sobota, 19 października 2013

Propaganda. Jak to działa? #4
PrisonPlanet.pl
Polska
2013-10-19
Nauka i technologia
Kontynuacja artykułu: Propaganda. Jak to działa? #3

Propaganda wzrasta na zgliszczach realnych relacji społecznych tworzonych przez tysiąclecia. Małe miejscowości, wioski, rodziny mają swój model interakcji, podobnie grupy społeczne, zawodowe, mają swoje standardy i język wypracowany przez wiele pokoleń. Istnieją niepisane prawa, istnieją tematy tabu, istnieją nienaruszalne od setek lat definicje. Wszystko to musi być zniszczone, wszystkie te grupy odniesienia, wiedza, kultura a nawet język muszą być zdegradowane i wystandaryzowane aby mogła swobodnie działać propaganda. 

Warunki istnienia propagandy.
88. "Dlaczego i w jaki sposób propaganda istnieje? Zauważyliśmy już, że propaganda nie była taka sama w przeszłości, jak jest dzisiaj, że jej charakter się zmienił. Powiedzieliśmy też, że nie można po prostu robić jakiejkolwiek propagandy gdziekolwiek, w dowolnym czasie, lub w jakikolwiek sposób. Bez pewnego środowiska społecznego propaganda nie może istnieć. Tylko w pewnych warunkach zjawisko propagandy może pojawić się i wzrastać. Najbardziej oczywiste z nich to przypadkowe lub czysto historyczne warunki. Poza tym oczywiste jest, na przykład, że pojawienie się propagandy połączone jest z szeregiem odkryć naukowych."

89. "Nowoczesna propaganda nie może istnieć bez mass mediów, i wynalazków które stworzyły prasę, radio, telewizję i film, lub tych, które stworzyły środki nowoczesnego transportu które pozwoliły tłumom różnych osób zbierać się łatwo i często. Współczesne spotkania propagandowe kompletnie nie przypominają wcześniejszych, posiedzeń Ateńczyków w Agorze lub Rzymian w Forum. Mamy też badania naukowe we wszystkich innych dziedzinach- na przykład socjologii i psychologii. Bez: odkryć dokonanych w ciągu ostatniego półwiecza przez naukowców, którzy "nigdy jej nie chcieli" nie byłoby propagandy. Wnioski z psychologii społecznej, psychologii głębi, behawioryzmu, socjologii grup, socjologii opinii publicznej są fundamentami pracy propagandzisty."

94. "Osoba wyprodukowana przez społeczeństwo masowe jest bardziej dostępna, bardziej łatwowierna, bardziej podatna na sugestię, bardziej pobudliwa. W takich warunkach propaganda może rozwijać się najlepiej. Ponieważ społeczeństwo masowe istniało w Europie Zachodniej pod koniec XIX wieku i pierwszej połowie XX, propaganda stała się możliwa i konieczna."

94. "Tak więc masy we współczesnym społeczeństwie sprawiły, iż propaganda stała się możliwą, w rzeczywistości propaganda może działać tylko wtedy, gdy ludzka psychologia poddana jest wpływowi tłumu lub masy, do której przynależy. Poza tym, jak już wspomniano, środki rozpowszechniania propagandy zależą od istnienia mas. W Stanach Zjednoczonych środki te nazywane są środkami masowego komunikowania nie bez powodu: bez masy która otrzymuje propagandę i rozpowszechnia jej dalej, propaganda nie jest możliwa."

95. "Tak więc, aby propaganda była skuteczna psychologicznie i socjologicznie, wymagane jest połączenie zjawisk demograficznych."

96. "Mimo, że nie będziemy poruszali spraw indywidualnej psychologii, musimy pamiętać, o doskonałych słowach Stoetzela, że warunki życia w społeczeństwach masowych mają tendencję do mnożenia indywidualnych frustracji. Wytwarzają one abstrakcyjne, fragmentaryczne relacje między ludźmi... całkowicie pozbawione intymności... Można zauważyć, jak (rozwija się poczucie niepewności i lęku; prześledzić sprzeczności naszego środowiska; konfliktów między społecznie akceptowaną konkurencją i głoszeniem braterskiej miłości, między stałą stymulacją naszych potrzeb przez reklamę i naszych ograniczonych środków, między naszymi prawami a okowami rzeczywistości. Propaganda odpowiada psychologicznie na tą sytuację. Fakt, że propaganda odnosi się do jednostki, ale działa na masy, wyjaśnia, na przykład, jedność pomiędzy rodzajami propagandy, które są wyraźnie zróżnicowane, takie jak propaganda opierająca się na prestiżu lidera (bohatera, a nawet eksperta) i propaganda opierająca się na prestiżu większości. Oczywiście przy realizowaniu propagandy oba rodzaje mają specyficzne funkcje. Ale ważne jest, aby podkreślić, że te dwa typy nie różnią się bardzo od siebie. Lider lub ekspert, który cieszy się autorytetem i prestiżem wśród masy jest człowiekiem, który najlepiej przemawia w imieniu tej masy. Zwykły człowiek może zobaczyć samego siebie odzwierciedlonego w jego przywódcy. Lider musi być sublimacją "zwykłego człowieka.""

97. "Kiedy osoba podąża za liderem, w rzeczywistości podąża za masą, którą przywódca doskonale reprezentuje."

98. "Propaganda rozwinęła się w społeczeństwach, które nie były ani indywidualistyczne ani masowe: społeczeństwo rosyjskie w 1917 r., dzisiejsze Chiny, Indochiny, świat arabski. Ale chodzi właśnie o to, że te społeczeństwa nie mogły i nie mogą zostać przechwycone, manipulowane i zmobilizowane przez propagandę, z wyjątkiem, gdy ich tradycyjne struktury rozpadają się, a nowe społeczeństwo jest tworzone. Społeczeństwo, które jest zarówno indywidualistyczne jak i masowe. Jeżeli do tego nie dojdzie propaganda pozostanie nieskuteczną. Dlatego też, jeśli nowe społeczeństwo nie ustanowi się spontanicznie, czasem jest tworzone przez autorytarne państwa, które dopiero potem mogą wykorzystać propagandę. [...] W sowieckiej Rosji, propaganda była dokładnie zgodna z niszczeniem starych, organicznych grup i tworzeniem masowego społeczeństwa. Widzimy, iż to samo jest prawdą, w komunistycznych Chinach, które osiągnęły w ciągu trzech lat, przy użyciu przemocy, to co Związkowi Radzieckiemu zajęło dwadzieścia lat a co na zachodzie wypracowano naturalnie przez 150 lat, tj utworzenie określonych socjologicznych warunków w środowisku, w którym propaganda może być w pełni skuteczna."

Opinia
101. "Trzecią cechą opinii publicznej jest to, że opinia ta jest tworzona przez bardzo wielu ludzi, którzy nie mogą przeżywać w ten sam sposób tego samego faktu, którzy oceniają go w odniesieniu do różnych standardów, mówią innym językiem, i nie współdzielą takiej samej kultury ani pozycji społecznej. Normalnie, wszystko ich dzieli. Oni naprawdę nie powinni być zdolni do wytworzenia opinii publicznej, a jednak tworzą. Jest to możliwe tylko wtedy, gdy wszystkie te osoby tak naprawdę nie znają faktów, ale tylko abstrakcyjne symbole, które dają faktom zarys, który może służyć za podstawę opinii publicznej. Opinia publiczna tworzy się wokół postaw i problemów teoretycznych wyraźnie nie związanych ze stanem faktycznym. Symbole najskuteczniejsze w kształtowaniu opinii publicznej są jak najbardziej odległe od rzeczywistości. Dlatego opinia publiczna zawsze opiera się na problemach, które nie opierają się na rzeczywistości."

102. "Propaganda może istnieć tylko w społeczeństwach, w których opinia z drugiej ręki dominuje zdecydowanie nad opinią z pierwszej ręki i ta druga jest ograniczona i zepchnięta do pozycji mniejszości. Następnie, gdy jednostka znajdzie się między dwoma typami sprzecznych poglądów, zazwyczaj zrozumie ogólną, opinię publiczną. Odpowiada to, temu co powiedzieliśmy o społeczeństwie masowym."

Mass media komunikacji
102. "Ostatecznie jeden warunek jest podstawowy dla propagandy. Jak właśnie stwierdziliśmy,  opinia nie może się sama wytworzyć w całym społeczeństwie jeśli nie istnieje masowy przekaz komunikacji. Jedno jest oczywiste: bez mediów nie może istnieć nowoczesna propaganda. Musimy wrócić do podwójnego czynnika niezbędnego by media stały się naprawdę narzędziami propagandy. Takie instrumenty nie istnieją automatycznie lub w jakichkolwiek warunkach; muszą podlegać scentralizowanej kontroli, z jednej strony, i muszą być dobrze zdywersyfikowane w odniesieniu do swoich produktów z drugiej. Jeżeli produkcja filmów, prasy i transmisji radiowej nie jest sterowana centralnie propaganda nie jest możliwa. Tak długo, jak działa wiele niezależnych agencji informacyjnych, producentów kronik i różnorodnych lokalnych gazet, nie jest możliwa świadoma i bezpośrednia propaganda. Nie dlatego, że czytelnik lub widz ma prawdziwą wolność wyboru, którego, jak zobaczymy później nie ma, ale ponieważ żadne z mediów nie ma dość siły, by utrzymać jednostkę stale i we wszystkich kanałach komunikacji. Aby podać tylko jeden przykład lokalne wpływy są wystarczająco silne, aby zneutralizować wielką prasę krajową. Aby organizacja propagandy była możliwa, media muszą być skoncentrowane, liczba agencji informacyjnych zmniejszona, prasę należy sprowadzić pod pojedynczą kontrolę a radiowe i filmowe monopole muszą być ustanowione."

103. "Tylko dzięki koncentracji w kilku rękach wielu mediów można osiągnąć prawdziwą koordynację działań, ciągłość, i wykorzystać naukowe metody wpływania na ludzi. Monopol państwowy lub prywatny jest równie skuteczny. Taka sytuacja jest w trakcie tworzenia, w USA, we Francji, w Niemczech, fakt ten jest dobrze znany. Ilość wydawanych gazet spada natomiast liczba czytelników wzrasta. Koszty produkcji stale się zwiększają i wymagają większej koncentracji kapitału, wszystkie statystyki na to wskazują. Ta koncentracja jedynie przyspiesza, dzięki czemu tworzy się sytuacja coraz bardziej korzystna dla propagandy."

104. "Fakt ten, jest jeszcze bardziej uderzający w odniesieniu do gazet. Czytelnik kupuje gazetę którą lubi, gazetę, w której znajdzie dobrze odzwierciedlone swoje własne pomysły i opinie. To jest jedyna gazeta której chce, można więc powiedzieć, że naprawdę chce być poddany propagandzie. Chce poddać się temu wpływowi i faktycznie korzysta z wyboru kierunku w jakim chciałby otrzymać propagandę. Jeśli przez przypadek znajduje w "swojej" gazecie artykuł który mu się nie podoba lub opinię, która różni się nieco od jego własnej, anuluje swoją subskrypcję. Nie może znieść czegokolwiek co nie mieści się w jego światopoglądzie. Jak dalej zobaczymy jest to dokładnie mentalność osoby poddanej propagandzie."

105. "Kupno telewizora, co jest autonomicznym aktem jednostki, wpycha ją w psychologiczne i behawioralne struktury mas. Kiedy go kupuje, poddaje się zbiorowym motywacjom, a poprzez ten akt otwiera drzwi na propagandę. Tam gdzie ten podwójny proces koncentracji źródeł propagandy i masowego rozpowszechniania do odbiorców nie ma miejsca, nowoczesna propaganda nie może funkcjonować w społeczeństwie."

Obiektywne warunki całkowitej propagandy.

Potrzeba przeciętnego poziomu życia.
105. "Nowoczesna propaganda integracyjna nie może wpływać na osoby, które mieszkają na obrzeżach naszej cywilizacji, lub które mają zbyt niski standard życia. W krajach kapitalistycznych propaganda nie może dotrzeć do bardzo biednych, którzy nie mają radia lub telewizji i rzadko chodzą do kina. Komunistyczne kraje rozwiązały ten problem odbiornikami społecznymi i darmowymi filmami. Tak więc, nawet najbiedniejszego dosięgnie propaganda. Jednak interweniują inne przeszkody. Naprawdę najbiedniejsi, nie mogą być poddani propagandzie integracji, ponieważ bezpośrednie zagrożenia życia codziennego pochłaniają ich wszystkie możliwości i działania i przez to nie można być pewnym, że biedny może być pchnięty ku rebelii, do wybuchu przemocy, może być poddany propagandzie agitacyjnej i pobudzony i podekscytowany do punku w którym dokona kradzieży i morderstwa. Jednak nie może być przeszkolony przez propagandę, kontrolowany, kierowany i usytuowany. [...] Powszechnie wiadomo, że w krajach zachodnich propaganda jest szczególnie skuteczna w górnym segmencie klasy robotniczej i klasy średniej. Ma znacznie większe problemy z proletariatem i chłopstwem."

106. "Badania pokazują, że większość propagandzistów jest rekrutowanych z klasy średniej. Zasięg oddziaływania propagandy jest większy i obejmuje niższą klasę średnią jak również wyższą klasę pracującą. Przez podniesienie poziomu życia ludzi nie uodparniamy ich na propagandę- wręcz przeciwnie. Oczywiście, jeśli wszyscy znaleźli by się na poziomie górnej klasy średniej, dzisiejsza propaganda miała by mniejsze szanse na sukces." [...] "Dlatego dostosowanie stało się jednym z kluczowych słów wszelkich psychologicznych oddziaływań."

Średnia Kultura.
108. "Nie mówimy tu o inteligencji, niektóre prymitywne plemiona są z pewnością inteligentne, ale mają inteligencję zbyt odległą względem naszych koncepcji i zwyczajów. Potrzebna jest podstawa np w postaci edukacji, człowiek, który nie umie czytać umknie większości propagandy, podobnie jak człowiek, który nie jest zainteresowany czytaniem. Ludzie niegdyś uważali, że nauka czytania jest dowodem ludzkiego postępu; nadal świętują spadek analfabetyzmu jako wielkie zwycięstwo; potępiają kraje z dużym odsetkiem analfabetów; uważają, że czytanie jest droga do wolności. [...] Większość ludzi, być może 90 procent, umie czytać, ale nie wykorzystuje ponad to własnej inteligencji. Przypisują autorytetowi i słowu drukowanemu wybitną wartość lub, przeciwnie, odrzucając je w całości. Ponieważ osoby te nie posiadają wystarczającej wiedzy do refleksji i rozeznania, wierzą lub nie wierzą w całości w to co czytają. I wraz z tym jak tacy ludzie,
wybierają najprostszy, a nie najtrudniejszy tekst pisany, są właśnie na poziomie, na którym drukowane słowo może ich usidlić i przekonać, bez sprzeciwu. Są doskonale przystosowani do propagandy."


