piątek, 31 października 2014

Dlatego GW jet Gówno Warta

Handełesy duraczą teologicznie

Komentarz    specjalnie dla www.michalkiewicz.pl    29 października 2014
Gdybym nie znał pana redaktora Adama Michnika, to bym sobie pomyślał, że to kretyn, który nie nadaje się nawet na redaktora gazetki ściennej w „krasnym ugołku” w jakimś sowieckim kołchozowym posiołku. Ponieważ jednak znam go jak zły szeląg, to wiem, że to człowiek inteligentny i spostrzegawczy, co prawda tylko takim rodzajem mądrości, którą ogólnie nazywamy sprytem - niemniej jednak. Powiem więcej - wydaje mi się, że tego rodzaju inteligencja jest typowa dla żydowskich handełesów, którzy - korzystając z okresu dobrego, a właściwie nie tyle „dobrego”, co po prostu - znakomitego fartu - zalewają Europę i świat intelektualną tandetą podobnie jak ich chałaciarscy przodkowie zalewali Europę i znaczną część świata tandetą tekstylną i konfekcyjną.
Oto redagowana przez pana red. Adama Michnika żydowska gazeta dla Polaków opublikowała materiał pod tytułem: „Papież Franciszek: Bóg to nie magik. Wielki wybuch i teoria ewolucji są zgodne z prawdą o Bogu”. Pod tym tytułem wydrukowany jest artykuł informujący, co powiedział papież Franciszek - że mianowicie zarówno teoria Wielkiego Wybuchu, podobnie jak teoria ewolucji są NIESPRZECZNE z prawdą o Bogu. Że pan redaktor Michnik zatrudnia w swojej gazecie kretynów, którzy nie potrafią odróżnić niesprzeczności od potwierdzenia, to jasne i zrozumiałe. Ludzie naprawdę inteligentni nigdy nie zgodziliby się na zatrudnienie w żydowskiej gazecie dla Polaków, już choćby ze względów moralnych, więc pan redaktor Michnik musi przebierać wśród co inteligentniejszych i spostrzegawczych spryciarzy. Rezultatem jest oczywiście tandeta, rodzaj michnikowszczyny, którą „Gazeta Wyborcza” codziennie chlusta na cały nasz nieszczęśliwy kraj - ale nie to jest najgorsze. Najgorsze jest to, że podejrzewam pana redaktora Michnika, iż codzienne oblewanie naszego nieszczęśliwego kraju tym intelektualnym Scheissem nie jest podyktowane tylko nikczemną chęcią zysku - co u handełesów jest przecież rzeczą zwyczajną - ale również - intencją duraczenia narodu polskiego, przez handełesów i ich ambitne potomstwo, uważanego za mniej wartościowy. Na szczęście z obfitości serca usta mówią, szydło wychodzi z worka, a łarczik prosto atkrywajetsia.
Stanisław Michalkiewicz

poniedziałek, 27 października 2014

ładny wierszyk o poranku

sobota, 18 października 2014

Głos w dyskusji o prawdzie?!

Fałszerstwo wirusa Ebola-Obola?
Dr Jerzy Jaśkowski
Polska
2014-10-14
Nauka i technologia
"To jest ciągłość nauki: Im większe kłamstwo, tym ludzie łatwiej w nie uwierzą."
Joseph Goebbels

Od 1976 roku karmią nas media istnieniem niezwykle groźnego wirusa Ebola w Ameryce, coraz częściej nazywanego Obola. Przypomnę historię tego wynalazku.

Jak oświadczył wysokiej rangi urzędnik WHO, 17 września w Sudanie odkryto nieznaną chorobę nazwaną Ebola. W tym samym roku choroba wystąpiła w Kongo tj. Zairze. Wygasła samoistnie 13 października, bez żadnej szczepionki. Oczywiście, o tym, że to nieznana choroba, wiedział odkrywca, czyli biedny lekarz z placówki w dżungli. Zdziwienie budzi fakt utajnienia nazwiska tego odkrywcy. Przewidujący urzędnicy WHO, nieznani z nazwisk, byli na miejscu tego genialnego odkrycia.
1977- ogłoszono JEDEN przypadek w Sudanie.
1979- ogłoszono 32 przypadki w Sudanie.

Zachorowania wystąpiły w tych samych obszarach, co poprzednio. Jak zwykle, urzędnicy WHO BYLI NA MIEJSCU. Nazwisk ich także do dnia dzisiejszego nie podano.

