czwartek, 19 maja 2016

Papież i kapłani muszą przestać flirtować z lewicowymi ideologiami

Mocne przemówienie rumuńskiej lekarki: papież i kapłani muszą przestać flirtować z lewicowymi ideologiami

Data publikacji: 2016-05-18 15:00
Data aktualizacji: 2016-05-18 15:12:00
Mocne przemówienie rumuńskiej lekarki: papież i kapłani muszą przestać flirtować z lewicowymi ideologiami


„Zamiast prowadzić wiernych katolików w walce przeciw siłom zła, które próbują podważyć chrześcijańską cywilizację, Kościół katolicki pod kierownictwem Franciszka schlebia wątpliwym ideologiom, przeciwstawiającym się życiu, rodzinie, dobru społeczeństwa i ostatecznie Ewangelii Jezusa Chrystusa” – stwierdziła dr Anca Cernea w prelekcji na międzynarodowej konferencji w Rzymie, poświęconej życiu i rodzinie. Dr Cernea jest rumuńską lekarką, szefową tamtejszego Stowarzyszenia Lekarzy Katolickich, była świecką audytorką ostatniego synodu biskupów.

Rumunka wezwała uczestników konferencji do żarliwej modlitwy za kapłanów, by powrócili do swojego pierwotnego obowiązku ratowania dusz poprzez ewangelizację, skłaniającą do nawrócenia.

- Jesteśmy zaniepokojeni spychaniem Kościoła w kierunku ziemskiego ideowo-zmąconego aktywizmu, który zachęca do agresywnych działań pewne „postępowe grupy”, mające doskonały plan, w jaki sposób zbudować idealny świat – alarmowała dr Cernea podczas prelekcji, wygłoszonej 6 maja w Hotelu Columbus w Rzymie.

Lekarka, która wychowała się w komunistycznej Rumunii, skrytykowała język używany przez papieża w encyklikach Evangelii Gaudium i Laudato Si, sugerując, że brzmi on jakby „pochodził bardziej z podręczników ideologicznych inspirowanych przez komunizm, a nie z Ewangelii Jezusa”. – Terminy takie jak: „integracja”, „wykluczenie”, „marginalizacja”, „nierówności” i „zrównoważony rozwój” są częste - zauważyła.

Wyraziła obawę, że Kościół pod kierunkiem Franciszka jest wykorzystywany przez potężne organizacje, pragnące realizować program ideologiczny sprzeczny z duchem Ewangelii.

- Zamiast głoszenia prawdziwego Boga poganom i nawracania ich, przywódcy katoliccy są wykorzystywani przez pogan do walki z prawdziwym Bogiem – stwierdziła. Dr Cernea odniosła się do skandalicznego widowiska o rzekomo dokonujących się zmianach klimatycznych, które odbyło się na Placu św. Piotra w grudniu ub. roku w uroczystość Niepokalanego Poczęcia, z okazji otwarcia Roku Miłosierdzia.

Rumunka ostrzegła obrońców życia i rodziny przed atakami „marksizmu kulturowego,” który próbuje zmienić definicję małżeństwa, naturę ludzką i całe społeczeństwo. - Marksizm kulturowy jest jednym z "błędów Rosji," przed którym ostrzegała Matka Boża w Fatimie w 1917 roku – mówiła. Przypomniała, że komuniści najpierw legalizowali perwersje, by później wprowadzić inne zmiany w prawie. - Historycznie rzecz biorąc, aborcja została zalegalizowana po raz pierwszy przez Lenina w 1920 roku – wyjaśniła. W Ameryce uczyniono to 53 lata później.

Rozwody bez orzekania winy również wprowadzono najpierw w ZSRR w 1918 roku, krótko po tym, jak bolszewicy przejęli władzę. Ameryce zajęło to 51 lat więcej. Homoseksualizm został po raz pierwszy zalegalizowany w Związku Radzieckim w 1922 roku. Pierwszy amerykański stan Illinois zakazał karania sodomitów w 1961 roku.

Permisywną edukację seksualną dla dzieci w wieku szkolnym po raz pierwszy wprowadzono w 1919 roku na Węgrzech, po bolszewickiej rewolucji Béli Kuhny, z wyraźnym celem podważenia tradycyjnej rodziny i moralności, zniszczenia niewinności dzieci.

Ameryce zajęło to 60 lat więcej, kiedy przewrotna edukacja seksualna przygotowana w oparciu o fałszywe „badania” Alfreda Kinseya, szeroko nagłośnione dzięki dofinansowaniu z Fundacji Rockefellera, trafiła do szkół.
- Komunizm był narzucany w dwojaki sposób: z jednej strony poprzez brutalną inwazję wojskową, łagry, więzienia, policję polityczną i rządy terroru, które przyniosły śmierć stu milionom ludzi; z drugiej strony poprzez lansowanie „podstępnego pokoju”, zmiany kulturowe, mające na celu zniszczenie moralnego oporu Wolnego Świata i uczynienie go niezdolnym do obrony przed komunizmem – przekonywała rumuńska prelegentka.

- Marksizm kulturowy został opracowany od początku jako narzędzie moralnie i kulturowe, mające zniszczyć Zachód i uczynić go łatwiejszym do zdobycia dla komunistów. Wydaje się on dziś być jeszcze bardziej rewolucyjnym niż klasyczny marksizm – dodała.

Cernea nazwała marksizm kulturowy „formą buntu przeciw Bogu, przeciw Jego moralnemu prawu i porządkowi stworzenia”. Stwierdziła, że marksiści uważają Kościół katolicki za najważniejszą instytucję, którą trzeba zinfiltrować i przejąć, aby móc w pełni zrealizować swój plan. Zasugerowała nawet, że „szczególnie agresywnie” Kościół jest ”infiltrowany” pod rządami obecnego papieża.

Prelegentka ubolewała, że Kościół pod rządami Franciszka prowadzi dialog z przywódcami ruchu marksistowskiego i organizuje szereg skandalicznych „eventów” w Watykanie. – Teraz, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, kluczowy jest powrót Kościoła do Jego podstawowej misji zbawienia dusz – dodała.

- Dla wiecznego zbawienia milionów dusz, Kościół powinien być liderem w walce z ideologiami - zwłaszcza z marksizmem kulturowym - zarówno w swoim nauczaniu publicznym, jak i podczas spowiedzi – tłumaczyła.

Powiedziała, że chrześcijanie na całym świecie muszą przeciwstawić się ruchom wewnątrz i na zewnątrz Kościoła, które starają się skupić władzę w rękach nielicznych w celu doprowadzenia do tak zwanego "wspaniałego świata" na ziemi.


