czwartek, 11 lipca 2013







„Jak znajdziesz, to dobijaj”





Czwartek, 11 lipca 2013 (02:00)


Relacja Stefanii Sawickiej z d. Macegoniuk, byłej mieszkanki wsi Kąty w pow. Luboml, woj. wołyńskie (w zbiorach Ewy Siemaszko)


(…) Niedziela, 30 sierpnia, w nocy straszny stukot w okno. „Oczyniaj, skarej!”. Tato był na strychu, a mama otworzyła. Weszło ich może z dziesięciu. „Swyty lampu!”. Mama ze strachu nie mogła zapałek znaleźć. Krzyczy: „Skarej! Wychody!”. Wygnali nas do sieni i pytają się: „A gdie twyj czołowik?”. A mama zauważyła siekierę. Siostra Kasia, która miała 16 lat, zaczęła prosić: „Dzieduniu, nie bijcie nas, co my komu zrobili, nie bijcie!”. Ja to usłyszałam i mnie w uszach zadzwoniło, i upadłam bez pamięci. Mama obuchem w czoło dostała. Czaszka pękła, ale do mózgu nie doszło. A siostrę ostrzem na pół, czaszka była rozrąbana. Ale pierwsza tura nie paliła, tylko zabijała. Nie wiem, jaki to cud, że nas nie zaciągnęli do studni. Bo wszystkie studnie były zarzucone trupami. Zanim druga tura przyszła palić, to mama się obudziła i podniosła Kasię, a ona nieżywa. Podnosi mnie, a ja się ruszam. Ale nic nie pamiętam. Krwi zeszła okropna kałuża.


Wzięła mnie na plecy i wszystkimi siłami po drabinie zatargała mnie na strych, a tato w kąteczku siedział i usłyszał, że ktoś się wskrobał na strych, i myślał, że jego szukają. A mnie zerwały wymioty, ale uchem krew poszła. Czaszka wgięta i nic nie pamiętam. Jak tato usłyszał, że ze mnie rwą wymioty, a nie wiedział kto, krzyknął: „Kto jest na strychu, to niech ucieka, bo się pali dom”. Jak człowiek ze strachu, to tylko broni siebie. Nie popatrzył kto jest, żeby pomóc, i uciekł, a mama znów mnie na plecy, i nie było już drabiny.


Upadliśmy ze strychu na dół. Już się palił dom. Mama wywlokła mnie w kartofle na ogród i miała wynieść Kasię, ale już cały dom był w płomieniach. Kasia spalona. Tato wyskoczył w buraki i leżał, i widział, jak sąsiada ciągnęli do studni, a wszystkie studnie były pełne trupów. Mama ze mną na plecach coraz dalej w pole. Było ładne proso. Już tak spadła z sił, że nie dała rady mnie nieść. I leżąc w tym prosie, słyszy mama głośny gwar: „Jak znajdesz, to dobyjaj!”. A ja nic nie pamiętam, nieprzytomna byłam i wcisnęła głowę w ziemię, żeby nie widzieć, jak będą dobijać.


Tyle krwi zeszło i widocznie ze zmęczenia usnęła. Obudziła się, ptaszęta śpiewają, krowy ryczą, słońce ślicznie świeciło. Mama zaczęła głośno płakać: „Gdzie moja Kasia!?”. I ja się obudziłam. Spojrzałam na mamę, a na twarzy sama krew. I na sukience skorupa z krwi. Podnosi głowę, czy może ktoś jest. Ja już oprzytomniałam i ciągnę mamę do ziemi. A mama mówi, że nie możemy tu siedzieć, że trzeba szukać ludzi, może wszystkich nie pobili, i coraz głowę do góry. I zobaczył tato, że ktoś jest w prosie, i pędzi, żeby zobaczyć kto, i wziął nas w ramiona, i mówił, że czaszka na pół rozrąbana, ale nie wiedział, która z nas.


Mówi: „Ja wszystkich trupów wyciągnął ze studni. A sąsiadka Czuniowa mówi, że widziała, jak twoja Marysia niosła jedną z dziewczyn i uciekała w pole, a ona siedziała ze swoimi dziećmi w grochu, to szukaj w polu, może żywe, a może nieżywe”. I odnalazł nas, ale Kasi nie odnalazł. Pozbierał kości i w ogródku zakopał. I do dziś leżą. A nas tato zawlókł na kolonię i tam byli ludzie, no na kolonii nie bili, żeby ze wsi ludzi nie spłoszyć. Jak zobaczyli, że trupy chodzące idą, to był wielki lament. I zawiózł koniem do Lubomla, do szpitala. A tam pełne sale takich trupów. Dużo umarło. Mamie na żywca wyłamywał kości potrzaskane, bo nikt nie znieczulał, bo na to nie było.