1994 - zanotowano  52 zachorowania w Gabonie. „Epidemia”, podobnie jak poprzednie, wygasa samoistnie, tj. jest bez pomocy urzędników WHO. W jaki sposób rzekomy wirus przewędrował 5000 km, przez terytoria kilku państw, nie zarażając nikogo po drodze, do dnia dzisiejszego nie wyjaśniono.
1995 - kolejna ”epidemia” w Zairze zachorowało 315 osób. Dodatkowa informacja WHO - wirus rozprzestrzenia się w obszarach leśnych. A od pracowników leśnych przechodził rzekomo na pracowników służby zdrowia. Nie wyjaśniono, co robili w lesie nieznani z nazwisk pracownicy medyczni.

Jak zapewne wiesz, Szanowny Czytelniku, w obszarach leśnych Konga pracownicy służby zdrowa siedzą na każdym drzewie i tylko czekają na chorych. Opowiadał mi kolega, który z różnych powodów pracował w Afryce, że ośrodki zdrowia znajdują się średnio kilka - kilkanaście dni drogi od wiosek. W przypadku gwałtownego przebiegu choroby Ebola, jak twierdzi WHO, żaden chory nie doszedłby do żadnego punktu medycznego. Nie wspominając o tym, że pielęgniarka w takim punkcie nie mogłaby zrobić testów, ponieważ ich nie było, ani określić choroby. To samo mówią misjonarze znający te kraje. Innymi słowy, WHO ma „szczęście” być w tym miejscu, w którym powinno być, na wysuniętej placówce, czekając na chorobę. Podobnie było z epidemią cholery na Haiti. Przypomnę, że epidemia cholery, która pochłonęła ponad 5000 istnień ludzkich, została spowodowana przez ONZ.

2000 -  kolejna „epidemia” tym razem w Ugandzie. Zachorowało 425 osób. Znowu dziwnym trafem epidemia  wygasła samoistnie.
2001 - epidemia w Gabonie, znowu bez nazwisk.
2002 - epidemia w Zairze. Podobnie, jak wszystkie w okresie tych 30 lat, wygasła samoistnie.
2007 - cisza z Ebolą przez 5 lat. Nowa epidemia w Ugandzie, parę tysięcy km dalej. Zmieniono nazwę i nazwano ją epidemią Bundubungo. Lepiej brzmi.
2014 -  kolejna epidemia prasowa po 5 latach ciszy medialnej. Zmieniono na wszelki wypadek nazwę, obecnie figuruje to to jako EVD.

Co to jest wirus? Do dnia dzisiejszego obowiązuje tzw. postulat Kocha, mówiący, że za wirusa można uznać coś, co po wyizolowaniu z materiału zakaźnego, rozmnożone na specjalnych pożywkach i wstrzyknięte do innego organizmu, powoduje takie same objawy choroby.

Za naukowe odkrycie natomiast uważa się fakt potwierdzenia tego zjawiska przez co najmniej dwa inne niezależne ośrodki. Jak wiadomo, USA zabezpieczyło się przed konkurencją, patentując tego rzekomego wirusa już w 2007 roku. Innymi słowy, nikt na świecie nie może potwierdzić jego istnienia, z wyjątkiem wyznaczonych przez Rząd USA ośrodków. Wirus ten jest pod specjalną opieką Departamentu Obrony słynnego DoD, czyli wojska. Wojsko przeznaczyło 140 milionów dolarów na badania tego tworu przez inne ośrodki, np. KNADYJSKĄ PRYWATNĄ FIRMĘ TEKMIRA, dając jej 140 milionów dolarów na opracowanie szczepionki.


Pracodawca płaci i wymaga. Wszelkie wyniki badań należą do DoD. Czyli dziwnym trafem cała prasa trąbi o Ebola, a nikt, żaden inny ośrodek naukowy nie powiązany z armią, nie potwierdził jego istnienia!

Słyszymy co rusz o jakiś dziwnych zachorowaniach, rzekomo wywołanych przez Ebola, ale rozpoznania są na podstawie testów dostarczonych przez DoD. Czyli łańcuszek się zamyka. Ostatnio ogłoszono, że ponad 70% testów jest fałszywie dodatnich. Podała to ta sama dr M.Chan z WHO, ta która podawała naciągane prognozy dotyczące świńskiej grypy. Jeżeli z jej prognozowanych 20 milionów zgonów na świecie, a 100 000 w USA, naprawdę na świńską grypę zmarło w USA tylko 18 osób, to możecie sobie Państwo wyobrazić, jak bardzo naciągany to obraz, albo co faktycznie się kryje pod pojęciem EBOLA - Obola. 