- Jeśli chcemy bronić rodziny, musimy niejako odbić świat z rąk rewolucjonistów – apelowała. Jedynym sposobem na to jest obrona wartości cywilizacji chrześcijańskiej. - Nasze pro-life i pro-rodzinne cele są niezwykle ważne. Jednakże, jeśli skupimy się tylko na nich i nie zadbamy o resztę, nie będziemy w stanie utrzymać ich. Jeśli pozwolimy innym sterować wszystkim: językiem, kulturą, edukacją medialną, prawodawstwem, gospodarką, życiem publicznym, administracją, opieką zdrowotną, wszystkim, to nie powinniśmy się dziwić, że nasze jednorazowe zwycięstwa w różnych kwestiach będą krótkotrwałe – mówiła.

Cernea stwierdziła także, że „obowiązkiem” pasterzy katolickich, zwłaszcza papieża jest chronić język przed ideologizacją i używać go mądrze. – Powinien on służyć do głoszenia Królestwa Bożego i Jego sprawiedliwości, a nie socjalistycznej „sprawiedliwości," rozumianej jako kontrola rządu nad gospodarką i redystrybucją dochodów – mówiła.

Rumunka dodała, że przywódcy Kościoła używają "dziwnego, politycznie poprawnego, skażonego ideologicznie języka, który prowadzi wielu katolików na manowce i przyczynia się do wielu porażek w wojnie kulturowej.” Język ten sprawia, że wierni nie są w stanie prawidłowo zidentyfikować źródła ataków przeciwko życiu i rodzinie, i przez to nie potrafią z nimi skutecznie walczyć. Katolicy także coraz częściej z tego powodu angażują się w lewicowe programy. To sprawia, że jest praktycznie niemożliwe, aby politycy katoliccy wspierali wolny rynek, by sprzeciwiali się muzułmańskiej imigracji, byli sceptyczni wobec rzekomych zmian klimatycznych, a także roli ONZ.

- Powinniśmy modlić się więcej za naszych pasterzy. Powinniśmy więcej modlić się za Kościół – przekonywała lekarka – aby pasterze prowadzili jak najwięcej dusz do zbawienia. Jeśli nastąpi nawrócenie, zmieni się także świat – konkludowała.


Źródło: lifesitenews.com., AS.


Read more: http://www.pch24.pl/mocne-przemowienie-rumunskiej-lekarki--papiez-i-kaplani-musza-przestac-flirtowac-z-lewicowymi-ideologiami,43362,i.html#ixzz494uiyfB2

wtorek, 17 maja 2016

coś do łba niejakiego Klicha Bogdana

Krzysztof Pasierbiewicz: JAK CI SZUJO NIE WSTYD (!!!)

Wiem, że tytuł mojej notki jest nieobyczajny.

Ale.
Na świat przyszedłem w trzecim dniu Powstania Warszawskiego w roku, któremu Adam Mickiewicz nadał niegdyś symboliczne imię „czterdzieści i cztery”, jako syn żołnierza Armii Krajowej i odkąd sięgam pamięcią, w mojej własnej Ojczyźnie, spotyka mnie niekończący się ciąg obelg i upokorzeń, zaś wczoraj przebrała się miarka.

Postaram się tedy Państwu wytłumaczyć przyczynę mojego wzburzenia.
Gdy chodziłem do pierwszej klasy szkoły podstawowej ubeccy oficerowie żydowskiego pochodzenia zadręczyli mi Ojca, a jemu podobnych bohaterów na szkolnych apelach porannych pani dyrektorka nazywała „zaplutymi karłami reakcji”. Mój starszy brat przestał się kształcić po tym, jak pezetpeerowska aktywistka renomowanego krakowskiego liceum na lekcji wychowawczej powiedziała mu przy całej klasie, że jemu podobne szczeniaki akowskie trzeba było topić w wiadrze zanim jeszcze oczy otworzyły.

Później też nie było lepiej, bo namiestnik rządu sowieckiego Józef Cyrankiewicz, wykształcony cynik i despota trzymający Polaków za mordę wykrzykiwał, że będzie ludziom odrąbywał ręce, jak się sprzeniewierzą władzy komunistów. Następnie gnoił Polaków typ spod ciemnej gwiazdy, niejaki Piotr Jaroszewicz, oddany przyjaciel Breżniewa i „gospodarz”, który jedno, co potrafił dobrze robić to podnosić ceny i tłumić krwawo protesty umęczonych ludzi.
Kolejny dyshonor przeżyli patrioci polscy, gdy premierem został szkolony na Kremlu aparatczyk Wojciech Jaruzelski, ślepo oddany Związkowi Radzieckiemu oprawca, który, kiedy „Solidarność” zagroziła komunistom wydał narodowi wojnę łamiąc kręgosłupy przyzwoitym i oddanym Polsce ludziom.

A do reszty dobił polskich patriotów nasz kolejny premier, niejaki Tadeusz Mazowiecki, dwulicowy katolik postępowy, który zdradził dziesięciomilionową „Solidarność” dogadując się z Kiszczakiem przy okrągłym stole, a polskich patriotów przezwał nacjonalistycznymi oszołomami. To Mazowiecki właśnie dał zielone światło Michnikowi by na łamach Gazety Wyborczej ostatecznie zdołować polskich patriotów wmawiając miałkiej ideowo inteligencji wykształconej w pierwszym pokoleniu, że stanowi elitę III RP złożoną z obywateli lepszej kategorii, co im odebrało zdolność obiektywnego postrzegania rzeczywistości i premierem wybrano złotoustego picusia glancusia, niejakiego Donalda Tuska, od dawna szykowanego przez post-komunistów na to stanowisko.

Nie będę się rozpisywał, jak Tusk upokarzał polskich patriotów nazywając ich moherowymi beretami, ale wytknę łobuzowi to, czego mu do śmierci nie zapomnę, że, jak na Polskę spadła tragedia smoleńska oddał bez wahania śledztwo w ręce Rosjan, na modlących się pod krzyżem żałobników napuszczał bojówki Palikota, zaś pogrążonych w głębokiej rozpaczy polskich patriotów opłakujących utratę narodowej elity z premedytacją dobił rękoma zakochanego w generał Anodinie psychiatry, niejakiego Klicha Bogdana, którego wcześniej zrobił Ministrem Obrony Narodowej. Ten wyzuty z poczucia przyzwoitości fan opluwającego nasze lotnictwo i szydzącego z polskiej głupoty raportu generał Anodiny, a także gorący obrońca pokrętnego raportu Millera wielokrotnie urągał publicznie polskim patriotom, jedynie z tego powodu, że domagali się prawdy o tym, co się stało pod Smoleńskiem.
Ale tym razem granica przyzwoitości została przekroczona.
Dlaczego?
Bo w ważnym dla naszej historii momencie, kiedy Polacy w demokratyczny sposób wybrali sobie nowe władze, tenże sam doszczętnie skompromitowany lewacki funkcyjny politruk, który po tym, jak upodlił miliony Polaków i praktycznie zdemontował naszą armię, ów bezkarny dyletant, który winien się wstydliwie przemykać bocznymi ulicami Królewskiego Miasta, ośmielił się jeszcze raz splunąć w twarz patriotom polskim podpisując list otwarty w sprawie usunięcia z urzędu szefa MON w nowym rządzie.
To, jak mawiali moi studenci w pale nie mieści!
Więc nie wiem, jak Państwo, ale ja uważam, że tytuł mojej notki jest i tak łaskawy.