Stefania Sawicka


środa, 10 lipca 2013

Szymon Szurmiej: "4 miliony żydów zamieszkałych w Polsce jest członkami Światowej Federacji Żydów"


"4 miliony żydów zamieszkałych w Polsce jest członkami Światowej Federacji Żydów- według oświadczenia Szymona Szurmieja w Telewizji Warszawskiej.
W zasobach archiwalnych MSW jest udokumentowanych 2 miliony i 700 tysięcy, z czego olbrzymia większość Żydów ukrywa swoje pochodzenie. Większość Żydów zajmuje kluczowe stanowiska w masmediach, kulturze, polityce i gospodarce.
Żydzi twierdzili, ze w obozach zginęło 3 mln 400 tys. czyli 100% ludności żydowskiej z przedwojennej Polski! Ostatnie kalkulacje podają 110 tysięcy.
Przed i w 1939 roku Żydzi polscy uszli głównie do Związku Sowieckiego i powrócili przebrani za II Dywizje Piechoty tzw. Wojska Polskiego.
Jakub Berman i inni żydowscy zbrodniarze wojenni wprowadzili władze "żydokomuny" terrorem. Wyszkoleni przez NKWD Żydzi z Rosji tworzyli 70% "pracowników" i całe kierownictwo Urzędu Bezpieczeństwa.
Polacy ginęli jak za czasów bolszewickiej rewolucji w Rosji. Ponad 1 milion polskich patriotów przeszedł przez ciężkie wiezienia i obozy pracy niewolniczej, jak w kopalni uranu w Kowarach.
1 milion 100 tysięcy wywieziono do gułagów w Związku Sowieckim, w tym, co najmniej 300 tysięcy inteligencji mogącej utworzyć administrację państwa.
W walce z okupantem hitlerowskim zginęło 10% stanu żołnierzy AK i NSZ. Pod okupacja sowiecką zginęło 90%.
Żydzi polscy szpiclowali, wyszukali opozycję polską i sporządzali listy w Gminach Żydowskich, według których NKWD likwidowało polskich patriotów.
W 1989 przeprowadzono zbrodnię na narodzie polskim postanowieniem tajnego rządu żydowskiego, Sanhedrynu brukselskiego:
Międzynarodowy Fundusz Walutowy zdewastował kraj złodziejską "prywatyzacją" i lichwiarskim zadłużeniem przeprowadzonym głównie przez Żydów Sachsa, Sorosa i Balcerowicza.
Obecna elita polityczna to dzieci morderców. Ich rodowód polityczny to KPP, PPR, PZPR, UW i UP.
Kiedy Natanyahu przyjeżdża do USA, to spotyka się z organizacjami żydowskimi. Kiedy KOMOROWSKI, KWAŚNIEWSKI przyjeżdżali, to też, ale nie spotkali się z Kongresem Polskim i uchodźcami polskimi.
Żydzi zmienili nazwiska, niektórzy nawet imiona rodziców i obecnie udają najlepszych Polaków. Żydzi kształcili się korzystając z przywilejów w "żydokomunie", a obecnie kształcą następny swój miot w prywatnych szkołach i uniwersytetach zagranicznych.
Przykład: Hanna Suchocka (Haik Silberstein) lub K. Skubiszewski (Szymon Szimel). Hanna Suchocka (Haik Silberstein) uczestniczyła w ostatniej konferencji Bilderbergów. Jej uzgodnienia tam są trzymane w tajemnicy przed Polakami.
Aaron Szechter (Adam Michnik) powiedział w telewizji australijskiej, gdzie wystąpił w jarmułce, że Żydzi w Polsce przygotowują ekspansję i będą ją realizować, gdyż Polacy to stado tępych baranów.
Wyniki wyborów uległy dystorsji przez zawiłe i pokrętne ordynacje. Ksiądz prałat Henryk Jankowski postuluje, aby kandydat w wyborach musiał okazać się świadectwem, że jest Polakiem wywodzącym się z co najmniej trzech pokoleń polskich i nie ze zdrajców ojczyzny (nie daleko pada jabłko od jabłoni), żeby Polska była Polską.
Na to istnieje precedens Anglii, Izraela, Japonii i Szwecji.
Jednak Żydzi kontrolują 90% prasy, a także wydawnictwa, telewizję, radio i urabiają opinie wyborców propagandą - żonglują podwójnym standardem prawdy.
Dezinformacja, zamęt w społeczeństwie, demoralizacja, podważają katolicyzm, z którego Naród czerpie swoją siłę. W Polsce, jak w USA, obowiązuje Political Correctness (poprawność polityczna).
"Gazeta Wyborcza" i "Nie" to gazety żydowskie.
Żydostwo stworzyło państwo w państwie.
Joe Guzik

wtorek, 9 lipca 2013

Dlaczego mieszkańcami kraju nad Wisłą tak łatwo można manipulować?

