czwartek, 18 października 2012

Nowe pogaństwo dziś


zdjecie
Donald Tusk w miniony piątek potępił posłów, którzy opowiedzieli się za prawem do życia dzieci, dziś zagrożonych zabiciem z powodów eugenicznych. Zgodnie z ideologią "poprawności politycznej" (FOT. R. SOBKOWICZ)

Nowe pogaństwo dziś

Nowa ideologia zła w świetle nauki bł. Jana Pawła II Część pierwsza

Ks. abp Stanisław Wielgus
Za bardzo groźny znak czasu, wskazujący na szczególną w naszej epoce aktywizację sił zła, bł. Jan Paweł II uznał cywilizację śmierci, która nie waha się mordować milionów niewinnych istnień ludzkich, stosując aborcję, eutanazję i zbrodnicze doświadczenia genetyczne. Obłudnie przy tym i całkowicie fałszywie ogłasza siebie obrończynią godności i praw człowieka. Cywilizacja śmierci jest wyrazem tego, co Jan Paweł II nazwał w swojej ostatniej książce, zatytułowanej "Pamięć i tożsamość", nową ideologią zła. Z dawniejszych, potwornych ideologii zła, które spowodowały, że wiek XX stał się najstraszliwszym czasem w dziejach ludzkości, Jan Paweł II wymienił przede wszystkim hitleryzm i komunizm. Były one, jak stwierdził, prostą konsekwencją odrzucenia Boga z ludzkiego życia, zarówno życia indywidualnego, jak i społecznego. Były spełnieniem się swojego rodzaju przepowiedni, wypowiedzianej przez niemieckiego filozofa Friedricha Nietzschego pod adresem wielu europejskich przedstawicieli inteligencji końca XIX wieku, propagujących ateistyczne filozofie. Oskarżając ich o to, że ogłosili śmierć Boga, co zresztą on sam także uczynił, Nietzsche zadał im budzące trwogę pytanie: "Cóż to - zapytał - zamordowaliście Boga w swojej świadomości i myślicie, że ujdzie to wam bezkarnie?´´. Wystarczyło kilkadziesiąt lat, by okazało się, że zamordowanie Boga w duszach ludzkich nigdy nie uchodzi bezkarnie. Bezbożne ideologie - hitlerowska i komunistyczna, odrzucając Boga, odrzuciły też godność człowieka i wszelkie jego prawa. Tak było, tak jest i tak będzie zawsze. Bez Boga nie da się obronić człowieka. Godność ludzka jest nietykalna i prawa ludzkie są zagwarantowane tylko wtedy, gdy istnieje powszechna zgoda na to, że człowiek jest dzieckiem Bożym stworzonym na Boży obraz; że jest w nim element boski, którego nikomu nie wolno deptać i niszczyć.

Korzenie zła

Jeśli przyjmie się antropologię, tj. materialistyczną filozofię człowieka, w myśl której człowiek to tylko jedno ze zwierząt, istotnie nieróżniących się od innych zwierząt - to konsekwencje są do przewidzenia. Człowieka można w takiej sytuacji potraktować jak zwierzę. Można go zabić, sprzedać, podzielić na części. Można to uczynić w imię obłędnej komunistycznej teorii o walce klas, nie mniej obłędnej, wymyślonej przy udziale szatana teorii o wyższości i niższości rasowej, czy też w imię tak samo zbrodniczej, wszystko relatywizującej, współczesnej, postmodernistycznej ideologii "poprawności politycznej", która w imię kompletnej samowoli moralnej, zwanej fałszywie wolnością, czy też w imię innych rozmaitych obłędnych teorii - skazuje na śmierć dziesiątki milionów ludzi nienarodzonych, ludzi starych, chorych, którzy zdaniem wyznawców tej ideologii są po prostu zbędni na ziemi. Ta hekatomba, to krwawe żniwo agresji, skierowanej przeciw życiu ludzi najbardziej bezbronnych, odbywa się przy tym w imię i w duchu prawa ustanawianego przez demokratycznie wybrane parlamenty, które wydając zbrodnicze ustawy przeciw życiu lub obłędne, sprzeczne z naturą i rozumem ustawy zrównujące związki homoseksualne z małżeństwem, powołują się na postęp, na demokrację, na wymogi nowoczesności i na troskę o człowieka, co jest wyrazem trudnej do przelicytowania hipokryzji. Parlamenty te nie zwracają przy tym uwagi na fakt, że depczą prawa Boże, które chronią człowieka i tak bardzo dziś zagrożoną rodzinę. Mówi się słusznie, że myślenie to przewidywanie. Współcześni prawodawcy w wielu zachodnich krajach i promujące ich potężne organizacje oraz media nie myślą, ponieważ nie przewidują, co czeka ich narody za kilkadziesiąt lat, jeśli tak zbrodniczo i bezmyślnie traktować będą własne rodziny i własne dzieci. Można powiedzieć, że żyją chwilą. Dziś chcą zasłużyć na aplauz sił zła, które rozpanoszyło się jak mało kiedy, zła, które bezczelnie kłamie, które zwodzi absurdalnymi mirażami raju na ziemi, które cieszy się, że może tak łatwo sprowadzać miliony ludzi na manowce, z których nie ma powrotu.
W swojej książce "Pamięć i tożsamość", a także w innych swoich pismach i wystąpieniach, bł. Jan Paweł II pytał o korzenie współczesnej ideologii zła. Wnikał przy tym w największą głębię poznania, wnikał w tajemnicę samego Boga, w najgłębszą istotę stworzenia oraz człowieka. I dochodził do wniosku, że wszelki byt, wszystko, co istnieje, realność swojego istnienia czerpie z Boga, z Jego nieskończonej miłości. Podkreślał przy tym, że to w pierwszym rzędzie przeciw tej Bożej miłości kieruje swoją agresję przerażające, transcendentne zło, którego istotę dobrze wyraził żyjący na przełomie IV/V wieku św. Augustyn, definiując je jako egoistyczną miłość samego siebie, że posuwa się ona aż do odrzucenia, i aż do pogardy Boga, do zanegowania i podeptania wszystkich Bożych przykazań. Przykłady tak rozumianego zła widzimy na co dzień. Widzimy je wtedy, gdy małżonkowie, nie licząc się z tragedią własnych dzieci i innych pokrzywdzonych ludzi, zdradzają się, rozrywają więzy małżeńskie, niszczą rodziny - własne i cudze, usprawiedliwiając się przy tym, że mają przecież prawo do szczęścia. Nawiązując do definicji zła, ujętej w duchu św. Augustyna, można powiedzieć, że ukochali samych siebie, aż do pogardy Boga. Tak samo jest w każdej innej sytuacji, gdy z egoizmu, pychy, chciwości czy żądzy cielesnej - ludzie łamią i depczą Boże przykazania.

Bunt przeciwko Bogu

Błogosławiony Jan Paweł II korzeni współczesnej, nowej ideologii zła upatruje właśnie w tej gardzącej Bogiem egoistycznej miłości samego siebie wielu współczesnych ludzi. Jego zdaniem, odrzucający Boga człowiek zaprzecza prawdzie, że jako Boże stworzenie całkowicie zdany jest na swojego Stwórcę, że stworzony został do wiecznego szczęścia wraz z Nim, ale nigdy przeciw Niemu. Tymczasem niejeden współczesny człowiek chce być całkowicie suwerenny w stosunku do Boga. Chce być całkowicie niezależny od Jego woli. I postępuje tak, jakby Boga nie było, jakby On nie objawił mu swojej woli, jakby nie zostawił mu swoich przykazań. W ten sposób powtarza się dziś to samo, co stało się z pierwszymi rodzicami, którzy uwierzyli kuszącemu ich szatanowi, gdy kłamliwie mówił do niech: "Bóg wie, że gdy spożyjecie zakazany owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak On będziecie znali dobro i zło" (Rdz 3, 5). Istotnie, otworzyły się im oczy, ale otworzyły się na ich godny pożałowania los. Spostrzegli, że utracili wieczne szczęście. Spostrzegli, że sami skazali się na tragiczne, pełne niewypowiedzianego cierpienia, pozbawione sensu rozpaczliwe istnienie.
Błogosławiony Papież zwrócił uwagę na to, że owo, tkwiące u korzeni bezbożnych, okrutnych ideologii zło, w nowożytnej Europie przejawiło się najpierw w postaci nowego sposobu myślenia. Błogosławiony Jan Paweł II był świadom, jak niezmiernie istotna jest ludzka myśl. Pamiętał o słowach Chrystusa zapisanych w Ewangelii: "Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym" (Mk 7, 21-22). Jan Paweł II odwołał się więc do oczywistego porządku w ludzkim działaniu, które poprzedza najpierw myśl, potem przychodzą słowa, będące jej nośnikami, a w końcu następuje czyn, będący realizacją myśli - dobrej, ale niestety także złej.

Dramat historii zbawienia

W zachodniej, nowożytnej kulturze i historii, to nowe myślenie wystąpiło najpierw u siedemnastowiecznego filozofa francuskiego Kartezjusza, stwierdza Jan Paweł II. O ile dotychczasowa, klasyczna filozofia, zwłaszcza realistyczna filozofia, prezentowana przez Arystotelesa i Tomasza z Akwinu, za punkt wyjścia w swojej refleksji nad całą rzeczywistością brała byt istniejący realnie i niezależnie od ludzkiej jaźni, byt, który podstawę swojego istnienia miał w Bogu, w swoim Stworzycielu - to u Kartezjusza punktem wyjścia w refleksji nad całą rzeczywistością, w tym także nad Bogiem i człowiekiem, nie jest byt realny, istniejący niezależnie od umysłu ludzkiego, lecz byt będący wytworem tego umysłu.
Skoro tak - stwierdza bł. Jan Paweł II - to w filozofii Kartezjusza Bóg przestał być bytem realnie, niezależnie od ludzkiego umysłu istniejącym; bytem, który jest samoistnym, niezależnym od kogokolwiek i czegokolwiek Istnieniem, a stał się tylko ideą, myślą ludzkiego umysłu, został zredukowany do treści ludzkiej świadomości. W filozofii Kartezjusza Bóg przestał być Stwórcą, który powołuje do istnienia, który wybawia człowieka od zła, który go doskonali i obdarza wiecznym szczęściem, a stał się Bogiem wyimaginowanym, tworem umysłu filozofa. W tej filozofii nie ma już realnie istniejącego Boga. Nie istnieje w niej On jako realny Bóg odkupienia, objawienia i łaski. Pozostała tylko subiektywna idea Boga, pojętego jako temat do dowolnego kształtowania przez ludzki umysł. Filozofia kartezjańska i wszelkie inne filozofie, które przyjęły jej punkt wyjścia w refleksji nad światem i Bogiem, stały się filozofią czystego myślenia, a nie filozofią rzeczywistości. Podjęły refleksję nad bytami o tyle, o ile są one treścią ludzkiej świadomości, a nie o tyle, o ile istnieją realnie poza nią. To sprawiło, zdaniem zmarłego Papieża, że z pola widzenia ludzkiej świadomości zniknęło zło. Zawaliły się podstawy "filozofii zła". Zło bowiem, powiada Jan Paweł II, realnie może istnieć tylko w relacji do dobra, zwłaszcza w relacji do najwyższego Dobra, jakim jest Bóg. O takim właśnie złu mówi Księga Rodzaju. Ani grzechu pierworodnego, ani grzechu osobistego człowieka nie da się zrozumieć, jeśli odrzuci się realnie istniejącego Boga, a pozostawi, co najwyżej, Jego ideę w ludzkim umyśle. Prawda, że zło, o którym opowiada Biblia, zostało odkupione przez Chrystusa na krzyżu, w tym największym w historii kosmosu dramacie dziejowym zbawienia, znikła więc z kartezjuszowskiej filozofii. Jednocześnie znikła ona także z nawiązującej do niej filozofii oświeceniowej i oświeceniowej mentalności. Nie znajdziemy już w niej nawet śladu owego wielkiego dramatu, przedstawiającego chrześcijańską wizję upadku i odkupienia człowieka. Tak więc z nowożytnej filozofii znikła wówczas chrześcijańska historia zbawienia. Znikło to, co jest istotą chrześcijaństwa. Pozostał sam człowiek, który, ogłosiwszy śmierć realnie istniejącego Boga, uznał, że jedynie on sam, na mocy swojego rozumu, bez odwoływania się do Boga, może rozstrzygać między dobrem a złem. Zaczął więc żyć i postępować tak, jakby Bóg nie istniał.
To wypaczenie ludzkiej świadomości stało się dominujące w nowożytnej myśli filozoficznej, poczynając od oświecenia aż po współczesność, i materialnie skrystalizowało się w bezbożnych, zbrodniczych ideologiach XX wieku - w sowieckim komunizmie i niemieckim nacjonalizmie, w których to ideologiach uwidocznił się w całej pełni bezmiar zła, stanowiącego perwersję, tj. całkowite zwyrodnienie bytu ludzkiego, który jako dobry wyszedł z Bożej ręki, ale który poddał się bez reszty władzy szatana.
Wspomniane w tym kontekście zjawisko ideologii należy rozumieć jako całość poglądów, wartościowań i ocen określonej grupy społecznej czy politycznej, połączonych z określonym programem działań w sferze politycznej, społecznej, gospodarczej i edukacyjnej, podejmowanych w celu realizacji interesów tej grupy i zapewnienia jej władzy w państwie czy społeczeństwie. Przeciwwagą dla ideologii może być tylko prawda rozumiana jako zgodność naszego umysłu, naszego poznania - z realną, a nie z wymyśloną lub projektowaną - mniej lub bardziej utopijnie - rzeczywistością; a także personalistyczna wizja człowieka pojętego jako osoba, która posiada godność i prawa płynące z jej stałej, nienaruszalnej natury.

