wtorek, 11 czerwca 2013

zdjecie
Max Rossi/Reuters

Zbawienie polega na życiu pociechą Ducha Świętego

Poniedziałek, 10 czerwca 2013 (18:09)
Ojciec Święty Franciszek podczas porannej Mszy św. sprawowanej w kaplicy Domu Świętej Marty mówił, że prawdziwa wolność pochodzi z otwarcia Panu drzwi naszych serce. Jednocześnie Papież zaznaczył, że zbawienie polega na życiu pociechą Ducha Świętego, a nie pociechą ducha świata.
W Eucharystii sprawowanej w Domu Świętej Marty, a koncelebrowanej przez ks. kard. Stanisława Ryłkę, ks. bp. Josefa Clemensa i arcybiskupa Tellicherry w Indiach, ks. abp. George'a Valiamattama, wzięła udział grupa kapłanów i pracowników Papieskiej Rady ds. Świeckich – podaje Katolicka Agencja Informacyjna.
Papież zastanawiał się, co jest dla chrześcijanina pociechą. Zwrócił uwagę, że św. Paweł na początku Drugiego Listu do Koryntian używa kilkakrotnie słowa „pociecha”. Franciszek dodał, że Apostoł Narodów zwracał się do chrześcijan młodych w wierze, ludzi, którzy niedawno rozpoczęli podążanie drogą Jezusa. Podkreśla on właśnie pociechę, choć nie wszyscy ówcześni chrześcijanie byli prześladowani. Byli to normalni ludzie, którzy odnaleźli Jezusa. Jak zaznaczył Papież, to właśnie odnalezienie Jezusa było taką zmianą życia, że konieczna była specjalna moc Boża, jaką jest pociecha. To obecność Boga w naszym sercu. Jednak aby Pan był obecny w naszym sercu, konieczne jest otwarcie bram, konieczne jest nasze „nawrócenie”.

– Zbawieniem jest to właśnie, życie pociechą Ducha Świętego, a nie życie pociechą ducha tego świata. Nie, nie jest zbawieniem to, co jest grzechem. Zbawieniem jest postępowanie naprzód i otworzenie swego serca, aby nadeszła ta pociecha Ducha Świętego, które jest zbawieniem. Ależ czy nie można trochę ponegocjować? Trochę słodyczy? Trochę Ducha Świętego, a trochę ducha tego świata... Nie! Jedno albo drugie – wskazał Ojciec Święty, którego wypowiedź cytuje KAI.

Ponadto Franciszek przypomniał w homilii słowa Pana Jezusa, że nie można dwom panom służyć. Zaznaczył, że albo służymy Panu, albo duchowi świata. Nie można tego wszystkiego wymieszać. Papież zaznaczył, iż tak więc kiedy jesteśmy otwarci na Ducha Pana, możemy zrozumieć nowe prawo, które przynosi nam Pan: Błogosławieństwa, o których mówi dzisiejsza Ewangelia. Jednocześnie Ojciec Święty dodał, iż błogosławieństwa te można zrozumieć tylko wówczas, jeśli ktoś ma otwarte serce, można je zrozumieć przez pociechę Ducha Świętego, a nie tylko za pomocą ludzkiej inteligencji.

– Są to nowe przykazania. Ale jeśli nie mamy serca otwartego na Ducha Świętego, wydają się głupstwem. „Ale spójrz, bycie ubogim, cichym, miłosiernym nie wydaje się rzeczą, która prowadzi nas do sukcesu”. Jeśli nie mamy otwartego serca i jeśli nie zasmakowaliśmy tej pociechy Ducha Świętego, które jest zbawieniem, to nie rozumiemy tego. Jest to prawo dla tych, którzy są zbawieni i otworzyli swoje serca na zbawienie. Jest to prawo ludzi wolnych, wolnością Ducha Świętego – wskazał Papież zgromadzonym na Eucharystii w kaplicy Domu św. Marty.

Ojciec Święty zauważył przy tym, że ktoś może porządkować swoje życie na podstawie listy przykazań i procedur, zestawie czysto ludzkim. Jednakże to w ostateczności nie przynosi nam zbawienia. Tylko otwarte serce przynosi nam zbawienie. Jednocześnie przypomniał, że tak wielu ludzi chciało przebadać nową naukę Jezusa, a następnie z Nim dyskutować. Działo się tak, ponieważ mieli serce zamknięte w swoich sprawach, które Bóg chciał przemienić.

W trakcie homilii Franciszek zastanawiał się, dlaczego są ludzie, których serce jest zamknięte na zbawienie – dodaje KAI. Papież zwrócił uwagę, że istnieją ludzie obawiający się zbawienia. Potrzebujemy, ale się boimy, gdyż kiedy przyjdzie Pan, aby nas zbawić, wszystko musimy oddać. To On rządzi! tego się obawiamy, bo to my chcemy rozkazywać. Ojciec Święty dodał, że aby zrozumieć te nowe przykazania, potrzebujemy wolności, rodzącej się z Ducha Świętego, który nas zbawia, który nas pociesza i jest dawcą życia.