Krzysztof Pasierbiewicz
(em. nauczyciel akademicki, członek grupy inicjatywnej krakowskiego Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. prof. Lecha Kaczyńskiego)
Post Scriptum
Wiem, że po tej notce różowy salon podwawelskiego Krakówka wyda na mnie swoisty „środowiskowy wyrok śmierci” obkładając mnie klątwą ostracyzmu i zmowy milczenia. Wiem również, że lewackie „elity” wciąż trzęsące Uniwersytetem Jagiellońskim okrzykną mnie niepoprawnym politycznie gburem. Ale jakoś to przetrzymam krzepiąc się nadzieją, że tym razem Jarosławowi Kaczyńskiemu uda się zdemaskować rzeczywiste rodowody i przeprowadzić gruntowną sanację obecnych polskich akademickich elit, co traktuję, jako warunek sine qua non, by sprawy polskie rzeczywiście ruszyły do przodu.
solidarni2010.pl

poniedziałek, 16 maja 2016

Dlaczego Kulczyk musiał zniknąć…

Dlaczego Kulczyk musiał zniknąć…

Szef WSW, generał Edmund Buła, przekazał Rosjanom kartotekę operacyjną polskich wojskowych służb tajnych, Wojskowe Służby Informacyjne wciąż działały w sposób dla Rosjan całkowicie „przezroczysty” i podporządkowany.
Źródła wskazywały też, że zagraniczny aparat wywiadowczy Zarządu II SG WP został przejęty przez Rosjan, co z kolei potwierdzały służby wywiadowcze innych państw NATO, na przykład francuski wywiad wojskowy DST.
Francuzi przekazali pułkownikowi Zdzisławowi Żyłowskiemu z Zarządu II SG WP listę dwudziestu osób pracujących na terenie Francji dla polskiego wywiadu wojskowego, spośród których aż piętnaście przejęły rosyjskie GRU. Formalny, utrzymany w ostrym tonie postulat strony francuskiej dotyczył rezygnacji przez polski wywiad wojskowy z wszelkich działań we Francji, które mogłyby służyć rosyjskim służbom wywiadowczym.
Sprzedaż Telekomunikacji SA konsorcjum France Telecom / Kulczyk Holding, która to sprzedaż na „wynegocjowanych” warunkach była czymś znacznie gorszym, niż „tylko” skandalem prywatyzacyjnym. Wiązała się bowiem z przekazywaniem infrastruktury obronnej Polski innemu państwu bez żadnych istotnych zabezpieczeń w umowach i bez najmniejszego sprzeciwu ze strony służb ochrony państwa, w szczególności ze strony Wojskowych Służb Informacyjnych.
W przekazaniu infrastruktury TP SA na rzecz konsorcjum aktywny udział brali wyżsi oficerowie, którzy byli delegowani przez szefa MON do pracy w Departamencie Spraw Obronnych w Ministerstwie Skarbu Państwa.
W departamencie pracowało trzydziestu wyższych oficerów, z których ponad połowa przeszła przeszkolenie w Moskwie – tak jak pułkownik Stanisław Reczyński, naczelnik w Departamencie Spraw Obronnych Ministerstwa Skarbu Państwa, który w 1981 roku ukończył studia podyplomowe w ZSRR.
W zakresie obowiązków pułkownika leżał udział w przetargach i ocena doradców prywatyzacyjnych Ministerstwa Skarbu Państwa. Pozostali oficerowie „obstawiali” równie newralgiczne stanowiska i rady nadzorcze, w tak licznych zresztą spółkach, że nawet gdyby chcieli, nie mieliby możliwości czasowych na kreowanie polityki obronnej kraju.
Bo kiedyż politykę obronną kraju miał kreować na przykład pułkownik Józef Nawolski, jeśli w tym samym czasie, w którym pełnił obowiązki w Ministerstwie Skarbu Państwa, był członkiem rad nadzorczych w spółkach PZL Rzeszów, Ruch, Bumar, Kopex, PERN i na dodatek w Agencji Rozwoju Przemysłu?
Równie „zapracowany” był pułkownik Jan Stanisław Szczęsny, który oprócz zasiadania w radach nadzorczych PZU i PLL LOT, został jednym z kreatorów procesu prywatyzacyjnego w Polsce w połowie lat 90. Na odcinek ten został skierowany bezpośrednio po wykonaniu zadania, które realizował pod przykryciem w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, między innymi na placówce dyplomatycznej w Tokio.
W Polsce jego zadaniem był nadzór nad prywatyzacją kluczowych polskich spółek i tworzenie siatki powiązań, złożonej głównie z byłych żołnierzy i współpracowników Zarządu II Sztabu Generalnego LWP, WSW i WSI. Pułkownik Szczęsny był szkolony do podobnych działań, gdyż przez wiele lat pozostawał oficerem pod przykryciem, najpierw w Ministerstwie Szkolnictwa Wyższego, Nauki i Techniki, a następnie w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.
Ogniwami sieci powiązań, którą współtworzył w MSP, byli tajni współpracownicy wojskowych służb tajnych, oddelegowani z Ministerstwa Obrony Narodowej. Nieformalna struktura zarządzania polską gospodarką została zbudowana hierarchicznie, a każda sieć powiązań niższego szczebla była zarządzana przez ogniwo znajdujące się w sieci wyższej hierarchii.
W przypadku Telekomunikacji Polskiej S.A. centrum kierowania prywatyzacją spółki znajdowało się w rękach tajnych współpracowników Zarządu II Sztabu Generalnego LWP, ulokowanych w polskim oddziale banku ING Bank N.V., którego siedzibą był Amsterdam. Prezesem Zarządu ING BSK N.V. w Warszawie był wówczas Marian Czakański, który po powrocie z placówki w Kanadzie został skierowany do sektora bankowego.
Jego przypadek stanowił potwierdzenie reguły, według której najbardziej sprawne zasoby ludzkie WSI były przechowywane „w okresie przejściowym”, na początku lat 90., na placówkach poza granicami Polski. Dopiero gdy sprawy w kraju służby tajne „poukładały” według wcześniejszych założeń, „zasoby ludzkie” na powrót ściągnięto do Polski i skierowano do nowych zadań w tak zwanej „wolnej Polsce”…