Fałszywy raj

Wymienione w książce bł. Jana Pawła II ideologie - komunistyczną i hitlerowską - można porównać do biblijnych kosmicznych mocy, do niewidzialnych demonicznych centrów władzy, które zniewalają ludzi i które wprost przeciwstawiają się niosącej prawdziwą wolność mocy Chrystusa zbawiającego człowieka. Pisze o nich wyraźnie św. Paweł w swoim Liście do Kolosan (por. Kol1, 12-20; 2, 20).
Chociaż oświeceniowa filozofia i wszystkie zrodzone z niej bezbożne ideologie odrzucały chrześcijańską historię zbawienia, to wprost automatycznie i natychmiast dawały swoim wyznawcom w jej miejsce własne historie zbawienia. Nie bez powodu szatan nazywany jest małpą i karykaturą Pana Boga. Tak więc marksistowski komunizm przyjął także teorię raju utraconego, który według partyjnych ideologów podobno istniał w czasach prehistorycznych, kiedy pierwotni ludzie żyli rzekomo w całkowitej harmonii ze sobą i z otaczającym ich światem przyrody, a dopiero rozwój techniki i związany z tym proces podziału i specjalizacji pracy doprowadził do wzajemnego ich wyobcowania, następnie do oddzielenia kapitału i środków produkcji od będącej rezultatem zaistniałej niesprawiedliwości społecznej, która polega na tym, że liczni ludzie, żyjący wyłącznie z pracy rąk, wyzyskiwani są przez nielicznych, posiadających kapitał i środki produkcji i ciągle bogacących się kosztem ludu pracującego kapitalistów, właścicieli ziemskich i innych przedstawicieli tzw. pasożytniczej burżuazji.
Tak więc grzechem pierworodnym w marksistowskiej historii zbawienia był proces specjalizacji pracy wytwarzający wchodzące w konflikt klasy społeczne. Natomiast zbawienie, mające polegać na tzw. komunistycznym raju, w którym ludzie żyć będą w wiecznym pokoju, sprawiedliwości i harmonii, a ich wszystkie potrzeby będą natychmiast zaspokajane, ma nastąpić w wyniku światowej rewolucji proletariatu, która zlikwiduje własność prywatną i klasy wyzyskiwaczy, tj. ludzi posiadających własność, zlikwiduje też religię i duchownych utrzymujących lud w ciemnocie oraz inteligencję burżuazyjną, sprzymierzoną z kapitalistami. Rewolucja bolszewicka miała stanowić początek realizacji tego planu. Czym był stworzony w jej wyniku "raj", wie każdy myślący współczesny człowiek, który ma świadomość niewyobrażalnych zbrodni, jakie popełnił komunizm realizujący ideologię marksistowską.
Podobnie jak ideologia marksistowska także ideologia narodowego socjalizmu, zrodzona zresztą z tych samych, co tamta myślowych źródeł, odrzucając chrześcijańską historię zbawienia, przygotowała w jej miejsce swoją własną. Zdaniem twórców nacjonalizmu niemieckiego, nawiązujących podobnie jak komuniści do Marksa i Darwina, w naturze i w historii trwa odwieczna, konieczna i zbawienna walka, której celem jest doprowadzenie do zwycięstwa i do władzy rasę ludzi najsilniejszych i najsprawniejszych, a jednocześnie wyniszczenie ras ludzi niepełnowartościowych i pasożytniczych oraz zniewolenie i wykorzystanie dla interesów rasy panów - ludów niższych rasowo, zwanych "podludźmi", w tym zwłaszcza Słowian. Według hitlerowskich ideologów nie mają prawa do życia ludzie chorzy i kalecy jako nieprzydatni w społeczeństwie, a także Żydzi i Cyganie jako ludy pasożytnicze, jako rodzaj wampirów wysysających krew z czystego rasowo, nordyckiego narodu "nadludzi". Przeciw ciemnym mocom żydowskim, które opanowały finanse i świadomość współczesnego świata, zniewalając w ten sposób całe, czyste rasowo, przeznaczone do władzy nad całym światem narody, według hitlerowskiej ideologii zmuszony był poderwać się do walki nordycki "nadczłowiek", przedstawiany przez ideologów nazizmu jako zbawiciel świata od żydostwa oraz od tego, co niepełnowartościowe i zbędne. Dochodzi w ten sposób do totalnej wojny nordyckich "synów światła" prowadzonej przeciwko pozostającym pod żydowską władzą "mocom ciemności". A w tej wojnie przewodzi zesłany przez "opatrzność" Fźhrer, prowadzący swój naród do ostatecznego zwycięstwa.
Obydwie wyżej przedstawione wizje raju na ziemi stanowią karykaturę biblijnej historii zbawienia, która, usunięta z "oświeceniowej" mentalności, pojawia się w XX wieku w wykrzywionym zwierciadle obydwu ideologii zła: komunizmu i narodowego socjalizmu. A źródłem tej karykaturalnej zmiany jest odchodząca od realizmu filozofia oraz wypływająca z niej fałszywa antropologia przez te ideologie przyjęta. Zarówno w marksizmie, jak i w hitleryzmie człowiek nie jest już bowiem zależnym od Boga i kochanym przez Niego stworzeniem; nie jest już zależny od Bożych zasad moralnych, lecz sam staje się bogiem, twórcą historii, twórcą moralności i ostateczną instancją rozstrzygającą o dobru i złu oraz o prawdzie i fałszu. W marksizmie personifikacją takiego twórcy historii jest walczący o sprawiedliwość społeczną człowiek pracy, proletariusz; w narodowym socjalizmie natomiast jest nim nordycki "nadczłowiek" podejmujący bój z żydowskimi siłami ciemności.

Złudne namiastki religii

Na przykładzie scharakteryzowanych wyżej ideologii widać, że dramatu historii zbawienia nie da się wyrugować z historii człowieka. Można go tylko karykaturalnie wykrzywić, odwracając porządek rzeczy, zło nazywając dobrem, a dobro złem, odrzucając ustanowione przez Boga wartości moralne, a w ich miejsce wstawiając antywartości. Zamiast życia śmierć, zamiast miłości nienawiść.
Siła zła okazała się tak bardzo wielka, że w XX wieku ulegli jej także niezliczeni, zdawać by się mogło, całkowicie normalni, przyzwoici, często bardzo wykształceni ludzie. To przecież oni, rzekomo nieposzlakowani obywatele, porządni ojcowie rodzin, stawali się, pod wpływem bezbożnych ideologii oprawcami, którzy w imię zbrodniczej idei dokonywali niewyobrażalnych mordów. Co paradoksalne, komunistyczni i hitlerowscy ideologowie przykrywali swoje najbardziej nierozumne - rasistowskie i klasowe teorie - białym płaszczem najnowszej nauki. Wmawiali milionom ludzi, że ich światopogląd jest jedynym naukowym, nieomylnym światopoglądem, że jedynie ich wizja zbawiania świata jest wizją na zawsze słuszną oraz że ich niedające się wyobrazić zbrodnie są konieczne do jej realizacji. Mimo dosłownie szatańskiego oblicza bezbożnych ideologii XX wieku są one świadectwem, że człowiek nie potrafi żyć bez nadziei na zbawienie. Są dowodem na to, że dramat historii zbawienia pozostanie w dziejach świata tak długo, jak długo będzie istniał rodzaj ludzki. Będzie tak dlatego, ponieważ każdy człowiek, bez względu na epokę, rasę, wierzenia i wykształcenie pragnie zbawienia. Ponieważ jego serce ustawicznie i aż do śmierci tęskni za Bogiem Zbawicielem. Ponieważ ma to zakodowane w swojej naturze. Jeśli człowiek odrzuci prawdziwą religię i prawdziwego Boga, natychmiast tworzy sobie ich namiastki, często bardzo prymitywne i degradujące godność jego ludzkiej osoby. Czymże innym jak nie namiastką religii był komunizm z jego swoistą liturgią pochodów, przemówień, nabożeństw i czytań uświęconych tekstów tzw. klasyków, z jego nieomylnymi rzekomo autorytetami, z jego czczonymi wprost religijnie wodzami i ich relikwiami, z jego odszczepieńcami, heretykami, z jego dążeniem do rajskiej wprost szczęśliwości budowanej na ziemi itp.
Podobnie było z hitleryzmem. Podobnie było we wszystkich epokach i kulturach. Widzimy to także dzisiaj. Widzimy to na przykładzie wielu współczesnych ludzi, którzy odrzucając prawdziwą religię, wikłają się natychmiast w rozmaite nowopogańskie kulty. Odchodząc od Boga prawdziwego, od Kościoła i od sakramentów świętych, natychmiast skłaniają się ku bogom fałszywym, ku rozmaitym idolom, sektom i rozmaitym guru, którym wielu współczesnych młodych ludzi składa wprost religijną cześć. Gotowi są na nadzwyczajne ofiary i poświęcenia, by zobaczyć i posłuchać modnego śpiewaka, sportowca, aktora, modela itp., chociaż wielu z nich to ludzie bardzo ułomni moralnie. A z największym wprost szczęściem identyfikują taką chwilę, kiedy mogą ich dotknąć. Po prostu pragną zakodowanej w każdym ludzkim sercu wielkości i chcą się przynajmniej otrzeć o jej pozory, zapominając o tym, że sami w sobie mają wielką godność płynącą od ich Stwórcy. Czcząc, jak starożytni poganie, bożka rozpusty, władzy, pieniądza, alkoholu, narkotyków i wszelkiego innego, wielu współczesnych ludzi popada jednocześnie w straszliwe od nich uzależnienie, które niszczy im życie osobiste i rodzinne, które pozbawia ich sensu istnienia i wiedzie ich ku wiecznej rozpaczy. Przed dwoma tysiącami lat problem czci prawdziwego Boga doskonale zrozumieli apostołowie. Gdy Chrystus zwrócił się do nich - bardzo zalęknionych, ponieważ nie zrozumieli Jego słów zapowiadających ustanowienie Eucharystii - z decydującym pytaniem: "Czy i wy chcecie - podobnie jak wielu innych - odejść ode Mnie?". Odparli od razu ustami świętego Piotra: "Panie, a gdzież pójdziemy? Tylko Ty masz słowa życia wiecznego" (J 6, 68).
Mieli rację, ponieważ poza Chrystusem nie ma ani życia, ani prawdy, ani prawdziwej miłości. Ponieważ to tylko Chrystus jest jedynym Zbawicielem świata. Tylko On jest Drogą, Prawdą, Życiem i jedyną Bramą prowadzącą do zbawienia. Tylko On potrafi zaspokoić odwieczną tęsknotę człowieka za prawdą, miłością i wiecznym, nigdy nieutracalnym szczęściem.
Tę odwieczną tęsknotę człowieka za Bogiem rozumiał doskonale św. Augustyn, który wyraził ją znanymi powszechnie słowami: "Wielki jesteś, Panie, i bardzo chwalebny... i chwalić Cię pragnie człowiek, mała cząstka Twojego stworzenia... Ty sprawiasz, że radością jest chwalić Cię, albowiem stworzyłeś nas dla siebie, i niespokojne jest serce nasze, dopóki nie spocznie w Tobie" (Św. Augustyn, Wyznania, ks. I, I).

Zabrania się zabraniać

To dogłębne pragnienie Boga, tkwiące w ludzkiej naturze, wskazuje na to, że dramat historii zbawienia nie jest żadną spekulacją, żadnym mitem. Chrystusowa Ewangelia nie jest opowiadaniem mającym na celu pedagogiczne pouczenie słuchaczy bądź sprawienie im przyjemności barwnym opowiadaniem. Ewangelia Chrystusowa jest mocą, która ma dogłębnie zmieniać człowieka, jego sposób myślenia i życia. Jest solą konserwującą dobro w ludzkiej duszy. Gdy jednak dotknie rany grzechu, wówczas pali, i zmusza do refleksji, a w konsekwencji prowadzi do nawrócenia, do zmiany życia, do obumarcia człowieka grzechu i zrodzenia się człowieka włączonego w życie wieczne.
Nowa ideologia zła, o której pisał i tyle razy mówił bł. Jan Paweł II, nazywając ją często cywilizacją śmierci, choć pozornie różni się od starych, bezbożnych ideologii, to w istocie swojej jest taka jak one. Wyrosła bowiem z tych samych ateistycznych i anarchistycznych filozofii: z Marksa, Nietzschego, Trockiego, Gramsciego, Freuda, Sartre´a i innych jeszcze tzw. mistrzów podejrzenia. Jej erupcja nastąpiła na Zachodzie w słynnym roku 1968. Ukształtowała całe pokolenie młodych wówczas ludzi, znudzonych istniejącym porządkiem społecznym i tradycyjnymi wartościami, którzy odwołując się do marksizmu, trockizmu i maoizmu, dokonali swoistej anarchistycznej rewolty pod hasłami: "Zabrania się zabraniać czegokolwiek!", "Niszczcie to, co was niszczy, a niszczy was obecny porządek prawny, niszczy was państwo i religia, niszczą was wszelkie urzędy i wychowawcze instytucje, niszczą was uniwersytety, szkoły, rodzina, małżeństwo" itd. Na gruzach starego świata, wołali ideologowie anarchistycznej rewolty, owej słynnej "Nowej Lewicy" (Die Neue Linke), należy zbudować nowy, pozbawiony zobowiązań, absolutnie wolny od starego porządku moralnego, politycznego i kulturalnego świat, w którym każdy będzie mógł robić, co mu się będzie podobało.
Ówczesne państwa, z drugiej poł. XX w., stłumiły po wielu miesiącach anarchistyczne manifestacje wybuchające wtedy w zachodnich krajach. Wówczas trockistowscy, lewaccy anarchiści sięgnęli po przemoc. W ciągu kilkunastu lat dokonali w Europie wielu terrorystycznych zamachów. Zabili i zranili wielu niewinnych ludzi. Po latach trudnych zmagań policje: niemiecka, włoska, francuska i inne, zaprowadziły w swoich krajach względny spokój. Ale nie mogły zmienić anarchistycznej mentalności ukształtowanego wówczas pokolenia, które po kilkunastu latach, w demokratycznych wyborach doszło do władzy. Obecnie tzw. pokolenie roku 1968 nie potrzebuje już stosowania drastycznych aktów przemocy do realizacji swoich starych haseł. Ma bowiem teraz do dyspozycji dużo potężniejsze środki. Ma do dyspozycji prawo, które ustanawia w opanowanych przez lewacką inteligencję parlamentach. Przyjmuje więc ustawy, które niszczą rodzinę i małżeństwo; które pozwalają na mordowanie nienarodzonych, starych i chorych; które wbrew rozumowi i naturze ustanawiają tzw. małżeństwa homoseksualne; które co i raz wprowadzają w życie współczesnych zachodnich społeczeństw coraz to nowe źródła chaosu moralnego; które obalają wartości, na jakich zbudowana została 25 wieków licząca cywilizacja euroatlantycka; które odrzucają istnienie obiektywnego dobra i obiektywnej prawdy; które w imię rzekomego postępu niszczą procesy wychowawcze i podważają fundamenty życia społecznego całych narodów.