– Możemy dziś prosić Pana o łaskę, aby iść za Nim, ale z tą wolnością. Bo jeśli chcemy iść za Nim jedynie z naszą ludzką wolnością, to w końcu staniemy się hipokrytami jak faryzeusze i saduceusze, którzy się z Nim sprzeczali. To właśnie jest hipokryzja: niedopuszczenie, aby Duch Święty przemienił serce swoim zbawieniem. Wolności Ducha, jaką nam daje Duch Święty jest także rodzajem niewolnictwa, „niewolnictwa” wobec Pana, który nas wyzwala, jest inną wolnością – stwierdził Ojciec Święty i dodał: natomiast wolność wyłącznie nasza jest zniewoleniem, lecz nie względem Pana, ale ducha tego świata.
- Prośmy o łaskę otwarcia naszego serca na pocieszenie Ducha Świętego, aby ta pociecha, która jest zbawieniem, pozwoliła nam dobrze zrozumieć te przykazania. Niech się tak stanie! – wskazał na Ojciec Święty na zakończenie dzisiejszej homilii.
IK
NaszDziennik.pl

Monika Bartoszewicz: W Europie powstaje powstaje archipelag małych kalifatów

07.06.2013
Po doniesieniach z Wielkiej Brytanii a także Francji, gdzie tak zwane „no-go zones” od wielu już lat stanowią problem tak lokalnych polityków, jak i policji, przyszła kolej na Holandię, gdzie mały kalifat odkryto właśnie w samym centrum Hagi - pisze Monika Bartoszewicz. 
Historie opisujące działania obywatelskiej policji muzułmańskiej, której celem jest narzucenie przestrzegania prawa koranicznego w przestrzeni publicznej, zazwyczaj na obszarach zdominowanych przez mniejszości muzułmańskie pojawiły się tej wiosny i relacjonowały sytuację w całkowicie zislamizowanych dzielnicach miast angielskich. Komentatorzy zapewniali wtedy, że nie ma powodów do obaw, gdyż są to aberracje społeczne, odizolowane przypadki, w żadnym razie niebędące elementami jakiegoś szerszego trendu. Wbrew jednak analizom, rzeczywistość udowadnia, że tworzenie społeczeństwa równoległego tworzącego paralelny system oparty na zupełnie innym systemie kulturowo-cywilizacyjnym, nie jest wymysłem kilku zaledwie radykalnych jednostek, ale rzeczywistą potrzebą wspólnot muzułmańskich. Zjawisko to polega na tym, że muzułmanie w sposób naturalny dążą do odizolowania się od populacji niemuzułmańskiej, a następnie na obszarach, na których dominują, wprowadzają zwyczaje i regulacje oparte na prawie koranicznym. W ten sposób na kontynencie europejskim tworzą się wysepki wymykające się kontroli państwa, tworzące wciąż rosnący archipelag małych kalifatów. Po doniesieniach z Wielkiej Brytanii a także Francji, gdzie tak zwane „no-go zones” od wielu już lat stanowią problem tak lokalnych polityków, jak i policji, przyszła kolej na Holandię, gdzie mały kalifat odkryto właśnie w samym centrum Hagi.
Dzielnicą, która w Hadze została zdominowana przez konserwatywnych wyznawców Mahometa, jest Schilderswijk. Na tym obszarze mieszka więcej muzułmanów, niż w całej reszcie miasta, a ponieważ w swojej enklawie stanowią oni przytłaczającą większość, chcą aby prawa, którymi się rządzą obowiązywały także w zawładniętej przez nich przestrzeni publicznej a tym samym dotyczyły wszystkich. W ten sposób szariat podbija ulice kolejnej europejskiej metropolii. W wyniku tego cierpią nie tylko osoby nie wyznające islamu, ale również zamieszkujący te okolice umiarkowani muzułmanie, którzy pod wpływem nacisku swoich współziomków zmuszeni są do odrzucenia praw i zwyczajów holenderskich i przestrzegania zaleceń koranicznych. W ten właśnie sposób w Schilderswijk nie można palić na ulicy, sprzedawać żadnego alkoholu, ani oferować posiłków zawierających wieprzowinę. Na terenie całej enklawy zdominowanej przez stare budownictwo mieszka około 5000 osób, działają tam też 3 meczety, znane z propagowania salafizmu, a więc radykalnej interpretacji islamu.
W czasie ostatnich dwóch miesięcy tereny „małego kalifatu” regularnie odwiedzali dziennikarze holenderskiej gazety Trouw. W swojej publikacji zwracają oni uwagę na to, że chociaż Schilderswijk nazywane było „zapomnianym trójkątem” (jako że zostało pominięte w czasie ostatniej odnowy przestrzeni miejskiej w Hadze), ostatnio przyjęła się jeszcze jedna nazwa określająca muzułmańską enklawę. Okazuje się bowiem, że zarówno mieszkańcy Schilderswijk, jak i rezydenci innych dzielnic, przedstawiciele administracji lokalnej, a także działacze organizacji pozarządowych używają (albo przynajmniej znają) nazwę „trójkąt szariatu” a nawet „czubek miecza”. Ta ostatnia nazwa jest aluzją do wersetu koranicznego niesławnej sury At-Tawba („A kiedy miną święte miesiące, wtedy zabijajcie bałwochwalców, tam gdzie ich znajdziecie; chwytajcie ich, oblegajcie i przygotowujcie dla nich wszelkie zasadzki!” 9:5) zwanego właśnie „wersetem miecza” – tego fragmentu świętej księgi muzułmanów, który został objawiony Mahometowi jako ostatni, a zatem zgodnie z zasadą abrogacji, anuluje wersety wcześniejsze.
Ludzie, z którymi holenderscy dziennikarze rozmawiali, potwierdzili, że rozwój „małego kalifatu” i wprowadzanie szariatu w przestrzeń publiczną nie stało się z dnia na dzień, ale raczej trwało latami – był to proces żmudny, długi a także cichy – przeprowadzany z dala od czujnego oka opinii publicznej. Obecnie w Schilderswijk postępuje proces wyłączania tego obszaru spod wpływów służb państwowych. Znane są przypadki kiedy wezwanym policjantom zasugerowano, aby odjechali zostawiając w spokoju mieszkańców, którzy “sami poradzą sobie z tym problemem”. Na szczęście, według tego, co udało się ustalić dziennikarzom Trouw, funkcjonariusze zignorowali dobre rady, ale przecież niedługo może nadejść dzień, kiedy się tak nie stanie. Albo też kiedy nikt nie wezwie policji. Już teraz dziewczęta ubrane w spódnice powyżej kolan, albo podkoszulki na ramiączka są nagabywane przez kobiety okryte od stóp do głów, otwarcie wyrażające swoją dezaprobatę dla obsceniczności takiego ubioru. Zapytana o powody swojego zachowania jedna ze strażniczek tekstylnej moralności odparła spokojnie: - Kobiety w „pasie biblijnym”[1] także noszą długie spódnice a w Staphorst nikt nie pracuje w niedzielę. Większość decyduje. To właśnie nazywamy demokracją – kontynuowała muzułmanka – na tym zbudowana jest Holandia.
Statystyki policyjne pokazują, że w dzielnicy ostatnio znacząco spadł poziom przestępczości, podczas jednak, gdy jedni uważają to za sukces programów prewencyjnych, inni mówią, że niemałą rolę odegrał „strach przed gniewem Allacha”. Miałoby to wskazywać na ogromny wpływ jaki w dzielnicy wywierają „prawdziwi wyznawcy”, przed którymi drżą nawet młodzieżowe gangi uliczne. Władze gminne zapytane o oficjalną wypowiedź w temacie zjawisk zachodzących w dzielnicy odparły, że nie mogą udzielić „wyważonej i merytorycznej” odpowiedzi w tej „skomplikowanej kwestii” z powodu braku czasu. To chyba najlepiej świadczy o tym jak władze (w tym te lokalne!) są przygotowane do tego, by radzić sobie ze wspólnotami muzułmańskimi, oraz z ich ambicjami, by z mniejszości stać się większością.
Monika Bartoszewicz 
[1] Pasem biblijnym (hol. De Bijbelgordel) nazywa się w Holandii wąski pas kraju zamieszkany głównie przez konserwatywnych protestantów. Bijbelgordel rozciąga się od Zeeland poprzez Betuwe i Veluwe aż po północną część prowincji Overijssel. 

