie tworzą się identyczne "centra zainteresowania", a następnie stawiane są wielkie pytania naszych czasów upublicznione przez prasę i radio. W ten sposób zostają utworzone opinie grup, które nawiązują między sobą kontakty, co jest jednym z podstawowych procesów kształtowania opinii publicznej."

116. "Oczywiście, istnieją odmienne osoby, które nie podzielają tych samych odpowiedzi względem tych samych informacji, ponieważ posiadają już inne uprzedzenia, ponieważ są "silnymi osobowościami" lub po prostu ze względu na stałą przekorę. Jednak ich liczba jest znacznie mniejsza, niż się powszechnie sądzi. Są oni nieistotni, a polaryzacja uwagi względem niektórych pytań, i niektórych aspektów tych pytań wyróżnionych przez informacje, szybko tworzy to, co zostało nazwane psychologią mas, co jest jednym z niezbędnych warunków istnienia propagandy."

ldeologie
116. "Ideologia różni się od mitu w trzech ważnych aspektach: po pierwsze, mit jest wbudowany znacznie głębiej w duszę, zakorzenił się znacznie głębiej, jest bardziej trwały i dostarcza człowiekowi podstawowy obraz jego osobistego stanu i świata w ogóle."

117. "W ten sposób można wyróżnić podstawowe mity w naszym społeczeństwie:
mit pracy, progresu, szczęścia; podstawowymi ideologiami są nacjonalizm, demokracja, socjalizm. Komunizm korzysta z tych samych elementów. To ideologia, jest jego podstawową doktryna i mitem, posiadającym odpowiedzi na wszystkie pytania i obraz przyszłego świata, w którym wszystkie sprzeczności zostaną rozwiązane.


Mity istnieją we wszystkich społeczeństwach, ale nie zawsze istniały ideologie. Wiek XIX był świetną wylęgarnią ideologii a propaganda potrzebowała rozwinąć ideologiczne otoczenie by się rozwinąć. Ideologia w służbie propagandy jest bardzo elastyczna i płynna. Propagandy na rzecz rewolucji francuskiej, czy życia w Stanach Zjednoczonych w latach dwudziestych lub życia w latach czterdziestych w rosji mogą być prześledzone wstecz do ideologii demokracji. Te trzy całkowicie odmienne typy i koncepcje propagandy odnoszą się do tej samej ideologii. Nie należy myśleć, iż ideologia określa daną propagandę tylko dlatego, że dostarcza tematów i treści. Ideologia służy propagandzie jako klamra, pretekst. Propaganda przechwytuje to, co rodzi się spontanicznie i daje mu nową formę, strukturę, efektywny tor, i może w końcu przekształcić ideologię do mit."

ROZDZIAŁ III
Konieczność PROPAGANDY

119. "Wiemy, że czynnik psychologiczny, który obejmuje okrążenie, integrację w grupie i udział w działaniu, w odniesieniu do osobistego przekonania, jest decydujący. (Już w 1928 r. Edward Bernays stwierdził: "Propaganda jest nowoczesnym instrumentem, dzięki któremu... inteligentni ludzie mogą walczyć dla produktywnych celów i pomóc w zaprowadzeniu porządku z chaosu.")"

121. "I nalegamy, by te pomysły były również rozwijane: Propaganda, aby osiągnęła sukces, musi odpowiadać na potrzebę propagandy osób indywidualnych. Można doprowadzić konia do wodopoju, ale nie można zmusić go do picia, nie można poprzez propagandę dotrzeć do tych, którzy nie potrzebują tego co ona oferuje. Osoba poddana propagandzie wcale nie jest tylko niewinną ofiarą. Prowokuje psychologiczne działania propagandy, nie tylko poddając się jej ale nawet czerpiąc z niej satysfakcję. Bez tej wcześniejszej, dorozumianej zgody, bez tej potrzeby propagandy doświadczanej przez praktycznie każdego obywatela technologicznego wieku, propaganda nie może się rozprzestrzeniać. [...] Stoimy więc twarzą w twarz z podwójną potrzebą: potrzebą propagandy ze strony reżimów, i potrzebą propagandy osoby poddawanej propagandzie. Te dwa warunki spełniane są i uzupełniają się wzajemnie w rozwoju propagandy."

1. Potrzeby państwa.
Dylemat współczesnego państwa.

123. "W dawnych czasach, wojna wpływa na małą liczbę żołnierzy i znikomy obszar terytorium. Dzisiaj każdy jest żołnierzem, a cała ludność i całe terytorium kraju są zaangażowane. Dlatego każdy chce mieć swój głos na temat wojny i pokoju. Podobnie podatki wzrosły co najmniej dziesięciokrotnie, od XVII wieku, i ci, którzy je płacą, naturalnie chcą mieć pewną kontrolę nad ich wykorzystaniem. (Demokracja opiera się na przekonaniu, że obywatel może wybrać odpowiedniego człowieka i właściwą politykę. Ponieważ nie jest to do końca prawdą, masy poddawane są propagandzie aby współuczestniczyły. W takich warunkach, jak masy mogą nie być przekonane, że są głęboko zaniepokojone?)"

124. "Wiemy też, że opinia publiczna jest bardzo niestabilna, waha się, jest nieunormowana. Co więcej, ta opinia jest irracjonalna i rozwija się w sposób nieprzewidywalny. W żaden sposób nie składa się w większości z racjonalnych decyzji w obliczu problemów politycznych, jak by to opisała prosta wizja. Większość głosów nie jest wcale prawdziwą opinią publiczną. Zasadniczo jej irracjonalny charakter znacznie zmniejsza zdolność rządzenia w demokracji. Demokracja opiera się na koncepcji, że człowiek jest racjonalny i zdolny widzieć klarownie, co jest w jego własnym interesie, ale badania opinii publicznej wskazują, że jest to wysoce wątpliwe twierdzenie. Przedstawicielem opinii publicznej jest generalnie człowiek masowy, co psychologicznie rzecz biorąc, czyni go zupełnie niedopasowanym do prawidłowego sprawowania swojego obywatelskiego prawa. To prowadzi nas do następnej uwagi: z jednej strony, rząd nie może działać poza naciskiem mas i opinii publicznej, z drugiej strony, opinia publiczna nie wyraża się w demokratycznej formie rządów. Aby być pewnym rząd musi znać i stale badać opinię publiczną. Nowoczesne państwo musi nieustannie wywierać nacisk i badać i sondować opinię publiczną na wiele różnych sposobów. Ale podstawowe pytanie brzmi: Czy Państwo wtedy przestrzega i wyraża i podąża za tą opinią? Nasza jednoznaczna odpowiedź jest taka, że nawet w państwie demokratycznym tak nie jest. Taki głęboki ukłon państwa w kierunku opinii publicznej jest niemożliwy, po pierwsze, ze względu na szczególny charakter opinii publicznej, a po drugie, ze względu na charakter współczesnych działań politycznych."