Pod koniec lipca 2000 roku sprzedaż TP SA weszła w kluczową fazę. I właśnie wówczas doszło do szokującego „zaniechania” ze strony szefa MON, Bronisława Komorowskiego, które nie tylko doprowadziło do utraty przez Polskę kontroli nad systemem stanowisk kierowania państwem na czas bezpośredniego zagrożenia militarnego czy konfliktu zbrojnego oraz utraty kontroli nad liniami łącznikowymi pomiędzy jednostkami wojskowymi i węzłami Telekomunikacji Polskiej, ale też sprawiło, że budowany w największej tajemnicy system kierowania państwem na czas wojny został zdekonspirowany.
Chodziło o obiekt 09120, który był sercem Krajowego Systemu Łączności (KSŁ) na czas zagrożenia militarnego, a którego realizację rozpoczęto jeszcze w latach dziewięćdziesiątych. Obiekt 09120 zbudowano w okolicach Warszawy. W jego podziemiach umiejscowiono tak zwany „Węzeł Łączności” na potrzeby ulokowanych w różnych miejscach kilkudziesięciu stanowisk kierowania państwem w warunkach wojny.
Były to stanowiska Prezydenta RP, Prezesa Rady Ministrów, organów administracji rządowej, pozarządowych organów administracji centralnej i kierowników instytucji państwowych wykonujących zadania obronne, a także organów samorządu terytorialnego i kierowników jednostek organizacyjnych wykonujących zadania ustalone przez ministrów i wojewodów.
Klucz do wypełniania swojej funkcji przez 09120 stanowił system łączności, bez którego obiekt ów był niczym więcej, jak tylko zamkniętym na głucho bunkrem, głuchym i ślepym.
Innym, nieomal równie ważnym jak 09120, elementem Krajowego Systemu Łączności były tak zwane linie łącznikowe pomiędzy Garnizonowymi Węzłami Łączności, a węzłami Telekomunikacji Polskiej. Cały szkopuł polegał na tym, że zarówno obiekt 09120, jak i linie łącznikowe przekazano na własność podówczas państwowej jeszcze spółce Telekomunikacja Polska S.A., którą następnie sprzedano Francuzom.
Zapisy o przekazaniu rzeczonych aktywów oznaczały de facto przekazanie ich na własność innemu państwu, a to stworzyło lukę szybko zapełnioną przez rosyjską firmę telekomunikacyjną GTS Energis Polska, która mogła w krótkim czasie stać się operatorem alternatywnym dla TP S.A.
W efekcie począwszy od 2000 roku spółka GTS stopniowo, krok po kroku, przejmowała obsługę telekomunikacyjną najważniejszych instytucji państwowych, a już szczyt patologii stanowił fakt, że w okresie kierowania Ministerstwem Obrony Narodowej przez Bronisława Komorowskiego GTS rozpoczęła obsługę …Wojskowych Służb Informacyjnych, w tym najbardziej wrażliwą obsługę łączności dla ataszatów MON.
Sprawie tej poświęcono tajną naradę ministrów z udziałem premiera Jerzego Buzka, której dokumentację miałem właśnie przed sobą. Wynikało z niej, że jeśli w warunkach zagrożenia państwa polskiego operator odmówi usług, to państwo polskie może dochodzić swoich racji w trybie… kodeksu handlowego.
Podczas narady stwierdzono, że nie zrobiono nic, by uzyskać opcję tzw. „złotej akcji”, czyli uzyskania w wypadku zagrożenia kraju możliwości nabycia większości akcji przez Skarb Państwa.
Podczas tej samej narady minister Komorowski przyznał, że „nie ma wiedzy”, jak należy zabezpieczyć interesy państwa w obszarze obronności i bezpieczeństwa przy sprzedaży spółek typu TP S.A. i poprosił premiera Buzka o zasięgnięcie informacji w polskich ambasadach w krajach NATO, jak robią to inni.
Bronisław Komorowski tłumaczył się, że podobne problemy wystąpią przy prywatyzacji przemysłu zbrojenioweg, jednak w odpowiedzi od kilku uczestników tajnej narady usłyszał, że przecież w przypadku przemysłu zbrojeniowego mamy alternatywę zakupu elementów i urządzeń gdzie indziej. Nie można natomiast kupić systemu łączności, który był budowany przez długie lata. Jeden z uczestników narady zapytał Radę Ministrów, co zrobić w sytuacji, w której inwestor, czyli France Telecom, po uzyskaniu udziału większościowego odsprzedałby swoje udziały bez zgody rządu polskiego. Na to pytanie nikt z obecnych nie potrafił odpowiedzieć.
Tajne posiedzenie Rady Ministrów wykazało jedno: całkowicie bierną postawę Ministra Obrony Narodowej Bronisława Komorowskiego i absolutny brak reakcji ze strony służb ochrony państwa w całej sprawie.
Dopiero w dniu podpisania umowy o sprzedaży TP S.A. wyszło na jaw, że nie podnoszono wcześniej w należyty sposób sprawa przekazania stronie francuskiej strategicznej infrastruktury kilkuset masztów i nadajników radiowo-telewizyjnych.
Z zeznań osób uczestniczących w podpisywaniu umowy wynika, że po burzliwej wymianie zdań Premier Buzek wydał ustne polecenie przedstawicielom Ministerstwa Łączności, by ci udali się do siedziby prywatnej spółki Kulczyk Holding przy ul. Kruczej 24/26 w Warszawie na spotkanie z prezesem France Telecom, celem podjęcia dyskusji o nieuzgodnionych do ostatniej chwili zapisach do umowy prywatyzacyjnej.
W rozmowie z Francuzami próbowano rozważyć możliwość wyłączenia ze sprzedaży infrastruktury kilkuset stacji nadawczych. Prowadzone na zasadzie „za pięć dwunasta” rozmowy przeciągały się. Powstał pat. I wtedy w spór po stronie konsorcjum France Telecom i Kulczyk Holding włączył się uczestniczący w spotkaniu generał Gromosław Czempiński, który swoją obecnością w biurze Kulczyka w krytycznym momencie aktywnie poparł Francuzów i Kulczyka.
Później, w czasie przesłuchania przed Sejmową Komisją Śledczą generał Czempiński wypierał się faktu doradzania Kulczykowi przy sprzedaży TP S.A.