Banki szykują się na wykradanie oszczędności obywateli na całym świecie.
Prisonplanet.pl
Polska
2013-04-06
Ekonomia
Po Cypryjskim eksperymencie rekiny finansjery na świecie szykują się do przejęcia kont oszczędzających.

Rząd Kanady wydał legislację, dającą podstawę prawną do przeprowadzenia konfiskaty oszczędności.

"Dwa tygodnie temu, Flaherty (minister finansów Kanady) zapisał w swoim budżecie, że Ottawa przygotowuje nowy zestaw tak zwanych przepisów spłat banków, które będą mogły być wprowadzone w sytuacji bankructwa dużego banku." czytamy w kanadyjskim serwisie The Star.Wymyślono nawet nową, nie posiadającą złych konotacji nazwę na okradanie kont z angielska brzmiącą “bail-in”, w przeciwieństwie do wcześniejszego "bail-out" (wsparcie finansowe). "Nowe przepisy pozwolą federalnym regulatorom na przejęcie nieokreślonych bankowych zobowiązań - w tym, być może, nieubezpieczonych oszczędności deponentów - wykorzystując je dla podtrzymania słabnącej instytucji."

Tymczasem w Europie, Federico Ghizzoni, szef największego pożyczkodawcy Włoch, UniCredit SpA.wzywa do ujednolicenia przepisów w skali świata pozwalających na wchodzenie na konta indywidualnych obywateli w sytuacji niewypłacalności instytucji finansowych lub rządowych.

"Nieubezpieczone depozyty mogą być wykorzystane w przyszłych bankowych bankructwach co daje globalnym prawodawcom uzgodnione, wspólne podejście, według Federico Ghizzoni, dyrektora generalnego największego pożyczkodawcy Włoch, UniCredit SpA. (UCG)" pisze Bloomberg. "Cięcia dużych depozytów w upadających bankach, wraz z innymi zobowiązaniami, takimi jak obligacje, w celu zrównoważenia strat są dopuszczalne, o ile fundusze małych oszczędzających pozostają chronione powiedział dziennikarzom w Wiedniu. Unia Europejska musi wprowadzić identyczne reguły we wszystkich jej państwach członkowskich, a najlepiej jeśli te zasady zostaną skoordynowane w skali globalnej, powiedział."

Co się dzieje w światowym systemie bankowym:


OGLĄDAJ DALEJ>>>

Dalej czytamy "Ghizzoni powiedział, że depozyty powinny być włączone (przejęte) tylko wtedy gdy obligacje nie są wystarczające, a te poniżej gwarantowanego poziomu 100.000 euro powinny być nietknięte. Mimo, że wolałby, aby nie dotykać ich w ogóle, to zawarcie depozytów w globalnym planie byłoby akceptowalnym rozwiązaniem, powiedział."