W handlu chorobami nie jest to nic dziwnego. Chęć szybkiego wzbogacenia się i łatwość łapówkarstwa doprowadziła do sytuacji wprowadzania tzw. testów, które fałszywie podają dodatnie wyniki. W ten sposób producenci, poprzez użytecznych trolli, zwiększają strach w społeczeństwie. A ten strach ułatwia skoki na kasę publiczną. Po to mamy żółtych dziennikarzy.

Typowym przykładem z 2009 roku jest tzw. świńska grypa. CDC - czyli amerykański odpowiednik„naszego” Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego [Jakiego narodu? Polska zawsze była wielonarodowa], po zmianie definicji pojęcia epidemii i pandemii, wprowadził testy na rzekomego wirusa AH1N1, znanego lekarzom od 1976 roku, kiedy to „wyciekł” z Fortu Detrick - bazy broni biologicznej.

Już po 3 miesiącach wycofano się z pomysłu dalszego testowania chorych, ponieważ wszystkie wyniki były ujemne. Podobnie postąpiła p. mgr prof. Lidia Brydak, najpierw podnosząc cenę badania wirusa o 50%, a potem [czy to na zlecenie CDC ?] rezygnując z badań. To, że rzekome testy są nic niewarte, najlepiej świadczy decyzja prezydenta Sierra Leone, który już w lipcu 2014 roku, zakazał nad nimi dalszych badań. Oczywiście, aby badać testy trzeba stworzyć chorych. Tak więc nie ma żadnych niezależnych dowodów na to, że istnieje coś takiego, jak wirus Ebola. Jest to tylko deklaracja wojska.

Brak jakiejkolwiek teorii, w jaki sposób ten rzekomo groźny wirus 35 lat wędruje sobie 5000 km przez kilka krajów i nikogo po drodze nie zaraża. „Epidemie” kilkuosobowe występują tylko w państewkach, w których znajdują się siły USA. I istnieją dowody, że testy są fałszywie dodatnie.

Oczywiście, odpowiedni specjaliści dezinformują społeczeństwo na łamach masmediów, pod takimi tytułami, jak:
„Walka z ebolą nie przynosi oczekiwanych efektów”, „Liczba zachorowań na ebolę wzrasta”, itd itp. Zupełnie zabawnie brzmią informacje podawane przez prof. Włodzimierza Guta z Narodowego itd..., na temat zakażenia pielęgniarki hiszpańskiej i związku tego zakażenia z procedurami. Jak widać, pranie mózgów sięga tak głęboko, że myślenie zanika [MP 09.10.14].

Pierwszym, znanym jeszcze z Biblii, postępowaniem z chorobami zakaźnymi jest izolacja, czyli kwarantanna. Jest to jednocześnie najtańszy sposób profilaktyki. W tej sytuacji mamy co najmniej dziwne postępowanie władz USA. Nie tylko nie stosują kwarantanny dla podróżnych, ale wręcz zachęcają do podróży. Przykładem jest przewożenie chorego z Sierra Leonne do Atlanty, kiedy to w Sierra Leonne istnieje wybudowany olbrzymim kosztem specjalny szpital wojskowy, prowadzący badania nad chorobami gorączki tropikalnej. Dlaczego akurat w tym przypadku nie mogli podjąć się leczenia? Nie wyjaśniono.

Rzekomy przypadek pielęgniarki hiszpańskiej. Według 35-letniego doświadczenia, rzekomy wirus przenosi się tylko drogą krwi. To w jaki sposób zaraziła się pielęgniarka pracująca w specjalnym zakaźnym szpitalu, stosującym wszelkie środki ochronne? Jest to co najmniej dziwne.