Dlaczego mieszkańcami kraju nad Wisłą tak łatwo można manipulować? Historię musimy pisać na nowo!!! 
Dr Jerzy Jaśkowski
Polska
2013-07-11
Nauka i technologia
O nauce i edukacji wypowiadają się wszyscy, od osobników stojących przy budce z piwem do polityków sejmowych czy pracowników uniwersyteckich. Najczęściej, pomimo różnic finansowych osób wypowiadających się, ich wypowiedzi są podobne i jedyne różnice występują w sformułowaniach. Większość spośród dyskutantów z mniejszym lub większym zaangażowaniem“czepia się” drobnych detali dotyczących edukacji. Jak do tej pory w Polsce nie mamy ani jednego opracowania, które analizowałoby potrzeby edukacyjno - naukowe i ich wypełnienie w kontekście minionych epok.

Poniżej spróbuję przedstawić swoje wnioski dotyczące rozwoju Polski poprzez pryzmat edukacji.
Pomimo, że świeckie państwa istniały od wielu, wielu wieków, to przynajmniej w naszej części świata nic nie wiemy o tym, żeby jakikolwiek, król, kniaź czy też inny magnat wpadł na pomysł stworzenia czy też utrzymywania szkół w okresie pogańskim. Nie zachowały się, żadne dokumenty wskazujące na to, aby istniała jakakolwiek forma oświaty dla “ludu”. Wiemy, że słowianie posiadali jakieś pismo zgłoskowe, ponieważ odkryto w wykopaliskach przedmioty pokryte nawet ok. 150 powtarzającymi się znakami. Pierwszymi, którzy przynieśli alfabet do słowian byli zakonnicy obrządku wschodniego. Najpierw była to głagolica, a po ok. 100 latach cyrylica. Innymi słowy wszelkie przekazy, z jakimi mamy do czynienia dzisiaj, pochodzą z klasztorów.

Pierwszym, który zrozumiał rolę szczerzenia oświaty wśród społeczeństwa był Kościół Katolicki.

Zachowały się konstytucje soborowe wręcz wymuszające na klerze prowadzenie szkół podstawowych - przyparafialnych i średnich przykatedralnych.

Np. Sobór Laterański III [1170 roku] przypomina i zobowiązuje przełożonych aby zapewniali konieczne potrzeby nauczycielom szkół: “Ponieważ Kościół Boży zobowiązany jest troszczyć się, jak sumienna matka, o potrzebujących tak wsparcia materialnego, jak i tego, co służy dobru duszy, przeto aby ubodzy, którzy nie mogą liczyć na pomoc z majątku rodziców, nie byli pozbawieni możliwości czytania i rozwoju, w każdym kościele katedralnym niech będzie wyznaczone beneficjum, odpowiadające potrzebom nauczyciela, który bezpłatnie będzie uczyć kleryków tego kościoła oraz ubogich uczniów. W ten sposób zapewni się  konieczne środki utrzymania, a uczącym otworzy się drogę do wiedzy. Niech nikt nie wymaga żadnej opłaty  za przyznanie licencji do nauczania albo, pod pretekstem jakiegoś zwyczaju nie żąda czegoś od tego, który naucza, ani niech nie zabrania uczyć, domagając się licencji, temu, kto ma do tego przygotowanie i zdolności. Kto postępuje niezgodnie z tym zaleceniem, zostanie pozbawiony kościelnego beneficium. Wydaje się bowiem rzeczą sprawiedliwą, aby w Kościele Bożym nie mógł się cieszyć owocami swoich wysiłków człowiek, który usiłuje przeszkadzać w rozwoju Kościoła, przez to, że powodowany chciwością sprzedaje licencje nauczania”Już w XII wieku Kościół Katolicki wiedział o konieczności nauczania i realizował w praktyce nauczanie wszystkich, bez względu na status materialny. Jak to wyraźnie widzimy obecnie, ta wiedza uległa u ludzi świeckich reprezentujących samorządy czy państwo całkowitemu zanikowi. Czyli mamy pełny powrót w tej materii do czasów pogańskich przed 1000 lat. Świeccy nie widzą potrzeby nauczania wszystkich.