zdjecie
(FOT. REUTERS)

Nowe pogaństwo dziś

Nowa ideologia zła w świetle nauki bł. Jana Pawła II Część druga

Ks. abp Stanisław Wielgus
Wyrosła z neomarksistowskich, trockistowskich oraz postmodernistycznych korzeni nowa ideologia zła nie posiada wprawdzie, tak jak dawniejsze ideologie, charakteru zorganizowanej potężnej partii czy innej struktury, nie formułuje, jak one, jednoznacznych politycznych manifestów, ale prezentuje identyczną, co te dawne, zbrodnicze ideologie karykaturę historii zbawienia, zakorzenioną w takiej samej jak i one fałszywej antropologii. Jak napisał Jan Paweł II, jest ona równie niebezpieczna jak hitleryzm i komunizm, a może nawet groźniejsza dla ludzkości, ponieważ jest bardziej niż one podstępna i fałszywa w działaniu. Podobnie jak one uzurpuje sobie rolę jedynej przewodniczki ludzkości do osiągnięcia szczęścia, swoistego raju na ziemi. O ile marksizm identyfikował go z osiągnięciem ustroju komunistycznego, a nazizm z "Tysiącletnią Rzeszą Niemiecką", o tyle nowa, współczesna ideologia zła widzi ten raj w ustanowieniu wolnego od jakiejkolwiek moralności, od jakichkolwiek przykazań, więzów, zobowiązań i przywiązań tzw. społeczeństwa zabawy: Fun society - mówią Amerykanie, Spassgeselschaft - powiadają Niemcy. Chcę mieć wszystko, bez trudu i od razu! Chcę raju tu i teraz! Paradise now! Chcę go dla siebie. Inni mnie nie interesują. Oto główne hasła nowej ideologii zła.
Przedsmaku rajskiego szczęścia człowiek szukał zawsze. Szukał go w miłości, w tańcu, w zabawie, w uczcie, w muzyce, w podróżach itd. Ale zawsze traktował takie szczęśliwe chwile jako swego rodzaju przerwy w normalnym życiu, o którym wiedział, że przepełnione jest pracą, trudem, problemami, cierpieniem i lękiem. Swoim hasłem Paradise now! nowa ideologia proponuje młodym pokoleniom zerwanie z trudem, z wewnętrzną dyscypliną i z wszelkimi zobowiązaniami na stałe. Nie liczy się w niej żmudny, konsekwentny trud, samodyscyplina, jakakolwiek stała wartość - etyczna, religijna, społeczna czy patriotyczna. Liczy się nieustająca przyjemność, ustawiczna zabawa, coraz to mocniejsze przeżycia oraz seks bez żadnych zahamowań; seks - jak głoszą twórcy tej nowej ideologii i ich liczne media - uwolniony od wszelkich tabu, od naturalnego wstydu i od jego biologicznego sensu; seks wyłączony ze sfery jakiejkolwiek moralności; seks każdego z każdym i od najmłodszych lat; seks nieskrępowany żadnymi przykazaniami, a nawet zdrowym rozsądkiem; seks, który w tworzonym przez "nową ideologię zła" świecie ma pełnić funkcję namiastki szczęścia rajskiego.

Lewacki marsz przez instytucje

Paradise now! Ów natychmiastowy raj na ziemi - głosi nowa ideologia - nastąpi automatycznie, gdy zapanuje całkowity pluralizm religijny, kulturowy, moralny i wszelki inny oraz gdy nastąpi pełna tolerancja. Znikną wówczas wszelkie różnice między religiami, ponieważ żadna z nich nie ośmieli się głosić, że posiada pełną prawdę, gdyż jej wyznawcy uświadomią sobie, że nie ma prawdy obiektywnej i każdy ma swoją prawdę, tyle samo wartą, co prawdy innych; oraz że nie istnieje żadne dobro obiektywne, ponieważ każde dobro jest względne. Zatem należy odrzucić jako całkowicie nietolerancyjne pierwsze przykazanie Dekalogu: "Ja jestem Panem i twoim Bogiem, nie będziesz miał innych bogów poza Mną". W ślad za tym należy odrzucić wszelką kodeksową etykę, wszelką hierarchię i wszelkie różnice między ludźmi, także te, które wynikają z ich natury i wyznaczają im określone role życiowe. Należy w związku z tym - w imię niosącej pokój społeczny tolerancji - zakwestionować także różnice między kobietą i mężczyzną. Należy to uczynić na wszystkich płaszczyznach życia: w pracy, małżeństwie, rodzinie, polityce, wojsku, w życiu społecznym; absolutnie wszędzie.
Ideologowie paradise now - raju tu i teraz - zwalczają wszelkimi sposobami tych, których uważają za nieprzyjaciół stworzonej przez siebie, siejącej całkowity relatywizm, hedonizm, sekularyzm i anarchię moralną "poprawności politycznej". Wykorzystują w tym celu parlamenty, uczelnie, rozmaite organizacje, swoje ogromne wpływy polityczne, finansowe oraz swoje potężne liberalne media. Do owych nieprzyjaciół zaliczają każdego, kto uważa, że istnieją różnice osobowości i ról między kobietą i mężczyzną oraz rodzicami i dziećmi, a także każdego, kto widzi realne różnice między religiami i kulturami; każdego, kto twierdzi, że jest realna różnica między dobrem i złem, prawdą i fałszem; każdego, kto sprzeciwia się anarchistycznym, bezstresowym teoriom wychowawczym; każdego, kto opowiada się za niezmiennymi wartościami moralnymi, kto nie stawia znaku równości między mądrym i głupim, między łotrem i świętym, między próżniakiem i pracowitym, między prawdziwym małżeństwem a jego zboczoną karykaturą, między wiernością a niewiernością, między patriotyzmem a kosmopolityzmem, między uczciwym i złodziejem itd. Ideologowie poprawności politycznej nie przyjmują oczywistej prawdy, że rozróżnianie i rozstrzyganie jest konieczne w życiu. Wszystkich, którzy to czynią, uważają za wrogów tzw. społeczeństwa zabawy. Obrzucają ich - w parlamentach, w rozmaitych wypowiedziach i dyskusjach, w szkołach i uniwersytetach, a także w niezliczonych usłużnych mediach - najgorszymi, niewybrednymi epitetami, wśród których takie określenia jak: zły, niebezpieczny, homofob nienawidzący ludzi, fundamentalista, obskurant, nietolerancyjny, zacofany, faszysta, siewca nienawiści, wcale nie należą do najgorszych. Używają tych określeń bez żenady, nie zwracając uwagi na to, że czynią to całkowicie w niezgodzie ze swoją rzekomą tolerancyjną postawą wobec wszystkich i wszystkiego. Nie przejmują się tym, że popadają w ustawiczne sprzeczności. Nie uznają przecież racjonalnego, logicznego, prowadzącego do prawdy myślenia, ponieważ kwestionują istnienie prawdy. Nie poprzestają na słowach. Każdego, kto nie przyjmuje ich obłędnej ideologii, starają się zniszczyć wszelkimi dostępnymi im środkami, a te są potężne. Przykładów na to dostarcza codzienne życie. Jednym z nich był atak na wybitnego włoskiego polityka i myśliciela Rocco Buttiglionego, który z powodu katolickich przekonań religijnych nie został dopuszczony do ważnego stanowiska we władzach Unii Europejskiej. Tego rodzaju działania dokonywane są także w naszym kraju. Co i raz odnotowujemy dobrze przygotowany, medialny atak na upatrzonego. Atak dokonywany według takich samych jak w komunizmie bolszewickich metod. Niewygodnym, stojącym na drodze "długiemu marszowi lewaków przez wszystkie instytucje" osobom stawia się najpodlejsze zarzuty, odsądza się ich od czci i wiary, oskarża o pedofilię, o przestępstwa finansowe i o wrogość do rodzaju ludzkiego. Zdecydowani ateiści udają zatroskanie o kondycję Kościoła, którego nienawidzą i którym gardzą. Wystarczy wspomnieć permanentne ataki niepolskich przecież, ponieważ będących własnością obcych sił, chociaż polskojęzycznych mediów, na Radio Maryja, na Telewizję Trwam oraz na znienawidzonych przez nich duchownych.

Aborcyjny totalitaryzm

W tych właśnie działaniach ideologów poprawności politycznej, nowej ideologii zła, coraz wyraźniej można dostrzec dążenia dyktatorskie i totalitarne. I to właśnie tę ideologię coraz silniej wiąże ze starymi ideologiami. Tak jak niegdyś komuniści, ideologowie poprawności politycznej uważają się za najbardziej porządnych, mądrych, postępowych, miłujących sprawiedliwość, demokrację i pokój ludzi. Kto nie zgadza się z ich poglądami, jest od razu nazywany przez nich neofaszystą, antysemitą, rasistą i wrogiem demokracji. Podejmowana jest przeciw niemu określona kampania wrogości. I czynione jest to w sposób bardziej przebiegły niż w starych dyktaturach, przy użyciu niezliczonych kanałów oddziaływania, do których należą liczne media, internet, reklama, często organizacje kulturalne, a nawet szkoły i uniwersytety. Tymi kanałami ideologowie poprawności politycznej nieustannie sączą do społecznej świadomości swoją truciznę. Obydwa przerażające zjawiska, które wymienił Ojciec Święty bł. Jan Paweł II w swojej książce "Pamięć i tożsamość", to znaczy: masowa, dokonywana na skalę wielu milionów morderstw rocznie aborcja oraz tzw. małżeństwa homoseksualne, stanowią najbardziej przemawiającą do wyobraźni konkretyzację "nowej ideologii zła". Aborcja zdarzała się od wieków. Najczęściej z powodu rozpaczliwej sytuacji, w jaką popadała niejedna kobieta. Zawsze jednak wiedziano, że chodzi o zniszczenie nienarodzonego życia ludzkiego. Dlatego władze cywilizowanych krajów surowo to karały. Czymś nowym w naszych czasach jest to, że w wielu krajach aborcja - traktowana jako jedna z metod regulacji narodzin - stała się zjawiskiem powszechnym, sprawiającym, że rocznie morduje się miliony niewinnych istnień ludzkich. I to także w krajach bogatych, przeżywających jednocześnie alarmujący spadek liczby urodzeń.
Bezbożna ideologia, pod wpływem której znajdują się elity prawnicze, polityczne, medialne i inne tych krajów, idąc za lansowanym powszechnie skrajnym indywidualizmem, feminizmem i ateizmem, spowodowała wydanie przez wiele parlamentów praw, które zupełnie nie chronią życia ludzkiego, co więcej - wyraźnie mu zagrażają, stanowiąc w ten sposób sprzeniewierzenie się samej istocie prawa, którego celem jest wprowadzanie ładu politycznego, społecznego i moralnego, mającego chronić niewinne istoty przed agresją rozmaitych napastników, nie zaś uniewinnianie i wspomaganie agresorów. Aborcja stanowi wielkie wykroczenie przeciw prawu Bożemu i straszne sprzeniewierzenie się sumieniu i powołaniu prawnika, lekarza, polityka oraz każdego człowieka, który się na nią waży i który pomaga w jej dokonaniu. Aborcja owocuje nie tylko śmiercią niewinnych, nienarodzonych dzieci, lecz także głębokim poranieniem dusz kobiet, które tego dokonały. Błogosławiony Jan Paweł II wzywał dramatycznie przez cały swój pontyfikat wszystkie kompetentne władze i wszystkich ludzi, bez względu na ich światopogląd, do podjęcia wszelkich możliwych działań, by usunąć z życia narodów zjawisko aborcji; by ludzie, nawet gdy nie wierzą w Boga, w tym wypadku zdecydowali się na takie postępowanie, jakby wierzyli, że On istnieje. Jednocześnie prosił wszystkie państwa i narody, Kościoły, religie i organizacje, a także wszystkich ludzi dobrej woli, by zjednoczyli się w chronieniu życia i rodziny, by kobietom, które są w ciąży i które znalazły się w trudnej sytuacji życiowej, udzielili wszechstronnej pomocy.