126. "Ergo: nawet w demokracji, rząd, który jest uczciwy, poważny, życzliwy i szanuje wyborców nie może podążać za opinią publiczną. Nie może też przed nią uciec. Masy są zainteresowane polityką. Rząd nie może działać bez nich. Więc co może zrobić? Tylko jedno rozwiązanie jest możliwe: jeśli rząd nie może podążać za opinią publiczną, opinia musi podążać za rządem. [...] Demokratyczne państwo, właśnie dlatego, że wierzy w wyrażanie opinii publicznej i nie blokuje jej, musi kanalizować i kształtować tę opinię, jeśli chce być realistycznym i nie podążać za ideologicznym snem."

127. "Gigantyczne korporacje i grupy nacisku, forsując własne interesy, uciekają się coraz bardziej do psychologicznych manipulacji. [...] Ale to nie wszystko: w demokracji, obywatele muszą być powiązani z decyzjami rządu. To jest wielka rola jaką musi odegrać propaganda. Musi dać ludziom poczucie- pragnienia, i spełnienia- by chcieli tego, co robi rząd, aby byli odpowiedzialni za jego działania, by byli zaangażowani w ich obronę i ich powodzenie, by byli “z nim"."

Obecnie państwa, duże korporacje korzystają z tych samych narzędzi propagandowych. Narzędzia są dostępne dla każdego kto posiada odpowiedni kapitał. Instytucje wzbudzające propagandę by miały społeczne poparcie tworzą lub sponsorują organizacje typu NGO, które budują poparcie społeczne w imieniu całego narodu i żądają zmian. W ten sposób sztucznie wytworzone poparcie społeczne, czy też partycypacja społeczeństwa wykorzystywana jest do realizowania wcześniej powziętych celów. Nie ma to jak pisze Ellul nic wspólnego z demokracją, tworząc zupełnie iluzoryczny obraz partycypacji obywatelskiej w życiu politycznym oraz kontroli NGO nad wielkim biznesem.

Wykład o iluzorycznej zachodniej demokracji i masowych procesach manipulacji:


OGLĄDAJ DALEJ>>>

130. "Czy można mieć nadzieję, że bez żadnych wcześniejszych prób wpływania na ludzi, prawdziwa konstytucyjna forma może wypłynąć od ludzi? Takie przypuszczenie jest absurdalne. Jedyną rzeczywistością jest proponowanie ludziom czegoś, z czym się zgodzą. Do tej pory nie widzieliśmy ani jednego przykładu ludzi którzy narzekają na to, co w końcu im zaproponowano. W plebiscycie lub referendum “za" zawsze przewyższają "przeciw". Widzimy tu po raz kolejny instrument wykorzystywany do wpływania na masy- propaganda, w której rząd daje sam sobie  legitymizację poprzez zgodę publiczną. To prowadzi do dwóch dalszych rozważań: Po pierwsze, należy uzyskać zgodę nie tylko co do formy rządu, ale wszystkich jego ważnych działań. Jak Drouin trafnie powiedział: "Nic nie jest bardziej irytujące dla ludzi, niż to by mieli poczucie kierowana przez Mandarynów, którzy pozwalają by decyzje spadały z wysokości ich władzy. Stąd też wynika potrzeba "lepszego informowania ludzi”. To, że decyzje powinny być mądre, nie wystarcza; muszą być podane powody. Dla przedsięwzięcia... by dobrze funkcjonowało, najlepszym jest trzymanie go z dala od publiki nie ukrywając jego słabości, bez ukrywania jego kosztów... by wyraźne określić znaczenie poświęceń wymaganych od ludzi "Ale takie informacje mają naprawdę na celu uzyskanie podporządkowania i partycypacji;.. jest to, innymi słowy, propaganda w najgłębszym sensie."

131. "Goebbels oświadczył, że było koniecznym "aby ujawniać działania rządu tak, aby ludzie mogli sami rozpoznać konieczność podjętych środków."

135. "Francuscy specjaliści powiedzieli nie bez racji: "Tylko wojsko może angażować się w psychologiczną wojnę, ze względu na jego strukturę." [...] Państwo musi psychologicznie uzbroić, chronić i bronić swoich obywateli, tym bardziej, gdy ideologiczna struktura demokracji jest słaba. Tutaj mamy do czynienia z nowym problemem: w dzisiejszym świecie, o wiele bardziej niż w przeszłości, naród może przetrwać tylko wtedy, gdy jego wartości są bezpieczne, jego mieszkańcy lojalni i jednomyślni, i jeśli praktykują obywatelskie cnoty. Ale obecnie w czasie kryzysu podstawowych wartości, poluzowanie cnót obywatelskich występuje w wielu demokracjach zachodnich."

137. "W rezultacie skutki własnej propagandy na osobowości są dokładnie takie same jak  propagandy wroga (mówimy o osobowości, a nie na jakichś konkretnych opiniach). Skutki te będą w pełni analizowane później. W każdym razie nie sposób powiedzieć: będziemy działać, aby zachować wolność człowieka. Propaganda, niezależnie od pochodzenia, niszczy osobowość człowieka i wolność."

138. "Tak więc, idąc różnymi drogami, wciąż dochodzimy do tego samego wniosku: nowoczesne państwo, nawet jeśli jest liberalne, demokratyczne czy humanistyczne, znajdzie się obiektywnie i socjologicznie w sytuacji, w której musi wykorzystać propagandę jako sposób rządzenia. Nie może działać inaczej."

Propaganda, która jak pisaliśmy wcześniej niszczy naturalne środowisko i punkty odniesienia jednostek tworzy jednocześnie zapotrzebowanie na substytuty utraconych elementów. Człowiek oderwany od historycznej rzeczywistości, formowanych przez wieki stereotypów, mitów i opinii pokoleń dryfuje w kierunku propagandy, oferującej łagodzenie wewnętrznego niepokoju poprzez budowanie koherentnej, choć nieprawdziwej wizji świata, gdzie nowe mity, nowe grupy odniesienia tworzą nowe środowisko.