Na soborze LATERAŃSKIM IV 1215  przyjęto Konstytucję 11 “O nauczycielach szkolnych”:
“Niektórzy z braku środków pozbawieni są nauki czytania oraz okazji do rozwoju”. Dlatego sobór laterański wydał dobroczynne postanowienie aby w każdym kościele katedralnym wyznaczono odpowiednie beneficjum...11,4, Każdemu nauczycielowi kapituła przypisze dochód z jednego beneficjum.”

Sobór Laterański V odbywający się w latach 1512-1517 idzie jeszcze dalej.
Sesja 10 III 2, “Zaiste, biegłość w literaturze łatwo można osiągnąć poprzez czytanie książek, a sztuka ich drukowania zwłaszcza w naszych czasach, dzięki Bożej pomocy wynaleziona, rozwinięta i udoskonalona, przyniosła śmiertelnikom bardzo wiele korzyści. Za niewielkie pieniądze, można mieć ogromną ilość książek, dzięki którym bardzo dogodnie można rozwijać studia literackie, kształcić ludzi w każdym rodzaju języków, zwłaszcza zaś katolików, w których staramy się, by obfite owoce przynosił święty Kościół rzymski, którzy nawet niewierzących umieliby i byliby w stanie kształcić w świętych instytutach naukowcy i zbawiennie przyłączyć do społeczności wierzącej przez naukę wiary chrześcijańskiej.” [obecnie jak wiemy książki są tak drogie w stosunku do zarobków, że możemy uznać, że jest to rodzaj cenzury nałożony przez państwo]

Tak więc, posiadamy dowody, że Kościół Katolicki był twórcą oświaty w dzisiejszym rozumieniu. Na Soborze było 16 biskupów z Polski. Wiedzieli więc władcy świeccy co to jest oświata i dlaczego należy ją rozwijać. Brak jednak jakichkolwiek dowodów, że kiedykolwiek, król, książę czy magnat realizował taki projekt w okresie 500 pierwszych lat istnienia państwa polskiego. Oczywiście po odebraniu Kościołowi oświaty w 1773 roku było tylko gorzej. A ostatnie 32 lata są wręcz tragiczne dla polskiej oświaty i nauki. Wprost wygląda na to, że starsi i mądrzejsi trzymają rękę na pulsie. Można skonkretyzować to np. poprzez przypomnienie, że głównym cenzorem podręczników szkolnych z zakresu historii była p. Szechter, żona  Szechtera, członka komunistycznej partii Zachodniej Ukrainy, matka zbrodniarza sądowego i Adama Michnika. Czerwone Życiorysy- Jerzy Robert Nowak.

Jak do tej pory nikt nie zastanowił się dlaczego powstałe de nomine Królestwo Polskie wg oficjalnej wersji ok. 960 roku, przez 400 lat nie potrafiło utworzyć ani jednej wyższej uczelni. Jak wiadomo pierwsze uniwersytety powstawały na świecie ok. XI wieku. Celem tych wyższych szkół tworzonych przez papieża, było wykształcenie kadry, która mogłaby prawa cywilizacji łacińskiej rozszerzyć na cała Europę. To także na uniwersytetach ok. 1300 roku powstała idea humanizmu czyli powrotu do zasad cywilizacji greckiej i rzymskiej. Podstawą tej filozofii była chęć pojednania z Kościołem Wschodnim oddzielonym w 1054 roku w wyniku tzw. schizmy. Ówczesnym papieżom i kardynałom wydawało się, że takie wspólne początki grecko -  rzymskie skłonią chętnej Wschód do pojednania. Jak się okazało było to niestety błędne przypuszczenie.

Uniwersytetem można było nazwać szkołę wyższą posiadająca co najmniej dwa wydziały: matematyczno - przyrodnicze i dwa wydziały humanistyczne w tym teologię. Teologia stała na straży doktryny wiary, a więc głównej idei łączącej społeczeństwa. Taki był cel powołania uniwersytetów. Nauka przedmiotów potrzebnych do prawidłowego funkcjonowania społeczeństwa w sensie budownictwa, geodezji etc, i nauka niezbędna do zarządzania bezkonfliktowego tak dużymi grupami ludzi stanowiły istotę nauki uniwersyteckiej. Dlatego opierano się na zasadach prawa rzymskiego, sprawdzonych w minionych stuleciach. Dlatego wprowadzono jednolite zasady dobra i zła. Każda powstająca w owym czasie uczelnia zwana uniwersytetem musiała mieć zgodę papieża. Tylko wtedy dyplom się ”liczył”.