Walka o władzę nad umysłami

Do najbardziej zdumiewających zjawisk naszych czasów należy całkowita zmiana - w ciągu życia jednej generacji - społecznej, a w ślad za nią prawniczej oceny zjawiska homoseksualizmu. To, co od zawsze uważane było za zboczenie, sprzeczne z naturą i z zasadniczym celem aktu seksualnego, nieoczekiwanie w krajach opanowanych przez "nową ideologię zła" stało się w rozstrzygnięciach prawnych formą życia równoprawną z heteroseksualizmem, a nawet chronioną przez prawo silniej niż życie rodziny tworzonej przez mężczyznę i kobietę; formą życia wszechstronnie promowaną, finansowaną, logistycznie i finansowo wspieraną przez potężne międzynarodowe siły polityczne, gospodarcze i medialne, które od dziesiątków lat robią wszystko, by etos judeochrześcijański, odwołujący się do Dekalogu, zastąpić relatywizmem moralnym, ateizmem i hedonizmem poprawności politycznej.
Jest rzeczą godną szczególnej uwagi, że wprowadzane w życie, za pomocą ustanawianego prawa, neomarksistowskie, lewackie i postmodernistyczne postulaty dotyczące aborcji, eutanazji, związków homoseksualnych oraz zbrodniczych doświadczeń na ludzkich embrionach, chociaż sprzeczne są z prawem naturalnym, z ludzkim rozumem i - co trzeba podkreślić - ze współczesnymi badaniami naukowymi i statystycznymi oraz z ostrzeżeniami płynącymi z wielowiekowego doświadczenia życiowego społeczeństw - wbrew oczywistej rzeczywistości ośmielają się uważać - tak jak to czynił przez dziesięciolecia komunizm - za naukowe i postępowe. W tym kontekście należy pamiętać, że "postęp" to nie coś nowego, ale to coś lepszego, lepszego zwłaszcza w wymiarze moralnym. Tymczasem ideologiczne postulaty irracjonalnej do gruntu poprawności politycznej nie mają nic wspólnego z prawdziwymi twierdzeniami naukowymi weryfikowalnymi doświadczalnie bądź przez ewidencję intelektualną. Niemniej jednak - wbrew nauce, wbrew prawu naturalnemu i żywotnym interesom społeczeństw, a nawet zdrowemu rozsądkowi - postulaty te formułowane przez kilkuprocentową populację ateistów działającą wśród przeważającej populacji chrześcijan przyjmowane są przez prawodawców i wcielane w życie; co więcej, znajdują akceptację u wielu ludzi przyznających się do chrześcijańskiego światopoglądu, o czym świadczą przeprowadzane stale sondy opinii publicznej, co jest swoistym paradoksem świadczącym o tym, jak głęboko poraniony został zmysł moralny współczesnych społeczeństw. Odpowiedź na pytanie, dlaczego się tak dzieje, dają badania kompetentnych badaczy życia społecznego, którzy wskazują na istnienie od kilkudziesięciu lat określonych ściśle grup lobbystycznych, które - rozpowszechnione w całym świecie, bardzo bogate, powiązane wzajemnie, mające ściśle określony laicki ideologiczny program i przy tym dysponujące potężnymi wpływami politycznymi - od lat wywierają systematyczny, potężny publiczny nacisk na świadomość społeczeństw, nacisk realizowany przez opracowaną w szczegółach semantyczną manipulację, a przede wszystkim przez różne sztuki przekonywania tłumów, w których to sztukach są zastosowane najbardziej wyrafinowane psychologiczne i marketingowe metody oddziałujące na podświadomość odbiorców. Przykładem stosowanej od lat manipulacji semantycznej jest konsekwentne zastępowanie w medialnym języku słów "mąż", "żona", "małżonek" słowem "partner"; słów "rodzina" i "małżeństwo" - określeniem "związek partnerski" itp. Mając ogromne środki finansowe i olbrzymie wpływy wśród tzw. współczesnych areopagów, które z zasady są ateistyczne, w polityce, w mediach i - co szczególnie ważne - w instytucjach wychowawczych i szkolnych, gdzie z olbrzymią determinacją lansują przynoszące fatalne skutki, wymyślone przez neomarksistów z lat 60. teorie wychowawcze. Już w przedszkolach starają się wszelkimi sposobami indoktrynować maleńkie jeszcze dzieci w duchu relatywizmu moralnego, kultu homoseksualizmu i postulatu wolności odrzucającej wszelkie normy moralne, wszelką pracę nad sobą i jakąkolwiek samodyscyplinę. W odpowiednio większym wymiarze czyni się to w szkołach różnego szczebla i w uczelniach. Wielotysięczne kadry - albo przekonane do "nowej ideologii zła", albo po prostu zastraszone przez nią - realizują dokładnie jej postulaty. Działania nowej ideologii są ściśle skoordynowane i zdyscyplinowane i mają międzynarodowy charakter. Jej zwolennicy w razie potrzeby jednoczą się w przeprowadzaniu swoich postulatów, jednakowo argumentują, głosują, protestują i odsądzają od czci i wiary oponentów, zarzucając im łamanie demokracji, terroryzm i dążenie do teokracji.

Obojętność rozzuchwala zło

Rodzi się pytanie, jakie nadrzędne cele im przyświecają. Odpowiedź nie jest zbyt trudna. Chodzi po prostu o władzę nad świadomością milionów ludzi, by postępowali według reguł sformułowanych dla nich przez określone polityczne i ideologiczne siły oraz pozostające pod ich władzą koncerny; reguł notabene systematycznie przekazywanych milionom ludzi przez różnych medialnych kuglarzy ufryzowanych propagandowo na autorytety, moralne zwłaszcza i naukowe. Reguł przekazywanych systematycznie i wytrwale po to, by ich medialni odbiorcy stali się bezmyślnymi, posłusznymi, pogrążonymi w hedonistycznej konsumpcji, niewolniczymi klientami, myślącymi tak, jak się im każe, i przynoszącymi duży, coraz to większy zysk w społeczeństwie, w którym największymi wartościami mają być: zakupy, seks i nieustająca zabawa.
Jest rzeczą zdumiewającą, jak mało odporny jest współczesny człowiek, i to właśnie szczególnie ten ze współczesnych "areopagów", na ideologię poprawności politycznej, do głębi nieracjonalną i prowadzącą do moralnej destrukcji społeczeństw z kręgu cywilizacji euroatlantyckiej. W milionach biografii współczesnych ludzi powtarza się ciągle biblijna scena ulegania diabelskiej pokusie. Tak łatwo szatan sprowadza na manowce. Wystarczy parę kłamstw o rzekomej wolności, o rzekomym postępie i rzekomej nowoczesności, które jakoby zapewni "nowa ideologia zła", a wielu zdawać by się mogło mądrych i znakomitych ludzi pędzi do samozatracenia, jak biedne ćmy do ognia, pociągając przy tym za sobą miliony innych, jeśli mają wielki wpływ na ich świadomość. I chociaż ludzi widzących całą moralną pustkę ziejącej nihilizmem nowej ideologii, widzących dokładnie, że "król jest nagi", takich ludzi jest bardzo dużo, to przeważnie milczą. Nie chcą się narazić. Chcą mieć spokój. Mówią między sobą: "Ktoś powinien się sprzeciwić temu zgubnemu dla społeczeństwa działaniu. Ktoś powinien zaprotestować". Nie przychodzi im do głowy, że chodzi właśnie o nich, że to zadanie powinni podjąć właśnie oni, uczniowie Chrystusa. Nie bez powodu mówi się, że siła zła bierze się z tchórzostwa, lenistwa i niedbalstwa ludzi dobrych, którymi zło tak łatwo potrafi manipulować, bez żadnej reakcji z ich strony.
Błogosławiony Jan Paweł II prosił jednak przez cały swój pontyfikat, by ludzie dobrej woli nie tracili nadziei na zwycięstwo dobra. Twierdził, że historię świata wyznaczają trzy najważniejsze momenty: stworzenie, grzech i odkupienie. Dzieje świata są historią niewypowiedzianej miłości Boga, a jednocześnie Jego zapamiętałej, nieustającej walki z mocami śmierci o życie wieczne człowieka.
Swojego uwikłanego w grzech, ale kochanego stworzenia, na którego nawrócenie, na opamiętanie i na odrobinę dobrej woli i pokory Bóg czeka tak, jak ewangeliczny miłosierny ojciec czekał na powrót marnotrawnego syna.
Jesteśmy słabymi ludźmi, dlatego tak łatwo upadamy, dlatego niektórzy z nas, zwiedzeni tą samą, co pierwsi rodzice, diabelską pokusą życia bez Boga tak łatwo poddają się nowej ideologii zła, przed którą dramatycznie przestrzegał bł. Jan Paweł II.
Czynią to często nie z szatańskiej nienawiści do Boga, lecz ze słabości swojej grzesznej natury. Dlatego róbmy wszystko, co w naszej mocy, by ich ratować, by ich podźwignąć, by ich pouczyć, by im pokazać światło Chrystusowej nauki.
Prośmy więc Boga w każdej codziennej modlitwie, byśmy my i nasi bliźni, także ze społeczeństw tak bardzo dziś uległych nowemu pogaństwu, wrócili na drogę prawości i dobra. I nie zapominajmy o tym, że Chrystus oczekuje od nas misjonarskiej gorliwości. Idźmy więc za Nim w naszym codziennym życiu, w naszej pracy, w wychowywaniu dzieci, w naszym życiu sąsiedzkim, społecznym, a także politycznym. Bądźmy świadkami wiary silnej i integralnej. Nie ulegajmy współczesnej pokusie przebierania między Bożymi prawdami i przykazaniami dokonywanego po to, by pójść przez życie drogą najwygodniejszą, bagatelizując prawdy objawione.

Dobro zwycięży

Prowadźmy autentycznie chrześcijańskie życie, wierne wskazaniom Kościoła, by niechrześcijanie, uważnie obserwujący nasze postępowanie i według niego oceniający całą wiarę chrześcijańską, nie mówili z pogardą - jak to mówią współcześni muzułmanie o chrześcijanach Zachodu - "wy jesteście poganami, a nie ludźmi wierzącymi, skoro nie żyjecie według wskazań religii, którą rzekomo wyznajecie, skoro nie uczęszczacie na Mszę św. niedzielną, skoro się nie modlicie, skoro zdradzacie współmałżonków, skoro rozwodzicie się i niszczycie swoje rodziny, skoro kradniecie i dokonujecie oszustw, skoro bluźnicie i pozwalacie na obrzucanie błotem waszych największych świętości, skoro nie spełniacie żadnych praktyk religijnych, skoro postępujecie tak, jak wam wygodniej, a nie tak, jak wam nakazuje wasza wiara".
Zachowujmy postawę chrześcijańską w każdej, nawet najtrudniejszej, wymagającej wielkiego trudu i samozaparcia chwili życia. Brońmy chrześcijaństwa przed sekularyzmem, ateizmem, konsumeryzmem i relatywizmem. Przez dziesiątki lat Polacy śpiewali i dziś jeszcze śpiewają stary, piękny hymn, który dobrze znamy: My chcemy Boga w rodzin kole,
w troskach rodziców,
w dzieci snach;
My chcemy Boga w książce,
w szkole,
w godzinach wytchnień,
w pracy dniach.
My chcemy Boga w naszym kraju,
wśród starodawnych
polskich strzech;
W polskim języku i zwyczaju,
niech Boga wielbi chrobry Lech. Dziś te wezwania są aktualniejsze niż kiedykolwiek. Naszym obowiązkiem jest przemieniać nasz świat i naszą Ojczyznę ku dobremu. My, chrześcijanie, pamiętajmy o tym, że spoczywa na nas ten obowiązek. Dlatego bądźmy kwasem ewangelicznym zakwaszającym wiarą Chrystusową całe społeczeństwo. Bądźmy światłem ewangelicznym, którego nie chowa się pod korcem, lecz stawia na świeczniku, by świeciło ludziom pozostającym w ciemności grzechu i szukającym właściwej drogi w życiu. Wchodźmy odważnie w życie społeczne, naukowe, szkolne, kulturalne, medialne, gospodarcze i polityczne. Nie zostawiajmy tych tak bardzo ważnych sfer życia ludziom bezbożnym. To my, chrześcijanie, jesteśmy na polskiej ziemi od tysiąca lat. To przede wszystkim my, chrześcijanie, stworzyliśmy nasz kraj i naszą kulturę. To my wywalczyliśmy wolność i niepodległość.
W czasach komunizmu wierzących ludzi spychano na margines życia, wmawiając im, że przeszkadzają realizacji najwspanialszej idei - raju komunistycznego. Wmawiano im kłamliwie, że wierząc w Boga, są zacofani i ciemni intelektualnie. Liberalne siły co i raz posługują się tymi samymi argumentami także dziś. Otrząśnijmy się. Bądźmy dzielni w wyznawaniu naszej wiary i w życiu według jej zasad. Wnośmy w życie naszego Narodu, a na ile możemy także w życie innych narodów chrześcijańską wizję rzeczywistości i chrześcijańską hierarchię wartości.
Nie ma innego sposobu przeciwstawienia się nowej ideologii zła, jak tylko dochowanie wierności Chrystusowi. Walka jest i będzie trudna. Ale absurdalność, a nawet zbrodniczość zasad owej ideologii już budzi poważny sprzeciw w zachodnich społeczeństwach. Coraz głośniej wołają one o powrót do chrześcijańskich wartości w życiu społecznym, w prawodawstwie i w wychowaniu młodych pokoleń. Od sekularyzmu, erotyzmu, konsumeryzmu i ateizmu odchodzą niektórzy młodzi ludzie spragnieni prawdy i autentycznej miłości, czyli Boga.
W analizowanej tutaj książce bł. Jana Pawła II "Pamięć i tożsamość", gdy Papież rozważa tajemnicę zła w dziejach ludzkich, dochodzi do wniosku, że zawsze okazuje się ono słabsze od dobra i że zawsze w ostatecznym rachunku ponosi klęskę, a nawet wbrew sobie rodzi dobro. Wyrażając tę myśl, Ojciec Święty posłużył się cytatem z "Fausta" genialnego Goethego, który w usta diabła włożył następujące słowa: "Ich bin ein Teil von jener Kraft, die stets das Böse will und stets das Gute schafft" (Jestem częścią owej siły, która zawsze pragnie zła i zawsze czyni dobro).
My, chrześcijanie, jesteśmy ludźmi nadziei i mocno w to wierzymy, że dobra jest więcej niż zła i że zwycięży ono także w życiu współczesnego świata, a my przyczynimy się do tego zwycięstwa.