2. Potrzeba jednostek.
138. "Jeżeli uznamy, że rząd nie ma wyboru, i musi prowadzić propagandę, to pozostaje jeszcze wizerunek agresywnej i totalitarnej maszyny politycznej, która rzuca się na niewinną ofiarę-jednostkę. Następnie jednostka wydaje się być bezradna i zmiażdżona przez gigantyczne siły. Myślę jednak, że propaganda wypełnia potrzebę współczesnego człowieka, potrzebę, która tworzy się z jego nieświadomego pragnienia propagandy. Jest on w sytuacji w której potrzebuje pomocy z zewnątrz, aby móc zmierzyć się ze swoją sytuacją. A tą pomocą jest propaganda. Naturalnie, nie mówi: "Chcę propagandy". Przeciwnie, zgodnie z przyjętymi z góry pojęciami, brzydzi się propagandą i uważa się za "wolnego i dojrzałego" człowieka. (Istnienie tej powszechnej potrzeby jest także wyraźnie widoczne w obiegu plotek. Dlaczego istnieją pogłoski/plotki? Dlaczego krążą? Służą one potrzebie wyjaśnienia danej sytuacji, a także łagodzeniu napięć emocjonalnych, bo człowiek szuka w nich odpowiedzi na to, co go niepokoi. Propaganda odpowiada na te same potrzeby w bardziej efektywny sposób. Spontaniczne pogłoski udowadniają istnienie tych potrzeb.)"

Obiektywna sytuacja
140. "Podczas gdy większość ludzi ma potrzebę i jednocześnie niezdolność do uczestnictwa, są gotowi zaakceptować propagandę, która pozwoli im na uczestnictwo, a która ukrywa ich niezdolność za wyjaśnieniami, wyrokami i wiadomościami, co pozwala im zaspokoić ich pragnienie, nie eliminując ich niekompetencji. Im bardziej złożone, ogólne, i przyspieszone są zjawiska polityczne i gospodarcze tym bardziej ludzie czują się zaniepokojeni, tym bardziej chcą się angażować. W pewnym sensie zyskuje na tym demokracja, ale także prowadzi to do jeszcze szerszej propagandy. Osoba nie chce informacji, ale tylko wartościujących osądów i z góry powziętych opinii. Tutaj trzeba też brać pod uwagę lenistwo jednostki, które odgrywa decydującą rolę w całym zjawisku propagandy, oraz niemożność przekazania wszystkich informacji wystarczająco szybko, aby nadążyć za zmianami we współczesnym świecie. Poza tym, zmiany nie są jedynie poza zasięgiem intelektualnym człowieka, są także poza nim w objętości i intensywności, po prostu nie może pojąć światowych problemów gospodarczych i politycznych. W obliczu takich spraw, czuje swoją słabość, niekonsekwentność, brak skuteczności. Uświadamia sobie, że zależy od decyzji, nad którymi nie ma kontroli, i ta konkluzja prowadzi go do rozpaczy. Człowiek nie może pozostać w tej sytuacji zbyt długo. On potrzebuje ideologicznej zasłony by zakryć trudną rzeczywistość, potrzebuje jakiegoś pocieszenia, powodu istnienia, poczucia wartości. I tylko propaganda oferuje mu rozwiązanie tej  w zasadzie nie do zniesienia sytuacji. Poza tym, współczesny człowiek jest powołany do ogromnych wyrzeczeń, które prawdopodobnie przekraczają cokolwiek znanego w przeszłości. Przede wszystkim praca przyjęła wszech przenikającą rolę we współczesnym życiu. Nigdy ludzie nie pracowali tak jak w naszym społeczeństwie. Wbrew temu, co często się mówi, człowiek pracuje dziś znacznie więcej, niż na przykład w XVIII wieku. Jedynie zmniejszyły się godziny pracy, ale wszechobecność obowiązków pracy, obowiązki i ograniczenia, rzeczywiste warunki pracy, intensywność pracy, która nigdy się nie kończy, sprawiają, że jest znacznie większym obciążeniem dla obecnego człowieka niż na ludzi w przeszłości. Każdy współczesny człowiek pracuje więcej niż niewolnik dawno temu; normy zostały skorygowane w dół. Jednak podczas gdy niewolnik pracował tylko dlatego, że został do tego zmuszony, to współczesny człowiek, który wierzy w swoją wolności i godność, potrzebuje powodów i uzasadnień, aby chciał pracować. Nawet od dzieci w obecnym państwie wymaga się znacznie więcej pracy w szkole, niż od jakiegokolwiek dziecka przed początkiem XIX wieku. Dla niego również potrzebne są uzasadnienia. Nie można sprawić, by ludzie żyli wiecznie w stanie gorliwej, intensywnej, nigdy nie kończącej się pracy nie dając im dobrych powodów i zbudowania przykładów cnót pracy, takich jak burżuazji XIX wieku, czy mitów wyzwolenia poprzez pracę takich jak u nazistów lub komunistów."

142. "Każdy obywatel nowoczesnego państwa płaci więcej podatków, niż większość wysoko opodatkowanych ludzi w czasach napoleońskich. Poddany był zmuszany by płacił, natomiast dzisiejszy, wolny obywatel musi płacić ze względu na przekonania. Jego przekonanie nie pojawi się spontanicznie, szczególnie, gdy podatki są naprawdę wysokie. Przekonanie musi być stworzone, ideały muszą być stymulowane, aby podkreślić znaczenie dla takiego "wkładu dla narodu", i tu potrzebna jest propaganda. Jest to dokładne przeciwieństwo wolności politycznej."

143. "Oprócz tych wszystkich poświęceń, człowiek nie jest automatycznie dostosowany do warunków życia nałożonych na niego przez nowoczesne społeczeństwo. Psychologowie i socjologowie są świadomi wielkiego problemu dostosowania normalnego człowieka do technologicznego środowiska- rosnącego tempa zmian, godzin pracy, hałasu, zatłoczonych miast, tempa pracy, braku mieszkań, i tak dalej. Mamy trudności z zaakceptowaniem nigdy nie zmieniającej się codziennej rutyny, braku osobistej realizacji, braku widocznego sensu życia, braku poczucia bezpieczeństwa rodziny sprowokowanego przez te warunki życia, anonimowość jednostki w dużych miastach, jak i w pracy. Jednostka nie jest wyposażona by stanąć w obliczu tych niepokojących, paraliżujących, traumatycznych wpływów. Tutaj znowu potrzebuje pomocy psychologicznej, aby znosić takie życie, by miała motywację, która przywróci jej równowagę. Nie można zostawić współczesnego człowiek samego w sytuacji takiej jak ta. Co można zrobić?"