Przyjęto, że pierwszy uniwersytet powstał w Bolonii w 1088 roku, następny utworzono w Paryżu w 1100 rok. Potem powstawały kolejne: Oksford 1167, Modena 1175, Palencja 1208, Cambridge 1209, Padwa 1222, Tuluza 1229, Siena 1240,  Monpellier 1289,  Coimbra 1290, Rzym 1303, Orlean 1309, Florencja 1321, Grenoble 1339, Piza 1343, Praga 1348, Pawia 1361, Kraków 1364 [ale właściwie 1401], Wiedeń 1365, Pecz 1367, Heidelberg 1386, Kolonia 1388, Buda 1389, Ferrara 1391, Erfurt 1392, Kraków 1401.

Czyż nie jest to dziwne, że rozwijające się aż za Kijów, Królestwo Polskie nie kształciło ludzi, którzy mogliby takim wielkim obszarem zarządzać? Przez cały czas kancelarię królewską obsadzali zakonnicy cudzoziemcy. Żaden z Piastów nie widział potrzeby posiadania własnych uczonych prawników czy chociażby dobrych administratorów. Żaden z Piastów nie wpadł na pomysł opracowania map swojego państwa. Żaden nie miał ani świadomości takiej potrzeby, ani po prostu odpowiednio przygotowanej kadry.


To samo mogliśmy zaobserwować w Polsce po 1945 roku, kiedy to na stołkach ministrów zasiadali ludzie z wykształceniem podstawowych jak np. pierwszym ministrem od atomu jeszcze w 1962 roku, został krawiec ciężki, Jerzy Billig, który w 1969 rok szybko wyjechał do Izraela. Podobno nadal prowadził tam krawiectwo ciężkie. Nie należy zapominać, że to minister mianował późniejszych profesorów od atomu, którzy tak  - mądrze inaczej -  spisali się się po katastrofie w Czarnobylu. I do dnia dzisiejszego nikt z “atomistów” nie śmie zakwestionować tych tragicznych zarządzeń np. marszów pierwszomajowych w opadzie radioaktywnym np.we Wrocławiu opad wynosił 23 000 Bq/m2 [dopuszczalny poniżej 50 Bq]

Nie stworzono w okresie piastowskim żadnej doktryny istnienia tak wielkiego jednolitego obszaru. Nawet nie widziano potrzeby ujednolicenia prawodawstwa i na tym samym terenie powstawały miasta i osady oparte na prawie niemieckim - magdeburskim i na prawie polskim. Powodowało to niepotrzebne perturbacje i zamieszania pomiędzy miastami, a resztą kraju. Od wyroków bowiem lokalnych sądów, miasta odwoływały się do sądów niemieckich. Podobnie było z miastami hanzatyckimi, do których należał nawet Kraków.

Czyli wyraźnie widoczne było łamanie podstawowej zasady: “ pieniądz  nie może iść przed rozumem”. Powiększanie obszaru państwa następowało szybciej aniżeli wzrastała wiedza niezbędna do zarządzania takim obszarem.

I tak za początek rozwoju edukacji w Polsce możemy przyjąć utworzenie Uniwersytetu w Krakowie jako 26 w Europie, przez Jadwigę d‘ Andju zwanego obecnie Jagiellońskim [a pretendowaliśmy do roli  3-5 państwa pod względem ważności]. Dlaczego Jagiellońskim o tym później. Królowa Jadwiga córka Ludwika w Polsce zwanego WĘGIERSKIM - z rodu Andegawenów otrzymała staranne wykształcenie na dworze ojca. Musimy pamiętać, że Węgry w owym okresie należały do najbogatszych krajów Europy.  Kraj maleńki obszarowo w porównaniu z Polską, posiadały aż dwa uniwersytety. Węgry ówczesne były wiele bardziej zamożne aniżeli Francja czy kraje niemieckie. Zawdzięczały to zarówno bogactwom skrytym w ziemi tj. kopalniom złota, srebra i żelaza jak również handlowi. W tych latach z kopalń w Górnych Węgrzech [dzisiejsza Słowacja] uzyskiwano do 5 ton złota rocznie. Jadwiga znając rolę edukacji wznowiła działania ośrodka założonego przez jej dziada w 1346 roku za namową Elżbiety Bośniackiej. Ta pierwsza w Polsce wyższa uczelnia  zwana Akademią, w owym czasie, nie miał prawa do używania tytułu uniwersytetu.


