wtorek, 26 maja 2015
poniedziałek, 25 maja 2015

foto: arch.
Niespełna miesiąc później, 23 maja 1865 r., dokładnie 150 lat temu, gdy na czwartkowy targ zjechały do Sokołowa Podlaskiego tysiące osób, na rynku stała już szubienica. O jedenastej przed południem Moskale przyprowadzili pod nią dwóch skazańców: księdza generała Stanisława Brzóskę i jego adiutanta, Franciszka Wilczyńskiego, syna kowala z Łukowa. Obaj ubrani byli w koszule straceńców. Zanim bębny zagłuszyły ostatnie słowa, ks. Brzóska zdążył zawołać: „Żegnajcie bracia i siostry i wy małe dziatki. Ginę za naszą ukochaną Polskę, która przez naszą krew i śmierć…”. Gdy bohaterski kapłan oddał Bogu ducha: „lud wszystek, który był zgromadzony na miejscu kaźni, przejęty zgrozą, padł na kolana i zanosząc się rzewnym płaczem, modlił się gorąco za dusze swoich braci – niewinnie zamordowanych”. Ciała ostatnich dwóch powstańców włożone do skrzyń wywieziono do Brześcia nad Bugiem i tam zakopano w fosie jednego z fortów. Szubienicę w Sokołowie Moskale spalili, żeby „Podlasianie nie rozbierali części jako relikwie narodowe do domów swoich”.
Naczelny Kapelan Wojsk Powstańczych
Ksiądz Brzóska do powstania poszedł już w jego pierwszą styczniową noc 1863 r. Walczył w Łukowie, gdzie był wcześniej wikarym, a później trafił do zgrupowania pułkownika Walentego Lewandowskiego, weterana powstania węgierskiego, profesora Szkoły Polskiej w Paryżu, naczelnika wojennego województwa podlaskiego. Samowolne opuszczenie parafii było sprzeczne z prawem kanonicznym, ale pozostanie na miejscu oznaczało aresztowanie przez Rosjan, dlatego zdecydował się służyć jako powstańczy kapelan. Tylko w Podlaskiem powstanie wsparło kilkudziesięciu kapłanów, za co wielu zapłaciło życiem i zesłaniem.
Ksiądz Brzóska miał już za sobą pobyt w rosyjskim więzieniu. Był bowiem utalentowanym kaznodzieją, dał się poznać jako kapłan pobożny, troszczący się o chorych i biednych. Do kościoła przychodzili także oficerowie rosyjskiego pułku piechoty kwaterującego w Łukowie. Ale ich zachowanie w czasie mszy św. było ze wszech miar niewłaściwe. Nie dość, że głośno rozmawiali i śmiali się, to jeszcze wpatrywali się prowokacyjnie w twarze modlących się kobiet. Podobnie było na sumie, w niedzielę 10 listopada 1861 r. Tym razem ksiądz Brzóska, wyjaśniając na kazaniu przypowieść o pszenicy i kąkolu, mówiąc o złym ziarnie wrzuconym przez diabła, wskazał na oficerów rosyjskich i powiedział: „Ci rozbójnicy i judasze nie zadowalniają się tym, że prześladują ludność na ulicach i w jej mieszkaniach, ale przychodzą do kościoła pod pozorem modlitwy, a właściwie dlatego, żeby wysłuchać słów pasterza i czyhać na życie…”. Za te słowa został aresztowany i skazany na dwa lata twierdzy. Wyrok został jednak zmniejszony i po kilku miesiącach opuścił twierdzę w Zamościu.
Po zwolnieniu zaangażował się w powstańcze przygotowania. Potem udzielał sakramentów rannym i umierającym w przegranej przez powstańców bitwie pod Siemiatyczami, a następnie pod Woskrzenicami, Gręzówką, pod Staninem. Uczestniczył też w nocnej walce pod Sosnowicą, gdzie został ranny w prawą nogę. W lipcu 1863 r. komisarz Rządu Narodowego na województwo podlaskie dr Antoni Skotnicki wręczył księdzu Brzósce nominację Wydziału Wojny Rządu Narodowego na Naczelnego Kapelana Wojsk Powstańczych w randze generała.