piątek, 13 maja 2016

orędzie z La Salette

Zapomniane orędzie z La Salette

W zeszłym roku minęło równe 150 lat od pamiętnych wydarzeń w La Salette. 19 listopada 1846 r. dwoje dzieci – Melania Calvat i Maksymilian Giraud – usłyszało przesłanie Matki Bożej.
Treść orędzia sama Najświętsza Panna podzieliła na dwie części. Pierwsza z nich, tzw. Sekret, miała zostać ujawniona po 1858 r.; druga natomiast, obejmująca ogólne napomnienia, zachętę do modllitwy i naprawy obyczajów, rozgłaszana przez dzieci, stała się powszechnie znana już po kilku tygodniach. Po pięciu latach drobiazgowego dochodzenia, 16 listopada 1851 r., za zgodą Rzymu bp de Bruillard ogłosił dokument uznający objawienie za prawdziwe. Sekret spisany przez dzieci i zapieczętowany, przesłany został Piusowi IX w tym samym roku. Zgodnie z wolą Matki Boskiej opublikowany został po raz pierwszy w 1873 r. z Imprimatur bpa Naples, a potem wkrótce z Imprimatur bpa Lecce, za osobistą aprobatą papieża. W 1879 r. Leon XIII wezwał Melanię Calvat do Rzymu aby usłyszeć treść przesłania z jej ust i otrzymać szczegółowe objaśnienia. Do końca ubiegłego wieku kierownik duchowy Melanii – ks. Rigaux naliczył 28 wydań Sekretu zImprimatur biskupów i kardynałów. W 1915 r. w związku z nadużyciami interpretacji orędzia – Święte Oficjum wydało dekret zabraniający dodawania do niego jakichkolwiek komentarzy. Dekret ten nie został zniesiony i obowiązuje do dziś. Niestety w XX w. zainteresowanie orędziem znacznie osłabło, a brak wznowień sprawił, że jest ono dziś, zwłaszcza wśród młodego pokolenia, prawie nieznane. Mając to na uwadze publikujemy treść Sekretu wg wydania francuskiego ks. Rigaux: „Sekret ten jest słowo w słowo podany przez naszą Czcigodną Matkę, w takiej postaci przekazałam go Jego świętobliwości Leonowi XIII w 1879 r.”. Kilka miesiecy później napisze:
Protestuję stanowczo przeciwko innym tekstom, które ludzie będą mieli czelność publikować po mojej śmierci. Protestuję przeciwko fałszywym oświadczeniom tych wszystkich, którzy ośmielą się mówić: po pierwsze, że upiększyłam Sekret; po drugie przeciw tym, którzy oświadczają, że nasza Matka i Królowa nie powiedziała, aby przekazać Sekret całemu jej ludowi.
Melania Calvat zmarła w tym samym roku przygotowując się do Mszy św., w której uczestniczyła codziennie.