109. "Najbardziej oczywistym wynikiem edukacji podstawowej w XIX i XX wieku było stworzenie jednostki podatnej na super-propagandę. Nie ma szans na podniesienie poziomu intelektualnego zachodnich społeczeństw wystarczająco i na tyle szybko, aby zrekompensować postęp propagandy. Techniki propagandowe posunęły się do przodu o wiele szybciej niż zdolność rozumowania przeciętnego człowieka. Aby wypełnić tę lukę i intelektualnie ukształtować człowieka, poza ramami propagandy jest prawie niemożliwe. Faktycznie, to co się dzieje, i to, co widzimy wokół nas jest twierdzeniem, iż propaganda jest sama w sobie naszą kulturą i powinniśmy się jej uczyć. Tylko w, i przez propagandę masy mają dostęp do ekonomii politycznej, polityki, sztuki czy literatury. Szkolnictwo podstawowe pozwala wejść w sferę propagandy, w której następnie ludzie otrzymują ich intelektualne i kulturalne środowisko. Do niewychowanego człowieka propaganda nie może dotrzeć. Doświadczenia i badania wykonane przez Niemców w latach 1933 i 1938 wykazały, że w odległych obszarach, gdzie ludzie nie wiedzieli, jak czytać, propaganda nie miała na nich wpływu. To samo jest prawdą w odniesieniu do ogromnego wysiłku w świecie komunistycznym, aby uczyć ludzi, jak czytać."

110. "W Chinach Mao uprościł plan w jego walce z analfabetyzmem, a w niektórych miejscach w Chinach stworzono nowy alfabet. Nie miało by to większego znaczenia, gdyby nie fakt, że teksty używane do nauczania dorosłych, które były jedynymi tekstami do których mieli dostęp, były wyłącznie tekstami propagandowymi; były politycznymi traktatami, wierszami ku chwale reżimu komunistycznego, lub cytatami z klasycznego marksizmu. [...] Prestiż intelektualistów "naznaczonych palcem Bożym"- pozwolił na objawienie politycznych twierdzeń jako prawdy, a prestiż słowa drukowanego, który jednostka nauczyła się rozszyfrować potwierdził wagę słów nauczycieli. Te fakty nie pozostawiają wątpliwości, że rozwój szkolnictwa podstawowego jest fundamentalnym warunkiem dla organizacji propagandy, choć taki wniosek może być sprzeczny z wieloma przesądami, najlepiej wyrażonymi ostrymi acz całkowicie nieprawdziwymi słowami Paula Riveta "osoba, która nie może odczytać gazety nie jest wolna.""

111. "Im więcej istnieje stereotypów w kulturze, tym łatwiej wytworzyć opinię publiczną. Im bardziej osoba partycypuje w kulturze, tym bardziej staje się podatna na manipulację symbolami. [...] Oczywiście, wykształcony człowiek nie wierzy w propagandę, wzrusza ramionami i jest przekonany, że propaganda nie ma na niego wpływu. Jest to w rzeczywistości jedna z jego wielkich słabości z której dobrze zdają sobie sprawę propagandziści, a mianowicie, że w celu dotarcia do kogoś, trzeba najpierw przekonać go, że propaganda jest nieskuteczna i niezbyt mądra. Ponieważ osoby te są przekonane o własnej wyższości intelektualnej, są znacznie bardziej, niż ktokolwiek inny, narażeni na tego typu manewr. Mimo w zasadzie wysokiej inteligencji, wysokiej kultury, stałego wykorzystywania krytycznych umiejętności, pełna i obiektywna informacja jest wciąż najlepszą bronią przeciwko propagandzie."
112. "Im bardziej nieszczęśliwa i niedoinformowana jest osoba, tym łatwiej będzie zaangażowana do rebelii. Ale by wyjść poza to, aby wykonać na niej bardziej dogłębną pracę propagandową, trzeba ją wyedukować. To koresponduje z potrzebą "edukacji politycznej". I odwrotnie, osoba z klasy średniej, wysokiej kultury ogólnej, będzie mniej podatna na propagandę agitacyjną, ale będzie idealną ofiarą propagandy integracyjnej."
Informacja
112. "W rzeczywistości, dokładne rozróżnienie pomiędzy propagandą a informacją jest niemożliwe. Poza tym, informacja jest istotnym elementem propagandy. Propaganda, aby osiągnąć sukces, musi mieć odniesienie do rzeczywistości politycznej lub ekonomicznej. Doktrynalny lub historyczny argument jest jedynie incydentalnie skuteczny w propagandzie; ma moc tylko w związku z interpretacją wydarzeń. Ma wpływ tylko wtedy, gdy opinia jest już pobudzona, niespokojna lub skierowana w określonym kierunku przez apolityczne lub ekonomiczne wydarzenie. Przyłącza się do już istniejącej rzeczywistości psychologicznej. Takie reakcje psychologiczne są zwykle krótkotrwałe, i muszą być systematycznie podtrzymywane i odnawiane, do tego stopnia, że jeśli zostaną przedłużone i odnawiane, będą tworzyć "rzetelną opinię". Ta rzetelna opinia jest niezbędna dla propagandy. Jeżeli nie mamy rzetelnej opinii w zakresie spraw politycznych i ekonomicznych, propaganda nie może zaistnieć. Z tego powodu, w większości starych krajów, propaganda była zlokalizowana i ograniczała się do tych grup, które miały bezpośredni kontakt z życiem politycznym; nie była przeznaczona dla obojętnych na takie pytania mas- obojętnych, ponieważ były niedoinformowane. Masy nie mogą być zainteresowane sprawami politycznymi i gospodarczymi lub wielkimi debatami ideologicznymi opartymi na nich, do puki mass media nie rozpowszechnią informacji do publicznej wiadomości. Wiemy, że najtrudniej jest dotrzeć do chłopów, ze względu na różne, już wskazane przyczyny, ale kolejnym istotnym powodem jest to, że są oni niedoinformowani. Badania środowisk wiejskich wykazały, że propaganda zaczyna "działać" wśród chłopów w momencie, gdy ogłaszano wśród nich informacje, gdy fakty stają się znane a uwaga na pewne pytania jest rozbudzona."
113. "Propaganda nic nie znaczy bez wstępnych informacji, dlatego propaganda względem grup politycznych ignorantów może być realizowana tylko wtedy, jeśli zostanie poprzedzona szeroką, głęboką i poważną pracą propagowania informacji. Im szersza i bardziej obiektywna informacja, tym bardziej skuteczna będzie następująca po niej propaganda. Propaganda nie opiera się na błędach, ale na dokładnych faktach. Wydaje się nawet, że im bardziej poinformowana jest publiczna lub prywatna opinia  (uwaga mówię "bardziej", a nie "lepiej"), tym jest bardziej podatna na propagandę. Im większa jest osobista wiedza na temat faktów politycznych i ekonomicznych, tym bardziej wrażliwy i podatny jest na nie osąd. Do intelektualistów najłatwiej jest dotrzeć przez propagandę, szczególnie jeśli zawiera niejasności. Czytelnik kilku gazet wyrażający różnorodne postawy, tylko przez fakt, że jest lepiej poinformowany, jest bardziej podatny niż ktokolwiek inny na propagandę, której nie może dostrzec, choć twierdzi, że zachowuje swobodę wyboru w rozważaniu wszystkich informacji. Właściwie to został on uwarunkowany, aby wchłonął całą propagandę, która koordynuje i wyjaśnia fakty, które uważa, iż samodzielnie rozważa. (To dlatego w ZSRR nie ma rozróżnienia pomiędzy zadaniami informacji i propagandy. Agitator jest przede wszystkim propagatorem informacji;. Radio i prasa są przede wszystkim mediami propagandy. Pan Palgounov, dyrektor. agencji Tass, powiedział w 1956 roku: "Informacje powinny mieć charakter dydaktyczny i wychowawczy," Nie mówiąc już o tym, że informacja jest czystym i doskonałym medium propagandy; suche informacje bez komentarzy mogą doprowadzić do akceptacji całej linii propagandowej)."
114. "Tak więc informacje nie tylko stanowią podstawę dla propagandy, ale dają propagandzie środki dla jej działania; informacje faktycznie generują problemy, które eksploatuje propaganda i dla których udaje się podsuwać rozwiązania. W rzeczywistości, propaganda nie "może działać aż do momentu, gdy w oczach tych, którzy tworzą opinię publiczną zbiór faktów stał się problemem. Od tej chwili takie problemy zaczynają być konfrontowane z opinią publiczną, propaganda ze strony rządu, partii, czy jednostki może zacząć się w pełni rozwijać, powiększając ten problem, z jednej strony i obiecując rozwiązanie z drugiej. [...] [...] Tak więc propaganda staje się możliwą tylko wtedy, gdy ludzie rozwiną świadomość ogólnych problemów i szczegółowych na nie odpowiedzi."
W odniesieniu do powyżej zaznaczonej problematyki należy wspomnieć o najbardziej w dzisiejszych czasach rozpowszechnionej metodzie wprowadzania masowych zmian społecznych w propagandzie politycznej i reklamie tj Hegeliańskiej dialektyce. Polega ona na przedstawieniu problemu, pozyskaniu na niego reakcji, i zaoferowaniu rozwiązania (Problem-Reakcja-Rozwiązanie). Propagandzista stawia przed ludźmi problem (Tezę), ludzie kontr reagują (anty-Teza), propagandzista oferuje rozwiązanie problemu (Synteza). W ten sposób m.in “sprzedaje się” działania społeczne, polityczne i reklamuje produkty.

115. "Pracownik, który nie wie nic na temat cen i wynagrodzeń, z wyjątkiem własnego doświadczenia (lub doświadczeń współpracowników) może w przypadku silnego niezadowolenia doświadczyć uczucia buntu, i być może ostatecznie zbuntować się przeciwko bezpośrednim przełożonym. Jest dobrze znanym, iż taki bunt prowadzi donikąd, to było wielkie odkrycie XIX wieku. Jednak informacje te uczą pracownika, który współdzieli swój los z milionami innych, że między nimi może istnieć wspólnota interesów i działania. Informacja pozwala mu również umieścić swoją sytuację w ogólnej sytuacji gospodarczej i zrozumieć ogólną sytuację zarządu. Wreszcie informacja uczy go jak oceniać jego osobistą sytuację. To jest to, co doprowadziło do świadomości klasowej pracowników XIX wieku, proces, który -jak socjaliści słusznie utrzymują- był wypełniony bardziej informacjami, niż propagandą. W tym samym momencie (gdy informacja jest absorbowana) duch buntu zamienia się w ducha rewolucji. W wyniku informacji, ludzie mogą poczuć, że ich osobiste problemy zawierają się w godności ogólnego problemu społecznego. [...] Tak więc informacje przygotowują grunt dla propagandy. Do tego stopnia, że duża liczba osób, które otrzymały tę samą informację będą miały podobne reakcje. W rezultacie tworzą się identyczne "centra zainteresowania", a następnie stawiane są wielkie pytania naszych czasów upublicznione przez prasę i radio. W ten sposób zostają utworzone opinie grup, które nawiązują między sobą kontakty, co jest jednym z podstawowych procesów kształtowania opinii publicznej."

116. "Oczywiście, istnieją odmienne osoby, które nie podzielają tych samych odpowiedzi względem tych samych informacji, ponieważ posiadają już inne uprzedzenia, ponieważ są "silnymi osobowościami" lub po prostu ze względu na stałą przekorę. Jednak ich liczba jest znacznie mniejsza, niż się powszechnie sądzi. Są oni nieistotni, a polaryzacja uwagi względem niektórych pytań, i niektórych aspektów tych pytań wyróżnionych przez informacje, szybko tworzy to, co zostało nazwane psychologią mas, co jest jednym z niezbędnych warunków istnienia propagandy."

ldeologie
116. "Ideologia różni się od mitu w trzech ważnych aspektach: po pierwsze, mit jest wbudowany znacznie głębiej w duszę, zakorzenił się znacznie głębiej, jest bardziej trwały i dostarcza człowiekowi podstawowy obraz jego osobistego stanu i świata w ogóle."

117. "W ten sposób można wyróżnić podstawowe mity w naszym społeczeństwie:
mit pracy, progresu, szczęścia; podstawowymi ideologiami są nacjonalizm, demokracja, socjalizm. Komunizm korzysta z tych samych elementów. To ideologia, jest jego podstawową doktryna i mitem, posiadającym odpowiedzi na wszystkie pytania i obraz przyszłego świata, w którym wszystkie sprzeczności zostaną rozwiązane.


Mity istnieją we wszystkich społeczeństwach, ale nie zawsze istniały ideologie. Wiek XIX był świetną wylęgarnią ideologii a propaganda potrzebowała rozwinąć ideologiczne otoczenie by się rozwinąć. Ideologia w służbie propagandy jest bardzo elastyczna i płynna. Propagandy na rzecz rewolucji francuskiej, czy życia w Stanach Zjednoczonych w latach dwudziestych lub życia w latach czterdziestych w rosji mogą być prześledzone wstecz do ideologii demokracji. Te trzy całkowicie odmienne typy i koncepcje propagandy odnoszą się do tej samej ideologii. Nie należy myśleć, iż ideologia określa daną propagandę tylko dlatego, że dostarcza tematów i treści. Ideologia służy propagandzie jako klamra, pretekst. Propaganda przechwytuje to, co rodzi się spontanicznie i daje mu nową formę, strukturę, efektywny tor, i może w końcu przekształcić ideologię do mit."

ROZDZIAŁ III
Konieczność PROPAGANDY

119. "Wiemy, że czynnik psychologiczny, który obejmuje okrążenie, integrację w grupie i udział w działaniu, w odniesieniu do osobistego przekonania, jest decydujący. (Już w 1928 r. Edward Bernays stwierdził: "Propaganda jest nowoczesnym instrumentem, dzięki któremu... inteligentni ludzie mogą walczyć dla produktywnych celów i pomóc w zaprowadzeniu porządku z chaosu.")"

121. "I nalegamy, by te pomysły były również rozwijane: Propaganda, aby osiągnęła sukces, musi odpowiadać na potrzebę propagandy osób indywidualnych. Można doprowadzić konia do wodopoju, ale nie można zmusić go do picia, nie można poprzez propagandę dotrzeć do tych, którzy nie potrzebują tego co ona oferuje. Osoba poddana propagandzie wcale nie jest tylko niewinną ofiarą. Prowokuje psychologiczne działania propagandy, nie tylko poddając się jej ale nawet czerpiąc z niej satysfakcję. Bez tej wcześniejszej, dorozumianej zgody, bez tej potrzeby propagandy doświadczanej przez praktycznie każdego obywatela technologicznego wieku, propaganda nie może się rozprzestrzeniać. [...] Stoimy więc twarzą w twarz z podwójną potrzebą: potrzebą propagandy ze strony reżimów, i potrzebą propagandy osoby poddawanej propagandzie. Te dwa warunki spełniane są i uzupełniają się wzajemnie w rozwoju propagandy."