c.d.n.


http://www.prisonplanet.pl/nauka_i_technologia/dlaczego_mieszkacami,p1842707684

|  Fałszywi Polacy. Selman Rufin alias Dzierżyński. Prawica, Konserwatyści, Narodowcy etc. co to jest?  |  Historia Polski, szczególnie XX wieku, w skrócie?  |  Film: Niewidzialna wojna. Wykład o procesach destabilizacji.   |  Nowy Porządek Świata a sprawa Polska.   |  Film: Sowiecka dywersja wolnej prasy.   |  Przejęcie kraju. Jak to działa?   |   Wojna na sprzedaż. Załącznik nr.1 Rosja 1920-1930  |  Wojna na sprzedaż. Załącznik nr.2 Rosja 1929-1945  |  Wojna na sprzedaż. Załącznik nr.3 Rosja 1945-1965  |  Wojna na sprzedaż. Wywiad z Antonym C. Suttonem cz.1 i 2   |  Wojna na sprzedaż. Wywiad z Anthonym C. Suttonem cz.3 i cz.4  | Film: Wojna na sprzedaż. Wywiad z A.C. Suttonem.  |

czwartek, 4 lipca 2013

Oddychamy wszystkimi płucami naraz


Kiedy Izaak Hersz, szef Grupy Bojowej Socjalistów-Rewolucjonistów nakazał wykonać wyrok śmierci na Oberprokuratorze Najświętszego Synodu Konstantym Pobiedonoscewie, wkrótce nadarzyła się okazja do przeprowadzenia zamachu. Pobiedonoscew uczestniczył bowiem w pogrzebie zamordowanego w następstwie zamachu ministra spraw wewnętrznych Sipiagina. Na cmentarzu było mnóstwo żałobników, więc zamachowcy bez trudu ukryli się w tłumie i umiejętnie manewrując zbliżyli się do swojej ofiary, stojącej pod jakimś drzewem. I gdy już-już mieli go zastrzelić, nagle starzec - bo Pobiedonoscew był starcem - rozkaszlał się przeraźliwie, zaczął wycharkiwać z siebie flegmę, a na dodatek z nosa zwisała mu kapka. Ten widok i te ohydne odgłosy wprawiły zamachowców w takie obrzydzenie, że odstąpili od zamachu w przekonaniu, iż taka gnida nie warta jest kuli. Nawiasem mówiąc, po aresztowaniu Hersza, zwanego również "Gierszunim", kierownictwo Grupy Bojowej Socjalistów-Rewolucjonistów objął Jewno Azef, agent Ochrany, patronujący z piekła wszystkim prowokatorom.
Podobne uczucie fizycznego i moralnego wstrętu wzbudził we mnie widok profesora Zygmunta Baumana wycierającego sobie wzruszeniowe kapki z nosa nieświeżą chustką - ale jeszcze większe obrzydzenie poczułem na widok czołobitności, z jaką prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz witał go przed wykładem. Ponieważ pan prezydent Dutkiewicz i jako prezydent i jako uczestnik słynnego „układu wrocławskiego”, o którym tak szeroko opowiada Grzegorz Braun, coś tam musi wiedzieć o aktualnych mądrościach etapu, to w świetle tego łatwiej zrozumieć, że w osobie prof. Baumana, komunisty, politruka kabewiaków i konfidenta Informacji Wojskowej dzisiaj rehabilituje komunę i komunistycznych zbrodniarzy.
Skoro tak, to tylko patrzeć, jak doczekamy się rehabilitacji i fetowania zbrodniarzy „nazistowskich”. Upływ czasu wprawdzie temu nie sprzyja, ale jeśli prawdą jest, że w niemieckim konsulacie we Wrocławiu pracuje 600, czy nawet 700 urzędników, to może wyszukają jakiegoś „nazistowskiego” naukowca, który za policyjną tyralierą wygłosiłby wykład na tamtejszym Uniwersytecie - a jakby się nie udało, to zawsze przodujący w pracy operacyjnej oraz wyszkoleniu bojowym i politycznym pracownik nauki mógłby wykład odczytać z papierów pośmiertnych. Niechże nic nie zostanie uronione z historycznej spuścizny, niechże zjednoczona Europa głęboko oddycha obydwoma płucami, a nie dychawicznie posapuje jednym!