Jeśli ktokolwiek jeszcze trzyma swoje oszczędności życia w banku to robi to na swoją własną odpowiedzialność, rekiny bowiem zwietrzyły świeżą krew...


Linki do artykułów źródłowych: LINKLINK


|  Unia Europejska z rządem Cypru ukradli 10% oszczędności z kont obywateli.   |  Nie kradnij, Rząd nie znosi konkurencji. Wywiad z Ronem Paulem.   |  Banki w Europie mogą teraz zajmować prywatne konta by pokrywać własne straty.   |  Kolejny test banków? Południowo koreańskie stacje TV i banki mają masowe awarie komputerów.   | Globalny test? Konta klientów banku Chase w USA zostały zredukowane do zera.   |

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Osły i uczeni

Felieton    tygodnik „Najwyższy Czas!”    7 czerwca 2013
Osły i uczeni do środka!” Ta słynna napoleońska komenda powinna zostać umieszczona przed głównym wejściem do Pałacu Staszica w Warszawie, gdzie, jak wiadomo, mieści się siedziba Polskiej Akademii Nauk. To znaczy powinna, oczywiście - ale w postaci zmodyfikowanej: osły do środka - uczeni won! No dobrze - ale jak odróżnić uczonego od osła? To trzeba wiedzieć na pewno, bo w przeciwnym razie w Polskiej Akademii Nauk pojawią się osoby niepożądane, co zakłóci panujący tam nastrój dobrego samopoczucia. Przyczynę tego nastroju już dawno wykrył Franciszek ks. de La Rochefoucauld zauważając, że „nikt nie jest zadowolony ze swojej fortuny, każdy - ze swego rozumu”. Zatem, żeby nic nie zakłócało błogiego nastroju, precyzyjna odpowiedź na pytanie, jak odróżnić uczonego od osła musi być udzielona. Nie wydaje się to specjalnie trudne. Uczony kieruje się prawdą, podczas gdy osioł kierowany jest odruchem stadnym.
Bardzo dobrą ilustracją tej prawidłowości jest przypadek pana profesora Krzysztofa Jasiewicza, który właśnie został odwołany ze stanowiska kierownika Zakładu Analiz i Problemów Wschodnich za udzielenie pismu „Focus” wywiadu, uznanego za „antysemicki”. Charakterystyczne jest, że żaden z krytyków profesora Jasiewicza nie podważył trafności ani jednego stwierdzenia z tej rozmowy, ba - nawet tego nie próbował! Ta powściągliwość pokazuje, że ci krytycy nie kierowali się żadnym kryterium prawdy, tylko odruchem stadnym. Każdy porykiwał lub pobekiwał wedle obyczaju oślego lub baraniego - w zależności od tego, do jakiej kategorii należy. Zwolnienie prof. Krzysztofa Jasiewicza z funkcji kierownika wspomnianego Zakładu dowodzi zaś, że połączone stada uznały, iż funkcje kierownicze w PAN mogą pełnić wyłącznie żydofile.
Nie jest to specjalnym zaskoczeniem, bo za komuny PAN w ogóle powstała dla roztoczenia politycznej kurateli nad polskim życiem naukowym, a wiadomo nie od dziś, że na takich kuratorów najlepiej nadają się osły albo barany. Prawdziwy uczony nigdy by się takiej policyjnej funkcji nie podjął, to jasne. Policjantowi bowiem w zasadzie wszystko jedno, czego pilnuje; czy „odchylenia prawicowo-nacjonalistycznego”, czy „antysemityzmu”, podczas gdy prawdziwy uczony, jak już wspomniałem - kieruje się przede wszystkim prawdą. Po drugie, casus pana prof. Jasiewicza dowodzi, że stado źle się czuje w towarzystwie prawdziwych uczonych, czemu skądinąd trudno się dziwić. Pamiętamy, że np. były prezydent naszego nieszczęśliwego kraju, pan Lech Wałęsa czuł się nieswojo w roli „mędrca Europy”, w jakiej obsadził go pan premier Tusk. W tej sytuacji nie można wykluczyć, ze prof. Jasiewicz w ogóle zostanie z Polskiej Akademii Nauk wyeliminowany, żeby już nic nie zakłócało stadnej harmonii.