Podawane przez prasę rzekome dotknięcie czegoś tam nie uzasadnia zachorowania. Również armia zakupiła ponad 160 000 specjalnych, nadciśnieniowych strojów ochronnych. W jakim celu? Do Sierra Leonne wysłano tylko 3000 marines. Jeden komplet odzieży ochronnej kosztuje u DuPonta od 120 do 350 dolarów. Proszę pomnożyć te dwie liczby, ile to się chce wyciągnąć pod pretekstem ratowania zdrowia... Jest to bezpośredni dowód na to, że całe to Publiczne Zdrowie służy tylko i wyłącznie przelewaniu pieniędzy podatnika do prywatnych kieszeni. Pisałem o tym wielokrotnie. Oczywiście, po drodze tego handelku są pośrednicy. Jak podała prasa, już FBI zainteresowało się łapownictwem wśród urzędników Służby Zdrowia. Ostatnio aresztowano w Polsce Barbarę W. [lat 46], dyrektora Departamentu Gospodarki Lekami Centrali NFZ, pełniącej jednocześnie funkcję członka Komisji tzw. Rady Przejrzystości AOTM.


Tak, tak, tej samej, która namawia samorządowców do szczepienia dzieci przeciwko rzekomemu rakowi szyjki macicy, choć takie działanie szczepionki nigdy nie zostało udowodnione. Pisałem o tym kilkakrotnie. W tym samym czasie CBA zatrzymał 3 kolejne osoby z Białostockiego NFZ. Medexpress 3.10.2014. Nie zauważyliście Państwo, jak szybko znikły z gazet te informacje? Czyżby to byli sami swoi?

Czyli mamy fikcyjnego wirusa i fikcyjną akcję ratunkową. Gdyby Stany Zjednoczone naprawdę były zainteresowane likwidacja „tej choroby”, to na okres 3-6 miesięcy zerwałyby wszelki transport z Sierra Leone. Jest to kraik, który „handluje” tylko diamentami, a te się nie psują. Nie tylko tego nie zrobiono, ale zwiększono liczbę personelu USA w tym kraju. Czyli potencjalnie zwiększono możliwość transportu wirusa. Także w żaden sposób nie uszczelniono granicy z Meksykiem i jak to podaje prasa amerykańska, samych nielegalnych dzieci przewieziono do USA w ciągu 6 miesięcy ponad 60 000. Transporty były zorganizowane i nie mogły się obejść nie tylko bez zgody, ale i finansów rządowych. Dzieci były rozwożone po dużych miastach bez kwarantanny.

Jak wygląda sytuacja w Sierra Leonne? W kraju tym wybuchły zamieszki, ponieważ JUŻ W LIPCU zastrajkował personel medyczny, żądając zakazu prowadzenia eksperymentów przez szpital wojskowy USA. Wszyscy wiedzieli, że nie chorują wieśniacy, tylko ludzie leczeni w tym ośrodku. Kulminacją było ukamienowanie 3 lekarzy tego szpitala i kilku osób z personelu towarzyszącego. W odpowiedzi, prezydent Obama skierował korpus 3000 marines do Sierra Leonne. W stolicy ogłoszono 4 dniowy zakaz opuszczania mieszkań. Patrole wojskowe, pod pretekstem szukania chorych, aresztowały prowodyrów zamieszek.

Ostatnio prasa podała, że prezydent Obama wysyła kolejne 1000 marines na 6 miesięcy do Sierra Leonne. Jak wiemy z doświadczenia w Afganistanie, czy Iraku, te 6 miesięcy może przeciągnąć się do 10 lat. Obciąży te 6 miesięcy podatnika kolejnymi 750 000000 milionami dolarów. Ale co tam, FED jest doskonale przygotowany do druku nowych papierków. Ludność Sierra Leone należy do najuboższych w Afryce. PKB wynosi poniżej 500 dolarów. Nikt nie posiada żywności w domu na 4 dni. Powodowało to nowe zamieszki i zajścia. Podobnie byłoby w Polsce, ponieważ 95 % ludności miast posiada żywność na najwyżej dwa dni.

A tak naprawdę o co chodzi, oprócz siania paniki w USA? Sierra Leonne jest jednym z największych producentów diamentów. Dokładnie pokazuje to film ”Krwawe Diamenty”. W Sierra Leone znajdują się także olbrzymie plantacje naturalnego kauczuku. Dodatkowo w szelfie odkryto olbrzymie pokłady ropy i gazu. Jest więc o co się bić.