Nasz Dziennik

niedziela, 30 września 2012


Obudź się katoliku otwarty!

Obudź się katoliku otwarty! - niezalezna.pl(foto. Zbyszek Kaczmarek)
Obecność majora Zygmunta Baumana na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim to wyraz pogardy dla historycznej prawdy.

Gdy w Warszawie olbrzymie rzesze manifestowały w obronie wolności słowa i godności pracy, na KUL-u na Kongresie Kultury Chrześcijańskiej, przemawiał Zygmunt Bauman. Kiedy na ulicach stolicy nieprzebrane tysiące uczestniczyły we Mszy św., w lubelskiej bazylice dominikanów trwała debata dwóch ambon. Na jednej - Stasiński z „Wyborczej”, na drugiej - Szostkiewicz z "Polityki". Gdy tłumy katolików protestują przeciw pogardzie, jaką aparat władzy okazuje widzom TV Trwam, na kongresie o mediach i chrześcijaństwie dyskutowali Marcin Przeciszewski, Ewa Czaczkowska, księża Krzysztof Niedałtowski i Andrzej Luter, oraz Piotr Mucharski z „Tygodnika Powszechnego”.

Współgospodarza kongresu, ojca Tomasza Dostatniego, oburza wsparcie jakie PiS udziela katolickiemu nadawcy, nazywając ten sojusz wciąganiem Kościoła do polityki. Jak więc nazwać, przewielebny ojcze, sojusz chrześcijańskiej uczelni ze stalinowskim funkcjonariuszem Zygmuntem Baumanem, który występuje tam w roli autorytetu moralnego? Prelegent chrześcijańskiego kongresu, to były major Informacji Wojskowej, odpowiedzialnej za niezliczone mordy na polskich patriotach, uznanej przez Sejm RP za organizację zbrodniczą na równi z Gestapo i NKWD. Prof. Bauman, za udział w stalinowskich zbrodniach, nigdy nie przeprosił, a publikacje historyków IPN nazwał polowaniem na czarownice. Kongresowe KUL-owskie towarzystwo w zawołaniu marszu „Obudź się, Polsko!” czujnie tropi faszystowskie nuty. Nie zajrzało jednak do biogramu swoich prelegentów. Jak widać otwartość katolików otwartych, działa tylko w jedną stronę.

Ale taki katolicyzm ma jednak swoją cenę. Widocznie organizatorzy kongresu są już tak otwarci, że przestali być pewni swej chrześcijańskiej tożsamości. Łączność z Kościołem muszą więc udowadniać pokazując się na zupełnie antychrześcijańskim tle. Tylko tym mogę sobie wytłumaczyć zapraszanie na Kongres Kultury Chrześcijańskiej ateistów, postkomunistycznych żurnalistów, dziwolągów, jawnych i ukrytych wrogów Kościoła oraz członków zbrodniczych organizacji.

sobota, 11 sierpnia 2012



M.Borawski/Nasz Dziennik
Bratnia pomoc masonerii
Piątek, 10 sierpnia 2012 (06:22)


Ostatnio jesteśmy świadkami prób reklamowania masonerii w Polsce jako siły kulturotwórczej pod hasłem "Zasługi masonerii dla kultury polskiej". Tej myśli ma być poświęcona wystawa w Muzeum Narodowym w Warszawie w 2013 roku.

Pojawiają się kolejne pozycje książkowe o historii masonerii oraz edycje źródłowe zawierające ujawnione dokumenty masońskie. Niektóre z tych publikacji ukazały się dzięki dotacji Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, jak np. edycja XVIII-wiecznych konstytucji brytyjskiej masonerii.

Wskazywanie na udział masonerii w toczącej się obecnie w świecie zachodnim kolejnej odsłonie "wojny o kulturę" jest dla tych, którzy tak twierdzą, pewną niemal przepustką do grona "oszołomów", "ludzi opętanych spiskową teorią", "chorobliwych nienawistników". Tako rzecze powszechnie panująca opinia w stadzie niezależnych umysłów nadających ton w mediach tzw. głównego nurtu.

Ale przecież dla każdego, kto śledzi historię Europy Zachodniej w ciągu ostatnich dwustu lat (od rewolucji francuskiej), wspomniany wyżej wpływ wolnomularstwa jest łatwy do wskazania. Pozostając przy "wojnach o kulturę" w ich XIX-wiecznej odsłonie, w takich krajach jak Francja, Włochy czy Portugalia udział masonerii jako czynnika inspirującego i do pewnego stopnia kierującego antykatolicką polityką kolejnych liberalnych ekip rządowych był niewątpliwy.

Sami wolnomularze nawet się z tym specjalnie nie kryli. I nie kryją. Gdy w 2005 roku cała "postępowa Francja" świętowała stulecie uchwalenia ustawy o rozdziale Kościoła od państwa, na stronie internetowej Grand Orient de France (Wielki Wschód Francji) - największej loży wolnomularskiej w tym kraju, ukazały się teksty wprost opisujące wspomnianą ustawę jako rezultat "dobroczynnego" wpływu Wielkiego Wschodu na francuską politykę przełomu XIX i XX wieku.


Francja i Wielka Brytania: ujawnić masonów

Ale przecież wpływ ten nie ograniczył się bynajmniej do tej epoki. W styczniu 2011 roku francuski liberalny tygodnik "Le Point" opublikował artykuł pod znamiennym tytułem "Masoni. Niewidzialna ręka", w którym alarmował, że lobby masonów ma decydujący wpływ na podejmowanie kluczowych decyzji w polityce, wymiarze sprawiedliwości oraz biznesie prowadzonym nad Sekwaną.

W tym samym tekście znalazły się ponadto informacje o nasyceniu masonami szeregów francuskiej elity władzy. Periodyk wymienił nazwiska kilku ważnych ministrów w ówczesnym francuskim rządzie i postacie znajdujące się w najbliższym otoczeniu byłego prezydenta Nicolasa Sarkozy´ego.

"Le Point" - należący przecież do tzw. mainstreamowych mediów - przypomniał swoim czytelnikom, że tak liczna obecność członków tajnego stowarzyszenia (jakim jest masoneria) na szczytach władzy zagraża sprawnemu funkcjonowaniu państwa.

W tym kontekście autorzy wspomnianego artykułu zwrócili uwagę na głośną we Francji w 2008 roku sprawę skandalicznego wyroku sądu, który przyznał Bernardowi Tapie, biznesmenowi znanemu ze swoich - mówiąc eufemistycznie - niezbyt jasnych interesów (np. jako prezes piłkarskiego klubu Olympique Marsylia był skazany za "kupowanie" meczów), bardzo wysokie odszkodowanie z kasy państwowej. Tygodnik wprost stwierdził, że wyrok ten można łatwo wyjaśnić faktem, że zarówno Tapie, jak i sędziowie ze składu orzekającego byli masonami.

Obawy co do destrukcyjnego wpływu masonerii na życie publiczne nie ograniczają się bynajmniej do Francji. W 1997 roku raport brytyjskiego Home Office (ministerstwa spraw wewnętrznych) - a więc już w okresie, gdy rządziła lewicowa Labour Party Tony´ego Blaire´a - zalecił, by wszyscy sędziowie i policjanci obowiązkowo składali deklaracje o swojej przynależności (lub nie) do masonerii.

W 1998 roku laburzystowski minister spraw wewnętrznych Jack Straw wydał stosowne rozporządzenie, zobowiązujące, by nowo przyjmowani do służby w policji i wymiarze sprawiedliwości składali obowiązkowe deklaracje, natomiast zatrudnieni na tych stanowiskach przed wejściem w życie rozporządzenia - dobrowolne.

Jak po paru latach doniosła brytyjska prasa, to rozporządzenie szefa Home Office zostało faktycznie zbojkotowane przez wymienione grupy zawodowe.

Jak widać, masoneria nie jest bynajmniej obsesją ludzi patrzących na świat przez pryzmat teorii spiskowych, nie stanowi przedmiotu dociekań "starszych, mniej wykształconych, z małych miast", ale traktowana jest jako poważny problem natury państwowej w najważniejszych krajach Unii Europejskiej. Nieprzejrzystość struktur masonerii utajniającej swój skład osobowy i sposób działania stanowi realne niebezpieczeństwo dla sprawnego funkcjonowania tak ważnych gałęzi aparatu państwowego jak policja czy wymiar sprawiedliwości.

Powstaje bowiem zasadnicze pytanie (i wątpliwość) - wobec kogo jest tak naprawdę lojalny wysoko postawiony urzędnik (sędzia): wobec prawa państwowego czy wobec rodzimej loży. Skandal, który wybuchł we Włoszech w latach 80. ubiegłego wieku na tle funkcjonowania tzw. loży P2 (korupcja), był potwierdzeniem tego typu podejrzeń. Dodajmy, że taki, można powiedzieć, propaństwowy wzgląd kierował władzami II Rzeczypospolitej, które w 1938 roku na mocy dekretu prezydenta RP zakazały funkcjonowania na obszarze Polski wolnomularstwa.


Rzecz najważniejsza: "właściwy" wizerunek

Czy obserwowane działania promujące masonerię są rezultatem zorganizowanego, zakulisowego działania lóż działających w Polsce? Nie wiem. Wolnomularstwo jest stowarzyszeniem tajnym, strzegącym swoich tajemnic, a ujawniającym tylko tyle, ile chce i kiedy chce. Dysponujemy jedynie śladami, odpryskami prawdziwych intencji i planów. Na przykład w postaci prasowych wywiadów.

Warto sięgnąć choćby do rozmowy, którą ponad dwadzieścia lat temu z przedstawicielem Wielkiego Wschodu Francji przeprowadził tygodnik "Wprost" ("Bracia w fartuszkach" - wywiad z Didierem Śniadachem z Wielkiego Wschodu Francji, "Wprost", 20 stycznia 1991, nr 3). Wywiad ciekawy z dwóch powodów. Po pierwsze, widoczna jest w nim, w sposób modelowy, taktyka oswajania polskiego czytelnika z wolnomularstwem. Jak mówił bowiem przedstawiciel Grand Orientu: "My, wolnomularze, nie chcemy rewolucji, dążymy jedynie do polepszania człowieka poprzez jego wszechstronny rozwój. (...) Najważniejsza dla nas jest indywidualna praca jednostki nad własnym rozwojem".

A więc masoneria jako kółko samokształceniowe, chociaż z ambicjami misyjnymi. Francuski wolnomularz podkreślał bowiem, że "najistotniejsze jest przecież, żeby nasze [masońskie] idee przenikały za pośrednictwem wolnomularzy do różnych środowisk". Ale spokojnie. Nie grozi to żadnymi wstrząsami, zwłaszcza dla Kościoła. Aby to udowodnić, przedstawiciel francuskiej masonerii "kreatywnie" podszedł do prawdy historycznej, zauważając, że "wolnomularze w czasie rewolucji francuskiej ochraniali księży i pomagali im, bo naszą ideą jest braterstwo" (sic!!!).


Propozycja nie do odrzucenia?

Czytelnik niezorientowany w "zasługach" masonerii na rzecz odgórnie narzucanej od czasów rewolucji francuskiej polityki laicyzacyjnej byłby skłonny widzieć w lożach niewinne stowarzyszenia osób, które do wszystkich odnoszą się z miłością, szacunkiem i respektem. Takiego efektu oczekiwano. Przecież wspomniany wywiad ukazał się w 1991 roku, gdy apogeum osiągała walka środowisk liberalno-lewicowych o państwo "neutralne światopoglądowo", a "Wprost" wraz z "Gazetą Wyborczą", "Trybuną" i "Nie" był w awangardzie walki z czyhającym wszędzie "państwem wyznaniowym".

Czytelnik z tych tekstów oczywiście nie dowiedział się o papieskich orzeczeniach w sprawie masonerii, potępiających sposób działania oraz ideologię masońską. A nawet jeśli o nich wiedział, brał to za kolejny dowód "katolickiego obskurantyzmu". Mógł jednak czerpać pociechę z faktu, że do walki z tym ostatnim nadciąga pomoc - fachowa, z niemal dwustuletnim doświadczeniem na polu walki o postęp, tolerancję i braterstwo.

W cytowanym wywiadzie znalazły się bowiem znaczące zapowiedzi, nie tylko pomocy Polakom w organizowaniu nad Wisłą lóż masońskich. Przedstawiciel Wielkiego Wschodu zapowiadał również, że "chcemy pomóc Polakom dostać się do Wspólnego Rynku".

Jaka była skala tej pomocy, jakich sfer polskiego życia publicznego dotknęła szczególnie mocno - tego nie wiemy. Jednak z masońską deklaracją "pomocy" Polsce u progu tzw. transformacji po 1989 r. jest podobnie jak z deklaracją Breżniewa złożoną po powstaniu "Solidarności" w sierpniu 1980 roku o tym, że "nie pozostawimy socjalistycznej Polski samej w potrzebie i pomożemy naszym polskim towarzyszom". Lepiej z niej nie korzystać.

Autor jest kierownikiem Pracowni Historii Niemiec i Stosunków Polsko-Niemieckich Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk, opublikował m.in. ksiażki : „Czerwone karty Kościoła”, „Pierwszy holocaust XX wieku”, „Kielnią i cyrklem. Laicyzacja Francji w latach 1870-1914”.