Jako znany liberał nie mam nic przeciwko temu, by każdy swobodnie dobierał sobie towarzystwo, jakie mu odpowiada. Niejasne jest tylko jedno; na jakiej właściwie zasadzie PAN korzysta z pieniędzy zrabowanych podatnikom pod pretekstem „wspierania nauki”. Czyż taka działalność Polskiej Akademii Nauk ma cokolwiek wspólnego z nauką - oczywiście poza sprawowaniem nad nią policyjnego nadzoru? Taki nadzór nie jest przecież żadnym „wspieraniem nauki”, przeciwnie - nieuchronnie prowadzi do szamaństwa i tylko patrzeć, jak pod egidą PAN dojdzie w naszym nieszczęśliwym kraju do renesansu kultu Trofima Łysenki i rozkwitu innych, nowoczesnych zabobonów. Prezydent Putin wydał już rozporządzenie nakazujące FSB nawiązanie współpracy ze Służbą Kontrwywiadu Wojskowego, a nie ma takiej możliwości, by współpraca między razwiedkami nie przekładała się w charakterystyczny sposób na wszystkie dziedziny życia publicznego - zwłaszcza w naszym nieszczęśliwym kraju, okupowanym przez soldateskę.
Bardzo dobrym przykładem takiego przełożenia była kwietniowa konferencja zorganizowana w siedzibie Polskiej Akademii Nauk przez Ministerstwo Zdrowia oraz Ministerstwo Edukacji Narodowej w sprawie edukacji seksualnej dzieci. Do niedawna można było podejrzewać, że edukowanie seksualne dzieci to prywatny bzik pani minister Szumilas, znajdującej się w niebezpiecznym dla kobiet wieku - ale okazało się, że to nie żaden bzik, tylko wdrażanie „standardów Światowej Organizacji Zdrowia” - biurokratycznej międzynarodówki, z powodzeniem przechwytującej coraz większą władzę nad ludźmi pod pretekstem troski o ich „dobrostan”. A to ustalają dopuszczalną zawartość cukru w diecie, a to nakazują, by „dzieciom powyżej 15 roku życia wpajać krytyczne podejście do norm kulturowych i religijnych w odniesieniu do ciąży i rodzicielstwa”, a to doradzają ministrom zakupywanie szczepionek przeciwko ptasiej, czy świńskiej grypie, a to ustalą, że sodomia i gomoria nie są zboczeniami - i tak dalej.
Pewne światło na działalność WHO rzuca okoliczność, że większość forsy, jaką ta szajka dysponuje, pochodzi albo z farmaceutycznych koncernów, albo z fundacji Rockefellera, albo z fundacji Billa i Melindy Gatesów. Fundacja Rockefellera od dziesiątków lat wspiera programy depopulacyjne - oczywiście w odniesieniu do narodów uznanych za mniej wartościowe - a fundacja Billa i Melindy Gates - aborcję. Za otrzymane stąd alimenty biurokratyczna międzynarodówka WHO śpiewa z zadanego klucza - a sprawujący w naszym nieszczęśliwym kraju ministerialne funkcje Zasrancen, w podskokach to wszystko próbują realizować. Dodatkowe światło na całą sprawę rzuca informacja, że wspomniane „standardy” WHO opracowała do spółki z niemieckim Federalnym Biurem do spraw Edukacji Zdrowotnej.
Nietrudno się domyślić, że „standard” w postaci konieczności „wpajania” dzieciom powyżej 15 lat „krytycznego podejścia” do „norm kulturowych i religijnych” ma na celu masową demoralizację narodów przeznaczonych do politycznego i ekonomicznego ujarzmienia - a zatem jest ważnym instrumentem nowoczesnej wojny. Byłoby dziwne, gdyby w takim przedsięwzięciu nie uczestniczyła niemiecka razwiedka - a okoliczność, że obecny ambasador Republiki Federalnej Niemiec w Warszawie był do 2010 roku zastępcą jej szefa, stanowi dodatkową poszlakę. Z kolei skwapliwość, z jaką pani minister Szumilas i pan minister Arłukowicz namawiają się, jakby tu zgodnie z sugestiami pruskiego teoretyka wojny Karola Von Clausewitza, tę wojnę przeciwko polskiemu narodowi przenieść na nasze terytorium państwowe skłania do podejrzeń, że również oni - świadomie, albo z głupoty - wykonują zadania wyznaczone przez niemiecką razwiedkę. A Polska Akademia Nauk za wynagrodzeniem udziela takim konferencjom gościny, która w kodeksie karnym nazywana jest kuplerstwem.
Stanisław Michalkiewicz   http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=2842