Ale nigdy nie wiadomo, w jaki sposób spełniają się życzenia. Na przykład żydowscy parlamentarzyści w okresie Sejmu Ustawodawczego postulowali, by skupiska ludności żydowskiej w polskich miastach miały status eksterytorialny. Konstytucja marcowa z 1921 roku stanęła jednak na stanowisku unitarnego charakteru państwa i dopiero Niemcy spełnili tamto życzenie, tworząc w miastach getta, które miały własną, odrębną od polskiej, administrację i nawet własną policję. Toteż z pewną rezerwą odnotowuję gorące deklaracje pojednawcze, jakie pojawiają się z okazji 70 rocznicy ludobójstwa Polaków, dokonanego na Kresach Południowo-Wschodnich przez UPA. Sejm na razie nie zdobył się na żadną deklarację, bo Zasrancen liczą, że jeśli „zamilczą roztropnie”, to uda im się dzięki temu uzyskać „sukces” podczas jesiennej edycji „Partnerstwa Wschodniego”, w ramach którego, z łaski Naszej Złotej pani Anieli, litewscy nacjonałowie już ostentacyjnie sekują Polaków.
Senat wydusił z siebie sformułowanie o „czystce etnicznej mającej znamiona ludobójstwa”, ale mimo tej ostrożności ukraińska Swoboda uznała je za dowód polskiej „ksenofobii i szowinizmu”, podyktowanych intencją „zaprzeczenia Ukraińcom prawa walki z okupantami”. A ponieważ Światowy Związek Ukraińców w deklaracji 2006 roku mianem „ukraińskiego terytorium etnicznego” określił województwo podkarpackie oraz część małopolskiego i lubelskiego, to od razu widać, że przed „pojednaniem” otwierają się przepastne wyżyny. Tylu okupantów do zwalczenia!
A właśnie i Episkopat ogłosił, że wspólna deklaracja pojednawcza zostanie podpisana 28 czerwca przez Arcybiskupa Większego Kijowsko-Halickiego Światosława Szewczuka, Metropolitę Kijowskiego z Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego, Arcybiskupa Józefa Michalika, Metropolitę Przemyskiego obrządku łacińskiego i Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski oraz Arcybiskupa Mieczysława Mokrzyckiego, Metropolitę Lwowskiego obrządku łacińskiego, Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Rzymskokatolickiego Ukrainy. Kiedy to piszę, tekst Deklaracji nie jest jeszcze ujawniony, ale wiemy już, ze ma być ona oparta „na gruncie prawdy”, co jest o tyle frapujące, że jej autorzy jednocześnie zachęcają naukowców polskich i ukraińskich „do dalszego szukania prawdy”. Skoro dopiero „szukają”, to skąd wiadomo, że Deklaracja jest oparta „na gruncie prawdy” już teraz? Jedynym wyjaśnieniem, jakie przychodzi mi do głowy, to „prawda etapu” - na co zresztą pośrednio wskazał JE abp Józef Michalik przy okazji podpisania w ubiegłym roku deklaracji o pojednaniu polsko-rosyjskim z Metropolitą Cyrylem, że „na tym etapie nie mogliśmy tego nie uczynić”. Skoro już są jakieś „etapy” to prawdopodobnie muszą też towarzyszyć im jakieś prawdy - ale na użytek etapów które nadejdą, historycy mają wyszukać prawdy odpowiedniejsze. Słowem - oddychamy wszystkimi płucami naraz - i żebyśmy się tylko nie zachłysnęli od nadmiaru powietrza. W takiej sytuacji jedno jest pewne - że nie będziemy się nudzili, bo czeka nas wiele niespodzianek, nie tylko w znaczeniu wydarzeń bieżących, ale również - niespodzianek intelektualnych.
Stanisław Michalkiewicz

Atak w stalinowskiej stylistyce

zdjecie
Robert Sobkowicz/Nasz Dziennik


Z ks. prof. Pawłem Bortkiewiczem TChr, etykiem, rozmawia Sławomir Jagodziński

W „Newsweeku” zamieszczony został artykuł atakujący stojącego na czele Zespołu Ekspertów ds. Bioetycznych KEP ks. abp. Henryka Hosera. Czy to nie próba zastraszenia księdza arcybiskupa, który znany jest ze zdecydowanego i merytorycznego wypowiadania się na temat zła in vitro?