Sekret

Melanio: to, co powiem ci teraz nie musi pozostawać sekretem na zawsze, możesz to opublikować w 1858 r.
Kapłani – słudzy mojego Syna, kapłani – przez swoje złe życie, przez brak uszanowania i pobożności w celebrowaniu świętych tajemnic, przez miłość do pieniędzy, przez upodobanie w honorach i przyjemnościach; kapłani stali się naczyniami nieczystości.
Tak, stan kapłański woła o pomstę i pomsta jest nad ich głowami. Biada kapłanom i osobom poświęconym Bogu, którzy przez swoją niewierność i złe życie krzyżują mego Syna po raz wtóry! Grzechy osób poświęconych Bogu wołają o pomstę do Nieba i teraz pomsta stoi już w ich drzwiach. Nie ma już nikogo proszącego o miłosierdzie i przebaczenie dla ludzi, nie ma już szczodrych dusz, nie ma już nikogo godnego składania nieskalanej Ofiary Przedwiecznemu w imieniu świata.
Bóg uderzy w niespotykany sposób. Biada miszkańcom Ziemi. Bóg wyleje swój gniew i nikt nie będzie w stanie uciec od tylu nieszczęść jednocześnie.
Kierownicy i przywódcy ludu Bożego zaniedbali modlitwę i pokutę, szatan zaćmił ich umysły; stali się oni tymi zbłąkanymi gwiazdami, które dawny diabeł pociągnie swoim ogonem na zagładę. Bóg pozwoli starożytnemu wężowi posiać rozłam pomiędzy władcami, we wszystkich społecznościach i rodzinach – będą cierpieć męki zarówno fizyczne, jak i moralne. Bóg pozostawi ludzi samymi sobie i będzie zsyłał kary jedną po drugiej przez ponad 35 lat. Ludzkość znajdzie się w przededniu najbardziej przerażających plag i wielkich wydarzeń; musi oczekiwać, że będzie rządzona rózgą żelazną i pić kielich Bożego gniewu.
Niech Wikariusz mojego Syna, papież Pius IX, nie opuszcza Rzymu po 1859 r., niech będzie nieugięty i wielkoduszny, niech walczy bronią wiary i miłości – ja będę z nim. Niech strzeże się Napoleona, jego serce jest dwoiste -będzie chciał być papieżem i cesarzem równocześnie. Bóg wkrótce go usunie. On jest tym orłem, który chcąc zawsze się wznosić padnie wkrótce pod mieczem, którego chciał użyć, by zmusić ludzi do uwielbienia siebie.
Włochy będą ukarane za swoją chęć zrzucenia jarzma Pana Panów i poddane wojnie, krew będzie płynąć ze wszystkich stron, kościoły będą zamknięte lub zbeszczeszczone, kapłani i duchowni będą wywiezieni lub mordowani -i to w sposób okrutny. Wielu porzuci Wiarę, liczba księży i duchownych, którzy odłączą się od prawdziwej religii będzie wielka, między nimi znajdą się nawet biskupi.
Niech papież strzeże się cudotwórców, bo przyszedł czas na najbardziej zdumiewające cuda na ziemi i na niebie.
W roku 1864 Lucyfer razem z wielką liczbą diabłów zostanie uwolniony z piekła. Stopniowo niszczyć będą Wiarę, nawet osoby poświęcone Bogu tak oślepną, że bez specjalnej łaski osoby te przyjmą ducha tych złych aniołów. Wiele domów duchownych straci Wiarę zupełnie i spowoduje potępienie wielu dusz.
Złe książki będą rozprzestrzeniać się po Ziemi, a duchy ciemności będą wszędzie szerzyć rozprężenie w rzeczach dotyczących służby Bożej. Będą one miały wielką władzę nad naturą, będą też kościoły do służby tym duchom. Ludzie będą przenoszeni z miejsca na miejsce przez te złe duchy, nawet kapłani, ponieważ nie będą oni żyć zgodnie z duchem Ewangelii, który jest duchem pokory, miłosierdzia i gorliwości dla chwały Bożej. Zmarli i sprawiedliwi będa wskrzeszeni (to znaczy, że ciała te będą przybierać postać sprawiedliwych, którzy niedawno żyli na ziemi – aby łatwiej zwodzić ludzi. Ci tzw. zmartwychwstali zmarli, którzy nie będą niczym więcej niż diabłami pod ich postacią, będą głosić inną ewangelię, sprzeczną z prawem Jezusa Chrystusa, przecząc istnieniu Nieba; o ile nie będą oni de facto duszami potępionych. Wszystkie te dusze pojawią się łącząc się ze swymi ciałami – przyp. Melanii). Na każdym miejscu dziać się będą nadzwyczajne cuda, gdyż prawdziwa Wiara została stłumiona i fałszywa światłość oświetla świat.
Biada książętom Kościoła, którzy zajmować się będą wyłącznie dodawaniem bogactw do bogactw, zabezpieczaniem władzy i obnoszeniem swojej pychy.
Wikariusz mojego Syna będzie musiał wiele wycierpieć, bo przez pewien czas Kościół poddany będzie wielkim prześladowaniom; będzie to czas ciemności – Kościół będzie przechodził straszliwy kryzys.
Zapominając o Wierze świętej każdy człowiek będzie chciał sam soba kierować i wynosić się ponad innych, równych sobie. Świeckie i kościelne władze będą obalone, wszelki porządek i sprawiedliwość będą zdeptane.Widać będzie jedynie morderstwa, nienawiść, zazdrość, kłamstwo i nieład, bez miłości ojczyzny i rodziny.
Ojciec Święty będzie bardzo cierpiał. Będę z nim aż do dopełnienia się jego ofiary. Źli będą wielokrotnie nastawać na jego życie; nie będą oni w stanie skrócić jego dni, ale ani on, ani jego następca nie zobaczą tryumfu Bożego Kościoła.
Wszystkie władze świeckie będą miały ten sam cel – obalić i doprowadzić do zaniku wszelkich zasad religijnych, torując drogę materializmowi, ateizmowi, spirytyzmowi i występkom wszelkiego rodzaju.
W roku 1865 obrzydliwość widziana będzie w świętych miejscach, w klasztorach kwiaty Kościoła zginą i diabeł stanie się królem wszystkich serc. Niech ci, którzy są kierownikami wspólnot zakonnych mają się na baczności odnośnie osób, które przyjmują. Diabeł użyje całej swej złości, aby wprowadzić do zakonów osoby oddane grzechowi, by nieporządek i zamiłowanie do cielesnych przyjemności rozprzestrzeniały się po całej Ziemi.
Francja, Włochy, Hiszpania i Anglia toczyć będą wojnę, krew płynąć będzie ulicami. Francuz będzie walczył z Francuzem, Włoch z Włochem, wybuchnie wojna powszechna, która będzie przerażająca. Przez pewien czas Bóg nie będzie pamietał o Francji ani Italii, bo Ewangelia Jezusa Chrystusa nie jest już (tam) znana. Niegodziwi spuszczą ze smyczy całą swoją złość, nawet po domach będą morderstwa i wzajemne masakry.
Z pierwszym oślepiającym uderzeniem Bożego miecza z góry cała natura zadrży z przerażenia, gdyż zbrodnie i nieład ludzi przebiją sklepienie niebios. Paryż będzie zburzony i Marsylia pochłonięta, wiele dużych miast zostanie zburzonych i pochłoniętych przez trzęsienia ziemi, wszystkim będzie się zdawało, że to koniec, widać będzie jedynie morderstwa, starcia armii i bluźniercze serca. Prawi będą bardzo cierpieć – ich cierpienia, pokuty i łzy będą się wznosiły do Nieba. Cały lud Boży będzie prosił przebaczenia i miłosierdzia, będzie błagał o moją pomoc i wstawiennictwo. Potem Jezus Chrystus w swej sprawiedliwości i w swym wielkim miłosierdziu wobec wiernych, rozkaże swoim aniołom uśmiercić wszystkich swych wrogów. Od jednego uderzenia prześladowcy Kościoła Jezusa Chrystusa i wszyscy ludzie oddani grzechowi zginą i Ziemia stanie się jak pustynia.