1. Potrzeby państwa.
Dylemat współczesnego państwa.

123. "W dawnych czasach, wojna wpływa na małą liczbę żołnierzy i znikomy obszar terytorium. Dzisiaj każdy jest żołnierzem, a cała ludność i całe terytorium kraju są zaangażowane. Dlatego każdy chce mieć swój głos na temat wojny i pokoju. Podobnie podatki wzrosły co najmniej dziesięciokrotnie, od XVII wieku, i ci, którzy je płacą, naturalnie chcą mieć pewną kontrolę nad ich wykorzystaniem. (Demokracja opiera się na przekonaniu, że obywatel może wybrać odpowiedniego człowieka i właściwą politykę. Ponieważ nie jest to do końca prawdą, masy poddawane są propagandzie aby współuczestniczyły. W takich warunkach, jak masy mogą nie być przekonane, że są głęboko zaniepokojone?)"

124. "Wiemy też, że opinia publiczna jest bardzo niestabilna, waha się, jest nieunormowana. Co więcej, ta opinia jest irracjonalna i rozwija się w sposób nieprzewidywalny. W żaden sposób nie składa się w większości z racjonalnych decyzji w obliczu problemów politycznych, jak by to opisała prosta wizja. Większość głosów nie jest wcale prawdziwą opinią publiczną. Zasadniczo jej irracjonalny charakter znacznie zmniejsza zdolność rządzenia w demokracji. Demokracja opiera się na koncepcji, że człowiek jest racjonalny i zdolny widzieć klarownie, co jest w jego własnym interesie, ale badania opinii publicznej wskazują, że jest to wysoce wątpliwe twierdzenie. Przedstawicielem opinii publicznej jest generalnie człowiek masowy, co psychologicznie rzecz biorąc, czyni go zupełnie niedopasowanym do prawidłowego sprawowania swojego obywatelskiego prawa. To prowadzi nas do następnej uwagi: z jednej strony, rząd nie może działać poza naciskiem mas i opinii publicznej, z drugiej strony, opinia publiczna nie wyraża się w demokratycznej formie rządów. Aby być pewnym rząd musi znać i stale badać opinię publiczną. Nowoczesne państwo musi nieustannie wywierać nacisk i badać i sondować opinię publiczną na wiele różnych sposobów. Ale podstawowe pytanie brzmi: Czy Państwo wtedy przestrzega i wyraża i podąża za tą opinią? Nasza jednoznaczna odpowiedź jest taka, że nawet w państwie demokratycznym tak nie jest. Taki głęboki ukłon państwa w kierunku opinii publicznej jest niemożliwy, po pierwsze, ze względu na szczególny charakter opinii publicznej, a po drugie, ze względu na charakter współczesnych działań politycznych."

126. "Ergo: nawet w demokracji, rząd, który jest uczciwy, poważny, życzliwy i szanuje wyborców nie może podążać za opinią publiczną. Nie może też przed nią uciec. Masy są zainteresowane polityką. Rząd nie może działać bez nich. Więc co może zrobić? Tylko jedno rozwiązanie jest możliwe: jeśli rząd nie może podążać za opinią publiczną, opinia musi podążać za rządem. [...] Demokratyczne państwo, właśnie dlatego, że wierzy w wyrażanie opinii publicznej i nie blokuje jej, musi kanalizować i kształtować tę opinię, jeśli chce być realistycznym i nie podążać za ideologicznym snem."

127. "Gigantyczne korporacje i grupy nacisku, forsując własne interesy, uciekają się coraz bardziej do psychologicznych manipulacji. [...] Ale to nie wszystko: w demokracji, obywatele muszą być powiązani z decyzjami rządu. To jest wielka rola jaką musi odegrać propaganda. Musi dać ludziom poczucie- pragnienia, i spełnienia- by chcieli tego, co robi rząd, aby byli odpowiedzialni za jego działania, by byli zaangażowani w ich obronę i ich powodzenie, by byli “z nim"."

Obecnie państwa, duże korporacje korzystają z tych samych narzędzi propagandowych. Narzędzia są dostępne dla każdego kto posiada odpowiedni kapitał. Instytucje wzbudzające propagandę by miały społeczne poparcie tworzą lub sponsorują organizacje typu NGO, które budują poparcie społeczne w imieniu całego narodu i żądają zmian. W ten sposób sztucznie wytworzone poparcie społeczne, czy też partycypacja społeczeństwa wykorzystywana jest do realizowania wcześniej powziętych celów. Nie ma to jak pisze Ellul nic wspólnego z demokracją, tworząc zupełnie iluzoryczny obraz partycypacji obywatelskiej w życiu politycznym oraz kontroli NGO nad wielkim biznesem.

Wykład o iluzorycznej zachodniej demokracji i masowych procesach manipulacji:


OGLĄDAJ DALEJ>>>

130. "Czy można mieć nadzieję, że bez żadnych wcześniejszych prób wpływania na ludzi, prawdziwa konstytucyjna forma może wypłynąć od ludzi? Takie przypuszczenie jest absurdalne. Jedyną rzeczywistością jest proponowanie ludziom czegoś, z czym się zgodzą. Do tej pory nie widzieliśmy ani jednego przykładu ludzi którzy narzekają na to, co w końcu im zaproponowano. W plebiscycie lub referendum “za" zawsze przewyższają "przeciw". Widzimy tu po raz kolejny instrument wykorzystywany do wpływania na masy- propaganda, w której rząd daje sam sobie  legitymizację poprzez zgodę publiczną. To prowadzi do dwóch dalszych rozważań: Po pierwsze, należy uzyskać zgodę nie tylko co do formy rządu, ale wszystkich jego ważnych działań. Jak Drouin trafnie powiedział: "Nic nie jest bardziej irytujące dla ludzi, niż to by mieli poczucie kierowana przez Mandarynów, którzy pozwalają by decyzje spadały z wysokości ich władzy. Stąd też wynika potrzeba "lepszego informowania ludzi”. To, że decyzje powinny być mądre, nie wystarcza; muszą być podane powody. Dla przedsięwzięcia... by dobrze funkcjonowało, najlepszym jest trzymanie go z dala od publiki nie ukrywając jego słabości, bez ukrywania jego kosztów... by wyraźne określić znaczenie poświęceń wymaganych od ludzi "Ale takie informacje mają naprawdę na celu uzyskanie podporządkowania i partycypacji;.. jest to, innymi słowy, propaganda w najgłębszym sensie."

131. "Goebbels oświadczył, że było koniecznym "aby ujawniać działania rządu tak, aby ludzie mogli sami rozpoznać konieczność podjętych środków."

135. "Francuscy specjaliści powiedzieli nie bez racji: "Tylko wojsko może angażować się w psychologiczną wojnę, ze względu na jego strukturę." [...] Państwo musi psychologicznie uzbroić, chronić i bronić swoich obywateli, tym bardziej, gdy ideologiczna struktura demokracji jest słaba. Tutaj mamy do czynienia z nowym problemem: w dzisiejszym świecie, o wiele bardziej niż w przeszłości, naród może przetrwać tylko wtedy, gdy jego wartości są bezpieczne, jego mieszkańcy lojalni i jednomyślni, i jeśli praktykują obywatelskie cnoty. Ale obecnie w czasie kryzysu podstawowych wartości, poluzowanie cnót obywatelskich występuje w wielu demokracjach zachodnich."

137. "W rezultacie skutki własnej propagandy na osobowości są dokładnie takie same jak  propagandy wroga (mówimy o osobowości, a nie na jakichś konkretnych opiniach). Skutki te będą w pełni analizowane później. W każdym razie nie sposób powiedzieć: będziemy działać, aby zachować wolność człowieka. Propaganda, niezależnie od pochodzenia, niszczy osobowość człowieka i wolność."

138. "Tak więc, idąc różnymi drogami, wciąż dochodzimy do tego samego wniosku: nowoczesne państwo, nawet jeśli jest liberalne, demokratyczne czy humanistyczne, znajdzie się obiektywnie i socjologicznie w sytuacji, w której musi wykorzystać propagandę jako sposób rządzenia. Nie może działać inaczej."

Propaganda, która jak pisaliśmy wcześniej niszczy naturalne środowisko i punkty odniesienia jednostek tworzy jednocześnie zapotrzebowanie na substytuty utraconych elementów. Człowiek oderwany od historycznej rzeczywistości, formowanych przez wieki stereotypów, mitów i opinii pokoleń dryfuje w kierunku propagandy, oferującej łagodzenie wewnętrznego niepokoju poprzez budowanie koherentnej, choć nieprawdziwej wizji świata, gdzie nowe mity, nowe grupy odniesienia tworzą nowe środowisko.

2. Potrzeba jednostek.
138. "Jeżeli uznamy, że rząd nie ma wyboru, i musi prowadzić propagandę, to pozostaje jeszcze wizerunek agresywnej i totalitarnej maszyny politycznej, która rzuca się na niewinną ofiarę-jednostkę. Następnie jednostka wydaje się być bezradna i zmiażdżona przez gigantyczne siły. Myślę jednak, że propaganda wypełnia potrzebę współczesnego człowieka, potrzebę, która tworzy się z jego nieświadomego pragnienia propagandy. Jest on w sytuacji w której potrzebuje pomocy z zewnątrz, aby móc zmierzyć się ze swoją sytuacją. A tą pomocą jest propaganda. Naturalnie, nie mówi: "Chcę propagandy". Przeciwnie, zgodnie z przyjętymi z góry pojęciami, brzydzi się propagandą i uważa się za "wolnego i dojrzałego" człowieka. (Istnienie tej powszechnej potrzeby jest także wyraźnie widoczne w obiegu plotek. Dlaczego istnieją pogłoski/plotki? Dlaczego krążą? Służą one potrzebie wyjaśnienia danej sytuacji, a także łagodzeniu napięć emocjonalnych, bo człowiek szuka w nich odpowiedzi na to, co go niepokoi. Propaganda odpowiada na te same potrzeby w bardziej efektywny sposób. Spontaniczne pogłoski udowadniają istnienie tych potrzeb.)"

Obiektywna sytuacja
140. "Podczas gdy większość ludzi ma potrzebę i jednocześnie niezdolność do uczestnictwa, są gotowi zaakceptować propagandę, która pozwoli im na uczestnictwo, a która ukrywa ich niezdolność za wyjaśnieniami, wyrokami i wiadomościami, co pozwala im zaspokoić ich pragnienie, nie eliminując ich niekompetencji. Im bardziej złożone, ogólne, i przyspieszone są zjawiska polityczne i gospodarcze tym bardziej ludzie czują się zaniepokojeni, tym bardziej chcą się angażować. W pewnym sensie zyskuje na tym demokracja, ale także prowadzi to do jeszcze szerszej propagandy. Osoba nie chce informacji, ale tylko wartościujących osądów i z góry powziętych opinii. Tutaj trzeba też brać pod uwagę lenistwo jednostki, które odgrywa decydującą rolę w całym zjawisku propagandy, oraz niemożność przekazania wszystkich informacji wystarczająco szybko, aby nadążyć za zmianami we współczesnym świecie. Poza tym, zmiany nie są jedynie poza zasięgiem intelektualnym człowieka, są także poza nim w objętości i intensywności, po prostu nie może pojąć światowych problemów gospodarczych i politycznych. W obliczu takich spraw, czuje swoją słabość, niekonsekwentność, brak skuteczności. Uświadamia sobie, że zależy od decyzji, nad którymi nie ma kontroli, i ta konkluzja prowadzi go do rozpaczy. Człowiek nie może pozostać w tej sytuacji zbyt długo. On potrzebuje ideologicznej zasłony by zakryć trudną rzeczywistość, potrzebuje jakiegoś pocieszenia, powodu istnienia, poczucia wartości. I tylko propaganda oferuje mu rozwiązanie tej  w zasadzie nie do zniesienia sytuacji. Poza tym, współczesny człowiek jest powołany do ogromnych wyrzeczeń, które prawdopodobnie przekraczają cokolwiek znanego w przeszłości. Przede wszystkim praca przyjęła wszech przenikającą rolę we współczesnym życiu. Nigdy ludzie nie pracowali tak jak w naszym społeczeństwie. Wbrew temu, co często się mówi, człowiek pracuje dziś znacznie więcej, niż na przykład w XVIII wieku. Jedynie zmniejszyły się godziny pracy, ale wszechobecność obowiązków pracy, obowiązki i ograniczenia, rzeczywiste warunki pracy, intensywność pracy, która nigdy się nie kończy, sprawiają, że jest znacznie większym obciążeniem dla obecnego człowieka niż na ludzi w przeszłości. Każdy współczesny człowiek pracuje więcej niż niewolnik dawno temu; normy zostały skorygowane w dół. Jednak podczas gdy niewolnik pracował tylko dlatego, że został do tego zmuszony, to współczesny człowiek, który wierzy w swoją wolności i godność, potrzebuje powodów i uzasadnień, aby chciał pracować. Nawet od dzieci w obecnym państwie wymaga się znacznie więcej pracy w szkole, niż od jakiegokolwiek dziecka przed początkiem XIX wieku. Dla niego również potrzebne są uzasadnienia. Nie można sprawić, by ludzie żyli wiecznie w stanie gorliwej, intensywnej, nigdy nie kończącej się pracy nie dając im dobrych powodów i zbudowania przykładów cnót pracy, takich jak burżuazji XIX wieku, czy mitów wyzwolenia poprzez pracę takich jak u nazistów lub komunistów."

142. "Każdy obywatel nowoczesnego państwa płaci więcej podatków, niż większość wysoko opodatkowanych ludzi w czasach napoleońskich. Poddany był zmuszany by płacił, natomiast dzisiejszy, wolny obywatel musi płacić ze względu na przekonania. Jego przekonanie nie pojawi się spontanicznie, szczególnie, gdy podatki są naprawdę wysokie. Przekonanie musi być stworzone, ideały muszą być stymulowane, aby podkreślić znaczenie dla takiego "wkładu dla narodu", i tu potrzebna jest propaganda. Jest to dokładne przeciwieństwo wolności politycznej."

143. "Oprócz tych wszystkich poświęceń, człowiek nie jest automatycznie dostosowany do warunków życia nałożonych na niego przez nowoczesne społeczeństwo. Psychologowie i socjologowie są świadomi wielkiego problemu dostosowania normalnego człowieka do technologicznego środowiska- rosnącego tempa zmian, godzin pracy, hałasu, zatłoczonych miast, tempa pracy, braku mieszkań, i tak dalej. Mamy trudności z zaakceptowaniem nigdy nie zmieniającej się codziennej rutyny, braku osobistej realizacji, braku widocznego sensu życia, braku poczucia bezpieczeństwa rodziny sprowokowanego przez te warunki życia, anonimowość jednostki w dużych miastach, jak i w pracy. Jednostka nie jest wyposażona by stanąć w obliczu tych niepokojących, paraliżujących, traumatycznych wpływów. Tutaj znowu potrzebuje pomocy psychologicznej, aby znosić takie życie, by miała motywację, która przywróci jej równowagę. Nie można zostawić współczesnego człowiek samego w sytuacji takiej jak ta. Co można zrobić?"