144. "Wreszcie, aby zrozumieć potrzebę propagandy, która wypływa ze stanu faktycznego współczesnego człowieka, należy pamiętać, że ma się do czynienia z poinformowaną osobą. Po przeanalizowaniu w poprzednim rozdziale, jak informacje faktycznie wspierają propagandę, musimy teraz przejść do sposobu dozowania informacji które ustanawiają psychologiczny fundament by człowiek był poddany propagandzie. Jeśli spojrzymy na przeciętnego człowieka, a nie na tych kilku intelektualistów, których szczególnym zadaniem jest to by być poinformowanym, to co właściwie oznacza, gdy mówimy, że człowiek jest poinformowany? Oznacza to, że oprócz spędzenia ośmiu godzin w pracy, a dwóch na dojazdy, ten człowiek czyta gazetę, a dokładniej, przegląda nagłówki i spogląda na kilka historii. Może również słuchać audycji informacyjnych lub oglądać je w telewizji, a raz w tygodniu będzie patrzył na zdjęcia w gazecie. Jest to przykład dość dobrze poinformowanego człowieka, to jest 98 procent wszystkich ludzi. Co dzieje się dalej z człowiekiem, który chce być informowany i otrzymuje dużo wiadomości każdego dnia? Po pierwsze, proste relacje z wydarzeń nie dają mu nic ponad rzeczowe dane; wydarzenie dnia jest zawsze tylko częścią, wiadomości z którymi nie może uporać się w całości. Teoretycznie reporter mógłby odnieść te dane do innych szczegółów, umieścić je w kontekście, a nawet zapewnić pewne interpretacje, ale to nie będzie już czystą informacją."

145. "Nasz czytelnik następnie musiałby by stanąć z boku by uzyskać panoramiczny widok z pewnej perspektywy, ale prawem wiadomości jest to, że odnoszą się do spraw codziennych, człowiek nigdy nie może się cofnąć, aby uzyskać szeroki widok, bo natychmiast otrzymuje nową partię wiadomości, które zastępują stare i wymagają nowego punktu koncentracji, dla którego nasz czytelnik nie ma czasu."

145. "W świecie polityki i ekonomii, to samo jest prawdą. Wiadomość poruszają tylko kłopoty, niebezpieczeństwa i problemy. To daje człowiekowi przekonanie, że żyje w epoce straszliwej i przerażającej, że żyje pośród katastrof w świecie, w którym wszystko zagraża jego bezpieczeństwu. Człowiek nie może tego znieść; nie może żyć w absurdalnym i niekoherentnym świecie, ani też nie może zaakceptować idei, że problemy, które wyrastają wokół niego, nie mogą być rozwiązane lub, że on sam nie ma wartości jako jednostka i jest ofiarą wydarzeń. Człowiek, który świadomie się doinformowuje, potrzebuje kontekstu by wszystkie te informacje mógł umieścić w odpowiednim porządku; potrzebuje wyjaśnień i wyczerpujących odpowiedzi na ogólne problemy; potrzebuje koherencji."

146. "Analiza propagandy pokazuje zatem, że odnoszenie przez nią sukcesu jest spowodowane  przede wszystkim tym, że dokładnie odpowiada potrzebom mas. Zapamiętajmy tylko dwa tego aspekty: potrzeba wyjaśnienia i potrzeba wartości, które w znacznej mierze pojawiają się, choć nie całkowicie, wraz z rozpowszechnianiem wiadomości."

147. "Podobnie jak informacja jest niezbędna dla świadomości, propaganda jest konieczna, aby zapobiec by ta świadomość była rozpaczliwą."


c.d.n.

środa, 2 października 2013

Do 2050 Klub Rzymski planuje konwersję Chrześcijaństwa w zieloną religię.
PrisonPlanet.pl
Polska
2013-09-29
Kultura
Marsz w kierunku globalizacji religii i unifikacji w jeden system wyznaniowy rozpoczął się na dobre na początku XX wieku wraz z zapoczątkowaniem takich ruchów jak TeozofiaNew Age czy filozofia ewolucji. Dąży on w swojej ostatecznej formie do takiego zbliżenia systemów wyznaniowych na całym świecie aby jakiekolwiek różnice zatarły się lub przeplotły dając w ten sposób podstawę dla tworzenia nowego credo.

Podobnie jak w globalizacji budowany jest jeden globalny rynek, system handlowy, jeden globalny system rządów i kontroli, podobnie formułowania jest, de facto nowa, globalna religia. Wraz z rozszerzaniem się procesu globalizacyjnego (który jest zmonopolizowany przez wielkie instytucje i korporacje) coraz większe rzesze ludzi popadają w ubóstwo stając się narybkiem dla różnego rodzaju ruchów religijnych. Jednym słowem w tym, stworzonym i dobrze zaplanowanym kryzysie wnikającym z globalizacji rozkwitają religie.



Obecnie instytucje nadzorujące proces globalizacji, takie jak CFR (Council on Foreign Relations- Rada Stosunków Zagranicznych) czy Klub Rzymski zdają sobie z tego doskonale sprawę rozpoczynając kampanię przejmowania i kierowania kościołami w zaplanowanym kierunku, tworząc jedną globalną religię.

Scott M. Thomas pisząc dla magazynu CFR Foreign Affairs zauważa w artykule “Zglobalizowany Bóg.”  tendencję rozwojową religii pisząc, iż “Dookoła świata - od południowej części Stanów Zjednoczonych do Bliskiego Wschodu - religie rosną w siłę. Wzrastają w krajach o różnych tradycjach religijnych i poziomach rozwoju gospodarczego, co sugeruje, że ani ubóstwo, ani wykluczenie społeczne nie jest za to odpowiedzialne. Religijne odrodzenie nie jest po prostu zdefiniowane przez wzrost fundamentalizmu - sztywnego przywiązania do konkretnego zbioru rytuałów i doktryn - ale zachodzi za pośrednictwem różnych odnowionych rytuałów i praktyk, zarówno publicznych jak i prywatnych. Demografia wzmacnia ten trend. Na globalny, religijny krajobraz w najbliższych latach będzie miała wpływ ogromna zmiana wzrostu liczby ludności z krajów rozwiniętych północy - głównie w Europy Zachodniej i byłych republik radzieckich - na rzecz krajów tak zwanego globalnego Południa. Północ stanowiła 32 procent ludności świata w 1900 roku, 25 procent w 1970 roku, a około 18 procent w roku 2000. Do roku 2050 będzie prawdopodobnie stanowić zaledwie 10 proc. Religia stała się czynnikiem decydującym w tej redystrybucji. Religijność jest obecnie jednym z najbardziej dokładnych wskaźników płodności, zdecydowanie bardziej wymownym niż tożsamość wyznaniowa czy etniczna, ponieważ ludzie religijni mają więcej dzieci niż ich świeccy odpowiednicy.