piątek, 7 czerwca 2013

wszędzie oszuści

Statyny, “Nie, dziękujemy”. #2
Dr Jerzy Jaśkowski
Polska
2013-06-05
Nauka i technologia
Kontynuacja artykułu: Statyny, “Nie, dziękujemy”. #1

Jak się okazuje aż 25% całkowitego cholesterolu znajduje się w naszym mózgu. Pamiętać także należy, że 75% CHOLESTEROLU PRODUKJE NASZA WĄTROBA. Jeżeli wiec kardiolodzy tak zalecają stosowanie statyn, które zmniejszają wielkość cholesterolu, to może to jest wyjaśnienie dlaczego ONI łatwiej przyjmują informacje zawarte w reklamowych biuletynach przemysłu farmaceutycznego aniżeli wiedzę zawartą w opracowaniach naukowych. Informacje zawarte w biuletynach reklamowych tak jak każdą reklamę czyta się łatwo i przyjemnie. A nad pracą trzeba pomyśleć, a to przy braku cholesterolu jest ciężkim wysiłkiem. A jeszcze przebywanie w niewentylowanych pomieszczeniach o dużej koncentracji CO2 może dopełnić reszty.

Materiał nt skażenia CO2 i fluorem:


Pierwsza sprawa dotyczy hemodynamiki. Posiadamy dwa naczynia prawą i lewą komorę serca połączone zestawem rurek zwanych tętnicami i rurkami, zwanymi żyłami. Blaszki cholesterolowe usadawiają się tylko i wyłącznie w rurkach zwanych tętnicami. Nie znaleziono nigdy przypadku takiej blaszki w żyłach! Podstawowe prawo fizyki; prawo naczyń połączonych mówi, że przepływ z jednego naczynia do drugiego będzie zawsze dążył do wyrównania. Jeżeli w jakimś miejscu zwęzimy średnicę naczynia, to nic się nie stanie tylko zwiększy się szybkość przepływu cieczy w tym miejscu. Jak się zwiększy szybkość przepływu to ilość tlenu dostarczanego przez krwinki także się zwiększy. I jak tutaj wyjaśnić przy pomocy teoryjki cholesterolowej powstanie zawału w 99% tylko i wyłącznie w lewej komorze? Tego, kto [i na jakiej podstawie] stwierdził, że ilość krwi docierającej do akurat tylko lewej komory serca się zmniejszy, nie można do dnia dzisiejszego znaleźć. Szybko się ukrył. Oczywiście w przypadku zwężenia średnicy naczynia, opór wzrośnie do 4 potęgi ale to wpłynie tylko na pracę serca. Jeżeli praca okaże się niewystarczająca to w jednym naczyniu pozostanie więcej płynu aniżeli w drugim. Każdy lekarz i nie lekarz łatwo może to zaobserwować sprawdzając obrzęki. Jak wiadomo, woda zawsze gromadzi się w najniższych poziomach czyli w nogach. Jeżeli więc po całym dniu mamy spuchnięte stopy to wiadomo, że serduszko słabnie. Wystarczy zadać sobie dwa pytania aby potwierdzić rozpoznanie. Pytanie pierwsze brzmi: czy po nocy obrzęki mijają. Jeżeli tak to na pewno coś z sercem. Drugie pytanie: czy musimy w czasie nocy wstawać i udawać się do toalety. Ta sama zasada naczyń połączonych: woda z nóg w czasie snu spływa do nerek i powoduje częstsze oddawanie moczu. Czym bardziej “zmęczone” serce tym szybciej po zaśnięciu wstajemy pierwszy raz oddać mocz. Dodatkowo w ciągu dnia możemy sprawdzić tętno czyli puls. Normalnie powinien mieścić się w zakresie 70 - 90 uderzeń na minutę. Wzrost szybkości tętna jest dowodem uszkodzenia mięśnia sercowego. Oczywiście wzrost ten obserwować należy w czasie spokojnej normalnej pacy, a nie w czasie biegu za tramwajem. W czasie biegu puls może wzrosnąć nawet do 120- 140 uderzeń, ale powinien po kilku minutach powrócić do stanu wyjściowego. Żadne zwężenie tętnicy nic tutaj nie spowoduje. Jeżeli wystąpi ból za mostkiem w takiej sytuacji to świadczy, że dochodzi do zakwaszenia przemiany w mięśniu serca. Odkrył to już Otto Heinrich Warburg w 1931 roku i dostał za to nagrodę Nobla. Dziwnie szybko  wydarzenie to okryto niepamięcią.

U osób zmarłych z rozpoznaniem klinicznym zawału mięśnia serca badania sekcyjne  wcale nie wykazują blaszek miażdżycowych zamykających tętnice. Na ponad 10 000 sekcji wykonanych w USA z powodu zawałów stwierdzono blaszki miażdżycowe tylko u podstawy serca, natomiast sam zawał na szczycie serca.

Tak więc brak podstaw naukowych mówiących o tym, że nadmiar cholesterolu szkodzi. Wręcz przeciwnie:  jego niedobór może być przyczyną różnych dolegliwości z demencją włącznie. W latach 60 - 70 ubiegłego wieku uważano, że poziom 250 mg jest jak najbardziej prawidłowy. Uwagę lekarzy przykuwała dopiero wielkość powyżej 300 - 350 mg. Poprzez głosowanie w latach 80 ustalono prawidłowy poziom cholesterolu najpierw na 200 mg, po kilku latach na 150 mg, a obecnie chcą obniżyć do 100 mg. Jedno jest pewne po takiej obniżce większość społeczeństwa nie będzie miała problemów intelektualnych, ponieważ przestanie myśleć. I może o to właśnie chodzi?

Ad rem.
Badania wykazały, że cholesterol w połączeniu z siarką tworzy siarczany bezpośrednio odpowiedzialne za krzepliwość krwi. Brak cholesterolu zwiększa prawdopodobieństwo i częstotliwość powstawania w sprzyjających warunkach zakrzepów. Czyli czym niższy poziom cholesterolu tym łatwiej o zakrzepy.
W okresie ostatnich ok. 30 lat stwierdzono, że choroby tętnic spowodowane są nadmiarem cukrów, szczególnie chlorowcopochodnych fruktozy. To tworzy uszkodzenia w ścianach naczyń. Cholesterol jest po prostu rodzajem plastra na takie uszkodzenia. Pamiętam nowo narodzone dzieci mające cholesterol po wyżej 300 mg i żyjące długo i szczęśliwie oraz osoby umierające na zawał o poziomie cholesterolu w granicach 130. Statyny powodując wzrost odporności na insulinę przyczyniają się do występowania cukrzycy, szczególnie typu 2.