źródło
czwartek, 21 maja 2015
Sprawa Lisa idealnie to pokazuje. Albo innego medialnego pluszaka władzy - Wojewódzkiego. Kiedy zaczynamy reagować? Kiedy Lis zaatakuje dziecko. Kłamliwie. Albo kiedy 50 letni Kubuś z TVN zażartuje sobie z gwałtów na kobietach. Wtedy, gdy najbardziej elementarne granice zostaną przekroczone - reagujemy. Ale do reszty się przyzwyczailiśmy.
Przyzwyczailiśmy się, że Lis, za pieniądze podatników, za zgodą władz publicznej telewizji, prowadzi skłamaną, agresywną i ciągłą propagandę partii rządzącej. Przyzwyczailiśmy się, że Kubuś z TVN-u robi to samo. Jest dla nas już naturalnym, że media za nic mają obiektywność, a zajmują się tylko ochroną układu rządzącego.
Nie dziwni nas, nie szokuje, że w tydzień kampanii prezydenckiej puszcza się kolejne kłamstwa Lisa, a zdejmuje się z anteny jedyny program, który mógłby nadawać w kontrze do pro-komorowskiej propagandy - Bliżej Pospieszalskiego.Przecież to są już medialne standardy rosyjskie, a nie Zachodu Europy...
Nie dziwi nas, że wiadomości w TVP czy Fakty TVN mogłyby równie dobrze robić za spoty PO. Przecież to oczywiste. Przecież żyjemy w 3 RP.
A cholera, bez mediów chociaż udających obiektywność- nie ma demokracji. Taki elementarz polityczny. Więc czym jest 3 RP?
Do wszystkiego się przyzwyczajamy. Czy dziwi nas to, że z ośrodka władzy co i rusz wychodzą ustawy niszczące podstawy społeczeństwa obywatelskiego i demokracji? [o zgromadzeniach, o dostępie do informacji publicznej, o referendach?]
Czy dziwi nas, że największe autorytety tłumaczą nam od lat, że demokracja polega na tym, by rządziła jedna partia, by opozycja nigdy nie wygrała, by opozycję jak najbardziej gnoić i szykanować? Sugestie, by ci, co myślą inaczej emigrowali?
Czy dziwią nas afery przy wyborach, niejasności i szwindle? [tak, moi drodzy zwolennicy PO, nawet w najbardziej łagodnych słowach, jedyne co można powiedzieć o ostatnich wyborach samorządowych, to fakt, że doszło tam do szeregu niejasności, fałszerstw (o nieznanej skali), że nadal nie wyjaśniono podstawowych spraw związanych z systemem głosowania i błędami do jakich w nim doszło].
Ale czy nas to dziwi? Nie. A zamiast tego TVN i Wyborcza będą organizować kolejne kampanie ośmieszające wszelkie ruchy, usiłujące walczyć o uczciwości wyborów.
Czy dziwi nas, że właściwie nikt z władzy nie ponosi konsekwencji za wszelakie afery korupcyjne? Że są uniewinniani?
Nie! Przecież żyjemy w 3 RP. To oczywiste, to naturalne.
Wróćmy zresztą do najprostszej sprawy, czyli tej istnej orgii propagandy w mediach. Czym usprawiedliwiana? Jakimś bełkotem o złym PiSie. Ostatnio wyjątkowo poczytne miejsce zajmuje kretynizm pt. „Duda antysemita”. Niby groteska, ale w obiegu. Durnie. I wszystko już można tłumaczyć.
Ok, ja rozumiem. Wam to wszystko nie przeszkadza. Wy się przyzwyczailiście. Ale ja już jestem zmęczony. Zrozumcie to. Dlatego pójdę na wybory w tę niedzielę. Bo chcę żyć w końcu żyć w normalnym państwie.
DW
środa, 13 maja 2015
Marek Pyza o przewidywanym upadku po
Ojojoj, pan prezydent odstrzelony przez „swoich”. Czy już szykują nam Platformę-Bis?

Uwaga, uwaga! Będą teorie spiskowe. W dodatku niepoparte twardymi dowodami.
Z czym kojarzy się Państwu Andrzej Olechowski? Z nobliwością męża stanu, bogatą karierą dyplomatyczną i ekonomiczną? Wielością ugrupowań, przez które przeszedł w III RP? A może z pracą od 1972 r. dla specsłużb PRL, konkretnie wywiadu, jako agent „Must”, prowadzony przez Gromosława Czempińskiego?