"Religia będzie w coraz większym stopniu zjawiskiem miejskim. Wzrastająca populacja w krajach rozwijających się będzie żyła głównie w ogromnych, rosnących, i najczęściej ubożejących metropoliach - obszarach, w których rozwija/rozprzestrzenia się religia. Według konwencjonalnej wiedzy sekularyzacja stała się nieodłączną częścią modernizacji wraz z upowszechnieniem edukacji, nauki, technologii i dobrobytu. Jednak te nowe megamiasta są przystanią dla religijnych przebudzeń. Historycznie, religie były biegłe w pozyskiwaniu zwolenników w środowiskach miejskich; chrześcijaństwo było utworzone jako miejski ruch religijny w miastach Cesarstwa Rzymskiego, a Franciszkanie zaczęli swój reformatorski ruch w miastach średniowiecznej Europy w odpowiedzi na ubóstwo i nierówność towarzyszącą powstaniu gospodarki rynkowej. Islam może pójść tą samą drogą, rozwijając się w środowiskach miejskich. Choć urbanizacja może prowadzić do niepokojów społecznych a miasta mogą zapewniać ochronę dla sieci przestępczych i terrorystycznych, urbanizacja oferuje również mającym dobre intencje instytucjom religijnym możliwość posługi w mieście, które mogą pomóc w zapobieganiu tym zagrożeniom w pierwszej kolejności...”
Rozkwitające ruchy religijne staną się więc miejscem z jednej strony powrotu do podstaw religijnych jako wyznacznika moralności społecznej, do tradycji, stabilności i religijnej moralności, z drugiej strony będą miejscem nowych kultów, filozofii czy konwergencji istniejących religii. Szczególnie niebezpiecznym wydaje się kierunek upolityczniania religii gdzie doktryny wiary podporządkowywane są poprawności politycznej i popularnym trendom. Już dziś w kościele katolickim na mszach można usłyszeć takie zdania jak “chrześcijanie, muzułmanie i żydzi wierzą w tego samego boga” albo wysłuchać kazania z odniesieniami do ekologii i ratowania naszej planety.

Nie dzieje się tak bez przyczyny. Istnieje szeroki, odgórny ruch by promować tego typu myślenie dla tworzenia nowej, zielonej religii, zrzeszający większość znaczących wiar. 
Obecnie Klub Rzymski stara się pokierować, czy też wpłynąć na instytucje chrześcijańskie pytając je“Jak przekonania, wartości, etos i inspiracja są niezbędne do ratowania świata.”, starając się znaleźć sposób na połączenie koncepcji globalnego ocieplenia i ratowania ziemi z chrześcijaństwem. Tutaj należy zwrócić uwagę na podstawę problemu znanego jako “globalne ocieplenie” i wynikających z niego implikacji. Polityka “globalnego ocieplenia” została bowiem stworzona przez Klub Rzymski, który w 1991 roku napisał w książce pt "Pierwsza globalna rewolucja”; “FIRST GLOBAL REVOLUTION”, Alexander King, Bertrand Schneider, (Orient Longman) następującą konkluzję wieloletnich badań przeprowadzonych na zlecenie m.in. ONZu:

Strona 74 publikacji. "W poszukiwaniu wspólnego wroga, przeciwko któremu możemy się zjednoczyć, wpadliśmy na pomysł taki, iż zanieczyszczenie, groźba globalnego ocieplenia, brak wody, głód itp., spełnią nasze oczekiwania. Wzajemne oddziaływanie tych zjawisk jako całość oraz poszczególne ich elementy  stanowią zagrożenie, z którym muszą się skonfrontować wszyscy na całym świecie. Wskazując te niebezpieczeństwa jako wroga, możemy wpaść w pułapkę, przed którą już ostrzegaliśmy czytelników, a mianowicie pomylenia objawów z przyczynami.

Wszystkie te niebezpieczeństwa są powodowane przez ingerencję ludzkości w naturalne procesy, i tylko dzięki zmianie postaw i zachowań społeczeństw, negatywne zmiany mogą być przezwyciężone. Idąc dalej tym tokiem myślowym, prawdziwym wrogiem jest sama ludzkość.”
Tym samym Klub zdefiniował swoje działania i filozofię jako, po pierwsze skierowane przeciwko ludzkości gdzie człowiek jest “wrogiem” świata/środowiska, po drugie cała historia dotycząca globalnego ocieplenia jest “pomysłem” na zjednoczenie ludzkości w społeczność globalną. Kłamstwo stworzone w latach 90-ych jest więc podstawą całego ruchu globalnego ocieplenia próbującego obecnie wciągnąć religie świata w realizację swoich celów by w formie wiary wyrażały doktryny Klubu.
Wyrażając dokładnie ten kierunek sekretarz generalny Alliance of Religions and Conservation ARC, Martin Palmer na zaproszenie Klubu Rzymskiego napisał artykuł tłumacząc jak wykorzystać religie i ich mechanizmy dla realizacji tych planów. Coraz częściej mechanizmy opisane w tym artykule są widoczne również i w Polsce warto się tym samym wnikliwie im przyjrzeć i wyciągnąć wnioski, ponieważ program ten jest modelem konwersji chrześcijaństwa w coś zupełnie innego.


Jak przekonania, wartości, etos i inspiracja są niezbędne do ratowania świata.
“W 1972 roku raport Klubu Rzymskiego pt “Limity Wzrostu” uruchomił niemalże bezwiednie nowy ruch. Nowoczesna ekologia i ruch zrównoważonego rozwoju ma swoje korzenie w tym, przełomowym raporcie oraz dyskusjach i obawach, które badał.

Raport rzucił wyzwanie centralnemu mitowi - i używam tego słowa ostrożnie - że PKB było jedynym czynnikiem liczenia sukcesu a dane były jedynym sposobem pomiaru ważności. Kwestionując mit ciągłego wzrostu bez względu na koszty dla ziemi i wielu z jej mieszkańców, raport może nieumyślnie podważył system wartości normatywnej, który powstał po II wojnie światowej.

Ten system wartości - rzeczywiście można nazwać systemem wierzeń - jest zakorzeniony w szczególnym, fenomenologicznym zrozumieniu ewolucji i ludzkiej supremacji w połączeniu z wieloma innymi modelami ideologicznymi supremacji. Może to być marksistowski koncept walki z naturą; kapitalistyczne patrzenie na świat jako zasób i kapitał bankowy, z którego ludzie mogą swobodnie korzystać lub pochodzący z Biblii protestancki model danego przez Boga prawa by dominować nad naturą. Albo może to być podejście darwinistyczne, tak często przedstawiane, że ludzkość jest na szczycie drzewa ewolucyjnego i że w związku z tym, podobnie jak przy antropicznej, kosmologicznej zasadzie, cały wszechświat miał za swój cel produkcję ludzkiego życia od czasów Wielkiego Wybuchu. Połączone razem, mity te są bardzo niebezpieczne, jak wskazała to radykalna grupa Dark Mountain w swoim Manifeście z 2009 roku: [który wzywa do zaprzeczenia cywilizacji lub cofania procesu cywilizacji].