Drugim mechanizmem powstawania cukrzycy jest wyrzucanie cholesterolu. Jak spożywa się posiłek obfity kalorycznie, to nadmiar kalorii w naszej wątrobie zmienia się na cholesterol i trójglicerydy. Ale statyny blokują powstawanie cholesterolu więc wątroba zwraca cukier do krwioobiegu podwyższając jego koncentrację. Statyny przyczyniają się do obniżenia poziomu koenzymu Q 10 odpowiedzialnego za usuwanie wszelkiego rodzaju trucizn z organizmu. Inna nazwa koenzymu Q 10 to ubichinion. Najwięcej koenzymu Q 10 jest w mitochondriach. Mitochondria są to takie małe fabryki energii dla komórki. Jeżeli zmniejsza się poziom cholesterolu, to maleje także ilość koenzymu Q 10 w mitochondriach i fabryka produkuje mniej energii. Uszkadzanie mitochondriów powoduje także wzrost wolnych rodników. Wolne rodniki jeszcze bardziej uszkadzają komórki. A to doprowadza do kwasicy w mięśniach np. serca.

Odpowiedni poziom ubichinonu chroni komórki mięśnia sercowego przed miopatia [uszkodzeniem mięśnia serca]. Zablokowanie produkcji cholesterolu wpływa także na zablokowanie szlaku mewalonianu tj. głównej drogi zarządzani hormonami sterydowymi w organizmie. Wiemy, że aż 75% cholesterolu jest produkowanego w wątrobie co ma bezpośredni wpływ na produkcję insuliny, czyli optymalizacja cholesterolu zapobiega cukrzycy. Z cholesterolu powstaje także witamina D.Odpowiedni poziom witaminy D zapobiega między innymi rozwojowi raka piersi i jajników u kobiet.

Najciekawsze jest to, że pomimo takiej walki z cholesterolem jako przyczyną zawału mięśnia serca, zawał stał się mordercą numer jeden na świecie. Przypomina to trochę anegdotę, że Anglia w czasie wojny będzie walczyła do ostatniego Polaka. Kardiolodzy bez względu na badania medyczne “fuszerują” chorych statynami do ostatniego żywego pacjenta. Na przestrzeni ostatnich 50 lat, liczba zgonów z powodu zawałów serca zwiększyła się ponad 10 krotnie, a liczba zgonów z powodu raka tylko 2 krotnie. [dane  dotyczą USA]  Jednocześnie liczba osób z uszkodzeniami tętnic w ciągu ostatnich 100 lat tylko się podwoiła, a w okresie tych samych 100 lat liczba zgonów z powodu zwałów wzrosła aż 100 razy. W okresie 2000 do 2008 roku liczba chorych ze zdiagnozowaną chorobą Alzheimera  wzrosła o 66%, ale zyski ze sprzedaży jednego tylko leku obniżającego poziom cholesterolu LIPITOR wzrosły o 246% z 5 miliardów dolarów w roku 2000 do 13 miliardów w roku 2008. Ten zysk to wynik twojej niewiedzy Drogi Czytelniku. Jak to mówią: głupi zawsze musi płacić.

Opublikowane w 2009 roku w American Hearth Journal wyniki badań 137 000 pacjentów leczonych z powodu zawału serca wykazały, że 75%  spośród nich miało prawidłowy poziom cholesterolu. Ciekawym jest także fakt, że polscy kardiolodzy nie przedstawiają ŻADNYCH prac wykazujących odlegle wyniki  takiego obniżania poziomu cholesterolu, czasu przeżycia tych chorych, występowania chorób współistniejących.

I takich mamy tzw. specjalistów, którzy robią wszystko aby tego społeczeństwo nie wiedziało. Dowodem, że ani ruch, ani cholesterol nie mają żadnego znaczenia w powstawaniu zwału są poniższe dane.
- Inwalidzi przykuci do wózków, łóżek, nie uprawiający żadnego sportu wcale nie mają częściej zawałów aniżeli średnia populacji.
- Nadwaga nie ma żadnego większego znaczenia w powstawaniu zwału: śmiertelność w skutek zawału osób szczupłych jest większa aniżeli otyłych.
- Ryzyko zawału u osób z cukrzycą jest większe ale z powodu zakwaszenia przewlekłego, a nie chorób naczyń serca.
- Brak różnic w częstotliwości zawałów pomiędzy palaczami i niepalącymi. Wśród zawałowców było więcej niepalących.
- Stosunkowo często pojawiają się nagłe zgony sercowe u młodych sportowców tzw. przetrenowanych czyli mających przewlekłe zakwaszenie mięśnia sercowego.

Już Manfred von Ardenne w latach 70-tych ubiegłego wieku udowodnił, że skrzeplina powstaje po ustaniu przepływu, jako skutek, a nie przyczyna choroby. Dlaczego nasze tuzy kardiologii o tym nie wiedzą?

W takiej sytuacji rutynowe podawanie antykoagulantów jest błędem sztuki. Każdy kończący III rok nauki medycyny wie, albo przynajmniej powinien wiedzieć, że krew krzepnie tylko po opuszczeniu naczyń krwionośnych albo po ustaniu krążenia. Jest to związane z oddziaływaniem elektrostatycznym. Wielkie zdziwienie więc budzi podawanie antykoagulantów jako rutynowego postępowania po zawale. Jest to wyraźne zaprzeczenie wcześniej zdobytej wiedzy. Jednocześnie pokazuje jak dobry marketing, czyli ogłupianie ludzi, wpływa na lekarzy.