144. "Wreszcie, aby zrozumieć potrzebę propagandy, która wypływa ze stanu faktycznego współczesnego człowieka, należy pamiętać, że ma się do czynienia z poinformowaną osobą. Po przeanalizowaniu w poprzednim rozdziale, jak informacje faktycznie wspierają propagandę, musimy teraz przejść do sposobu dozowania informacji które ustanawiają psychologiczny fundament by człowiek był poddany propagandzie. Jeśli spojrzymy na przeciętnego człowieka, a nie na tych kilku intelektualistów, których szczególnym zadaniem jest to by być poinformowanym, to co właściwie oznacza, gdy mówimy, że człowiek jest poinformowany? Oznacza to, że oprócz spędzenia ośmiu godzin w pracy, a dwóch na dojazdy, ten człowiek czyta gazetę, a dokładniej, przegląda nagłówki i spogląda na kilka historii. Może również słuchać audycji informacyjnych lub oglądać je w telewizji, a raz w tygodniu będzie patrzył na zdjęcia w gazecie. Jest to przykład dość dobrze poinformowanego człowieka, to jest 98 procent wszystkich ludzi. Co dzieje się dalej z człowiekiem, który chce być informowany i otrzymuje dużo wiadomości każdego dnia? Po pierwsze, proste relacje z wydarzeń nie dają mu nic ponad rzeczowe dane; wydarzenie dnia jest zawsze tylko częścią, wiadomości z którymi nie może uporać się w całości. Teoretycznie reporter mógłby odnieść te dane do innych szczegółów, umieścić je w kontekście, a nawet zapewnić pewne interpretacje, ale to nie będzie już czystą informacją."

145. "Nasz czytelnik następnie musiałby by stanąć z boku by uzyskać panoramiczny widok z pewnej perspektywy, ale prawem wiadomości jest to, że odnoszą się do spraw codziennych, człowiek nigdy nie może się cofnąć, aby uzyskać szeroki widok, bo natychmiast otrzymuje nową partię wiadomości, które zastępują stare i wymagają nowego punktu koncentracji, dla którego nasz czytelnik nie ma czasu."

145. "W świecie polityki i ekonomii, to samo jest prawdą. Wiadomość poruszają tylko kłopoty, niebezpieczeństwa i problemy. To daje człowiekowi przekonanie, że żyje w epoce straszliwej i przerażającej, że żyje pośród katastrof w świecie, w którym wszystko zagraża jego bezpieczeństwu. Człowiek nie może tego znieść; nie może żyć w absurdalnym i niekoherentnym świecie, ani też nie może zaakceptować idei, że problemy, które wyrastają wokół niego, nie mogą być rozwiązane lub, że on sam nie ma wartości jako jednostka i jest ofiarą wydarzeń. Człowiek, który świadomie się doinformowuje, potrzebuje kontekstu by wszystkie te informacje mógł umieścić w odpowiednim porządku; potrzebuje wyjaśnień i wyczerpujących odpowiedzi na ogólne problemy; potrzebuje koherencji."

146. "Analiza propagandy pokazuje zatem, że odnoszenie przez nią sukcesu jest spowodowane  przede wszystkim tym, że dokładnie odpowiada potrzebom mas. Zapamiętajmy tylko dwa tego aspekty: potrzeba wyjaśnienia i potrzeba wartości, które w znacznej mierze pojawiają się, choć nie całkowicie, wraz z rozpowszechnianiem wiadomości."

147. "Podobnie jak informacja jest niezbędna dla świadomości, propaganda jest konieczna, aby zapobiec by ta świadomość była rozpaczliwą."


c.d.n.

środa, 2 października 2013

Do 2050 Klub Rzymski planuje konwersję Chrześcijaństwa w zieloną religię.
PrisonPlanet.pl
Polska
2013-09-29
Kultura
Marsz w kierunku globalizacji religii i unifikacji w jeden system wyznaniowy rozpoczął się na dobre na początku XX wieku wraz z zapoczątkowaniem takich ruchów jak TeozofiaNew Age czy filozofia ewolucji. Dąży on w swojej ostatecznej formie do takiego zbliżenia systemów wyznaniowych na całym świecie aby jakiekolwiek różnice zatarły się lub przeplotły dając w ten sposób podstawę dla tworzenia nowego credo.

Podobnie jak w globalizacji budowany jest jeden globalny rynek, system handlowy, jeden globalny system rządów i kontroli, podobnie formułowania jest, de facto nowa, globalna religia. Wraz z rozszerzaniem się procesu globalizacyjnego (który jest zmonopolizowany przez wielkie instytucje i korporacje) coraz większe rzesze ludzi popadają w ubóstwo stając się narybkiem dla różnego rodzaju ruchów religijnych. Jednym słowem w tym, stworzonym i dobrze zaplanowanym kryzysie wnikającym z globalizacji rozkwitają religie.



Obecnie instytucje nadzorujące proces globalizacji, takie jak CFR (Council on Foreign Relations- Rada Stosunków Zagranicznych) czy Klub Rzymski zdają sobie z tego doskonale sprawę rozpoczynając kampanię przejmowania i kierowania kościołami w zaplanowanym kierunku, tworząc jedną globalną religię.

Scott M. Thomas pisząc dla magazynu CFR Foreign Affairs zauważa w artykule “Zglobalizowany Bóg.”  tendencję rozwojową religii pisząc, iż “Dookoła świata - od południowej części Stanów Zjednoczonych do Bliskiego Wschodu - religie rosną w siłę. Wzrastają w krajach o różnych tradycjach religijnych i poziomach rozwoju gospodarczego, co sugeruje, że ani ubóstwo, ani wykluczenie społeczne nie jest za to odpowiedzialne. Religijne odrodzenie nie jest po prostu zdefiniowane przez wzrost fundamentalizmu - sztywnego przywiązania do konkretnego zbioru rytuałów i doktryn - ale zachodzi za pośrednictwem różnych odnowionych rytuałów i praktyk, zarówno publicznych jak i prywatnych. Demografia wzmacnia ten trend. Na globalny, religijny krajobraz w najbliższych latach będzie miała wpływ ogromna zmiana wzrostu liczby ludności z krajów rozwiniętych północy - głównie w Europy Zachodniej i byłych republik radzieckich - na rzecz krajów tak zwanego globalnego Południa. Północ stanowiła 32 procent ludności świata w 1900 roku, 25 procent w 1970 roku, a około 18 procent w roku 2000. Do roku 2050 będzie prawdopodobnie stanowić zaledwie 10 proc. Religia stała się czynnikiem decydującym w tej redystrybucji. Religijność jest obecnie jednym z najbardziej dokładnych wskaźników płodności, zdecydowanie bardziej wymownym niż tożsamość wyznaniowa czy etniczna, ponieważ ludzie religijni mają więcej dzieci niż ich świeccy odpowiednicy.



"Religia będzie w coraz większym stopniu zjawiskiem miejskim. Wzrastająca populacja w krajach rozwijających się będzie żyła głównie w ogromnych, rosnących, i najczęściej ubożejących metropoliach - obszarach, w których rozwija/rozprzestrzenia się religia. Według konwencjonalnej wiedzy sekularyzacja stała się nieodłączną częścią modernizacji wraz z upowszechnieniem edukacji, nauki, technologii i dobrobytu. Jednak te nowe megamiasta są przystanią dla religijnych przebudzeń. Historycznie, religie były biegłe w pozyskiwaniu zwolenników w środowiskach miejskich; chrześcijaństwo było utworzone jako miejski ruch religijny w miastach Cesarstwa Rzymskiego, a Franciszkanie zaczęli swój reformatorski ruch w miastach średniowiecznej Europy w odpowiedzi na ubóstwo i nierówność towarzyszącą powstaniu gospodarki rynkowej. Islam może pójść tą samą drogą, rozwijając się w środowiskach miejskich. Choć urbanizacja może prowadzić do niepokojów społecznych a miasta mogą zapewniać ochronę dla sieci przestępczych i terrorystycznych, urbanizacja oferuje również mającym dobre intencje instytucjom religijnym możliwość posługi w mieście, które mogą pomóc w zapobieganiu tym zagrożeniom w pierwszej kolejności...”
Rozkwitające ruchy religijne staną się więc miejscem z jednej strony powrotu do podstaw religijnych jako wyznacznika moralności społecznej, do tradycji, stabilności i religijnej moralności, z drugiej strony będą miejscem nowych kultów, filozofii czy konwergencji istniejących religii. Szczególnie niebezpiecznym wydaje się kierunek upolityczniania religii gdzie doktryny wiary podporządkowywane są poprawności politycznej i popularnym trendom. Już dziś w kościele katolickim na mszach można usłyszeć takie zdania jak “chrześcijanie, muzułmanie i żydzi wierzą w tego samego boga” albo wysłuchać kazania z odniesieniami do ekologii i ratowania naszej planety.

Nie dzieje się tak bez przyczyny. Istnieje szeroki, odgórny ruch by promować tego typu myślenie dla tworzenia nowej, zielonej religii, zrzeszający większość znaczących wiar. 
Obecnie Klub Rzymski stara się pokierować, czy też wpłynąć na instytucje chrześcijańskie pytając je“Jak przekonania, wartości, etos i inspiracja są niezbędne do ratowania świata.”, starając się znaleźć sposób na połączenie koncepcji globalnego ocieplenia i ratowania ziemi z chrześcijaństwem. Tutaj należy zwrócić uwagę na podstawę problemu znanego jako “globalne ocieplenie” i wynikających z niego implikacji. Polityka “globalnego ocieplenia” została bowiem stworzona przez Klub Rzymski, który w 1991 roku napisał w książce pt "Pierwsza globalna rewolucja”; “FIRST GLOBAL REVOLUTION”, Alexander King, Bertrand Schneider, (Orient Longman) następującą konkluzję wieloletnich badań przeprowadzonych na zlecenie m.in. ONZu:

Strona 74 publikacji. "W poszukiwaniu wspólnego wroga, przeciwko któremu możemy się zjednoczyć, wpadliśmy na pomysł taki, iż zanieczyszczenie, groźba globalnego ocieplenia, brak wody, głód itp., spełnią nasze oczekiwania. Wzajemne oddziaływanie tych zjawisk jako całość oraz poszczególne ich elementy  stanowią zagrożenie, z którym muszą się skonfrontować wszyscy na całym świecie. Wskazując te niebezpieczeństwa jako wroga, możemy wpaść w pułapkę, przed którą już ostrzegaliśmy czytelników, a mianowicie pomylenia objawów z przyczynami.

Wszystkie te niebezpieczeństwa są powodowane przez ingerencję ludzkości w naturalne procesy, i tylko dzięki zmianie postaw i zachowań społeczeństw, negatywne zmiany mogą być przezwyciężone. Idąc dalej tym tokiem myślowym, prawdziwym wrogiem jest sama ludzkość.”
Tym samym Klub zdefiniował swoje działania i filozofię jako, po pierwsze skierowane przeciwko ludzkości gdzie człowiek jest “wrogiem” świata/środowiska, po drugie cała historia dotycząca globalnego ocieplenia jest “pomysłem” na zjednoczenie ludzkości w społeczność globalną. Kłamstwo stworzone w latach 90-ych jest więc podstawą całego ruchu globalnego ocieplenia próbującego obecnie wciągnąć religie świata w realizację swoich celów by w formie wiary wyrażały doktryny Klubu.
Wyrażając dokładnie ten kierunek sekretarz generalny Alliance of Religions and Conservation ARC, Martin Palmer na zaproszenie Klubu Rzymskiego napisał artykuł tłumacząc jak wykorzystać religie i ich mechanizmy dla realizacji tych planów. Coraz częściej mechanizmy opisane w tym artykule są widoczne również i w Polsce warto się tym samym wnikliwie im przyjrzeć i wyciągnąć wnioski, ponieważ program ten jest modelem konwersji chrześcijaństwa w coś zupełnie innego.


Jak przekonania, wartości, etos i inspiracja są niezbędne do ratowania świata.
“W 1972 roku raport Klubu Rzymskiego pt “Limity Wzrostu” uruchomił niemalże bezwiednie nowy ruch. Nowoczesna ekologia i ruch zrównoważonego rozwoju ma swoje korzenie w tym, przełomowym raporcie oraz dyskusjach i obawach, które badał.

Raport rzucił wyzwanie centralnemu mitowi - i używam tego słowa ostrożnie - że PKB było jedynym czynnikiem liczenia sukcesu a dane były jedynym sposobem pomiaru ważności. Kwestionując mit ciągłego wzrostu bez względu na koszty dla ziemi i wielu z jej mieszkańców, raport może nieumyślnie podważył system wartości normatywnej, który powstał po II wojnie światowej.

Ten system wartości - rzeczywiście można nazwać systemem wierzeń - jest zakorzeniony w szczególnym, fenomenologicznym zrozumieniu ewolucji i ludzkiej supremacji w połączeniu z wieloma innymi modelami ideologicznymi supremacji. Może to być marksistowski koncept walki z naturą; kapitalistyczne patrzenie na świat jako zasób i kapitał bankowy, z którego ludzie mogą swobodnie korzystać lub pochodzący z Biblii protestancki model danego przez Boga prawa by dominować nad naturą. Albo może to być podejście darwinistyczne, tak często przedstawiane, że ludzkość jest na szczycie drzewa ewolucyjnego i że w związku z tym, podobnie jak przy antropicznej, kosmologicznej zasadzie, cały wszechświat miał za swój cel produkcję ludzkiego życia od czasów Wielkiego Wybuchu. Połączone razem, mity te są bardzo niebezpieczne, jak wskazała to radykalna grupa Dark Mountain w swoim Manifeście z 2009 roku: [który wzywa do zaprzeczenia cywilizacji lub cofania procesu cywilizacji].

Mit postępu.
Mit postępu opiera się na micie przyrody. Pierwszy mówi, że jesteśmy przeznaczeni do wielkości, drugi mówi, że wielkość nie kosztuje... Obydwa mówią nam, że funkcjonujemy poza światem, że zaczęliśmy chrząkać w pierwotnych bagnach, jako skromna część czegoś, co nazywa się "naturą”, którą triumfalnie sobie podporządkowaliśmy... Nasze oddzielenie od niej [natury] jest mitem integralnym z triumfem naszej cywilizacji.