Prof. Grzegorz Kucharczyk

środa, 8 sierpnia 2012


Sercem kapelana: W wieczór świętej Anny przeglądając żydowską gazetę…

Czy podróże kształcą – nie wiem, pewien jestem natomiast, że pozwalają się dokształcić. „Może nie zostanę skierowany na ambitne stypendium, pewnie nigdy nie będzie mnie stać na zagraniczne studia, ale z księgarni, z biblioteki, z antykwariatu nikt mnie nie wyrzuci, nikt psami nie poszczuje” – zawsze sobie powtarzam. Choć może czasem by ktoś chciał to uczynić, obserwując księdza, garnącego ku sobie łapczywie zadrukowany papier, jeśli tylko wyczuje opłaty niewygórowane lub żadne.
Zgodnie z ową słabością charakteru przywarło mi do dłoni i myśli – na tygodnie – pochwycone na lotnisku w Birmingham czasopismo o intrygującej okładce. Porzucone na regale z toną zebranych dotąd książek, przypomniało się znowu dzisiaj. Fotografia mężczyzny w charakterystycznej kipie-jarmułce wykonana od tyłu, tak, aby pokazać, iż uszyta została ona z brytyjskiej flagi. „Jubileusz Królowej – pomyślałem – wszyscy teraz i wszystko spowija się tu w państwowe barwy, one mają nadawać wszystkiemu splendor… Ale – aż tak?…”
Na koniec maja (28) roku bieżącego datowane wydanie tygodnika „New Statesman” związanego z, hm, hm, Partią Pracy otrzymało na tle pleców wspomnianego mężczyzny pytający tytuł „Kto wypowiada się w imieniu Żydów brytyjskich?”. Na jej odwrotnej stronie już reklama turystyczna państwa Izrael: „Opowieść krainy mlekiem i miodem płynącej”. Spis treści i kolejna brytyjska flaga – pieczołowicie ułożona z reklamowanych tak batonów.
Artykuł wprowadzający – „Lojalność, tożsamość i przynależność” (s. 5) – wspomina obchodzoną przed sześciu laty trzysta pięćdziesiątą rocznicę osiedlenia Żydów w Wielkiej Brytanii i narzeka, iż „dyskusje o tożsamości brytyjskich Żydów są zbyt często wplątane w spory o Izrael”. „Ciekawe” – myślę. W „Korespondencji” (s. 6) – „List tygodnia” o prawach (w rzeczywistości raczej przywilejach) mniejszości bynajmniej nie narodowych czy religijnych… „A jednak wszędzie!”.
„Syjonizm i judaizm – poranek po” (s. 13) – artykuł młodego ortodoksyjnego rabina nazwiskiem Jacob Weisz, skądinąd oskarżonego przed trzema laty o rzekome napastowanie maluczkich w obrzędowej łaźni (ortodoksyjny!), malowniczo zestawia zgilotynowanie monarchii we Francji pod koniec XVIII wieku i „upadek” komunizmu w naszych czasach, by dodać do tego zmierzch „traumy syjonizmu”: „Żydowskie cierpienia przez wieki stworzyły takiego rodzaju szorstkość duchową, która się obróciła w narodziny syjonizmu z jego ślepotą na innych ludzi jak i przywiązaniem do ziemi” – tak, tak! „Czego bym najpierw oczekiwał, to tego, iż przygotujemy żydowskie serca na poranek po – przygotujemy je przez Prawo i sprawiedliwość, i otwartość na wszystkich, ponieważ to jest ta sprawiedliwość i miłość, które są darem Stwórcy i naszą potrzebą”. Dobrze, że się wtedy wybronił.
Dwie strony dalej plakat książki „Rola prawych muzułmanów ratujących Żydów z Holokaustu” z cyklu „Wiara ma znaczenie”. O Turkach.
„Mój ojciec pokazał mi patriotyzm uciekiniera” – tłumaczy Ed Miliband, brat byłego ministra spraw zagranicznych (s. 19), wspominając znanego z portretu dziadka, który „zmarł w Polsce na długo, zanim się urodziłem” i innego, który „umarł w obozie koncentracyjnym, zamordowany przez nazistów za to, że był Żydem”. Naziści tradycyjnie już pozbawieni byli narodowości i przynależności państwowej (Staatsangehörigkeit).
Za kolejne dwie strony widzimy i czytamy Alinę Treiger pierwszą kobietę-rabina w Niemczech. Promienna kobieta z misją: „Przejąć przywództwo”.
Dalej (s. 22) – wielka fotografia otwiera artykuł londyńskiego profesora Davida Cesarani’ego, twarzy znanej także u nas z telewizyjnych dokumentów o hitleryzmie, artykuł, który nadał tytuł (ten na plecach Izraelity) całej gazecie. Na zdjęciu ciemnoskóry młodzieniec – „uciekinier z Darfuru” – przypatruje się sympatycznej konwersacji dwu innych. Treścią – panorama żydowskiej różnorodności w Brytanii: epoki, środowiska, klany, spory i opinie.
„Ludzie skłonni są raczej oskarżać ofiarę niż napastnika” – przekonuje Bella Freund, wzięta żydowska aktywistka w obronie Palestyńczyków – „Tak. Izrael jest zbirem” (s. 28).
Ale oto właściwy chyba gwóźdź numeru (nie uwłaczając wspomnianemu profesorowi czy bratu ministra): „W sierpniu 1947 dwóch brytyjskich żołnierzy zostało zamordowanych w Mandacie Palestyny, co doprowadziło do najszerszych antysemickich rozruchów, jakie kiedykolwiek widziała Brytania. Dlaczego zostało to zapomniane? Stracony weekend”. Artykuł (s. 33 – 35) Daniela Trillinga (który zasłynął dwa lata temu w „The Guardian” tekstem „Oczekiwanie, że imigranci będą mówić po angielsku jest hipokryzją” – 10. 06. 2010) rozpoczyna się kolejną wielką fotografią – zdjęciem ludzi przy pomazanych swastykami nagrobkach: „Poruszający i zatruwający resentyment: neonaziści sprofanowali żydowski cmentarz w Prestwich, Lancashire, w sierpniu 1965”. Ależ tak – w 1965 roku znowu. Autor zamieszcza też faksimile strony „Daily Express” z 1. 08. 1947 r. z innym potężnym zdjęciem: „Powieszeni Brytyjczycy: zdjęcie które zszokowało świat”. Na pewno zszokowało Brytanię. Wyprowadziło zwykłych ludzi – zwłaszcza z Glasgow, Liverpoolu i Manchesteru – na ulice przeciw żydowskim współmieszkańcom i – w przenośnym ale istotnie prawdziwym sensie – przez dziesiątki lat ich tam trzymało. Trilling tłumaczy, że powojenne codziennych towarów „racjonowanie podtrzymało stereotyp Żydów jako ludzi czarnego rynku”, ale waży się pytać potężnie: „Rozruchy, dwa lata po Holokauście? Kto chce to rozgrzebywać?”. My zapytajmy głośniej: I to gdzie?!
„Wyznania przypadkowego komunisty” czyli Michaela Rosena (s. 42 – 45), szczycącego się: „Moi rodzice byli tym, co naziści nazywali żydokomuną” oraz wszystko inne – to po tych intelektualnych zakąskach (w tanim samolocie nic nie dawali) już chyba tylko gorzko-kwaśny deser. Dosyć.
Nie napisałbym ani jednej powyższej linijki, skoro nagli mnie całkiem inna, naukowa robota, gdyby mi w tych dniach, podczas przetrząsania stosów niezależnych druków (o nałogu!), ktoś nie podsuwał, nie próbował objaśniać, reklamować, apostołować bez mała, reprintu jakiejś przedwojennej knigi o generalnej zgubności wpływów żydowskich na ten biedny świat. Knigi, piszę świadomie, pamiętając nie tylko osławione antyżydowskie „Protokoły mędrców” przez carską ochranę w świat wypuszczone, ale i żydowskiego agenta caratu Jewno Azefa, brzydząc się i czarnymi sotniami i Trockim, trzymając – z Prymasem Tysiąclecia – wyraźny dystans i od moczaryzmu i od bermanowszczyzny. „Toż to wewnątrzbolszewicka awantura! Nie nasza to wojna! Ani Polaków, ani katolików!” – powtarzam uparcie. Szanuję wielce broniących Kościoła i polskości Dorę Kacnelson, Normana Finkelsteina i rabina Davida G. Dalina a z nimi kilku współczesnych, naszych, prawych żydowskich publicystów. Narażają się mocno. Uwzględniam poważne zagadnienie wyraźnego przed stuleciami nurtu chazarskiego, potężną klanowość środowiska, której szczególnie gorzkim wyrazem są mafijne struktury w strefach brudnego, niemoralnego zysku na obu kontynentach i wszelkie inne nieszczęścia i… powtarzam to uparcie. Trzeba zwalczać nieprawość, przestępstwo, zbrodnię – zwłaszcza państwową zbrodnię, ale nie narodowość. Narodowość zaprasza się do uczestnictwa.
Nie ma dziś najmniejszej wątpliwości, iż istotą prowokacji znanej jako „pogrom kielecki” 4 lipca 1946 roku było wepchnięcie Polaków-katolików do – na Łubiance precyzyjnie zaprojektowanej a na Kremlu zaordynowanej nam – trumny z etykietą światowego antysemity, przytrzymanie w niej skol’ko ugodno i obezwładnienie w ten sposób Polski niepodległej, której kośćcem jest katolicyzm, ale organizm ma harmonijnie syntetyczny (te parafialne fundacyjne talary w obrocie kahałów, te srebrne talerze z hebrajskimi błogosławieństwami na powitanie biskupa, te duszpasterstwa „u nawrócenia świętego Pawła” i dobrowolne(!) od stuleci chrzty dorosłych, a za nimi i czasem święcenia…). Uczący się nieustannie swych sztuczek Kreml nie porzuca wszakże starych receptur, skoro mają szansę dalej się sprawdzać: do znaków szczególnych maestrii tamtejszej pracowni należy manipulacja zagadnieniem narodowości. Hitler, niepogodzony ze własną, mieszaną, innymi gardził i militarnie bez sensu kazał gardzić. Lenin, jego najlepszy gruziński uczeń i kolejni, przechwytując sporo zasobów, doświadczeń i kadr swoich jakże łagodnych a przez się zgładzonych poprzedników – sami uznali się za chirurgów w dziedzinie narodowości i… na dziesiątki lat krew zalała wschodnie imperium oraz pół świata. Wyłuskiwanie mniejszości narodowych z całości społeczeństwa, używanie ich do kontrolowania nieokiełznanej dotąd większości kraju podbitego, z kolei budzenie „słusznej” przeciw nim niechęci i odwetu, bo się przecież w sposób nieuprawniony uprzywilejowały. „Żeby pamięci ludu tak nie bolały lata 1948 -1956, poczęstujmy ich rokiem 1968. Źle im? Skoro jeszcze nie plują na krzyż, niech plują na białą gwiazdę, na sześcioramienną, żeby tylko nie pluli na pięcioramienną, czerwoną, naszą!” Szatańską.
Podobnie jak manipulację religią, gdy w czas piekielnej rzezi Kościoła konstruuje się własną „Żywą Cerkiew”, która wszystko pokropi i pochwali (jak potem własny „Tygodnik”), a wdeptawszy kapłanów w ziemię, wyciąga się ich stamtąd, gdy nużno i nada, gdy wróg u bram, tak manipulację kryterium narodowości traktuję jako wizytówkę tamtej szkoły. Gdy się – jak niedawno na sali sądowej poetę – pogardliwie przepytuje, czy nie Niemiec, albo jak w dawnych już epokach geologicznych, w liceum, post-partyjna nauczycielka przesłuchiwała mnie publicznie, skąd się tu wziąłem, bo mówię przecież inaczej, bo mam kresowy akcent…
Czytam o składzie Legionów Piłsudskiego, o polskim przedwojennym korpusie oficerskim. Przekonuję się. Tak, obok przede wszystkimi Polaka tutaj rdzennego, tego „najprawdziwszego”, tego „z mlekiem matki” (czy jest ktoś taki po nawałnicach dziejów? – oby go jak najwięcej!) – i Niemiec, i Litwin, i Żyd, i Tatar, i Ormianin, i Rusin i Rosjanin-uciekinier – „będziem Polakami”. Już staliśmy się przez wieki. A przez pasterzowanie świętych kapłanów będziem w przewadze i katolikami i już nimi od wieków jesteśmy, wśród wszystkich ludzi „dobrej woli”. Fides de necessitate non esse debet – „Nie potrzeba, aby wiara była z przymusu” – powtarzam za księdzem Pawłem Włodkowicem z Akademii, triumfalnym mówcą soboru w Konstancji, pogromcą prusko-krzyżackiej pogardy wobec (jeszcze) nieochrzczonych bliźnich. „Będziem Polakami!” – cytowałem onegdaj podczas powierzonego mi kazania na 11 listopada w Oleśnie, jak mówiono to do siebie w 1918 roku w rodach pruskiej szlachty na środkowym, Polsce przypadłym Pomorzu. „Będziem!” I słuchano.
Nie brakuje ludności żydowskiej także na dzisiejszym Opolskim Śląsku – i przyjezdnej, i rdzennej. Owszem, są rodziny, są całe przysiółki, są nawet rzymskokatoliccy kapłani. Ktoś o swoich korzeniach prawi na odpuście, ktoś tylko szepcze do ucha… Ja, Polak-katolik, ksiądz na w pół a z biskupiego dekretu „trydencki”, wspomniałem tych braci, gdym, zaproszony na tegoroczny królewski Jubileusz do Londynu i Birmingham, miał tam okazję zasiadać do stołu z wieloma ludźmi, a między nimi – z moim rówieśnikiem – katolickim proboszczem o wyraźnie żydowskim wyglądzie i tożsamości. Nie było już, jak się zdarzyło nie tylko w roku 1947, 1965 czy ubiegłym, rozruchów o podtekście narodowościowym, etnicznym czy kulturowym. Wszystko tonęło w ich narodowych flagach. Wracałem z lewacką gazetą o Żydach w ręku i kilkoma nowymi książkami z historii i teologii katolickiej w torbie. Może mądrzejszy.
Cała liturgia Mszy świętej na dzień świętej Anny, głównej Patronki Opolszczyzny, koncentruje się na realizacji obietnic Boga wobec narodu wybranego Starego Przymierza i naszym – Nowego Izraela – w tym uczestnictwie dzięki Wcieleniu Przedwiecznego:
Modlitwa dnia:
Panie, Boże naszych ojców, Ty wybrałeś świętą Annę na matkę Maryi, która została Rodzicielką Twojego wcielonego Syna, * przez jej wstawiennictwo daj nam osiągnąć zbawienie obiecane Twojemu ludowi. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, † który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, * Bóg, przez wszystkie wieki wieków.
Modlitwa nad darami:
Wszechmogący Boże, przyjmij te dary jako znak naszego oddania, † i spraw, abyśmy się stali uczestnikami tego błogosławieństwa, * które obiecałeś Abrahamowi i jego potomstwu. Przez Chrystusa, Pana naszego.
Modlitwa po Komunii:
Boże, z Twojej woli Jednorodzony Syn Twój wziął na siebie nasze człowieczeństwo, abyśmy się stali uczestnikami Boskiego życia, † uświęcaj swoje przybrane dzieci, * które nakarmiłeś przy swoim stole. Przez Chrystusa, Pana naszego.
Kilka lat temu, podczas kazania na wieczornej Mszy świętej sub Divo („pod Bogiem”, „pod gołym niebem”) rozpoczynającej tłumne obchody odpustu świętej Anny w rzeczonym Oleśnie pozwoliłem sobie rozważyć jaka mogła być, jak mogła wyglądać owa wielce tam czczona Patronka. „Babcia Pana Jezusa podobna była do tych szacownych, pobożnych, wiekowych oleskich Żydówek, które sprzed wojny pamiętają najstarsi z parafian i pielgrzymów”.
To Ktoś z nas.
Autor: ks. Sebastian Krzyżanowski
Opole, 26. 07. 2012 r.