Potem nastanie pokój i pojednanie Boga z ludźmi. Jezus Chrystus będzie czczony i chwalony, ludzie będą Mu znowu służyć. Miłosierdzie będzie kwitło wszędzie, nowi królowie będą prawym ramieniem Kościoła Świętego, który będzie silny, pokorny, pobożny, ubogi, gorliwy i naśladujący cnoty Jezusa Chrystusa.
Ewangelia będzie głoszona wszędzie i ludzie będą bardzo postępować w wierze, ponieważ będą stanowili jedność wokół pracowników Jezusa Chrystusa. Będą żyli w bojaźni Bożej.
Pokój pomiędzy ludami nie będzie trwał długo. 25 lat obfitych zbiorów sprawi, że zapomną, iż grzechy ludzkie są powodem wszystkich klęsk, jakie spotykają Ziemię.
Zwiastun Antychrysta ze swoim wojskiem zebranym z wielu narodów będzie prowadził wojnę z prawdziwym Chrystusem, jedynym Zbawicielem świata. Przeleje on wiele krwi i będzie chciał unicestwić kult Boga, aby sam został uznany bogiem. W Ziemię uderzą wszelkiego rodzaju plagi (poza zarazami i głodem, które będą się szerzyć – przyp. Melanii), będą wojny aż do wojny ostatniej, która będzie prowadzona przez 10 królów Antychrysta; królów, którzy będą mieli wspólny znak i będą jedynymi władcami świata. Zanim to nastapi, będzie panował na świecie rodzaj fałszywego pokoju. Ludzie będą myśleć jedynie o zabawie, źli będą oddawać się wszelkiego rodzaju grzechom; ale dzieci Kościoła Świętego, dzieci prawdziwej Wiary, moi prawdziwi naśladowcy -będą wzrastać w miłości Boga i w cnotach mi najdroższych. Szczęśliwe pokorne dusze prowadzone przez Ducha Świętego! Będę walczyła wraz z nimi aż osiągną pełną dojrzałość.
Natura woła o pomstę ze względu na ludzi, wzdryga się z przerażeniem czekając na to, co musi stać się ze splamioną zbrodniami Ziemią.
Drżyj Ziemio i wy, którzy głosicie się sługami Jezusa Chrystusa, podczas gdy w głębi duszy czcicie siebie. Drżyjcie, bo Bóg wyda was swoim wrogom, gdyż miejsca święte są miejscami zepsucia; wiele klasztorów nie jest już domami Boga, lecz pastwiskami Asmodeusza i jego własnością.
Stanie się w tym czasie, że narodzi się Antychryst z hebrajskiej zakonnicy, fałszywej dziewicy, która będzie w łączności ze starodawnym wężem – panem nieczystości. Jego ojcem będzie biskup, w chwili narodzin będzie wyrzucał z siebie bluźnierstwa, będzie miał zęby, jednym słowem – będzie to wcielony diabeł. Będzie wydawał przerażające krzyki, będzie czynił cuda, będzie żył tylko nieczystością. Będzie miał braci, którzy – choć nie wcielone diabły jak on – będą dziećmi zła. W wieku 12 lat będą znani z wielkich zwycięstw, jakie odniosą, wkrótce każdy z nich stanie na czele armii wspomaganych przez legiony z piekła.
Pory roku będą się zmieniać, a ziemia będzie wydawać tylko złe owoce. Ruch ciał niebieskich będzie tracił swoją regularność, Księżyc będzie odbijał tylko słabe czerwone światło. Woda i ogień spowodują konwulsje całej kuli ziemskiej, pochłaniając góry, miasta etc.
Rzym straci wiarę i stanie się siedzibą Antychrysta.
Demony powietrza razem z Antychrystem będą czynić wielkie cuda na Ziemi i na Niebie, a ludzie staną się coraz bardziej zepsuci. Bóg będzie opiekował się swymi wiernymi sługami i ludźmi dobrej woli; Ewangelia będzie głoszona wszędzie, a wszelkie ludy będą miały znajomość prawdy.
Zwracam się z usilnym wezwaniem do Ziemi; wzywam prawdziwych uczniów Boga żywego i królującego w Niebie; wzywam prawdziwych naśladowców Chrystusa, który stał się człowiekiem – jedynego prawdziwego Zbawiciela ludzi; wzywam moje dzieci, moich prawdziwych czcicieli, którzy oddali Mi się, abym ich prowadziła do Mojego Boskiego Syna; tych których niejako nosiłam w Moich ramionach; tych, którzy żyli w Moim duchu. Wzywam w końcu Apostołów Czasów Ostatecznych, wiernych uczniów Jezusa Chrystusa, którzy żyli z pogardą dla świata i siebie samych, w ubóstwie i skromności, w pogardzie i milczeniu, w modlitwie i umartwieniu, w czystości i zjednoczeniu z Bogiem, w cierpieniu; nieznanych światu. To jest ich czas, by wyszli z ukrycia i oswietlili Ziemię. Idźcie, okażcie, że jesteście Moimi drogimi dziećmi; jestem z wami i w was sprawiając, że wasza Wiara jest światłem oświetlającym was w tych złych czasach. Oby wasza gorliwość wywołała w was głód czci i chwały dla Jezusa Chrystusa. Toczcie walkę dzieci światłości; nieliczni, którzy widzicie, że czas czasu, koniec końców jest blisko.
Kościół będzie zaćmiony, świat będzie przerażony. Ale Enoch i Eliasz napełnieni duchem Bożym będą nauczać z Bożą pomocą, a ludzie dobrej woli uwierzą w Boga, wielka liczba dusz dozna pocieszenia. Będą one czynić wielkie postępy w cnotach mocą Ducha Świętego i potępią diabelskie błędy Antychrysta.
Biada mieszkańcom Ziemi. Będą krwawe wojny, głód, plagi i epidemie, będą przerażające deszcze zwierząt; pioruny, które niszczyć będą miasta, trzęsienia ziemi, które pochłoną całe państwa. Głosy słychać będzie w powietrzu; ludzie będą bić głowami o ściany, będą wzywać śmierci i śmierć dopełni ich cierpienia, krew będzie płynąć ze wszystkich stron. Kto miałby nie ulec, gdyby Bóg nie skrócił czasu próby? Łzy, krew i modlitwy prawych wzruszą Boga. Enoch i Eliasz umrą, pogański Rzym zniknie, ogień spadnie z nieba i pochłonie trzy miasta, cały świat pogrążony będzie w strachu i wielu pozwoli się uwieść, bo nie oddawali czci prawdziwemu Chrystusowi, żyjącemu na wieki. Oto czas; Słońce ciemnieje, tylko Wiara przetrwa. Czas się zbliża, otchłań jest otwarta. Tam jest król królów ciemności. Tam jest bestia nazywająca siebie zbawcą świata – ze swoimi poddanymi. W swej pysze sięgnie Nieba, a św. Michał Archanioł zdusi ją tchnieniem swych ust. Upadnie, a Ziemia, która przez 3 dni będzie w ciagłej zmianie – otworzy swoje gorące wnętrze. Bestia upadnie na zawsze i razem ze swymi zwolennikami pogrąży się w wiecznej odchłani piekła. Potem woda i ogień oczyszczą Ziemię, pochłoną dzieła ludzkiej pychy i wszystko będzie odnowione. 