Niestety, oryginalne wyzwanie "Limitów wzrostu" zgubiło się dokładnie w mitycznym świecie opisanym powyżej. Zamiast dążyć do alternatywnych rozwiązań, dla różnych opowieści i narracji mających prawdziwe znaczenie, raport wypuścił masę danych, które statystycznie zdominowały raport, programy i nawet organizacje. Perspektywa znaczenia reszty przyrody została ograniczona do wymiaru ekonomicznego, w wyniku stworzenia takich zwrotów jak "rezultaty eko-systemu". To prowadzi na przykład do zmniejszenia wspaniałości, różnorodności i mocy Amazonii by zaklasyfikować ją jako "carbon sink" (nienaruszalne zielone płuca świata
) pozwalając nam na nieskrępowane rozwijanie naszego mitu postępu i rozwoju. I te ruchy, wykreowane na danych i supremacji człowieka w dużej mierze nie powiodły się. Świat jest w gorszym stanie niż w 1972 roku, chociaż istnieją pewne zachęcające oznaki.

Prawda jest taka, niemal nikt nigdy nie został przekonany do zmiany stylu życia lub dominującego mitu przez wykresy kołowe lub tabelki. W całej historii, jak JKM Książę Edynburga wskazał w 1986 roku, tylko dwie siły kiedykolwiek zmieniły podstawowe ludzkie wartości - sztuka i religia i bardzo często były one jedną i tą samą rzeczą. Właśnie dlatego w 1986 roku książę Edynburga jako Międzynarodowy Prezydent WWF zaprosił pięciu liderów wiar aby dołączyli do niego w Asyżu, Włochy, miejscu urodzenia św Franciszka, aby zobaczyć, jak religie mogą pomóc uratować naszą planetę. Efektem tego jest fakt, że 25 lat później religijny ruch ekologiczny jest największym cywilnym ruchem zajmującym się ekologią na całym świecie, i który w dużej mierze jest ignorowany przez wierzących w dane!”

Poniżej materiał z 1986 roku gdzie w Asyżu postawiono pierwszy krok w kierunku budowania globalnej religii:




“Jednym z problemów w ogólnej reakcji na raport Klubu Rzymskiego była prawie całkowita ignorancja ludzkiej psychologii. Zamiast próbować wykorzystywać taktykę zastraszania - często sformułowaną w quasi-religijnym języku grzechu, winy i strachu - lub alternatywnie oferując niejasne utopijne wyobrażenia o idealnym świecie podanym w rodzimych językach - różne ruchy, które zostały zainspirowane przez inicjatywy Klub Rzymskiego - środowiskowe lub rozwojowe - w dużej mierze nie potrafiły zbadać jak i dlaczego ludzie się zmieniają. Apoteoza tego przyszła po katastrofie COP w Kopenhadze w 2009 roku. Próba zbudowania masowej histerii strachu, i utopijnych nadziei, że 192 Rządy zgodzą się zrobić to samo, legła w gruzach tego zdarzenia, pozostawiając ludzi na całym świecie rozczarowanych międzyrządowymi agencjami i programami.


W rezultacie, skarcone przez niepowodzenie grupy rozwoju i ochrony środowiska musiały wziąć naukę z tej lekcji i w konsekwencji odwróciły swoją koncentrację od międzyrządowych procesów, wracając do punktu skąd wielu rozpoczęło swoją działalność w społeczeństwie obywatelskim.Podjęto też poważnie badania psychologii człowieka, które mogą pomóc określić, dlaczego ludzie się zmieniają.

Największy sektor społeczeństwa obywatelskiego to religie świata. Nie zajmują się one światem danych i ekonomii, które zdominowały i w dużym stopniu zniszczony potencjał, raportu Klubu Rzymskiego 40 lat temu. One, podobnie jak reszta ludzkości, wiedzą że jesteśmy gatunkiem opowiadającym historie. Po zapoznaniu się z kimś nowym, nie podajesz im danych dotyczących twojego życia - ile ważysz, kiedy się urodziłeś, a nawet daty urodzenia, ani jak wysoki jesteś i jaki nosisz rozmiar butów. Opowiadasz swoje historie.

Opowieści są tym jak od tysiącleci najstarsze ludzkie organizacje na świecie - główne religie - przekazywały z pokolenia na pokolenie, w różnych kulturach i językach, ich najgłębsze prawdy, spostrzeżenia, przekonania i wartości. Jeśli chcesz zmienić świat - opowiedz dobrą opowieść - w istocie, dobry zbiór opowiadań.

Wyzwanie dla Klubu Rzymskiego
Wraz z tym jak Klub Rzymski patrzy 40 lat wprzód [do roku 2050], ekscytującym wyzwaniem jest podążać inną drogą. Zamiast kłaść nacisk na przede wszystkim same dane, Klub Rzymski patrzy jak takie dane i informacje potrzebują szerszego kontekstu. Tym kontekstem jest to, co jest często określane jako wartości, a nawet etyka. Wartości są podstawą, przez którą dane i informacje są oceniane, świadomie lub częściej podświadomie. Sposób w jaki takie wartości się pojawiają wynika z opowieści i z etosu, który tworzy kultura. Etyka jest tylko niewielką tego częścią, ponieważ etyka dotyka tego co można zrobić. Etos dotyczy tego, co chcesz robić, ponieważ wartości twojej kultury są wokół ciebie, i są częścią ciebie. Etyka może tak szybko zamienić się w sprawiedliwość jak i potępienie. Wiele świeckich ludzi pragnie by religia była tym samym co etyka, ale nią nie jest. W rzeczywistości dobra religia często obala konwencjonalną etykę, ponieważ takie etyki są dyktatorskie, a nie żywo reagujące."
Jak tworzyć etos
Aby tworzyć etos musimy opowiadać historie. Pracujmy z pisarzami, poetami, muzykami i aktorami. Użyjmy świata wyobraźni i wiary i miejmy zaufanie do odkrywania wspaniałych opowieści o religiach świata, które inspirowały i zmieniały życie od wieków.

Co może to oznaczać? Wierzę, że to może być jedno z najważniejszych pytań na jakie, Klub Rzymski może teraz szukać odpowiedzi. Niech mi będzie dane najpierw wyjaśnić pojęcia. Historia jest tylko historią. Narracja jest serią historii, które razem tworzą coś potężniejszego niż dobra historia. Biorąc Biblię hebrajską (Stary Testament używając terminologii chrześcijańskiej) jako przykład, opowieść o Noem i potopie lub Exodus to przykłady opowieści. Narracją Biblii hebrajskiej jest to, że Bóg troszczy się o swoich ludzi, że jest twórcą wszystkich, zna ich po imieniu i kocha ich. To grzech zakłóca naturalny porządek i ma swoje konsekwencje, ale także, że odkupienie i zbawienie są prawdziwe i że narody mogą być zmieniane, jak również jednostki, na lepsze.

Szersza narracja
Obecnie mamy wiele historii. Historia zmian klimatu; historia wymierania tygrysów; historia odzyskiwania populacji wielorybów; historia alternatywnych technologii energetycznych. To czego nam brakuje to nadrzędna, szersza narracja, która wykonuje następujące rzeczy:
• Przede wszystkim stawia nas jako gatunek w szerszym kontekście, którym jest prawdopodobnie wszechświat, ale musi skupiać się na tej planecie i naszym miejscu na i wewnątrz niej.
• Po drugie daje nam poczucie bycia częścią natury, a nie bycia poza naturą co obecne, opisane powyżej, dominujące ideologie i narracje robią.
• Po trzecie, ma sens względem ludzkich dążeń do przezwyciężenia ubóstwa, chorób, niesprawiedliwości i przemocy, ale robi to w szerszej narracji przedstawionej w dwóch kwestiach powyżej.
• Po czwarte, daje każdej społeczności i każdej jednostce poczucie celu, miejsca i znaczenia w większej, uniwersalnej narracji. To jest to, co określa się zwykle w religijnych narracjach jako zbawienie, wyzwolenie, oświecenie lub odkupienie.
• Po piąte, dostarcza modeli radzenia sobie z porażką, klęską, rozczarowaniem, cierpieniem, bólem a nawet śmiercią.
• Po szóste, daje nam wiedzę o tym, że jedyną stałą jest zmiana. Najstarszą książką jeszcze w codziennym użytku dzisiaj, jak to było ponad trzy tysiące lat temu, jest chińska książka nazywana I Ching. Co oznacza 
“Klasyka zmian”. Zmiana jest rzeczywistością tego świata i naszego istnienia, a jednak tak wiele ze współczesnego życia próbuje albo zatrzymać zmiany albo im zaprzeczyć.
• Wreszcie, narracja musi zabrać nas z powrotem ku szerszemu obrazowi. W sensie, że przyszłość, trudna, kłopotliwa, a nawet niebezpieczna, jest nadal jedynym potencjałem dla zrozumienia, nie tylko dla nas, ale dla wszelkiego życia.

Wnikliwe wartości
W kontekście takiej, szerszej narracji, wypełnionej szerokim wyborem historii, które każdy z nas przyniesie jako jednostka, wspólnota, ruchy, Kluby Rzymskie, organizacje pozarządowe itp zaczniemy dostrzegać wartości, które naprawdę mogą nami kierować i inspirować nas. Wartości, które pojawiły się, ponieważ mają narracyjny sens, a nie są jedynie listą zakupów cnót, które są czasem tak przedstawione.

Ta większa narracja zostanie również uzasadniona przez wartości, które obecnie nadal leżą u podstaw większości kultur, ale które są w niebezpieczeństwie erozji. Wartości takie jak świętość ludzkiego życia, potrzeba prawdy, osobistej uczciwości i szczerości, sprawiedliwości dla uciśnionych i zarówno potrzeba praw, ale również i obowiązków. Wartości te na ogół wyewoluowały ze starożytnych kultur gdzie idea, iż istota ludzka była bezpośrednim zagrożeniem dla samej natury była niewyobrażalna. Dlatego potrzebujemy szerszej narracji, aby pomóc nam odkryć, wyartykułować i ucieleśnić nowe wartości odnoszące się do reszty przyrody i naszego miejsca w niej, teraz gdy staliśmy się zagrożeniem.


Obecnie praktycznie cały nasz język dotyczący rozwoju, technologii i środowiska jest obcy, jak język władców kosmosu. To sprawia, że ewolucja nowych wartości w odniesieniu do reszty natury jest trudna, ponieważ po prostu brak nam języka, aby to zrobić. To dlatego autorzy opowiadań są tak ważną częścią tego jak kultury wzrastają i zmieniają się - czy to artyści czy religijni autorzy - i często obydwoje są tym samym. Mogą eksperymentować, próbować nowych pomysłów, używać języka wykraczającego poza konwencję. Mogą być odważni i mogą angażować nas swoją odwagą.

Dlatego wyzwaniem jest pomoc w tworzeniu nowych historii, które razem mogą kształtować nową narrację, z której mogą powstać nowe wartości, zachowując to co najlepsze ze starych. Nie stanie się to w ciągu nocy. Nie stanie to z powodu jakiejś kampanii. Stanie się to wtedy, gdy będziemy czerpać z bogactwa ludzkiego doświadczenia, psychologii, wiary, dramatu, muzyki i sztuki, aby opowiadać o nowym sposobie patrzenia na siebie i nasz świat. To jest wyzwanie na następnych czterdzieści lat, i aby tego dokonać dane przyniosą nadzwyczajną, wiedzę i kryteria. Proponuję w związku z tym, by program wartości na czterdziestolecie Klubu Rzymskiego był zaproszeniem dla autorów opowiadań na całym świecie by do nas dołączyli. Nie przedstawiamy im tylko pustej strony i prosimy ich, aby ją zapisali, ale by podjęli siedem punktów przedstawionych powyżej jako wytyczne, zapraszając do zbadania ich samodzielnie, a następnie wspólnie i w końcu z szerszym świecie naukowców Klubu Rzymskiego, technologów i innych ekspertów.

W takiej przygodzie rola mediów jako największego nośnika opowiadań w naszych czasach będzie niezmiernie ważna i myślę, że BBC na przykład byłoby bardzo zainteresowane byciem częścią tego eksperymentu. To jest bardzo nowy kierunek dla Klubu Rzymskiego, ale wierzę, że może się okazać jednym z najbardziej znaczących jakie może podjąć. I znajdzie wielu sojuszników, którzy będą chodzić, mówić, żartować, płakać, śmiać się i wspólnie knuć, by opowiedzieć naszą drogę ku przyszłości. Razem te światy narracji, wartości, przekonań, nadziei i wiedzy, mogą po prostu pozwolić nam by dosłownie wyobrazić sobie nasze wyjście z kryzysu.”


Czytając artykuł Palmera mamy więc przed sobą plan działania do roku 2050, powolnej, niemalże nienamacalnej konwersji chrześcijaństwa w nową religię w której nadrzędnym stworzeniem ma być szeroko pojęte środowisko, któremu służy, i podporządkowany jest człowiek- kult stworzenia jak niektórzy to określają. Ta zielona religia, która zrzuca z piedestału człowieka czcić będzie ziemię jako najwyższe dobro, realizując dziesięć przykazań zapisanych w 1991 roku w Karcie Ziemi. 



Choć wydawało się to niezbyt prawdopodobne 20 lat temu, to należy dziś stwierdzić, iż ruch ekologiczny emanujący ze spotkania w Rio de Janeiro w 1991 roku i raportów Klubu Rzymskiego miał od początku ambicję stania się zieloną religią. Wtedy dziwiły stwierdzenia Gorbaczowa, iż tworzy dziesięć nowych przykazań na kolejne stulecia. Dziwiły również tak groteskowe zdarzenia jak złożenie Karty Ziemi do arki nadziei i obwożenie jej po świecie jako relikwii. Czy powinno to nadal dziwić?


Obecnie więc marsz w kierunku globalizacji religii oraz unifikacji jej w jeden, zielony system wyznaniowy, pogłębiany i napędzany przez globalny kryzys gospodarczy, nabiera jasnych zarysów. Ruchy z początku XX wieku wypływające z religii Masonerii takie jak Teozofia czy New Age, postulujące połączenie wszystkich religii i powrót do systemów wierzeń sprzed czasów dominacji religii monoteistycznych wyznaczyły drogę, która obecnie przenika struktury religijne świata zachodu.


Pomału tworzony jest nadrzędny ekologiczny mit, nowe credo stojące w sprzeczności z obecnym. Jeśli pozostanie niezauważone, przeniknie Chrześcijaństwo i inne religie i zdominuje je podporządkowując sobie człowieka. Jeśli zostanie w porę zauważone i zatrzymane to uratuje cywilizację przed globalną katastrofą depopulacji, realizowaną w imię ratowania świata.