wtorek, 17 lipca 2012

Synowie Przymierza Polin



Komorowski a Synowie Przymierza B'nai B'rith w Polsce

Tydzień przed Wielkanocą 2010 odbyła się manifestacja przeciwko budowie na warszawskiej Ochocie meczetu. To pierwsza tak głośna akcja dotycząca problemu, który w zachodniej Europie od dawna rozbudza emocje. Ale zwolennicy powstania muzułmańskiej świątyni w stolicy Polski nieoczekiwanie znaleźli wsparcie w pewnej organizacji, o której istnieniu większość Polaków nie ma pojęcia, choć skupia znaczące postaci życia publicznego.
Otóż zaraz po manifestacji ukazało się oświadczenie B'nai B'rith Polin, przedstawiającego się jako "stowarzyszenie polskich Żydów". W oświadczeniu czytamy, że "protest przeciwko budowie meczetu w Warszawie jest niezrozumiały i niczym niewytłumaczalny. Rozbudzanie nastrojów antyarabskich w niczym nie różni się od podsycania antysemityzmu. (...) Ten obecny protest nielicznych - na szczęście - warszawiaków jest jak przeniesiony z czasów nawoływań do pogromów antyżydowskich przed stu laty w carskiej Rosji czy czasów tworzenia imperium Hitlera w III Rzeszy". Na koniec B'nai B'rith Polin wzywa protestujących, by "przestali kalać dobre imię Polaków i Polski, kraju szczycącego się tysiącletnią tradycją tolerancji".
Oświadczenie opublikował w całości stołeczny dodatek "Gazety Wyborczej", nie informując jednak czytelników, czym jest owo stowarzyszenie. Tymczasem założone w 1846 r. w Nowym Jorku B'nai B'rith (po hebrajsku: Synowie Przymierza) to najstarsza i bodaj najbardziej wpływowa żydowska organizacja na świecie. Oficjalnie przedstawia się jako ruch filantropijny i oświatowy, w dodatku neutralny w kwestiach religijnych i politycznych - ale to samo zawsze mówiła o sobie europejska masoneria, co nie przeszkadzało jej w odgrywaniu istotnej roli politycznej i w walce z Kościołem katolickim. To porównanie nie jest zresztą przypadkowe, gdyż B'nai B'rith zorganizowana jest właśnie tak jak masoneria - jej członkowie skupiają się w lożach. Członków jest ok. pół miliona w 58 krajach.
Spotkanie w ambasadzie
Polski oddział tej organizacji - B'nai B'rith Polin - istnieje niespełna 3 lata, choć tradycje ma znacznie starsze. Pierwsze loże na ziemiach polskich powstały pod koniec XIX w., a w II RP istniało aż 10 lóż. Końcem ich działalności był listopad 1938 r., kiedy to prezydent Ignacy Mościcki wydał dekret o rozwiązaniu organizacji masońskich, do których została zaliczona także B'nai B'rith.
Istniejąca obecnie B'B'nai B'rith Polin powstała we wrześniu 2007 r. Nie pisały o tym gazety, nie informowała telewizja, ale wzmiankę na ten temat można znaleźć na stronie internetowej Ambasady USA w Polsce. Warto zacytować ją w całości, bo jest bardzo wymowna: "9 września przy okazji otwarcia nowej loży B'nai B'rith w Warszawie ambasador Victor Ashe spotkał się z działaczami tej organizacji - prezesem Moishem Smithem i wiceprezesem Danem Mariaschinem. Omówiono m.in. sprawę ustawodawstwa dotyczącego zwrotu mienia oraz kwestie związane z Radiem Maryja i Telewizją Trwam. Otwarcie warszawskiej loży B'nai B'rith oznacza odrodzenie się tej organizacji żydowskiej w Polsce po niemal 70 latach nieobecności".

Pierwszym prezydentem polskiego oddziału B'nai B'rith został prof. Andrzej Friedman, lekarz-neurolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i Wojewódzkiego Szpitala Bródnowskiego, a przy tym syn Michała Friedmana, dawnego politruka LWP i szefa Wydawnictwa MON, który po usunięciu z wojska (w stopniu pułkownika) i z partii w 1968 r. został czołowym tłumaczem literatury hebrajskiej i jidysz.
Ulubiony dziennikarz marszałka
Znacznie ciekawsza jest jednak postać obecnego prezydenta B'nai B'rith Polin, który podpisał wspomniane oświadczenie w sprawie meczetu, ale także wcześniejsze, ze stycznia br., w którym ostro skrytykowano biskupa Tadeusza Pieronka za głośny wywiad dotyczący holokaustu. Otóż od lutego 2009 r. prezydentem B'nai B'rith Polin jest znany dziennikarz i bliski współpracownik Bronisława Komorowskiego  - Jarosław J. Szczepański. Od połowy lat 70. pracował w "Expressie Wieczornym", gdzie zajmował się tematyką gospodarczą, zwłaszcza górnictwem. W 1981 r. był szefem działu informacyjnego "Tygodnika Solidarność", później współpracował z podziemnymi strukturami związku na Śląsku, dzięki czemu w 1989 r. znalazł się przy "okrągłym stole" jako sekretarz strony "solidarnościowej" w podzespole górniczym. Niedługo potem wrócił do "Tygodnika Solidarność" - już jako sekretarz redakcji - ale nie na długo, bo ostentacyjnie odszedł  stamtąd, gdy kierownictwo gazety objął Jarosław Kaczyński. Od początku lat 90. związany był z Telewizją Polską, a w latach 1997-2000 przebywał w USA, gdzie jego żona, również znana dziennikarka Dorota Warakomska, była korespondentką TVP. Po powrocie do kraju Szczepański został wiceszefem Telewizyjnej Agencji Informacyjnej i choć w 2002 r. stracił posadę na Woronicza, to wrócił tam już po dwóch latach - tym razem jako rzecznik prasowy nowego prezesa Jana Dworaka, starego znajomego jeszcze z początku lat 80. (Dworak był wówczas sekretarzem redakcji "Tygodnika Solidarność", którą kierował Tadeusz Mazowiecki).
Gdy Dworaka w TVP zastąpił Bronisław Wildstein, Szczepański ostatecznie odszedł z telewizji. Niedługo potem, na początku 2007 r., jego nazwisko znalazło się w raporcie z likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych - jako niejawnego współpracownika WSI. Podczas pracy w TAI miał on informować WSI o "planach w zakresie zmian personalnych co do zagranicznych korespondentów TVP", a po opuszczeniu telewizji "oferował WSI gotowość infiltracji "Rzeczpospolitej" lub "Wprost" bądź "innej związanej z jego profesją instytucji"". On sam stanowczo zaprzeczył tym informacjom, wytoczył proces sądowy Ministerstwu Obrony Narodowej (sprawa jeszcze się nie skończyła), opublikował też list otwarty do prezydenta Kaczyńskiego. Do dziś twierdzi, że jego współpraca z WSI polegała tylko na tym, że w 2002 r. na prośbę znajomego oficera z ataszatu wojskowego w Waszyngtonie przywiózł z Rosji zakupiony w księgarni komplet map jeziora Bajkał i okolic, gdzie przebywał na urlopie.
Kilka tygodni po publikacji raportu ówczesny wicemarszałek Sejmu Bronisław Komorowski zatrudnił Szczepańskiego jako swojego doradcę medialnego. Polityk PO mówił wówczas: "z Jarosławem Szczepańskim znam się od stu lat", przekonywał: "mamy do siebie zaufanie, poza tym ma świetną opinię", trudno jednak nie dostrzec w tym geście wyraźnej deklaracji politycznej: oto jedyny polityk Platformy, który od początku konsekwentnie sprzeciwiał się likwidacji WSI, zatrudnił dziennikarza oskarżonego o współpracę z tymi służbami. Co więcej, gdy jesienią 2007 r. Komorowski został marszałkiem, od razu powołał Szczepańskiego na stanowisko szefa Biura Prasowego Kancelarii Sejmu. Nie pełnił tej funkcji długo, bo zaledwie pół roku, ale nawet w tak krótkim czasie "zasłynął" odebraniem stałych przepustek dla dziennikarzy niektórych mediów, w tym "Naszej Polski", "Naszego Dziennika", "Tygodnika Solidarność", telewizji Trwam.
Profesor od ateizmu
Od początku funkcjonowania B'nai B'rith Polin jej wiceprezydentem jest prof. Jan Woleński (właściwie Hertrich-Woleński), filozof i logik z UJ, w latach 1965-1981 członek PZPR, później związany z "Solidarnością". W czasach głębokiego PRL działał w urzędowym, antykatolickim Stowarzyszeniu Ateistów i Wolnomyślicieli, dziś zasiada w Komitecie Honorowym Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów - organizacji o podobnym charakterze, która od kilku lat propaguje m.in. "śluby humanistyczne", czyli ateistyczne parodie religijnych ceremonii ślubnych (także jednopłciowych). W maju 2007 r. prof. Woleński był jednym z założycieli krakowskiego Ruchu na rzecz Demokracji, zainicjowanego przez Kwaśniewskiego, Wałęsę i Olechowskiego przeciwko rządom PiS. Dał się poznać również jako zagorzały przeciwnik lustracji - napisał nawet na ten temat książkę pt. "Lustracja jako zwierciadło".
Tropiciel antysemitów
W zarządzie B'nai B'rith Polin znajdziemy także inną charakterystyczną postać elity III RP. Sergiusz Kowalski - bo o nim mowa - to jeden z najostrzejszych publicystów z kręgu "Gazety Wyborczej", bez wahania i bez umiaru zarzucający przeciwnikom politycznym antysemityzm i ksenofobię, nazywający ich "czarną sotnią", "ciemnogrodem" itp. W 2003 r. Kowalski wraz z pisarką Magdaleną Tulli opublikował książkę pt. "Zamiast procesu. Raport o mowie nienawiści", zawierający liczne cytaty z prasy prawicowej (w tym z "Naszej Polski"), w których autorzy doszukali się antysemityzmu. Wśród "oskarżonych" przez parę Kowalski-Tulli znaleźli się liczni kapłani katoliccy z Prymasem Glempem na czele, arcybiskupami Michalikiem i Majdańskim, biskupami Lepą i Stefankiem. Taka "bezkompromisowość" Sergiusza Kowalskiego, rzadka nawet na tle środowiska "GW", do złudzenia przypomina postawę jego dziadka, Władysława Kowalskiego ps. "Grzech", członka władz Komunistycznej Partii Polski, szybko jednak usuniętego i potępionego przez Komintern za ultralewicowe sekciarstwo.
Ludzie z cienia
W obecnym zarządzie B'nai B'rith Polin znajdziemy też dwie inne, mniej znane, ale jakże charakterystyczne osoby. Funkcję skarbnika pełni Agnieszka Milbrandt, dyrektor Społecznej Szkoły Podstawowej nr 30 i Społecznego Gimnazjum nr 5 w Warszawie, a równocześnie skarbnik Towarzystwa Oświaty Niepublicznej, skupiającego dyrektorów prywatnych szkół z całej Polski. Natomiast sekretarzem zarządu B?nai B?rith Polin jest dr Jonathan Britmann, psycholog pracujący w Szpitalu Psychiatrycznym w Tworkach i wykładający na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, pochodzący zaś z Izraela, gdzie był funkcjonariuszem służb specjalnych. Korzystając ze swoich doświadczeń, Britmann założył w Polsce Izraelską Akademię Treningu Walki "Sayeret" zajmującą się doradztwem i szkoleniem w zakresie bezpieczeństwa i ochrony firm. Ten wszechstronny Izraelczyk jest także redaktorem naczelnym magazynu internetowego "Forum Żydów Polskich".
Warto też wymienić kilka nazwisk spośród tych założycieli polskiej loży B'nai B'rith, którzy nie występują oficjalnie jako członkowie jej władz. Mamy tu więc np. byłych posłów Jana Lityńskiego (z Unii Wolności) i prof. Pawła Śpiewaka (z PO), byłego wiceministra spraw zagranicznych, obecnie ambasadora w Hiszpanii Ryszarda Schnepfa, dyrektora tworzonego Muzeum Historii Żydów Polskich Jerzego Halbersztadta, a nawet Romualda Jakuba Wekslera-Waszkinela, katolickiego księdza i wykładowcę KUL, który swego czasu ?odkrył? swoje żydowskie pochodzenie i od tej pory jest ulubieńcem arcybiskupa Życińskiego.
http://www.bibula.com/?p=20601