Tą panikę nakazaną z góry rozsiewa także polskojęzyczna prasa. Jak wiadomo od 2009 roku, kiedy to podano do publicznej wiadomości poprzez niemieckiego generała wywiadu, Niemcy zostały zarejestrowane jako spółka akcyjna. Nikt nie wie, kto zasiada w Radzie Nadzorczej tej spółki. Praktycznie sprowadza się to do tego, że od 1949 roku do 2099 roku cała oświata i massmedia„niemieckie” są pod kontrolą USA. Jak podał to natomiast Nasz Dziennik, prawie 100% prasy w Polsce jest kontrolowane przez Niemcy [z wyjątkiem 6 dzienników lokalnych]. W Niemczech nadal jest 58 000 żołnierzy USA i liczne placówki wywiadu. Stąd polskojęzyczne media straszą rzekomym wirusem Ebola.

Najwięcej zamieszania czyni Medycyna Praktyczna, strasząc PT Lekarzy przy pomocy użytecznych trolli. Jak udowodniono, głównym chlebodawcą tej reklamówki jest GSK, zainteresowany bezpośrednio sprawą tej rzekomej epidemii Ebola. Jak podała prasa zagraniczna, wyżej wymienione firmy zarobiły na szczepionkach odpowiednio: Pfizer w 2-12 roku 4 miliardy 100 milionów dolarow, GlaxoSmithKline 5 miliardów 260 milionów, Novartis 1 miliard 180 milionów, Merck oraz Sanofil łącznie 5 miliardów 270 milionów. Są to łącznie kwoty większe, aniżeli całoroczne wydatki Polski na służbę zdrowia. A to tylko te 5 firm zarobiło na jednym preparacie, wcale nie będącym lekiem. I to jest liczbowa miara ogłupiania społeczeństwa.

Nie mogłoby się to dokonać bez zaangażowania intelektualnych eunuchów, zatrudnianych na tzw. wyższych uczelniach. Proszę spojrzeć na tzw. ptasią grypę z 2007 r. Żadna uczelnia nie zaprotestowała przeciwko temu fałszerstwu. 2009 rok tzw. świńska, czy też meksykańska grypa. Znowu żadna uczelnia, żaden profesór uczelniany nie zaprotestował przeciwko temu fałszerstwu. Nie lepiej jest z tzw. uczonymi z politechnik. 2010 r - tzw. katastrofa smoleńska. Znowu żadna uczelnia nie zaprotestowała przeciwko fałszerstwom.

To jest ewidentny dowód braku tzw. elit w Polsce. Wszystko sprowadza się do turańszczyzny: „tisze jedziesz dalsze budiesz”. I tutaj widać to zniszczenie polskich elit najbardziej. Gensek Jaruzelski alias Wolski, alias Słuckin, wiedział doskonale co robi, rozdając 1320 nominacji profesorskich tylko w pierwszym roku stanu wojennego. 

Pomimo deklaracji różnych gremiów, że Polska jest krajem w ponad 90% katolickim, pozostaje to pustym sloganem. Katechizm kościoła katolickiego zna pojęcie grzechu strukturalnego. Grzechu ciężkiego, istniejącego od czasów Pana Jezusa. Doskonale wykłada to ks. prof. Edward Staniek. Jak widzimy to w życiu codziennym, przeważa u nas cywilizacja turańska, bizantyjska w wydaniu pruskim oraz chazarska - azjatycka. O grzechu lepiej nie wspominać. A jedynym sposobem walki z takim grzechem jest szukanie i głoszenie prawdy.

Brak takiej reakcji w ośrodkach akademickich mówi z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością o przynależności tych ludzi do wymienionych cywilizacji. W takiej sytuacji dalsze losy Narodu są niestety przekreślone. A tyle rozmaitych wydmuszek pisuje o konieczności walczenia o Polskę. Żaden natomiast nie angażuje się w protestowanie przeciwko kłamstwu. Każdy uważa się za uczciwego w tej sieci grzechu strukturalnego.


Dr Jerzy Jaśkowski SFMRM    Kontakt do autora: jjaskow@wp.pl

wtorek, 14 października 2014

co z Kościołem!?