Link do cytowanych artykułów: LINKLINK

wtorek, 1 października 2013

Kryzys w Fukushimie wymaga natychmiastowej, światowej interwencji.
Harvey Wasserman, commondreams.org
USA
2013-10-01
Nauka i technologia
W związku z uszkodzeniem czwartego bloku elektrowni, za dwa miesiące, może dojść do katastrofy na skale globalną. Firma Tepco (Tokyo Electric) - właściciel elektrowni, mówi, że w ciągu najbliższych 60 dni zmuszona będzie zacząć usuwanie ponad 1300 pokładów zużytego paliwa atomowego (1300 spent fuel rods) z uszkodzonego zbiornika. Położenie tego zbiornika grozi jego zawaleniem przy najbliższym trzęsieniu ziemi lub nawet samoistnie, w każdym momencie. Wówczas 400 ton paliwa atomowego ma potencjał spowodować skażenie radioaktywne 15 000 razy większe od tego, które miało miejsce podczas wybuchu bomby atomowej w Hiroshimie. Jedno jest pewne - Tepco ze strony specjalistów: inżynierów i naukowców - nie posługuje się ŻADNYMI, wiarygodnymi źródłami wiedzy ani informacji. Nie posiada ich także rząd Japoński. Sytuacja wymaga wspólnej światowej interwencji specjalistów o najwyższych kompetencjach i wiedzy.

Dlaczego jest ona tak poważna? Tysiące ton ciężko skażonej wody ze zbiorników już wlały się do Pacyfiku. Skażony tuńczyk właśnie został zlokalizowany u wybrzeży Kalifornii, USA. Ale najgorsze może dopiero nadejść. Tepco musi już teraz nieustannie schładzać wodą trzy stopione rdzenie reaktorów. Wydobywająca się para wodna wskazuje, że rozszczepianie atomów wciąż trwa, ale nikt nie wie gdzie dokładnie znajdują się te rdzenie. Część zużytej wody znajduję się w tysiącach olbrzymich kontenerów zmontowanych "na prędce" tuż po wybuchu, nie są one bezpieczne, większość już przecieka. Woda podmywająca teren, zagraża dalszym uszkodzeniom nadwątlonych już pozostałości konstrukcji Fukushimy, w tym zagraża też konstrukcji która utrzymuje zużyte paliwo w bloku czwartym.

Ponad 6,000 rdzeni paliwowych znajduje się obecnie w głównym zbiorniku, 50 metrów od bloku czwartego. Większość zawiera pluton. Zbiornik nie ma zabezpieczeń na wypadek: zawalenia się budynków wokół, zatrzymania chłodzenia, następnego trzęsienia ziemi czy tsunami. Według eksperta Roberta Alvareza dawka śmiertelnego pierwiastka cez przekracza 85 razy dawkę jaka wydobyła się z reaktora w Czarnobylu. Punkty podwyższonego promieniowania radioaktywnego rejestrowane są na terenie całej Japonii. U dzieci już występują problemy z tarczycą. Jedynym rozwiązaniem problemu jest natychmiastowe bezpieczne usunięcie ładunku zużytego paliwa atomowego z bloku czwartego.

[...] Zużyte rdzenie paliwowe muszą być trzymane stale pod wodą. Stop cyrkonu i kladu (clad in zirconium alloy) zapalają się natychmiast w kontakcie z powietrzem, paląc się wyjątkowo silnym i gorącym płomieniem. Taki wybuch może zmusić całą załogę do ewakuacji i pozostawienia urządzeń.



Każdy pręt paliwowy emituje radiacje wystarczającą by zabić człowieka stojącego w pobliżu w przeciągu minut. Według inżyniera Arnie Gundersena specjalisty zajmującego się prętami paliwowymi, pręty w bloku czwartym są tak uszkodzone: skruszałe i powyginane - że są one w stanie rozpadu. Kamery na miejscu ukazują groźną ilość resztek w zbiorniku paliwa, który sam jest uszkodzony. Rokowania aby zbiornik opróżnić w bezpieczny sposób są bardzo słabe, zarazem musi to być przeprowadzone w sytuacji stu procentowego bezpieczeństwa. Jeśli ta próba się nie uda, pręty z paliwem mogą sie zapalić powodując przedostanie się ogromnej ilości radioaktywności do atmosfery. Roztrzaskanie/zawalenie zbiornika grozi wybuchem i emisją radioaktywną grożącą nam wszystkim.



Śmiercionośne skażenie planety może trwać wieki. To już nie są żarty - to kwestia przetrwania ludzkości na Planecie. Mamy dwa miesiące czasu na działanie i interwencje. Petycja o zebranie światowej społeczności specjalistów wysłana została do prezydenta Baracka Obamy. Grozi nam nadchodząca GLOBALNA katastrofa.

Tłumaczenie: Magda Czarnocka


Link do oryginalnego artykułu: LINK

poniedziałek, 30 września 2013

Odkrywanie



Tomasz Filipiak

WSD Toruń III



Konwersja G. K. Chestertona



Zasadnicza trudność w przedstawieniu konwersji G.K. Chestertona polega na tym, że jak każda konwersja, także i ta jest w gruncie rzeczy tajemnicą. Jak napisał: Można tylko podać argumenty za katolicyzmem, ale nie da się uchwycić tego, co sprawia, że się go przyjmuje. Tajemnicę tę można przybliżyć za pomocą porównań. Spróbuj sobie przedstawić, jak mogłeś nauczyć się myśleć? Albo spróbuj opisać, jak nauczyłeś się czytać czy chodzić? Jest to bardzo trudne, bo robiłeś to odkąd pamiętasz. Trudno jest pomyśleć, jak to być mogło, kiedy się nie myślało. Podobnie jest z konwersją. Odkrycie Kościoła katolickiego i jego skarbów, spojrzenie w blask bijący od tej starej, a ciągle nowej rzeczywistości napełnia duszę taką radością, że z niechęcią i bólem wraca do stanu sprzed nawrócenia – podobnie człowiek wyleczony z ciężkiej choroby, dręczącej go od urodzenia, na przykład ze ślepoty, będzie z niechęcią wracał do czasów, kiedy nie widział. Jest to jakaś odwrotność tego, że widzący nie potrafi sobie wyobrazić, jak żyje ślepy. Trudno już będąc katolikiem, wyobrazić sobie, że mogłoby się nim nie być[2]. Jeśli spojrzysz na św. Pawła Apostoła, w jego pismach znajdziesz tą samą trudność. G.K. Chesterton powraca, choć z trudem, do tych smutnych czasów kiedy wydawało mu się, że Kościół katolicki to „stara religia”, ba! Cofa się nawet dalej, do czasów, kiedy sądził, że wszystkie religie to zwyczajna bujda. Zrozumienie dlaczego to robi rzuci światło nie tylko na jego własną drogę do Kościoła, ale pomoże prowadzić innych do tych wrót. A dzieje się tak po prostu dlatego, że Chesterton jest jak żeglarz, który dopłynął do wspaniałego, nowego lądu i nie pomyślał, nawet przez myśl mu nie przeszło, żeby zachować go w tajemnicy dla siebie. Nie jest jak człowiek, który znalazł skarb w roli i szybko go zakopał, by inni go nie zabrali. Jest raczej naśladowcą Kaleba, woła głośno – do mnie i do ciebie: kraj, który znalazłem, jest wspaniałym krajem! No i daje nam do ręki mapę z narysowaną drogą. Drogą do skarbu. Nie jest to oczywiście jedyna droga dojścia, tak samo, jak trasa i sposób w jaki Kolumb dotarł do Ameryki nie jest jedynym sposobem, by się tam dostać. Jak napisał H. Belloc w przedmowie do dziełka Chestertona „Kościół katolicki i konwersja”:
Wchodzi i cynik, i sentymentalista, głupi i mądry, wieczny sceptyk i niedowiarek oraz osoba zbyt łatwo ulegająca autorytetowi. Każdy z nich wchodzi na swój sposób. Spotykamy przypadek konwersji, w którym niewątpliwą rolę odegrały podziw i naśladowanie jakiejś wielkiej osoby. Następnie dowiadujemy się o konwersji, która dokonała się w zupełnej samotności i dziwimy się, że konwertyta do tej pory nie wie o istnieniu wielu innych neofitów. Za chwilę jednak mamy do czynienia z trzecim, zupełnie innym konwertytą, który do Kościoła wchodzi nie z samotności ani nie pod czyimś wpływem, ale z pogardy dla niewystarczalności lub zła tego, co go otacza. Kościół jest naturalnym domem ludzkiego ducha”[3].
Droga Gilberta Chestertona do katolicyzmu była długa i wielostopniowa. Zaczynał jako skrajny sceptyk, niemal poganin, by następnie stać się anglikaninem, ale niejako przez pomyłkę, aby w końcu zostać szczerym katolikiem. Można powiedzieć, że Gilbert był chrześcijaninem, choć myślał, że jest poganinem a katolikiem został na długo przed wejściem do Kościoła katolickiego. Spróbuję w tym referacie przedstawić zatem i konwersję G.K. Chestertona i argumenty, jakie przedstawia za nawróceniem. Z wielkim żalem muszę jednak przyznać, że będą to tylko przykładowe argumenty, niejako próbka promocyjna z nowo otwartego akweduktu. Wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody!
Niestety, nie dane mi było posiadać posępnego i okrutnego ojca, którego mógłbym publicznie wskazać jako powód mego dziedzicznego obciążenia. Nie miałem też bladej matki o zatrutym umyśle i skłonnościach samobójczych, która ściągnęłaby na mnie przekleństwo artystycznej duszy. Z przykrością widzę, że nie zdołam wypełnić obowiązku nowoczesnego człowieka i obwiniać każdego, który sprawił, że jestem jaki jestem. Trudno mi określić, jaki właściwie jestem, ale tak czy owak większość z tego to moja własna wina[4].

W tych słowach Chesterton krótko opisał swój sposób patrzenia na swoją przeszłość. Mimo tego sądzę, że warto, abyś poznał tło dla życia tego człowieka. Nie po to, oczywiście, by jego konwersję wyjaśnić, ale by ją lepiej docenić. Kiedy lilia wyrasta wśród cierni, jest to coś zupełnie innego niż lilia, która zakwitnie sobie w ogrodzie botanicznym.

Po przeszło trzech stuleciach pozostawania na uboczu, Kościół katolicki w Anglii zaczynał się odradzać. Wpłynęło na to wiele czynników, między innymi napływ emigrantów z katolickiej Irlandii czy ruch intelektualny nawiązujący do średniowiecza. Decyzją Piusa IX w 1850 roku utworzono arcybiskupstwo w Westminsterze i 12 diecezji. Historia rozwoju katolicyzmu w Anglii łączy się z takimi postaciami jak Stephen Wiseman, pierwszy arcybiskup Westminsteru; jego następca – Henryk Edward Manning czy John Newman. W Kościele, który po latach prześladowań odradzał się właściwie od nowa, nie brakowało problemów. Trapiły go konflikty między starymi a nowymi katolikami, kwestia stosunku katolicyzmu do tradycji angielskiej, spory wokół wierności Rzymowi, zawirowania ekumeniczne, nieokreślona podległość jurysdykcyjna emigrantów irlandzkich czy w końcu spory między liberałami a ultramontanistami o tożsamość katolicyzmu angielskiego. Jednak ten Kościół potrafił z zapałem zaangażować się w rozwiązanie ważnych spraw społecznych. Kardynał Manning zabierał głos w obronie robotników przed wyzyskiem. Starał się związać z Kościołem robotników i mieszczan, widząc w nich przyszłość katolicyzmu angielskiego.
Natomiast anglikanizm epoki wiktoriańskiej był bardziej konwencją niż religią wyznawaną na poważnie. Jego duchowni byli przedmiotem drwin i bohaterami wielu żartów. Tzw. sprawa Gorhama[5] pokazała, że był to Kościół zupełnie zależny od państwa. Obok niego działały liczne mniejsze lub większe wspólnoty religijne wyrosłe z pnia reformacji: unitarianie, metodyści, itd. Szerzyły się nowe idee: scjentyzm, spirytyzm, ewolucjonizm, socjalizm itp.
G. K. Chesterton przyszedł na świat w rodzinie średniozamożnej, powierzchownie religijnej. Jego rodzice – Marie Luise i Edward wierzyli co prawda w Boga i bywali na nabożeństwach (ojciec nawet od czasu do czasu słuchał kazań kard. Manninga), ale ich wiara właściwie niewiele poza to wykraczała. Byli teistami[6]. Jednak swoje dzieci, Gilberta i jego młodszego brata Cecila[7], mimo iż dawali im dużo swobody, wychowali w atmosferze poszanowania dla kultury, w duchu wiktoriańskim. Posłali synów do jednej z najlepszych szkół w Anglii – gimnazjum św. Pawła w Londynie. Gilbert w szkole uczył się słabo, sprawiał wrażanie ucznia zupełnie rozkojarzonego i po prostu leniwego. Za to wykazywał wielki talent artystyczny – pisał wiersze, nawet poświęcone Matce Bożej, poszukiwaniu Boga i (uroczy zresztą) poemat o św. Franciszku Ksawerym. Jednak jego religijność była szczątkowa, bardziej przypominała uwielbienie trubadura dla pięknej królewny niż prawdziwe, rozumne przekonanie. Chrześcijaństwo postrzegał uczuciem, ale nie rozumem – jako piękne, choć nieprawdziwe. W gimnazjum dał się wciągnąć koledze do klubu dyskusyjnego, złożonego z młodych, zbuntowanych przeciw nędzy obecnej wszędzie wokół. Ku jego zdumieniu, był najwybitniejszym z całej tej grupy młodych socjalistów.
Po ukończeniu nauki w gimnazjum postanowił kształcić się w szkole artystycznej - Slade School of Art. Towarzystwo na uczelni było typowe dla środowiska artystycznego końca XIX w. Agnostycy, nihiliści, anarchiści mieszali się w tym kotle jak w bigosie (zrobionym, niestety, ze zgniłej kapusty). Moralność, nie mówiąc już o wierze, powszechnie uważano za przesąd i starocie, nie obowiązujące nikogo, a już na pewno nie artystów. Młody Chesterton, choć sam nie aniołek, był zdumiony (a nawet zbulwersowany) przekonaniami kolegów – a raczej ich zupełnym u nich brakiem. Na ich tle on sam – agnostyk – odkrywał, że nie jest ateistą. Jedno mógł zapisać na plus: „zetknąłem się wtedy ze sporą, reprezentatywną próbką łajdaków”[8].
Środowisko takie nie mogło wyciągnąć go z kryzysu, w jakim się znalazł. Został sceptykiem, zaczął wątpić we wszystko, aż doszedł do przekonania, że cały świat to jedna wielka bujda, a istnieje tylko on sam (solipsyzm). Jak napisał później powodem tego było to, że „jego oczy były zwrócone do środka, a nie na zewnątrz, co sprawiało, że jego moralna osobowość miała bardzo brzydkiego zeza”[9] W odróżnieniu jednak od jego kolegów takie myśli były dla niego torturą. Oni wątpili we wszystko i uważali że w ten sposób stają na szczytach człowieczeństwa. On nie miał – akurat co do tego jednego – wątpliwości, że spada w czarną przepaść. Nie widział jednak sposobu, jak to przerwać. Próbował ratować się buddyzmem, ale nic to nie dało. Chodził dla rozrywki na seanse spirytystyczne. Wiedzy tam nie znalazł, wprost przeciwnie – niektóre wpadki stolika spirytystycznego wspominał później z rozbawieniem. Lecz bardziej niepokoiły go zjawiska, jakie się przy tych seansach działy. Jak pisał:

Nie wykluczam, że igraliśmy wtedy z ogniem, nawet z ogniem piekielnym. (…) Widziałem wystarczająco dużo, by móc zaświadczyć z całkowitą pewnością, że dzieje się tam coś, co nie jest w zwykłym tego słowa znaczeniu przyrodzone... Nie będę próbował rozstrzygać, czy sprawiała to podświadoma, ale wciąż ludzka siła, czy też jakieś moce... Ale jakie by nie były tego powody, ta siła nie mówiła prawdy ani o zaświatach, ani o tym świecie[10].