W niedzielę, 9 września br./2007/ organizacja żydowska o nazwie'Niezależny Zakon Synów Przymierza' - Independent Order of B'nai B'rith, reaktywowała po prawie 70 latach swoją działalność w Polsce. W uroczystości w Warszawie wzięło udział wiele osób, m.in. prezydent B'nai B'rith International Moishe Smith.
http://hopka.pl/zb29
Ewa Junczyk-Ziomecka - Podsekretarz Stanu w Kancelarii Prezydenta przekazała w imieniu Prezydenta Kaczyńskiego wyrazy radości z "odrodzenia się" tej organizacji po 70 latach w Polsce.
http://hopka.pl/zb28
(Faktu tego nie odnotowano na stronach internetowych Kancelarii Prezydenta. W tym dniu odnotowano List Prezydenta RP do uczestników Dożynek Diecezji Łomżyńskiej)
Ambasador USA Victor Ashe spotkał się z działaczami tej organizacji – prezesem Moishem Smithem i wiceprezesem Danem Mariaschinem.
Omówiono m.in. sprawę ustawodawstwa dotyczącego zwrotu mienia oraz kwestie związane z Radiem Maryja i Telewizją Trwam.



W 2007 po niemal 70 latach nieistnienia odrodziła się w Polsce jedna z najbardziej znaczących organizacji Żydowskich - B’nai B’rith – Loża Polin.

Stowarzyszenie B’nai B’rith - „Synowie Przymierza”. jest najstarszą żydowską organizacją d międzynarodowa. Założona ona została 13 października 1843 r. przez kilkunastu żydowskich emigrantów z Niemiec, na czele których stał Henry Jones.

Rozwój B’nai B’rith w Stanach Zjednoczonych nastąpił bardzo szybko, loże powstawały w wielu miastach. Pierwsza loża poza Stanami Zjednoczonymi powstała w 1875 r. w Kanadzie a pierwsza loża w Europie została stworzona w 1882 r. w Berlinie. Obecnie B’nai B’rith liczy około 80 000 członków w 58 krajach.

Cele B’nai B’rith opisane są jak następuje w konstytucji:

„B’nai B’rith jest międzynarodową organizacją żydowską, która poświęca się bezpieczeństwu i trwałości narodu żydowskiego i państwa Izrael, obronie praw człowieka, zwalczaniu antysemityzmu,bigoterii i ignorancji, tudzież okazywaniu usług społeczności na zasadzie najszerzej pojętych zasad humanitarnych. Jej zadaniem jest zjednoczyć osoby pochodzenia żydowskiego i uwydatnić tożsamość żydowską za pośrednictwem wzmacniania żydowskiego życia rodzinnego i wychowania i kształcenia młodzieży, szeroko pojętych usług dla osób starszych, oraz obrony Żydów i działalności na ich korzyść na całym świecie.”

Jedną z zasad B’nai B’rith jest neutralne stanowisko w dziedzinie religii i polityki. Mogą do niego należeć ludzie najróżnorodniejszych tendencji religijnych i wszystkich poglądów politycznych. Jest on otwarty na tych samych zasadach dla kobiet i dla mężczyzn.

Godłem B’nai B’rith jest siedmioramienny świecznik (na wzór tego, który znajdował się w Świątyni w Jerozolimie) i jego hasłem jest „dobroczynność, miłość bratnia i zgoda”.

Podstawową jednostką struktury B’nai B’rith jest loża. Każda loża otrzymuje od władz centralnych dokument („charter”), który daje jej prawo posługiwania się nazwą B’nai B’rith. Loże są zgrupowane w większe jednostki, tradycyjnie zwane „dystryktami”, chociaż w ostatnich latach struktura ta stała się bardziej skomplikowana. W r. 1999 dwa dystrykty istniejące w Europie (dystrykt XV – Wielka Brytania i Irlandia - i dystrykt XIX – kontynent europejski) połączyły się w jedną całość pod nazwą „B’nai B’rith Europa” (BBE) z siedzibą w Brukseli. Było to spowodowane możliwością odgrywania poważniejszej roli w ramach Unii Europejskiej. Wszystkie te jednostki działają w ramach B’nai B’rith międzynarodowego (B’nai B’rith International – BBI), którego siedziba znajduje się w Waszyngtonie.

Naczelnym organem BBI jest międzynarodowa Konwencja, która zbiera się raz na dwa lata i na którą wszystkie loże mogą wysłać przedstawicieli. Wybiera ona międzynarodowego prezydenta. Tradycyjnie Prezydent jest ze Stanów Zjednoczonych. Podobnie BBE organizuje Konwencję co dwa lata.

Pośród wielu czynności podejmowanych przez B’nai B’rith najbardziej widoczną jest działalność mająca na celu zwalczanie rasizmu, dyskryminacji rasowej i antysemityzmu i obronę praw człowieka. Jest to tradycja której początki sięgają do pierwszych lat organizacji. Już w latach sześćdziesiątych XIX wieku B’nai B’rith brał czynny udział w akcji międzynarodowej mającej na celu zapewnienie praw obywatelskich Żydom w Rumunii, którzy tych praw byli pozbawieni po otrzymaniu przez ten kraj niepodległości w r. 1866. W r.1913 B’nai B’rith stworzył specjalną organizację anty-rasistowską, Anti-Defamation League (ADL), która działa obecnie jako organizacja niezależna i cieszy się dużym poważaniem w Stanach Zjednoczonych i w innych krajach. Jako przykład tego typu akcji w ostatnim okresie można wspomnieć działalność B’nai B’rith w różnych krajach europejskich w celu zwrócenia uwagi władz państwowych i opinii publicznej na niedopuszczalne cechy podręczników szkolnych używanych przez Władzę palestyńską, pełnych nienawiści do Izraela i do narodu żydowskiego w ogóle. Na skutek tej akcji Parlament Europejski przyjął uchwałę zabraniającą zużycia zasobów budżetu Unii Europejskiej do finansowania tych podręczników.

W ramach tych działań B’nai B’rith utrzymuje kontakty, na szczeblu krajowym jak i międzynarodowym, z władzami państwowymi, placówkami dyplomatycznymi, członkami parlamentów i władz samorządowych, organami masowego przekazu. Jest on również obecny w organizacjach międzynarodowych. B’nai B’rith jest uznany jako organizacja pozarządowa utrzymująca oficjalne stosunki z Organizacją Narodów Zjednoczonych, Organizacją Narodów Zjednoczonych do spraw oświaty, nauki i kultury (UNESCO), Radą Europy i Organizacją Państw Amerykańskich i utrzymuje także stosunki z organami Unii europejskiej.

Inne pola działalności B’nai B’rith dotyczą akcji humanitarnej i kultury. Jako przykład można przytoczyć pomoc finansową i materialną (żywność, lekarstwa), jaką B’nai B’rith okazuje niektórym gminom żydowskim
w Europie wschodniej, dzięki zasobom, które sam zbiera tudzież dotacji, którą otrzymał od rządu holenderskiego..

Istnieje także organizacja młodzieżowa B’nai B’rith, pod nazwą „B’nai B’rith Youth Organization” (BBYO). Jest ona zwłaszcza czynna w Stanach Zjednoczonych, ale również w niektórych krajach europejskich, np. we Francji.

Kilka słów o B’nai B’rith w Polsce

Na ziemiach polskich pierwsze loże B’nai B’rith powstały pod koniec XIX wieku, w zaborze pruskim (Katowice 1883, Poznań 1885, Chorzów 1903) i austriackim (Bielsko 1889, Kraków 1892, Lwów 1899). Loże te należały naturalnie do dystryktu VIII (Niemcy) lub X (Austria-Węgry). W b. zaborze rosyjskim loże powstały dopiero po odzyskaniu niepodległości (Warszawa 1922, Łódź 1926). Oddzielny dystrykt polski (numer XIII) został stworzony w r. 1924, z siedzibą w Krakowie . Prezydentem tego dystryktu był Leon Ader, adwokat krakowski, od jego stworzenia do r. 1937, kiedy zastąpił go Ludwik Rattler, również adwokat krakowski.

Według danych „Książki adresowej” członków B’nai B’rith, wydanej w Krakowie w r. 1937, istniało wtedy w Polsce 10 lóż do których należało 934 członków.

Istniały także loże kobiece i związki młodzieżowe. Należy wspomnieć, że kilka lóż istniejących poprzednio, m.in. w Bydgoszczy i w Toruniu, zostało rozwiązanych przed r. 1937 z uwagi na brak członków. Trzeba również podkreślić że istniały loże B’nai B’rith na ziemiach niemieckich przyłączonych do Polski w r. 1945 (m.in. kilka lóż we Wrocławiu) i w Gdańsku.

Nieliczna grupa członków B’nai B’rith w przedwojennej Polsce składała się w dużej większości z przedstawicieli elity społecznej i gospodarczej. Na liście członków znajdują się przede wszystkim przemysłowcy, kupcy, bankierzy i dyrektorzy przedsiębiorstw, adwokaci i lekarze. Jest wśród nich cały szereg znanych osobistości (np. Mojżesz Schorr i Majer Bałaban) oraz kilku senatorów i posłów na Sejm.

Działalność B’nai B’rith w Polsce przerwał dekret Prezydenta Rzeczypospolitej z 22 listopada 1938 r. rozwiązujący organizacje masońskie w Polsce. Pomimo starań kierownictwa B’nai B’rith, które usiłowało dokazać że B’nai B’rith nie zaliczał się do masonerii, decyzja ta została również zastosowana do B’nai B’rith. Miało to przynajmniej jedną dodatnią konsekwencję: akta B’nai B’rith w Krakowie zostały zabrane przez Starostwo Grodzkie i prawdopodobnie dzięki temu ocalały, choć nie całkowicie (między innymi nie odnaleziono biblioteki) i nie zawsze w dobrym stanie. Zespół ten znajduje się obecnie w Archiwum Państwowym w Krakowie gdzie został on starannie zachowany, skatalogowany i opracowany.

Niniejszą notatkę opracował
Witold Zyss
Przedstawiciel B’nai B’rith przy UNESCO

B’nai B’rith Polska – Loża Polin

Stowarzyszenie ma na celu:

  1. działanie na rzecz rozwoju społeczności żydowskiej,
  2. obronę praw człowieka i wspieranie powszechnej tolerancji,
  3. przeciwdziałanie antysemityzmowi, rasizmowi i innym formom ksenofobii,
  4. utrwalanie społecznej pamięci o Zagładzie,
  5. promowanie dobrych stosunków międzynarodowych i międzywyznaniowych, wspieranie pokojowego współistnienia, zwłaszcza między Żydami i nie–Żydami, tak w Polsce, jak i zagranicą,
  6. przeciwstawianie się kampaniom nienawiści wobec Państwa Izrael,
  7. pomoc ofiarom prześladowań etnicznych i terroryzmu,
  8. wdrażanie w życiu publicznym zasad filantropii, honoru i odpowiedzialności obywatelskiej, w tym prowadzenie działalności charytatywnej z zakresu pomocy ofiarom katastrof, klęsk żywiołowych, konfliktów zbrojnych i wojen, pomocy społecznej oraz działania na rzecz osób niepełnosprawnych, pomoc chorym i społecznie upośledzonym, wspieranie i ochrona ludzi starszych, owdowiałych i sierot,
  9. wspieranie kultury, sztuk pięknych i nauk.

Stowarzyszenie realizuje powyższe cele poprzez:

  1. propagowanie ich na forum publicznym, w tym poprzez wydawnictwa,
  2. współpracę z osobami i instytucjami o bliskich Stowarzyszeniu celach, w kraju i zagranicą,
  3. występowanie z wnioskami i opiniami do właściwych władz i urzędów, m.in. sądów i innych organów wymiaru sprawiedliwości w sprawach związanychz celami Stowarzyszenia
  4. docieranie z pomocą humanitarną do ofiar katastrof, klęsk żywiołowych, konfliktów zbrojnych i wojen,
  5. odwiedzanie chorych i społecznie upośledzonych i udzielanie im pomocy,
  6. organizacyjne i materialne wspieranie i ochronę ludzi starszych, owdowiałych i sierot,
  7. opiniowanie i wspieranie finansowe i organizacyjne projektów bliskich celom Stowarzyszenia,
  8. organizowanie spotkań, prelekcji, wystaw, koncertów oraz innych imprez publicznych,
  9. ochronę interesów członków Stowarzyszenia,
  10. fundowanie stypendiów.

Zarząd:
  • Przewodniczący: Jarosław J. Szczepański