Mit postępu.
Mit postępu opiera się na micie przyrody. Pierwszy mówi, że jesteśmy przeznaczeni do wielkości, drugi mówi, że wielkość nie kosztuje... Obydwa mówią nam, że funkcjonujemy poza światem, że zaczęliśmy chrząkać w pierwotnych bagnach, jako skromna część czegoś, co nazywa się "naturą”, którą triumfalnie sobie podporządkowaliśmy... Nasze oddzielenie od niej [natury] jest mitem integralnym z triumfem naszej cywilizacji.

Niestety, oryginalne wyzwanie "Limitów wzrostu" zgubiło się dokładnie w mitycznym świecie opisanym powyżej. Zamiast dążyć do alternatywnych rozwiązań, dla różnych opowieści i narracji mających prawdziwe znaczenie, raport wypuścił masę danych, które statystycznie zdominowały raport, programy i nawet organizacje. Perspektywa znaczenia reszty przyrody została ograniczona do wymiaru ekonomicznego, w wyniku stworzenia takich zwrotów jak "rezultaty eko-systemu". To prowadzi na przykład do zmniejszenia wspaniałości, różnorodności i mocy Amazonii by zaklasyfikować ją jako "carbon sink" (nienaruszalne zielone płuca świata
) pozwalając nam na nieskrępowane rozwijanie naszego mitu postępu i rozwoju. I te ruchy, wykreowane na danych i supremacji człowieka w dużej mierze nie powiodły się. Świat jest w gorszym stanie niż w 1972 roku, chociaż istnieją pewne zachęcające oznaki.

Prawda jest taka, niemal nikt nigdy nie został przekonany do zmiany stylu życia lub dominującego mitu przez wykresy kołowe lub tabelki. W całej historii, jak JKM Książę Edynburga wskazał w 1986 roku, tylko dwie siły kiedykolwiek zmieniły podstawowe ludzkie wartości - sztuka i religia i bardzo często były one jedną i tą samą rzeczą. Właśnie dlatego w 1986 roku książę Edynburga jako Międzynarodowy Prezydent WWF zaprosił pięciu liderów wiar aby dołączyli do niego w Asyżu, Włochy, miejscu urodzenia św Franciszka, aby zobaczyć, jak religie mogą pomóc uratować naszą planetę. Efektem tego jest fakt, że 25 lat później religijny ruch ekologiczny jest największym cywilnym ruchem zajmującym się ekologią na całym świecie, i który w dużej mierze jest ignorowany przez wierzących w dane!”

Poniżej materiał z 1986 roku gdzie w Asyżu postawiono pierwszy krok w kierunku budowania globalnej religii:




“Jednym z problemów w ogólnej reakcji na raport Klubu Rzymskiego była prawie całkowita ignorancja ludzkiej psychologii. Zamiast próbować wykorzystywać taktykę zastraszania - często sformułowaną w quasi-religijnym języku grzechu, winy i strachu - lub alternatywnie oferując niejasne utopijne wyobrażenia o idealnym świecie podanym w rodzimych językach - różne ruchy, które zostały zainspirowane przez inicjatywy Klub Rzymskiego - środowiskowe lub rozwojowe - w dużej mierze nie potrafiły zbadać jak i dlaczego ludzie się zmieniają. Apoteoza tego przyszła po katastrofie COP w Kopenhadze w 2009 roku. Próba zbudowania masowej histerii strachu, i utopijnych nadziei, że 192 Rządy zgodzą się zrobić to samo, legła w gruzach tego zdarzenia, pozostawiając ludzi na całym świecie rozczarowanych międzyrządowymi agencjami i programami.


W rezultacie, skarcone przez niepowodzenie grupy rozwoju i ochrony środowiska musiały wziąć naukę z tej lekcji i w konsekwencji odwróciły swoją koncentrację od międzyrządowych procesów, wracając do punktu skąd wielu rozpoczęło swoją działalność w społeczeństwie obywatelskim.Podjęto też poważnie badania psychologii człowieka, które mogą pomóc określić, dlaczego ludzie się zmieniają.

Największy sektor społeczeństwa obywatelskiego to religie świata. Nie zajmują się one światem danych i ekonomii, które zdominowały i w dużym stopniu zniszczony potencjał, raportu Klubu Rzymskiego 40 lat temu. One, podobnie jak reszta ludzkości, wiedzą że jesteśmy gatunkiem opowiadającym historie. Po zapoznaniu się z kimś nowym, nie podajesz im danych dotyczących twojego życia - ile ważysz, kiedy się urodziłeś, a nawet daty urodzenia, ani jak wysoki jesteś i jaki nosisz rozmiar butów. Opowiadasz swoje historie.

Opowieści są tym jak od tysiącleci najstarsze ludzkie organizacje na świecie - główne religie - przekazywały z pokolenia na pokolenie, w różnych kulturach i językach, ich najgłębsze prawdy, spostrzeżenia, przekonania i wartości. Jeśli chcesz zmienić świat - opowiedz dobrą opowieść - w istocie, dobry zbiór opowiadań.

Wyzwanie dla Klubu Rzymskiego
Wraz z tym jak Klub Rzymski patrzy 40 lat wprzód [do roku 2050], ekscytującym wyzwaniem jest podążać inną drogą. Zamiast kłaść nacisk na przede wszystkim same dane, Klub Rzymski patrzy jak takie dane i informacje potrzebują szerszego kontekstu. Tym kontekstem jest to, co jest często określane jako wartości, a nawet etyka. Wartości są podstawą, przez którą dane i informacje są oceniane, świadomie lub częściej podświadomie. Sposób w jaki takie wartości się pojawiają wynika z opowieści i z etosu, który tworzy kultura. Etyka jest tylko niewielką tego częścią, ponieważ etyka dotyka tego co można zrobić. Etos dotyczy tego, co chcesz robić, ponieważ wartości twojej kultury są wokół ciebie, i są częścią ciebie. Etyka może tak szybko zamienić się w sprawiedliwość jak i potępienie. Wiele świeckich ludzi pragnie by religia była tym samym co etyka, ale nią nie jest. W rzeczywistości dobra religia często obala konwencjonalną etykę, ponieważ takie etyki są dyktatorskie, a nie żywo reagujące."
Jak tworzyć etos
Aby tworzyć etos musimy opowiadać historie. Pracujmy z pisarzami, poetami, muzykami i aktorami. Użyjmy świata wyobraźni i wiary i miejmy zaufanie do odkrywania wspaniałych opowieści o religiach świata, które inspirowały i zmieniały życie od wieków.