W Polsce “oszacowano” [bardzo modne ostatnio słowo w kręgach naukowo inaczej], liczbę osób z podwyższonym cholesterolem wymagających podawania statyn na 18 milionów, czyli praktycznie co druga osoba powinna płacić ten podatek. [Ogólnopolskie Badanie Rozpowszechniania Czynników Ryzyka Chorób Układu Krążenia NATPOL 2011- już piszą “z amerykańska” ,duże litery poszczególnych wyrazów - widać szkołę Rockeffelera]. Polska to obecnie ok. 36 milionów ludzi. Odliczając dzieci i młodzież, stanowi to ponad 10 milionów osób, czyli praktycznie każdy musi kupować statyny wg naszych "ekspertów” kardiologicznych. Już ściągają z rynku NFZ ok. 2 miliardów złotych. To ile by zarabiali gdyby udało się zmusić resztę do kupowania statyn?

Ale mamy także tytuły: “Leczenie zwałów: intratny biznes czy unikalny system za niewielkie pieniądze”. Tym bardziej, że leczenie zachowawcze, [lecz odmienne aniżeli w Polsce stosowane] daje śmiertelność rzędu 4 %, a stosowane w Polsce typu by-passy czy stenty to śmiertelność rzędu 47 %.

Musisz sam się domyśleć Czytelniku co jest przyczyną takiego a nie innego postępowania specjalistów inaczej. Ale oni tylko wypełniają procedury wymyślone przez urzędników.

Tak więc podsumowując, Jeżeli chcesz mieć
1. Uszkodzenie wątroby
2. Szybko postępująca utratę pamięci, demencję, amnezję,
3. Cukrzycę typu 2,
4. Osłabienie mięśniowe,
5. Zaćmę,
6. Zaburzenia seksualne,
7. Niedokrwistość,
8. Wzrost ryzyka zachorowania na raka,
9. Okazję porzeniesienia się do domu opieki społecznej.

KUPUJ I SPOŻYWAJ PRZEPISYWANE TOBIE STATYNY. [Takie informacje kazał umieścić w ulotkach  statyn Amerykański Urząd Kontrolny FDA].

Pamiętaj:
na każde 100 osób po 50 roku życia co najwyżej jedna może potrzebować leku o nazwie statyny. Statyny są kwalifikowane przez FDA jako powodujące poważne wady wrodzone płodów i nie powinny być stosowane prze kobiety nawet planujące ciążę. I kończąc pragnę dodać, że twardnienie tętnić jest związane z fluorem co jednoznacznie wpływa na uszkodzenie serca. Absorpcję fluoru w tętnicach wieńcowych wykazano u 46% pacjentów. A czy kiedykolwiek jakikolwiek kardiolog dał zlecenie na badanie poziomu fluoru choremu na dusznicę bolesną? A czy jakikolwiek przedstawiciel tzw. Zdrowia Publicznego wprowadzał badania fluoru z taką samą gorliwością jak zajmuje się sprzedażą szczepionek?

Czekam na informację.

Toksyczne szczepienia. Wywiad z doktorem Jerzym Jaśkowskim:


OGLĄDAJ DALEJ>>>

Chcesz być zdrowy: pij mleko od krowy, jedz chleb z masłem, [nie daj się nabierać na żadne margaryny] do późnej starości.


PS. 1. Od  maja 2012 roku ginie w internecie cała masa publikacji – pojawia się tekst : strona error albo pojawiają się napisy “W twoim kraju zabronione”. Error 503 Service Unavailable, No ale oczywiście żadnej cenzury nie ma!?
PS. 2.  Jest jeszcze jeden problem z zakresu Zdrowia Publicznego. Dlaczego specjaliści z tego zakresu nie informują kolegów lekarzy, społeczeństwa o nowej chorobie jaka pojawiła się ok. 20 lat temu w związku z eksperymentami związanymi z walką z rzekomymi zmianami klimatu. Od  20 lat w piśmiennictwie medycznym USA, a także Rosji istnieje pojęcie choroby MORGELLONS. Choroba ta związana jest z rozsypywaniem tzw. trwałych smug na niebie. Jak wiadomo w Polsce rozpoczęto rozsypywanie tlenków baru, aluminium, stronty na niebie w 2003 roku. Dlaczego w Ministerstwie Zdrowia, NFZ, GIS i wszelkiej maści instytucjach Zdrowia Publicznego panuje cisza?
PS. 3. Uwaga dotycząca tranu. W sprzedaży znajdują się różne formy tranu. m.in tzw norweski, nie wiem czy nie jest on otrzymywany z dorszy hodowlanych w sztucznych basenach we fiordach i karmionych nie wiadomo czym. Podejrzenie moje wzbudził fakt, przyjmowania tranu przez chorych i zanotowany spadek poziomu witaminy D. Czytelników posiadających informację na temat otrzymywania tego tranu proszę o kontakt. Działa tutaj prawdopodobnie taki sam system jak w przypadku zakupu proszku do prania w Niemczech czy Anglii i tej samej firmy w Polsce. Te różnice w jakości towaru dotyczą także, kawy, herbaty, kosmetyków itd. itd.
PS.4 Tzw. czasopisma recenzowane nie stanowią wyższej jakości naukowej. Powstały tylko i wyłącznie aby ułatwić tzw. biały wywiad gospodarczy. W takim czasopiśmie nigdy nie ukaże się praca w jakikolwiek sposób uderzająca w wielki przemysł. Nie po to przemysł powołuje wydawnictwa“naukawe” aby działać przeciwko sobie!!!


Kontakt: jjaskow@wp.pl