źródło:  Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X

sobota, 26 marca 2016

Historia współczesna, Stanisław Michalkiewicz

Syryjska pięciolatka

Felieton    tygodnik „Najwyższy Czas!”    25 marca 2016
Minęło właśnie pięć lat od rozpoczęcia wojny o pokój i demokrację w Syrii. Pozornie impulsem do niej były jaśminowe rewolucje w krajach Afryki Północnej, które – jak pamiętamy – rozpoczęły się od Tunezji. Dlaczego akurat od Tunezji? Nie dlatego bynajmniej, że „Tunezji nikt nie zji” - jak można by strawestować spostrzeżenie Rurki, jednego z bohaterów poematu „Towarzysz Szmaciak” na temat poezji – tylko dlatego, że właśnie od Tunezji było najłatwiej rozpocząć „pogłębianie integracji w ramach Unii Śródziemnomorskiej”. Zgodę na to „pogłębianie”, to znaczy – na budowę francuskiego kieszonkowego imperium w basenie Morza Śródziemnego – po długim molestowaniu przez Mikołaja Sarkozy’ego, żydowskiego arywistę, który dochrapał się stanowiska prezydenta słodkiej Francji, wyraziła Nasza Złota Pani podczas nieformalnego szczytu w Deauville, jaki odbył się w październiku 2010 roku z udziałem prezydenta Sarkozy’ego, Naszej Złotej Pani i rosyjskiego prezydenta Dymitra Miedwiediewa. Co za swoją zgodę uzyskała Złota Pani – tego, ma się rozumieć, nie wiemy, ale możliwe, że obietnicę wolnej ręki w Europie Środkowej. Uczestnicy szczytu w Deauville już bowiem wiedzieli, że po „resecie”, jakiego amerykański prezydent Obama 17 września 2009 roku dokonał w stosunkach amerykańsko-rosyjskich, próżnię po Stanach Zjednoczonych w Europie Środkowej wypełnili strategiczni partnerzy, a też domyślali się, że planowany na 19 listopada 2010 roku szczyt NATO w Lizbonie ten stan rzeczy potwierdzi i umocni proklamowaniem strategicznego partnerstwa NATO-Rosja.
Po co zaproszono do Deauville prezydenta Miedwiediewa? Powodów może być co najmniej dwa; po pierwsze – żeby potwierdzić strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie, którego kamieniem węgielnym był podział Europy na strefy wpływów: niemieckich i rosyjskich niemal dokładnie wzdłuż linii Ribbentrop-Mołotow w zamian za – po drugie – pozostawienie własnemu losowi libijskiego tyrana Muammara Kadafiego, którego państwo miało zostać objęte „pogłębianiem integracji”. Rozpoczęło się ono od Tunezji, bo kierownictwa wszystkich opozycyjnych partii tunezyjskich przebywały na emigracji w Paryżu pod czujnym okiem francuskiej razwiedki, więc jasne, że tam było najłatwiej i jaśminowa rewolucja zakończyła się wkrótce wesołym oberkiem, to znaczy – obaleniem tamtejszego tyrana.
Zachęcony tym lud egipski ruszył obalić swojego tyrana w osobie prezydenta Hosni Mubaraka, który „póki gonił zające, póki kaczki znosił”, co tylko chciał u pana swojego z Waszyngtonu wyprosił. Kiedy jednak nastał nowy etap, tyran okazał się niepotrzebny, więc został obalony, podobnie jak tyran libijski, którego ruscy szachiści bez słowa protestu porzucili. Kiedy jednak prezydent Obama zaproponował, by w takim razie doprowadzić do zwycięstwa demokracji również w Syrii, uczestnicy szczytu w Deauville stanowczo odmówili, podobnie jak Wielka Brytania. Prezydent Obama mimo to nalegał, licząc na to, iż USA, jako kierownik międzynarodowej koalicji, spacyfikują Syrię i w ten sposób udelektują bezcenny Izrael.
Warto bowiem zwrócić uwagę, że kraje, które – jak np. Irak („lepiej mieć na d... czyrak, niźli zamieszkiwać Irak”) - wcześniej doświadczyły operacji pokojowych lub – jak Afganistan - misji stabilizacyjnych, słusznie czy niesłusznie postrzegane były – podobnie jak kraje w których przeprowadzono jaśminowe rewolucje – jako potencjalne zagrożenie dla bezcennego Izraela. Nie było to przypadkiem, bo taka np. Jordania, też rządzona przez tyrana, żadnej rewolucji nie doświadczyła, ale bo też już w 1994 roku podpisała z Izraelem traktat pokojowy. W odróżnieniu tedy od Jordanii, pozostałe kraje zostały wtrącone w stan krwawego chaosu, w następstwie którego przestały stanowić zagrożenie dla kogokolwiek, poza oczywiście samym sobą. Destrukcja Syrii niewątpliwie też, a właściwie nie tyle „też”, co przede wszystkim, leżała w interesie bezcennego Izraela ze względu na dwustronny wojskowy sojusz syryjskiego tyrana z tyranem irańskim, który w dodatku rozwijał złowrogi program nuklearny. Gdyby w Syrii zwyciężyła demokracja, bezcenny Izrael mógłby wreszcie odetchnąć z ulgą i to w dodatku nie oddawszy ani jednego strzału.
Judejczykowie bowiem, po lekcji pyrrusowego zwycięstwa w wojnie Jom Kipur, przypomnieli sobie habsburską strategię polityczną: bella gerant alii, tu felix Austria nube (niech inni toczą wojny, ty szczęśliwa Austrio zaślubiaj), oczywiście trawestując ją po swojemu: bella gerant alii, tu felix Izrael corrumpe (niech inni, to znaczy – głupie goje - toczą wojny, ty szczęśliwy Izraelu przekupuj) – oczywiście gojowskich Umiłowanych Przywódców, najlepiej za ich własne, to znaczy – głupich gojów – pieniądze. Tedy Amerykanie rozpoczęli nie tylko intensywne szkolenie bezbronnych cywilów, co bezmyślnie ujawnił senator McCain, których dla potrzeb wojny o pokój i demokrację potężnie też wsparli bronią, obiecując w dodatku, że jeśli w Syrii zostanie użyta broń chemiczna, to wtedy wjadą tam na białym koniu na czele koalicji. Bezbronni syryjscy cywile postarali się i użyli sarinu aż dwukrotnie, ale koalicja nie wypaliła, w następstwie czego część z nich straciła wiarę w prezydenta Obamę i nawróciła się ku Allahowi w ramach tzw. Państwa Islamskiego. Prezydent Obama, najwyraźniej trochę o Allaha zazdrosny, powziął w związku z tym śmiertelną urazę do zimnego ruskiego czekisty Putina, któremu przypisał odpowiedzialność za fiasko koalicji i wysadził w powietrze polityczny porządek lizboński z 2010 roku, zapalając zielone światło dla przewrotu politycznego na Ukrainie, którego celem było wyłuskanie tego kraju z rosyjskiej strefy wpływów i oddanie go w arendę żydowskim grandziarzom, żeby sobie go rozkradli. Doprowadziło to do rozbioru tego nieszczęśliwego kraju, dla którego nasi Umiłowani Przywódcy gotowi są poświęcić wszystko, a nawet jeszcze więcej.
Tymczasem ruski czekista potężnie wsparł syryjskiego tyrana, który wreszcie poprosił go o udzielenie bratniej pomocy w ramach której Moskalikowie rozpoczęli w Syrii intensywne bombardowania rąbiąc po obydwu skrzydłach, to znaczy – zarówno po Państwie Islamskim, jak i bezbronnych cywilach. Amerykanie strasznie się na to zżymali, doszło nawet do zagadkowego zestrzelenia rosyjskich samolotów: cywilnego i wojskowego, ale zimnego czekisty to nie powstrzymało, więc nie było innej rady, jak podczas konferencji w Monachium uczynić go sojusznikiem naszych sojuszników. Sekretarz stanu Kerry uzgodnił tam bowiem z ministrem Ławrowem zawieszenie broni między Syryjczyki, które nolens volens musiały się do niego akomodować. W rezultacie w Syrii osiągnięto sukces połowiczny; wojna o pokój w zasadzie jest wygrana, ale do demokracji droga jeszcze daleka, więc walka o demokrację przeciągnie się do momentu, kiedy w Syrii nie zostanie już kamień na kamieniu. Warto o tym pamiętać w sytuacji, gdy w naszym nieszczęśliwym kraju też toczy się walka o demokrację, tyle, że dopiero na etapie wstępnym, więc najważniejsze jeszcze przed nami.
Stanisław Michalkiewicz