Tego samego Czempińskiego, który w 2009 r. obwieścił widzom Polsat News, a później czytelnikom portalu Niezalezna.pl, że to on namówił Olechowskiego i Pawła Piskorskiego do założenia Platformy Obywatelskiej.
A może mają Państwo pamięć na tyle dobrą, by wygrzebać z niej tę wypowiedź pana Andrzeja z 2010 r. w „Faktach po Faktach” TVN24, gdy ogłoszono start Bronisława Komorowskiego w wyborach prezydenckich:
Kandydat Platformy Obywatelskiej nie ma kwalifikacji, żeby objąć urządprezydenta państwa. Są rzeczy, których nie mogę powiedzieć, bo cały czas obowiązuje mnie tajemnica państwowa. Ale my wiemy niestety o nim rzeczy różne.
Intrygujące, nieprawdaż? Znaleźlibyśmy więcej, ale na razie to wystarczy.
Wróćmy do teraźniejszości. 12 maja 2015 r. Andrzej Olechowski rozmawia z Jolantą Pieńkowską w drugim kanale TVN24. Pada pytanie o akcję PO „4xTAK”, pod którą przed laty Platforma zebrała 750 tys. podpisów obywateli (za wprowadzeniem JOW-ów, likwidacją Senatu, zmniejszeniem liczby posłów o połowę i 15-procentowym podatkamiPIT, CIT, VAT), a które po zdobyciu władzy zmieliła. Olechowski udziela odpowiedzi sensacyjnej. Trwa przecież kampania wyborcza, w której kandydat PO (znów ten, o którym ONI wiedzą „rzeczy różne”) walczy o życie w starciu z pisowcem (za którym ukrywają się Kaczyński z Macierewiczem) i postawił sobie ciężkie zadanie: przekonać licznych wyborców Pawła Kukiza, że od zawsze był za JOW-ami i w dowód tego już teraz, natychmiast, jest w stanie otworzyć furtkę dla zmian w Konstytucji, by tego dowieść. O 4xTAK wolałby zapomnieć. Olechowski strzela:
— To były ćwiczenia.— Słucham?
— zaczyna spektakl Pieńkowska, zupełnie jakby Leszek Czarnecki właśnie jej powiedział, że Getin Bank upadł. Olechowski wciska gaz mocniej:
To były rzeczy organizowane przez rzemieślników polityki, jako ćwiczenia żołnierzy, którzy stoją pod bronią.
Pani Jolanta wciąż się dziwi, Olechowski wciąż się rozpędza:
To były głównie ćwiczenia skierowane do aktywistów partyjnych, żeby nie kisili się w domach, tylko wyszli na miasto i coś robili. Co ja pani poradzę…
A prowadząca doskonale wypełnia swoją rolę:
Pan sobie teraz ze mnie żartuje…
„Must” z charakterystycznym spokojem potwierdza po raz trzeci. Sprzedane!:
Nie, ja nie żartuję… Mówię pani tak, jak było naprawdę
Pani redaktor:
Chce pan nam powiedzieć, że w 2004 roku nas oszukaliście?!
Dalej następuje ustalanie dat i wreszcie Pieńkowska wysnuwa jedyny logiczny wniosek:
To co pan teraz powiedział, może postawić to, co dzisiaj napisał Paweł Kukiz na swoim Facebooku – że to jest „śmiech i żenada” te propozycje prezydenta – że to, co pan powiedział w tej chwili stawia znak zapytania nad tym, co dzisiaj obiecuje prezydent. Bo skoro pan mówi, że w 2004 roku „poćwiczyliśmy sobie” isprawdziliśmy, czego chcą ludzie
– przebitka na Olechowskiego, który delikatnie potakuje głową. Pani Jolanta nie zwalnia tempa:
…ale potem stwierdziliśmy, że to były tylko ćwiczenia i nie będziemy się tym zajmować, to właściwie ja mogę pana zapytać dzisiaj, czy to nie są ćwiczenia? Czy to nie są ćwiczenia po to, żebyśmy poszli 24 maja, oddali głosy, a potem: „sorry, to były tylko ćwiczenia”.
W tym miejscu Olechowski łagodzi przekaz jakimiś banialukami, Pieńkowska przypomina jeszcze liczbę 750 tys. podpisów i kończy rolę dociskającej dziennikarki.