Ks. abp Gądecki: Zadaniem synodu jest wspieranie rodziny, a nie uderzanie w nią

Radio Maryja
fot. PAP
Dokument podsumowujący pierwszy tydzień obrad synodu jest nie do przyjęcia dla wielu biskupów – uważa ks. abp Stanisław Gądecki. W rozmowie z Radiem Watykańskim przewodniczący Episkopatu Polski nie zawahał się powiedzieć, że w dokumencie tym odchodzi się od nauczania Jana Pawła II, a nawet, że widać w nim ślady antymałżeńskiej ideologii.
Zdaniem ks. abp Stanisława Gądeckiego tekst ten świadczy również o braku jasnej wizji celu samego zgromadzenia synodalnego.
- Czy celem tego synodu jest duszpasterskie wsparcie rodziny w trudnościach, czy też tym celem są kazusy specjalne? Naszym głównym zadaniem duszpasterskim jest wsparcie rodziny, a nie uderzanie w nią, eksponowanie tych trudnych sytuacji, które istnieją, ale które nie stanowią jądra samej rodziny i nie przekreślają konieczności wsparcia, które powinniśmy dać dobrym, normalnym, zwykłym rodzinom, które walczą nie tyle może o przetrwanie, ile o wierność – powiedział ks. abp Stanisław Gądecki.
„Odnosząc się do spraw małżeństwa i rodziny, zastosowano pewne kryteria, które budzą wątpliwość. Na przykład kryterium stopniowości. Czy można rzeczywiście traktować konkubinat jako gradualność, drogę do świętości? W dyskusji zwrócono również uwagę, że doktryna przedstawiona w dokumencie w ogóle pominęła temat grzechu. Jakby pogląd światowy zwyciężył i wszystko było niedoskonałością, która prowadzi do doskonałości… Zwrócono też uwagę nie tyle na to, co ten dokument mówi, ale czego nie mówi. Praktycznie wypowiada się o wyjątkach, natomiast potrzeba też przedstawienia prawdy. Dalej punkty, które dotyczą powierzenia dzieci parom jednopłociowym są sformułowane nieco w taki sposób, jakby pochwalały tę sytuację. To też jest minus tego tekstu, który zamiast być zachętą do wierności, wartości rodziny, wydaje się akceptować wszystko, tak jak jest. Powstaje też wrażenie, że dotąd nauczanie Kościoła było niemiłosierne, podczas gdy teraz zacznie się nauczanie miłosierne” – zwraca uwagę ks. abp Stanisław Gądecki.
Radio Watykańskie/RIRM