Co może to oznaczać? Wierzę, że to może być jedno z najważniejszych pytań na jakie, Klub Rzymski może teraz szukać odpowiedzi. Niech mi będzie dane najpierw wyjaśnić pojęcia. Historia jest tylko historią. Narracja jest serią historii, które razem tworzą coś potężniejszego niż dobra historia. Biorąc Biblię hebrajską (Stary Testament używając terminologii chrześcijańskiej) jako przykład, opowieść o Noem i potopie lub Exodus to przykłady opowieści. Narracją Biblii hebrajskiej jest to, że Bóg troszczy się o swoich ludzi, że jest twórcą wszystkich, zna ich po imieniu i kocha ich. To grzech zakłóca naturalny porządek i ma swoje konsekwencje, ale także, że odkupienie i zbawienie są prawdziwe i że narody mogą być zmieniane, jak również jednostki, na lepsze.

Szersza narracja
Obecnie mamy wiele historii. Historia zmian klimatu; historia wymierania tygrysów; historia odzyskiwania populacji wielorybów; historia alternatywnych technologii energetycznych. To czego nam brakuje to nadrzędna, szersza narracja, która wykonuje następujące rzeczy:
• Przede wszystkim stawia nas jako gatunek w szerszym kontekście, którym jest prawdopodobnie wszechświat, ale musi skupiać się na tej planecie i naszym miejscu na i wewnątrz niej.
• Po drugie daje nam poczucie bycia częścią natury, a nie bycia poza naturą co obecne, opisane powyżej, dominujące ideologie i narracje robią.
• Po trzecie, ma sens względem ludzkich dążeń do przezwyciężenia ubóstwa, chorób, niesprawiedliwości i przemocy, ale robi to w szerszej narracji przedstawionej w dwóch kwestiach powyżej.
• Po czwarte, daje każdej społeczności i każdej jednostce poczucie celu, miejsca i znaczenia w większej, uniwersalnej narracji. To jest to, co określa się zwykle w religijnych narracjach jako zbawienie, wyzwolenie, oświecenie lub odkupienie.
• Po piąte, dostarcza modeli radzenia sobie z porażką, klęską, rozczarowaniem, cierpieniem, bólem a nawet śmiercią.
• Po szóste, daje nam wiedzę o tym, że jedyną stałą jest zmiana. Najstarszą książką jeszcze w codziennym użytku dzisiaj, jak to było ponad trzy tysiące lat temu, jest chińska książka nazywana I Ching. Co oznacza 
“Klasyka zmian”. Zmiana jest rzeczywistością tego świata i naszego istnienia, a jednak tak wiele ze współczesnego życia próbuje albo zatrzymać zmiany albo im zaprzeczyć.
• Wreszcie, narracja musi zabrać nas z powrotem ku szerszemu obrazowi. W sensie, że przyszłość, trudna, kłopotliwa, a nawet niebezpieczna, jest nadal jedynym potencjałem dla zrozumienia, nie tylko dla nas, ale dla wszelkiego życia.

Wnikliwe wartości
W kontekście takiej, szerszej narracji, wypełnionej szerokim wyborem historii, które każdy z nas przyniesie jako jednostka, wspólnota, ruchy, Kluby Rzymskie, organizacje pozarządowe itp zaczniemy dostrzegać wartości, które naprawdę mogą nami kierować i inspirować nas. Wartości, które pojawiły się, ponieważ mają narracyjny sens, a nie są jedynie listą zakupów cnót, które są czasem tak przedstawione.

Ta większa narracja zostanie również uzasadniona przez wartości, które obecnie nadal leżą u podstaw większości kultur, ale które są w niebezpieczeństwie erozji. Wartości takie jak świętość ludzkiego życia, potrzeba prawdy, osobistej uczciwości i szczerości, sprawiedliwości dla uciśnionych i zarówno potrzeba praw, ale również i obowiązków. Wartości te na ogół wyewoluowały ze starożytnych kultur gdzie idea, iż istota ludzka była bezpośrednim zagrożeniem dla samej natury była niewyobrażalna. Dlatego potrzebujemy szerszej narracji, aby pomóc nam odkryć, wyartykułować i ucieleśnić nowe wartości odnoszące się do reszty przyrody i naszego miejsca w niej, teraz gdy staliśmy się zagrożeniem.


Obecnie praktycznie cały nasz język dotyczący rozwoju, technologii i środowiska jest obcy, jak język władców kosmosu. To sprawia, że ewolucja nowych wartości w odniesieniu do reszty natury jest trudna, ponieważ po prostu brak nam języka, aby to zrobić. To dlatego autorzy opowiadań są tak ważną częścią tego jak kultury wzrastają i zmieniają się - czy to artyści czy religijni autorzy - i często obydwoje są tym samym. Mogą eksperymentować, próbować nowych pomysłów, używać języka wykraczającego poza konwencję. Mogą być odważni i mogą angażować nas swoją odwagą.

Dlatego wyzwaniem jest pomoc w tworzeniu nowych historii, które razem mogą kształtować nową narrację, z której mogą powstać nowe wartości, zachowując to co najlepsze ze starych. Nie stanie się to w ciągu nocy. Nie stanie to z powodu jakiejś kampanii. Stanie się to wtedy, gdy będziemy czerpać z bogactwa ludzkiego doświadczenia, psychologii, wiary, dramatu, muzyki i sztuki, aby opowiadać o nowym sposobie patrzenia na siebie i nasz świat. To jest wyzwanie na następnych czterdzieści lat, i aby tego dokonać dane przyniosą nadzwyczajną, wiedzę i kryteria. Proponuję w związku z tym, by program wartości na czterdziestolecie Klubu Rzymskiego był zaproszeniem dla autorów opowiadań na całym świecie by do nas dołączyli. Nie przedstawiamy im tylko pustej strony i prosimy ich, aby ją zapisali, ale by podjęli siedem punktów przedstawionych powyżej jako wytyczne, zapraszając do zbadania ich samodzielnie, a następnie wspólnie i w końcu z szerszym świecie naukowców Klubu Rzymskiego, technologów i innych ekspertów.

W takiej przygodzie rola mediów jako największego nośnika opowiadań w naszych czasach będzie niezmiernie ważna i myślę, że BBC na przykład byłoby bardzo zainteresowane byciem częścią tego eksperymentu. To jest bardzo nowy kierunek dla Klubu Rzymskiego, ale wierzę, że może się okazać jednym z najbardziej znaczących jakie może podjąć. I znajdzie wielu sojuszników, którzy będą chodzić, mówić, żartować, płakać, śmiać się i wspólnie knuć, by opowiedzieć naszą drogę ku przyszłości. Razem te światy narracji, wartości, przekonań, nadziei i wiedzy, mogą po prostu pozwolić nam by dosłownie wyobrazić sobie nasze wyjście z kryzysu.”