Dlaczego Jolanta Pieńkowska, tak zaskoczona szczerością Olechowskiego, nie pociągnęła tematu? Aż narzucały się pytania: kto decydował o akcji? Kim są „rzemieślnicy polityki”, którzy organizowali „ćwiczenia żołnierzy” stojących „pod bronią”? Dlaczego nie chciała się dowiedzieć, kto ją tak haniebnie oszukał? Dlaczego Olechowskiemu zebrało się na szczerość po tylu latach? Dlaczego zdecydował się na wypowiedź tak radykalnie szkodzącą Komorowskiemu? Co tu jest grane? W momencie, w którym rozmowa powinna się zacząć i Olechowski nie miał prawa wyjść ze studia bez potu na czole wywołanego realną dociekliwością prowadzącej, ta urywa temat:
OK, zobaczymy, co się zdarzy przez te najbliższe dwa tygodnie.
Ha! Wrzutka perfekcyjna. Bezlitosna szpila na koniec. Zadanie wykonane.
Na miejscu firm bukmacherskich szybciutko obniżyłbym stawki na zwycięstwo Andrzeja Dudy… Teraz za postawienie złotówki na kandydata PiS można wygrać od 1,5 do 1,65 zł (w przypadku Komorowskiego to 2 - 2,25 zł).
To, że następuje próba odstrzelenia obecnego prezydenta, jest oczywiste. Pytanie, w jakim celu. Czy to już podwójna operacja, łączona ze spodziewanymspadkiem notowań PO, która wobec wkurzenia narodu wyrażonego głosami dla Kukiza, na jesieni może zanotować żenujący wynik? Czy ktoś już próbuje maksymalnie osłabić Platformę, aby zrobić sobie miejsce? Czy dla PO nadchodzi moment rozłamu, po którym część stada znajdzie się na uprzednio przyszykowanej zamożnej tratwie?
Czy ma to jakiś związek z nowopowstałym stowarzyszeniem NowoczesnaPL, którego lider Ryszard Petru nie wyklucza, że przekształci się w partię przed najbliższymi wyborami parlamentarnymi? Ekonomista napisał przedwczoraj na Twitterze:
Bez względu na wynik II tury PO traci władzę w październiku.
Inne postacie wymieniane jako zaangażowane w NowoczesnaPL to m.in. Leszek Balcerowicz, Władysław Frasyniuk czy… Andrzej Olechowski.
Czyż nie szykuje nam się Platforma-BIS z zupełnie nową etykietką?
Jaką rolę w tej układance zaplanowano dla Pawła Kukiza (który nie musi przecież o czymkolwiek wiedzieć) i stojących za nim byłych działaczy PO i AWS?
Jaka będzie riposta na ten atak drugiej, zielonej, strony służb, bliższej Bronisławowi Komorowskiemu? Bez walki tego nie oddadzą.
No i czy Prawo i Sprawiedliwość może temu wszystkiemu jakoś przeciwdziałać? Czy też „wypadek przy pracy” z 2005 r. już nie ma prawa się powtórzyć?
Za dużo tych wszystkich sensacyjnych zdarzeń, nieoczekiwanych rozstrzygnięć i małych Andrzejków całujących prezydenta…
Jest cała masa pytań, na razie mgliste odpowiedzi i jeden wniosek ogólny: tak niestety robi się u nas wielką politykę, miłe „zbuntowane” baranki. Możecie nie wierzyć, ale to tym gorzej dla was.

autor: Marek Pyza
Urodzony w 1979 r. Dziennikarz radiowy, prasowy i telewizyjny. Były redaktor naczelny portalu wPolityce.pl. Dziennikarz tygodnika "wSieci". Do 28 listopada 2012 r. w tygodniku "Uważam Rze". Wcześniej m.in. prowadził autorski program w radiu TOK FM, reporter TV Puls, "Panoramy" i „Wiadomości" TVP, gdzie zajmował się przede wszystkim aferą hazardową i katastrofą smoleńską. Wyrzucony z Telewizji Polskiej w październiku 2010 r.