Zagłębiając się w coraz mroczniejszy sceptycyzm, dokopał się w końcu do diabła. Był szczerze wstrząśnięty, gdy spostrzegł, że z łatwością może sobie wyobrazić najpotworniejszą zbrodnię, choć nigdy nie popełnił najmniejszej. Niepokoiła go chęć rysowania różnych ohydnych rzeczy. W końcu miał dość. Postanowił walczyć. Nicią, na której wydobył się z przepaści było z jednej to, że nawet w mrokach swego sceptycyzmu nie sądził, że zło jest relatywne i nierzeczywiste. Miał więc jakiś punkt odbicia. Z drugiej strony sformułował na swój użytek prosta teorię (inną niż Kartezjusz w podobnej sytuacji). Oto doszedł do wniosku, że nawet jeśli życie jest snem, to nie jest koszmarem, ale snem całkiem przyjemnym. Mamy ręce, którymi możemy klaskać, nogi którymi można machać, kolory, które można oglądać itd. Mogłoby przecież tego nie być. Z tych dwóch powodów był uważany za ortodoksa i optymistę. Jego religijność zawisła na cienkiej nici wdzięczności i zdumienia nad swoim istnieniem[11]. Wdzięczności okazywanej jednak nieznanemu Bogu. Gilbert nie uważał się wtedy za chrześcijanina – chyba że w sensie cywilizacyjnym.
Pewnego razu jeden z kolegów poprosił go o napisanie kilku recenzji z dziedziny sztuki i literatury. Okazały się całkiem niezłe. W ten sposób „został dziennikarzem tylko dlatego, że nie został artystą”. Odkrył „najłatwiejszy zawód świata”[12], który miał wykonywać już całe życie. Porzucił naukę na uczelni i został redaktorem w wydawnictwie Redway.
W roku 1896 kolega ze studiów – Lucjan Oldershaw - zaprosił Chestertona do rodziny Bloggów, z których córką był zaręczony. Gilbert poznał tam siostrę narzeczonej Lucjana – Frances i zakochał się od pierwszego wejrzenia. Bloggowie mieszkali w dzielnicy artystycznej i Frances także znała to środowisko. Tym większe było zdumienie Gilberta, że będąc zanurzona w tym środowisku … wyznawała spokojnie swoją wiarę (była anglikanką z Kościoła Wysokiego):

Zajmowała się ogrodnictwem (w Londynie!). Z tą samą przekorą wyznawała religię. Dla mnie (…) było to coś całkiem niewytłumaczalnego. Wielu ludzi głosiło religie, głównie orientalne, analizowało je lub o nich dyskutowało. Ale to, żeby ktoś uznawał religię za rzecz praktyczną, tak jak ogrodnictwo, było dla mnie czymś całkowicie nowym, a dla jej otoczenia również niezrozumiałym. Dla całego tego agnostycznego czy też mistycznego świata praktykowanie religii było jeszcze bardziej zagadkowe niż jej wyznawanie[13].

Zaczęli się częściej spotykać. Im bardziej poznawał Frances, tym bardziej przekonywał się, że odnalazł bratnią duszę. Dla niej po raz pierwszy (i ostatni) przejechał się na rowerze – w surducie i cylindrze[14] czy „włamał” się na stację kolejową, by odzyskać parasolkę której zapomniała. Przede wszystkim jednak odkrył, że wiarą można żyć, a nie traktować ją jak oderwany od życia pogląd. W 1898 zaręczyli się. Ślub jednak musieli odłożyć do czasu, aż Gilbert zgromadziłby środki na utrzymanie rodziny.
Praca w Redway nie dawała bowiem wielkich dochodów. Gilbert przeniósł się do większego wydawnictwa Fisher Unwin, ale zarobki ciągle miał niewielkie. Pisał jednak znakomicie. Dlatego znajomi zaproponowali mu, by nawiązał współpracę ze społecznie radykalnie nastawionym pismem Speaker. Tak też zrobił. Był to rok 1899. W tym roku także wybuchła wojna burska Anglii przeciw republikom południowoafrykańskim: Transwalowi i Oranii. Anglicy powszechnie poparli tę wojnę, z powodów patriotycznych i kolonialnych. Sprzeciwiali się jej pacyfiści z powodów ideologicznych. Natomiast Chesterton był przeciwny wojnie, ale nie dlatego, iż nie był patriotą. Uważał po prostu za sprzeczność popieranie prawa Anglii do wojny toczonej jakoby w obronie rodaków[15], a jednocześnie odmawianie tego prawa Burom broniącym swoich domów i gospodarstw. Nie był również pacyfistą:

Twierdziłem, że Burowie walczą w słusznej sprawie, a nie, że nikt nie ma prawa walczyć. Według mnie burscy rolnicy mięli jak najbardziej prawo wziąć konia i strzelbę, by bronić swych gospodarstw i małej rolniczej republiki zaatakowanej przez kosmopolityczne imperium na rozkaz kosmopolitycznych finansistów[16]
Takie poglądy wyrażał w swoich artykułach. Nic więc dziwnego, że dostawało mu się od jednych i drugich. Wtedy właśnie poznał Hilarego Belloca, katolika i publicystę. Okazało się, że obaj popierają Burów i – co chyba ważniejsze – z tych samych powodów. Obaj uważali, że imperializm jest zupełnym przeciwieństwem patriotyzmu. Chestertonowi, który dzięki dyskusjom z bratem Cecilem był świetnym polemistą, ogromnie spodobał się sposób mówienia Belloca. Mówił wartko i obrazowo, nigdy nie nudził. Ich znajomość zamieniła się w przyjaźń, w to, co Bernard Shaw nazwał potem tandememChesterbelloc. Belloc otworzył Chestertonowi oczy na pozytywną rolę katolicyzmu w historii Anglii. Zainteresował go Kościołem katolickim (to on zabrał Gilberta pierwszy raz na katolicką pasterkę). Najbardziej jednak zafascynowała Cherstertona przedstawiona przez Belloca katolicka nauka społeczna. Rozczarowany już socjalizmem Gilbert dowiedział się o idei dystrybucjonizmu[17], zaprezentowanej przez Leona XIII w Rerum Novarum. Ponieważ sam niedawno doszedł do podobnych poglądów, zaskoczyło go, że papież wskazał tą drogę na długo przedtem. Było to kolejny krok Gilberta ku katolicyzmowi. Można powiedzieć, że Belloc odegrał w życiu Chestertona podobną rolę co w życiu św. Augustyna św. Ambroży.
W 1901 roku poznał kolejną osobę – anglikańskiego duchownego, socjalistę, jednego z założycieli Brytyjskiej Partii Pracy. Podobnie jak Chesterton Noel bardzo chętnie brał udział w różnych dyskusjach. Wypowiadał się w sposób zupełnie inny niż tzw. inteligencja. Gilbert zauważył wtedy pewną prawidłowość:

Spora część inteligencji była najwidoczniej zupełnie pozbawiona inteligencji. (…) Cała ta klika szydziła z typowych bohaterów starych fars – m.in. z prostackiego i komicznego wikarego z The private secretary. Ja sam, wychowany najpierw na tej farsie, a potem na sceptycyzmie związanym z duchownymi byłem skłonny uwierzyć, że takie słabe osoby reprezentowały umierające przesądy. Odkryłem jednak, że bardzo często było to osoby najzdolniejsze i najsilniejsze. To śmieszny wikary, ograniczony umysłowo duchowny wstawał i poddawał błądzącą dyskusję jakiemuś rodzajowi testu na prawdziwość; to po nim było widać, że posiada podstawy jakiegoś systemu myślenia[18].
Chesterton zaczął się wtedy zastanawiać, czy popularny obraz duchownych i w ogóle chrześcijaństwa jest prawdziwy. Wszystko co obserwował zadawało mu kłam. Postawa Conrada Noela, a z drugiej strony jego ekscentryzm, sprawiły, że bracia Chestertonowie zaczęli się poważniej zastanawiać nad Kościołem. Dostrzegli, że choć chrześcijanie w sprawach wiary muszą być ze sobą zgodni, w pozostałych sprawach różnią się praktycznie we wszystkim niczym kolory tęczy. Podobało się to Gilbertowi, który lubił bardzo różnorodność. Przestali także być (zwłaszcza Cecil) antyklerykałami. Odepchnięci przez socjalizm, sceptycyzm i inne głupstwa, znaleźli biegun, który zaczął ich przyciągać. Zaczęli ciążyć ku chrześcijaństwu z przekonania, choć jeszcze powoli. Najlepiej ten stan ducha oddał Cecil słowami z Ewangelii: Czy on jest grzesznikiem, tego nie wiem. Jedno wiem, że byłem ślepy, a teraz widzę. W 1901 Conrad Noel udzielił ślubu Gilbertowi i Frances[19].
Gilbert pod wpływem Noela zainteresował się teologią. Zaczął odkrywać, że bardzo dobrze odpowiada ona na jego pytania: najbardziej o pytanie na zło – przez naukę o grzechu pierworodnym i nieutożsamianie człowieka z Bogiem. W czasie polemiki z Robertem Blathfordem, zarzucającym chrześcijaństwu stosowanie tortur i innych okrucieństw, napisał:
Nie wystarczy zakrzyknąć „chrześcijanie prześladowali – precz z chrześcijaństwem!”, tak samo, jak nie wystarczy krzyczeć: „wyznawca konfucjanizmu ukradł mi szczoteczkę do zębów – precz z konfucjanizmem!”. Chcielibyśmy wiedzieć, czy wyznawca konfucjanizmu ukradł szczoteczkę z jakiegoś powodu typowego wyłącznie dla wyznawców konfucjanizmu czy też z powodu typowego również dla wielu innych ludzi. Jest ewidentne, że chrześcijanie torturowali swoich przeciwników z powodu typowego dla ogromnych rzesz ludzi – bo mocno wierzyli w swe poglądy i bez skrupułów próbowali je narzucić... Chrześcijanie nie wymyślili tortur. Przejęli tylko straszne zabawki pogan. Tortury powstały jako dzieło państwa, społeczeństwa, ideałów społecznych, innymi słowy – socjalizmu. (…) Pan Blathford zadaje niewłaściwe pytanie. Nie ma sensu pytać: „dlaczego chrześcijaństwo jest tak złe, skoro jakoby jest tak dobre?” Właściwe pytanie brzmi: „dlaczego wszystko, czegokolwiek tknie się człowiek, jest tak złe, skoro jakoby jest takie dobre?” Czemu najbardziej szlachetne plany i zamiary nie mogą oprzeć się zepsuciu? Gdyby pan Blathford ruszył tropem tej zagadki... jego septyczna pielgrzymka zakończyłaby się tam, gdzie zaczyna się chrześcijaństwo. Odkryłby dogmat o grzechu pierworodnym[20].
Tylko chrześcijaństwo potrafiło dać odpowiedź na pytanie o to, dlaczego życie jest takie piękne i zarazem takie złe. Gilbert nie był w stanie uruchomić maszyn dobra i zła świata, dopóki nie sprzęgł ich za pomocą chrześcijaństwa.
Pomogła mu też postać św. Franciszka z Asyżu. Święty ten fascynował go i jednocześnie zdumiewał. Zapytywał sam siebie: Dlaczego ktoś, kto kochał to, na co ślepi byli wszyscy inni ludzie, postanowił być ślepy na to, co wszyscy inni ludzie kochali? Dlaczego został mnichem, a nie trubadurem[21]? Wierzył, że odpowiedź na te pytania będzie zarazem odpowiedzią na problemy obecnego świata.
Zastanawiał się również nad powodami, dla których ludzie nie lubią chrześcijaństwa i zaciekle je atakują. Zauważył, że sądząc z tych ataków, chrześcijaństwo to rzeczywistość niezwykła, posiadająca w sobie szczególny dar łączenia wad sobie przeciwnych:
Chrześcijaństwo nie może być wszak czarną maską na białym obliczu świata, a jednocześnie białą maską na czarnym obliczu świata. (…). Wygląda na to, że to nie chrześcijaństwo jest tak złe, że można w nim znaleźć wszystkie wady, ale że każdy kij jest wystarczająco dobry, by nim uderzyć w chrześcijaństwo[22].
Ponadto dostrzegł, że każdy z krytyków chrześcijaństwa atakował je z jednego, sobie swoistego, punktu widzenia i oskarżali chrześcijaństwo o jego pomijanie. Socjaliści oskarżali o sprzyjanie bogatym, kapitaliści o sprzyjanie biednym.. Ale żaden z nich nie potrafił zachować proporcji swojej własnej doktryny. Tylko chrześcijaństwo potrafiło ułożyć z różnych wartości wieżę, która nie byłaby domkiem z kart.
Rozmyślał także nad postacią Chrystusa. Jak pozostałe rozwiązania, także to było niekonwencjonalne. Zamiast zapytywać, jak jego współcześni, czy Jezus był Bogiem, zaczął od pytania, jak ludzie mogliby odbierać Boga, który rzeczywiście stałby się człowiekiem i chodziłby po ziemi. Z pewnością byłaby to postać, w której dostrzegalibyśmy wielkie sprzeczności. Słuchając wypowiedzi takiej osoby, odbieralibyśmy je jako sprzeczne, bo Bóg patrząc na wszystko z góry widziałby związek między sprawami dla nas zupełnie oddzielnymi. Bylibyśmy jak ludzie oglądający układającego puzzle bez znajomości obrazka, który ma powstać. „Mięlibyśmy przy nim uczucie, że wywraca wszystkie nasze normy do góry nogami, i zarazem uczucie, że z całą pewnością ustawia każdą normę tam, gdzie być powinna”[23]. Jedynym wyjaśnieniem tych sprzeczności jest przyjęcie, że Jezus z Ewangelii był rzeczywiście Synem Bożym. W 1903 roku po raz pierwszy określił się publicznie jako chrześcijanin.
Tymczasem jego sytuacja zawodowa bardzo się zmieniła. Po pierwszych publikacjach w Speakerze pisanych pod inicjałami G.K.C. do redakcji przyszło wiele listów z prośbą o ujawnienie tożsamości tego fantastycznego publicysty. W ciągu dosłownie kilku miesięcy stał się niezwykle popularny. Jego styl pisania jest bardzo dowcipny, bardzo miło się go czyta. Posiadał niezwykłą zdolność poruszania tematów ważnych i doniosłych w sposób lekki i przejrzysty. Potrafił pisać praktycznie o wszystkim i o wszystkim pisał o wiele lepiej niż pozostali. Spod jego pióra wychodziły nie tylko eseje i felietony. Wydawał też tomiki wierszy i książki. Wśród nich były m.in. powieści kryminalne, których bohaterem był ksiądz Brown. Wyrobił sobie nie tylko charakterystyczny styl, ale też charakterystyczny wygląd. Był bardzo wysoki i tęgi, a przy tym jako niedoszły artysta bardzo lekko traktował sprawę ubioru. Jego żona próbowała uczynić z niego dżentelmena. Dawało to efekty raczej humorystyczne. W końcu postanowiła, że lepiej będzie dać mu po prostu wyróżniające elementy stroju. W ten sposób był rozpoznawalny na londyńskich ulicach dzięki kapeluszowi, pelerynie, okularach na łańcuszku (no i po papierosie). Popularność poprawiła znacząco jego finanse. Był zapraszany na wiele odczytów, jeździł z wykładami po całej Anglii. Zapraszano go też na debaty z różnymi postaciami zarówno ze świata polityki jak i przedstawicielami różnych stronnictw i ruchów. Otrzymał też propozycje pisania w gazetach „Daily News” i „The Illustrated London News”. Razem z Frances wynajmowali skromne mieszkanie w Londynie. Później przeprowadzili się do podlondyńskiej miejscowości Beaconsfield, wynajmując tam dom o nazwie Overroads (dopóki nie zbudowany został ich własny dom).