Czytając artykuł Palmera mamy więc przed sobą plan działania do roku 2050, powolnej, niemalże nienamacalnej konwersji chrześcijaństwa w nową religię w której nadrzędnym stworzeniem ma być szeroko pojęte środowisko, któremu służy, i podporządkowany jest człowiek- kult stworzenia jak niektórzy to określają. Ta zielona religia, która zrzuca z piedestału człowieka czcić będzie ziemię jako najwyższe dobro, realizując dziesięć przykazań zapisanych w 1991 roku w Karcie Ziemi. 



Choć wydawało się to niezbyt prawdopodobne 20 lat temu, to należy dziś stwierdzić, iż ruch ekologiczny emanujący ze spotkania w Rio de Janeiro w 1991 roku i raportów Klubu Rzymskiego miał od początku ambicję stania się zieloną religią. Wtedy dziwiły stwierdzenia Gorbaczowa, iż tworzy dziesięć nowych przykazań na kolejne stulecia. Dziwiły również tak groteskowe zdarzenia jak złożenie Karty Ziemi do arki nadziei i obwożenie jej po świecie jako relikwii. Czy powinno to nadal dziwić?


Obecnie więc marsz w kierunku globalizacji religii oraz unifikacji jej w jeden, zielony system wyznaniowy, pogłębiany i napędzany przez globalny kryzys gospodarczy, nabiera jasnych zarysów. Ruchy z początku XX wieku wypływające z religii Masonerii takie jak Teozofia czy New Age, postulujące połączenie wszystkich religii i powrót do systemów wierzeń sprzed czasów dominacji religii monoteistycznych wyznaczyły drogę, która obecnie przenika struktury religijne świata zachodu.


Pomału tworzony jest nadrzędny ekologiczny mit, nowe credo stojące w sprzeczności z obecnym. Jeśli pozostanie niezauważone, przeniknie Chrześcijaństwo i inne religie i zdominuje je podporządkowując sobie człowieka. Jeśli zostanie w porę zauważone i zatrzymane to uratuje cywilizację przed globalną katastrofą depopulacji, realizowaną w imię ratowania świata.


Link do cytowanych artykułów: LINKLINK

wtorek, 1 października 2013

Kryzys w Fukushimie wymaga natychmiastowej, światowej interwencji.
Harvey Wasserman, commondreams.org
USA
2013-10-01
Nauka i technologia
W związku z uszkodzeniem czwartego bloku elektrowni, za dwa miesiące, może dojść do katastrofy na skale globalną. Firma Tepco (Tokyo Electric) - właściciel elektrowni, mówi, że w ciągu najbliższych 60 dni zmuszona będzie zacząć usuwanie ponad 1300 pokładów zużytego paliwa atomowego (1300 spent fuel rods) z uszkodzonego zbiornika. Położenie tego zbiornika grozi jego zawaleniem przy najbliższym trzęsieniu ziemi lub nawet samoistnie, w każdym momencie. Wówczas 400 ton paliwa atomowego ma potencjał spowodować skażenie radioaktywne 15 000 razy większe od tego, które miało miejsce podczas wybuchu bomby atomowej w Hiroshimie. Jedno jest pewne - Tepco ze strony specjalistów: inżynierów i naukowców - nie posługuje się ŻADNYMI, wiarygodnymi źródłami wiedzy ani informacji. Nie posiada ich także rząd Japoński. Sytuacja wymaga wspólnej światowej interwencji specjalistów o najwyższych kompetencjach i wiedzy.

Dlaczego jest ona tak poważna? Tysiące ton ciężko skażonej wody ze zbiorników już wlały się do Pacyfiku. Skażony tuńczyk właśnie został zlokalizowany u wybrzeży Kalifornii, USA. Ale najgorsze może dopiero nadejść. Tepco musi już teraz nieustannie schładzać wodą trzy stopione rdzenie reaktorów. Wydobywająca się para wodna wskazuje, że rozszczepianie atomów wciąż trwa, ale nikt nie wie gdzie dokładnie znajdują się te rdzenie. Część zużytej wody znajduję się w tysiącach olbrzymich kontenerów zmontowanych "na prędce" tuż po wybuchu, nie są one bezpieczne, większość już przecieka. Woda podmywająca teren, zagraża dalszym uszkodzeniom nadwątlonych już pozostałości konstrukcji Fukushimy, w tym zagraża też konstrukcji która utrzymuje zużyte paliwo w bloku czwartym.

Ponad 6,000 rdzeni paliwowych znajduje się obecnie w głównym zbiorniku, 50 metrów od bloku czwartego. Większość zawiera pluton. Zbiornik nie ma zabezpieczeń na wypadek: zawalenia się budynków wokół, zatrzymania chłodzenia, następnego trzęsienia ziemi czy tsunami. Według eksperta Roberta Alvareza dawka śmiertelnego pierwiastka cez przekracza 85 razy dawkę jaka wydobyła się z reaktora w Czarnobylu. Punkty podwyższonego promieniowania radioaktywnego rejestrowane są na terenie całej Japonii. U dzieci już występują problemy z tarczycą. Jedynym rozwiązaniem problemu jest natychmiastowe bezpieczne usunięcie ładunku zużytego paliwa atomowego z bloku czwartego.

[...] Zużyte rdzenie paliwowe muszą być trzymane stale pod wodą. Stop cyrkonu i kladu (clad in zirconium alloy) zapalają się natychmiast w kontakcie z powietrzem, paląc się wyjątkowo silnym i gorącym płomieniem. Taki wybuch może zmusić całą załogę do ewakuacji i pozostawienia urządzeń.



Każdy pręt paliwowy emituje radiacje wystarczającą by zabić człowieka stojącego w pobliżu w przeciągu minut. Według inżyniera Arnie Gundersena specjalisty zajmującego się prętami paliwowymi, pręty w bloku czwartym są tak uszkodzone: skruszałe i powyginane - że są one w stanie rozpadu. Kamery na miejscu ukazują groźną ilość resztek w zbiorniku paliwa, który sam jest uszkodzony. Rokowania aby zbiornik opróżnić w bezpieczny sposób są bardzo słabe, zarazem musi to być przeprowadzone w sytuacji stu procentowego bezpieczeństwa. Jeśli ta próba się nie uda, pręty z paliwem mogą sie zapalić powodując przedostanie się ogromnej ilości radioaktywności do atmosfery. Roztrzaskanie/zawalenie zbiornika grozi wybuchem i emisją radioaktywną grożącą nam wszystkim.



Śmiercionośne skażenie planety może trwać wieki. To już nie są żarty - to kwestia przetrwania ludzkości na Planecie. Mamy dwa miesiące czasu na działanie i interwencje. Petycja o zebranie światowej społeczności specjalistów wysłana została do prezydenta Baracka Obamy. Grozi nam nadchodząca GLOBALNA katastrofa.

Tłumaczenie: Magda Czarnocka


Link do oryginalnego artykułu: LINK