– Artykuł jest wyjątkowo perfidny. Już w samym lidzie zestawia dwa fakty – zdecydowaną postawę księdza arcybiskupa wobec in vitro w Polsce i jego rzekome milczenie wobec ludobójstwa w Rwandzie. Takie zestawienie ma charakter wyjątkowo manipulacyjny. Po pierwsze, stawia jako fakt opinię niczym niepotwierdzoną, opinię, która ma charakter oszczerstwa. Nie bardzo przy tym wiadomo, czy ks. abp Hoser miał milczeć wówczas, gdy przebywał w Afryce, czy zarzuca mu się to, że milczy teraz. Powiedzmy tak, że jeśli przemówi, to wtedy zarzuci mu się, iż milczał w czasie rzezi Ormian albo milczał na temat Kurdów. Problem w tym, że ks. abp Hoser nie jest zwierzchnikiem Kościoła w Rwandzie. Jego głos natomiast ma dotyczyć Kościoła w Polsce i spraw, które dotyczą Polaków, w tym jego wiernych. Jednak to, co najbardziej szokuje, to sam fakt zestawienia ludobójstwa w Rwandzie z głosem arcybiskupa wobec in vitro. Choć w pewnym sensie, zapewne niezamierzonym przez autorkę, ma to uzasadnienie: in vitro jest elementem kultury śmierci.

Nie jest chyba przypadkiem, że artykuł ukazał się w dniu inauguracji rządowego programu refundacji in vitro?

– Dzień inauguracji rządowego programu refundacji in vitro powinien przejść do historii, z racji wypowiedzi pana ministra Arłukowicza, jako dzień leminga propagandzisty. Minister, który jest lekarzem, twierdzi, że in vitro jest programem leczenia, a opinie specjalistów na temat wad wrodzonych w wyniku tego procederu są demonizowaniem. Zapewne w szkole propagandy uczą tego, że kłamstwu winien towarzyszyć osobowy atak (w tym wypadku atak na księdza arcybiskupa). Taki atak odwodzi bowiem opinię publiczną od nonsensów propagandy.

Niewątpliwie ks. abp Hoser, który jest lekarzem, to dziś postać niewygodna dla określonych środowisk wprowadzających w błąd opinię publiczną w tematach bioetycznych. Czy ten artykuł nie przypomina komunistycznych tekstów propagandowych, w których „sięgano głęboko do życiorysu”, manipulowano faktami, podawano kłamliwe interpretacje wydarzeń, aby kogoś oskarżyć, skompromitować?

– Jestem przekonany, że będzie można poddać analizie porównawczej ten atak medialny z atakami z czasów propagandy stalinowskiej. Nawet podstawowe elementy w biografii księdza arcybiskupa podane w artykule propagandowym przypominają stylistykę stalinowską. Arcybiskup wszak to syn kułaków, walczących z prawowitą władzą o zagrabioną im ziemię. To człowiek, który wzbogacił się na cudzej krzywdzie (to znaczy krzywdzie złodziejskiego systemu…). I tak dalej… A nad tym wszystkim unosi się jedynie słuszna doktryna o „leczeniu” niepłodności za pomocą reprodukcji, manipulacji, uśmiercania zarodków, macic w leasingu i temu podobnych zabiegów rzekomo leczniczych.

W publikacji obok ks. abp. Hosera zaatakowany został też bł. Jan Paweł II. To też nie jest przypadek, bo właśnie podejmowane są decyzje w sprawie kanonizacji Papieża Polaka.

– Bez sensu jest szarganie osoby bł. Jana Pawła II, który uczył nas, wierzących, kultury życia i Ewangelii życia. Może lepiej, by tacy pismacy gazetowi na miarę swego potencjału intelektualnego pisali np. o tym, w jakiej bluzce pojawiła się na sali Katarzyna W. Trzeba mierzyć zamiary na możliwości i siły. A te widać są ze słabe…
Rozumiem, że można nie poj-mować nauczania Kościoła, ale w przypadku artykułu, o którym mówimy, to nie jest brak rozumienia, ale manipulacja. Usiłuje się bowiem przeciwstawić nauczanie Kościoła nauczaniu księdza arcybiskupa. Autorka artykułu pisze: „Kościół może poprzeć prawo pozostające w niezgodzie z jego nauką, jeśli stworzy ono szansę na polepszenie istniejącego stanu rzeczy. A że w kwestii in vitro Polska nie miała żadnego ustawodawstwa, to każde nowe prawo można było uznać za poprawę”. Oczywiście, zgodnie z tą logiką, to jeśli w Polsce nie ma prawa dotyczącego klonowania, to każde prawo, nawet dopuszczające w jakimś stopniu klonowanie, będzie rzekomo świetnym rozwiązaniem. To absurd.

Dziękuję za rozmowę.

Sławomir Jagodziński
Nasz Dziennik