W tym punkcie muszę dać jedno wyjaśnienie. Kiedy mowa o chrześcijaństwie Gilberta, nie chodzi tu o kościół anglikański w jego wydaniu liberalnym. Jeśli mówił o chrześcijaństwie, prawi zawsze miał na myśli anglokatolicyzm. Pod wpływem Frances i Conrada Noela stał się członkiem Kościoła Wysokiego, skrzydła anglikanizmu najbardziej zbliżonego do katolicyzmu. Choć potem napisał, że „anglokatolicyzm był po prostu jego niepełną konwersją na katolicyzm[24], to w owym czasie wydawało mu się, że jego droga do wiary zakończyła się. Odnalazł spokój w chrześcijaństwie, porzuciwszy znacznie bardziej nieokreślone i obojętne przekonania niż anglikanizm: agnostycyzm czy unitarianizm. Jak to się stało, że w końcu uczynił ten mały krok wprowadzający go do Kościoła katolickiego? I dlaczego ów mały krok zabrał mu tak wiele czasu?
Opisując po latach, z myślą o potencjalnych konwertytach, swoją drogę do katolicyzmu (w książce „Kościół katolicki i konwersja”) podzielił ją na trzy etapy: protekcjonalność wobec Kościoła, odkrywanie Kościoła i ucieczkę przed Kościołem.
W pierwszym etapie człowiek broni Kościoła przed urojonymi i rzeczywistymi zarzutami, przełamuje swoje uprzedzenia (i stara się przełamać uprzedzenia innych). Ale nie chce się nawrócić, nawet o tym nie myśli. Ten etap zaczyna się od spostrzeżenia, że Kościół katolicki jest instytucją atakowaną ze wszystkich stron, nieraz argumentami sprzecznymi ze sobą. Krytyka Kościoła istniała już dawno, ale wraz z upływem czasu zmieniał się dość dziwnie przedmiot tej krytyki. Chesterton pisał:
Cała reformacyjna argumentacja przeciwko katolicyzmowi została całkowicie odwrócona. Współczesny świat nie tylko uniewinnił Kościół praktycznie od wszystkich zarzutów reformacji, ale oskarżył go o przeciwne zbrodnie. To tak, jakby tłum reformatorów oskarżał papieża o sknerstwo, a sąd nie tylko uniewinnił go, ale skazał za rozrzutne rozdawanie pieniędzy owemu tłumowi[25].
Podobnie jest z dzisiejszym zamiłowaniem do sztuki – przeciwnym nauczaniu protestantów[26]. Doszedł do wniosku, że Kościół katolicki „jest znienawidzony jak nic innego na świecie po prostu dlatego, że sam jest jak nic innego na świecie”[27] Właśnie w ten sposób zaczęło się jego zdumienie nad rzeczywistością katolicyzmu. Gdy bronił chrześcijaństwa przed niesprawiedliwymi zarzutami współczesnych, bronił także katolicyzmu. Wspominał, że kiedy zaczął pracować w Daily News, zadał sobie trud sporządzenia listy piętnastu nieprawdziwych stwierdzeń na temat Rzymu[28]
Garść przykładów: Gilbert zauważył nieprawdziwość twierdzenia, że szkoccy konfederaci prezbiteriańscy walczyli o wolność religijną, skoro nie uznawali tolerancji religijnej. Inny zarzut mówił, że Kościół domagał się tylko ortodoksji, a nie moralności. Jeśli to prawda, mówi Chesterton, to w odniesieniu do zwolenników zbawienia przez wiarę. Na krytykę mszy łacińskiej odpowiedział, że nie chodzi tu o różnicę między martwym językiem, a żywym językiem, lecz o różnicę między martwym językiem a językiem umierającym, który nieuchronnie się degeneruje. Jeszcze inny zarzucał katolikom, że ich formuły modlitewne wypowiadają bez zrozumienia i automatycznie. To nieprawda, ripostuje Chesterton. Kiedy katolik mówi np. Kyrie eleison mówi to co myśli. Bezrefleksyjnie za to wypowiada słowa wielu współczesnych, zaczynając listy od Szanowny Panie a kończąc Z wyrazami szacunku. Inny spór dotyczył autorytetu Biblii. Chesterton analizując krytykę tradycji na rzecz autorytetu Pisma Świętego zauważył dziwną sprzeczność. Otóż wyobraźmy sobie, że jakiś przypadkowy przechodzień obserwuje katolickie obrzędy. Widzi, że cześć przez okadzenia, błogosławieństwa i temu podobne oznaki kultu jest przez Kościół oddawana Najświętszemu Sakramentowi, obrazom, relikwiom i Biblii. Wiedząc to, będzie szczerze zdziwiony tym, że protestanci wybrali z tych licznych przedmiotów kultu jeden, a pozostałe odrzucili jako katolickie fałszerstwo. Pojawiać się mogą pytania o to, co kierowało protestantami, że ten akurat,a nie inny przedmiot kultu sobie upodobali? Dlaczego mówią: Najświętszy Sakrament, relikwie, obrazy to bałwochwalstwo papistów, ale Pismo Święte to szczera prawda? W dodatku Chesterton zauważył, mając na myśli nowoczesną krytykę biblijną, że protestanci zarzucając Kościołowi, że nie wierzy w Pismo Święte sami odkrywają, że w nie nie wierzą. Analizując Biblię w najdrobniejszych szczegółach, prześwietlając ją ze wszystkich stron doszli do zaprzeczenia boskości Pana Jezusa i do skreślenia wielu ze swoich przekonań – o istnieniu piekła i nieba na przykład. Mimo to nie przestają zarzucać katolikom lekceważenia Biblii:
Postęp polegał na tym, że syn kopał swojego ojca za to, że zamknął na klucz piękną i wartościową księgę, którą tenże syn następnie podarł na tysiąc kawałków[29].
Wielu zarzucało księżom (zwłaszcza jezuitom), że często mijają się z prawdą i zwyczajnie kłamią. Ale ta wada jest o wiele powszechniejsza w sopłeczeństwie – odpowiada Gilbert. Każda dama powie, że dziecko drugiej kobiety jest ładne – nawet jeśli jest brzydkie jak noc. „Niedorzecznością jest piętnować pół tuzina papistowskich księży za grzech popełniany codziennie przez pół miliona protestanckich świeckich”[30]. Zdarza się, co prawda, że ksiądz staje się rozpustnikiem. Ale dlaczego rozpustnik miałby zostawać księdzem? Po co miałby ślubować czystość i posłuszeństwo i narażać się na dotkliwe sankcje i ostracyzm, gdy je złamie? Z talentem i zainteresowaniami jakie posiada mógłby przecież bez problemów znaleźć zajęcie bardziej odpowiadające jego pragnieniom i nie niosące takich konsekwencji. Kościół jest wrogiem patriotyzmu i państwa, mówiło wielu. Gilbert się z tym nie zgadzał. Po pierwsze dlatego, że zarzut ten opierał się na szowinistycznej definicji patriotyzmu, a po drugie – trudno oskarżać o wrogość do państwa Kościół, skoro to on je właściwie stworzył, przez kulturę i instytucje. Chyba nie będziecie sądzić – pyta ironicznie – że gdy św. Augustyn lądował w Anglii spotkał już kluby dżentelmenów pijących kawę, czytających gazety i grających w golfa w niedzielne popołudnie? Wiele jednak kontrowersji brało się po prostu z ignorancji. Gilbert przytacza stwierdzenie, które razu pewnego usłyszał: „Nieposłuszeństwo księdzu jest jedynym grzechem, który nie może zostać odpuszczony. Grzech taki nazywamy zarezerwowanym”. To nieprawda. Widać jasno, że ktoś usłyszał pojęcie „grzech zarezerwowany” i kierując się uprzedzeniami ubrdał sobie, że znaczy to a to.

Walcząc z tymi uprzedzeniami Chesterton osiągnął stan, który opisał następująco:
Kiedy ktoś naprawdę widzi Kościół, nawet jeśli nie podoba mu się to, co widzi, nie widzi tego, co spodziewał się, że wywoła jego niechęć. Nawet jeśli wciąż chce zabijać, nie potrafi już oczerniać. (…) Opada z niego święty pancerz niepokonanej ignorancji; nigdy już nie może być tak głupi jak przedtem[31]
Chesterton nie nawrócił się jednak na katolicyzm po prostu dlatego, że nie podobał mu się protestantyzm.
Kościół wyciągnął mnie z anglikanizmu – tak jak na długo przedtem sama idea matki Bożej wyciągnęła mnie ze zwykłego protestantyzmu – przez to, że był sobą, to znaczy, że był piękny. Nawróciłem się na skutek pozytywnego wpływu jaki wywarło na mnie to czego jeszcze nie miałem, a nie dzięki negatywnemu deprecjonowaniu tego, co już posiadałem[32]
Zaczął się drugi etap drogi, nazwany przez Chestertona odkrywaniem Kościoła. Broniąc Kościoła przed niesprawiedliwymi atakami pozbył się sam uprzedzeń wobec niego. Spod sadzy wyłonił się ciekawy obraz. Zaczyna się interesować Kościołem. Zapoznaje się z jego słownictwem i odkrywa, że ma ono zupełnie sensowne znaczenie, inaczej niż w prasie popularnej, gdzie takie pojęcia jak „grzech powszedni” czy „rada ewangeliczna” nie oznaczają nic. Jak pisał, ten etap właściwie nie jest etapem, ale postępem. Chociaż trwał dość długo, jest bardzo przyjemny. Człowiek przypomina wtedy odkrywcę nowego kontynentu – gdziekolwiek by nie postawił nogi zobaczy coś nowego i niezwykłego. „To etap, kiedy człowiek stara się nieświadomie się nawrócić”.

Między innymi wtedy Chesterton zauważył wyraźnie, że katolicyzm, choć sprawia wrażenie starej, jest religią nową i młodą, a protestantyzm jest martwy, choć sprawia wrażenie młodego. Młodość Kościoła nie polega na tym, że są w Nim młodzi ludzie. Chodzi o nowość idei. Zdarza się, że młody człowiek zachwyci się dziewictwem, postaciami św. Klary czy św. Teresy i wstąpi do klasztoru, czy nawet do seminarium, ale raczej się nie zdarza, żeby ktoś został kalwinistą, bo pociąga go wizja ludzi przeznaczonych do zła odwiecznym wyrokiem Boga. Próżno szukać protestantów, którzy chcieliby wrócić do oryginalnych nauk Johna Knoxa, tak jak katolicy chcą wrócić do nauk św. Jana od Krzyża. Jeszcze jeden przykład pokazujący tę różnicę. Pewnego razu Gilbert komentował wypowiedź Jamesa Douglasa o aktualności Johna Bunyana – pisarza protestanckiego z XVII w. Douglas stwierdził, że powinniśmy docenić geniusz literacki Bunyana nie przejmując się jego przestarzałą teologią, podobnie jak podziwiamy Dantego, nie przejmując się jego martwą teologią. Gilbert zauważył, że teologia Dantego wcale nie jest martwa. Oczywiście, Douglas pewnie powiedziałby, że to normalne – papista uważa papistowski dogmatyzm za żywy. Ale według Chestertona problem polega na tym, że Douglas jako protestant uważa protestancki dogmatyzm a martwy. Przy tym Kościół ma wielką zdolność łączenia w sobie aspektów wielkości z czymś jednocześnie swojskim – Gilbert przyrównał to do mamuta, który stałby się domowym zwierzaczkiem. W końcu odkrył też to, że Kościół miał rację tam, gdzie on się mylił – mając na myśli doktrynę z Rerum Novarum. Opisał to w ten sposób, jakby ktoś powiedział nam nie, żebyśmy nie chodzili do pubów w ogóle, ale do konkretnego pubu, np. pod Świnką i Dzwonkiem. Jeśli go zlekceważymy, a potem dostaniemy w tym pubie łomot, będziemy cenić bardziej jego radę. W gruncie rzeczy nie potrzebujemy religii, która ma rację tam, gdzie my mamy rację. Potrzebujemy religii, która ma rację tam, gdzie my jej nie mamy. Taki jest katolicyzm. Natomiast wszystkie inne religie są „dziećmi swoich czasów”, odbijając ich ograniczenia i mentalność. To nie inne religie dają wolność myślenia, ale właśnie katolicyzm. Więcej, w Kościele człowiek uczy się, jak naprawdę myśleć. Gilbert śmiał się po swojej konwersji z opinii, że teraz osiągnął pokój w bezmyślności i ślepej wierze w dogmaty. Odpowiadał że spokój w wierze na tym nie polega. Raczej jest jak sytuacja paralityka, który po wyzdrowieniu nie leży dalej na łożu, ale uczy się od nowa chodzić. „Kościół od wewnątrz jest o wiele większy niż od zewnątrz”.

...