niedziela, 12 października 2014

St.Michalkiewicz, Samogwałt w ramach samoobrony

Samogwałt w ramach samoobrony

Felieton    tygodnik „Nasza Polska”    8 października 2014
Pojawiła się wiadomość, że co najmniej 100 tysięcy firm z sektora małych i średnich przedsiębiorstw wyraziło gotowość tworzenia i przynajmniej częściowego finansowania zbrojnych grup samoobrony. Jest to odpowiedź na zagrożenie naszego nieszczęśliwego kraju ze strony Rosji - ale czy aby na pewno? Jak wiadomo, zimny rosyjski czekista Putin najbardziej sroży się w niezależnych mediach głównego nurtu, ale oczywiście może nam zrobić kuku - niczym „Soso”, bohater lizusowskiej książki Heleny Bobińskiej pod takim właśnie tytułem - o Józefie Stalinie, który w dzieciństwie nazywany był Soso. Krytycy literaccy bardzo książkę Bobińskiej chwalili, wyrażając zarazem nadzieję, że wkrótce powstanie kolejna książka tej samej autorki pod tytułem „Komu Soso zrobił kuku”. Więc zimny rosyjski czekista Putin może oczywiście zrobić kuku naszemu nieszczęśliwemu krajowi - czy jednak koniecznie w taki sposób, że zbrojnie na nas napadnie?
Wszystko oczywiście być może, chociaż warto zwrócić uwagę, że nasz nieszczęśliwy kraj leży po niemieckiej stronie kordonu, prawie dokładnie pokrywającego się z linią „Ribbentrop-Mołotow”. Gdyby zimny rosyjski czekista zbrojnie tę linię przekroczył, strategiczne partnerstwo rosyjsko-niemieckie w jednej chwili wzięliby diabli, podobnie jak niemiecką doktrynę „europeizacji Europy”. Niemcy musiałyby prosić Amerykanów o czynną przyjaźń, a USA by Niemcom te przyjaźń zaoferowały, ale oczywiście na własnych warunkach, powracając w ten sposób do roli głównego reżysera europejskiej polityki.
Jak dotąd zarówno po stronie niemieckiej, jak i rosyjskiej - same straty, albo przynajmniej ryzyka - a gdzie korzyści? Po co Rosji nasz nieszczęśliwy kraj? Nasz nieszczęśliwy kraj byłby Rosji potrzebny jedynie jako baza wypadowa do ataku na Europę Zachodnią - jak to było za pierwszej komuny. Jednak już wtedy na Kremlu dojrzewał pogląd, że to nie jest najlepszy pomysł - co mową wiązaną wyraził był Janusz Szpotański w słynnym poemacie „Caryca i zwierciadło”, kiedy to Caryca Leonida wprost nie znajduje słów potępienia dla marszała Greczki: „Im tolko w głowie - wodka, żopa, a mnie się marzy wsia Jewropa! Wy dury! Wory! Wy sobaki! Znajecie ile tam bogactwa? Nie strwonisz go przez pięćset lat nawet takiego jak tu władztwa! Skolko tam dworców, ermitaży, kakije tam priekrasne kremle! A wy - by wsio to spalić, zżarzyć, a wy - by wsio to zrawniat’ z ziemlej! Wsio by chotieła rozjebat’ adna z drugoj głupaja swinia! A czto to - nużna nam pustynia? Wied’ pustyń u nas oczeń mnogo! Nam nużno kuszat’, nużno brat’! Nu, sprasziwaju was - od kogo? Niet, niet, kowarnyj moj Andriej, dumajesz chitryj ty kak zmiej? Kuda chitrieje Leonida! Niszczyć swą zdobycz - kakij zmysł? Zdieś subtelniejszy nużen zmysł, zdieś tolko mój się urok przyda! Atomnych nielzia nam kartaczy, nam nada tolko oduraczyć!
No i popatrzmy! Właśnie w Niemczech ma zostać wprowadzona legalizacja związków kazirodczych, co dlaczegoś bardzo się spodobało panu profesorowi Janowi Hartmanowi z żydowskiego Zakonu Synów Przymierza. Czyżby dlatego, że i Synowie Przymierza też chętnie przykładają rękę do duraczenia narodów mniej wartościowych, żeby tym łatwiej je potem zoperować? Wszystko to być może tym bardziej, że świat został zaskoczony zarówno pojawieniem się, jak i ekspansją islamskiego kalifatu. Tego straszliwego dżina desperacko próbuje z powrotem wpakować do butelki, z której lekkomyślnie go wypuścił amerykański prezydent Obama, ale te próby niekoniecznie muszą być udane, co przed Synami Przymierza stawia zasadnicze pytania. Co robić, gdzie się ewakuować, gdyby ze straszliwym dżinem coś jednak poszło nie tak? Najlepiej byłoby ewakuować się tam, gdzie uprzednio przygotowany został gruby finansowy materac do miękkiego lądowania - a więc na przykład - do naszego nieszczęśliwego kraju, który mógłby wtedy zostać przekształcony w rodzaj strefy buforowej między rosyjską strefą wpływów w Europie, a ściśle niemiecką.
Co prawda okazało się, że nie tylko nasz nieszczęśliwy kraj został rozbrojony, ale również Niemcy, w związku z czym NATO nie byłoby w stanie wypełnić zobowiązań wobec krajów Europy Środkowej, jakie przyjęło na siebie na ostatnim szczycie w Newport. Czy w takim razie sytuację mogłyby zmienić zbrojne grupy samoobrony? Obawia się, że nie, a w tej sytuacji pomysł ten może oznaczać tylko jedno: przerzucenie na sektor prywatny - w tym przypadku na sektor małych i średnich przedsiębiorstw kosztów utrzymania firm ochroniarskich, jakie zostały utworzone w pierwszych latach transformacji ustrojowej przez zdymisjonowanych wojskowych, ubeków i milicjantów. Dlatego właśnie firmy ochroniarskie pełnia służbę wartowniczą w wielu obiektach wojskowych i w ten sposób przysysają się do pieniędzy publicznych. To jednak widać już nie wystarcza i pod pretekstem zagrożenia ze strony Rosji personel firm ochroniarskich zostanie odkomenderowany do „zbrojnych formacji samoobrony”, przechodząc w ten sposób na garnuszek państwowy, ewentualnie zbajerowanych małych i średnich przedsiębiorstw - przy zachowaniu dotychczasowego dowództwa i politycznego dysponenta. Co tu dużo gadać; Putin jest dobry na wszystko i gdyby go nie było, to trzeba by go wymyślić.
Stanisław Michalkiewicz