Stanisław Michalkiewicz
W błysku meteoru
Komentarz • serwis „Prawy.pl” (prawy.pl) • 12 maja 2015
Wyniki pierwszej tury wyborów prezydenckich nie przyniosły sensacji – może z wyjątkiem wysokiego, szacowanego na co najmniej 20 procent rezultatu Pawła Kukiza. Żaden z głównych pretendentów: ani urzędujący prezydent Komorowski, ani Andrzej Duda nie uzyskał nawet 40 procent. W przypadku prezydenta Komorowskiego jest to co najmniej pierwsze poważne ostrzeżenie przed nadciągającą katastrofą, na którą, mówiąc nawiasem, całkowicie sobie zasłużył, wysyłając list z haniebnymi zdaniami złożonymi do uczestników uroczystości w Jedwabnem i podpisując ustawę o „bratniej pomocy” - by już nie wyliczać innych grzechów i kompromitacji. W przypadku Andrzeja Dudy, a właściwie nie tyle Andrzeja Dudy, co Jarosława Kaczyńskiego, bo to przecież on jest prawdziwym autorem tej kandydatury, jest to test na okoliczność, czy rzeczywiście pragnie on zwycięstwa swego faworyta, wygranej w wyborach parlamentarnych i ponownego uchwycenia rządów, czy też tak naprawdę pragnie pozostać liderem największej partii opozycyjnej i dzierżawcą monopolu na patriotyzm. Jeśli złoży jakąś polityczną ofertę przede wszystkim Pawłowi Kukizowi, to znaczy, że chce zwycięstwa Andrzeja Dudy. Jeśli nie – no to nie.
Zaskakująco wysoki wynik Pawła Kukiza wynika z co najmniej dwóch przyczyn. Po pierwsze - zgarnął on głosy wyborców najmłodszych, co pokazuje, że zmiana pokoleniowa rzeczywiście się dokonuje. Ale te głosy mogą być równie dobrze wyrazem poparcia dla samego kandydata, jak i wyrazem przekory. Podobną sytuację mieliśmy w roku 1990, kiedy to znaczna część wyborców Stanisława Tymińskiego oddała na niego w pierwszej turze swoje głosy na przekór lansowanej w nadęty sposób kandydaturze Tadeusza Mazowieckiego, który „i tak” miał wygrać. Skoro tak – to pokazali mu, że nie wygra, ani tak, ani „i tak”. Oczywiście przekora to nie jest żaden program, zwłaszcza na dłuższą metę i dlatego Paweł Kukiz może okazać się politycznym meteorem, co to błysnął i zgasł. Tym bardziej, że już teraz za zagospodarowanie tego fenomenu zabiorą się intensywnie bezpieczniacy, a w tej sytuacji tylko patrzeć jak Pawła Kukiza oblezą rozmaici sojusznicy, przed którymi nie nadąży się opędzać.
Warto przypomnieć historię niedawnego sukcesu Kongresu Nowej Prawicy, która w wyborach do Parlamentu Europejskiego uzyskała około 7 procent i wprowadziła czterech posłów. Klangor, jaki podniósł się z tej okazji zarówno w niezależnych mediach głównego nurtu, jak i wśród ugrupowań parlamentarnych był co najmniej taki, jakby do władzy właśnie dochodził Adolf Hitler. Było oczywiste, że po takiej uwerturze przyjdzie kolej na działania operacyjne – no i chyba miały one miejsce. Tak może być i teraz tym bardziej, że red. Michnik już bije na alarm, iż Polska może dostać się w ręce „ludzi nieodpowiedzialnych”. No jasne – jeśli Polska jest w rękach ludzi odpowiedzialnych przed swoimi oficerami prowadzącymi, to i państwo jest przewidywalne, a jak nie – no to nie. A tego pan red. Michnik boi się jak ognia – być może z obawy, że mu „zdobycze zabrać mogą” - niczym Towarzyszowi Szmaciakowi. No i wreszcie – co w sprawie tubylczej sceny politycznej postanowią dysponenci Stronnictwa Pruskiego i gwałtownie reaktywowanego Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego – bo Ruskie, póki co, znajduje się w defensywie. Ciekawe, czy nasi sojusznicy postawią na zmianę pokoleniową? Właściwie chyba powinni, bo właśnie amerykańskie gazety donoszą, że tylko patrzeć, jak Leszek Miller i Aleksander Kwaśniewski będą musieli zaśpiewać i zatańczyć przed Trybunałem Haskim, biłgorajski filozof już w ostatnich podrygach. Ale wiele rzeczy powinno się zdarzyć, a się nie zdarzyły, wskutek czego świat wygląda tak, jak wygląda.
Stanisław Michalkiewicz źródło
Subskrybuj:
Posty (Atom)
